Moja przygoda z serwisem Lenovo.

Niedawno, pod koniec roku 2018 kupiłem nowiutki ultrabook Lenovo IdeaPad 320s-13 w sieci RTV Euro AGD. Nie ma żadnych wodotrysków, nie ejst też kompem dla gracza... no może poza pasjansem. To miał być lekki, mały komputerek do pracy biurowej (głównie pisanie w Wordzie).

Uradowany dealem życia (2050zł za ładny, lekki sprzęt spełniający moje wymagania to spoko kwota według mnie) wróciłem do domu.

Pierwsze uruchomienie komputera, ekscytacja, podniecenie niewiadomym, ahh i ohh... i JEB! BlueScreen podczas pierwszego uruchomienia (instalacji Windows). Myślę sobie, że ok, że to się zdarza, przypadek, itp. W sumie to pewnie nic nie znaczy...

Za drugim razem udało się uruchomić, Windows się zainstalował, me oczy ujżały ferię barw na ekranie. Cudo. Zainstalowałem pakiet Office i postanowiłem obejrzeć z żoną jakiś film wieczorkiem.

Pop corn gotowy, żona też, film się grzeje na łączach... blue screen. Myślę sobie, WTF?! 

Ale że byłem zmęczony to już dałem sobie spokój z nerwami i postanowiłem delektować się filmem i nie tylko (pop cornem...;))

Następnego dnia w pracy, podczas super wytężonej pracy biurowej (czyt: pisanie pozwu albo jakiegoś innego czegoś) BSoD. Na szczęście w Office 365 zapisuje się co chwila w chmurze plik więc nic nie straciłem. Ale się wkurw... rzyłem.

Sytuacja z BSoD powtarzała się kilkudziesięciokrotnie na przestrzeni 2-3 tygodni. Instalowałem Windowsa 10 na nowo, na wszystkie możliwe sposoby, łącznie z formatem dysku i zainstalowaniu na czyściutkim. Nic to nie dało. Konsultanci Microsoft zasugerowali mi, że to nie wina systemu ale może pamięci RAM lub dysku SSD.

Zacząłem dokumentować występujące przypadki BSoD programem Bluescreenviewer i zapisywać logi z tego programu+robiłem dokumentację fotograficzną (ouuu jeee, pełna profeska) na wypadek wysłania sprzętu do serwisu na naprawę gwarancyjną. 

Dowodów na występowanie usterki miałem od groma, kilkadziesiąt zdjęć+ logi z programu, zgodnie z którym problem powoduje plik ntoskrnll.exe (czy jakoś tak), czyli plik jądra systemu. Poczytałem na internetach- zazwyczaj powodowany jest przez uszkodzony ram i/lub ssd. Super, myślę sobie- znam przyczynę problemu. Wysyłam sprzęt do serwisu łącznie z całą dokumentacją dot. BSoD co by panowie w serwisie zbytnio się nie natrudzili inaprawili szybko kompa bo wada ewidentna.

Laptop elegancko zapakowany poleciał gdzieś w siną dal. Codziennie sprawdzałem status naprawy i po wielu dniach nagle jest informacja bym zadzwonił do serwisu. Dzwonię... "nie wykryliśmy wady" Co?! WTF?! Ale jak to?! Przecież macie pełno zdjęć i logi i wogóle. No nie wykryli. Na moją prośbę by ktoś usiadł przy kompie i odpalił neta albo pasjansa albo worda/cokolwiek i poczekał chwilę a wadę zauważy (BSoD wyskakiwał kilka razy dziennie, nawet gdy komputer sobie stał tylko włączony). No ale nie sprawdzą bo już wysłali a jeżeli chodzi o dokonane naprawy to zainstalowali Windowsa na nowo...super, to jest właśnie to czego oczekuję po serwisie... To po kiedy grzyba każecie mi do siebie dzwonić?!

Komputer wrócił, po odebraniu go od kuriera i włączeniu wystarczyło 50 minut by wyskoczył BSoD. Kilkanaście dni siedział w serwisie i nie zauważyli wady a mi wyskoczył błąd po 50 minutach. Jprdl.

Na decyzję czy go przyjmą na zasadzie "reklamacji reklamacji" czekałem kolejne 2 tygodnie chyba no ale się w końcu doczekałem. Miły Pan z centrali Lenovo zaproponował, że wezmą go na testy do siebie. I uwaga, stał się cud- stwierdzili wadę. Łał. Myślę sobie super. Na zgłoszenie serwisowe czekałem kolejny tydzień, potem kolejne tygodnie oczekiwania (ja nie wiem czy oni ten serwis to mają w Mozambiku czy innej puszczy Amazońskiej, no ale newer mind). Komputer naprawiony, wrócił do mnie. Chciałbym z niego zacząć korzystać ale nie mogę. Nie mogę nawet stwierdzić czy działa. Serwis Lenovo zapomniał dołączyć do niego zasilacza. Tak, wysłałem go razem z zasilaczem, który zgubili. Kurwa. Myślałem że już bardziej nie da się spieprzyć obsługi serwisowej ale jednak.

Postanowiłem obejrzeć komputer (przed wysłaniem zrobiłem mu zdjęcia- był czysty, praktycznie nie nosił śladów użytkowania) i się załąmałem. Od spodu rysy (małe ale jednak rysy) a gumowe elementy od spodu brudne jak by serwis mieścił się gdzieś w kotle w hucie albo innej stodole. Oczywiście nie załączyli protokołu naprawy no bo po co, domyślę się przecież co naprawili.

Serio Lenovo? Czy wy macie godność jakąkolwiek?

tldr

Zepsuł mi się nowy komputer Lenovo

Za pierwszym razem mimo pełnej dokumentacji wady z mojej strony wysłanej do serwisu panowie serwisanci wady nie stwierdzili

Za drugim razem, gdy komputer został wysłany do serwisu za posrednictwem centrali Lenovo wadę stwierdzili (cud)

Odesłali mi komputer bez ładowarki więc nie mogę go uruchomić nawet.

Naprawa trwała prawie 2 miesiące a finalnie do pudełka poza ładowarką zapomnieli wrzucić też protokołu naprawy.

NIE KUPIE NIGDY W ŻYCIU NIC CO LENOVO WYPRODUKOWAŁO. I MOIM ZNAJOMYM RÓWNIEŻ ODRADZAM.

Myślicie że usłyszałem słowo "przepraszam"? Nie. Standardy obsługi klienta jak w kraju trzeciego świata.

Wołam @LenovoLegionPolska


Statystyki zobacz

© copyright 2019 by Wykop.pl