#willakarpatia


Uprzedzając potencjalne komentarze - tak, jestem tu pierwszy raz, wcześniej nie wypowiadałam się na takie tematy publicznie, ale tym razem sądzę, że mój głos może wnieść coś do dyskusji na temat Wilii Karpatia.
Wciąż nie mogę wyjść zdumienia, jak tak pięknie położony obiekt, który jest naprawdę ładny, a w nowej części ciekawie - po zakopiańsku - urządzony, z całkiem dobrym jedzeniem, szarga sobie opinię na własne życzenie: arogancją, butą, przekonaniem o własnej nieomylności. A do tego - metaforycznie rzecz ujmując - dochodzą pięciozłotówki w oczach właścicieli...
Zaczęło się.... g*wnem. Na dzień dobry koleżanka zastała lustro wysmarowane g*wnem właśnie. I na dzień dobry grupie się oberwało, że to na pewno ktoś z nas jest sprawcą. Na początku to nas dziwiło, trochę śmieszyło, ale po akcji sobotniej doszliśmy do wniosku, że być może grupa zadowolona z pobytu równie jak nasza wystawiła w ten specyficzny sposób ocenę obiektu.
No i g*wnem się skończyło, tyle że bardziej śmierdzącym, bo nieuczciwość śmierdzi bardziej niż cokolwiek innego.
Miałam to szczęście nocować w rzeczonym pokoju 208. Na stronie internetowej pokój jest reklamowany jako dwuosobowy. Położono nas do niego we czwórkę; mnie i siostrę na małej rozkładanej sofie, odpowiedniej może dla małych dzieci, ale stanowczo za ciasnej dla dwóch młodych kobiet. Zgłosiliśmy problem właścicielce - zapewniła nas, że za dwa dni coś się zwolni i się przeniesiemy. Na zapewnieniach się skończyło. Na koniec skasowano nas tak samo, jakbyśmy mieszkali w dwóch dwuosobowych pokojach. Krystaliczna uczciwość, prawda?
Jeśli chodzi o kwestie finansowe. Cóż, umowa opiewała na pokoje w nowej części. Kolega, który organizował noclegi otrzymał wcześniej od właścicielki rozpiskę z pokojami. Gdy na koniec pobytu zrobiło się gorąco i pokazał ją, właścicielka stwierdziła, że rozpiska nie pochodzi od niej. Ciekawe, no nie? Na szczęście nie trzeba wielkich dochodzeń by potwierdzić autentyczność przesłanej rozpiski, jeśli kiedykolwiek ujrzy ona światło dzienne. 30 zł różnicy, o której pisze mkolumb nie jest wzięte z powietrza. Uczestniczka naszego wyjazdu po prostu zadzwoniła do Wilii i pani Krystyna poinformowała ją, że różnica w cenie między pokojami w nowej i starej części wynosi właśnie 30zł. Mojej mamie Pani powiedziała - gdy pytała o ewentualne przyszłe noclegi, że 40zł. Niestety, pani Krystyna face-to-face wypierała się swoich słów i ostatecznie tak już poplątała się w cenniku, że nie wiedziała, ile za jaki pokój. Co w tym więc dziwnego, że nie chcieliśmy zapłacić za "stare", niezgodne z pierwotną umową ceny, na którą umówiliśmy się owszem, ale za "nowe" pokoje? Po długich negocjacjach właściciele zaproponowali obniżkę za trzy "stare" pokoje o 10zł. Co dziwnego w tym, że nie chcemy przystać na 10zł, jeśli sami właściciele różnicę wyceniają na 30zł? Jeśli zaznajomimy się bliżej z procentami, to jeśli doliczymy dany grupie upust na pobyt, to różnica wyniesie i tak co najmniej 25zł....
Słowa z oświadczenia właścicieli: "organizator nie zamierza uregulować znacznej kwoty pozostałej do zapłaty i zamierza opuścić nasz pensjonat bez płacenia". Krótka matematyka - jest nas trzydziestu parę, mieszkamy przez tydzień w pensjonacie, mnożymy przez średnią cenę pokoju...a teraz liczymy, jaką część tej kwoty stanowi tysiąc złotych. Mnie wychodzi 4-5 %. Rzeczywiście, ZNACZNA kwota pozostała do zapłaty.
"W końcu ustąpiliśmy i po 2 godzinach nas wypuszczono.
Nieprawda. To właściciele okazali dobrą wolę pozwalając na opuszczenie pensjonatu bez zapłaty za pobyt. Organizator wraz z grupą opuścił nasz pensjonat nie wywiązując się z umowy, czyli nie płacąc za pobyt. "
Posądzanie nas, że nie zapłaciliśmy za pobyt jest - delikatnie rzecz ujmując - bardzo nie w porządku. Ton oświadczenia sprawia wrażenie, jakbyśmy zwiali nie płacąc ni grosza. Co jest ewidentnie nieprawdziwe - pobyt został opłacony, z wyjątkiem spornej różnicy w cenie pokoi, opiewającej na tysiąc złotych.
Ale już zupełnie niepojętym akordem zamieszania finansowego był fakt, że na początku sobotniego sporu właściciele usiłowali nam wmówić, że grupa była liczniejsza o jedną osobę i musimy opłacić jej tygodniowy pobyt. Kto to mógł być - James Bond??? W celu znalezienia "nocującej potajemnie osoby" został przeszukany trzyosobowy pokój kolegów. Cóż, nie udało się właścicielom wcisnąć nam kitu z fikcyjną osobą, więc właściciele zaczęli kręcić z umową o pokoje i ich standardy. Szkoda, że się nie zreflektowali, że kręcąc finansową karuzelę kręcą bicz na siebie...
Oświadczenie opublikowane przez właścicieli na wykopie budzi moje wątpliwości. Gdzie jest oświadczenie pisane ręcznie, w którym z nazwy wymienione są trzy pokoje w "starej" części, które otrzymaliśmy mimo innej umowy? Byłam przy tym, gdy kolega je odczytywał wobec właścicielki, nie mogącej poskromić wściekłości, czemu dała wyraz krzycząc na kolegę organizatora.
No dobra, teraz sprawa "apartamentu" organizatora, o którym właściciele wspominają w oświadczeniu. Kolega dostał apartament właśnie, bo na miejscu okazało się, że nie ma "normalnych" miejsc. I chwała mu za to, że nie odstąpił go innemu - bo apartament był 2-osobowy, a mieszkańców było troje; w efekcie kolega spał na materacu na ziemi; takie to apartamentowe przestrzenie mu udostępniono! Poza tym z kanalizacji unosił się przykry zapach...
Sprawa domniemanego pobicia. Cóż, akcję widział jeden z uczestników i udzielił informacji policji, jak to wyglądało. Gdyby było pobicie, policja zasądziłaby natychmiast obdukcję. Raczej właściciele powinni być wdzięczni policji, że nie popchnęli sprawy dalej - bo niestety agresji doświadczył nasz kolega, a nie syn właścicielki.
Zastanawia mnie postać Pani biorącej udział w najnowszym klipie Karpatii (od ok. 2 minuty). Pani ta aktywnie włączała się w niewybredne komentarze na nasz temat podczas soboty, przedstawiając się raz jako gość pensjonatu, raz jako pracownik. I nie mogła się zdecydować, w jakiej roli występuje. Fakt faktem - któregoś dnia obsługiwała nas podczas posiłków. Czy to dozwolone, tak bez zatrudnienia i książeczki sanepidowskiej?
Poziom kultury właścicieli... no niestety, w sobotę trochę się nasłuchaliśmy. "Że jesteśmy tak jak poprzednia grupa, bo to widać po ilości wypitego alkoholu"; Nie wiem, zliczano nam butelki w koszach na śmieci? O koleżance w zaawansowanej ciąży ktoś z ekipy pensjonatu wypowiedział się, że "chlała całą noc". Brawo. Na pewno kobieta na niedługo przed porodem pije jakikolwiek alkohol... Od innego z pobratymców usłyszeliśmy, że "widział całe zajście i... możemy go w dupę pocałować".

Podczas sobotniej awantury właściciele nakazali nam opuścić obiekt twierdząc, że doba hotelowa już się skończyła. Co z tego, że na dworze zimno... Tylko że my ten obiekt rzeczywiście chcieliśmy opuścić, ale byliśmy przetrzymywani...
Odniosę się też do zakłócania ciszy i domniemanych gróźb. Któregoś razu zapukał do nas sąsiad i poprosił grzecznie, byśmy byli ciszej, bo dzieci śpią. I my równie grzecznie przeprosiliśmy i staraliśmy się nie hałasować.
Pomówienia, że balowaliśmy nocami i ciągle hałasowaliśmy są nie na miejscu. Dziwi mnie tylko, dlaczego nikt nie miał pretensji do dzieci, które szalały na korytarzu po 22 (godzina rozpoczęcia ciszy nocnej) ?
Akcja z parkingiem. W jednym z komentarzy Willa Karpatia pisze, że "nie prowadzimy parkingu". Jak to się ma do: "W związku z tym, że jak @mkolumb sam przyznaje kolega nie był naszym gościem naliczona została opłata zgodnie z publicznie dostępną i widoczną informacją, że koszt parkingu dla osób nie będących gośćmi Willi wynosi 100zł za godzinę"? To Willa Karpatia prowadzi parking czy nie? Jakoś nie mogę ogarnąć tej sprzeczności... A teraz czas na wisienkę na torcie! Informacji o cenniku parkingowym nie było. Pojawił się po blokadzie wjazdu w formie wydrukowanej kartki na zewnątrz obiektu :) Inna sprawa, że kultura hotelarstwa chyba zakłada, że mąż może podjechać po swoją żonę pod obiekt, w którym nocowała? Jasne, właściciele mogą sobie żądać pieniędzy za parking ile chcą. Tyle, że takie zachowanie jedno ma imię: zdzierstwo. Temat prawny - oznakowanie, podatki itp. już został poruszony, więc nie będę się w nim wypowiadać.
Odniosę się jeszcze do niektórych atrakcji w Willi:
- "do dyspozycji Gości 2 sale jadalniane (wielofunkcyjne) z kominkiem oraz salon z tv" No cóż, dyspozycyjność sali była dość oryginalna. Ostatniego dnia część grupy poszła do jednej z tychże sal, by wspólnie spędzić czas. Zostali wyproszeni, bo dla dzieci był wyświetlany film w godz. 19-21. Ok, da się zrozumieć - dzieci też mają swoje potrzeby. Wrócili po 21, chcieli sobie potańczyć - bez butów, by jak najmniej hałasować. I co? Zostali w dość niewyględnych słowach wyproszeni, "bo właściciele sobie nie życzą takich spotkań, jak chcą, to sobie mogą iść do knajpy niedaleko pensjonatu". Na upartego da się jeszcze zrozumieć, że można nie chcieć żadnych wspólnych spotkań gości. Ale niekulturalnego wypowiadania się do gości hotelowych to ja w ząb nie mogę zrozumieć... By nie było tak prosto, właściciele rozsiedli się w sali i "spotykali się" w najlepsze, skutecznie zakłócając wypoczynek nocny niektórym członkom naszej grupy.
- "godziny posiłków do ustalenia indywidualnie każdorazowo". Cóż, elastyczność Karpatii i na tym polu jest mocno oryginalna. Poprosiliśmy któregoś dnia o obiad na 13, dzień przed. Nie odpowiedziano nam od razu, kazano czekać do następnego dnia. Następnego dnia o 12 dowiedzieliśmy się, że obiad może być, ale o 15. Rozumiem, że gotowanie dla dwóch osób dużo wcześniej może być problematyczne, ale dla tak dużej grupy jak nasza?
- "ogólnodostępny całodobowy bufet z kawą z ekspresu (w cenie pobytu)" - dostępne to były szklanki, czajnik i lodówka. W sali restauracyjnej była wywieszona informacja, że kawa i herbata poza godzinami posiłków są odpłatne. Bez komentarza.
To co napisałam wyżej na temat "atrakcji" może nie jest dramatycznym pogwałceniem zasad przyjmowania gości, ale dość dobrze uwypukla stosunek, jaki właściciele Karpatii do gości mają.
W tej całej sytuacji bawi mnie to, że właściciele zdają się być nieświadomi, jakie dołki pod sobą kopią. Tak jak wspomniał mkolumb, gdyby nie zablokowano nam wyjazdu, zapłacilibyśmy całą kwotę i czując się oszukani, powrócilibyśmy do domów, ograniczając się może do drobnego komentarza w internecie. Jak napisał mkolumb, nasz kierowca miał zaraz po nas kurs i nie chcieliśmy robić mu problemów w pracy, naprawdę zależało nam, by o czasie opuścić obiekt. A tak zrobił się dym.
 Nasz błąd, że zdecydowaliśmy się na pobyt w miejscu o wątpliwej reputacji i nasz błąd, że gdy zastaliśmy stan faktyczny niezgodny z umową, to nie wialiśmy. Ale jak napisał - w sytuacji, gdy przyjechaliśmy z Pomorza, powrót nam się nie uśmiechał. Zaryzykowaliśmy i wyszło jak wyszło. Na szczęście nie musimy się rozstawać z Tatrami przez pensjonat, który swoich gości traktuje co najmniej nieuczciwie.

Wersje

Statystyki zobacz

© copyright 2019 by Wykop.pl