•  

    pokaż komentarz

    @jaromaz:
    Nie ma linków do teledysków, tylko obrazki, a nvm, linki są w tytułach (podepnij je też pod zdjęcia).
    Pierwsza reklama wkleiła ci się parę razy.

    Dzisiejsza młodzież nie słucha takich rzeczy. Nie-młodzież preferuje Genesis sprzed 80tego.

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: za chwilę powinno być już wszystko poprawnie - redakcja Wykopu poprawi wpis (przerwany w trakcie edycji - jest ograniczenie czasowe przy dodawaniu wpisów bezpośrednio na Wykopie)

    •  

      pokaż komentarz

      @jaromaz:
      Dlatego nie uzywam wykopokazywarki. Bez sensu, że się nie da edytować.

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: a dla takich średnio starszych szybkie wyjaśnienie różnicy między starym Genesis a tym po 80tym? :) wielkim fanem nie jestem, dlatego pytam

      Ja wykopuje, lubie takie ciekawostki - zwłaszcza że reklam w ogóle nie znałem, ale fakt trzeba linki poprawić :)

    •  

      pokaż komentarz

      @jaromaz: Zabezpieczają się przed zmianą treści po dużej liczbie wykopów ... ja bym to ograniczał dopiero od wejścia na główną :) - ale to ich prawo :)

    •  

      pokaż komentarz

      @glurp77:
      Po 80tym: invisible touch
      Przed 80tym: (już z Collinsem na wokalu) burning rope
      Przed 80tym: (z Gabrielem na wokalu) dancing with moonlit knight

      Ogólnie dobry rock/rock progresywny vs pop-rock/pop.
      Nie zrozum mnie źle, bardzo lubię muzykę lat 80tych, ale moim zdaniem inne zespoły progresywne lepiej przeżyły ten okres (np King Crimson, Yes, Camel).
      King Crimson z lat 80tych: three of a perfect pair & thela hun jingeet
      Yes z lat 80tych: owner of the lonely heart & rhtym of love
      Camel z lat 80tych: no easy answer

      Genesis już nigdy nie podniosło się z tej porażki.

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: Podziękowania dla redakcji Wykopu (działu technicznego) za wyedytowanie/poprawkę w treści już po publikacji :)

    •  

      pokaż komentarz

      @jaromaz:
      Jak dla nich to czemu do mnie adresujesz? :)
      Mogę zrobić inspekcję najwyżej. Wygląda ok.

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: bo Ty rozpocząłeś wątek o błędach w treści - więc to najbardziej logiczne dla zachowania ciągłości wątku ... :)

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: Oooo... bez przesady.

      Duke'a zaliczamy już do lat 80? A to genialna płyta. Potem mamy Abacab. I tu słaba płyta. Zgodzę się. Ale koncertowy utwór tytułowy jest czaderski. Dla niego warto było nagrać płytę. Potem mamy Genesis. Tu dla Mamy i (Second) Home by the sea warto było nagrać płytę. Uwielbiam (choć sam jednak też preferuję Genesis przed Duke) Second Home By The Sea. Prosty a genialny utwór z klimatem. Potem mamy Invisible Touch. Żeby wszyscy grali taki rock-pop jak Genesis... I wchodzimy w lata 90. We can't dance się broni. Trochę rock-pop, trochę progresywnego rocka. Jednym słowem nie jest źle.

      Piszesz o Yes (ci to dla mnie chyba numer 1 :D ). Ale trzeba powiedzieć, że Yes lat 80 (hmmm, dlaczego wymieniasz pojedyncze piosenki? Mówmy o albumach!) to trochę sporo zawirowania w ich składzie. Raz z Howem, raz bez Andersona, a raz z Wakemanem (i na odwrót).

    •  

      pokaż komentarz

      @mirekwirek:
      Nie wiem co zaliczamy. Zmieniło się wyraźnie brzmienie zespołu więc chyba tak. Duke jeszcze nie jest taki zły.

      hmmm, dlaczego wymieniasz pojedyncze piosenki
      Myślałem, że rozmawiam z dyletantem.

    •  

      pokaż komentarz

      @brass:
      Zgadza się, ekspertem mnie nazwać nie można, z racji tego że nawet nie znam tych przykładowych utworów Genesis sprzed 80tego.
      Ale i tak byłem ciekawy co miałeś na myśli, dzięki za wyjaśnienie.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie-młodzież preferuje Genesis sprzed 80tego.

      @brass: No i poczułem się staro...

      A swoją drogą, teledysk do "I can't dance" widziałem wielokrotnie ale jakoś mnie te reklamy minęły wiec nie miałem pojęcia o inspiracjach, wykop :)

    •  

      pokaż komentarz

      @glurp77:
      To warto poznać. Genesis wielkim zespołem był.

    •  

      pokaż komentarz

      Po 80tym: invisible touch

      @brass: mnie tam Genesis po '80 kojarzy się z kultowym Land of confusion, prześmiewczym Jesus he knows me a zwłaszcza z jedną z ikon tamtych lat - Another day in paradise

    •  

      pokaż komentarz

      @aegypius:
      To nie wiem jak ci się to kojarzy z 80tymi jak Jesus jest z tej samej płyty co I cant dance - rok 91.
      Another day in paradise to Collins solo, i też tak bardzo pod koniec 89 roku (paźniernik), że zalicza się do lat 90tych.

      To jest właśnie smutne, że ludziom Genesis się kojarzy właśnie z tym, a nie z The Knife, Firth of Fifth, Watcher of the Skies, czy wspomnianym już Dancing...

    •  

      pokaż komentarz

      @brass:

      Genesis już nigdy nie podniosło się z tej porażki.
      Hipsterzysz straszliwie.

      W głowie mi się nie mieści, jak można uważać takie arcydzieła jak "Duke", "Genesis" czy "Invisible touch" za "porażkę"... OK, nie lubisz popu (którego w tym okresie faktycznie więcej) - Twoja sprawa. Ale "Duke's travels", "Behind the lines", "Me and Sarah Jane", "The Brasilian", "Domino", "Mama", "Tonight, tonight, tonight" PORAŻKĄ?

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: też kiedyś uważałem tak jak Ty, tj że Genesis z Gabrielem to najlepszy zespół ever (i w ogóle słuchałem tylko Pink Floyd, King Crimson, Yes itp), a z Collinsem na wokalu (nie licząc 2 pierwszych płyt) to shit. Ale potem jakoś zacząłem słuchać tych dalszych płyt, i teraz uważam, że Duke i Invisible Touch to ich najlepsze płyty ;)
      w ogóle zaryzykowałbym stwierdzenie (prawdziwe w moim przypadku), że z prog-rocka się wyrasta :P a Genesis z Collinsem mieli genialne piosenki, i wręcz podręcznikowy przykład jak używać elektronicznej perkusji by nie brzmiała kiczowato

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: zapominasz o cudownym Carpet Crawlers z płyty Limb lies on broadway :)

    •  

      pokaż komentarz

      @dziaru:
      Nie zapominam. Genesis nie można scharakteryzować wymieniwszy kilka utworów. Wymieniłem je tylko poglądowo. Żeby poznać muzykę trzeba przesłuchać całe albumy.
      @onitor:
      To nie wokal Collinsa przyczynił się do tego, że muzyka Genesis się zmieniła tylko Mike Rutherford i jego gusta muzyczne. Odszedł Gabriel i to Rutherford przejął pałeczkę szefa zespołu.
      @Farquart:

      Hipsterzysz straszliwie.
      Ojtam ojtam. Przyczepiłeś się do jednego słówka. Porażka w sensie kolokwialnym. Wszystkie zespoły progresywne w latach 80tych grały "inaczej", ale Genesis zatraciło swój styl (stworzyło nowy, bardziej rozpoznawalny co prawda).

      OK, nie lubisz popu (którego w tym okresie faktycznie więcej)
      Mylisz się. Bardzo lubię pop. Lubię też dance, trance, techno, new romantic czy EBM. Lata 80te i 90te.
      Po prostu pop w wykonaniu Genesis mi jakoś nie pasuje do dokonań tego zespołu sprzed 80. Moje subiektywne zdanie.

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: Jednak prawdziwym gwoździem do trumny było odejście nie Gabriela, tylko Hacketta, który jak dla mnie tworzył ogromną część brzmienia Genesis, zresztą po tym jak odszedł nagrał kilka znakomitych płyt solowych, np. Voyage of the Acolyte, wypas płyta. Po tym nagrali jeszcze dwie dobre płyty, w tym jedną naprawdę rewelacyjną, tzn. Duke, które osiągnięciem w dziedzinie takiego pop-rocka z progresywnymi ciągotkami jest naprawdę wybitnym dziełem. Niestety potem albo skończyły im się inspiracje, albo chcieli zarobić łatwy szmal, w każdym razie charakterystyczna magia zniknęła i już nie powróciła, a oni zajęli się produkcją szitu w rodzaju invisible touch czy abacab.

      @onitor: Wyrasta się powiadasz:p? To poleć coś, bo szukam szukam i za bardzo nie mogę znaleźć czegoś dla siebie.

    •  

      pokaż komentarz

      @onitor:
      Ja staram się nie wartościować, że coś było dobre a coś było złe. Gadki w stylu:
      PF z Watersem tak, a bez nie, Marrilion z Fishem tak, a Hoggartem nie, Genesis z Gabrielem tak, bez nie, King Crimson z Wettonem tak, bez nie...
      to zupełnie nie moja bajka. Interesuje mnie muzyka, a nie przetasowania w składzie. Muzyka się broni lub nie.

      Różni ludzie mają różne gusta. Ba, czasem ci sami ludzie mają różne gusta (człowiek się bardziej otwiera na muzykę).
      Ja po prostu mówię co mi się podoba, a co nie. A jakoś tak wychodzi, że zmiana stylu zwykle jest dość odczuwalna i permanentna niestety.

      Z prog rocka się nie wyrasta. Zależy jaki się ma stosunek do muzyki. Ja ciągle słucham czegoś nowego. Otwierasz się na nowe style itd, to nie masz czasu słuchać tego starego grania. Ale mogę z całą pewnością powiedzieć, że to granie mi się nadal podoba. Nie nazwałbym tego wyrastaniem z, chyba że teraz się od tego odcinasz - to po prostu gust ci się zmienił i tyle.

    •  

      pokaż komentarz

      @babangida:
      Post rock generalnie.
      osobiście lubie np. God is an astronaut, If these trees could talk, Leech, Russian Circles.
      Porcupine tree pewnie znasz. Warto do Signify włącznie. Stupid Dream i wyżej tylko jak lubisz smętne ballady o życiu.
      jak przy WIlsonie jesteśmy to np No-Man, ale tylko albumy z lat 90tych (znowu smętne ballady dla emo dziewczynek ala Michael buble).

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: no wiadomo, że to Banks i Rutherford tak naprawdę trzęśli tym zespołem, ale tak się przyjęło dzielić Genesis na "z Gabrielem" i "z Colinsem" ;) jeśli chodzi o to wyrastanie to w sumie się z tobą zgadzam :) bo teraz też od czasu do czasu puszczam sobie Yes czy KC i myślę "ale to jest genialna muzyka". Inna sprawa, że prog rocka dobrej jakości moim zdaniem nie ma zbyt dużo, w sensie mi się nie podoba np ten prog rock co teraz powstaje, a ostatnie dobre płyty powstawały pod koniec lat 70 + Duke ;)
      @babangida: ja słuchałem na początku prog rocka, potem przerzuciłem się na rock psychodeliczny z lat 60, potem jeszcze na coś tam, a teraz to właściwie słucham wszystkiego, z synth-popem z lat 80 i hiphopem włącznie :P ale ostatnio też za bardzo nie mogę znaleźć czegoś nowego.
      W każdym razie polecam Boba Dylana, o ile już nie słuchasz ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: Jeśli chodzi o popowe płyty progresywnych gigantów to zdecydowanie prym wiodą Camel ze swoim Stationary Traveller oraz Yes ze słynnymi "cyferkami". Co do Genesis z ich popowej twórczości najbardziej podoba mi się właśnie We Can't Dance.

    •  

      pokaż komentarz

      @kwarc87:
      Mnie się najbardziej podobają "kolorowe" płyty KC.

    •  

      pokaż komentarz

      @brass:

      Ojtam ojtam. Przyczepiłeś się do jednego słówka.
      Owszem, ale chyba możesz dostrzec dlaczego ;)

      Porażka w sensie kolokwialnym.
      Obawiam się, że porażka "w sensie kolokwialnym" jest znaczeniowo zbliżona do porażki "w sensie formalnym" ;)

      A tak serio, to rozumiem co miałeś na myśli. Nadal kompletnie nie podzielam Twojej idiosynkrazji do genesisowych 80's, ale widać będziemy się "pięknie różnić". Dla mnie te płyty to właśnie te, do których najchętniej wracam - świeże, dynamiczne, pełne życia, melodii, chwytliwych fraz i tekstów. Oczywiście nic nie ujmując "Lambowi..." albo "Selling England...", które też uwielbiam.

      Tak czy siak, masz plusa za wrzucenie tego King Crimson z Adrianem Belew - zupełnie nie znałem, a brzmią świetnie. Lepiej niż "In the court..." etc., które dzisiaj brzmią już trochę archaicznie.

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: Discipline daje radę, reszta taka sobie, albo po prostu słuchałem tych płyt za mało. Po za tym żałoba po składzie Fripp-Wetton-Bruford-Cross nie dała mi nigdy cieszyć się w pełni tym co nagrali później.

    •  

      pokaż komentarz

      @onitor: Elektroniczna perkusja to jedno (swoją drogą Phil Collins to genialny bębniarz, jeden z najlepszych na świecie, jakby ktoś nie wiedział), ale oni też zrobili duzo, by wypromować akustyczne bębny z bramkowanym pogłosem, tak charakterystyczne dla lat 80tych. Jakby ktoś nie wiedzial o co chodzi, niech posłucha wspaniałego Against All Odds...

      A co do płyt - tak, Selling England By the Pound to nadal sa ciary na plecach i wielki geniusz. Ale popowe dokonania pozniejszego okresu to także czapki z głów, Panie i Panowie! Gdyby w Polsce był taki pop, jak chociażby w przykładzie z tego wykopu to byłbym w siódmym niebie i wierzyłbym, że nasi muzycy są niepowtarzalni. Ten i wiele innych utworów Collinsa to perły, które udowadniają, że w najprostszym aranżu można bronić się niepowtarzalnym charakterem. To majstersztyk - co wie każdy, kto próbował kiedykolwiek robić muzykę mainstreamową...

    •  

      pokaż komentarz

      @brass: "To jest właśnie smutne, że ludziom Genesis się kojarzy właśnie z tym, a nie z The Knife, Firth of Fifth, Watcher of the Skies, czy wspomnianym już Dancing..."

      Ale gdyby nie popowo-rockowy Genesis i Colins to niewielu w ogóle słyszało by o Genesis... Yes ma tutaj swoje 90125 a Genesis Invisible Touch.
      Będę w tej dyskusji popierał Farquarta i onitora :)

      Ja lubię stary i nowy Genesis. Bo po słuchaniu płyt z lat 70 miło czasem zrobić odmianę słuchając Genesis z lat 80 ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @Farquart:
      Używasz za trudnych słówek (idiosynkrazja WTF?).
      Jak lubię pop, tak Genesis nie lubię. Lubię Collinsa solo, ale nie Genesis.

      KC - Beat, Three of a perfect Pair i Discipline to moje ulubione i najbardziej pozdzierane płyty (a raczej kasety).

    •  

      pokaż komentarz

      @brass:

      Używasz za trudnych słówek (idiosynkrazja WTF?).
      Wybacz. Czasem lubię się popopisywać. Mam wtedy płonną nadzieję, że speszę mojego oponenta w dyskusji ;)
      Idiosynkrazja = niechęć

      Jak lubię pop, tak Genesis nie lubię. Lubię Collinsa solo, ale nie Genesis.
      A widzisz, a ja nie przepadam za Collinsem solo z kolei. Dla mnie jest zbyt popowa. A collinsowe Genesis to idealny balans między rockiem a popem. Może z wyjątkiem "We can't dance", która jako całość mnie przekonuje, jakaś taka... nijaka (ale to już '90s).

      KC - Beat, Three of a perfect Pair i Discipline to moje ulubione i najbardziej pozdzierane płyty (a raczej kasety).
      Właśnie sobie "wypożyczyłem" całą ich dyskografię. Zacznę od "Three...", kawałek który wrzuciłeś jest świetny.

    •  

      pokaż komentarz

      No to ja lubię CAŁE Genesis jak i wczesno-solowe płyty Colinsa. :)
      I trochę będę protestował, że jak ktoś nie lubi Colinsa to i całe Genesis z Colinsem jest be i generalizowanie, że starsi to lubią Genesis przed 80. O! :p

    •  

      pokaż komentarz

      To i ja się włączę do dyskusji. Dla mnie Genesis skończył się nie z odejściem Gabriela, a Hacketta, co już zostało wspomniane. Natomiast dwie płyty bez Gabriela, a jeszcze z Hackettem (Trick of the Tail i Wind and Wuthering), to absolutna klasyka.

      A dla tych, co kochają stary Genesis, plujcie sobie w brodę, że Was nie było na jednym z trzech koncertów grupy The Watch, które miały miejsce w ostatni weekend (Wwa, Poznań i Bydgoszcz). Oto dlaczego powinniście sobie pluć w brodę:

      http://www.youtube.com/watch?v=vRt88X3bO0c

      To z zeszłego roku, z tego roku nie widziałem jeszcze dobrych nagrań na YT. Ale nie martwcie się, The Watch na pewno będzie za rok. Filujcie na nich...

    •  

      pokaż komentarz

      jest takie radio http://www.deliciousagony.com/ jak ktoś sobie chce posłuchać starszych i nowszych brzmień (nie tylko progresywnych, dziś np leciał Iron Maiden).

  •  

    pokaż komentarz

    pytanie do specjalisty z dziedziny motoryzacji:
    Co to za samochód w pierwszej reklamie (1. Bugle Boy jeans) ?

  •  

    pokaż komentarz

    Pacz pan, tak lubię ten klip a tego nie wiedziałem :) Najfajniej jak go na końcu zabierają jak do psychiatryka.

  •  

    pokaż komentarz

    Pamiętam teledysk, ale reklam już nie bardzo.

    Lubię takie totalnie bezużyteczne aczkolwiek interesujące wykopy. Taka ciekawostka do parówki na kolację :)

  •  

    pokaż komentarz

    niestety jedną z tych reklam pamiętam jak leciała w TV :( aaallleee ... dobrze że jeszcze pamiętam :)