•  

    I czy szkodzi to komuś? A radochy co nie miara.

  •  

    No i gdzie te dziki?

  •  

    A tak w ogóle co jest z tym pisaniem "sex" zamiast po prostu normalnie "seks"? Czy już w języku polskim dopuszczalne jest pisanie przez x?

    •  

      @Rotucex:

      Czy już w języku polskim dopuszczalne jest pisanie przez x?
      Diabli wiedzą, ale to na max dziwne...

    •  

      @Rotucex: Litera X występuje w języku polskim tylko w obcych nazwach własnych, przy czym istnieje silna tendencja do spolszczania i nawet Ksawery pisze się już przez K a przed wojną pisało się przez X więc pisanie sex przez x jest błędem ortograficznym.

  •  

    Czytałem i co jakiś czas przebijała się w tekście pogarda autora dla chrześcijańskich misjonarzy (antyklerykalizm). Czytając przedostatni akapit nie zawiodłem się - seksualność na Papui jest fajna, to wynik kultury panującej w tych społecznościach i trzeba to szanować. A jaki jest stosunek autora do naszej seksualności? Nasza jest już narzucona, stereotypowa, sztuczna i kto wie co jeszcze. Rzecz jasna narzucona nam przez ten zły kościół. Nie zauważa jednak, że u nas jest dokładnie tak samo jak na Papui - seksualność i moralność jest wynikiem naszej kultury, naszego wpływu społeczeństwa i europejskich religii. A autor przyjął postawę, że to co gdzie indziej to lepsze, bo kij, że u nich zachowania wynikają też z jakichś ich religii, ważne, że nie wynikają z religii chrześcijańskiej, więc z zasady ichnie są dobre, a nasze złe.

  •  

    To mnie rozwaliło z deka...
    następuje tradycyjny kilkudniowy okres rozpasania, zwany imu, to okres, kiedy dozwolony jest seks każdego z każdym.czyli są Bi?
    dochodziło właśnie do papitsj – wymiany żon między towarzyszami. Żony przeprowadzały się do chaty mbai swojego męża. Na kilka dni domy opuszczali wtedy pozostali mieszkańcy, a pary w nieskrępowany sposób oddawały się rozkoszom :-)

  •  

    ehhh, a moja dziewczyna to socjalistka i głosuje na SLD, ja to dopiero mam zboczenie : (

  •  

    Tak w kwestii formalnej - Noc Kupały była na Ukrainie, w Polsce była Sobótka :-)

    •  

      Sobótka

      @Boreasz: Noc Kupały była i w Polsce. Sobótka to po prostu jedna z nazw, która na pewno nie pochodzi z Polski bo ta nazwa pochodzi od słowa sabat.

    •  

      @Adrian00: A swoją wiedzę na ten temat zaczerpnąłeś z Wikipedii (redagowanej w tym wpisie pewnie przez rodzimowierców o poglądach ideologicznych) czy może z jakiejś książki wydanej w czasach PRL? Czy może od jakiejś współczesnej ofiary tejże epoki? W pracach naukowych na przykład rosyjskich (Rybakow) słowo "Sobótka" wywodzi się o słowiańskiego "sabranija" czyli "zgromadzenie", poczytaj coś więcej niż przesłania ideologiczne czy zbiór kompleksów narodowych. Gdyby ktoś przed wojną mówił o Kupale ludziom (w Polsce etnicznej), którzy jeszcze wtedy odprawiali Sobótki to pewnie zostałby powitany wzruszeniem ramion. I zastanów się w wolnej chwili czy słowo "Kupała" w ogóle ma budowę charakterystyczną dla składni języka polskiego.

    •  

      @Adrian00: Wręcz przeciwnie, to Kupała na pewno nie pochodzi z Polski (ma budowę ruską i nie pojawia się w żadnych starszych niż XXw źródłach) i jest dopiero współcześnie używana w Polsce (a mocno promowana przez "rodzimowierców" zamiast polskiej nazwy dopiero od - czy ja wiem - 10 lat) i nigdy wcześniej nie była. Po polsku to ZAWSZE była Sobótka lub Noc Świętego Jana (Świętojańska). Nie znamy polskiej nazwy przedchrześcijańskiej. A Kupała to prawdopodobnie ruskie ludowe określenie Św. Jana - często wyobrażanego na Rusi jako brodzącego po kostki w wodzie (po polsku byłoby to Kąpała), więc też nie ma nic wspólnego z przedchrześcijańską nazwą (są też teorie, że to od kupa - zgromadzenie, ale ja w nie nie wierzę - sama budowa tego nie potwierdza. -ała tworzono wyłącznie od czasowników!). Używajmy polskich nazw, po co niszczyć język?

    •  

      @pomarancza3000: Święte słowa. Choć Sobótka może mieć stare pochodzenie jak wspomniałem powyżej. Jeden z najstarszych rodów polskich nosi nazwisko Radwan (słowiański czy też sarmacki na co wskazuje ich herb podobny do tamg), tymczasem taka nazwa osobowa funkcjonuje dziś w krajach arabskich... Więc Sabat można tu traktować równorzędnie, a kto wie czy nie w ogóle odrzucić: Długosz określa to święto jeszcze jako Stado, więc wywodzenie przez Rybakowa Sobótki od sabranija/zgromadzenia jest uprawnione. Swoją drogą można wielokrotnie odnieść wrażenie, że większy szacunek do polskiej tradycji w tym zakresie mają badacze rosyjscy niż polscy.

      Tak a propos ;) http://demotywatory.pl/3623463/Zastanawia-cie

  •  

    A niech sobie robią co chcą. Cywilizacja białego człowieka, miała zupełne inne podejście do seksu, oraz do wielu innych spraw. Może dlatego, my latamy teraz samolotami, mamy ipody, wysyłamy misje na Marsa, a oni p@%$%$%ą się, każdy z każdym w swoich drewnianych chatach bez okien. I która cywilizacja, jest na wyższym poziomie, a co za tym idzie, lepsza ?

    •  

      @mamutatumam: Na wyższym poziomie technologicznym = lepsza? Podejście do seksu warunkujące wysoki poziom rozwoju? Skąd takie posrane wnioski? Cywilizacja muzułmanów tez lata samolotami i wznosi piękne, nowoczesne budowle, a mężczyźni posiadają w domu harem z 10 żonami, z których połowa może mieć 12 lat.
      W Polsce i innych krajach europejskich też jest pełno seks-imprezek, które wyglądają tak samo jak opisane w tym artykule. I co w związku z tym?

      Masz w głowie swoje europejski normy, które kontrolują Twoje myślenie i postrzeganie świata tak mocno, że wydaje Ci się, że jak ktoś uprawia seks inaczej niż jest to przyjęte w Polsce to musi być dzikim zwierzęciem mieszkającym w lepiance.

      Seks to tylko seks, nie ma on żadnego związku z poziomem rozwoju. Pomijając już fakt, że jak dla mnie życie w wiosce w pięknej scenerii z tego co dała nam natura byłoby o niebo lepsze niż zap$%@#!@anie jak dziki całe życie, żeby móc żyć na średnim poziomie. Co Ci z tym samolotów, ipodów i misji na Marsa? Nie potrafisz żyć bez tego? Czujesz się lepszy od takich plemion przez sam fakt przynależności do cywilizacji, która te dobra stworzyła? Nawet nie dlatego, że Ty je stworzyłeś, bo tak nie było - ale tylko dlatego, że dzielisz ziemię z tymi, którzy je stworzyli i możesz z nich korzystać.

      I to kretyńskie uproszczanie - oni p$$$#$!ą się każdy z każdym, a my budujemy cudowną cywilizację. My też p$$$#$!imy się każdy z każdym, tyle że w parach, albo i nie, jak już wspomniałem na początku.

    •  

      @Elaviart: Mądrze prawisz, plus dla Ciebie :)
      Tylko takie małe pytanko odnośnie tego:

      W Polsce i innych krajach europejskich też jest pełno seks-imprezek, które wyglądają tak samo jak opisane w tym artykule.
      Są seks-imprezki, jak najbardziej. Zdarzyło się uczestniczyć w kilku - ale z tym "pełno seks-imprezek" wydaje mi się, że uwzględniłeś płatne kluby swingersów i inne domy uciech? Czyżbyś wiedział coś więcej na ten temat? Podziel się wiedzą proszę - tyle, że myślę raczej o spotkaniach towarzyskich, a nie płatnych lokalach (Chociaż przeciwko płaceniu od czasu do czasu też nic nie mam. Klient i k!$$a to w porządku układ - w tym przypadku wszystko jest jasne, z dziwką masz co zechcesz za kasę :)).

    •  

      @thunderdome: Sporo masz różnych stron zajmujących się takimi swing-sprawami. Możesz tam wśród wielu ogłoszeń znaleźć informacje o imprezkach, ale też zaproszeń do wspólnej zabawy przez pary, kwartety, itd. Przykładem niech będzie zbiornik.com, tam znajdziesz prywatne osoby szukające i organizujące takie rzeczy, w dość poważnej i bezpośredniej atmosferze, bez płacenia.
      Co do klubów czy lokali bardziej oficjalnych to nie znam żadnych konkretnych adresów, bo nie szukałem nigdy takich rzeczy, choć parę razy przypadkiem natknąłem się nawet na ulotki czy ogłoszenia w prasie.

    •  

      @Elaviart:
      Jest trochę racji w tym co piszesz. Szczególnie "Podejście do seksu warunkujące wysoki poziom rozwoju?", to faktycznie absurdalne stwierdzenie.

      Jednak te dzikusy nie byłby w stanie wybudować tych szklanych domów bez naszej technologii. Nawet nie potrafiliby sobie sami wydobyć ropy bez technologii z USA, żeby mieć kapitał na te budowle.
      Idee, kultura oraz obyczajowość MAJĄ wpływ na poziom rozwoju danej cywilizacji, nie obalisz tak postawionej tezy.

      Swoją drogą, to Arabowie kiedyś górowali nad nami w rozwoju, w pewnych miastach słowo pisane było tak powszechne jak obecnie internet, gdy u nas książka kosztowała 5 wsi. Oni jako pierwsi próbowali (z powodzeniem) łamać szyfry w 8 wieku :D

    •  

      @gimenez: Nigdzie nie napisałem, że kultura nie ma wpływu na poziom i dynamikę rozwoju. Napisałem, że podejście do seksu nie ma na to żadnego wpływu.
      A przyczyn dla którego oni nie potrafią czegoś, a my tak są miliony. Najważniejsza chyba taka, że oni po prostu nie potrzebują takich rzeczy, bo radzą sobie całkiem dobrze w swoich małych społecznościach. Jakby Polskę zamieszkiwało 100 ludzi otoczonych pustkowiem, też niewiele byśmy zdziałali.

    •  

      @mamutatumam: Nie jest tajemnicą, że wstrzemięźliwi są ubodzy i głupi a mądrzy i bogaci pozwalają sobie na więcej. Kiedy w Europie panowała skrajna pruderyjność (średniowiecze) nastąpił spory regres w wielku dziedzinach życia w porównaniu do liberalnego antyku. Właśnie przeżywamy niesamowity rozwój nauki połączony z wielkim zepsuciem moralnym więc nie wiem czy można się doszukiwać tu zależności.

    •  

      @karol3wr: naprawdę uwierzyłeś w te oświeceniowe bajki o ciemnych Wiekach Średnich...

    •  

      @Willy666: Oczywiście, że nauka w średniowieczu się rozwijała ale w porównaniu do antyku nastąpiło duże uwstecznienie.

    •  

      @Willy666: Przyznać, że w średniowieczu wystąpiło duże zacofanie w porównaniu z sąsiednimi epokami, nie oznacza, że absolutnie nic się tam nie rozwijało.

  •  

    Źródła:
    Wikipedia (wiele już powiedziano na Wykopie na temat stosowania Wiki jako źródła)
    Focus.pl (popularno - naukowe pisemko, z wielkim naciskiem na "popularno")
    "Życie seksualne dzikich" - B. Malinowski (traktowane obecnie przez antropologów nieco z przymrużeniem oka)

    •  

      @ksy3: co przemawia za tym że w focusie są nieprawdziwe informacje?pytam bo czasem czytam a nagle się dowiaduje że pewnie w cześci zostałem oklamany

    •  

      @ksy3: > "Życie seksualne dzikich" - B. Malinowski (traktowane obecnie przez antropologów nieco z przymrużeniem oka) <

      Potwierdzam

    •  

      @ksy3: To nawet w całości ctrl+c ctrl+v z Focusa. Ciekawe czy to kupiony artykuł ?

    •  

      @Koller: Nie chodzi o to, że w focusie są nieprawdziwe informacje, ale o to, że takie pisma nie mają zbyt wielkiej naukowej wartości. Doniesienia są często niepotwierdzone, wybiórcze, czasem przeinaczane, żeby brzmiały ciekawiej. Czytelnikami nie są naukowcy, ale zwykli ludzie, dlatego materiały mają być interesujące dla nich co przedkłada się niestety na ich wartość. Popularno - naukowe magazyny mają być przede wszystkim popularne, później dopiero naukowe.

      Zwróć uwagę chociażby na wydźwięk artykułu, jak ktoś niżej słusznie zauważył - sugerowanie, że nasze skostniałe normy zostały narzucone przez Kościół i to jest takie "be". Poważne, naukowe publikacje nie są poprzetykane takim p@#!%#$eniem.

    •  

      @Koller: Focus na pewno nie może być uznawany za magazyn naukowy. Ot, choćby przykładem jest powyższy artykuł. Jakiś dziennikarz bierze książkę z bibliotecznego działu "Humor", miesza to z artykułem na wiki i wrzuca do Focusa jako opis dziwnych zwyczajów ludzi o których mało wiemy. Z racji tego, że mało wiemy o nich, to przyjmujemy treść artykułu za prawdę.
      Według mnie Focus należy traktować jako przegląd ciekawostek i nowości, a opinię na temat poszczególnych zagadnień najlepiej wyrabiać sobie po zagłębieniu się w literaturę stricte naukową.

    •  

      @Elaviart: Tak, tak... Focus jest zły - bo za bardzo popularny i za mało naukowy (o ile w ogóle). No to weźmy "Wiedzę i Życie" - ale przecież to pismo dla młodzieży i bardzo powierzchowne, co z tego, że wśród autorów pojawiają się dr. hab. prof. itp. Ok - "Świat nauki" - niby większy kaliber - ale przez znajomą studentkę medycyny określone jako niepoważne źródło informacji...
      To jakiś syndrom jest, że im ktoś bardziej czuje się naukowcem w danej dziedzinie - tym bardziej oburza go istnienie literatury poularno-naukowej na dany temat. Tym bardziej oczekuje, że opracowania naukowe będą pisane za pomocą zdań wielokrotnie złożonych i takim językiem, że po przeczytaniu akapitu, człowieka wbija w fotel i nabiera przekonania jakiż to on maluczki przy boskiej myśli autora.
      I jasne jest, że literatura popularno-naukowa, im bardziej popularna, tym bardziej irytuje uproszczeniami, pomijaniem lub naginaniem faktów - ale nie można odbierać takiej literaturze racji bytu, tylko dlatego, że są specjaliści, którzy piszą dla innych specjalistów. Nie każdy kto przeczyta "Krótką historię czasu" musi od razu zostawać astrofizykiem.

      A ten artykulik - niewiele wart, do przeczytania przy kawie i zapomnienia od razu. Nie wiem o co się napinać. A tym bardziej doszukiwać się wydźwięku i skostniałych norm narzuconych przez Kościół lub kogokolwiek innego. Chyba trochę przeczulony jesteś na tym punkcie...

    •  

      @passos: Nie zrozumiałeś mnie. Nie mówię, że pisma popularno-naukowe są złe, albo nie mają racji bytu, tylko, że nie są najlepszym źródłem wiedzy, jeśli ktoś chce czegoś więcej, oraz, że często publikowane w nich artykuły nie mają wiele wspólnego z nauką.
      Gdzie tu napinanie się? Gdzie przeczulenie? Przetykanie artykułu aluzjami do złego kościoła nie powinno mieć miejsca, jeśli tekst ma być tytułowany "naukowym". Stwierdzam po prostu fakty.

    •  

      @Elaviart: @ksy3: @passos:

      Focus jest wydawany przez Gruner + Jahr Polska czyli to samo wydawnictwo co National Geographic. Tam tez jest naciąganie? eh

      Wiec, żeby poznać trochę prawdy o świecie trzeba zajrzeć do szarych książek napisanych przez doktorów magistrów inżynierów habilitowanych : (

    •  

      @Koller: Jak możecie się brać za naukowe artykuły, skoro nie potraficie nawet przeczytać ze zrozumieniem kilku zdań?

      Nie napisałem, że to złe źródła jeśli "chce się poznać trochę prawdy o świecie". To nawet całkiem niezła definicja - trochę prawdy. I tak - National Geographic to też magazyn popularnonaukowy, pisząc o naukowych miałem na myśli bardziej takie pisma jak "Nature", albo "Science".
      I tak, niestety - jeśli chcesz poznać niepodważalną prawdę, albo szczegóły danej naukowej kwestii to niestety musisz sięgnąć do "szarych książek". Dziwne, że ktokolwiek tego nie wie.

    •  

      @Elaviart: > że takie pisma nie mają zbyt wielkiej naukowej wartości. Doniesienia są często niepotwierdzone, wybiórcze, czasem przeinaczane, żeby brzmiały ciekawiej. Czytelnikami nie są naukowcy, ale zwykli ludzie, dlatego materiały mają być interesujące dla nich co przedkłada się niestety na ich wartość. Popularno - naukowe magazyny mają być przede wszystkim popularne, później dopiero naukowe.

      A ja myślałem, że rolą literatury popularno-naukowej jest to, że przedstawiają skomplikowane fakty nieco łatwiej niż w podręczniku akademickim. Na pewno nie będziesz się z nich uczyć do egzaminów lub na ich podstawie robić magisterkę lub doktorat. Ale to nie oznacza, że maja byc niepotwierdzone, wybiórcze lub przeinaczane.
      To, że w niektórych publikacjach jest stosowany łatwiejszy język - nie oznacza automatycznie mniejszej wartości tychże. A zdaje się, że wciąż takie przekonanie pokutuje wśród niektórych naszych naukowców. Do tego poczucie przynależności do zamkniętego, elitarnego kręgu - piszemy trudne w odbiorze artykuły/książki, które czytają inni mi podobni naukowcy, którzy z kolei piszą swoje. Ja też ze zdumieniem kiedyś odkryłem podręczniki/książki pisane na zachodzie, które potrafiły to samo co nasze, opisywać dużo łatwiejszym językiem.

      A co do wiarygodności pism naukowych - nie wiem czy słyszałeś o skandalu, który wybuchł kilka lat temu, właśnie min. w "Nature" i "Science", kiedy ktoryś z w miarę uznanych naukowców, przygotował program komputerowy, ktory przy użyciu określonych zwrotów z naukowej nowomowy, generował artykuł na zadany temat. Zdania były tworzone poprawnie i brzmiały w pierszym momencie jak normalna naukowa praca, ale cały artykuł to był bełkot. I najlepsze, że niektóre z tych artykułów przeszły weryfikacje w tych pismach i zostały wydrukowane.
      Inny naukowiec, twierdził, że literatura popularnonaukowa wymaga czasem większej dyscypliny niz typowa praca naukowa, bo należy przekazać wiedzę w sposób bardziej zdyscyplinowany, łatwiejszy.

      Ogólnie chodzi mi o to, że wartościowanie popularnonaukowy - zły i trudnonaukowy - dobry - to zbyt duże uproszczenie. A niepodważalnej prawdy nie poznamy często, niezależnie czy sięgniemy do szarych książek czy do popularnonaukowej prasy.

    •  

      @passos: Słyszałem o tym skandalu - no cóż, wszędzie się trafiają. Nie zmienia to faktu, że takie pisma w dalszym ciągu są bardziej wiarygodne i wartościowe, za wyjątkiem literatury. Niech świadczy o tym chociażby prestiż i historia tych tytułów. Nawet dla noblistów publikacje w takich miejscach są często dużym osiągnięciem. Nawet nagłaśnianie takich skandali świadczy o poziomie - gdyby do podobnego zdarzenia doszło na łamach "Focusa" nikt by nie zrobił z tego afery.

      Co do istnienia zamkniętego, elitarnego kręgu, który pisze książki dla siebie nie zgodzę się z Tobą. Jest cała masa porządnych, naukowych pozycji łatwych w odbiorze dla każdego, choć ma też duże znaczenie dziedzina o jakiej mówimy. Antropologia jak najbardziej jest taką dziedziną, w której nawet najbardziej "zaawansowane" tytuły są pisane zrozumiałym językiem, a niezrozumienie pojedynczych terminów nie jest problemem.
      Natomiast jeśli chodzi o chemię, fizykę czy matematykę to nie ma bata, albo przebijamy się przez gąszcz trudniejszych słów (co jest zresztą świetnym sposobem nauki, na którą nigdy nie jest za późno) albo czytamy ogólniki z których często nic nie wynika.

      Zresztą, nie chodzi mi wyłącznie o język. Nie mam na myśli tego, że dobra, naukowa publikacja = tekst w niezrozumiałym języka pisany przez naukowców dla naukowców. Chodzi mi o to, że czasopisma popularnonaukowe często mijają się z prawdą w pogoni za sensacją i ilością czytelników. Wiele artykułów, szczególnie w dziedzinie nowinek technologicznych do złudzenia przypomina Gadżetomanię - zdjęcie + krótki, ogólnikowy opis.
      I jeszcze raz powtarzam - nie widzę w tym nic strasznego, sam lubię poczytać takie "nowinkowe" wzmianki. Piszę jedynie o tym, że często przy lekturze takich czasopism niezbędne jest uzbrojenie się w pewien dystans, większy niż przy ambitniejszych tytułach.
      Nie próbuję dowartościowywać się, czy powiększać sobie e-penisa przez pogardę dla czasopism popularnonaukowych i gloryfikację "jedynych słusznych" tytułów, które obowiązkowe muszą być pisane skomplikowanym językiem, żebym poczuł się lepszy od innych.

      Dlatego zawsze najlepszym źródłem wiedzy na jakikolwiek temat pozostanie biblioteka. Zgadzam się - niepodważalnej prawdy często nie da się poznać, ale są źródła które mogą nas do niej przybliżyć bardziej niż inne.

    •  

      @Elaviart: Zgadzam się z tobą i fajnie, że doszliśmy do porozumienia - bo myślę, że mniej więcej chodzi nam o to samo - nie negowanie literatury popularnonaukowej, przy zachowaniu odpowiedniego dystansu do niej i docenienie roli prawdziwych prac naukowych.
      Cieszę się, bo żadko zdarza się takie zrozumienie podczas dyskusji na Wykopie.

  •  

    Piękne inicjały w tekście.

  •  

    Na nic nie zdały się starania misjonarzy - Niech misjonarze się..... [ocenzurowano]
    Może by ktoś misjonarzom zaczął mówił co mają robić?
    Swoją drogą są o wiele gorsze i bardziej niebezpieczne dla zdrowia tradycje np. http://portalwiedzy.onet.pl/4868,12799,1433192,1,czasopisma.html
    "Kilkuletnim (czasami nastoletnim) dziewczynkom wycina się łechtaczkę i wargi sromowe mniejsze."

  •  

    Sam praktykuję wstrzemięźliwość seksualna, polegającą na nie onanizowaniu się. Nie mam stałej kobiety, staram się rozładowywać napięcie poprzez naturalny seks, oczywiście jak jest jakieś uczucie i oboje tego pragniemy.
    Praktykę zaczerpnąłem z jogi i Kamasutry, jednak praktyki takie są opisane i zalecane w prawie każdej religii. Głównym ich celem jest wejście w pierwszy stopień kontroli i świadomości. Nigdy nie lubiłem gdy coś kontroluje mnie, nie czułem się wtedy wolny. Praktyka umożliwiła mi większa kontrole nad swoim umysłem, a co za tym idzie ciałem.
    Oczywiście zdarza mi się być nieuważnym i nie wytrzymywać w postanowieniu, potrafię jednak wytrzymać nawet kilkanaście tygodni.
    Ważne jest nakierowanie umysłu, nie można pogrążyć się w natrętnych myślach i pozwolić im przejąc kontrole. Należy wtedy skupić się na czymś innym.
    Rezultaty są naprawdę tego warte - lepsze wyniki w szkole, w pracy, w kontaktach międzyludzkich, procesy myślowe lepiej przebiegają. Posiadam energię której nie trwonię, z której potrafię coś stworzyć. Największym nieudogodnieniem jakiego doświadczyłem, oprócz oczywiście częstego podniecenia na sam widok pięknej kobiety, jest ból jąder, które podnoszą się bardzo wysoko i gdy nastąpi silne podniecenie niezakończone wytryskiem jest to bardzo uciążliwe, ale przechodzi po jakimś czasie. Dlatego najlepiej nie dopuszczać do takiej sytuacji (dotykaniu się tam). Mi się zdarzyło tam dotykać, by doprowadzić do orgazmu bez wytrysku.
    Oczywiście wytrysk po kilku tygodniach nie onanizowania jest naprawdę ogromny.
    Wszyscy sportowcy przed ważnymi zawodami, powstrzymują się od onanizowania i seksu, wojownicy od zawsze tak robili.
    Namaste.

    •  

      Wszyscy sportowcy przed ważnymi zawodami, powstrzymują się od onanizowania i seksu, wojownicy od zawsze tak robili.

      @Rafusss: to Ty do której z tych grup należysz?

    •  

      @Rafusss: Dlaczego lepsze wyniki w szkole, w pracy i w kontaktach międzyludzkich tłumaczysz wstrzymywaniem się od masturbacji? To trochę przesada, no chyba, że wcześniej masturbacja była Twoim głównym sposobem spędzania wolnego czasu.

      No i rozładowywanie napięcia seksualnego poprzez naturalny seks z punktu widzenia biologii i fizjologii przecież nie różni się tak znacznie od onanizmu.

    •  

      @Elaviart: Ponieważ uważam to za jeden z elementów które w tym pomagają. Energię można czerpać również z innych źródeł, mniej lub bardziej.
      Dla mnie jest to moje doświadczenie którym się dziele, coś czego doświadczyłem na sobie. Sam akt masturbacji jest chwilą uniesienia, po czym następuję spadek energii, często objawiający się złym samopoczuciem i depresją. Im częściej się tej energii pozbywamy, tym mniej jej posiadamy. Radość przynosi stan stabilizacji, kontroli umysłu i przebywanie w tym stanie.

      Rożni się tym, ze po seksie z kobietą która kochasz nie powinieneś doświadczyć w/w depresji i złego samopoczucia. Jeżeli chodzi o energię, to jeżeli orgazm jest zakończony wytryskiem, to jest to stratą taką samą, jak w przypadku samozaspokojenia.

  •  

    Ale to jest słabo napisane. Jak przez nastolatka, któremu buzują hormony.
    "Kiedy wybierano wodza na okres wojny, pozostali wojownicy oddawali mu cześć, a jego zwierzchnictwo uznawali, całując i liżąc mu ....."
    Serio? Naprawę autor nie jest w stanie napisać co? I jeszcze ten NAPRAWDĘwielokropek...

  •  

    normalne jest ze wraz z kulturą i świadomoscią w społeczeństwach trzeba było jakos ograniczyć rozpasanie sexualne i dziką walkę o samice, ludzie w każdej kulturze zauważyli , że lepiej jakoś jest oswoić tą sexualnośc a nie zachowywać sie jak zwierzęta. jedni zrobili to tak, inni inaczej, ale wszędzie jest ona w jakiś sposób chamowana i ograniczana w imię wyższych wartości, np żeby jakiś słaby herlak też sobie poruchał i móg się rozmnożyć , bo w naturalnych warunkach silniejsze samce by go do samicy nie dopuściły.

  •  

    A tutaj przykład z naszego podwórka: http://pl.wikipedia.org/wiki/Raz_w_roku_w_Skiro%C5%82awkach
    Swoją drogą polecam książkę, doskonały klimat.

  •  

    Co na to zwolennicy doktryny prawa naturalnego? Istnieją uniwersalne prawidła w postaci monogamii, czy co kraj to obyczaj?

    •  

      @rataplan: Monogamia jest przereklamowana.

    •  

      @rataplan: Tak, właśnie udowodniłeś, że nie ma prawa naturalnego, więc grabi zagrabiennoje, a korwiniści to debile. Gratulacje, Tawariszczu.

    •  

      @kdomanski: CO? Ale co ja takiego napisałem? Chodzi mi o to, czy pewne prawidła (w tym przypadku nie cudzołóż) są rzeczywiście wyryte w sercu każdego człowieka. Ten artykuł zasiał u mnie takie zwątpienie, że u pogan to nie działa -.-

    •  

      @rataplan: Wybacz, jeśli nie zrozumiałem, ale zabrzmiało jak wątpienie w całość prawa naturalnego.
      Jak widać, monogamia występuje lub nie w zależności od kultury, nawet biorąc pod uwagę wyłącznie większe kręgi kulturowe. Zapewne więc nie można jej zaliczyć do prawa naturalnego. Z kolei prawo własności jest respektowane praktycznie we wszystkich kulturach z wyjątkiem kultury polityków demokratycznych, stąd wniosek, iż należy ono do prawa naturalnego.

  •  

    Artykuł w sam raz na wykop.

Dodany przez:

avatar aturt dołączył
339 wykopali 32 zakopali 58.8 tys. wyświetleń