Chciałem podzielić się na świeżo moimi doświadczeniami z produktu oferowanego przez mbank pod nazwą auto assistance 24h w wersji premium. Być może zastanawialiście się jak wygląda pomoc w przypadku awarii za granicą, a może chcielibyście wiedzieć czy warto dopłacać przy car assistance do pakietu premium.

Kupuję to ubezpieczenie w okresie wakacyjnym już od kilku lat i do tej pory szczęśliwie nie miałem potrzeby z niego korzystać - do wczoraj. Wczoraj wypróbowałem je w praktyce.  Jesteśmy całą rodziną na wakacjach we Włoszech, wracamy samochodem z żoną i dziećmi wieczorem z wycieczki z Pizy. Do naszego kampingu mamy ok 90km. Na autostradzie w pewnym momencie słyszę huk a po chwili czuję że zaczyna mnie ściągać na prawą stronę. Włączam światła awaryjne, Zatrzymuję się, wysiadam, okazuje się że przednia opona od strony pasażera jest przebita. Jest już  ciemno godzina ok 22iej. Początek mamy trochę nerwowy,  każę wysiąść rodzinie z samochodu i założyć kamizelki odblaskowe, wygrzebuję z bagażnika i rozkładam trójkąt. 

Stoimy na łuku autostrady, kiepsko. Nadjeżdżające samochody widzą mnie później gdy dość szybko wypadają zza zakrętu. Dzwonię na infolinię axy. W telefonie zostało mi mniej niż 20% baterii, telefon żony został na kampingu. Na infolinii cały proces zaczyna się od weryfikacji czy posiadam ubezpieczenie, kilka kolejnych minut konsultant próbuje ustalić moje położenie. Tłumaczę mu że jestem na autostradzie a12 miedzy Piza a Livorno 164km w kierunku Livorno, ok 7 km za bramkami wjazdu Piza aeroporto. To mu nie wystarcza, domaga się dokładnych namiarów gps. Sprawdzam w nawigacji samochodowej, podaję szerokość i długość jednak prawdopodobnie nie są one w formacie jaki można wpisać do google maps, ponieważ konsultant twierdzi że jestem na środku oceanu. Ostatecznie udaję mi się go przekonać aby przysłał pomoc na wspomniany kilometr autostrady.

Konsultant dopytuje jeszcze o liczbę podróżujących samochodem osób. Mówię że jest nasz czworo w tym dwójka naszych 7letnich dzieci i zależy nam na sprawnej pomocy bo już późno, są zmęczone i trochę wystraszone. Na koniec konsultant informuje mnie że czas oczekiwania na pomoc to ok 3 godzin!!!

Na szczęście jesteśmy na wakacjach z drugą rodziną. Prosimy ich by przyjechali i zabrali dzieci. Oczywiście nam pomagają i  na autostradzie zostajemy we dwójkę.

Po 23iej dostajemy telefon od Włochów że pomoc przyjedzie za 30 minut. Super!!! O 23.40 dostajemy sms od axy że pomoc przyjedzie za ok 30 minut. ok może jakieś opóźnienie.

Od 0.30 zaczynam dzwonić na infolinię axy, jedno połączenie odrzucają a drugiego już nie odbierają. Rezygnuję z dalszych prób.

Patrzę że minęło ponad 2 i pół godziny od momentu kiedy po raz pierwszy zadzwoniłem do axy. Już mieliśmy iść do autostradowej budki SOS, gdy podjechała pomoc drogowa. Uff wreszcie, myślę że teraz już z górki.

Okazało się że to dopiero początek horroru. Z samochodu pomocy drogowej wytoczył się pijany kierowca. Poważnie, to nie było jedno piwo, wyraźnie czuliśmy wyziewy wysokoprocentowego alkoholu. Laweciarz popatrzył na samochód, ciężko oddychając powiedział "alora" (angielskiego niestety nie znał) i lekko zataczając się zabrał  do ładowania samochodu. Spojrzeliśmy na siebie z żoną co robić?

Szybka kalkulacja, czekamy już prawie 3 godziny, infolinia axy nie odbierała już ode mnie telefonu, jesteśmy w środku nocy na zakręcie autostrady, pośrodku niczego, zmęczenie całym dniem też już dawało się nam we znaki.

Wezwać policję? Prawdopodobnie kierowca lawety odjedzie nim przyjadą  i dalej będziemy w punkcie wyjścia. Dzwonić do axy? To już przerabiałem bezskutecznie 10 minut temu.
Trudno ryzykujemy. Może frajersko ale takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem. Słyszałem od teścia że laweciarze sami ładują samochód. Temu musiałem pomagać. Za trzecim razem udało się ustawić samochód na lawecie prosto.  Za pierwszym koło lekko wystawało z lewej strony więc opuszcza i zaczynamy od nowa za drugim z prawej strony lawety więc powtórka. Po 30 minutach możemy jechać. Okazało się że w kabinie oprócz laweciarza  był jeszcze młody chłopak (domyślam się że to jego syn). Zajmował się głównie oglądaniem telefonu i niestety też  nie znał angielskiego.  Zostało tylko jedno wolne miejsce siedzące w kabinie (kabina była typu 1+2) . Chłopak się trochę przesuwa upychamy się z żoną do kabiny. Kierowca rusza, ja próbuje zapiąć pasy, niestety są zablokowane i ani drgną. Jedziemy 120km/h autostradą, prawdziwa masakra, kierowca jedzie zygzakiem od lewej do prawej strony autostrady, pali papierosa i szuka czegoś w telefonie. Adrenalina skacze nam na najwyższy możliwy poziom. Nieliczne samochody wyprzedzają nas z lewej lub prawej strony w zależności od tego czy dryfujemy na lewo czy na prawo. W tym całym napięciu zastanawiam się jak będzie wyglądała dalsza pomoc. Jak wspomniałem pierwszy raz korzystam z assistance, wyobrażałem sobie że dojedziemy na 24h warsztat i nam naprawią lub wymienią oponę i będziemy jechać dalej. Zjeżdżamy z autostrady i o 1.30 laweta zatrzymuje się gdzieś na odludnym złomowisku kilka kilometrów od Livorno. Są tam wraki łodzi i samochodów. Nie wygląda to ani jak warsztat ani nawet jak parking pomocy drogowej. Sprawdzam w nawigacji gdzie jestem i zapisuję sobie lokalizację. Laweciarz otwiera bramę i rozładowuje samochód. 
Młody chłopak  przy pomocy  google translate pokazuje nam że samochód zostaje tutaj i wezwie nam taxi. Taxi oczywiście zwiezie nas tam gdzie chcemy, jak zapłacimy oczywiście. Pytam go, z pomocą  google translate o której będzie naprawiony samochód? Nie wiedzą. To proszę o numer do wulkanizatora który będzie naprawiał - nie znają.

Dzwonię do axy, w końcu mbank reklamował że w ubezpieczeniu premium mam w takiej sytuacji do wyboru  nocleg, samochód zastępczy lub transport. Tym razem konsultant odbiera. Tłumaczę mu że potrzebuję nocleg niedaleko Livorno. Jest już 1.50. Konsultant informuje że przekaże moją prośbę do działu technicznego. Do rana już nie zadzwoni nikt z axy.
Przyjeżdża taxi i pomocny taksówkarz pyta gdzie nas zabrać. Trochę rozumie angielski dzięki czemu udaje mu się ustalić warsztat do którego jak się okazuje rano zostanie przetransportowany nasz samochód. Mówi nam że o 10tej powinien być gotowy.  Zastanawiam się co dalej. do wyboru mamy nocleg w Livorno albo taxi na kamping ok 80 km. Jak się dowiaduje Taxi na kamping będzie kosztować ok 130E. Sprawdzam na bookingu ceny hoteli w Livorno. Jest lipiec w Toskanii ceny za hotel to ok 400-500zł za dobę. Tylko jak ustalić, który ma wolne pokoje w środku nocy? Do tego dojdzie transport taxi  do hotelu i z powrotem do warsztatu. Jeszcze nie wsiadłem a już na taksometrze mam nabite 14E. W portfelu mam 100E.

Postanawiamy jednak wybrać kamping. Głownie dlatego że nie wiemy kiedy będzie naprawiona opona w samochodzie (tzn. wiemy że o 10tej ale jak już się szybko zorientowaliśmy  zapewnienia odnośnie czasu w Toskanii są bardzo elastyczne) i dzieci pojechały wcześniej z rodziną na kamping a dodatkowo kierowca taksówki mówi że nas zabierze na kamping za te 100E. Niestety bez rachunku. Przed 4ta docieramy na miejsce i kładziemy się spać.
 

O 9tej rano dzwoni konsultantka z axy i pogodnym głosem pyta jakie mam wrażenia z usługi, którą mi zamówili. Opowiadam jej moje wrażenia jak wyżej. Pani jest zaskoczona i opowiada mi slogany jak ważna jest dla nich jakość świadczonych usług i z własnej inicjatywy proponuje mi złożenie reklamacji. Mam wrażenie że gdyby ona ją rozpatrywała już by była uznana.
Poza tym przekazuje mi informacje, które już wiem  tylko w ładniejszej formie tzn. samochód jest na "profesjonalnym parkingu drogowym" i zostanie przetransportowany do zakładu capaldi gome w celu  naprawienia opony. Czekam…. O 12tej dzwonię ponownie do axy. W końcu to tylko opona wiec ile może trwać naprawa. Konsultant z infolinii beznamiętnym głosem powtarza że samochód  jest na "profesjonalnym parkingu drogowym" i zostanie przetransportowany do warsztatu  w celu naprawienia opony. Oczywiście dadzą znać jak tylko będą mieli jakieś informacje. Żona postanawia sama zadzwonić do warsztatu (tel. znajdujemy w google) i dowiaduje się że samochód już jest u nich i będzie naprawiony ok 15tej - bo sjesta. Ok przynajmniej coś wiemy.

Po obiedzie ok  16tej dzwonie do Axy gdzie kolejny konsultant informuje mnie że samochód  jest na "profesjonalnym parkingu drogowym" i zostanie przetransportowany do warsztatu w celu naprawienia opony. Pytam czy próbowali coś zrobić w tej sprawie i dowiaduję się że nie  będą naciskać ani eskalować  ogólnie  zrobili już wszystko co mogli i czekają na wiadomości od ich włoskiego przedstawiciela. Zirytowany pytam się czy do soboty naprawią bo kończy mi się wtedy urlop. Konsultant zapewnia że robią co mogą  (czyli nic) ale w razie czego zapewnią nam bilety na powrót do domu (mam nadzieję że lepiej niż wczorajszy nocleg)
Żona dzwoni do warsztatu. Samochód jest już naprawiony i można odbierać.  Jadę i już o 18tej wracam naprawioną furą. Nawet nie sprawdzali czy moja. Koszt naprawy to 50E. Co za ulga. Zobaczymy co na to axa.

Teraz zaczyna się zabawniej. O 20tej dzwoni do mnie konsultantka z axy, i pyta czy ma mi zorganizować nocleg na dzisiaj w związku z tym że mój samochód  jest na "profesjonalnym parkingu drogowym" i oczekuje na przetransportowanie do warsztatu w celu naprawienia opony.  Postanawiam się zabawić ich kosztem i mówię że już nic od niej nie potrzebuję. O tym że mam już samochód nie wspominam.  Na koniec  Pani zapewnia że postarają się by jutro samochód trafił już do warsztatu.

Teraz tylko zastanawiam się jak skończy się kwestia refundacji poniesionych przeze mnie kosztów chociaż szczerze mówiąc nie wierzę już w żadne zapewnienia axy.
Co sądzę o assistance auto by axa? Możecie się domyślać. Wezwanie lawety to chyba szczyt ich możliwości. Resztę musicie załatwiać sobie sami, nawet jak reklamy w mbanku mówią inaczej.

Toskania, 12.07.2018

ps. jeżeli pojawią się dodatkowe newsy  w temacie  dorzucę później.

Statystyki zobacz

© copyright 2019 by Wykop.pl