TL;DR

Gość zajechał mi drogę, wysiadł, rozwalił szybę czołową ręką w moim aucie i odjechał. Wszystko nagrane. Sprawa zgłoszona na policję. Po 3 miesiącach gość chce sprawę załatwić polubownie.



Cześć!

Nareszcie mam jakieś wiadomości po prawie 3 miesiącach od zdarzenia.

Od razu po zdarzeniu udałam się do prawnika, który powiedział, że mają na niego tyle dowodów, że jakby go nie skazali, to by była kompromitacja policji. Podyktował mi wnioski o informowanie w sprawie, wnioski do prokuratury o zgłoszenie komentarzy grożących pod wrzuconym filmem na youtube i inne ważne sprawy, ale uznał, że sprawa jest tak prosta, że pomoc prawna nie jest kompletnie potrzebna, bo poradzimy sobie sami.


Tutaj od razu powiem Wam dlaczego nie zawsze warto wrzucać film z odkrytymi tablicami rejestracyjnymi (nie mówiąc tego, że kategorycznie odradził mi tego prawnik), okazało się, że właścicielem pojazdu był ojciec dziewczyny, która użyczyła swojemu chłopakowi samochód, W trakcie 3 tygodni od zdarzenia zdążyli się rzekomo już rozstać, bo człowiek ten jest alkoholikiem, jak zeznała na przesłuchaniu (na którym byłam). Dlatego uważam, że nagonka na pojazd i "właściciela" byłaby nieadekwatna, bo facet ten tym pojazdem na co dzień nie jeździ, a dziewczyna i jej ojciec być może mieli by sporo przykrości, mimo, że nic nie zrobili oprócz pożyczenia takiemu człowiekowi samochodu.


W międzyczasie wyznaczono 4 terminy przesłuchania jegomościa na które się nie stawił, nie odbierał wezwań, "zaproszony" przez policjantów telefonicznie nie przychodził. Za każdym razem stawiałam się na wyznaczone terminy, ponieważ chciałam uczestniczyć w przesłuchaniu zgodnie z poradą prawnika, by jednak kontrolować co policja protokołuje. Niestety nie miałam "przyjemności" spotkać tego osobnika twarzą w twarz. Dzisiaj pojechałam po raz czwarty, oczywiście jego nie było. Dowiedziałam się, że gość ten ma dozór policyjny i akurat dziś ma się stawić, jeśli się pojawi to go złapią i dowiozą na przesłuchanie. Udało się. Przesłuchanie się odbyło (niestety beze mnie). Okazało się, że facet chce się dogadać i zapłacić. Policjantka podała mi nr telefonu. Skontaktowałam się i powiem Wam jedno na nagraniu kozak, a przez telefon potulny baranek proszący o litość, mama chora, tata chory, on bezrobotny. Niestety litości nie mam i mieć nie będę. Wyznaczyłam mu termin miesiąca na spłatę (i tak bardzo łaskawie) i jeśli nie będzie przelewu do 20.03 to po prostu sprawa idzie do prokuratury i zapewne spotkamy się w sądzie. Ponieważ ma dozór, czyli sądzę, że jakieś zawiasy to myślę, że będzie mu zależało by do sprawy sądowej nie doszło. Zobaczymy jaka będzie rzeczywistość. 


Statystyki zobacz

© copyright 2019 by Wykop.pl