•  

    pokaż komentarz

    Jak to wam ZABIERAJĄ?! To zwykła kradzież!!!

    •  

      pokaż komentarz

      właśnie, możesz to wytlumaczyc?

    •  

      pokaż komentarz

      Wpierw każą płacić a potem zabierają? Podzielam zdanie, że jest to zwykła kradzież. Mnie tylko ciekawi co robią później z tymi "odebranymi" egzemplarzami? Sprzedają ponownie? Przecież sprzedają nowe książki.

      Ciekawe jest także to, że każdy "musiał" kupić te książkę. Ja wolał bym być już złodziejem i ją skserować, aby zaoszczędzić choć trochę pieniędzy.

      Jakie szczęście, że na mojej uczelni nie ma zmuszania studentów do odpłatnego "pożyczania" książki (bo jak inaczej to nazwać?).

    •  

      pokaż komentarz

      Jeśli wykładowca zabrał książki bez uprzedzenia, to rzeczywiście jest tu coś nie w porządku, niemniej...nie bardzo rozumiem, w jaki sposób Wykopowicze mają pomóc autorowi tego wykopu. Skrzyknąć się w 30 chłopa i wyperswadować tej obrotnej pani robienie ludzi w balona? Zrzucić się na zmarnowaną na książki kasę? Może to zabrzmi jak dywagacje starego studenta, ale nie takie rzeczy się na uczelniach w Polsce dzieją. Dlatego też życzę I rokowi studentów UM aby mieli tylko takie problemy, aby nie musieli być świadkami (lub - co gorsza - ofiarami) przykrego incydentu, kiedy to jeden z wielce czcigodnych psorów uwala studenta tylko dlatego, iż ten ma lepszy samochód/aparycję/przepastniejsze konto w banku/ładniejszą żonę czy przez któryś z miliona błahych, tylko im znanych powodów.

    •  

      pokaż komentarz

      Dlatego studenci informatyki mają najlepiej - wszystkie materiały większość wykładowców umieszczają na internecie... :)
      Przynajmniej u nas, ale jak rozmawiałem z innymi to jest to norma również w innych miastach

    •  

      pokaż komentarz

      Hm, ponieważ ten artykuł jest tak mało precyzyjny i skąpisz Twoich odpowiedzi, czysta logika każe mi się zastanawiać, czy aby na pewno nie jest to jakaś prowokacja/zemsta?
      Poza tym ciężko mi uwierzyć, że nikt spośród tylu studentów nie zgłosił popełnienia przestępstwa.
      Może to wyjaśnisz, co?

    •  

      pokaż komentarz

      Rzepcio, jakbyś nie zauważył - ostatni ślad aktywności Karpello jest sprzed dwóch godzin, jak dodawał komentarz znajdujący się gdzieś tam poniżej. Może akurat ma coś pilnego? W końcu nie wszyscy siedzą na Wykopie 24/7.

    •  

      pokaż komentarz

      @zwierzak2003
      Ja wolał bym być już złodziejem i ją skserować, aby zaoszczędzić choć trochę pieniędzy.

      Kserowanie to nie kradzież, nie jest zabronione. To tak zwany dozwolony użytek osobisty.

    •  

      pokaż komentarz

      "Kserowanie to nie kradzież, nie jest zabronione. To tak zwany dozwolony użytek osobisty."

      Ostatnio na moim wydziale (WPiA, UWM, Olsztyn) wisiał plakacik sugerujący coś zupełnie innego. ;)

    •  

      pokaż komentarz

      Ostatnio na moim wydziale (WPiA, UWM, Olsztyn) wisiał plakacik sugerujący coś zupełnie innego

      Pewnie, moi znajomi z prawa opowiadają, że na ćwiczeniach, gdzie korzysta się z książki prowadzącego, nie można przynosić kserówek. Prowadzący tłumaczą właśnie, że to kradzież i łamanie prawa autorskiego. Trochę to bezczelne moim zdaniem.

      Kserowanie to na pewno nie przestępstwo -- nie ma w kodeksie karnym żadnego artykułu na to. Natomiast artykuł 23 prawa autorskiego obejmuje właśnie kserowanie książki (jak również kopiowanie płyty czy filmu). Jedyny przepis, jaki widzę, który mógłby tego zabraniać, to 35 (dozwolony użytek nie może [...] godzić w słuszne interesy twórcy), ale ciekawe, jak by ktoś dowodził, że skserowanie książki ugodziło w jego słuszne interesy. Musiałby udowodnić, że gdyby pozwany nie skserował, to by kupił.

      Ale chętnie poznam treść plakatu -- cytują tam jakiś konkretny artykuł?

    •  

      pokaż komentarz

      Profesor od prawa po małej dyskusji powiedział tak. Robienie notatek, nagrywanie wykładu, kserowanie materiałów, bez jego pozwolenia nawet dla własnego użytku to przestępstwo. W momencie, gdy wykładowca używa materiałów osób trzecich, nawet jeśliby pozwolił robić notatki, nagrywać, kserować to bez zgody dla nas tej osoby trzeciej nadal tego nie możemy robić. Ale przyjęło się, że notatek nikt nie zabrania robić i nikogo za to się nie ściga, tak samo jak policja nie ściga nas, szarych userów z lewymi windowsami.

    •  

      pokaż komentarz

      To profesor od prawa po małej dyskusji powiedział bzdury.

    •  

      pokaż komentarz

      Przestępstwo? W sensie, że jest na to artykuł w kodeksie karnym albo prawie autorskim (rozdział Odpowiedzialność karna)? Bo ja tam widzę tylko przepisy mówiące o rozpowszechnianiu, a kserowanie dla siebie to nie rozpowszechnianie. A art. 23 wyraźnie mówi, że bez zezwolenia twórcy można korzystaćz utworu w zakresie własnego użytku osobistego.

    •  

      pokaż komentarz

      ...Musiałby udowodnić, że gdyby pozwany nie skserował, to by kupił.
      Chęć posiadania (i używania) wynika z samego skopiowania - zakup nie byłby tu koniecznym warunkiem moim zdaniem. Potencjalny zakup=potencjalne korzyści, których pozbawiamy autorów (Jak ukradniemy komuś samochód to nie możemy tłumaczyć, że właściciel i tak nim nie jeździł więc nie wyrządziliśmy mu szkody)

      Z notatkami to profesor przesadził, ale co do kserowania książek to się zgadzam, że książka kserowana w całości jest ukradziona. Myślę, że taka kopia może być dozwolona, gdy na własny użytek kserujemy książkę, którą kupiliśmy (mamy do niej ograniczone prawo)... idąc dalej możemy pożyczyć książkę/kopię znajomemu, ale on już nie może jej skopiować (bo nie ma prawa:) - nijak się to wszystko ma do rzeczywistości, bo kto to niby sprawdzi:)

      Co do głównego wątku - konsultowałbym się z UOKiK. Ciekawi mnie też jak owo wydawnictwo rozlicza się z podatków jeżeli "sprzedaje" te same podręczniki (wątpię by wykazywali dochody/VAT z odpłatnego wypożyczania książek:)

    •  

      pokaż komentarz

      Nie chodzi o to, co myślisz, tylko o to, jaki jest stan prawny :) Ja twierdzę, że nie ma żadnego przepisu, według którego skserowanie (nawet całej) książki byłoby przestępstwem.

    •  

      pokaż komentarz

      Jednak karpello w dalszym ciągu nie odpisał na pytanie Piotrusiek "Jak to wam ZABIERAJĄ?!" dlatego to co napisał artisti "Cofam wykop bo wstawiający nie raczy zamieścić dalszych informacji. " jest chyba teraz najbardziej aktualne

    •  

      pokaż komentarz

      @camelot - to, że coś napisano w kodeksie nie oznacza jeszcze, że wiesz jak to interpretować (wykładnia prawa). Używałem zwrotu "myślę, że..." bo nie czuję się specjalistą w tej dziedzinie.

      Napisz książkę... i nie czuj się poszkodowany jak "księgarnia" kupi jeden egzemplarz i będzie kasować klientów na usługach ksero (każdemu na własny użytek). Wiesz, co - sam otwórz taką "księgarnię" to będziesz miał okazję posłuchać wykładni cytowanego przez ciebie przepisu od specjalistów.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie można rozpowszechniać ani powielać w celu rozpowszechniania.Twój przykład z księgarnią jest właśnie rozpowszechnianiem.
      Natomiast kserowanie dla siebie i znajomych jest jak na razie w Polsce własnym użytkiem osobistym i nie wymaga zezwolenia twórcy.

    •  

      pokaż komentarz

      Znalazłem rozwiązanie: to po prostu pierwsza książka wydana z zabezpieczeniami DRM - na 10 otwarć :)

    •  

      pokaż komentarz

      Jak znajomym to już nie jest rozpowszechnianie? A czym znajomy różni się od kogokolwiek innego (spoza rodziny) według prawa?

    •  

      pokaż komentarz

      Jak znajomym to już nie jest rozpowszechnianie? A czym znajomy różni się od kogokolwiek innego (spoza rodziny) według prawa?

      Tym, że jest znajomym :) Mówi o tym pkt 2. art 23:

      2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

      Wykładnia jest taka, że rozpowszechnianie to dawanie/sprzedawanie ludziom bez względu na to, czy są, czy nie w "związku osobistym". Np jak udostępniasz plik przez p2p, to raczej się nie wybronisz, że to tylko dla rodziny. Księgarnia, która sprzedawałaby kserówki tym bardziej.

      Od razu napiszę, że "pojedyńcze egzemplarze" nie oznaczają tego, że nie mogę powielać kupionej książki, tylko że nie mogę tego robić na dużą skalę. Tu już nie ma wykładni, ile to dokładnie kopii oznacza. Raczej przyjmuje się, że dowolną ilość, byle na użytek własny, czyli mój i osób w "związku osobistym".

  •  

    pokaż komentarz

    Popieram.
    Może mnie - licealiście nie jest to tak widoczne.
    Ale moim zdaniem duża część podręczników na rynku to po prostu wycukierzone gówno.
    Dlatego z 20 obowiązujących podręczników mam może z 12-13. Resztę to mam zwyczajnie na wikipedii. Przykładowo taki podręcznik do WOKU wydrukowany na EKOLOGICZNYM PAPIERZE kosztuje 35zł za 200 stron. Gdzie w sumie nic tam w środku nie ma.

    •  

      pokaż komentarz

      dokładnie, żeby chociaż był wydany w rolce...

    •  

      pokaż komentarz

      Jako licealista kupiłem tylko do ang, pol, mat. Chemie i historie jeszcze mama dokupiła, ale nie są zbytnio (czyt. w ogóle potrzebne). Fizyk jest zarąbisty i używamy podręcznika prof. Kąkola online http://home.agh.edu.pl/~kakol/wykl_01.htm ;]

      Reszta to śmiecie, których nie warto kupować, bo i tak się nie korzysta.

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      Pracuję w hurtowni książek... Tam to dopiero widać jak książki drożeją trafiając do księgarni... Rozumiem, każdy chce zarobić ale niektóre egzemplarze, w hurtowni kosztowały o połowę mniej niż w sklepach. Osobiście dla mnie jest to chore, zwłaszcza, że kiedyś książka była inwestycją. Podręczniki mogły czekać dla młodszego rodzeństwa.
      Co do studiów. Na moim kierunku, rzadko kto kupuje książki, ale wiele z tych które warto mieć są w przystępnych cenach (równają się z cena kserówek z oprawą). Ale nie wszędzie na polibudzie poznańskiej tak jest.

    •  

      pokaż komentarz

      Najgorsze są praktyki typu wydawanie nowego wydania co roku - które nic nie zawiera praktycznie nowego, ale za to wszystko jest poprzestawiane miejscami. Tak jest w mojej książce od niemieckiego z WSiPu. To chyba ma przeciwdziałać sprzedawaniu książek młodszym klasom. ;/

  •  

    pokaż komentarz

    U mnie trzeba było kupić książke za 250zł, 2k stron. Każda była podpisywana przez profesora, który przy okazji był dziekanem, więc skargi nie było jak złożyć. Na stwierdzenie że drogo, odpowiedział że studiowanie kosztuje i mamy sobie wybrać studia albo "kilka" piw. Więc wcale nie macie tak źle.

    •  

      pokaż komentarz

      a musieliście ją poźniej oddać ?

    •  

      pokaż komentarz

      @karpello: Jeszcze mogę (z trudem) pojąć, że wykładowcy "sugerują" podręczniki i skrypty, które "wypada kupić", by zdać dobrze egzamin. Ale jak to możliwe, że oddajecie książki, za które zapłaciliście?

      Jeśli te książki oddajecie, to komu? Z czyjego polecenia i jakim prawem? Przecież zakupione książki, jeśli nie podpisaliście żadnych mini-druczków, są waszą własnością. A co, jeśli ktoś odmówi oddania? Gdzie te książki potem wędrują? A co z bibliotekami? Czy są tam dostępne egzemplarze tej książki?

    •  

      pokaż komentarz

      hmmm...wychodzi na to, że nie jesteście zmuszani do zakupu tego badziewia, ale raczej wypożyczenia/wynajmu lub zapłaciliście swoisty abonament za te 10 godzin użytkowania książki...Ciekawe, co by powiedziała ta bizneswoman gdybyście nie mogli oddać książki "bo pies zjadł", "bo skończył się papier toaletowy w akademiku", "bo musiałem sprzedać na Allegro żeby mieć na piwo".

    •  

      pokaż komentarz

      Może wyjaśnij o co dokładni chodzi z tym oddawaniem ? Kupujecie je w księgarni, czy gdzieś w szkole płacicie za ich wypożyczenie na semestr.
      Natomiast książka o której mówiłem była autorstwa tego profesora i dawał nawet swój autograf ;) A odsprzedać było ciężko za więcej niż 150zł, więc traciliśmy 2 razy więcej niż cena twojej książki.

    •  

      pokaż komentarz

      "był dziekanem, więc skargi nie było jak złożyć" - istnieje jeszcze rektor.

    •  

      pokaż komentarz

      U mnie trzeba było kupić książke za 250zł, 2k stron. Każda była podpisywana przez profesora
      średnio grupa powiedzmy 50 osób, 50*2000stron = 100 000 stron,
      ten profesor coś robi poza podpisywaniem tych wszystkich stron?

    •  

      pokaż komentarz

      kilka piw... ?? :\ to co on piwa za 100zł pija? za 250zł to można paletę kupić, a nie kilka piw:)

    •  

      pokaż komentarz

      kowad: każda była podpisywana, nie każda kartka, nie każda strona, tylko KAŻDA KSIĄŻKA. Na moje oko to 50*1strona=50 stron

    •  

      pokaż komentarz

      @szpec84, słowo "kilka" było w cudzysłowie.
      W każdym razie nadal nie rozumiem tego "odbierania" książek. musieliby chyba zapłacić właścicielom. Chyba, że to na zyczenie pana prezydenta, w tym kraju już prawie wszystko jest możliwe...

  •  

    pokaż komentarz

    Niestety w gimnazjum to samo :/
    Matematyka - Podręcznik, ćwiczenia, zbiór zadań, kalendarz... a na tak na prawde to tylko podręcznik :/
    Biologia - podręcznik i ćwiczenia które są tak ułożone że każdy d$$%# z podręcznikiem pod ręką lub bez je zrobi a sprawdzian/kartkówka/pytanie jest i tak z czegoś innego :/
    itd. itp.

  •  

    pokaż komentarz

    zdolna rodzina, ona pisze książki, mąż projektuje okładki, a prezesem fundacji jest zapewne tatuś: http://www.krs-online.com.pl/fundacja-na-rzecz-zwalczania-kleszczy-i-krs-135013.html

1 2 3 4 5 6 7 ... 18 19 następna

Dodany przez:

avatar karpello dołączył
2801 wykopali 27 zakopali 7.5 tys. wyświetleń