Komentarze (84)

  • M-J +72  

    Łojezus, straszne, stresująca, cięzka praca, Niemiaszki nie dają napiwków, a byznesmeny nie podnoszą łba znad laptopa.

    Identyczny artykuł mozna napisać o wszystkim - moja dziewczyna mogłaby wysmażyć identyczny artykuł na temat pracy w sklepie kosmetycznym.

    Chcecie poczytać moje wynurzenia na temat pracy w wypozyczalni video (zyliard razy dziennie "co pan poleci").

    A może chcecie posłuchać, jak świetnie się pracuje przy 15 stopniowym mrozie w porcie na nabrzeżu przez 26 godzin bez przerwy, śpiąc po 15 minut raz na dwie godziny w przerwach między kolejnymi wagonami ze zbożem do wsypania na statek? Czasem nawet na statku dawali herbatę , a dobry kierowca tira lub taksówki podrzucił kebaba, który kosztował tyle, co godzina twojej pracy.

    Albo jak zaj$!iście jest zimą rozdawać "Metro" i zmieniać co 15 minut rękawiczkę - raz na lewej, raz na prawej ręce, bo nijak gazety w rękawiczkę nie wezmiesz, a p!%%ziawka urywa palce?

    Albo jak poniżające sa rozmowy w tych wszystkich sklepach i restauracjach, gdzie oferują 800PLN za ciężką pracę i śmią pytać "czego pan oczekuje po tej pracy"?

    Przez to wszystko przechodziłem prawie dwa lata, zanim udało mi się na tyle poduczyć, żeby zaczepić się jako programista w jakiejkolwiek firmie/przebić na lokalnym rynku ze swoją działalnością gosp. Teraz gdy kiedykolwiek najdą mnie wyrzuty sumienia w stosunku do wszystkich, którzy gorzej zarabiają, są bezrobotni, żebrzą, narzekają itp, tłumię je wspominając, ile ja musiałem pracować na to co teraz mam.

    Jak babka ma problemy ze sobą i swoją praca, niech idzie na zasiłek albo skończy studia i robi coś ambitnego. Poza tym pozostaje zacisnąć zęby i ZAp!#!#%#AĆ.

    pokaż komentarz
    M-J
  • rhapthorne +33  

    Lepiej bym tego nie ujął. A najbardziej rozbawiło mnie to: "Grzecznie wysłucha pytań typu: a co to jest i po co, jak to wygląda, a jak smakuje". W swojej bezgranicznej naiwności zawsze sądziłem, że na tym ta praca polega...Jak ładnie ująłby to Kononowicz: "od tego oni są, od tego są oni" ;>

    pokaż komentarz
    rhapthorne
  • sebstshi -4  

    @M-J: masz odemnie plusa - lubię ludzi którzy mają coś do powiedzenia :)

    pokaż komentarz
    sebstshi
  • Reklamy Google

  • orcus +4  

    Znam kilka kelnerek zadowolnych ze swojej pracy.

    Tak mają przerąbaną pracę ale znowu tekst który nic nie zmieni - jest pop prostu niesympatyczny. Ludzie przeczytają i zapomną.

    A tekst o stewardesach pamiętam do tej pory... może po prostu człowiek kŧóry to pisał pamiętał o tym, że druga strona to też ludzie?

    pokaż komentarz
    orcus
  • A......n +27  

    Druga strona to to klienci, oni są na innych prawach. Pracowałem kiedyś w hipermarkecie. Koleżanka zwróciła klientowi uwagę, żeby nie rozrywał opakowań ( nikt nie kupi wszak czekolady, która została rozpakowana ), usłyszała stek wyzwisk z k%%#ami na czele. Nerwy puściły koleżance, rzekła:" Pan jest nienormalny". Poszedł facet na skargę, dziewczyna wyleciała z pracy. To klienci, nie ludzie.

    pokaż komentarz
    A......n
  • mademoiselle +14  

    Dokładnie. Pracuję w hostelu jako recepcjonistka. Gość tak jak klient w restauracji to nie człowiek, ale jakaś istota wyższa. A jeśli zrobił rezerwację przez internet to już w ogóle- coś mu się nie spodoba- wystawia najniższą ocenę i chamski komentarz. Hostel spada w rankingu, szefowa szuka winnych. I nie interesuje jej, że miałaś dość kiedy głupia amerykanka po raz 10-ty zawołała Cię bo nie potrafiła otworzyć drzwi (tzn. pociągnięcie za klamkę było ponad jej intelektualne i fizyczne możliwości). Rating obniżył się przez Ciebie- wylatujesz.

    pokaż komentarz
    mademoiselle
  • Wykupiciel +6  

    skąd ja to znam... pracowałem na studiach jako doradca ds. RTV w jednym z hipermarketów. Nauczyłem się tak kłamać, że wariograf by nie wykrył;)

    pokaż komentarz
    Wykupiciel
  • Wykupiciel +1  

    ale pokory trochę nauczyło:)

    pokaż komentarz
    Wykupiciel
  • misiobb +2  

    ja tez pracuje w hipermarkecie budowlanym to prawda nerwy czasem puszczają.. masa głupich bezsensownych pytań typu ile atmosfer można do kola w taczce napompować? żadnego dziękuje przy pomocy wkładania piecyka który średnio 130kg waży norma.. itd..

    pokaż komentarz
    misiobb
  • peyotl1 +16  

    ile atmosfer można do kola w taczce napompować?
    serio

    pokaż komentarz
    peyotl1
  • misiobb +1  

    nie wiem nie pytaj mnie powiedziałem by do pełna napompował a tak na serio to po dłuższej chwili namysłu wyszło 0,24 atm chcesz to tyle pompuj z dokładnością:)

    pokaż komentarz
    misiobb
  • eooo +16  

    Jak ja to lubię:D Zacznę od pytania: No i co?
    W państwie miłości nie żyjemy. Ludzie kopiący doły mają bóle pleców i rąk, listonoszy bolę nogi, kierowców napieprzają kręgosłupy. NO I CO? Do każdego kopiącego rowy mówisz "Szczęść Boże", listonoszowi proponujesz kawę, ciastko, toaletę? Otwierasz furtkę, zamykasz psa i czekasz z uśmiechem.
    W każdym zawodzie komuś coś nie pasuje. Nie rozumiem co to ma mieć na celu?

    pokaż komentarz
    eooo
  • lolo1976 -1  

    ZAWSZE zostawiam napiwek w restauracji, jeżeli obsługa jest w porządku, ale właśnie z tego powodu, że wiem jak to jest z wynagrodzeniem i godzinami pracy, sam kiedyś pracowałem w restauracji.
    Natomiast jestem zdania, że napiwek to indywidualna sprawa każdego klienta. Skąd klient ma wiedzieć, że kelner dostaje marne wynagrodzenie i pracuje niezgodnie z prawem pracy (14h, bez przerw itp)? Dla niektórych ludzi to jest nie do pomyślenia, jak pracodawca oszukuje, to się idzie do sądu, zmienia pracę i tyle.
    Inne zawody muszą się zadowolić tylko "gołą pensją"

    pokaż komentarz
    lolo1976
  • bhaat_saab +1  

    Ktoś mnie oświeci jak to wygląda z napiwkami? Ponoć jakieś reguły są, procent od rachunku czy coś... Często zaglądam do paru kawiarenek, gdzie jestem zadowolony z obsługi itd., i zawsze mam z tym dylemat...

    pokaż komentarz
    bhaat_saab
  • Awak +8  

    10%

    pokaż komentarz
    Awak
  • p......r +19  

    a jak jesteś pijany to 50% :)

    pokaż komentarz
    p......r
  • S...o +2  

    Dajesz tyle, ile uważasz (w granicach rozsądku w jedną jak i w drugą stronę). Nie ma żadnej reguły.

    pokaż komentarz
    S...o
  • argothiel 0  

    Jak mi się nie podoba, to 5-10%, jak mi się podoba to ~15% do 20% przy wybitnie miłej obsłudze.

    pokaż komentarz
    argothiel
  • silverado +4  

    @Slav

    W jedną jak i drugą stronę? Czyli co? Czasami kelner ma mi dopłacać? :D

    (Wiem ocb).

    pokaż komentarz
    silverado
  • kabzior +1  

    Ja daję okolice 10% zaokrąglając w górę rachunek. Nie chodzę często do restauracji, ale wychodzę z założenia że jeśli już idę to wypada dać, jak mi szkoda/nie stać mnie to zamawiam pizzę do domu a nie idę do restauracji z kelnerami.

    pokaż komentarz
    kabzior
  • p..........y 0  

    Z tego, co wiem, to w Polsce istnieje zwyczaj zaokrąglania rachunku do góry. W innych krajach bywa różnie z tymi napiwkami, w niektórych doliczają nawet cenę obsługi do rachunku, a pomimo tego daje się jeszcze jakiś napiwek ;).

    pokaż komentarz
    p..........y
  • js79 +29  

    Bardziej denerwującej bzdury jak napiwki (w Polsce) dawno nie słyszałem.

    Pracowałem jako kelner kiedyś podczas "wakacji studenckich" w USAnii. Tam napiwek jest wliczony do podatku jako należący się kelnerowi dochód. Standardowo 10%. I tego się wszyscy trzymają - tak było tam zawsze i też gdy bywałem gdzieś coś zjeść tego się trzymałem. Dać mniej - można, ale tylko wtedy gdy obsługa była fatalna.

    A teraz kwestia Polski. Tu także pracowałem jakiś czas jako kelner. U nas mowa o "obowiązku" napiwku przyszła tak samo jak kretyńskie Halloween (co to w ogóle jest za "święto" ?!?!?) i głupiutkie Walentynki - i wszędzie zaczęto krzyczeć (media, prasa, "specjaliści" od dobrego wychowania), że tak trzeba, że skoro na zachodzie tak jest to u nas także tak powinno się robić to to oznaka "wyższej kultury".

    Skąd się pytam ten głupi zwyczaj? Dlaczego zgodzili się na coś takiego kelnerzy? Zanim nie było tego słychać to restauratorzy płacili kelnerom normalniejsze stawki. Płacili za PRACĘ na etacie. A teraz - nie mają skrupułów, żeby na klienta przerzucić obowiązek wynagrodzenia ICH pracownika. Czy restauracje obniżyły ceny swoich potraw o wartość napiwku? Czy odkąd zaczęła się ta durna nagonka na klientów to coś klienci zyskują? Bzdura - nic, zero, null.

    Więc - drodzy kelnerzy - walczcie o SWOJE!!! - jestem wdzięczny za miłą obsługę, ale - podobnie jak grosza ode mnie osobiście nie dostanie: motorniczy w tramwaju, kierowca autobusu, pani z okienka w przychodni, obsługa w sklepie, pomocnik w zakładzie fryzjerskim (np. myjący włosy), obsługa na stacji benzynowej, stewardessa w samolocie, panowie z MPO zabierający śmieci z przed domu, masażystka zatrudniona w salonie odnowy, itp. itd. - tak samo nie dostaniecie grosza wy. Bo robiąc to powoduję, że wasza sytuacja w przyszłości będzie się pogarszać. Więc - macie pracodawcę to z nim regulujcie sprawy swojego wynagrodzenia - nie ze miną - klientem.

    PS. A artykuł rzeczywiście bardzo płaczliwy - chociażby "Później zaczynają się lunche pseudo-biznesmenów[...] Zamawiają ze skwaszoną miną, nawet na chwilę nie wyściubiając nosa znad laptopa. Płacą kartą i wychodzą. Mają obsługę bardziej niż głęboko gdzieś.". Cóż... naprawdę szkoda mi, żem jest niegodny bycia obsługiwanym przez tak zjawiskowe cuda ludzkiej osobowości i nie potrafię uklęknąć na ziemi i adoracją pełną uniesienia w zachwycie kontemplować niezmierzoność łaski polskiego kelnera w akcie przynoszenia mi do stolika obiadu. Ale się chyba nie zmienię.

    pokaż komentarz
    js79
  • mysteron 0  

    No dobrze, ale przypuśćmy, że jednak chcę dać ten napiwek, ale płacę kartą. Jak dyskretnie można doliczyć napiwek do kwoty, którą płacę?

    pokaż komentarz
    mysteron
  • kabzior 0  

    Na wydruku z terminala masz pozycje:
    1. do zapłaty (wydrukowana kwota)
    2. napiwek (puste)
    3. suma (puste)

    pokaż komentarz
    kabzior
  • pala01 +27  

    Kolejny błyskotliwy artykuł na gazecie... Tak, tragedia jest, wszyscy krzyczą, ubliżają, poniżają z może nawet biją kelnerki?
    Tak się składa że przez wakacje moja koleżanka pracowała jako kelnerka...
    Godzina- dwie wcześniej? Bzdura! Przychodzi się 15min wcześniej żeby się przebrać i to wszystko... Bardzo często kelnerki stoją/ siedzą ze szklanką napoju (który zresztą mają za darmo). Żadnych chamskich akcji też nie widziałem a muszę powiedzieć że trochę tam u niej przesiedziałem..
    No i jeśli ktoś pracuje do zamknięcie lokalu to na pewno nie od 9 rano... Przykładowo owa koleżanka jeśli miała siedzieć do zamknięcia to przychodziła na 16
    jednym słowem, szukanie taniej sensecji

    pokaż komentarz
    pala01
  • hatemyself 0  

    Jak koleżanka pracowała w barze mlecznym to nic dziwnego, że przychodziła 15 minut wcześniej. Swego czasu pracowałem w tym zawodzie i to w niejednej restauracji. Konkurencja na ten segment staję się coraz to większa, więc nic dziwnego, że właściciele narzucają dodatkową prace kelnerą. Bo przeciecz goście przyjdą tam, gdzie najczyściej, najmilej i najpiękniej...
    Ale faktem jest to, że w artykule niekiedy wyolbrzymiają problem lub go po prostu wymyślają.

    pokaż komentarz
    hatemyself
  • pala01 +9  

    no tak się dziwnie składa że nie w barze mlecznym tylko w eleganckiej knajpce na deptaku w Lublinie. Widocznie mieli kogoś tylko do sprzątania, nie wnikam. A to że tobie kazali dodatkowo zapieprzać to już nie mój problem

    pokaż komentarz
    pala01
  • gorzka +10  

    Pala, pracowałam jako kelnerka osobiście, więc się wypowiem. Nie jako znajoma znajomego, która gdzieś tam słyszała, tylko jako ja. Pracując w ogródku czy w barze MUSISZ przyjść wcześniej, godzinę conajmniej. Już pomijam sprzątanie i otwieranie ogródka, bo załóżmy że robi to ktoś inny. Trzeba wszystko ustawić na miejscu, serwetki, słomeczki, inne pierdoły, powłączać wcześniej wszystkie urządzenia typu ekspres do kawy (który nie nagrzeje się w 5 minut), rozłożyć stojaki na stół (standy), popielniczki czy inne rzeczy.
    Inna sprawa, że artykuł jest przesadzony. Owszem, jest to ciężka praca, fizyczna, myślisz że kto wynosi śmieci, przynosi skrzynki z napojami, pojemniki z lodem itp? prawdą jest, że przerwy najczęściej nie ma, jeść przy klientach nie wolno (w zależności odtego gdzie pracujesz możesz mieć krótką przerwę na jedzenie lub też nie), ale to też nie znaczy że praca jest tragiczna jak ja pierd... Da się przeżyć, choć czasem ostro wkurza jak siedzi 8 osób, każdy zamówi obiad z przystawką i deser, a napiwku potem nic nie zostawią. I może o to chodzi, żebyście przy następnym pójściu do restauracji pomyśleli trochę o tych biednych kelnerkach ;-).

    Aha, i jeszcze jedno:
    Klient nie weźmie sam karty dań. Mimo że leży na stoliku albo przy barze koło niego. Nie ma nawet na to cienia szansy.
    No to akurat chyba dobrze, bo w dobrej restauracji klientowi kartę kelnerka powinna podać, a jeśli klient sam sobie bierze to może źle świadczyć o obsłudze lokalu.

    pokaż komentarz
    gorzka
  • chaluga +29  

    A ja napiszę: niech se zmieni pracę. Nienawidzę osób, które obsługując klientów mają skwaszoną minę. Mam prawo być zdenerwowany, kiedy kelnerka podchodzi do mojego stolika, a jej twarz wręcz krzyczy: przyszedł następny! Mam prawo być zdenerwowany, kiedy kelnerzy zapominają, że mieli mnie obsłużyć. Jestem dosyć wyrozumiały i nie denerwuję się gdy czekam na danie długo, bo wiem, że to nie ich wina. Jednak ten artykuł wręcz odrzuca nienawiścią do klienta, którego kelnerki mają obsłużyć. To ich praca, która wręcz wymaga uprzejmości wobec klienta. Każdego klienta.

    pokaż komentarz
    chaluga
  • A......n +13  

    A ty myślisz, że kelner nie widzi miny klienta, która oznajmia: "Jam jest pan i władca, kłaniajcie się przede mną narody. I dawać prawdziwy kawior za 2 pln. I masz mnie w dupę całować, bo taka twoja zasrana praca za 800 pln brutto miesięcznie, jak się nie podoba, to sp$!!$$#aj". Jak widzę klienta, który patrzy złym wzrokiem na obsługę, to się tym minom nie dziwię.
    Wiesz, to ja mam interes w kawiarni, sklepie. Ja jako klient staram się być miły. I mam efekty. Kupuje często w rybnym i tam, mimo zasady, iż sprzedaję się wpierw towar z wcześniejszą datą ważności, ja dostaję lepszy, ładniejszy, świeższy. Bo jestem miły dla obsługi. Trzeba być człowiekiem, nie klientem, który uważa, że mu się wszystko należy , bo płaci. Ja wolę, by wszędzie oceniano mnie, nie zaś mój portfel.

    pokaż komentarz
    A......n
  • fiorello -4  

    To se bądź miły jak ci ktoś zimne dania daje. A żal się odezwać bo szkoda takiej kelnereczki :-..

    pokaż komentarz
    fiorello
  • czarnalilu +14  

    Kelner nie może zabrać nic, jeśli sztućce nie są skrzyżowane na środku talerza Czy tylko ja zauważyłam ze jest to błąd ?!?
    Ta Pani zna sie na savoir-vivre ???
    ** Jeśli zakończyliśmy jedzenie, sztućce układamy równolegle do siebie tak, aby tworzyły godzinę 16:20.**

    Jeśli przerwaliśmy jedzenie na chwilę, krzyżujemy nóż i widelec na środku talerza.
    Jeśli zakończyliśmy jedzenie, a sztućce leżą skrzyżowane na talerzu (tak, jak w pierwszym przypadku) oznacza to, że jesteśmy jeszcze głodni i oczekujemy na dokładkę.

    pokaż komentarz
    czarnalilu
  • randall -5  

    Nie jestem pewien, ale to zależy od tego w jakim kraju się znajdujemy. Np w takiej restauracji Mariott w Warszawie wiem że trzeba skrzyżować sztućce żeby kelner zabrał talerz. W restauracjach w Anglii natomiast trzeba je położyć równolegle.

    pokaż komentarz
    randall
  • Case 0  

    Nie tylko Ty.
    Sam się zastanowiłem czy czegoś nie wiem, gdy to przeczytałem.

    pokaż komentarz
    Case
  • d.....u +5  

    Ten błąd dobrze obrazuje jakie kelnerzy (studenci i inni raczej dorabiający) mają pojęcie o zasadach Savoir-vivre.

    1. Sztućce ułożone na godz. 7 i 5 oznaczają, że zrobiliśmy sobie przerwę w jedzeniu, ale wrócimy jeszcze do dania.
    2. Skrzyżowanie noża z widelcem na pustym talerzu na godz. 8 i 4 oznacza, że prosimy o dokładkę.
    3. Sztućce ułożone równolegle na godz.5 oznaczają koniec posiłku.

    pokaż komentarz
    d.....u
  • kabzior +2  

    Tego z dokładką za cholerę nie znałem :)

    pokaż komentarz
    kabzior
  • randall +4  

    Powinieneś napisać "Ten błąd dobrze obrazuje jakie kelnerzy i klienci mają pojęcie o zasadach Savoir-vivre". Bo np. ja nigdy nie byłem pewien kiedy klient skończył jeść do dopóki nie zobaczyłem pustego talerza, albo serwetki na nim. Ciężko to wytłumaczyć tym bardziej kiedy ma się klienta z innego kraju... a jak wiadomo klient ma zawsze rację. Dlatego zawsze jest lepiej spytać jeżeli na talerzu jest jeszcze jakieś jedzenie. Jeszcze jedno... nigdy nie spotkałem się z sytuacją żeby ktoś poprosił o dokładkę w restauracji.

    pokaż komentarz
    randall
  • Colicab -3  

    dobrze gada! polać mu

    pokaż komentarz
    Colicab
  • ffurbo 0  

    Kelnerka tego sobie sama nie wymyśliła. Jej szef - idiota nie ma zielonego pojęcia o zasadach s-v.

    pokaż komentarz
    ffurbo
  • giku +2  

    btw. przypomnialo mi sie pewne zdarzenie, o ktorym kiedys gdzies czytalem.

    Angielski turysta odwiedza francuska restauracje. Jest "olewany" przez kelnerke.
    Zwraca jej uwage "Powinna pani traktowac kienta jak krola ! ".
    Na co kelnerka odpowiada "Chyba nie musze panu przypominac, co robilismy z naszymi krolami"

    ;)

    pokaż komentarz
    giku
  • Koger +11  

    przyznaj, w metrze przeczytałeś?

    pokaż komentarz
    Koger
  • m010ch +16  

    Naprawdę żałosny artykuł. Jeżeli zobaczyłbym taką naburmuszoną panienkę z wiecznym fochem na twarzy wyszedłbym bez składania zamówienia. Ona tam za karę siedzi? Pracy jest mnóstwo i nikt jej nie zmusza do kelnerowania. Wszędzie zdarzają się lepsi i gorsi klienci, ale wg artykułu winą człowieka jest to, że miał czelność przyjść w południe kawę wypić! I to jeszcze z laptopem - burżuj jeden! Zawiść, zazdrość i oczywiście nie zauważanie problemu w sobie, tylko we wszystkich naokoło. Żal, umrzyj i przestań kelnerować.

    pokaż komentarz
    m010ch
  • A......n -5  

    A jak klient przyjdzie z naburmuszoną miną, to musi obsłużyć? Zresztą skąd wiesz, że nie ma służbowego uśmiechu, chociaż w niej si ę gotuje?

    pokaż komentarz
    A......n
  • kusprzyk -5  

    idiota... kelner to jeden z nielicznych zawodow ktore mozna uprawiac przez wakacje czy jednoczesnie studiujac. sporo tez zalezy od restauracji. ja mialem watpliwa przyjemnosc pracy w londynskiej, ciezko to nazwac restauracja, knajpie. taki fast food ladnie podany. w okolo pelno hoteli wiec klienci to glownie turysci z hiszpani i wloch. tak jak napisane w artykule. przychodzi ich duzo, przychodza na 10- 15 minut przed zamknieciem, nie mowia po angielsku, nic nie zostawiaja. amerykanie za to zadaja strasznie duzo pytan. z czego ten burger, z czego ten sos, czy mozna bez tego, co tu jest dobre. ale oni jak sa zadowoleni to potrafia duzo zostawic. za jedna zmiane (7h) napiwki sa w okolicach 10 funtow. znajomi w sieci ASK potrafili wyciagnac nawet 90 ale to sporadycznie. tam zreszta inne wymagania, procedury i takie takie. w niektorych restauracjach na zachodzie jak przychodzi grupa np powyzej 5 osob to automatycznie jest naliczany napiwek. i slusznie.

    takze skonczcie pieprzyc, jak by wam przyszlo zarobic przez wakacje na studia to co? pierwsza rzecz o ktorej myslicie to moze kelner, kelnerka, ew barista w coffe poincie czy innym starbucksie.

    artykul jak najbardziej prawdziwy.

    pokaż komentarz
    kusprzyk
  • m010ch +4  

    @AgayKhan:
    To chyba pytanie retoryczne? A jak byś pracował(a) w sklepie z ciuchami, a klient który przyjdzie byłby opryskliwy i nieuprzejmy, to rozumiem, że byś go po prostu wyprosiła(a) za drzwi? Ciekawy tok myślenia. Zapamiętaj jedno - przy pracy z klientem, to niestety właśnie on ma zawsze rację. Choćby nie wiem jaki był zły - to dzięki niemu masz swoją pensję i dla niego obsługa powinna być zawsze uśmiechnięta (bo obsługa w tym momencie rzutuje na to, czy on wróci, czy też może będzie to jego ostatni obiad/zakupy, a przy tym zniechęci jeszcze paru znajomych). Taki los tych, którzy stykają się z klientem bezpośrednio - sam pracowałem w kilku miejscach, które tego wymagały i mogę poświadczyć, że każdego klienta starałem się traktować na równi. To czy mi się to podobało czy nie schodziło na dalszy plan - sprzedawca/kelner jest w tym momencie wizytówką firmy i choćby zarabiał grosze (jak to zazwyczaj niestety jest), nie może swoich frustracji przelewać na klienta.

    pokaż komentarz
    m010ch
  • A......n +1  

    Tak, to było pytanie retoryczne. I Po to jest ochrona, żeby agresywnych klientów wyganiać. Jeśli ktoś swoje frustracje chce wyładować na obsłudze, bo on klient i wszystko może to może czas iśc do psychologa/psychiatry. Tak, obsługa służbowo ma być miła. Służbowo. A klient nie zawsze ma rację. Przede wszystkim klient uważa, że jak kupuje towar za 99 groszy to on będzie identyczny jak ten za 99 pln. I klient za czesto oczekuje, że będzie on traktowany wyjątkowo. A jest klientem jak każdy inny. To też nie jest do końca prawda. Pracuję w handlu hurtowym. I mamy kilku klientów, którzy zapewniają nam 80% obrotu. I kilkudziesięciu, którzy zapewniają resztę. I domyślasz się, którzy są najważniejsi? I najciekawsze jest to, że z najważniejszymi klientami doskonale się współpracuję. Sama przyjemnośc z nimi handlować. Z drobnicą już gorzej. Wielkie oczekiwania, wielkie mniemania i pretensje. Pan Kowalski, który zostawia u nas miesięcznie 100 złotych i jest klientem upierdliwym i chamskim, traktowany jest po macoszemu. Robi tygodniowo zakupy po 20 złotych i chce jeszcze, żebyśmy mu je do jego sklepiku przywozili. Przecież przy takich kwotach to śmiech na sali. I co? Klient ma rację?

    pokaż komentarz
    A......n
  • m010ch +2  

    Ale ja nic nie pisałem o agresywnych klientach - to po pierwsze. Po drugie - tak - klient to klient i klient ma zawsze rację. Ty sobie możesz dzielić klientów na VIP-ów i drobnicę, ale nie zmienia to faktu, że oboje zostawiają u Ciebie pieniądze. Za chwilę może się okazać, że ten co przez rok brał drobnicę, zamówi towaru jak 3 VIP-ów. Uwierz mi - widziałem przypadki, w które osoba postronna by nie uwierzyła. Sam obsługiwałem kiedyś w sklepie komputerowym, obdartego, "brzydko pachnącego" pana (znaczy lumpa - pisząc kolokwialnie). Klient ten mamrocząc zadał kilka pytań, bo czym wyjął zza pazuchy 4 tys. w gotówce i wziął jakiegoś laptopa z górnej półki. Do teraz krąży to chyba jako urban legend we wspomnianym sklepie ;) A co do charakteru - oczywiście, że klient czasami potrafi doprowadzić do wrzenia swoim napuszeniem, wywyższaniem się i "byznesmenowaniem", ale cóż - to świadczy tylko o nim. Pomyślę swoje, ale nie zacznę z nim dobijać interesu z wyrazem pogardy na twarzy. Słowo klucz - profesjonalizm.

    pokaż komentarz
    m010ch
  • bowdown +11  

    w gastronomii, nie ubliżając nikomu rozróżnia sie dwa typy obsługi na sali:
    1. kelnerzy
    2. podawacze
    to o tych drugich jest ten artykuł, zdaje mi się

    pokaż komentarz
    bowdown
  • Dorciqch +11  

    Osoba pisząca ten tekst zapomniała chyba, że są jeszcze klienci mili, uśmiechnięci i bezproblemowi i nawet rozlane na kolana piwo wybaczą.

    pokaż komentarz
    Dorciqch
  • RobusCracker +9  

    Imo mocno przesadzone @ "niemili klienci".
    Bez przesady, klient też może mieć zły dzień. Do restauracji często wpadają osoby z podobną sytuacją jak kelner - wchodze, zjem w 15 minut i lece na następny termin. Ja też się śpieszę, ja też mam swoje problemy. To nie zwalnia od podstawowego proszę/dziękuję, ale niech obsługa nie oczekuje, że każdy klient musi wejść i wyjść z uśmiechem na twarzy.

    pokaż komentarz
    RobusCracker
  • diabel_stroz +5  

    ale 'poproszę numer 8' czasami nie wystarcza. Ostatnio byłem w kawiarni i zamawiałem jakąś kawę, a kelnerka zdziwiła się że coś takiego w ogóle mają i kazała sobie przynieść kartę ze stolika (zamawiałem przy barze) żeby zobaczyć na składniki:) jakoś szczególnie mnie to nie ruszyło, ale potem niech nie narzekają na klientów

    pokaż komentarz
    diabel_stroz
  • A......n +2  

    Pewnie pracowała pierwszy dzień.

    pokaż komentarz
    A......n
  • ladyofpain +3  

    e tam. zdecydowanie przejaskrawione to wszystko. nie mowie, ze tak sie nie zdarza, ale nie jest tez tak zle jak autorska tekstu opisuje.

    jad jej scieka po zebach a frustracja wylazi spod kazdego paznokcia.

    pokaż komentarz
    ladyofpain
  • Aktualiren +3  

    Bo to taka gazeciana wizja rzeczywistości... GW tak ma. Wszystko co u nich przeczytam dziele na 2 i potem wyciagam pierwiastek ;\

    pokaż komentarz
    Aktualiren
  • Marzenia +5  

    Teraz to wszyscy zaczynają mieć żle w internecie... Kierowcy tramwajów, sprzedawcy w supermarketach, kelnerki... Cały czas strajkują, albo grożą strajkiem górnicy, pielęgniarki i nauczyciele. Już niedługo zaczną informatycy, spece od reklamy i posłowie. BOŻE ktoś nam każe wykonywać swoją pracę!!! Skandal!
    Najlepiej było by wstać o 10, napić się kawy, oglądnąć powtórkę Klanu, ubrać się, umyć i iśćna godzinkę - dwie do małowymagającej pracy, za którą dostalibyśmy kokosy.
    Ja wiem, że można dużo oczekiwać od życia, ale sorry jak ktoś wybiera taką pracę to czego się spodziewa? Ja pracując jako szef kuchni w Stanach nie spodziewałam się, że mi ktoś bedzie przynosił śniadanie do łóżka. Trzeba było wstać rano i zapieprzać przez 8-10 godzin żeby inni ludzie mogli się najeść. I byli też ludzie, którzy zmywali naczynia w takiej restauracji i oni się nie spodziewali, że w pracy będą siedzieć za biurkiem i pisać komentarze na wykopie. Spodziewali się brudnych naczyń. A kelnerzy i kelnerki biegały z tacami, ale za to wystarczyło im załoścć obcisłe spodnie albo którtką spódnicę, uśmiechnąć się i zaproponować zupę dnia żeby dostać napiwek w wysokości mojej dniówki. Ja za to dostawałam gratulacje za dobrą zupe a oni napiwki.

    pokaż komentarz
    Marzenia
  • przeo -4  

    Bylem swojego czasu kelnerem w jednm z Wroclawskich lubow na rynku. Fakt faktem impreza trwala cala noc ale momenty, w ktorch zarzalo mi sie odpoczac spotykaly mnie sporadycznie... To jest naprawde trudnapraca; nie ma znaczenia czy gsc jest dla Ciebie chamski czy jest baj%%any, musisz byc dla nieo mily. Wszystko to zalezy od manageraito on ustala tak naprawde granice kiedy mozesz zwyzywac klienta. Na szczescie ochronanie dopuszcza doakich sytuacji, pojawiaja sie w pore i robiaporzadek.

    pokaż komentarz
    przeo
  • m010ch +5  

    Pierwsza myśl - wymień klawiaturę. BTW - taa - baj!#ani są najgorsi ;p

    pokaż komentarz
    m010ch
  • u..s +1  

    [komentarz usunięty]

    pokaż komentarz
    u..s
  • przeo +2  

    zle jest wchozic po pijaku na wykop ;/

    pokaż komentarz
    przeo
  • u......c +3  

    artykul raczej nie do gazety tylko na zal.pl
    Jeszcze narzeka ze nie dostaje napiwku, lol! Z takim podejsciem do klienta niech sie nie dziwi ze nikt nie chce placic za "obsluge"
    Wiedziala co za prace wybiera...

    pokaż komentarz
    u......c
  • Kartofelek +3  

    Pracowalem przez wakacje w Warszawskim Zoo wiec poczulem co to znaczy niezadowolony klient. Staralem sie jak moglem usmiechac i byc mily, ale zauwazylem, ze ludzie - szczegolnie Polacy byli strasznie niepozytywni. Taki Włoch, czy Hiszpan - nie spotkalem wtedy zadnego naburmuszonego - raczej radosni, zyczliwi, uprzejmi.
    Ogolnie klienci zachowywali sie nieuprzejmie. Nie mowie ze ublizali (ale tak tez sie zdarzalo), ale o "dziekuje", "poprosze" itp raczej mozna bylo zapomniec.
    Zaczalem sie zastanawiac - skad ci ludzie sie biora. Czy Warszawiacy az tak bardzo sa niemili? Czy my potracilismy wszystkie uczucia?
    Moj szef o tym niewidzial (mam nadzieje ze nie czyta wykopu), ale zaczalem az dawac darmowe dodatki gdy ktos uzyl "milego" slowa. Potem nawet za zwyczajny usmiech, co tez wcale pospolitym nie bylo.
    Moze to ja tak dzialalem na klientów? Jakas zla energia? Staralem sie usmiechac, byc uprzejmy wiec nie do konca to rozumialem.
    W kazdym badz razie zawod kelnera tak samo jak reszta zawodow gdzie sie pracuje z ludzmi wyglada tak samo jak zawod "psychologa". Ludzie jak maja szanse sie wyladowac to czesto to zrobia. Nie na najblizszych, bo to "obciach" przed sąsiadami, a wlasnie na nieznajomych, ktorzy i tak nie moga zareagowac bo "szef patrzy".

    Praca taka jest fajna, szkoda tylko po prostu, ze ludzie coraz bardziej sa dla siebie nie rzyczliwi. Zaczalem w miedzyczasie obserwowac baczniej ludzi. Ludzie w mojej codziennej biurowej pracy wcale lepsi od tych klientów nie są. A przecież to nie mała firma i ponoć "na poziomie". Ubrani w większości w garnitury ludzie wchodzili do budynku - praktycznie nikt (specjalnie to "przebadalem") nie mówił pani recepcjonistce dzien dobry. Brak wychowania? Szkoda. Głupie pierdoły, a jakże było by lepiej.

    Kto nie wie o czym mówię, niech wejdzie uśmiechniety do autobusu. Powodzenia ^^

    pokaż komentarz
    Kartofelek
  • -5tan 0  

    Ja nie mówię recepcjonistce "dzień dobry". Z rozmysłem. Żeby nie musiała odpowiadać co 5 sekund "dzień dobry"... Jak na mnie spojrzy, to dopiero wtedy mówię "dzień dobry" lub tylko się uśmiecham...

    Kiedyś byłem w takiej sytuacji, że zanim wszedłem na swoje miejsce pracy, to musiałem pokonać tor przeszkód z ponad sześćdziesięcioma "dzień dobry".

    pokaż komentarz
    -5tan
  • latarnik81 +3  

    Pracowałem w paru dobrych restauracjach jako kelner i ta praca przynosiła mi satysfakcje..Właśnie poprzez kontakt z ludźmi.
    Może autorowi artykułu brakuje dobrego podejścia do ludzi?
    Ja mam dobre wspomnienia o klientach, miłe podejście i kultura osobista była w 90% odpłacana..
    Mi osobiście nie podobało sie podejście reszty obsługi, dużo zawiści i złych intencji..A takze zazdrość bo poprzez bardzo dobry konrtakt z klientami miałem zawsze wysokie napiwki w stosunku do innych kelnerów..

    pokaż komentarz
    latarnik81
  • kabzior +2  

    W wielu miejscach za zwrócone jedzenie bądź napój (nie z winy kuchni, tak po prostu, bo nie smakowało i nie będzie się płacić) rachunek pokrywa kelner.
    WTF? To tak można? Zjeść, powiedzieć że nie smakowało i nie płacić?

    pokaż komentarz
    kabzior
  • m010ch 0  

    Też mnie to ciekawi. Tutaj ciekawy przypadek "klienta": http://www.tur-info.pl/p/ak_id,5807,,restauracja,lokal,rachunek,oplata,posilek,areszt,policja,mateusz_marszewski.html - ciekawe kto w takich przypadkach pokrywał koszta.

    pokaż komentarz
    m010ch
  • p..t +2  

    Najbardziej denerwujące są uwagi typu "Pracuje pani w hiszpańskiej restauracji i nie zna pani hiszpańskiego?!". Nie, nie znam. Wcześniej pracowałam we włoskiej, później w gruzińskiej, a gdzieś w międzyczasie przewinęła się japońska. Czy gdybym znała biegle tyle języków, byłabym kelnerką? Nie. Byłabym tłumaczem. Konwencja restauracji wcale nie oznacza, że zatrudnia się tam tylko uchodźców z danego kraju i uczy się ich podstaw polskiego. To tylko marketing.

    Litości. Proszę nie bijcie mnie swoja głupotą.
    Ciesze sie że nie chodzę do restauracji, przynajmiej wiem że nie zamieniam życia tych biednych ludzi w piekło.

    pokaż komentarz
    p..t
  • eLL_Koza +4  

    Witam, przepraszam, ale nie wytrzymałam.

    Osobiście pracuję w jednej z krakowskich kawiarni jako barmanka i kelnerka jednocześnie. Za to mi płacą i to jest moja praca. Napiwek to kwestia hmm, moim zdaniem uprzejmości ze strony zadowolonego klienta, ale jak sprawić aby klient był zadowolony skoro obsługuje go sfrustrowana baba, która widząc nadchodzące zagrożenie w postaci klienta z wypchanym bardziej, lub mniej portfelem mówi sobie "o K*%$#wa nie!"
    Jeśli by wychodzić z takiego założenia, to przecież lepiej od razu zamknąć knajpę bo przecież i tak nie zarabiam wiele, to po co mam robić cokolwiek....

    Denerwuje mnie podejście barmanów, którzy palcem nie potrafią kiwnąć, żeby nauczyć się swojego fachu. Którzy w spotkaniu z klientem proszącym o mojito wolą się skompromitować i poprosić klienta o przepis na ów specyfikał... Banalne prawda?

    Prawda jest taka. Knajpa jest tylko miejscem. Atmoswerę tworzą ludzie. My. Ten plebs, który przecież nie możne znać paru języków. Nie może? Oczywiście, ze może! Kelnerzy/barmani i reszta obsługi to niekoniecznie ten plebs ze średnim, który jest tam bo przecież co innego mógłby robić? Trzeba wziąć pod uwagę to, ze niektórzy z nas pracują z LUDŹMI i są ludźmi, bo to lobia, to kochają.
    Ja kocham swoja prace. I wydaje mi się, ze decydując się na prace każdy powinien potrafić zrozumieć i zaakceptować pewne obowiązki za tym idące.
    Pani w artykule narzeka na brak czasu na jedzenie, czy papierosa - oczywiście.
    Ale wydaje mi się tez, ze w umowie o prace nigdzie nie ma punktu *każdy kelner ma czas na jedzenie i papierosa kiedy ma taką ochotę - klienci poczekają.

    Każdy z nas jest zmęczony. Każdego z nas bolą nogi. Ale czyż nie jest wspaniale kiedy zadowolony klient wręczając Ci napiwek dziękuje uprzejmie za mila obsługę, a potem wraca do lokalu, nie dla tego, ze podobają mu się krzesła, szklanki czy dywanik. Wraca dla tego - ze kawa była smaczna a obsługa mila i uprzejma :)
    To tyle :)

    pokaż komentarz
    eLL_Koza
  • r.......d -2  

    ....

    pokaż komentarz
    r.......d
  • orcus -1  

    bardzo trafny komentarz! Musiałeś myśleć nad nim jakiś rok...

    pokaż komentarz
    orcus
  • paul +1  

    http://www.youtube.com/watch?v=To3p5GYudr0
    http://www.youtube.com/watch?v=6LutG5WxJ-w

    ;-)

    pokaż komentarz
    paul
  • stingah +1  

    No jak chce się zarabiać to trzeba pracować ;-). Identyczny artykuł o każdym zawodzie można napisać.

    pokaż komentarz
    stingah
  • lothar +1  

    Ostatnio czytałem, że pracownicy dzielą się na tych, którzy traktują swoją prace z szacunkiem i na tych, którzy pracują za karę. W czasach gdy gimnazjum wchodzi na rynek pracy obawiam się, że będzie znacznie więcej tych drugich...

    Tak naprawdę cała obsługa klienta w Polsce kuleje i to właśnie dlatego, że Polacy nie walczą o swoje i nie ufają sobie nawzajem. Jesteśmy jeszcze skażeni PRLem i ludzie, zwłaszcza starsi kombinują jak drugiego oszukać albo wręcz przeciwnie nie odzywają się. Ale czy musi tak być? Czy jak przynoszę pęknięte buty to chce oszukać sklep? Czy robię na złość zwracając uwagę na zimne jedzenie lub brud?
    Nie!
    Pragnę jakości - maksymalnej za daną cenę. Dopiero jak przyjdzie kryzys wszyscy zauważą jak trudno zdobyc nowego klienta. Dużo mniej wysiłku zajmuje utrzymanie starego i naprawdę kilka groszy dal firmy plus przeprosiny potrafią zbudowac wizerunek.

    Z radością patrzę na portale typu wyhacz.pl, które powoli zmieniają świadomość kosumentów.

    W jaki sposób wytłumaczyć gorszej jakości produkty przemysłowe: proszki, kremy itd. w Polsce niż w Niemczech? Dlaczego wielkie koncerny traktują Europę Wschodnią inaczej, nie wprowadzając nowych produktów, smaków itp.?

    Czy Polacy nadają się tylko do zjadania jogurtów, których wybór jest chyba największy na świecie? (d!!%!izm=zjadamy nadwyżkę mleka lekko nadpsutego bakteriami za duże pieniądze)

    pokaż komentarz
    lothar
  • v00 0  

    gratuluje autorce tekstu za otwarcie oczu spoleczenstwu

    prawda jest taka ze oni tego nie zrozumieja dopoki sami nie przepracuja chocby jednego dnia w tzw. customer service

    pokaż komentarz
    v00
  • tyrystor 0  

    ach cała GW, dlaczego uparliście się akurat na tę gazetę, podejrzewam, że ten list jest czystą fikcją literacką, kto mi udowodni, że dziennikarz-socjolog nie może spreparować sobie takiego listu?

    pokaż komentarz
    tyrystor
  • wujekwichura +2  

    Praca kelnera nie jest łatwa, co nie zmienia faktu, ze artykuł jest mocno przesadzony.
    Tak, tak kończysz prace i do następnego autobusu we Wrocławiu masz 3 dni, a do domu 250 km. ;)
    Kto był kiedyś we Wrocławiu, wie jak funkcjonuje komunikacja nocna. W najgorszym wypadku na autobus trzeba czekać godzinę, najczęściej mniej niż pół.:)

    pokaż komentarz
    wujekwichura
  • u......c -2  

    pozatym pracownicy kawiarni i restauracji wracajacy o poznych godzinach maja oplacane taksowki. Nie wiem czy to prawo pracy czy dobra wola pracodawcy, ale tak to wyglada.

    pokaż komentarz
    u......c
  • mathix 0  

    No może praca i jest ciężka, nieprzyjemna, ale przecież mamy wolny rynek. Jak się komuś nie podoba robienie jako kelner to może poszukać innego zajęcia. Jak będzie mniej chętnych to płaca w tym zawodzie wzrośnie, podobnie jak wzrosły płace w budownictwie (chociaż skoki nie będą raczej tak drastyczne).

    Nie rozumiem oburzenia odnośnie niedawania napiwków. Nigdzie nie jest zapisane, że się one kelnerom należą, to jedynie kwestia dobrej woli klienta, który chce w ten sposób nagrodzić dobrą obsługę.

    pokaż komentarz
    mathix
  • prostynick -1  

    Chyba nigdy nie zdarzyło mi się, żebym był tak niezadowolony, że miałbym krzyczeć na kelnerkę. Mimo to uważam, że to ona reprezentuje tą restaurację i jeśli coś będzie totalnie do dupy, to oczywiste, że ona dostanie ochrzan, a nie kto inny.

    A przy okazji długiego czekania na jedzenie - w Sopocie niedaleko molo po wejściu do niezbyt zatłoczonej restauracji kelnerka na starcie oświadczyła nam, że na obiad będziemy czekać półtorej godziny :)

    pokaż komentarz
    prostynick
  • Ancymon1 -2  

    Niekoniecznie. Są takie, gdzie nie musisz znosić ciągłych przycinek lub chamskiego zachowania.

    Przez 1,5 roku pracowałem jako tłumacz-specjalista d/s sprzedaży (ładnie brzmi, nie ma co) i utrzymywałem telefoniczny kontakt z klientami. Też usłyszałem niejedno pod swoim adresem, ale nie wyobrażam sobie żeby jakiś jełop miał mnie besztać twarzą w twarz za coś, czemu nie jestem winien.
    Podziwiam kelnerów/ kelnerki za anielską cierpliwość

    pokaż komentarz
    Ancymon1
  • randall -3  

    Potwierdzam. Sama prawda w tym artykule. Pracowałem przez prawie 3 lata w tej branży w 3 różnych restauracjach i niestety mam już dość.

    pokaż komentarz
    randall
  • orcus -5  

    [nie tu]

    pokaż komentarz
    orcus
  • TheGame -3  

    Zawsze mnie uczono, ze skrzyzowane sztucce na talerzu oznaczaja dla kelnera prosbe o dokladke, natomiast sztucce ulozone rownolegle oznaczaja koniec posilku. A moze sie myle?

    pokaż komentarz
    TheGame
  • TheGame -4  

    Nie przeczytalem komentarzy, zakopac...

    pokaż komentarz
    TheGame