:]

Ciastka!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

  •  

    pokaż komentarz

    Jak to wam ZABIERAJĄ?! To zwykła kradzież!!!

    •  

      pokaż komentarz

      właśnie, możesz to wytlumaczyc?

    •  

      pokaż komentarz

      Wpierw każą płacić a potem zabierają? Podzielam zdanie, że jest to zwykła kradzież. Mnie tylko ciekawi co robią później z tymi "odebranymi" egzemplarzami? Sprzedają ponownie? Przecież sprzedają nowe książki.

      Ciekawe jest także to, że każdy "musiał" kupić te książkę. Ja wolał bym być już złodziejem i ją skserować, aby zaoszczędzić choć trochę pieniędzy.

      Jakie szczęście, że na mojej uczelni nie ma zmuszania studentów do odpłatnego "pożyczania" książki (bo jak inaczej to nazwać?).

    •  

      pokaż komentarz

      Jeśli wykładowca zabrał książki bez uprzedzenia, to rzeczywiście jest tu coś nie w porządku, niemniej...nie bardzo rozumiem, w jaki sposób Wykopowicze mają pomóc autorowi tego wykopu. Skrzyknąć się w 30 chłopa i wyperswadować tej obrotnej pani robienie ludzi w balona? Zrzucić się na zmarnowaną na książki kasę? Może to zabrzmi jak dywagacje starego studenta, ale nie takie rzeczy się na uczelniach w Polsce dzieją. Dlatego też życzę I rokowi studentów UM aby mieli tylko takie problemy, aby nie musieli być świadkami (lub - co gorsza - ofiarami) przykrego incydentu, kiedy to jeden z wielce czcigodnych psorów uwala studenta tylko dlatego, iż ten ma lepszy samochód/aparycję/przepastniejsze konto w banku/ładniejszą żonę czy przez któryś z miliona błahych, tylko im znanych powodów.

    •  

      pokaż komentarz

      Dlatego studenci informatyki mają najlepiej - wszystkie materiały większość wykładowców umieszczają na internecie... :)
      Przynajmniej u nas, ale jak rozmawiałem z innymi to jest to norma również w innych miastach

    •  

      pokaż komentarz

      Hm, ponieważ ten artykuł jest tak mało precyzyjny i skąpisz Twoich odpowiedzi, czysta logika każe mi się zastanawiać, czy aby na pewno nie jest to jakaś prowokacja/zemsta?
      Poza tym ciężko mi uwierzyć, że nikt spośród tylu studentów nie zgłosił popełnienia przestępstwa.
      Może to wyjaśnisz, co?

    •  

      pokaż komentarz

      Rzepcio, jakbyś nie zauważył - ostatni ślad aktywności Karpello jest sprzed dwóch godzin, jak dodawał komentarz znajdujący się gdzieś tam poniżej. Może akurat ma coś pilnego? W końcu nie wszyscy siedzą na Wykopie 24/7.

    •  

      pokaż komentarz

      @zwierzak2003
      Ja wolał bym być już złodziejem i ją skserować, aby zaoszczędzić choć trochę pieniędzy.

      Kserowanie to nie kradzież, nie jest zabronione. To tak zwany dozwolony użytek osobisty.

    •  

      pokaż komentarz

      "Kserowanie to nie kradzież, nie jest zabronione. To tak zwany dozwolony użytek osobisty."

      Ostatnio na moim wydziale (WPiA, UWM, Olsztyn) wisiał plakacik sugerujący coś zupełnie innego. ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Ostatnio na moim wydziale (WPiA, UWM, Olsztyn) wisiał plakacik sugerujący coś zupełnie innego

      Pewnie, moi znajomi z prawa opowiadają, że na ćwiczeniach, gdzie korzysta się z książki prowadzącego, nie można przynosić kserówek. Prowadzący tłumaczą właśnie, że to kradzież i łamanie prawa autorskiego. Trochę to bezczelne moim zdaniem.

      Kserowanie to na pewno nie przestępstwo -- nie ma w kodeksie karnym żadnego artykułu na to. Natomiast artykuł 23 prawa autorskiego obejmuje właśnie kserowanie książki (jak również kopiowanie płyty czy filmu). Jedyny przepis, jaki widzę, który mógłby tego zabraniać, to 35 (dozwolony użytek nie może [...] godzić w słuszne interesy twórcy), ale ciekawe, jak by ktoś dowodził, że skserowanie książki ugodziło w jego słuszne interesy. Musiałby udowodnić, że gdyby pozwany nie skserował, to by kupił.

      Ale chętnie poznam treść plakatu -- cytują tam jakiś konkretny artykuł?

    •  

      pokaż komentarz

      Profesor od prawa po małej dyskusji powiedział tak. Robienie notatek, nagrywanie wykładu, kserowanie materiałów, bez jego pozwolenia nawet dla własnego użytku to przestępstwo. W momencie, gdy wykładowca używa materiałów osób trzecich, nawet jeśliby pozwolił robić notatki, nagrywać, kserować to bez zgody dla nas tej osoby trzeciej nadal tego nie możemy robić. Ale przyjęło się, że notatek nikt nie zabrania robić i nikogo za to się nie ściga, tak samo jak policja nie ściga nas, szarych userów z lewymi windowsami.

    •  

      pokaż komentarz

      To profesor od prawa po małej dyskusji powiedział bzdury.

    •  

      pokaż komentarz

      Przestępstwo? W sensie, że jest na to artykuł w kodeksie karnym albo prawie autorskim (rozdział Odpowiedzialność karna)? Bo ja tam widzę tylko przepisy mówiące o rozpowszechnianiu, a kserowanie dla siebie to nie rozpowszechnianie. A art. 23 wyraźnie mówi, że bez zezwolenia twórcy można korzystaćz utworu w zakresie własnego użytku osobistego.

    •  

      pokaż komentarz

      ...Musiałby udowodnić, że gdyby pozwany nie skserował, to by kupił.
      Chęć posiadania (i używania) wynika z samego skopiowania - zakup nie byłby tu koniecznym warunkiem moim zdaniem. Potencjalny zakup=potencjalne korzyści, których pozbawiamy autorów (Jak ukradniemy komuś samochód to nie możemy tłumaczyć, że właściciel i tak nim nie jeździł więc nie wyrządziliśmy mu szkody)

      Z notatkami to profesor przesadził, ale co do kserowania książek to się zgadzam, że książka kserowana w całości jest ukradziona. Myślę, że taka kopia może być dozwolona, gdy na własny użytek kserujemy książkę, którą kupiliśmy (mamy do niej ograniczone prawo)... idąc dalej możemy pożyczyć książkę/kopię znajomemu, ale on już nie może jej skopiować (bo nie ma prawa:) - nijak się to wszystko ma do rzeczywistości, bo kto to niby sprawdzi:)

      Co do głównego wątku - konsultowałbym się z UOKiK. Ciekawi mnie też jak owo wydawnictwo rozlicza się z podatków jeżeli "sprzedaje" te same podręczniki (wątpię by wykazywali dochody/VAT z odpłatnego wypożyczania książek:)

    •  

      pokaż komentarz

      Nie chodzi o to, co myślisz, tylko o to, jaki jest stan prawny :) Ja twierdzę, że nie ma żadnego przepisu, według którego skserowanie (nawet całej) książki byłoby przestępstwem.

    •  

      pokaż komentarz

      Jednak karpello w dalszym ciągu nie odpisał na pytanie Piotrusiek "Jak to wam ZABIERAJĄ?!" dlatego to co napisał artisti "Cofam wykop bo wstawiający nie raczy zamieścić dalszych informacji. " jest chyba teraz najbardziej aktualne

    •  

      pokaż komentarz

      @camelot - to, że coś napisano w kodeksie nie oznacza jeszcze, że wiesz jak to interpretować (wykładnia prawa). Używałem zwrotu "myślę, że..." bo nie czuję się specjalistą w tej dziedzinie.

      Napisz książkę... i nie czuj się poszkodowany jak "księgarnia" kupi jeden egzemplarz i będzie kasować klientów na usługach ksero (każdemu na własny użytek). Wiesz, co - sam otwórz taką "księgarnię" to będziesz miał okazję posłuchać wykładni cytowanego przez ciebie przepisu od specjalistów.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie można rozpowszechniać ani powielać w celu rozpowszechniania.Twój przykład z księgarnią jest właśnie rozpowszechnianiem.
      Natomiast kserowanie dla siebie i znajomych jest jak na razie w Polsce własnym użytkiem osobistym i nie wymaga zezwolenia twórcy.

    •  

      pokaż komentarz

      Znalazłem rozwiązanie: to po prostu pierwsza książka wydana z zabezpieczeniami DRM - na 10 otwarć :)

    •  

      pokaż komentarz

      Jak znajomym to już nie jest rozpowszechnianie? A czym znajomy różni się od kogokolwiek innego (spoza rodziny) według prawa?

    •  

      pokaż komentarz

      Jak znajomym to już nie jest rozpowszechnianie? A czym znajomy różni się od kogokolwiek innego (spoza rodziny) według prawa?

      Tym, że jest znajomym :) Mówi o tym pkt 2. art 23:

      2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

      Wykładnia jest taka, że rozpowszechnianie to dawanie/sprzedawanie ludziom bez względu na to, czy są, czy nie w "związku osobistym". Np jak udostępniasz plik przez p2p, to raczej się nie wybronisz, że to tylko dla rodziny. Księgarnia, która sprzedawałaby kserówki tym bardziej.

      Od razu napiszę, że "pojedyńcze egzemplarze" nie oznaczają tego, że nie mogę powielać kupionej książki, tylko że nie mogę tego robić na dużą skalę. Tu już nie ma wykładni, ile to dokładnie kopii oznacza. Raczej przyjmuje się, że dowolną ilość, byle na użytek własny, czyli mój i osób w "związku osobistym".

  •  

    pokaż komentarz

    Popieram.
    Może mnie - licealiście nie jest to tak widoczne.
    Ale moim zdaniem duża część podręczników na rynku to po prostu wycukierzone gówno.
    Dlatego z 20 obowiązujących podręczników mam może z 12-13. Resztę to mam zwyczajnie na wikipedii. Przykładowo taki podręcznik do WOKU wydrukowany na EKOLOGICZNYM PAPIERZE kosztuje 35zł za 200 stron. Gdzie w sumie nic tam w środku nie ma.

    •  

      pokaż komentarz

      dokładnie, żeby chociaż był wydany w rolce...

    •  

      pokaż komentarz

      Jako licealista kupiłem tylko do ang, pol, mat. Chemie i historie jeszcze mama dokupiła, ale nie są zbytnio (czyt. w ogóle potrzebne). Fizyk jest zarąbisty i używamy podręcznika prof. Kąkola online http://home.agh.edu.pl/~kakol/wykl_01.htm ;]

      Reszta to śmiecie, których nie warto kupować, bo i tak się nie korzysta.

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      Pracuję w hurtowni książek... Tam to dopiero widać jak książki drożeją trafiając do księgarni... Rozumiem, każdy chce zarobić ale niektóre egzemplarze, w hurtowni kosztowały o połowę mniej niż w sklepach. Osobiście dla mnie jest to chore, zwłaszcza, że kiedyś książka była inwestycją. Podręczniki mogły czekać dla młodszego rodzeństwa.
      Co do studiów. Na moim kierunku, rzadko kto kupuje książki, ale wiele z tych które warto mieć są w przystępnych cenach (równają się z cena kserówek z oprawą). Ale nie wszędzie na polibudzie poznańskiej tak jest.

    •  

      pokaż komentarz

      Najgorsze są praktyki typu wydawanie nowego wydania co roku - które nic nie zawiera praktycznie nowego, ale za to wszystko jest poprzestawiane miejscami. Tak jest w mojej książce od niemieckiego z WSiPu. To chyba ma przeciwdziałać sprzedawaniu książek młodszym klasom. ;/

  •  

    pokaż komentarz

    U mnie trzeba było kupić książke za 250zł, 2k stron. Każda była podpisywana przez profesora, który przy okazji był dziekanem, więc skargi nie było jak złożyć. Na stwierdzenie że drogo, odpowiedział że studiowanie kosztuje i mamy sobie wybrać studia albo "kilka" piw. Więc wcale nie macie tak źle.

    •  

      pokaż komentarz

      a musieliście ją poźniej oddać ?

    •  

      pokaż komentarz

      @karpello: Jeszcze mogę (z trudem) pojąć, że wykładowcy "sugerują" podręczniki i skrypty, które "wypada kupić", by zdać dobrze egzamin. Ale jak to możliwe, że oddajecie książki, za które zapłaciliście?

      Jeśli te książki oddajecie, to komu? Z czyjego polecenia i jakim prawem? Przecież zakupione książki, jeśli nie podpisaliście żadnych mini-druczków, są waszą własnością. A co, jeśli ktoś odmówi oddania? Gdzie te książki potem wędrują? A co z bibliotekami? Czy są tam dostępne egzemplarze tej książki?

    •  

      pokaż komentarz

      hmmm...wychodzi na to, że nie jesteście zmuszani do zakupu tego badziewia, ale raczej wypożyczenia/wynajmu lub zapłaciliście swoisty abonament za te 10 godzin użytkowania książki...Ciekawe, co by powiedziała ta bizneswoman gdybyście nie mogli oddać książki "bo pies zjadł", "bo skończył się papier toaletowy w akademiku", "bo musiałem sprzedać na Allegro żeby mieć na piwo".

    •  

      pokaż komentarz

      Może wyjaśnij o co dokładni chodzi z tym oddawaniem ? Kupujecie je w księgarni, czy gdzieś w szkole płacicie za ich wypożyczenie na semestr.
      Natomiast książka o której mówiłem była autorstwa tego profesora i dawał nawet swój autograf ;) A odsprzedać było ciężko za więcej niż 150zł, więc traciliśmy 2 razy więcej niż cena twojej książki.

    •  

      pokaż komentarz

      "był dziekanem, więc skargi nie było jak złożyć" - istnieje jeszcze rektor.

    •  

      pokaż komentarz

      U mnie trzeba było kupić książke za 250zł, 2k stron. Każda była podpisywana przez profesora
      średnio grupa powiedzmy 50 osób, 50*2000stron = 100 000 stron,
      ten profesor coś robi poza podpisywaniem tych wszystkich stron?

    •  

      pokaż komentarz

      kilka piw... ?? :\ to co on piwa za 100zł pija? za 250zł to można paletę kupić, a nie kilka piw:)

    •  

      pokaż komentarz

      kowad: każda była podpisywana, nie każda kartka, nie każda strona, tylko KAŻDA KSIĄŻKA. Na moje oko to 50*1strona=50 stron

    •  

      pokaż komentarz

      @szpec84, słowo "kilka" było w cudzysłowie.
      W każdym razie nadal nie rozumiem tego "odbierania" książek. musieliby chyba zapłacić właścicielom. Chyba, że to na zyczenie pana prezydenta, w tym kraju już prawie wszystko jest możliwe...

  •  

    pokaż komentarz

    Niestety w gimnazjum to samo :/
    Matematyka - Podręcznik, ćwiczenia, zbiór zadań, kalendarz... a na tak na prawde to tylko podręcznik :/
    Biologia - podręcznik i ćwiczenia które są tak ułożone że każdy d$$%# z podręcznikiem pod ręką lub bez je zrobi a sprawdzian/kartkówka/pytanie jest i tak z czegoś innego :/
    itd. itp.

  •  

    pokaż komentarz

    zdolna rodzina, ona pisze książki, mąż projektuje okładki, a prezesem fundacji jest zapewne tatuś: http://www.krs-online.com.pl/fundacja-na-rzecz-zwalczania-kleszczy-i-krs-135013.html

  •  

    pokaż komentarz

    U mnie na uczelni robi się kserówki jak ktoś nie chce wydawać 45zł na podręcznik. A i jeszcze chodzą pogłoski, że są takie miejsca, gdzie wypożyczają książki za darmo. Ale to tylko plotki.

    •  

      pokaż komentarz

      coś jak wypożyczalnia filmów, ale za darmo? :o ale czadzior!

    •  

      pokaż komentarz

      Zdarza się, że profesor zapisuje sobie, kto kupił u niego książkę, a kto nie. A kogo nie ma na liście - nie ma szans zdać.

    •  

      pokaż komentarz

      To już podpada pod paragraf. Nakłanianie do zakupu książki swojego autorstwa i do tego nie przepuszczanie za to, że się takowej nie kupiło? To chyba trochę niezgodne z prawem i zasadami wolnego rynku. Znowu wrócę do swojej uczelni. U mnie profesorowie podają książki, oczywiście są tam książki ich autorstwa, czy też współautorstwa, ale też są książki ich kolegów koleżanek oraz innych wybitnych profesorów.

    •  

      pokaż komentarz

      Paragrafu nie ma. On zręcznie omija prawo. Obleje na egzaminie za "brak wiedzy" a nie za brak książki.

    •  

      pokaż komentarz

      Zdarza się, że profesor sam jest autorem lub współautorem podręcznika i wtedy trzeba kupić książkę żeby zdać.

    •  

      pokaż komentarz

      «A i jeszcze chodzą pogłoski, że są takie miejsca, gdzie wypożyczają książki za darmo. Ale to tylko plotki.»

      [szept]
      Drzwi z napisem „Biblioteka”. Tylko nie mów, że to ja Ci powiedziałem!
      [/szept]

  •  

    pokaż komentarz

    Zaraz, zaraz, zaraz. Chwila. Zabrali Wam książki, za które zapłaciliście? W takim razie należy to zgłosić na policję i tyle.

  •  

    pokaż komentarz

    bo piłem! przed chwilą sie obudziłem! teraz mam kaca! w poniedziałek mam poprawke z anatomii klatki piersiowej i nic nie umiem! a zaraz mam jechać znowu do koleżki z roku chlać wóde! co mam robić?! ratunku :(

  •  

    pokaż komentarz

    @karpello: Sorry, ale Twój artykuł jest delikanie mówiąc mało precyzyjny. Wytłumacz nam w jaki sposób byliście zmuszani do zakupu oraz dlaczego mieliście oddawać (i przede wszystkim komu) tą książkę (może płaciliście tylko za wypożyczenie ;-)).
    Uważam również, że sugerowanie jakoby cały „hajs” zgarniał autor jest trochę przesadzony – koszt druku jednego egzemplarza to jakieś 20zł – no chyba że oddajecie właśnie jej...

    •  

      pokaż komentarz

      Też nie bardzo rozumiem jak można kogoś zmusić do kupienia książki. I to na uniwersytecie medycznym? Rozumiem na teologii itp. A może na takie uczelnie idą ludzie, którzy lubią jak im się mówi co i jak mają robić? Bo takie czasem odnoszę wrażenie...

    •  

      pokaż komentarz

      20 zl koszt druku ? kpisz ?

    •  

      pokaż komentarz

      U mnie w liceum byli nauczyciele którzy nie wymagali kupowania książek, ale byli też tacy upierdliwi którzy kazali kupić, i co lekcję traciliśmy czas na sprawdzenie obecności i posiadania książek, kto nie miał to oczywiście nagroda w postaci jedynki i dzięki temu niektórzy mieli po 5 jedynek zanim kupili, a co ciekawe sam miałem kilka pyt bo nie szło kupić na początku roku z powodu wyczerpania - i to w Krakowie! Musiałem czekać bo w księgarni powiedziano mi, że do dwóch tygodni przyjdzie dostawa.

      Mimo iż nie zawsze używaliśmy książki to sprawdzanie było prawie zawsze, a przecież siedzieliśmy dwójkami to wystarczyłaby jedna książka ale nie bo nauczyciel jest zawsze mądrzejszy i nie ma sensu tego negować chyba, że lubimy mieć przekichane 3 lata.

      Jeśli chodzi o studia to domyślam się, mogą to być szumowiny powiązane z władzami uczelni bądź pewnymi osobami i jeśli nie kupisz to wiesz czego możesz się spodziewać na sesji?

      Nie mówiąc o tym, że wiele książek dotyczących nauki można sobie do dupy wsadzić, bo albo uczyłem sięze starych bardzo dobrych książek w których było wszystko, albo z Internetu lub w ostatecznosci korepetycje u kompetentnej osoby co jest najlepszym rozwiązaniem ale niestety drogim.

    •  

      pokaż komentarz

      @Dlysc - akurat tak się składa, że orientuję się w kosztach wydania książki. Lektura tego typu to koszt nie większy niż dziesięć złotych, to zależy od kilku elementów: grubość, klejona/szyta, oprawa, nakład itd. Reszta kosztu książki to prowizja dla wydawcy i autora.

    •  

      pokaż komentarz

      kolego- koszt druku takich ksiazek to ok 3 -5 zeta za sztuke.
      btw, historia filozofii tatarkiewicza- nowa- 3 tomy, lacznie jakies 1.3k stron- kosztuje 49.99. i sa w tej ksiazce obrazki (fakt- nie kolorowe), papier jest dobrej jakosci. jak to wytlumaczysz :?
      pozdrawiam

    •  

      pokaż komentarz

      Ja odbierałem swoje z drukarni za pięć osiemdziesiąt od sztuki, ale w tym była prowizja wydawcy. Ta książka jest grubsza z obrazkami itd więc myślę, że mogła by kosztować ze dwa złote więcej, z drugiej strony tu jest duży nakład. Na pewno jednak ta cena nie wynosiła 20 zeta. Tu ponad połowa ceny to prowizja autorki i część pewnie na tę fundację od kleszczy poszła.

    •  

      pokaż komentarz

      @Hoper: Ok, zgadza się. Kumpel, któremu ostatnio składałem podręcznik za wszystko, czyli druk, opłacenie grafika, który robił okładkę, transport z drukarnii zapłacił 12zł za sztukę. to było 112 stron więc w tym wypadku mogę zejść do powiedzmy 15zł. Biorąc pod uwagę, że firma, która wydała podręcznik z tego wykopu jest w 100% rodzinna to można przyjąć jakieś 10zł za sztukę. Tak czy inaczej rozbój w biały dzień...

  •  

    pokaż komentarz

    Cofam wykop, ponieważ karpello nie odpowiada na nasze pytania.

  •  

    pokaż komentarz

    "Bo wszyscy wiedzą, że studenci to złodzieje"
    Ciekawe kiedy trafi do wyborczej?

  •  

    pokaż komentarz

    Moja siostra również studiuje na lubelskim UM i również miała "przyjemność" poznać panią Buczek, pokazałem jej ten wykop i z tego co mówi nie wszystkie informacje tu zawarte są prawdą:
    "każdy z nas został zmuszony do zakupu" - prawda ale nie do końca, kilka / kilkanaście (nie wiem dokładnie ile więc nie chcę skłamać) egzemplarzy można wypożyczyć z biblioteki.

    "Pozostałe kierunki UM również mają biologie i również muszą zakupić ten badziew" - z tego co wiem to poza medycyną muszą to zrobić tylko przyszli stomatolodzy.

    W żaden sposób nie pochwalam takiego zachowania, ale jeśli już się kogoś oskarża to wypadało by zadbać o rzetelny przekaz informacji...

  •  

    pokaż komentarz

    szczerze mowiac, to nie rozumiem studentow ktorzy daja sie tak robic w balona. w takim wypadku sie oglasza bojkot, naglasnia sprawe tam gdzie trzeba (jak w mojej poprzedniej uczelni; studenci sie w..ili po kilku numerach rektora i sprowadzona zostala kontrola z Panstwowej Komisji Akredytacyjnej, sprawa zahaczyla tez o czasopisma prowadzace rankingi) lub po prostu zmienia uczelnie (co z reszta sam zrobilem i czego absolutnie nie zaluje).

    •  

      pokaż komentarz

      Czasami warto odmówić sobie jedzenia przez miesiąc żeby zdać ;)

    •  

      pokaż komentarz

      czasami warto nie zdac a zachowac twarz

    •  

      pokaż komentarz

      Czasem warto wydac pieniadze na zaliczenie. Sam musialem zaplacic profesjonalnemu programiscie za napisanie 6 programow w asemblerze(za 150zl). Niestety nie wiedziec czemu ale nasz wykladowca zazyczyl sobie takiej skladni pod taki jezyk ze na prawde ciezko bylo znalezc materialy. Co wiecej oferowal nam do kupna ksiazke wlasnego autorstwa, ktora opisywala asemblera ale niestety w innym jezyku jak nam on kazal. Po pol roku nauki przedmiotu nie potrafie doslownie NIC napisac.

      Studia nie sa dla ludzi biednych niestety. Taka przykra prawda.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie będzie z ciebie dobry programista, ani tym bardziej informatyk. Powinieneś się zastanowić czy na pewno jesteś na dobrym kierunku studiów, wtedy nie będziesz miał problemów z pieniędzmi.

      Ja sam choć już miałem problem z "upierdliwymi" zadaniami od prowadzących utrudnianymi na różne sposoby jednak poradziłem sobie bez uciekania się do płacenia osobą 3 za zrobienie zadania.

    •  

      pokaż komentarz

      Profesjonaly programista i 6 programów w assemblerze za 150 zł... profesjonali programiści za linijkę kodu maszynowego biorą 100$... Pewnie jakis studencina Ci wyklepał te 6 progsów w przerwie na kawę i skosił 150 złociszy.. Powodzenia w parcy panie "hinformatik"

    •  

      pokaż komentarz

      nie minusujcie Ivana, chlopak moze miec racje. sam znac goscia z PW ktory za pisanie innym, co sie nie chcialo albo braklo zdolnosci, zaliczen z laborek i cwiczen kosi kase, utrzymujac sie w ten sposob w wawie.

  •  

    pokaż komentarz

    Ten kto w to nie wierzy chyba nigdy nie był na studiach. Ja, wiele lat temu też musiałem kupić książkę za 45 zł (to była połowa miesięcznej opłaty za akademik) bo prowadząca stwierdziła że dopóki wszyscy nie będą mieli książek, ona nie będzie prowadzić zajęć. Tym którzy radzą się "postawić" proponuję pójście na studia i skończenie ich w terminie.

    •  

      pokaż komentarz

      Oczywiście że studencik kóry się stawia nie ma szans na ukończenie studiów. Szybciej buntownik awansuje w wojsku niż skonczy studia na państwowej uczelni.

    •  

      pokaż komentarz

      pewnie, lepiej scisnac posladki i dawac sie r...obic w wala przez 5 lat. a potem sie dziwia ze absolwenci sa bezrobotni - nic dziwnego skoro wszystko co umieja to wsadzic zeby w sciane, byle do przodu, byle nie ryzykowac... a nieutluczone sk%!!ysynstwo bedzie kwitlo dalej produkujac kolejne pokolenia budowniczych "zamkow na piasku, gdy pelno w szkle"

    •  

      pokaż komentarz

      Wiecie, wykładowcy mają samochody a może się zdarzyć, że jacyś chuligani taki samochód zdewastują. Należy jeszcze dołożyć karteczkę wyjaśniającą za co. ;]

  •  

    pokaż komentarz

    Rozmawiałem z kumplem z UM Lublin na ten temat i potwierdza on historię z tymi książkami. To są ćwiczenia, które obowiązkowo każdy student ma wypełniać długopisem a nie ołówkiem. Po zakończeniu ćwiczeń są one zbierane niby do sprawdzenia i tak jakoś giną. Kumpel akurat swojej nie oddał i ma ją do dzisiaj ale i tak jest bezużyteczna bo zapisana.

  •  

    pokaż komentarz

    Podobnie jak lekarze mają wypisywać jedyne "słuszne" i drogie lekarstwa (oczywiście oni nie mają nic wspólnego z producentami leków...), tak studenci mają kupować jedyne "słuszne" i drogie książki. Kasa, kasa, kasa.

    •  

      pokaż komentarz

      a widzisz różnicę między produktem oryginalnym a podróbką? Podobnie jest z generykami

    •  

      pokaż komentarz

      Przepraszam bardzo, ale pacjent realizujący receptę ma prawo zażądać tańszego zamiennika leku wypisanego na recepcie, o ile taki istnieje i substancja czynna w owym leku jest w tej samej dawce, co w leku wypisanym na recepcie.
      I sprzedawca w aptece ma obowiązek taki zamiennik wydać.

    •  

      pokaż komentarz

      mało tego, jeśli cena leku przekracza limit refundacji to aptekarz ma obowiązek poinformować klienta o tańszym zamienniku.
      ja tak kiedyś kupowałem sobie lekarstwa, kosztowały 30 złotych za opakowanie wystarczające na miesiąc, ale pewnego pięknego dnia podrożały i zaczęły kosztować około 60 złotych. poszedłem do lekarza i zapytałem o zamiennik - okazało się, że jest i kosztuje niecałe 10 złotych...

  •  

    pokaż komentarz

    takie gowna sie po prostu kseruje :)

  •  

    pokaż komentarz

    Przyłączam się do próśb do o więcej szczegółów (jak byliście zmuszani do zakupu? jak/komu/czemu musieliście oddać?).

    Cała sprawa śmierdzi oczywiście aferą i nadużywaniem "władzy" prowadzącego zajęcia. Z drugiej jednak strony... Książka jest chyba propagowana tylko w ograniczonym stopniu, piszesz konkretnie o jednym wydziale (no bo ile zajęć można prowadzić ;-)). W sumie przychód z jej zakupu to wspomniane przez Ciebie 3 tys. złotych z hakiem na jeden rok... A więc praktycznie 3 tys. zł rocznie.

    Oczywiście pieniądze oceniamy raczej subiektywnie, ale wydaje mi się, że w tym wypadku to ździebko mała suma jak na podjęcie ryzyko przeprowadzenia takiej "aferogennej" akcji; prowadzący przecież też coś tam zarabia, no a na uczelni się zostaje raczej nie dla kasy, tylko dla siebie (dla wiedzy, dla pracy ze studentami, czy dla papierka i "dr" lub "prof." przed nazwiskiem). Ryzykować to wszystko dla głupich (w tym wypadku, stosunkowo) 3 tyś. zł rocznie? Niech by i to były 2 wydziały i niecałe 7 tys., nawet gdybym miał gdzieś etyczną stronę tak żałosnego rozwiązania (nie miałbym, ale gdyby), to nie podjąłbym się takiej akcji za taką sumę...

    Tym bardziej, że druk kosztuje, podobnie jak stworzenie takiego wydania (nawet jeśli jest słabe). Trzeba zainwestować sporo czasu swojego, no i ew. jakiegoś edytora/kogoś od składu itp. W sumie ile sam autor może zarobić na jednym rzucie? 2 tys. zł? Mniej?

    Choć to akurat odpada, jeśli wszystkim odbierają potem książki i sprzedają (ekhm, pożyczają) je następnym rocznikom. Ale i tak nie wiem po co by ktoś tak ryzykował, no chyba że wydziałów jest np. 10 :).

    Przydałoby się więcej szczegółów!

    •  

      pokaż komentarz

      hmmm ciekawe dlaczego karpello tak uparcie odmawia odpowiedzi na pytania! Stawiam paznokieć od małego palca, że to jedna wielka ściema!

    •  

      pokaż komentarz

      jestem studentka tego samego uniwersytetu ale sadzac po opisie innego wydzialu na na szczescie biologie na katedrze pani B. juz mam za soba
      w moich oczach sprawa wyglada tak: kazdy student jest zobowiazany zakupic na katedrze cwiczenia pani profesor (ok 30zl), bo te pozniej sa oceniane (jak u dzieci z przedszkola jestesmy oceniani za rysunki w nich umieszczane, tresci juz prawie nikt nie sprawdza bo i tak kazdy przepisuje z cwiczen od starszych kolegow/ kolezanek) material na cwiczenia i egzamin obowiazuje nas z ksiazki wydanej przez to samo wydawnicto Koliber, jednakze ksiazka ta jest przynajmniej dwukrotnie drozsza ksiazka obowiazujaca Karpello. Plus dla tych ktorzy maja szanse odkupic od starszych rocznikow. Nie masz ksiazki- na pewno nie zdasz egzaminu (prace oceniane sa osobiscie przez pania profesor, trwa to kilka dni bo lacznie na kierunkach lekarskim i stomie jest ponad 300 osob, zdawalnosc jest 50% tylko i wylacznie dlatego, ze w statucie uczelni stoi punkt, w ktorym jest napisane iz zeby egzamin byl wazny musi zdac go przynajmniej 50%, wiadomo, rokrocznie progi punktowe sa obnizane w stosunku do progu wyjsciowego)
      oprocz ksiazek i cwiczen do "dyspozycji" studenta jest jeszcze atlas za bagatela- 170 zl (o ile jeszcze nie podrozal, a i to byla cena promocyjna przy zakupie atlasu na katedrze). Z atlasem podobnie jak z ksiazka- nie masz nie zdasz, bo razem z czescia teoretyczna na kazdym kolokwium obowiazuje tez czesc praktyczna, na egzaminie to samo.
      Katedra biologii naszego uniwerku smieszy chyba wszystkich studentow, szkoda tylko ze kadra tego nie zauwaza. Ksiazki sa nierzeczowe wiedze przekazuja w maloefektowny sposob... Kaze nam sie uczyc ilosci szczecinek na tylku kleszczy (jakby ktos nie wiedzial pani B. jest ich maniaczka) a tak naprawde szanse na to ze kiedykolwiek w swoim zyciu lekarz, stomatolog lub fizjoterapeuta beda musieli rozpoznac takiego owada sa jak szanse na glowna wygrana w totolotka!
      Katedra Biologii UM w Lublinie jest nastawiona tylko i wylacznie na zysk- moze i 75 ksiazek za 45 zl to nie duzo, ale ok 350 cwiczen za 30 zl plus (powiedzmy ze tylko co trzecia osoba kupi ksiazke i atlas) 100 razy ok 90 zl plus 170 zl razy 100osob... to juz chyba robi roznice? TAK JEST CO ROK!!!
      Moja teoria na temat zabrania ksiazek przez prowadzacych jest taka, ze pani B. poprostu nie chce pozwolic na odsprzedanie tych ksiazek mlodszym rocznikom.

      aha i na koniec- dziekanaty pozostaja gluche na narzekania studentow....

    •  

      pokaż komentarz

      Sprawa niedługo ucichnie i będzie po staremu. Niestety NIC się z tym nie da zrobić. Takie jest życie.

  •  

    pokaż komentarz

    Nie no to jest rozbój na prostej drodze

  •  

    pokaż komentarz

    ksiązki zostały nam rozdane na pierwszych zajęciach i pan prowadzący poinformował żeby jedna osoba zebrała cały hajs i przyniosła na nastepne spotkanie. na ostatnich ćwiczeniach pan prowadzący powiedział żebyśmy zostawili książki bo musi sprawdzić czy mamy uzupełnioną część ćwiczeniową (malunki rysunki obrazki kolorowanki - przedszkole) jedna osoba z roku ostatnio się tam wybrała i zapytała czy możemy spowrotem to za co zapłacilismy a szanowny pan prowadzący powiedzał że już wczesniej ktoś przyszedł od nas z roku, zabrał ksiązki i zobowiązał sie że je kazdemu rozda (kłamstwo!) oczywiscie nikt po nie nie był.. czujecie to?

    •  

      pokaż komentarz

      Jeżeli nie masz zamiaru zmieniać studiów to nie pozostaje Ci nic innego jak... Nic w tej sprawie nie robić, bo tylko sobie problemów narobisz, nie zdasz, wywalą Cie i wtedy będzie naprawde lipa. Już weź te paredziesiąt złoty przebolej.

    •  

      pokaż komentarz

      @karpello - nie można tak sprawy pozostawić. Może na razie próbujcie załatwić to na poziomie uczelni, a jeśli to nie poskutkuje, zwróćcie się o pomoc wyżej?
      @waaski - żałosne.

    •  

      pokaż komentarz

      No chyba, że ktoś był jednak i w przyszłym roku sprzeda po 20 :b

      (hehe... ciekawe, czy jeszcze ktoś to przeczyta ; )

  •  

    pokaż komentarz

    Dobra stary, ale jak już robisz wykop i rzucasz hasłami o złodziejach, to napisz coś konkretnie, jak to kazali i jak to zabierają?

  •  

    pokaż komentarz

    Do Bravo trzeba o tym raczej napisać.

  •  

    pokaż komentarz

    Heh to u nas w katedrze prof. kombinował inaczej. Co roku wydawał skrypt. Na pierwszym wykładzie go reklamował. Poprzednie roczniki sugerowały aby koniecznie go kupić i wyciągać na wykładach... wiadomo o co chodzi. Ale to jeszcze nic. Najlepsze jest to jak ów skrypt powstawał. Na 4 i 5 roku prof. dawał nam możliwość zwolnienia z egzaminu jeśli przetłumaczymy mu i streścimy po rozdziale książki angielskojęzycznej, którą od niego dostawaliśmy. Zgadnijcie co on robił z tymi streszczeniami :-)

  •  

    pokaż komentarz

    1919 wykopów :) Student potrafi

  •  

    pokaż komentarz

    Wśród studentów pani B. zwie sie "Matka Boska Odkleszczowa":D serio

  •  

    pokaż komentarz

    U mnie też tak było. I mi nie pozwolono skserować bez uzasadnionej przyczyny(oczywiście skserowałem :P).

  •  

    pokaż komentarz

    Pomijając walkę w słusznej sprawie, czytając ten tekst uśmiałem się jak głupi, szczególnie z "adios amigos" ;-) wykop!

  •  

    pokaż komentarz

    Najlepszy jest ten napis na okładce z tyłu:)
    Ta historia jest tak absurdalna że aż zalatuje prowokacją...

  •  

    pokaż komentarz

    mowice o ksiazkach to fakt. A ilu z was zostawilo podreczniki (juz nie potrzebne) kolegom ktorzy po was przyszli uczyc sie tego co wy juz wiecie? Dzieciaki z podstawowek tez maja masakre - czy ktos wazyl tornister dziecka z podstawowki? Gadanie o wadach postawy i inne pierdy. Czemu szkoly nie kupuja podrecznikow i ich nie przechowypuja. Czemu nie ma klas tematycznych jak kiedys bylo w niektorych szkolach. Czemu co rok jakis jelop zmienia wielkie nic w dziedzinie nauki po to tylko by byla okazja wydrukowac jeszcze bardziej poroniony "podrecznik" i go wciskac ludziom.
    Mowicie o tym co dzieje sie na uczelniach wyzszych.
    Ja nie studiuje bo nie mam lba do teorii ale slucham ludzi i czesto jak opowiadaja co dzieje sie na szczecinskich uczelniach to glowa boli.
    Wykladowcy uwazajacych siebie za bogow totalnie olewajacy studentow. Wymyslanie jakichs dziwnych zasad, mus pracy na zepsutym sprzecie z wiedza ze sale obok jest sprzet sprawny i s usmieszkiem do czlowieka (prosze pokazac ze Pan umie sobie poradzic) bo test ktory nie wyjdzie na zepsutym to nie wyjdzie i na sprawnym urzadzeniu. Zabranianie wspolpracy uczniow z innych krajow (ktorzy maja akurat sprawny sprzet i deklaruja sie pomoc bez oplat bo pisza prace na ten sam temat. I najrozniejsze tego rodzaju wynalazki. Z oszutwami wlacznie ... Moze ten wykom zacznie cos ciekawego co moze cos zmieni. Pozdrawiam wszystkich i zycze autorowi szybkiego wyjasnienia sprawy bo tu wyraznie cos smi... :)

  •  

    pokaż komentarz

    Popieram, też studiuję na UM w Lublinie, tyle, że na wydziale lekarskim. Na pierwszych zajęciach z parazytologii/biologii medycznej wręczono nam ćwiczenia, po czym kazano uzupełniać długopisem, by na końcu poinformować nas, że takie oto cudo będzie kosztować 35zł. Więc każdy potulnie przyniósł pieniążki, część osób pewnie nie jadła przez tydzień obiadu a część wolała oszczędzić na wodzie :] ćwiczenia do biologii to bardzo śmieszna sprawa, jako że 2/3 objętości zajmują puste miejsca na popisy artystyczne studentów, zabawę kredkami i takie tam bzdury. Reszta to opis tego, ile szczecinek na kleszczu czy innym badziewiu powinniśmy zauważyć pod mikroskopem. To samo możnaby robić za cenę czystego zeszytu (jakieś 2zł, i tak chyba na wyrost).
    Uzupełnione ćwiczenia są podstawą do dopuszczenia studenta do egzaminu końcowego, który jednak nie kończy naszej przygody z prof. B. Mamy z ową Panią zajecia jeszcze na V roku :]
    Co ciekawe biologia medyczna traktowana jest na naszej Uczeli z jakimś niewiarygodnie ogromnym poszanowaniem. Prof. B. stawia ją na równi z anatomią, jeśłi nie wyżej! I tak biedny student marnuje cenny czas na wkuwanie pierdół z jakże zacnej książki (za 99zł, po promocji) 'Choroby pasożytnicze' autorstwa wspomnianej Matki Bożej Odkleszczowej, zamiast poświęcić go na rycie żył, tętnic i nerwów... Kogo spotkamy prędzej w naszej przyszłej praktyce lekarskiej? Pacjenta z zapaleniem wyrostka robaczkowego czy pacjenta zarażonego przywrą Schistosoma japonicum? ;p

  •  

    pokaż komentarz

    ja przez całe studia nie kupiłam nowego podręcznika :D na pierwszym roku skusiłam się na 3 czy 4 używane, a później to już tylko wypożyczalnia w bibliotece i ksera. jedyny wyjątek to były ze dwia książki do programowania, bo używane były tak intensywnie, że ksero by sie rozpadło za szybko :P jeśli już mam wydać kilkadziesiąt zł na książkę, to wolę kupić jakąś powieść, niż denny podręcznik, który po zdanym egzamie nie przyda się już na nic :>

  •  

    pokaż komentarz

    haha bylam zmuszona do tego samego .popieram ksiazka jest bezuzyteczna mam te same informacje w ksiazkach z gimnazjum i liceum .w dzisiejszych czasach kazdy chce miec wiecej kasy xddd a panowie ktorzy sprzedaja ksiazki pani Buczek na sile 100dentom tez pewnie dostaja za to niezle "premie" pfff... a zabieraja nam te ksiazki bo chca sie jeszcze nachapać w skupie makulatury : dddddddddddddd ta wiedza wcale nie jest lekka : ddddddddd

  •  

    pokaż komentarz

    Nie chcę upolityczniać dyskusji, ale właśnie tak wyglądają w Polsce "bezpłatne studia" tak bronione przez nasze władze.
    Studia powinny być płatne. Nie chodzi o wielkie kwoty. Kilkaset złotych za rok, a materiały każdy powinien dostawać za darmo i na dzień dobry! Od razu by się okazało, kto chce studiować a kto po prostu spie..dala przed wojem ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Ciekawe czy już naprawili tego buga z komentami...

    edit:
    nie naprawili ;)

  •  

    pokaż komentarz

    może jakieś dowody na to, że istotnie byliście "zmuszeni", bo nie wiem jak mam to rozumieć? Mogę nagłośnić ten temat w lubelskich mediach, ale bez konkretów się nie da...

  •  

    pokaż komentarz

    jak dla mnie to dajecie się robić w ch#$a i tyle
    skoro może wam bezkarnie zabrać książki to chyba ich nie kupujecie, najwyżej wykupujecie abonament na 10 godzin ćwiczeń
    swoją drogą nie wiedziałem że na studiach wykładowcy mogą kazać kupić jakąś książkę, to na kilometr śmierdzi łapówkami(prowizjami) :)

  •  

    pokaż komentarz

    My też jesteśmy zmuszani do zakupu książek od angielskiego za 80zł. Kopiować nie można, bo grozi nam to łamaniem praw autorskich (uczy nas autorka książki). Książka nie ma w ogóle wyglądu itd. Nie jest warta tych 80 zł. Wykopie bo sam wiem, co to znaczy.

  •  

    pokaż komentarz

    Ja jestem na tym uniwersytecie, na lekarskim kierunku i mnie ksiazka kosztowala 110 zł do tego obowiązkowo cwiczenia za 35 zł i dla chetnych atlas za 260 zl. Ale nikt mi nic nie zabiera wiec nie rozumiem o co chodzi

  •  

    pokaż komentarz

    1731 WYKOPÓW !! Chyba nigdy nie bylo wiecej xP

  •  

    pokaż komentarz

    to pewnie wyglądało tak:
    'dzień dobry,
    instrukcja uzyskania zaliczenia:
    1. kupno książki
    2. oddanie książki
    3. indexy proszę włożyć na moją półkę po prawej stronie.. itd.'

  •  

    pokaż komentarz

    A tak na marginesie, to są organizacje studenckie (oraz samorząd studentów) które się takimi rzeczami zajmują. Mnie nigdy coś takiego nie spotkało, ale naturę mam taką, że gdybym czegoś takiego doświadczył to na drugi dzień byłbym z tym u rektora!

  •  

    pokaż komentarz

    a na UEK w Krakowie nie ma w sumie takich numerów.
    Przez 5 lat studiów nikt nie wymagał, że mamy kupić jakąś książkę ani nikt tego nie kontrolował.
    Była biblioteka, ew ksera i jakoś te 5 lat się przeżyło spokojnie :)

  •  

    pokaż komentarz

    w tym kraju nie szanuje się studentów, zobaczcie jak się ma sprawa ze stypendiami na UO, po prostu skandal...

    •  

      pokaż komentarz

      Jak dla mnie w ogóle nie powinno być stypendiów socjalnych bo to po prostu niesprawiedliwe, że ktoś która ma WYKAZANY niższy dochód dostaje miesięcznie pare set a nawet ponad 1000 zł tylko że ma coś w papierach.

  •  

    pokaż komentarz

    A co się wyrabia na PRAWIE? Tam są dopiero durne, nieuzasadnione wydatki na kretyńskie książki, których nigdzie nie można wypożyczyć, a które są wydawane przez żądnych kasy pseudo-wybitnych, których nazwiska są znane tylko z tych publikacji.

  •  

    pokaż komentarz

    Już widze pogrom na egzaminie z Biologii Medycznej na UM w Lublinie. Znam tego typu przypadki i w większości nie kończy się to zwolnieniem danego delikwenta, tylko ponagleniem. A co za tym idzie późniejsza wendeta na studentach.
    Tak więc zaciskajcie piąchy i do boju, życzę powodzenia w tej i późniejszych sprawach.

  •  

    pokaż komentarz

    Sytuacja nienormalna, ale to przecież Uniwersytet heh.

  •  

    pokaż komentarz

    fajny rewers w stylu "haha ale was k*rwa zrobiliśmy :-)"

  •  

    pokaż komentarz

    Ale panowie czemu was to dziwi, przecież uczelnie państwowe to wielu przypadkach taka przechowalnia pierników z czasów PRL. Oczywiście przychodzą młodzi ale wrastają w te zastane układy i tak się to toczy. Ręka rękę myje, jednemu potrzeba więcej godzin przedmiotu, który nikomu nie jest potrzebny inny sprzedaje książki, których nikt nie potrzebuje. Student to tylko numerek, za który uczelnia dostaje kasę.

  •  

    pokaż komentarz

    Cofam wykop bo wstawiający nie raczy zamieścić dalszych informacji.

  •  

    pokaż komentarz

    ja tam studiuje na AP (universytet of podlasie - z ang.)
    pierwszy rok, pedagogika.
    nikt niczego nie wymaga, można się uczyć z czego się chce, na połowie przedmiotów zdaje się automatycznie (na 3 z 7). motywem przewodnim jest przekazanie wiedzy praktrycznej przydatnej przy resocjalizacji, a nie teorii której nigdy nie wykożystamy.

  •  

    pokaż komentarz

    Parodią jest też lista przedmiotów... Ja swoje studia na Ratownictwie Medycznym oblałem z przedmiotów ekonomia i filozofia (sic!) nota bene nikt nie patrzył na oceny z Anatomii, Patofizjologii itp. z których średnią miałem bardzo dobrą...
    Wykopane...

  •  

    pokaż komentarz

    Z chęcią bym wykopał, ale nie wiem dlaczego musieliście te książki oddać. Były kupione w księgarni czy gdzie ? Jeśli w księgarni to jak można żądać od was oddania czegoś za co zapłaciliście i co jest wasze ?
    Karpello wyjaśnij dokładniej o co chodzi :)

  •  

    pokaż komentarz

    Wykop efekt po kilku latach osiągnięty. Biologia prof. B. została w tym roku zlikwidowana.

  •  

    pokaż komentarz

    też chciałabym poznać szczegóły...
    Sprawa wydaje się co najmniej śmierdząca!

  •  

    pokaż komentarz

    Tez mnie w sumie ciekawi jak wygladalo zabieranie ksiazki. Na egzaminie trzeba bylo oddac czy jak?
    Zreszta mam wrazenie ze autor i jego koledzy studenci troche nie maja jaj. Jak to sie mowi w kupie sila, i nie ma ch$!a, wszystich obleja? A jesli tak to sprawa robi sie glosna i dowiaduja sie o niej nie tylko ludzie na wykopie, ale moze jakies media lokalne. (Na wladze uczelni to nie ma co liczyc, pewnie wiedza o sprawie i milcza)
    No bo jak to moze byc mozliwe ze kazdy rok po kolei daje sie golic z kasy i wszyscy siedza cicho.

  •  

    pokaż komentarz

    Jeżeli każa ci oddać to po prsotu ja podrzyj i oddaj. Zapłaciłeś jest twoja, rozumiem, że rachunek też otrzymałeś bo jeżeli nie to zostało złamane prawo.

    Inna kwestia, że została zawarta umowa kupna sprzedaży. Własność przechodzi do ciebie więc nikt nie ma prawa nic robić. Ja bym to zgłosił do prokuratury.

  •  

    pokaż komentarz

    Mnie ciekawi czy autor tego wykopu juz zaliczyl pierwotniaki i nicienie tak jak reszta roku. Bo może być cieżko nie tylko jemu ale wszystkim :(

  •  

    pokaż komentarz

    Brawo za tą inicjatywę !!!!

  •  

    pokaż komentarz

    po prostu nie mogę sobie tego wyobrazić... Co, na egzaminie ustnym po odpowiedzi każdy musi oddać książkę?? nierealne!! Czy na ćwiczeniach są zbierane? nie rozumiem...

  •  

    pokaż komentarz

    BUCZKI Enterprise, czyli wiecznie nam mało pazernym skurkowańcom.

    W informacji brakuje jednak trochę szczegółów - opisz dokładniej proceder, przedstaw jakieś relacje innych studentów, itp., itd.

  •  

    pokaż komentarz

    Ja pierwszy raz słyszę że trzeba książkę na studiach kupować, jeśli chcesz to kupujesz i jest ci lżej masz z czego się uczyć a jak nie to tylko twoja sprawa jeśli dasz radę bez niej to po co ci ona.

  •  

    pokaż komentarz

    Całą sprawę przedstawił bym w urzędzie skarbowym. Prześwietlą finanse rodzinki, wlepią jak zwykle za dużą karę i cwaniactwo się skończy. Z urzędem skarbowym nie pójdzie mi tak ławo jak ze studentami.

  •  

    pokaż komentarz

    fundacja@kleszcze.pl
    -.-

    ja tam wysle jakiegos duzego maila :P

  •  

    pokaż komentarz

    stara praktyka na uczelniach. mialem co najmniej dwa taki zaliczenia - trzeba było wejsc z ksiażką or skryptem psora..
    taka zakamuflowana forma łapówy..

  •  

    pokaż komentarz

    Może to nie jest zwykła książka tylko ćwiczenia z kolorowankami do wypełniania? Zostaje to na uczelni jako "dowód" edukacji studenta, bo są tam też wpisy i oceny wykładowcy?

  •  

    pokaż komentarz

    ciekawe czy ten wykop wam jeszcze bardziej nie zaszkodzi pani B. może być nie tylko cwaną ale i mściwą osobą ale obym sie mylił....

  •  

    pokaż komentarz

    Och.
    Naprawdę nie rozumiem wykładowców zmuszających studentów do korzystania z napisanych przez siebie książek... tym bardziej, że niejednokrotnie konkurencyjne podręczniki przedstawiają zagadnienie znacznie przystępniej.
    Nie ma szans na przebicie się na rynku - więc trzeba zmusić, bo jak się nie zmusi, to nie będzie kochanych pieniążków.

    Już uczciwiej byłoby, gdyby rzeczona pani B. ogłosiła, że ocena na zaliczeniu zależy wprost proporcjonalnie od wysokości wpłaty na rzeczoną kleszczową fundację. Poziom hipokryzji obniżyłby się, a zyski pozostałyby porównywalne. A ile lasów uratowano by dzięki powstrzymaniu się od drukowania tej makulatury, a ile miejsca zaoszczędzono by w głowach studentów na bardziej przydatne w pracy zawodowej informacje!
    Jak by nie patrzeć, same plusy :>

  •  

    pokaż komentarz

    Musiałem kupić książki wykładowcy żeby zaliczyć angielski. Normalka...

  •  

    pokaż komentarz

    Ale chamstwo - tylko serio nie rozumiej, że jak to zostaliście zmuszenie a już w ogóle nie rozumiem, że zostały te książki wam zabrane?

  •  

    pokaż komentarz

    racja, racja, racja

    tak się dzieje niestety

    ** tylko karpello mógłby wyjaśnić dlaczego i w jaki sposób książki zostały zabrane?

    bo że jest to rodzinna spółka i niecny biznes kosztem studentów - to widać na kilometr

  •  

    pokaż komentarz

    co do drogich ksiazek ktore nikomu nie sa potrzebne ... dzisiaj kazdy "musi" miec ksiazke inaczej sie nei nauczy ... a ze umie wiekszosc z ksiazki to jest sprawa drugorzedna
    nauczycielowi / wykladowcy latwiej powiedziec kup niz zeby sam zrobil cokolwiek w kierunku ulepszenia zycia studenta / ucznia

  •  

    pokaż komentarz

    Poj%#ana uczelnia - poj%#ane zasady

  •  

    pokaż komentarz

    W mojej szkole była podobna sprawa. Prowadzący zajęcia zasugerował na pierwszym wykładzie kupno podręcznika swojego autorstwa. Książkę można było kupić za (jak pamiętam) 15 złotych w szkolnej bibliotece. Nie było powiedziane wprost że jest to obowiązek ale za to prowadzący dobitnie wskazał że w książce znajdują się pytania, które będą na kolokwium i wyczerpujące odpowiedzi na nie. Coś tu nie gra prawda?

    •  

      pokaż komentarz

      Wszystko pięknie gra. 15 złotych to naprawdę tanio za gotowy skrypt. Skserowanie wykładów nieraz wychodzi drożej. Jak ja bym chciał, aby wszyscy wykładowcy tak robili - masz tani podręcznik, tu jest wszystko opracowane. A nie kombinować na giełdzie, w sieci, kserować, szukać dobrych rozwiązań typowych pytań :P .

    •  

      pokaż komentarz

      15 zł a 110 zł jak w przypadku biologii (na UM Lublin inny wydział) to troche rożnica

  •  

    pokaż komentarz

    W Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie wykładowczyni kazała nam kupić jej książki i xerówki były zabronione, to jeszcze rozumiem, bo kobieta chciała zarobić, ale żeby ZABIERAĆ książki po zakupie?!?!?! to nienormalne... na szczęście u nas tak nie było

  •  

    pokaż komentarz

    Ten wykop dał mi -10 do wiedzy o medycynie!

  •  

    pokaż komentarz

    ja pi€rdole to sie w głowie nie mieści, niech ktoś tym sie zajmie!!!

  •  

    pokaż komentarz

    a ja zwątpię i zapytam.
    czy może Ci Państwo mieli coś na myśli robiąc to w ten sposób. oczywiście mogę się mylić, ale może czarny kolor to synonim do ropy naftowej, która nie długo (nie wiadomo dokładnie, ale to można liczyć w dziesiątkach lat bardziej niż w setkach chyba) skończy się i przyjdzie nam nie móc już na nią liczyć. na CHŁOPSKI ROZUM!! biologia powinna chyba być na zielono narysowana, co nie!?
    a drogie, bo drewna brakuje a z bardziej ekologicznych materiałów zapewne ten podręcznik nie był!? czy był?! bo nie napisane...
    no i ten kleszcz... to gatunek ludzki jest największym pasożytem funkcjonującym na tej planecie. może nie ilościowo, ale jakościowo! tak czy inaczej czerpiemy z tego, co inny organizm ma pod tkanką zewnętrzną ukryte jakby.
    być może nie potrzebnie Panią tłumaczę a u Pana diagnozuję dokonanie trafnego plakatu społecznego. być może to ja jestem w błędzie i dopiero mi się oberwie. być może Ci Państwo faktycznie nabroili i taka afera im się należy. a jeśli zrobili to wszystko nieświadomie, z czystej chęci zysku na ubezwłasnowolnionych konsumentach, to czy przy takiego formatu szumie nie warto by się zastanowić, czy istnieją sposoby oderwania się od ropy, na której znacząco opiera się również nauki medyczne? ktoś kiedyś w KOŃCU zakręci kurek i będzie ADIOS AMIGOS. zanim to nastąpi, może to właśnie od hiszpańskojęzycznych pionierów powinniśmy wziąć radę, co tu robić, gdy nie ma się do dyspozycji ropy naftowej! (taka hipotetyczna sytuacja)? o węglu też należy jakoś pomyśleć. dziś przecież święto również górnika.

    ja myślę nad roślinami włóknistymi, oleistymi i energetycznymi w jednym. zna ktoś z takiej definicji te najstarsze znane naszemu gatunkowi rośliny? czy raczej poddaliśmy się i poddajemy się nadal pewnemu stereotypowi? konopie?

    a co do pomocy wykopowiczów, to zawsze znajdzi się, gdy trzeba będzie wykopać czyjąś głupotę na światło dzienne.

    czyjąś - ludzką

  •  

    pokaż komentarz

    a ja doloze cos w tym stylu!!
    za kraty z tymi ku...mi!!!
    j$$a..ne złodzieje kur..wa no ch..j mnie strzela jak na to patrze
    masakra!
    Ktos tam wyzej napisal pani b. autorka pan b. projekt oklatki a tatus pewnie prezes fundacji!!
    no juz mnie cholera szlak trafia ty stary poprostu masz zaj$$i..sta racje!!i pewnie nie zaprzeczysz ze jestes tego samego zdania co ja!!!!!

    Pozdro wszystkim!
    xP

  •  

    pokaż komentarz

    Sam jestem studentem:) i jakoś jestem zdania że jak ktoś decyduje sie na studia musi liczyć na wydatki. Jak ci sie to nie podoba zrezygnuj ze studiów. Przecież nie są obowiązkowe:)

  •  

    pokaż komentarz

    Kolega Karpello zapomniał tylko dodać, że książki Biologia Medyczna nie są zabierane na zawsze. "Zawartość" uzupełnionych ćwiczeń jest brana pod uwagę przy zaliczaniu przedmiotu, po czym można je odebrać u prowadzącego. A to, że niektórzy studenci tego nie robią to już inna historia. Chyba nie mają potrzeby ich posiadania. Proszę być precyzyjnym Panie Karpello i nie wprowadzać ludzi w błąd!

  •  

    pokaż komentarz

    Masz odemnie wykop ja tez bym sie wpienial gdyby mnie takie cos spotkalo ale co zrobic trzeba zyc.A co do tego "adios amigos" ZAL!!

  •  

    pokaż komentarz

    Prosta sprawa, zabieraja ksiazke zebys jej nie sprzedal za rok, a skoro kazdy musi ja kupic, to musza kupowac nowe.
    mozesz isc na policje (ktora i tak Cie wysmieje - HWDP), ale od razu mozesz szukac nowej szkoly ;P

    •  

      pokaż komentarz

      Czemu dajecie mu minusy? Ja się podpinam pod to co powiedział.

    •  

      pokaż komentarz

      Za szanowanie władz. Działają może one nie tak sprawnie jak za granicą, ale jak cokolwiek się stanie to gdzie idziesz z płaczem? A strach pomyśleć co by się działo gdyby nie było w ogóle policji, największy obraz na to dają te osoby rzucające hasłami ala "HWDP".

      BTW. A to nie jest sprawa policji, tylko prokuratury.

    •  

      pokaż komentarz

      @zwierzak2003 nie chodzi mi o anarchie, chodzi mi o tym ze polska policja to spadkobiercy sb, jezeli Tobie odpowiada takie panstwo w ktorym wladza Cie nie szanuje to powodzenia.
      ja ich traktuje jak oni mnie.

    •  

      pokaż komentarz

      Spadkobiercy SB? Możesz rozwinąć swój tok rozumowania, bo jakoś go nie rozumiem.

      Ja mam wiele do zarzucenia policji, ale raczej tak ich bym nigdy nie nazwał, bo do SB im nadal dużo brakuje.

    •  

      pokaż komentarz

      @zwierzak2003 nasza polemika odbiega nieznacznie od tematu wykopu, no ale skoro zaczalem to dajemy:
      example http://www.tutej.pl/cms.php?m=235 - kronika policyjna w moim rodzinnym miescie, poczytaj czym zajmuje sie polska policja - typowa ŁAPANKA
      nabijanie licznika blachostkami, a gdzie konkrety, tyle osob poszkiwanych za duzo gorsze rzeczy niz palenie jointa i prowadzenie majac 0,3 promila chodzi po ulicach
      inna sprawa korupcja - nie powstala w latach '90 - jest to problem ktory rozwija sie od conajmniej 30 lat (tyle ze za komuny nikomu to nie przeszkadzalo), a o tym ze nadal istnieje wiem ja, Ty i 99% Polakow.
      kolejna sprawa - jak Policja traktuje obywateli - co z tego ze ktos pije piwo na lawce, nie mozna go traktowac jak smiecia, a tak wiele razy zostalem potraktowany
      nawet drogowka ma cos nie po koleji, za kazdym razem gdy mnie zatrzymywali czulem sie jak zyd w gettcie - moze Ty nie masz takich doswiadczen i dlatego niezrozumiale jest dla Ciebie uzywanie hasla HWDP, ja mam (duzo wiecej - nawet nie chce mi sie o tym pisac -bo i tak to nic nie zmieni) i nigdy nie bede szanowal polskiej policji
      sorry za bledy, ale normalnie sie zdenerwowalem

    •  

      pokaż komentarz

      Ale do milicji już niewiele.

    •  

      pokaż komentarz

      Paranoik co wszędzie widzi agentów SB? :)
      Ej ale czy nie jest tak że przypadkiem nie wolno palić jointów i pić alkoholu w miejscu publicznym?
      Powiem tylko tyle - grzeczny obywatel, który nie ma nic na sumieniu, nie musi widzieć w policji wroga. :) No ale przecież policja jest zła bo ZABRANIA. Bo przecież zawsze psuje zabawe, gdy przerywa nap#$$##$ankę z przeciwnym gangiem albo rozbija przesadzoną impreze.. :(

    •  

      pokaż komentarz

      W mojej miejscowości normą jest łapanie przez policję menelków jeżdżących na rowerach, bo taki przecież nie ucieknie nigdzie, a czaić się na niego nie trzeba za bardzo. I wiele "spektakularnych" akcji, aby pochwalić się przed obywatelem jacy to skuteczni nie jesteśmy. Po prostu zwykłe lenistwo, a takich najłatwiej złapać.

      Ale o jakich łapankach mówisz to nie mam pojęcia. No chyba, że na co dzień chodzi 50 ciężko uzbrojonych policjantów ramię w ramie i sprzątają każdego który przypadkiem wyjdzie na ulice, choćby zrobić zakupy.

      Na szczęście do metod SB im wiele brakuje, dorośnij chłopcze i poczytaj o historii jak wyglądała praca SB, a nie walisz pustymi hasłami ala HWDP.

    •  

      pokaż komentarz

      @zwierzak2003 widac ze kompletnie nie zrozumiales o co mi chodzi, drugi raz nie chce mi sie pisac tego samego
      no, ale masz racje
      jestem dziecinny, niedouczony i jedyne co potrafie to walic tekstem HWDP
      @wh00kiers wielu rzeczy robic nie wolno, a Ty sie do wszystkiego stosujesz, co Ci narzuca?
      Policja nie jest zla bo zabrania - policja jest zla bo zle egzekwuje -i o ten sposob dzialania mi chodzi.
      EOT

    •  

      pokaż komentarz

      A czemu miałbym się nie stosować? :) Piwo tak samo smakuje w pubie, jak i na dworzu. No, ale chyba że ktoś chce przylansować to wtedy koniecznie na dworzu, i jeszcze fotke na nk wrzucić! +5 do lansu.

  •  

    pokaż komentarz

    będą pierwszy raz 2k wykopów?;]

  •  

    pokaż komentarz

    Weź facet zmień uczelnię. (I naucz się kompresować obrazki)

  •  

    pokaż komentarz

    wykopujcie jako i ja wykopałem!

  •  

    pokaż komentarz

    zakopałem bo niejeden student zna realia i wie że zakupiony skrypt wykładowcy może czynić cuda. Tak jest od podstawówki - nauczyciel poleca knige a rodzic kupuje, w średniej tak samo.

    Tak było, jest i będzie więc szykuj kasę i kupuj a nie płaczesz mi tu.

    •  

      pokaż komentarz

      Yep, jeśli uważasz, że taka sytuacja jest normalna, zdrowa i pożądana -- szykuj kasę, kupuj i nie protestuj, ew. dawaj takie porady tym, których to dotyczy.

      Pamiętaj jednak, że w poprzednim zdaniu jest wyraz "jeśli" :-)

    •  

      pokaż komentarz

      @Sh1eldeR
      Pamiętaj jednak, że w poprzednim zdaniu jest wyraz "jeśli" :-)

      Masz go za: imbecyla, d!!#%a, idiotę, kretyna? ( cenzura wykopu, zaczynając od lewej w prawą stronę każde wyzwisko jest mocniejsze - pytanie dlaczego d!!#%?:))

    •  

      pokaż komentarz

      @Mischaelli_Genialli:
      Moje zdanie na jego temat zachowam dla siebie. Zresztą, czy powinno się kogoś oceniać po jednym komentarzu?

      Sam komentarz zaś jest jaki jest, więc za całkiem stosowne uważam napisanie odpowiednio prostej w odbiorze odpowiedzi, choćby na wszelki wypadek ;)

  •  

    pokaż komentarz

    @Mischaelli_Genialli dzieki :D

    •  

      pokaż komentarz

      Nie zrobiłem tego dla Ciebie:) Po prostu nie nawidzę policji. To kuryw i tchórze. Mam zasadę żeby ich po prostu j$%ac! Wiadomo że wszyscy nie są bydlakami ale większośc owszem. Mam z nim do czynienia na codzien. Jestem kibicem piłki nożnej. Człowiek nie może spokojnie z kumplami wypic piwka na stadionie bo zaraz banda psów mandaty wlepia. Czy to jest w pożądku?? Mało tego idziemy do pubu. Wiadomo emocje i te sprawy staramy się zaspakajac rozrywkami typu jakies zapasy, siłowania itp. oczywiście psy wjeżdżają i na 48 do kibla nas kierują. Robią to tylko dlatego że komuś nie podoba się to jak prawdziwi faceci spędzają swój czas i dzwoni. Nie daje się takiemu wytłumaczyc że nic nikt nikomu nie zrobił. Bez gadki ściągają nas do siebie. Jak pospolitych terrorystów. Ok, ale odstawmy mecze. Kolejny przykład. Wracam sobie sam w nocy z imprezy. Wiadomo trochę się przelało. Trzeba się gdzies załatwic. No to szukam sobie ustronnego miejsca. Jestem w połowie czynnosci a tu z za krzaków wyskakuje taki pies i nawet dokończyc nie da!! Następnie wlepia mandat, przeszukuje, sprawdza komórkę. I co mam mówic o policji?! Wiadomo że nie mogę ich za to wszystko kochac. BTW akurat wcześniej bardziej niz o policję chodzilo mi o argument odnosnie odsprzedawania ksiązek:)

    •  

      pokaż komentarz

      @Mischaelli_Genialli widac ze tylko my mamy niemile doswiadczenia z policja, no ale wiesz, jak ktos siedziw domu przy komputerze 24h to nie maja gdzie go zdobywac.
      Ale jak znam swiat, i tak sie za nich wezma (pliki z P2p, pedofilia itp)
      pozdr.

  •  

    pokaż komentarz

    Jesteś studentem I roku medycyny? Mam dosyć dużo książek na sprzedaż. Brat skończył rok temu medycyne i kazał mi na allegro wystawić te książki bo on nie ma czasu. Jak jestes zainteresowany to pisz wojta126@o2.pl. Sorki za offtopa, nie mogłem znaleźć email do karpello