Cześć, ostatnio dużo się czyta o kryzysie w służbie zdrowia. O problemach SOR-ów, zadłużeniach szpitali itd. Natomiast z drugiej strony jest pewien obszar w naszym państwie który wydaje się być oazą, i zieloną wyspą na środku niespokojnych wód budżetu – szkolnictwo wyższe.


Trochę liczb. Jak wynika z artykułu, który można ostatnio było przeczytać na wykopie, ok. 150 szpitali jest zadłużonych na średnio 2 milion każdy. Czyli około 0,6 miliarda. Natomiast na szkolnictwo wyższe, planuje się w 2019 roku wydać bagatela 18 miliardów złotych.

Wnioski. Mogę iść za darmo studiować filozofię, socjologię, europeistykę, sukces w biznesie itd. a jednocześnie stracić ojca/matkę na SOR ponieważ zabraknie personelu, który mógłby udzielić pomocy.

Rozumiem, że akurat w podanym przeze mnie przykładzie to są różne budżety, samorządowy i centralny. Ale źródło jest jedno – podatnicy i ulokowanie pieniędzy z tego źródła regulują jedynie przepisy a nie prawa fizyki.

Prywatne szkolnictwo wyższe i preferencyjne kredyty studenckie spłacane dopiero po znalezieniu zatrudnienia i przesunięcie kilkunastu miliardów do służby zdrowia? Za i przeciw, zapraszam do dyskusji. Ciekawią mnie wasze opinie.



Źródła:

https://www.rmf24.pl/fakty/pol...
http://naukawpolsce.pap.pl/akt...


Statystyki zobacz

© copyright 2019 by Wykop.pl