:]

Ciastka!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

  •  

    pokaż komentarz

    Dlatego ja nawet nie próbuję chodzić na interwiuły. WIem, że nie ma w tym kraju pracy dla tak wybitnych jednostek jak ja, więc siedzę w domu na rencie, którą mam dzięki podatkom tych wszystkich Wykopowiczów, którzy mnie nienawidzą, ale muszą płacić podatki, z którymi fundamentalnie się nie zgadzają.

  •  

    pokaż komentarz

    Olej szukanie pracy. Nagrywaj te rekrutacje kamera i gadaj w ten sposob. Po miesiacu bedziesz najpopularniejszym vlogerem w Polsce:)

  •  

    pokaż komentarz

    Mnie rozwalaja pytania:
    "Co ma szyje a nie ma głowy"?

    Butelka - alkoholik
    Szlauf - Dziwkarz
    Kurczak bez glowy - sadysta.

  •  

    pokaż komentarz

    Dwie kobiety przeprowadzały ze mną rozmowę. Niby poważna firma, a te cały czas się podśmiechują, szepcą coś sobie na uszko, stroją głupie miny do siebie. No jak w gimnazjum. I cudowne pytanie:
    - ile chciałaby Pani zarabiać?
    - tyle a tyle.
    - TYYYLE? Przecież Pani jest młodą osobą! (zaznaczam że wcale nie powiedziałam jakiejś kwoty z nieba)
    - Tak, ale mam 5-cio letnie doświadczenie na stanowisku, na które Państwo rekrutują, pracowałam w tym czasie w znanej firmie o ugruntowanej pozycji na polskim rynku, osiągałam znakomite wyniki sprzedaży, które mogę udokumentować.
    Odpowiedź: śmiech i głupie minki do siebie.

    No po prostu wstałam i wyszłam. Tak żenującego zachowania ze strony rekrutujących to chyba nigdy nie doświadczyłam.

  •  

    pokaż komentarz

    - Gdzie chciałby się pan widzieć za 5 lat?
    - W lustrze...

    •  

      pokaż komentarz

      @WRonX: Na pana stanowisku.
      Ewentualnie:
      Jako pana szef.

    •  

      pokaż komentarz

      Zapomniałem jeszcze o moim ulubionym:

      - Jaka jest pana największa wada?
      - Jestem strasznie leniwy.

    •  

      pokaż komentarz

      @WRonX: W łóżku pana 18-letniej córki.

    •  

      pokaż komentarz

      @WRonX:

      @echelon_:
      Chcesz się widzieć na stanowisku rekrutera? Trochę słaba perspektywa :P

      Btw, pytanie jest zazwyczaj bardzo głupio formułowane.
      Poprawnie - rekruter powinien zarysować strukturę firmy, odpowiedzieć na kilka pytań kandydata, a następnie zapytać co w perspektywie najbliższych lat go interesuje,
      Przykład - w korporacjach IT są czesto dwie niezalezne dostepne ścieżki kariery - specjalistyczna i menadżerska. W pierwszej stajesz się coraz bardziej neizależnym pracownikiem, a na pewnym etapie - ekpsertem/guru od danego zagadnienia i podejmujesz kluczowe decyzje na temat architektury i to z towim zdaniem liczą się manadżerowie. W drugiej natomaist to klasyczne prowadzenie zespołu, nadzór nad zespołami i tak dalej w górę. Natomiast wbrew pozorom większość woli pierwszą opcję, bo płatna podobnie/lepiej, a nie kończysz jako inżynier z pasją, który zakopał się w tabelkach w excelu.

    •  

      pokaż komentarz

      @gorfag: Pytanie o przyszłość z Twoim rozwinięciem to faktycznie ciekawe pytanie. Chyba mam to szczęście pracować w firmie gdzie kadra menedżerska ewoluowała z programistów. Może nie wszyscy ci ludzie są świetnymi menedżerami ale przynajmniej orientują się w temacie i nie wymagają niemożliwego.

    •  

      pokaż komentarz

      @echelon_: odpowiedź "Jako pana szef" w dwóch firmach, w których pracowałem w dziale HR by zrobiła naprawdę spore wrażenie na rekruterze. Wcale nie jest taka głupia, jak się wydaje (chyba, że rekruter to idiota). :)

  •  

    pokaż komentarz

    Gdy jeszcze pomykałem na takie różne rozmowy bawiło mnie pytanie "Gdzie się pan widzi za 5 lat?", zwłaszcza zadawane kandydatowi na jakieś zawszone call center albo akwizycję. Zawsze na tym pytaniu zawalałem bo jego głupota mnie blokowała.

  •  

    pokaż komentarz

    "Gdzie się pan widzi za 5 lat?"

    "Co by pan zmienił w naszej firmie?"

    "Co pan myśli o naszej firmie?"
    Na dwa pierwsze wydaje mi się, że lepiej wybrnąć ogólnikami w stylu "nie zapoznałem się jeszcze ze strukturą organizacyjna firmy więc nie wiem" lub "na wyższym stanowisku jako szef zespołu". Na ostatnie należy łgać aż miło.

    "Ile chce pan zarabiać?"
    Zawsze i niezmiennie odpowiadam "Jak najwięcej". Uważam, że to pytanie jest nie fair w stosunku do potencjalnego pracownika, bo zamiast negocjacji w 99% zaczyna się wyścig szczurów "kto da mniej i kogo stać na mniejszą pensję".

    •  

      pokaż komentarz

      "Ile chce pan zarabiać?"
      Zawsze i niezmiennie odpowiadam "Jak najwięcej". Uważam, że to pytanie jest nie fair w stosunku do potencjalnego pracownika, bo zamiast negocjacji w 99% zaczyna się wyścig szczurów "kto da mniej i kogo stać na mniejszą pensję".


      @Defender: To głupio odpowiadasz. W normalnej pracy nie chodzi o wyścig szczurów - to pytanie ma na celu wybadanie jakie masz oczekiwania finansowe. Zdarzyło mi się usłyszeć różne kwoty podczas rozmowy i zdarzyło się także PODNIEŚĆ wynagrodzenie na samym początku. Po prostu uważałem, że ta osoba jest tego warta. Traktuj rozmowę o pracę jak dialog osób, którym zależy na współpracy. Nie czuj do mnie urazy, ale jeżeli usłyszałbym odpowiedź "jak najwięcej" to spojrzałbym na taką osobę z lekkim pobłażaniem.

      (pomijam tu rozmowy z głupim HR, kiedy nie ma mowy o normalnej dyskusji, gdzie miła Pani zapisuje Twoje odpowiedzi starając się wywrzeć wrażenie, że ją coś to obchodzi).

      Większość pytań podczas rozmów kwalifikacyjnych ma sens. Problem w tym, że często rozmowę przeprowadzają nieodpowiedni ludzie. I tyle.

    •  

      pokaż komentarz

      @Defender:
      Tego typu rozmowy są kretynizmem i kompletnie nic nie dają przyszłemu pracodawcy, do -póki człowieka nie sprawdzisz, to gówno o nim wiesz.

    •  

      pokaż komentarz

      @chafer: Uściślę swoją wypowiedź. Oczywiście, że powinno być tak, że w ogłoszeniu o pracę zawarta jest informacja o oferowanych zarobkach. Sam tak robię, chwalę sobie to rozwiązanie i nie wiem czemu inne firmy tego nie stosują. Jednakże, skoro w ogłoszeniu nie ma nic na temat zarobków, to rzeczą najzupełniej normalną jest zapytanie kandydata o jego oczekiwania finansowe. Jest to trudne pytanie, owszem, ale należy się do niego przygotować.

      Niedawno szukałem pracownika do pracy biurowej. Miałem określony budżet, którego nie mogłem przekroczyć. Poszukiwania trwały dwa miesiące. I co? Za parę dni zaczyna u mnie osoba z wielkim doświadczeniem za pensję o 50% (!) wyższą. Ta osoba udowodniła mi, że jest warta tej ceny. Uczciwie powiedziała o tym, jaką pensję miała poprzednio i jakie jej są oczekiwania finansowe teraz. Dodała oczywiście jaki był by wkład w moją firmę i - ogólnie rzecz biorąc - przedstawiła swoje dobre strony. Jeżeli ktoś podczas dyskusji odpowiedziałaby na pytanie o oczekiwane zarobki, że chciałaby zarabiać "jak najwięcej" to podejrzewam, że rozmowa skończyłaby się bardzo szybko.

      I oczywiście jest sporo przedsiębiorców, którzy nie umieją przeprowadzać rozmów kwalifikacyjnych, są działy HR, które traktują z wyższością kandydatów do pracy - to wszystko racja. Ale to nie oznacza od razu, że wszystkie pytania zadawane podczas rozmowy kwalifikacyjnej są głupie i bez sensu.

      Nawet z pozoru głupie pytanie: "zadaj takie pytanie, na które nie mogę odpowiedzieć ani tak ani nie" ma sens. :)

    •  

      pokaż komentarz

      @chafer: Taka odpowiedź jest szczera i poprawna - każdy chce zarabiać jak najwięcej. Osobiście nie rozumiem, dlaczego to pracownik ma się wyceniać. Nie należy to do jego kompetencji, w przeciwieństwie do kompetencji rekruterów. Najbardziej rozsądnym wydaje mi się umówienie z kilkoma firmami w tym samym czasie (szczerze je o tym informując) i postawienie się w roli przedmiotu licytacji.

    •  

      pokaż komentarz

      @Defender:
      @chafer:

      Rozmawiałem kiedyś szczerze z rekruterem IT i zadałem mu pytanie odnośnie sensowności tego pytania o oczekiwania finansowe.

      Po pierwsze - stwierdził, że w Polsce jest dość nie fair, że nie podaje się widełków płacowych, bierze się to najprawdopodobniej stąd, że pracodawcy zakładając stereotypową "pazerność" Polaków twierdzą, że nie ma ono sensu bo każdy poda górną granicę. Natomiast na zachodzie jest tak, że pracownik zazwyczaj potrafi dość uczciwie określić się w tych widełkach - jak jest nowy na rynku pracy poda dolną granicę, jak ma rok-dwa lata doświadczenia poda coś po środku, jak ma więcej i dużo więcej - poda górną lub bedzie negocjował jeszcze wyższą. Miałem kilka rozmów w zagranicznych korporacjach i zawsze trzymałem się tej zasady, ale widać nasi pracodawcy nam "nie ufają".

      A teraz - po co w ogóle jest to pytanie. Otóż nie dlatego, żeby przeprowadzić zakulisowa licytację "kto da mniej", ale dlatego żeby zawsze doprowadzić do sytuacji win-win. Pracodawca ma na dane stanowisko ustalone widełki i rekruter posiada tą wiedzę. Z punktu widzenia pracodawcy jeśli już określił rekruterowi te widełki, to już mu naprawdę nie robi jaką kwotę w tych granicach będzie płacił - jest na to przygotowany.

      Jak rekruter patrzy na odpowiedź kandydata :

      1) Kandydat podaje kwotę poniżej widełek - jeśli chcemy go na to stanowisko bo jest dobry, to damy mu dolną kwotę z widełek - pracownik zmotywowany i doceniony.

      2) Kandydat podaje kwotę w ramach widełek - oczywiście rekruter zadowolony, bo pracownik ocenia wartość swojej rpacy tak jak chce płacić firma, więc obie strony są zadowolone (tym bardziej pracownik - zażądałem tyle i dostałem) Tutaj też ciekawostka, rekruter powinien to też dobrze aktorsko rozegrać - nie może powiedzieć po prostu zgoda - bo u kandydata zapali się lampka - "kurde, tak łątwo się zgodził, jakbym dał 1000zł więcej też by pewnie przeszło". Więc powinien przy potwierdzeniu chęci zatrudniania walnąć jakąś śpiewke, że "HR uczyniły wyjątek na nasza prośbę i zgodziły się na Pana warunki, choć wyższe niż widełki, ze w zględu na Pana kwalifikacje." - znów win-win

      3) Kandydat podaje kwotę znacząco powyżej widełek lub nieadekwatną do swoich kwalifikacji. Taki ziomek absolutnie nie powinien być zatrudniany. Firma podchodzi do tego tak - mamy widełki 3000-5000, koleś rzucił 6000, możemy mu powiedzieć, że maksymalna kwota to niestety 5000 i czy za taką się zgodzi pracować - kandydat zazwyczaj się zgodzi (no chyba, że wczesniej miał 6500 i to mu wybitnie nie pasuje). Ale z punktu widzenia formy, będzie to wiecznie niedowartościowany pracownik, ponieważ on ocenia swoje kwalifikacje na warte 6000 miesięcznie, a został niejako zmuszony do takiej zmiany.

      Jak odpowiadać na to pytanie - z głową! To znaczy - zrobić naprawde porządny research - jeśli to większa firma, często idzie znaleźć stawki na glassdoor.com, są tam przede wszyztkim stawki dla USA, ale praktyka jest zazwyczaj taka, że firma płacąca X USD, w Polskim oddziale płaci X PLN -10-20%.

      Drugim wariantem - nawet trochę lepszym jest powiedzieć - "na poprzednim stanowisku zarabiełęm X, oczekuję, że jeśli firma doceni moje kwalifikacje, to jest w stanie zmotywowac mnie kwota 10% większą." To oczywiście zalezy od naszych powódek - możemy powiedziec że tyle samo, ale podoba mi się ścieżka rozwoju w waszej firmie i chciałbym się rozwijać (oczywiście wczesniej popytać o to).

      PS Został jeszcze jeden problem. Co w następującym przypadku - mamy świeży team ludzi o podobnych kwalifikacjach, widełki to 3000-5000. Wszyscy podali kwotę ok 4500zł, jeden ziomek podał 3000zł. Każdy zarabia tak jak chciał. No ale czas mija, rozmowy w pracy coraz luźniejsze, w końcu jakoś mimochodem Pan 3000zł dowiaduje się, że koledzy zarabiają za to samo 50% więcej. Idzie więc wk%%!iony do szefa i pyta się o co chodzi.
      Poprawne zachowanie firmy ejst nastepujące - poklepać po ramieniu i powiedziec, że przecież takiej kwoty oczekiwał i taką dostał. Pracownik nie powinien się wtedy fochać, tylko poprosić o podwyżkę, a firma może powiedzieć - zrób to, to i to (jakieś krótkoterminowe, ale odpowiedzialne zadania) to dostaniesz 4500zł. Znów win-win. Firma przez kilka miesięcy trochę zaoszczędziła, a teraz dostanie jeszcze abrdziej zmotywowanego pracownika, bo poczuje się doceniony za dobre wykonanie obowiązków.

      Sorry za wypracowanie :P

    •  

      pokaż komentarz

      @chafer: Wiesz dlaczego oferta pracy jest nazywana "ofertą". To pracodawca oferuje pracę, a co za tym idzie wynagrodzenie. Zadawanie tego pytania jest bez sensu. To ty wiesz lepiej niż pracownik jaką pracę oferujesz i ile jest ona warta.

      Jeżeli potencjalny pracodawca zadaje takie pytanie to lepiej od razu sobie dać spokój bo szuka tak naprawdę studenciaka, który będzie pracował za drożdżówki. To jest totalny brak szacunku.

    •  

      pokaż komentarz

      @gav: niestety fundusze nie są źródłem niewyczerpalnym, tak też trzeba zatrudnić osobę, która wypadnie najlepiej na rozmowie - przede wszystkim w konkretnych firmach na rozmowę zaprasza się kandydatów, którzy spełniają wszystkie wymagania stawiane przez pracodawcę. Rozmowa jest tylko formalnością, w której pracodawca/HR ocenia podejście kandydata do pracy, czy do życia - stąd czasami beznadziejne pytania. Myślę, że pytanie odnośnie zarobków nie powinny nikogo dziwić (a póki co, dziwią nadal...) i można się wcześniej zastanowić ile faktycznie chce się zarabiać w danej firmie - a w czasie rozmowy mieć na tyle jaja, by powiedzieć tę sumę.

      Każdy wie jak te rozmowy przebiegają, dlatego warto się na nie wcześniej przygotować. Wczoraj po rozmowie i dzisiaj otrzymałem telefon, że są chętni by mnie zatrudnić za średnią krajową (netto) i to nie w Warszawie.

    •  

      pokaż komentarz

      @zakaz_palenia:

      przede wszystkim w konkretnych firmach na rozmowę zaprasza się kandydatów, którzy spełniają wszystkie wymagania stawiane przez pracodawcę.
      Tego nie wiesz, do póki nie zatrudnisz i nie sprawdzisz :) dobra rozmowa nie równa się dobry pracownik.

      pytanie odnośnie zarobków nie powinny nikogo dziwić (a póki co, dziwią nadal...)
      I będą dziwić, bo to jedno z najgłupszych i bezsensownych pytań.

    •  

      pokaż komentarz

      @moonkey: bo kto lepiej, jak nie Ty, wiesz ile potrzebujesz kasy?
      HR: To ile chciałby Pan zarabiać? Moment, niech zgadnę... 1100 zł netto może być?
      Kandydat: Chyba Pan żartuje, więcej.
      HR: Może 1800 zł netto?
      Kandydat: Mało.
      HR: 2500 zł netto?
      Kandydat: Nadal zimno...
      HR: 5000 zł netto?
      Kandydat: Hmm... no jak nie macie więcej, to ok.

    •  

      pokaż komentarz

      @chafer @gorfag @chemicalkash:

      Jeżeli potencjalny pracodawca zadaje takie pytanie to lepiej od razu sobie dać spokój bo szuka tak naprawdę studenciaka, który będzie pracował za drożdżówki. To jest totalny brak szacunku.

      Oczywiście że tak. Zmuszanie ludzi do wyceniania się (licytowania?) w sytuacji, kiedy pracodawca ma wszelkie dane o kwalifikacjach kandydata (oraz ma specjalistę od HR, do którego obowiązków należy wiedza jaki powinien być zakres wynagrodzeń na danym stanowisku), jest po prostu poniżające. Psychologiczna zagrywka poniżej pasa. Skutek chorej sytuacji na rynku pracy.

      Tymczasem zasada jest prosta: najpierw kandydat przedstawia swoje walory, a pracodawca swoje - w tym wynagrodzenie, dodatki, bonusy itd.
      Potem obie strony decydują, czy podpisują papier, czy nie.

    •  

      pokaż komentarz

      @astromek: Chciałbym tu rozgraniczyć pracę na stanowisku specjalisty, a prace nie wymagającą specjalnych kwalifikacji. Uważam, że w przypadku pracy typu praca na kasie powinno się wprst podawać stawkę w ogłoszeniu, bo to nie ejst żadna filozfia. Natomiast na stanowisku inżyniera, pwoinieneś umieć jasno określić swoje oczekiwania, biorąc pod uwage swoje kwalifikacje, sytuację na rynku itp. Pokazuje to zdolność twojego racjonalnego szacowania i oceny twoich możliwości, jak i to, czy zrobiłeś wcześniej research. Jeszcze innym - choć potencjalnie wybitnie głupim pytaniem, które sprawdza tą zdolność jest często spotykane w IT pytanie o ilość stroicieli Pianin w mieście X - http://en.wikipedia.org/wiki/Fermi_problem

    •  

      pokaż komentarz

      @gav: Tylko, że umiejętności kandydata w większości przypadków da się łatwo udokumentować - szkoła, kariera zawodowa, szkolenia, certyfikaty itd. itp. - o takie wymagania mi chodzi, nie o puste frazesy w stylu : - przygotowanie na stres itp.

      Poza tym, rozmowę kwalifikacyjną można w pewnym sensie porównać do pierwszej randki - też próbujecie dowiedzieć się o sobie najwięcej, przedstawiacie swoje wymagania, wysłuchujecie warunków innych i decydujecie się oboje na ich akceptację, albo rezygnujecie - przeważnie nieudana randka kończy się podobnie. Boli mnie to, że w Polsce bardzo często takie rozmowy działają jednostronnie - kandydat nie pyta, nie stawia warunków, tylko rzuca się na byle co tylko by mieć pracę. Rozumiem, że sytuacja wymaga, ale traktując pracodawcę jako potencjalną dojną krowę, nie dziwi fakt, że sami zostajecie traktowani jako zwykła siła robocza.

    •  

      pokaż komentarz

      @zakaz_palenia:
      Ale jego umiejętności nie muszą równać się z tym, że będzie dobrym pracownikiem :)
      Cała sztuka w tym, że co byś nie robił, to musisz go sprawdzić. To tak jak w stanach, najpierw dostajesz robotę, potem rozmawiacie :)

    •  

      pokaż komentarz

      Nawet z pozoru głupie pytanie: "zadaj takie pytanie, na które nie mogę odpowiedzieć ani tak ani nie" ma sens. :)

      @chafer: weź ty tak serio? przecież to najprostsze pytanie na które odpowiedź powinna się zacznynac na "jak"..uff dobrze że nie uczestniczę w tego typu rozmowach..

    •  

      pokaż komentarz

      @gav: oczywiście, że nie. To jest, jak pisałem wcześniej, randka w ciemno :)

      Znam sytuację, gdzie w jednej firmie (wózki widłowe itd) nie chcieli zatrudniać na umowę o pracę, tłumacząc się tym, że wiele razy przejechali się na pracownikach, którzy po pierwszym miesiącu pracy brali L4 i ciągnęli tak w nieskończoność. Nie zdziwię się jeśli to prawda.

    •  

      pokaż komentarz

      @gorfag:

      Pokazuje to zdolność twojego racjonalnego szacowania i oceny twoich możliwości, jak i to, czy zrobiłeś wcześniej research.
      Ale ten "research" to robota z zakresu pracownika HR, a nie kandydata - inżyniera czy specjalisty, ani nawet sprzątaczki. Co ma wiedza kandydata na temat "sytuacji na rynku" do jego przydatności w firmie i kwalifikacji merytorycznych? Czy jeżeli ma tą "HR-ową" wiedzę niewielką, ale jest np. dobrym inżynierem, to można go oszwabić i dać mu 50% pieniędzy, które się normalnie płaci na jego stanowisku? A potem z łachy dodać mu 10%, "żeby było win-win"?

      Poniżające.

      http://en.wikipedia.org/wiki/Fermi_problem
      To, o czym piszesz, to jest właśnie praca dla Pana/Pani z HR. To Dział HR ma wiedzieć, ile się płaci pracownikowi o danych kwalifikacjach na danym rynku. Jeśli oszacują błędnie - to z biegiem czasu rośnie ryzyko, że pracownik będzie zdemotywowany i mniej efektywny (co ciekawe, okazuje się, że nawet jeśli dostanie więcej niż "się należy"). I na normalnym rynku pracy ma to znaczenie. W chorej sytuacji, jaką mamy teraz ("duża rotacja") - cyniczne poniżanie ludzi i zmuszanie do obniżania i tak nędznych wymagań niestety popłaca.

    •  

      pokaż komentarz

      @gorfag: zgodzę się by to rozgraniczyć. Z drugiej strony zależy też od człowieka, osobiście wolę samemu podać swoją cenę, wcześniej (przed rozmową) analizując jakie byłyby moje obowiązki, jak daleko miałbym do pracy itd. itp.

      Czasami wydaje mi się, że nieudaną rozmowę kwalifikacyjną większość sobie tłumaczy tym, że podali za wysoką cenę, a jakiś inny studenciak na utrzymaniu rodziców powiedział 1100 zł netto. Z doświadczenia wiem, że dzisiejszy pracodawca woli wykwalifikowanego pracownika za odpowiednią cenę, niż kota w worku. Zwłaszcza w dziedzinach specjalistycznych, gdzie trudno o pracownika.

      Fakt, nie dotyczy to każdej pracy.

    •  

      pokaż komentarz

      @gorfag: Świetny tekst uzupełniający moją wypowiedź. Po minusach i plusach wnioskuję, że nie dość dokładnie wytłumaczyłem wszystko za pierwszym razem.
      Moim zdaniem pytanie o zarobki nie jest niewłaściwe. Wnioskuję to po tym, że osoby, z którymi można było na ten temat porozmawiać były jednocześnie osobami najbardziej konkretnymi i otwartymi, tzn. miały pożądane przeze mnie cechy charakteru. A to, że cała rekrutacja w Polsce powinna wyglądać inaczej, pisałem już wcześniej.

      @totalka: Podczas rozmowy dochodzi stres. Zdarzało się, że osoba nie mogła znaleźć odpowiedniego pytania.

    •  

      pokaż komentarz

      @astromek: Ależ oni to określają - ustalając widełki. Pisałem wczesniej, że zarówno ja, jak i rekruter z którym rozmawiałem, uważamy za nieuczciwe nieupoblicznianie ich. Natomiast osoba szukając pracy powinna na bieżąco dowiadywać się ile przeciętnie się płąci osobie o podobnych kwalifikacjach na stanowisku X, aby wiedziec czego oczekiwać. Ze storny kandydata - żeby wyeliminowac ze swojej listy nieuczciwe firmy. A ze strony firmy - jak juz wspomniałem sprawdza twoją zdolność racjonalnego szacowania. Pisząc o tym i o Problemie Fermiego, nie miałem na myśli tylko finansów - firma sprawdza czy jak rzuci ci zadania na klatę, czyejsteś w stanie racjonalnie oszacować ile ci ono zajmie, biorąc pod uwagę twoje możliwości, znajomośc projektu, potencjalne ryzyko, że coś nie pójdzie itd. Jak było napisane wyżej to jest coś jak pierwsza randka - jak laska w jakieś kwestii ci nei przypadnie do gustu to podświadomie zaczynasz ją stereotypizować, że skoro jest taka, to pewnie tez taka, taka i taka :)

      Uczciwa firma nie myśli w kategoriach "oszwabiania pracownika", ale chce, aby zarabiał tyle ile on uważa za satysfakcjonujące. Zastanów się sam na ile w tej chwili oceniasz swoje możliwości - powiedzmy jako procent średniej krajowej. A jak juz wymyslisz jakąś kwote to zadaj sobie pytanie - dlaczego, a następnie porównaj to z typowymi zarobkami twojego fachu. To nie jest nic osobistego, po rpostu staram się wytłumaczyć jak działa rynek pracy na przykładzie większych korporacji na stanowiskach specjalistycznych :)

    •  

      pokaż komentarz

      To ty wiesz lepiej niż pracownik jaką pracę oferujesz i ile jest ona warta.

      @zakaz_palenia:
      @gorfag napisał, że zakładając stereotypową "pazerność" Polaków twierdzą, że nie ma ono sensu bo każdy poda górną granicę
      w przypadku pracodawców jest odwrotna zależność: podają minimalną jaką mogą..

    •  

      pokaż komentarz

      @dzoker: Owszem, ale jak już mówiłem ja podawałem to an przykąłdzie stanowisk inżynierskich. Tutaj firmie na dłuższą metę nie wyjdzie na dobre stawianie poprzeczki finansowej jak najniżej, ponieważ złapią kogoś naprawde słabego albo inne firmy mu go podbiorą. Ale wiem, że taka chamska praktyka jest stosowana wobec ludzi, którzy podejmą się wszystkiego byleby pracować, zwłaszcza w rejonach dużego bezrobocia, gdy ludzie nie chcą się relokować.

    •  

      pokaż komentarz

      @dzoker: tylko co to za HR, który kieruje się stereotypami?:)

    •  

      pokaż komentarz

      Został jeszcze jeden problem. Co w następującym przypadku - mamy świeży team ludzi o podobnych kwalifikacjach, widełki to 3000-5000. Wszyscy podali kwotę ok 4500zł, jeden ziomek podał 3000zł. Każdy zarabia tak jak chciał......
      @gorfag: a czy przypadkiem nie ma w kodeksie pracy zapisu, że za wykonywanie tych samych zadań płaca musi być taka sama?

    •  

      pokaż komentarz

      "Co by pan zmienił w naszej firmie?"

      @Defender: zwłaszcza bezcenne jeżeli w ogłoszeniu nie było info jaka to firma

    •  

      pokaż komentarz

      Wszedzie gdzie dotychczas pracowalem, mielismy szkolenia z tego jak sie zachowywac w kontaktach z innymi firmami/instytucjami. I wazna czescia byla ta o korupcji. Generalna zasada jest taka, ze niedopuszczalna jest nie tylko korupcja, ale takze sytuacje ktore moga wygladac jak korupcja. Nie podajac zarobkow otwarcie fimra moze i nieoszwabia pracownikow, ale twozy wrazenie oszwabiania, co nie wplywa pozytywnie na motywacje.

      Cala gierka i mechanizm ktory opisales w swoim pierwszym poscie ma tylko na celu to zeby kazdy zarabial tyle ile go satysfakcjonuje. I tylko tyle. Mozesz powiedziec: rynek tak dziala. Z tym ze asymetria informacji na korzysc pracodawcy sprawia ze pracownik moze sie czuc ruchany i pokazuje brak szacunku.

    •  

      pokaż komentarz

      @UlfNitjsefni: może i jest, ale właśnie dlatego pracodawcy zabraniają pracownikom ujawniania wys. swoich pensji. Bo się potem okazuje, że ktoś zap#!@!!#a jak wół a zarabia 2x mniej niż ten co na podobnym stanowisku miesza kawę cały dzień.

    •  

      pokaż komentarz

      @chafer: >(...) to pytanie ma na celu wybadanie jakie masz oczekiwania finansowe.

      Prawda. Trudno się z tym nie zgodzić, jednak gdyby podawanie widełek kwotowych było normą w ogłoszeniach o pracę takie pytanie nie miałoby sensu. Jeśli uznałbym, że podane kwoty mnie nie satysfakcjonują nie wysyłałbym swojej aplikacji. Dzięki takiemu rozwiązaniu wszyscy zyskują. Ja, bo nie tracę czasu na dojazd i nerwów przed rozmową, oraz firmy, które nie tracą czasu na rozmowy oraz pieniędzy na telefony do kandydatów.

      Niestety praktyka w Polsce jest zupełnie inna. Szukam pracy w segmencie sprzedaży/pracy biurowej z racji doświadczenia zawodowego, umiejętności i wykształcenia. Byłem na wielu rozmowach kwalifikacyjnych i odniosłem wrażenie, że nikogo nie obchodziło co mogę dać od siebie, co wiem i potrafię, a odpowiedź na to jedno pytanie. W kilku przypadkach rozmówcy nawet nie ukrywali, że "koszta utrzymania" pracownika są dla nich absolutnie najważniejsze, bo jak będę za drogi "w utrzymaniu" to za 800 zł z pocałowaniem ręki na moje stanowisko przyjdzie przysłowiowa "osoba ze statusem studenta zaocznego z ważną legitymacją studencką". Oczywiście, że dla nich praca również powinna się znaleźć, jednak przez kryzys to wszystko jest... zaburzone.

      Fajnie, że opisujesz swój punkt widzenia z perspektywy pracodawcy. :-)

      Niedawno szukałem pracownika do pracy biurowej.

      Jestem z okolic Trójmiasta, ale mimo to się zapytam: Ile ta osoba zarabia? Podaj chociaż w przybliżeniu, jeśli nie chcesz ujawniać szczegółów.

      @gorfag: Pewnie i racja, ale jak sam piszesz w branży IT. W segmencie biuro/sprzedaż liczy się niestety prawo skromniejszego, bo ludzi o podobnych do mnie kwalifikacjach jest niestety za dużo. Wiem, że wiele firm ma możliwość zaoferować większe wynagrodzenie, ale mimo wszystko jak przy przetargach - cena jest kluczowa.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kunin: yyy, to chyba nie tak. tu chodzi o to, aby konkurencja się nie dowiedziała ile zarabiają pracownicy danej firmy, aby podkupywanie pracowników nie zachodziło, ew. jakieś inne powody, ale wewnątrz firmy można ujawniać swoje wynagrodzenie, a jeśli w umowie są zawarte jakieś klauzule, które zabraniają pracownikowi w obrębie firmy rozmowy w tym temacie z innym pracownikiem w obrębie firmy, to są to klauzule nieważne.

    •  

      pokaż komentarz

      @Defender: Opisuję punkt widzenia z perspektywy pracodawcy i o ile nie jestem zdziwiony liczbą minusów to ubodło mnie to, że zadając takie a nie inne pytania na rozmowie, nie mam szacunku do kandydata. Otóż szanuję każdą osobę a szczególnie taką, która chce ze mną współpracować.
      Ps Ta osoba będzie zarabiała (bo dopiero zaczyna) trochę poniżej 3000 na rękę.

    •  

      pokaż komentarz

      @chafer:

      zadaj takie pytanie, na które nie mogę odpowiedzieć ani tak ani nie<

      Czy często gwałci pan ciężarne małpy?

    •  

      pokaż komentarz

      @dzikireks: wersja de luxe owego pytania, na które nie dosc ze nie sposób odpowiedziec tak czy nie, to w dodatku i tak i nie wyrazaja prawie to samo:
      Czy uważa pan, że gwałci ciężarne małpy zbyt rzadko?

    •  

      pokaż komentarz

      @gorfag: Wybacz ale ta część o zbyt wysokich zarobkach to p#!$#!$enie. Nie byłem do tej pory na wielu rozmowach kwalifikacyjnych, ale na trzy razy kiedy mnie chcieli (branża IT) specjalnie podawałem zbyt wysokie kwoty jak na realne widełki jakie mogły być na tym stanowisku. Wiedziałem, że nie dostanę takiej kwoty, więc nie było wcale rozczarowania kiedy podawali mniej, a zawsze oferowali kwoty, które mnie zadowalały.

    •  

      pokaż komentarz

      @tashtrac: Opisałem to z punktu widzenia "jak powinien postąpić rekruter". Praktyka jak widac jest inna. Po prostu książkowo, dużo lepszym pracownikiem jest taki, który się rozwija i jest zadowolony ze swojej pensji, niż taki, który jest wiecznie niedowartościowany. Mi tez zdarzyło się raz podać za dużo, a i tak podali mi maksymalną możliwa kwotę.

      Ale jak sam piszesz, zrobiłeś to specjalnie. Wg mnie nie warto tak postępować, bo moge ci zwyczajnie podziękować jak opisałem. Jeśli wiesz, że dana kwota jest w takiejs ytuacji nierealna, jak również wyższa niż twoje oczekiwania, to po co strzelać liczbami z kosmosu?

    •  

      pokaż komentarz

      @UlfNitjsefni: Tak, bo konkurencja będzie podkupywać zwykłych pracowników biurowych. W poprzednich jak i w obecnej "mojej" firmie według jej polityki wszelki dane kadrowe, zwłaszcza zarobki maja być tajne. Pracownicy nie mogą wyjawiać współpracownikom swoich zarobków i chodzi tu właśnie o to co napisałem. Bowiem są osoby mające te same obowiązki itd a każda z nich zarabia inaczej i to nie koniecznie ten co najwięcej robi, zarabia adekwatnie. A że teoretycznie jest to tajemnicą osoba pokrzywdzona finansowo nie może pójść do prezesa i powiedzieć że chce podwyżkę bo Mietek 2x razy tyle dostaje a drapie się cały dzień po jajach. To są układy i układziki a pod pretekstem ochrony danych można swoich nierobów dobrze opłacać a reszcie, która na nich pracuje dawać resztki.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kunin: no niestety zgodnie z ustaleniami SN może pójść do prezesa i zażądać wyrównania płac, bo w kodeksie pracy jest zapisana równość płacy, i zgodnie z wyrokiem SN współpracownicy mogą ujawniać między sobą swoje zarobki (szczególnie jeśli przesłanką jest zachowanie równości płac), a jak już mówiłem, klauzula o tajności płac wewnątrz firmy jest uznawana za nieważną (nawet jeśli podpisałeś i zgodziłeś się na nią) z urzędu.

    •  

      pokaż komentarz

      @chemicalkash:
      Jeżeli potencjalny pracodawca zadaje takie pytanie to lepiej od razu sobie dać spokój bo szuka tak naprawdę studenciaka, który będzie pracował za drożdżówki. To jest totalny brak szacunku.

      E.. a z czym te drożdżówki? Bo jak z serem to jeszcze warto a jak z samą kruszonką to rzeczywiście nie ma nad czym się rozwodzić!

  •  

    pokaż komentarz

    "Niech powie pan/pani coś o sobie".

    Jedno zdanie co się robi teraz, jedno czym się interesujesz, jedno do czego dążysz. Jedno zdanie na koniec o jakiejś pasji.

    "Pana/pani największa słabość?"

    Najlepiej coś związanego z pracą, a nie w stylu "lubię pospać/jestem perfekcjonistą/za dużo się przejmuję". Z naciskiem, że dąży się do poprawy! Np. "Przyznam szczerze, że ostatnimi czasy mam problem z angielskim. Sporo zapomniałem i mam małe trudności z dogadaniem się. Niemniej jednak, zapisałem się na kurs i kupiłem książki aby szlifować język."

    "Ile chce pani/pan zarabiać?"

    Jeśli to któraś praca, to warto odwołać się do poprzedniej i podać ile się w niej zarabiało, jakie miało się w niej obowiązki, etc. Najlepiej podać zakres, np. 2000-2500. Gorzej jeśli to pierwsza praca. Wtedy warto też się odwołać do tego co się umie, kosztów("muszę opłacać mieszkanie/studia etc.") i podać tę minimalną, faktyczną kwotę żeby się utrzymać i nie robić z siebie murzyna. Trzeba pamiętać też że zależy jaka to praca, czy ma się szanse na rozwój, jest megaciekawa, etc. wtedy elastycznie dopasować żądania.

    •  

      pokaż komentarz

      Jedno zdanie co się robi teraz, jedno czym się interesujesz, jedno do czego dążysz. Jedno zdanie na koniec o jakiejś pasji.

      @Nadrill: Nie, nie i jeszcze raz nie. Zwłaszcza jak aplikujesz do firmy ze świata finansów. Odpowiedź na to pytanie powinna zająć ci jakieś 2-3 minut, zwłaszcza jeśli jesteś na wczesnym etapie kariery i powinieneś skupić się na tym dlaczego wybrałeś daną branżę. Jeśli nie wiesz - ściemniaj.

    •  

      pokaż komentarz

      @Nadrill: Ostatnio właśnie byłem na takiej rozmowie, bez poinformowania mnie jakie by były moje zadania i odpowiedzialności na stanowisku, pani z HRu spytała się ile chciałbym zarabiać.
      - Cóż, zaraz dopiero kończę studia, doświadczenia nie mam, jednak jest to praca dla inżyniera. Opłacić mieszkanie, coś odłożyć na jakiś tydzień w górach... No tak 2000 minimalnie.
      - ... Mówimy o kwotach netto?
      - Tak, 2000 na rękę.
      - No niektórzy specjaliści tyle u nas nie zarabiają.
      - Proszę Pani, jak sprzedawałem gry planszowe to wyciągałem 1500 bez studiów.

      Ale przynajmniej dostałem potem telefon, że już kogoś znaleźli.

    •  

      pokaż komentarz

      @Nadrill: Jak podawałam widełki, to dotychczas zawsze oferowano mi w umowie tę dolną wymienioną przeze mnie kwotę. A jak powiedziałam kiedyś, że "2000 z kawałkiem", czy może jakoś bardziej elegancko to ujęłam, to dostałam 2016zł....

    •  

      pokaż komentarz

      @Nadrill:
      "Pana/pani największa słabość?"
      Chodzi o to, że jest to gówniane pytanie, na które nikt nie oczekuje konkretnej odpowiedzi, a jeśli ją dostanie to i tak wszyscy wiedza, że ta wada została stworzona specjalnie na okoliczność pytania. Nic nie mówi to o kandydacie.

      "Ile chce pani/pan zarabiać?"
      Nikt nie ma problemu z podaniem kwoty. Chodzi o to, że polscy pracodawcy wymagają iż poda ją kandydat po to by zaproponować mu mniej. I TYLKO DLA TEGO.

      Ogólnie świetne rady. Z którego numeru Pani Domu?

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      pokaż komentarz

      @powiedz: Nie masz co narzekać. Pracodawca spełnił Twoje oczekiwania. ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @powiedz: A po co podajesz widełki?

      Skoro już na wstępie zdradzasz się pracodawcy z założeniem, że są takie okoliczności, w których możesz zaakceptować dolną wartość, to masz 100% pewności, że trafiając na ogarniętego pracodawcę on Ci takie okoliczności stworzy - właśnie poprzez zaproponowanie Twojego dolnego ograniczenia.

      Elastycznym warto być, ale po co od razu się z tym afiszować? Miej widełki, ale w głowie. Pracodawcy powiedz górną granicę - daj mu szansę żeby Ci zapłacił tyle ile chcesz, a nie tyle ile on by wolał.

    •  

      pokaż komentarz

      "Ile chce pani/pan zarabiać?"

      Ja bym odpowiedział, że chcę dostawać takie zadania, abym był wart dla pracodawcy X tys. zł miesięcznie.

    •  

      pokaż komentarz

      Jeśli to któraś praca, to warto odwołać się do poprzedniej i podać ile się w niej zarabiało, jakie miało się w niej obowiązki, etc.

      @Nadrill: bzdura.
      Mój przykład - moja pierwsza praca w tej branży na etacie, trafiłem na szefa, który był niby dobry, ale jakby mógł, to płaciłby mi 500zł miesięcznie (zarabiałem poniżej 2000zł netto). Zdobyłem doświadczenie, "zawęziłem trochę" moją specjalizację i wysłałem CV do innej firmy.
      Na pytanie o to, ile chcę zarabiać, powiedziałem konkretną kwotę (wyższą o ponad 50% od tego co wtedy zarabiałem) i zaznaczyłem, że jest to kwota na początek.
      Szef się zgodził, od tamtej pory dostałem już podwyżkę, premie i nie narzekam.
      A jakbym wyskoczył, że w poprzedniej pracy, za podobne zadania dostawałem niecałe 2000zł, to dałbym pracodawcy do zrozumienia, że albo się w ogóle nie cenię, albo jakość mojej pracy zostawia wiele do życzenia (dowiedziałem się tego później, podczas luźnej rozmowy).

    •  

      pokaż komentarz

      @Infinum: Jasne, to wydawało mi się oczywiste, że jeżeli podajesz komuś od-do to dla niego największą użyteczność ma ta najniższa mnie zadowalająca kwota. Szkoda tylko, że wszelkie HRki piorą dzieciom mózgi na spotkaniach jak-zdobyć-pracę i mówią, żeby podawać widełki. A na pierwszych rozmowach byłam nie mając jeszcze 20 lat, więc stwierdziłam, że co ja tam wiem, posłucham się mądrej (wtedy jeszcze myślałam, że ludzie z HR przedstawiają jakąkolwiek wartość) pani

  •  

    pokaż komentarz

    Załóżmy że szukam pracownika. Co robię? Przeglądam nadesłane aplikacje. Sam! Nikt bardziej ode mnie przecież nie wie, kogo potrzebuję. Wybieram kandydatów, przeprowadzam rozmowy i wybieram najlepszego z nich biorąc pod uwagę moje własne odczucia podczas rozmów.
    Może mi ktoś wyjaśnić zagadkę ludzkości - po co jest mi do tego potrzeba "pomoc" w postaci jakiejś panienki po psychologii z działu "hr"? Po co to istnieje i kto to wymyślił? Jakieś lobby absolwentów psychologii czy co?

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej: Jak masz mala firme, to robisz to sam. A teraz wyobraz sobie, ze jestes szefem w 300 osobowej firmie, na codzien masz na glowie setke waznych spraw i teraz musisz przeprowadzic rozmowe z kims, kto aplikuje na pozycje operatora wozka widlowego do twojego magazynu.

      Lekkie marnowanie twojego czasu, jak na tak trywialna rzecz, prawda?

      Pewnie odpowiesz, ze wtedy zajmie sie tym szef magazynu etc. I owszem - tak powinno w wiekszosci wypadkow byc. Ale w wielu firmach rekrutacja jest procesem ciaglym - nonstop sie szuka pracownikow, bo przy ich duzej ilosci rotacja jest duza. I wtedy potrzeba jedna osobe, ktora po prostu zajmuje sie tym na pelen etat - wysyla ogloszenia, przeglada CV, umawia rozmowy itp.

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej: Jeżeli twoja firma to moloch w rodzaju Xeroxa albo IBM to po pierwsze nie masz na to czasu, a po drugie takie zasady naboru przysyła centrala bo amerykańscy naukowcy odkryli że tak jest lepiej i nic z tym nie możesz zrobić. Oczywiśćie w małej firmie działu HR nie masz więc te całe brednie odpadają.

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej: wymyślili dla zmniejszenia bezrobocia wśród ludzi po psychologii

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej: W branży IT spróbuj zrekrutować programistę na czuja, no ciężko.

    •  

      pokaż komentarz

      W większości dużych firm HR jest tylko od logistyki, a sama selekcja przeprowadzana jest przez normalnych pracowników.

      @kinlej: W większości dużych firm HR jest tylko od logistyki, a sama selekcja przeprowadzana jest przez normalnych pracowników.

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej: Jeszcze nie ma problemu jeśli ta panienka wie co robi. Kiedyś byłem na rozmowie, Spełniałem wszystkie wymogi formalne, dogadałem się w sprawie kasy, zrobiłem dobrze test z programu CAD. Po wszystkim dzwoni do mnie i mówi, że jestem za mało przebojowy. Po jakiego ciula przebojowość szeregowemu konstruktorowi?

    •  

      pokaż komentarz

      @gzyms: Na jak szarym stanowisku byś nie był, połowa sukcesu zawodowego to bycie lubianym przez współpracowników. Jako konstruktor raczej nie pracujesz sam. Reszta zespołu nie moze w twoim towarzystwie zdechnąć z nudów, bo jak zdechną to nie bedzie miał kto prcować:D I tak się ciesz że powiedzieli Ci co jest nie tak, przynajmniej masz wskazówkę na przyszłość.

    •  

      pokaż komentarz

      Jeżeli twoja firma to moloch w rodzaju Xeroxa albo IBM

      @dran2: ... to zlecasz wszystko innym, siedząc wygodnie w biurze bo sam jesteś przecie szefem tej firmy ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @gzyms: Widocznie lubią jak im jebniesz kwiatuszek ze spawów na zbiorniku, czy dla jaj zaprojektujesz drzwi w suficie.

    •  

      pokaż komentarz

      @rzep: i dlatego chyba wymyślono okresy próbne, może są złe, ale nie mi to osądzać bo jak już się takiego przyjmie na taki okres to można stwierdzić z jakiej gliny jest ulepiony i czy coś potrafi, przecież na jednej głupiej rozmowie nie można pokażać swoich umiejętności...

    •  

      pokaż komentarz

      @oxygenium92:

      Masz czas przyjmowac 10 roznych pracownikow na okresy probne, tlumaczyc kazdemu o co chodzi, nadzorowac ich prace, sprawdzac bledy itp.?

      Rozmowy kwalifikacyjne nie sa idealne, ale maja odsiac ziarno od plew - typowa "Pani z HRu" ma za zadanie odrzucic wszystkich idiotow, przypadkowych aplikantow itp. Dopiero dalsze rozmowy z pracownikiem/managerem maja sprawdzic wiedze.

    •  

      pokaż komentarz

      @rzep: no ale okres próbny bez rozmowy nie może się odbyć. Najpierw kandydat powinien powiedzieć co umie, i jeśli spełnia to oczekiwania pracodawcy może go zatrudnić na okres próbny, myśle że już pierwszego dnia będzie wiadomo kto jest ile warty i jak komu zależy na tej pracy. bo wiadomo że nowy pracownik nie ma takego doświadczenia na stanowisku w konkretnej firmie jak stary wyga co pracuje tam na przykład 10 lat ale jakąś wiedzą się wykazać musi i doświadczeniem choćby znikomym.

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej: HR to nie tylko rekrutacja zewnętrzna na nowych pracowników. To także przeprowadzanie konkursów na nowe, wyższe stanowiska, monitoring osób, ich nastrojów, dbałość o integrację pracowników, ich motywację, przeprowadzanie rozmów dyscyplinujących. Wielu ludzi niestety HR kojarzy jedynie z rekrutacją, a to tylko wierzchołek góry lodowej.
      Poza tym, jak to ktoś powiedział, już sama rekrutacja w większych firmach zajmuje bardzo dużo czasu i dział HR jest niezbędny, żeby zweryfikować informacje podane w CV, przepowadzić wstępną selekcję CV (załóżmy, że jest ich 100, musimy wybrać MAX 10). Jeśli zaś chodzi o wyższe stanowiska to trzeba się przyłożyć, żeby stworzyć rekrutację, która zbada wszelkie szukane cechy kandydata. Pytanie "gdzie się pan widzi za 5 lat?" to nie wszystko, nie dziwię się pytaniom "z dupy" oraz zadaniom dotyczącym spinacza tylko jeśli mają na celu sprawdzenie kandydatów na wysokie stanowska, a nie na operatora miotły w hipermarkecie... :)

    •  

      pokaż komentarz

      tylko rekrutacja zewnętrzna na nowych pracowników. To także przeprowadzanie konkursów na nowe, wyższe stanowiska, monitoring osób, ich nastrojów, dbałość o integrację pracowników, ich motywację, przeprowadzanie rozmów dyscyplinujących. Wielu ludzi niestety HR kojarzy jedynie z rekrutacją, a to tylko wierzchołek góry lodowej.
      Poza tym, jak to ktoś powiedział, już sama rekrutacja w większych firmach zajmuje bardzo dużo czasu i dział HR jest niezbędny, żeby zweryfikować informacje podane w CV, przepowadzić wstępną selekcję CV (załóżmy, że jest ich 100, musimy wybrać MAX 10). Jeśli zaś chodzi o wyższe stanowiska to trzeba się przyłożyć, żeby stworzyć rekrutację, która zbada wszelkie szukane cechy kandydata. Pytanie "gdzie się pan widzi za 5 lat?" to nie wszystko, nie dziwię się pytaniom "z dupy" oraz zadaniom dotyczącym spinacza tylko jeśli mają na celu sprawdzenie kandydatów na wysokie stanowska, a nie na operatora miotły w hipermarkecie... :)


      @MiQulll: zapewne jest jak piszesz - to nie tylko rekrutacja, ale w wielu firmach tak to wygląda i ludzie z tym to kojarzą...

  •  

    pokaż komentarz

    Ja miałam taką sytuację a propos pracy w weekendy (chodziło o piekarnię, stawka UWAGA 6 zł, możliwość podwyżki po 3-miesięcznym okresie próbnym, zastanawiałam się czy starczy mi na bilety autobusowe). Studiuję sobie dziennie i chciałam przyrobić grosza przez weekendy. Pytanie na rozmowie:
    - O widzę, że studia za niedługo się kończą, jakie są Pani plany?
    - Praca w zawodzie...
    - Aha czyli nie chce Pani pracować w piekarni?!
    Taa, po 5 latach nauki marzę o sprzedawaniu świeżego pieczywa...

  •  

    pokaż komentarz

    - Zadzwonimy do pana jak tylko podejmiemy decyzję.
    - A ja nie mam telefonu.
    - Okey, okey.

  •  

    pokaż komentarz

    Mnie się zapytali podczas rozmowy o pracę w kinie, czy poszukując pracy moją motywacją było to, że chcę zarabiać pieniądze (w takim sensie, że musze je zarabiać), czy też nie jest to dla mnie aż takie ważne (czyli pewnie chodziło o to, czy ubiegam się na to stanowisko, bo moim hobby jest mycie kibli, a pieniądze nie grają roli).

  •  

    pokaż komentarz

    W firmie w której teraz pracuje miałem pytanie "jakie filmy lubię i dlaczego?" po #@@# takie pytania do pracy przedstawiciela handlowego?

  •  

    pokaż komentarz

    "Międzynarodowa agencja rekrutacyjna szuka specjalisty dla swojego klienta - leadera na rynku xx" - I weź się k#$@a dowiedz na stanowisko w jakiej firmie aplikujesz?

    A w ogłoszeniach o pracę: "Inżynier", "Ekspert R&D" itd. k#$@a ale inżynier czego, jaka branża...

    •  

      pokaż komentarz

      @leniwiec_guru: sprawdź maile, telefony w google... dzięki temu udało mi się kiedyś dwukrotnie uniknąć spotkania z tą samą śmieciową firmą, bo pisali różne opisy ofert, piękne słówka za każdym razem i na koniec... numer.
      zresztą, po tym można się dowiedzieć czym się zajmują i jakie mają opinie.

    •  

      pokaż komentarz

      @leniwiec_guru: też mnie to wkur!@#$% i to maksymalnie, akurat mieszkam w niemczech i tu jest juz rynek pracy prawei całkowicie opanowany przez agencje pracy (adecco, manpower, i inne cuda) i w Polsce zaczyna się robić to samo, cholernie cięzko znaleźć pracę bezpośrednio u pracodawcy a nie przez agencję. Agencje maja jeszcze jedną wadę, u nich zawsze zarobisz mniej bo nieświadomie obetną Ci kilka złotych/euro na godzinę dla siebie...

    •  

      pokaż komentarz

      @leniwiec_guru: bo o to chodzi, żebyś nie wiedział do jakiej firmy aplikujesz, bo jeszcze wpadłbyś na pomysł bezpośredniego kontaktu i by rekruter nie zarobił

    •  

      pokaż komentarz

      @leniwiec_guru: > "k#$#a ale inżynier czego, jaka branża..."
      Sprzedaży.

    •  

      pokaż komentarz

      @crackhack: Adecco ma nienajlepszą opinię. A przy okazji do pani Doroty Sz., która już rok rekrutuje administratora w Krakowie: to, że ktoś się chce dowiedzieć, jaki jest wynik rekrutacji, to nie niegrzeczność, a Wasz zakichany obowiązek.

    •  

      pokaż komentarz

      Adecco

      @krpablo: Ja do tej pory nie mogę rozgryźć jak taka firma dostała prowadzenie całej developerki systemu Viera od Panasonica (gry, aplikacja na telewizory). To API które stworzyli to największe dno jakie widziałem - nie opisuje prawie nic i zajmuje może 10 stron A4). Poza tym wpadli na doskonały pomysł, że za dostęp do mizernego devkitu należy płacić 180$ rocznie. Efekt jest taki, że miesięcznie na całym świecie powstają ze 3 nowe aplikacje dla Viery. Do tego większość gier mocno ustępuje nawet produkcjom z lat 80. Absurdem jest także wymóg nie przekraczania 24MB zajętej pamięci RAM, podczas gdy nawet proste gry na Andka spokojnie mogą zajmować wielokrotność tego limitu.

    •  

      pokaż komentarz

      @leniwiec_guru: Albo dają oferty przez agencje pracy i nie wiesz do kogo trafisz. To jest chore jak dla mnie. Ja rozumiem, że dana firma woli odpalić trochę $ i mieć z bani rekrutację, ale to tylko myli pracownika. Ja nawet często nie przeglądałem ofert z agencji bo tam są takie wymagania, że czasem można się śmiać.

  •  

    pokaż komentarz

    A to jest fenomen którego nie potrafię zrozumieć. dlaczego an rozmowach kwalifikacyjnych ja mam określać ile chcę zarabiać, a potencjalny pracodawca siedzi i milczy nie mówiąc ani słowa na co mogę realnie liczyć.

    •  

      pokaż komentarz

      @slipstream: Bo nie wie ile musi dać następnej osobie z kupki CV na biurku. W dużych firmach raczej można już te widełki od rozmówcy wyciągnąć, albo nawet zgooglować ile się tam zarabia.

    •  

      pokaż komentarz

      @dran2: To jest akurat tak zj$@@ne, że po prostu płakać się chce. Trzeba marnować czas i swój i pracodawcy, żeby po wszystkich ochach i achach okazało się, że jak zgodzisz się na warunki płacowe, to będziesz w czarnej dupie. Albo to całe wyśmiewanie się z pozycji w cv ,,dobra książka, kino, wędkarstwo" ale ci co się śmieją, w ogłoszeniu piszą, że oferują "pracę w dynamicznej firmie i stanowisko w przyjaznej atmosferze". Czyli taki sam gówno wart standard, wyrwany kiedyś @%!@ wie skąd i klepany namiętnie w 100% ogłoszeń. A wystarczyłoby pod ogłoszeniem zamiast tego napisać, że w zależności od doświadczenia oferujemy 3-5k i już wiadomo czy warto tam gonić, czy przejść na kolejne.

    •  

      pokaż komentarz

      @slipstream: A co tu rozumieć? Powiesz mniej niż przewidywali to ci tyle dadzą i jeszcze się będziesz cieszył jaki to negocjator z Ciebie jak dasz za dużo to zetną a jak się nie podoba do wyp#$!$#$aj. Nie ma prostszego sposobu żeby pracodawca nie przestrzelił z kasą.

    •  

      pokaż komentarz

      @slipstream: to proste - dzięki temu pracodawca wie, ile na tym stanowisku może zapłacić. Raz - nie za dużo, dwa - nie za mało, żeby kandydat popracował parę lat w firmie. Dzięki takiemu pytaniu zbiera info z rynku od wszystkich kandydatów i wie na końcu ile może zaproponować wybranemu kandydatowi. Jeśli pracodawca od razu zaakceptuje Twój poziom, to może znaczyć, że chciałeś za mało - być może mógłbyś wynegocjować więcej, gdyż inni o podobnych kwalifikacjach byli drożsi.

    •  

      pokaż komentarz

      @slipstream: Bo to on daje Ci pracę i on dyktuje warunki tej rozmowy, jako zatrudniający Cię. Jeżeli się na nie nie zgadzasz, po prostu nie idziesz na taką rozmowę. Jeżeli je akceptujesz, to niestety pokazujesz, że są akceptowalne i dlatego będą nadal stosowane. Ja od 8 lat nie odpowiadam na oferty, w których nie ma podanych widełek płacowych.

    •  

      pokaż komentarz

      @kto_ma_potrzymac_dwie_dychy: Nie trzeba nic marnować, trzeba zapytać, czy widełki zostaną podane, jeżeli nie, to nie zaczynać w ogóle procesu rekrutacji. Do momentu, kiedy ktoś będzie się na to godził i pracodawcy będą z takich ludzi zadowoleni, będą takie oferty. Ja nie biorę udziału w procesie rekrutacji w przypadku niewiedzy o widełkach płacowych - jeżeli wszyscy by tak robili, to pracodawcy by zaczęli takie informacje podawać. Jeżeli jest to niemożliwe, to niestety, ale nie zmieni się to prędko.

    •  

      pokaż komentarz

      @slipstream: ten fenomen jakoś na wolnym rynku dobrze funkcjonuje - gdy pytam firmę/osobę mającą działalność, ile chcą za godzinę, nie ma problemu z odpowiedzią - wiedzą ile są warci i za ile opłaca im się pracować. Gdy podsyłasz brief/zapytanie ofertowe - wyceniają i już.
      Życie Cie musi nauczyć ile jesteś wart, a rozmowa jest po to, żebyś sam także miał okazję dowiedzieć się czegoś więcej o swoich obowiązkach na danym stanowisku i w zależności od tego oszacował, czy np. warto pójść za mniej, bo przed chwilą sprawdziłeś, że pakiet socjalny jest super i będziesz miał w umowie zapisane X szkoleń w ciągu roku etc.

    •  

      pokaż komentarz

      @slipstream: Akurat dość dobrym wyjściem z tej sytuacji jest odbicie piłeczki i zapytanie "a ile byście byli w stanie mi zaoferować?"
      Zawsze są jakieś widełki, ważne, żeby się nie przecenić ale także żeby nie powiedzieć minimalnej kwoty, bo to źle świadczy o kandydacie.

  •  

    pokaż komentarz

    Ja mam cool story:
    Rozmowa kwalifikacyjna, pani z HR, na końcu, po pytaniach o ulubione zwierze itp. wyciąga kartę papieru.
    "To już ostatnie pytanie, ale za to najważniejsze od działu do którego Pan aplikuje. Vim czy Emacs?"

  •  

    pokaż komentarz

    Znajomemu na rozmowie kwalifikacyjnej zadali pytanie: Po co Panu praca? http://www.reactionface.info/sites/default/files/images/1310480585093.jpg

    •  

      pokaż komentarz

      @jarek8gt: szef firmy w której pracowałem ponad rok, wypłacał kasę do ręki osobiście, w gabinecie. i to tylko wtedy kiedy się przyszło upomnieć o konkretną kwotę. raz zapytał kolegi "a w sumie po co ci pieniądze?" :) na usprewiedliwienie tego durnia przemawia fakt, że był raczej gamoniem a nie dusigroszem...

  •  

    pokaż komentarz

    Ja na jednej rozmowie mialem test na IQ oraz lingwistyczny, które olałem ciepłym moczem zaznaczając losowe odpowiedzi nie marnując czasu i podobno osiągnąłem całkiem niezły wynik. :) No i zrobiłem wrażenie na szefach, że reszta kandydatów robiła test ponad godzinę (kur#a, godzina z życia!), a ja w 20min sie obrobiłem :P

  •  

    pokaż komentarz

    Kumpel miał taka sytuacje, że firma go znalazła (a nie on szukał pracy) i zaprosiła na rozmowę kwalifikacyjną. A jednym z pytań było: "dlaczego pan chce u nas pracować?".

    Ja miałem jeszcze zabawniej, bo "pracodawca" powiedział mi, że szukał kogoś innego (lepszego, bo po studiach, a ja miałem tylko 3 lata w zawodzie), bo on szuka inżynierów, a ja jestem rzemieślnikiem. Jak dzwonił mnie zaprosić na podpisanie umowy, to miałem już podpisaną nową umowę, z innym, normalnym pracodawcą. Z zawodu jestem programistą.

    •  

      pokaż komentarz

      @Socek: Moja sytuacja wygladala nastepujaco: pracowalem pół roku w markecie budowlanym, nastepnie musialem zrezygnowac gdyz wyjezdzalem na studia zaoczne do innego miasta, no i wpadlem na pomysl zeby do roboy isc sobie dorobic :) zaproszono mnie na rozmowe do markeu gdzie przeszedlem 3 etapy rekrutacyjne, ostatnim etapem byla rozmowa z dyrektorem ktory zaczal sie do mnie pruc ze ja nie mam doswiadczenia ze on pracuje 12 lat, a ja dopiero pół roku - to ku$%a dziwne ze tylko pół roku mam przepracowane jak jestem dopiero co po studiach I stopnia... kiedy ku&#a mialem te doswiadczenie zdobyc??? kazdy pracodawca chce młodego doświadczonego ze stażem minimum 5 lat z wszystkimi kursami/badaniami itp...

    •  

      pokaż komentarz

      @Socek: standard, mnie ostatnio pytali-dlaczego chcę zmienić pracę is trasznie się dziwili na odpowiedź: "nie chcę , tylko dopuszczam taką możliwość"

    •  

      pokaż komentarz

      @dixx: albo "powiedzcie co ciekawego może mi dać praca u was to wtedy będę wiedział dlaczego chcę pracować"

  •  

    pokaż komentarz

    Najlepsze pytanie na rozmowie jakie usłyszałem to - "niech pan powie coś o sobie ale niech pan nie mówi tego samo co inni"

  •  

    pokaż komentarz

    Eeeeeeeee...... najlepsze i tak jest jak przeglądam oferty pracy i jest ogłoszenie typu klient serwisu bla bla bla prowadzi rekrutację na stanowisko bla bla bla.
    Wyślij cv i list motywacyjny. Zastanawiam się jak oni sobie to wymyślili, żeby pisać list motywacyjny nie wiedząc gdzie dokładnie aplikujemy
    Albo LM na stanowisko sprzedawcy w sklepie z ciuchami. Mistrzem pozostanie jednak LM na stanowisko sprzątacza/ki.

  •  

    pokaż komentarz

    Bylem na rozmowie w Poczcie Polskiej. Szukalem pracy tymczasowej (3-6 miesiecy). Stanowisko: kierowca (zolte busy pp). Pani do mnie zadzwonila, zaprosila na rozmowe az do Siedlec. Na pytanie o zarobki dostalem odpowiedz, ze na pewno sie nie zawiode. Na miejscu pytania o ambicje, plany, marzenia, zainteresowania. Miesieczne wynagrodzenie to uwaga uwaga 900 zl brutto za 3/4 etatu na umowie o prace. Myslalem, ze ta cipe udusze. Jade prawie 100 km zeby sie dowiedziec ze proponuja mi 900 brutto. Polowe tego to wydalem na dojazd... Ale po upewnieniu sie ze to nie zart zaczalem pytac o mozliwosc awansu, kursy a nawet zmiany w pracy. W odpowiedzi uslyszalem "wszystko zalezy od oddzialu w panskim miescie". To na cholere jechalem do siedlec skoro i tak nic tam nie wiedza?!

  •  

    pokaż komentarz

    Ja dostałem... Czy umówił by się pan z córka prezesa. Odpowiedziałem zależy czy ładna; roboty nie dostałem :)

  •  

    pokaż komentarz

    Pytania z rozmowy kwalifikacyjnej z czasów studenckich na stanowisko ZMYWACZA(!!!) w jednej z pizzeri w Krakowie:
    - "Co by pan zrobił gdyby wylądował pan na bezludnej wyspie, spędził tam kilkanaście lat i nagle pewnego dnia podpłynął by statek pełen pięknych dziewczyn, jednak byłyby on ludożercami?"
    - "Proszę wymienić 10 alternatywnych zastosować spinacza biurowego"

    Z ostatnich głupich rozmów zapamiętałem jedną. Praca miała być na stanowisku związanym ze sprzedażą.
    - za stołem na rozmowie 3 "specjalistów" od HR, na stole kredki, mazaki, bloki rysunkowe, stare gazety, klocki, nożyczki, bibuły, plastelina, itp. z których trzeba było przygotować na podstawie wywiadu prezentację na temat siedzącego obok kontrkandydata...
    - inne zadanie: na stole leżały kartki z nazwami różnych przedmiotów m.in. pęknięty balon, połamany stojak choinkowy, itp. - po wylosowaniu kartki należało zachęcić kontrkandydata do kupna tego przedmiotu.
    - kolejne: kontrkandydat wymyśla sobie jaką postacią jest, a ja mam przeprowadzić z nim wywiad i określić na tej podstawie kim jest.
    Takich głupich 'zadań' było jeszcze kilka, ale na chwilę obecną nie jestem sobie w stanie ich przypomnieć - dopisze jak tylko mi się przypomną. Podczas całej rozmowy nie zadano żadnych konkretnych pytań odnośnie znajomości branży... Po tym jak usłyszałem pierwsze zadanie miałem ochotę wyjść, ponieważ już wiedziałem że z takimi ludźmi nie chciałbym pracować, ale postanowiłem, że zostanę i posłucham czego to 'specjaliści' od HR jeszcze nie wymyślą.

    •  

      pokaż komentarz

      @mat1984: a nie kazali dotknąć nosa językiem? :)

    •  

      pokaż komentarz

      @ppukki: myślę, że mogli kazać na drugim etapie do którego stety nie przeszedłem (podejrzewam, że to przez lekko olewcze podejście do ich zadań) :)

    •  

      pokaż komentarz

      @mat1984: Dlaczego uważasz, że te zadania są głupie? Tylko dlatego, że opierają się na konwencji "humorystycznej" to od razu są głupie i zbędne?

    •  

      pokaż komentarz

      @mat1984: Mógłbym rozprostować ten spinacz i wbić go pani/u 10 razy w oko.

    •  

      pokaż komentarz

      @ArchetypCienia: odpowiem na pytanie odnosząc się do drugiej opisanej przeze mnie rozmowy (stanowisko w dziale sprzedaży/duża firma notowana na gpw). Więc tak: jeśli poszedłbym na rekrutację do teatru, redakcji gazety, telewizji, portalu internetowego, na przedszkolankę, animatora zabaw dziecięcych, itp. itd. to jak najbardziej takie zadania są na miejscu, ale w firmie w której rozmowę przechodziłem nigdy czegoś takiego bym się nie spodziewał. Po prostu uważam, że takie rzeczy są śmieszne. Człowiek uczy się całe życie, dokształca, zna branżę od podszewki, a idąc na rozmowę do poważnej firmy każe mu się udawać dziennikarza, robić wycinanki czy też lepić z plasteliny. Domyślam się, że takie coś ma pokazać jak kandydat zachowuje się w sytuacjach nietypowych i jaki radzi sobie z trudnymi pytaniami, ale wg mnie nigdy takie coś nie zda egzaminu. Człowiek wówczas i tak zachowuje się sztucznie. Reasumując: dokładnie tak jak napisałeś - uważam, że takie zadania są głupie i nigdy zdania nie zmienię. Co do drugiego pytania to popieram jeśli w trakcie rozmowy znajdą się jakieś elementy humorystyczne, ale żeby od razy takie "śmieszne" zadania stanowiły 90% czasu trwania całej rozmowy? Znaczna przesada.

  •  

    pokaż komentarz

    Czy jest Pan spokrewniony lub spowinowacony z naszym szefem?

  •  

    pokaż komentarz

    Jak to możliwe, że nigdy nie trafiłem na rozmowę z panią z HR? Zawsze był to jakiś kierownik działu/dyrektor/inny pracownik. Jedyna teoria jaka przychodzi mi do głowy to taka, że kwalifikacje wypisane w CV były zbyt niskie by jakaś pani z HR wzięła je pod uwagę:)
    #tylestracic

  •  

    pokaż komentarz

    Niestety, ale przy takim bezrobociu pracodawca może przebierać w chętnych jak chce. Na niektórych rozmowach można się poczuć jak u psychologa. Ilość chętnych do pracy powoduje, że czasami pracodawca ma gdzieś pracowników, bo przecież na Twoje miejsce czeka kilku innych i powinieneś dziękować, że możesz pracować za te kilka groszy.
    Byłem kilka miesięcy temu na rozmowie kwalifikacyjnej, rozmowa jak rozmowa, niczym się nie wyróżniała. Powiedzieli, że praca standardowo pn-pt po 8h, z tym że w piątek czasem trzeba zostać dłużej bo "jest więcej roboty". Ile dłużej zależy od tego jak szybko będziesz zapierdzielał. Oczywiście nadgodziny nie są płatne, a pensja 1500zł brutto.
    Po kilku tygodniach dostałem telefon:
    - dzwonię z firmy ..., czy jest pan jeszcze zainteresowany ofertą pracy?
    - tak, jestem, a na jaki okres jest umowa?
    - to pan nie wie? Przecież był pan na rozmowie! Jest pan zainteresowany czy nie?

    Dalej szukam pracy.

    •  

      pokaż komentarz

      @Karst: cóż, jak niektóre firmy tak szukają pracowników, to najczęściej balansują na poziomie opłacalności interesu, albo nie potrzebują wykwalifikowanych i oddanych pracowników, bo każdy może z marszu pełnić obowiązki pracownika. tak czy inaczej, i tak firma się prawdopodobnie nie rozwija, a pracowanie w niej na dłuższą metę nie ma sensu.

    •  

      pokaż komentarz

      @UlfNitjsefni: Nie byłem znowu takim pierwszym z ulicy kandydatem, bo szukali spedytora, a ja ukończyłem logistykę i kilka miesięcy wcześniej miałem staż na podobnym stanowisku w innej firmie. Mi się wydaje, że albo po prostu mają w dupie pracowników, albo specjalnie szukają takich, którymi można łatwo manipulować czy pomiatać. Każesz takiemu coś zrobić czy zostać po godzinach to to zrobi, bo się będzie bał. I najgorsze jest że znajdą takich, którzy się na to zgodzą np. z powodu ciężkiej sytuacji finansowej.

    •  

      pokaż komentarz

      @Karst: Trzeba było wziąć - i do Sądu Pracy iść. ;)

  •  

    pokaż komentarz

    <cool story>
    Ciotka opowiadała mi o rozmowach kwalifikacyjnych jakie przechodziła w latach 90' na sekretarkę. Pan, dyrektor, przeprowadzający rozmowę zadawał najpierw ogólne pytania a potem np. kazał zadzwonić do swojej własnej żony i przekazać, że chce z nią rozmawiać. Potem się okazało, że miało to na celu sprawdzenie jak będzie przeprowadzona rozmowa, czy potencjalny pracownik przedstawi się, powie o co chodzi, czy tylko powie "mąż chce z panią rozmawiać". Kiedyś kazał jakiejś paniusi napisać przepis na zupę pomidorową, aby sprawdzić jak sobie poradzi i zachowa w abstrakcyjnej sytuacji. Ta się obruszyła i pracy nie dostała.
    </cool story>

  •  

    pokaż komentarz

    kiedys pamiętam na jednej z rozmów kwalifikacyjnych miałem pytanie, "kogo NIE zabralbym na pięcioosobową szalupę bezpieczeństwa sposród siedmiu rozbitków: siebie, kapitana, majtka, gwiazdy filmowej, starca, i kobiety z dzieckiem" i miałem uzasadnić dlaczego.

    Gdy odparłem, że zwyczajnie bym losował, bo każdy tak samo zasluguje na zycie, to babka z firmy rekrutacyjnej z dziesięc minut wertowała wskazówki do zadania, po to by w końcu z zakłopotaniem dodać: "no, ale jakby nie można było losować"........
    Chyba jakas glupia, halo? O grze w marynarza nie slyszała? Losować zawsze można.
    Ale ona ciągle sie upierała, że mam koniecznie wybrać, dodając tym razem, że wyboru mam dokonać w taki sposób, by dać rozbitkom jak największe szanse na przetrwanie.
    No to powiedziałem, że kobiety z dzieckiem bym nie zabrał, bo kobieta dla ocalenia życia swojego dziecka byłaby bez chwili wahania w stanie narazić całą resztę.
    Babka spojrzała na mnie, jakby chciała mnie zabic i dopiero wtedy dostrzegłem, że ma na biurku zdjęcie swojego bobaska.
    Pracy nie dostałem.

    •  

      pokaż komentarz

      @dzikireks:

      No to powiedziałem, że kobiety z dzieckiem bym nie zabrał, bo kobieta dla ocalenia życia swojego dziecka byłaby bez chwili wahania w stanie narazić całą resztę.
      Babka spojrzała na mnie, jakby chciała mnie zabic i dopiero wtedy dostrzegłem, że ma na biurku zdjęcie swojego bobaska.
      Pracy nie dostałem.

      Jesteś moim idolem, witam w klubie niechęci do roszczeniowych młodych matek ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Najzabawniejsze są oczywiście rozmowy kwalifikacyjne w miejscach takich jak sieci sklepów odzieżowych, call center, wszelkiej maści fast foody itp. Człowiek idzie, bo potrzebuje jakichkolwiek pieniędzy, a miła pani rekrutująca zadaje pytania z pozycji pracodawcy marzeń. Jak tu być szczerym człowiekiem...

  •  

    pokaż komentarz

    Mała polemika, nieco od drugiej strony. Może komuś się przyda na następną rozmowę:

    1. Dlaczego zdecydował się pan aplikować akurat do naszej firmy?

    W ten sposób można dowiedzieć się, czy oprócz tego, że szukasz jakiejkolwiek pracy cokolwiek innego motywuje Cię do pracy akurat u nas. Z założenia nie szuka się pracownika, który za miesiąc pójdzie gdzie indziej, więc dobrze, żeby znalezienie jakiegokolwiek zatrudnienia nie było jedynym motywem poszukiwania pracy.

    2. Dlaczego rozstał się pan z poprzednim pracodawcą?

    Przyczyny rozstania z poprzednim pracodawcą to prognoza na ewentualne problemy przy współpracy z przyszłym

    3. Co się panu podobało w korpo?
    4. Co się panu nie podobało w korpo?

    To pytanie ma na celu zbadanie Twoich preferencji i weryfikację czy w nowej firmie Ci się będzie podobało, czy raczej po 3 miesiącach pójdziesz gdzie indziej + ogólne zbadanie Twojego nastawienia do pracy.

    5. Dlaczego ma pan miesięczną przerwę w zatrudnieniu w 1963?

    O miesięczną przerwę raczej nikt nie będzie pytał ale o roczną już tak. Osoba pozostająca rok poza rynkiem pracy z dużym prawdopodobieństwem nie wskoczy od razu na wysoki poziom efektywności.

    6. Pana mocne strony?

    Chwalimy się. 5 min na naszą reklamę. To logiczne, że pracodawca chce usłyszeć co mamy mu do zaoferowania.

    7. Pana słabe strony?

    Trochę podchwytliwe. Pierwszym krokiem do rozwoju jest identyfikacja obszarów do poprawy. To pytanie ma na celu ocenę na ile w danej osobie jest skłonności do autorefleksji i jaka jest jej zdolność samooceny.

    8. Czy na projekcie ABC uważa pan, że się rozwinął?

    Odpowiedź monosylabą nie jest wskazana. Ważne jest uzasadnienie - czy rozumiesz swoje kompetencje i ich zastosowanie.

    9. Pana oczekiwania finansowe?

    W Polsce jest taki zwyczaj, że kandydat podaje kwotę. Zawsze trzeba mieć to przemyślane na rozmowę, przy czym można próbować wybadać jaki priorytet mają oczekiwania finansowe.

    10. Czy dysponuje pan referencjami od pracodawcy U, V, X, Y i Z?

    Niestety mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ponad 30% tego co ludzie wpisują w CV to zwyczajne kłamstwa.

    11. Bardzo dziękuję za spotkanie (...)

    Spotkania z kilkunastoma ludźmi zajmują trochę czasu i dlatego warto uzbroić się w cierpliwość. Niemniej jednak zawsze można zapytać o termin odpowiedzi i numer kontaktowy do osoby prowadzącej temat.

    Do tego odpowiadając na powyższe pytania między wierszami rekruter stara się ustalić:
    1. Twoją faktyczną motywację do podjęcia pracy.
    2. Czy jesteś konfliktowy.
    3. Czy jesteś świadomy swoich możliwości i słabych stron
    4. Jak będziesz pracował w zespole.
    5. Stara się wyłapać wszystkie oznaki przyszłych problemów.
    6. Ocenia spójność wypowiedzi, żeby ocenić czy nie ściemniasz.
    7. Ocenia poziom i sposób Twojej komunikacji werbalnej.

    •  

      pokaż komentarz

      10. Czy dysponuje pan referencjami od pracodawcy U, V, X, Y i Z?

      Niestety mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ponad 30% tego co ludzie wpisują w CV to zwyczajne kłamstwa.

      @x-odus:
      A co w przypadku pracy na czarno? Powinno się takie coś wpisać w CV?

    •  

      pokaż komentarz

      @x-odus: Przecież i tak nikt normalny nie udzieli szczerej odpowiedzi, jeśli coś ma do ukrycia! Stąd absurd i bezsens większości tych pytań.

    •  

      pokaż komentarz

      @x-odus: taaa ten zwyczaj podawania kwoty uposażenia w Polsce to juz od czasów Mieszka I istnieje.

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @nico112:

      A co w przypadku pracy na czarno? Powinno się takie coś wpisać w CV?

      Tak. Jest to Twoje doświadczenie zawodowe więc zawsze na Twój plus. Oczywiście nie pisz, że była to praca na czarno (na CV nie pisze się jaka była forma zatrudnienia). Na rozmowie możesz tylko napomknąć o tym, że z tej pracy nie masz świadectwa bo nie byłeś zatrudniony na umowę tylko inaczej - jak będziesz w stanie sensownie i spójnie opowiedzieć co tam robiłeś to Twoje doświadczenie zostanie raczej uznane.

    •  

      pokaż komentarz

      @ppukki: Zawsze możesz na rozmowie powiedzieć, że nie podasz swojej stawki - powołaj się przy tym, że za Mieszka I się nie podawało.

    •  

      pokaż komentarz

      @x-odus:
      Dobra odpowiem Ci, bo na studiach albo w twoich poprzednich firmach naopowiadali ci jakichś bzdur. Spróbuje Ci to przedstawić z mojej perspektywy
      ponad 8 lat doświadczenia w różnych firmach. Generalnie IT
      AD1:
      A co mnie innego interesuje, jeżeli mam doświadczenie, umiejętności i staż jeżeli nie pieniądze? Po co do Ciebie przyszedłem - dla przyjemności? - w poprzedniej firmie było przyjemnie, może się nudzę w domu? NIE, przyszedłem do Ciebie ZARABIAĆ. CHCE U CIEBIE PRACOWAĆ BO PŁACISZ 30% WIĘCEJ NIŻ POPRZEDNIK. W momencie rozmowy kwalifikacyjnej, do momentu podpisania umowy(dowolnej) możesz mi zaproponować jako pracodawca tylko wysokość dochodu - bo z mojego doświadczenia(nie obraź się) wynika, że wszystko inne wpisane w twoją ofertę zatrudnienia to mniejsze lub większe kłamstwa lub niedomówienia.
      szkolenia, premie - YETI wszyscy słyszeli ale nikt jeszcze nie widział, albo premia była tak wysoka że nie dostrzegłem jej w mojej pensji
      benefit, opieka medyczna - dobrze zarabiam, kupie sobie sam
      miła atmosfera - tak wszyscy są mili(może poza twoim przełożonym)
      nauka języka - no jest godzina w tygodniu, ale zaczynamy od podstaw - bo pozostali nie mieli J. angielskiego w szkole, co z tego że ty jesteś zaawansowany.
      I tak dalej - no jest nie odpowiada Ci? spoko za rok znowu od początku bo rotacja jest taka że za 2 miesiące będzie trzeba od zera zaczynać bo dojdą nowi.

      W ten sposób można dowiedzieć się, czy oprócz tego, że szukasz jakiejkolwiek pracy cokolwiek innego motywuje Cię do pracy akurat u nas.
      A co ty jesteś Google, Facebook, HP, IBM, Allegro? Jeżeli tak to może motywować mnie marka Twojej firmy a innym "leaderom branży" dziękuje, nie piszcie tego bo to wygląda niepoważnie,
      napisz tak: jest projekt, jest robota do zrobienia, płacimy tyle i tyle, oferujemy: dochód, kawę, herbatę, cukier, wygodne biurko i dobry komputer i tak jest OK, a nie leader branży jakiejś tam, wiodąca firma w czymś tam i tak dalej - ad1. KASA!

      Z założenia nie szuka się pracownika, który za miesiąc pójdzie gdzie indziej, więc dobrze, żeby znalezienie jakiegokolwiek zatrudnienia nie było jedynym motywem poszukiwania pracy.
      Hej człowiek co ty gadasz - ty nie szukasz, a i ja z założenia nie szukam pracodawcy, który zwolni mnie po miesiącu pracy ale nie mam takiej pewności - to jest ryzyko obu stron, ja podejmuję ryzyko ufając Tobie i tak samo z drugiej strony. Czy mi się spodoba - okaże się po pierwszym miesiącu - ty mi nie powiesz - "będziesz miał kierownika, który jest dobrym specjalistą - ale w relacjach z ludźmi jest dupkiem" - sprawdzę to Sam przez pierwszy miesiąc, dowiem się jaka jest rzeczywiście atmosfera i tak dalej.

      Cytowany tekst...2. Dlaczego rozstał się pan z poprzednim pracodawcą?
      - to w brew pozorom ma sens - ale najczęściej to będzie bo płacił 30% mniej niż wy

      3. Co się panu podobało w korpo?
      4. Co się panu nie podobało w korpo?

      Te pytania mają sens jeżeli masz pracownika, który w korpo pracował - jak nie naopowiada bzdur.

      6. Pana mocne strony?
      stary nie umiesz czytać? zajrzyj do mojego CV, zweryfikuj moją wiedzę lub przyjmij ją za pewnik, jak nie potrafisz zweryfikować.

      7. Pana słabe strony?
      bez jaj, jak mi będzie zależało to ich nie będę miał - a przynajmniej ty się o nich nie dowiesz, o mam dobrą samochwała ;]

      czy rozumiesz swoje kompetencje i ich zastosowanie.
      ehem a po ch* aplikuje na to stanowisko? czy ty przeczytałeś moje CV że mnie tu zaprosiłeś?

      9. Pana oczekiwania finansowe?
      oszczędź mój czas(swojego nie musisz szanować - twoja sprawa) i napisz to. Ja w CV przedstawiłem swoje plusy i minusy - aby być fair play podaj zakres zarobków.
      A nie:
      Jadę do dużej firmy, rekrutują mnie 3 godziny pomiędzy 12-15 w dzień roboczy na drugim końcu miasta - ja biorę dzień wolny i kiedy przychodzi co do czego okazuje się, że mają za mały budżet! Odpowiada nam Pan kompetencyjnie ale czy zgodzi się Pan pracować za "aktualne zarobki" lub "aktualne-500zł"
      K* i jak tu się nie wk* - pół dnia urlopu - 50% mojej dniówki w kosmos - bo taki w Polsce zwyczaj

      10. Czy dysponuje pan referencjami od pracodawcy U, V, X, Y i Z?
      no tak, z żadnym kierownikiem nie pożarłem się aż tak żeby mi świnię podłożył i nie udzielił dobrych. W Polsce referencje nie działają - przynajmniej z mojego doświadczenia, zamiast referencji szukaj ludzi z polecenia przez pracowników etc.

      Niestety mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ponad 30% tego co ludzie wpisują w CV to zwyczajne kłamstwa.
      - telefon to taki wynalazek fajny, że możesz przefiltrować wstępnie kandydatów - odpadną niekomunikatywni, odpadną kłamcy - oszczędzisz czas na dojazd oraz pracę sekretarki która musi przygotować kawę dla twojego gościa

      11 - ja się już przedstawiłem(patrz moje CV) więc daj mi swoją wizytówkę - w innym wypadku moja ofertą pracy dla Ciebie może być nieaktualna jak już się zdecydujesz a jak będę miał do Ciebie kontakt to przynajmniej odwołam swoją kandydaturę - wizytówki nie są takie drogie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Jacolex: W 9/10 przypadków nie jesteś w stanie ściemnić w sposób spójny na wszystkie pytania a dobry rekruter powinien to wyłapać. W pewnym sensie te pytania to takie tematy startowe, żeby pogadać o tematyce pracy.
      Masz zatrudnić człowieka, z którym będziesz przebywać 8h dziennie (ty, albo ktoś inny w Twojej firmie) do tego będzie Cię to kosztowało kilka tysięcy miesięcznie - oczywiście możesz go zatrudnić tylko za to, że przyszedł, według mnie jednak, należy zrobić wszystko aby jaknajwięcej się o człowieku dowiedzieć.

    •  

      pokaż komentarz

      @x-odus: Osoba, która ma za sobą kilkadziesiąt rozmów potrafi z pamięci wyrecytować gotowe regułki w odpowiedzi na każde pytanie.

    •  

      pokaż komentarz

      A co w przypadku pracy na czarno? Powinno się takie coś wpisać w CV?

      @nico112:
      Raczej się tego nie wpisuje, ale zawsze możesz się tym pochwalić na rozmowie. Referencji też raczej z tej firmy nie przedstawisz :)

    •  

      pokaż komentarz

      @ppukki: może chodzi w jaki sposób skłamiesz, to może dużo o Tobie powiedzieć, serio :)

  •  

    pokaż komentarz

    Ja na rozmowie kwalifikacyjnej na stanowisko programisty miałem powiedzieć/narysować jak zaprojektowałbym wnętrze pojazdu (kierownica, zegary, manetki) dla niewidomego kierowcy. WTF?

    •  

      pokaż komentarz

      @Raver: ja miałem kichnąć na zawołanie... "prosze teraz kichnąć"... normalnie gdybym spalił jointa to bym kichnął dla jaj ale w takiej sytuacji, bedąc zupełnie poważnym ta prośba była zabójcza dla mojego mózgu bo do dziś ją pamiętam ;)

  •  

    pokaż komentarz

    @Farquart , rewelacyjny tekst a jakże prawdziwy, nieraz by się tak chciało odpowiedzieć ;)
    Moje cool story:
    Rozmowa kwalifikacyjna, dużą firma, wiele oddziałów w kraju, rekrutacja na stanowisko młodszy administrator it, 3 rekrutujących (kadrowa jakaś, manager it, informatyk):
    "Czy uważa pan, że pana matka jest dobrą osobą?" WTF?
    "Czy rodzice dobrze pana wychowali?" WTF?
    I tak przez jakieś półtorej godziny, pani z kadr sadzi takimi pytaniami. Z dziedziny it były 3 (słownie trzy!) pytania zadane przez managera. Jak kobita doszła do pytania z czego jestem najbardziej dumny w życiu to jej powiedziałem, że z mojej dziewczyny. I wtedy zwątpili.
    Albo pytanie: "Jak pan uważa, jakie panują stosunki w naszej firmie między działem it, a działem handlowym?" Aż się chciało odpowiedzieć "Chuj jeden wie, jak mnie przyjmiecie to je poznam i będę wiedział".
    Rozmowy "kwalifikacyjne" to jedna wielka szydera - czasem odnoszę wrażenie, że są one tylko po to, że tak jest "ładnie", a przyjęty zostanie i tak ktoś po znajomości.
    Byłem ostatnio na jednej rozmowie - bank, stanowisko informatyk (1 miejsce do obsadzenia). Mój "numer kandydata" - 149, ilu po mnie tego nie wiem. Witki mi opadnęły w tym momencie...

    •  

      pokaż komentarz

      @OperatorHydrolokator: Ja też miałem dobre pytania w pewnym koreańskim korpo na to samo stanowisko. "Czym musi charakteryzować się dobry menedżer?", "Jakie powinny być stosunki menedżera z pracownikami?". No jakbym to wiedział to bym był menedżerem a nie informatykiem. Oczywiście rozmowa z szefem działu IT poszła w 100% dobrze (po angielsku), on sam już mnie pytał kiedy mam kolejne rozmowy i będę mógł przyjść do pracy. Jednak poległem na czwartej rozmowie, kiedy przyszedłem z gorączką i dostawałem same pytania w stylu tych wymienionych wcześniej. Oczywiście to, ile firma może zaoferować pod względem finansowym to był do samego końca temat tabu.

      Teraz pracuję w małej firmie, gdzie podali uczciwie warunki finansowe w ogłoszeniu, a warunkiem przyjęcia było rozwiązanie zadań programistycznych przygotowanych przez innego pracownika. I z tej perspektywy bardzo się cieszę, bo mam paru znajomych w tamtym korpo i porównując nasze relacje to mam tu bardzo dobre warunki pracy.

    •  

      pokaż komentarz

      @OperatorHydrolokator: podobna sytuacja "jak maiłbyś być kolorem i dlaczego". Zajebiste ważne pytanie podczas rekrutacji programisty

  •  

    pokaż komentarz

    To jak wspomniałeś o rotacji w firmie i zakompleksionym fiutku przypomniało mi o poprzedniej pracy.

    Pracowałem swego czasu przez 3 miesiące w firmie badawczej (jestem z zawodu socjologiem i nie!, nie chciałem pracować w McDonaldzie ;) ). Moim menadżerem była kobieta (żeby nie było... nie mam nic przeciwko kobietom na takim stanowisku), której kompleksy wypływały uszami. Raz zdarzyło się, że skrytykowała mnie w obecności pracowników i poprosiłem ją o rozmowę na osobności. O dziwo przeprosiła mnie i przyznała się do błędu! Innym razem - to było podczas rekrutacji - powiedziała, że będę wykonywał zadania jakie przypisane są specjaliście ds. badań. Byłem tak uradowany, że tydzień później gdy uczestniczyłem w zebraniu całej firmy zaprezentowałem się jako młodszy specjalista ds. badań. Po czym głos zabrała menadżer i powiedziała, że chyba doszło do jakiejś pomyłki, bo ja pracuję na stanowisku asystenta, a nie specjalisty! Nie muszę mówić jak się wtedy poczułem.

    Moi współpracownicy w firmie nie byli lepsi, ale to już inne historie :)

    •  

      pokaż komentarz

      @paszko_M: Co myślało się, że się Boga za kostki złapało :> :D

    •  

      pokaż komentarz

      @paszko_M: Sam się dziwię, jakich matołów trzymają na stanowiskach kierowniczych.

      Ostatnio w mojej firmie doszło do różnych restrukturyzacji i podziękowano dwóm wysoko postawionym paniom (nie z mojego działu). I choć nie zatrudniono nikogo w zamian (nie wiem jakie są plany), to i tak wszyscy są zadowoleni, bo nikt ich pracy już nie sabotuje.

    •  

      pokaż komentarz

      zaprezentowałem się jako (...)

      @paszko_M: a na umowie o pracę nie miałeś napisane jak masz się prezentować?

    •  

      pokaż komentarz

      @medevacs: Umowa była podpisana przeze mnie chyba jakoś po feralnym spotkaniu ze współpracownikami firmy. Poza tym do umowy zlecenie był doczepiony zakres moich obowiązków bez podania nazwy stanowiska. Notabene nie powinienem tytułować się w takim razie, że pracuję na jakimkolwiek stanowisku, tylko wypełniam zadania np. młodszego specjalisty ds. badań (tak jak powiedziała mi szefowa na spotkaniu rekrutacyjnym, na którym dowiedziałem się też, że jestem przyjęty). Nie zmienia to faktu, że manager popełniła faux pas a ja spaliłem buraka na spotkaniu. Szefowa oczywiście przyszła po spotkaniu tłumacząc mi, że doszło do nieporozumienia chyba... Na co ja odpowiedziałem, że tak przedstawiła zakres moich obowiązków. Jedyne wytłumaczenie jakie usłyszałem to, że nie jestem tutaj na żadnym stanowisku i że mam zarobki jak asystenci a nie specjaliści.

      Swoją drogą nie wiem czy to, że pozwoliłem sobie na pewnego rodzaju buńczuczność nie wpłynęła na to, że po niedługim czasie podziękowano mi za współpracę w sposób też dyskredytujący firmę (trzymano mnie do samego końca umowy i z dniem kiedy kończyła mi się umowa podziękowano mi za współpracę - zwykle co miesiąc miałem nową umowę na zlecenie podpisywaną).

      Żeby nie demonizować, to dopowiem, że dużo rzeczy się nowych tam nauczyłem, które wykorzystuje po dzień dzisiejszy w swojej aktualnej pracy. Uważam, że w każdym - nawet najmniej sprzyjającym okresie zawodowym - można nauczyć się czegoś wartościowe :)

    •  

      pokaż komentarz

      @paszko_M:

      To jak wspomniałeś o rotacji w firmie i zakompleksionym fiutku przypomniało mi o poprzedniej pracy.
      Komu nie przypomniało ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Przypomina mi się moja rozmowa kwalifikacyjna na zacne stanowisko magazyniera, trwała godzinę i 20 minut, pan prezes to jakiś oszołom, ma cv przed nosem a kazał mi mówić gdzie i kiedy pracowałem, więc recytowałem mu swoje cv, rozmowa miała przebieg taki, jakbym kandydował na jakiegoś dyrektora, a to jedynie magazynier na 4 zmiany, oczywiście były głupie pytania czy umiem liczyć np. do 10 bo do 100 też by się przydało ale zawsze można 100 podzielić na "dziesięć dziesiątek" dlatego jest to wymóg konieczny, umieć liczyć do 10 ... i jeszcze szyderski wzrok i pytanie "umie pan?"

    Po tym pytaniu wyluzowałem i zacząłem niepoważnie traktować tego gościa, który też przeglądając moje cv stwierdził że jestem "skoczkiem" nie biorąc pod uwagę zapisów że w jednej firmie byłem 2,5 roku w drugiej półtora a w ostatniej pracuję do dziś, lecz 2 do max 3,5 godz. dziennie za pieniądze rzędu 1500 na rękę tyle, że w godzinach nocnych ale zakład 300m od domu, dlatego mu zaznaczyłem, że chcę tam pracować dalej a szukam innej pracy by dorobić, koleś jakiś nienormalny bo powiedział że umowa zlecenie to gówno nie umowa on mi da o pracę za 1450 ale mam WSZYSTKIE ŚWIADCZENIA !!!!!!!!!!! hahahha rozbawiło mnie to, bo logicznie rzecz biorąc mam robotę za "półtoraka" bez dojazdów, kilka godz dziennie a tu nagle mam zrezygnować na poczet zakładu oddalonego o ok 32 km w dwie strony, na 4 zmiany po 8 godz, z zaznaczeniem że nadgodziny często się "trafiają", z możliwością premii, której w tym zakładzie nikt nie widział (opinia z portalu internetowego), za 1450 zł :D czyli regres w moim przypadku, bo same dojazdy i eksploatacja auta wyniosą tyle że nie wiem czy by mi 1000 zł na ręce zostało.

    •  

      pokaż komentarz

      @Grzechue: wiesz, z tym liczeniem to też się śmiałem, aż mój znajomy nie szukał pracy i trafił właśnie na oferte kontrolera paczek w jakimś sklepie wysyłkowym czy coś i jednym z warunków był test z liczenia w zakresie 100 - zadania typu 12 + 43, 15-4+42-2+6, etc. Sam test odbywał w jednej sali z paroma innymi kandydatami..no i po wyjściu tamci pytali go, ile miał błędów, bo oni zrobili tylko kilka pierwszych, bo brakło czasu i mają różne wyniki etc.

  •  

    pokaż komentarz

    Najlepsze są te testy osobowościowe i pytania w stylu: "Pani stosunek do alkoholu?"; 'Czy denerwuje się Pani czasami?"; "Czy zdarza się Pani podnieśc głos?". Idealny kandydat to ten, który odpowie: nie pije, nie denerwuję się, nie podnoszę głosu nigdy. Tak więc albo kłamiesz i dostajesz wymarzone stanowisko, albo mówisz prawdę i odchodzisz szukając firmy, gdzie testami osobowościowymi można... (kończyc chyba nie muszę). ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Mnie denerwują pseudo psychologiczne pytania na rozmowach o pracę. Prawie 3 lata temu urząd pracy wysłał mnie na staż do pewnej firmy, którą nazwę zaraz ujawnie. Tam dostałem pytanie: czy chciałby Pan wynaleźć lekarstwo na raka. Ja się zdziwiłem bo nie rozumiałem na jakim celu ma to pytanie. Ale odpowiedziałem tak i chciałem powiedzieć argumenty dlaczego ale Pani mi przerwała i zadała kolejne dwa idiotyczne pytania w tym stylu. Już nie pamiętam jak one brzmiały.. Tak się zastanawiałem co ona może po trzech moich odpowiedziach zamkniętych wywnioskować o mnie z punktu psychologicznego? Po tych pytaniach wiedziałem, że nie chce tam pracować. Teraz czas pokazał, że dobrze się stało.. bo ta firma to było Amber Gold...

  •  

    pokaż komentarz

    Jeszcze mi sie przypomnialo pytanie: czy lubi pan alkohol? Odpowiedzialem, ze nie. A uprzejma pani z usmiechem rzekla "jakos nie wierze". Ja w szoku wytracony zupelnie z rytmu pytam po co w takim razie padlo to pytanie i na jakiej podstawie uwaza ze klamie. Odpowiedz mnie rozbawila "kazdy lubi pic". Pozdrowilem i wyszedlem.

  •  

    pokaż komentarz

    Kilka miesięcy temu pracowałem w korporacji. Była tam też szefowa HR w oddziale, która była tak negatywną osobą jakiej jeszcze nigdy nie spotkałem. Potrafiła doprowadzić do szału nawet największych luzaków i najspokojniejszych pracowników. Wielu mówiło już o zmianie pracy, bo kobieta naprawdę potrafiła codziennie uprzykrzać życie. Wszyscy jednak wiedzieli, że miała małe problemy z angielskim, bo na rozmowy kwalifikacyjne zaprawszała innego pracownika, który władał nim biegle. Kiedyś obróciło się to przeciwko niej, kiedy wystawiła ogłoszenie:

    (nazwy stanowisk przychodziły z UK, ona miała to przetłumaczyć i wystawić ofertę w Polsce) Przyszło z UK, że potrzebujemy "project operator", bo firma realizowała projekty związane z obsługą logistyczną firm.

    Dzielna pani Hr wystawiła:

    Firma XXXX poszukuje OPERATORA PROJEKTORA.

    Poszło to na wszystkie portale, no i pani hr, ku uciesze absolutnie wszystkich w firmie straciła pracę. Nawet zgłosiło się kilku gości w sprawie tej obsługi projektora :P

    Miałem też kiedyś staż w Parlamencie Europejskim i przyszło CV jakiegoś człowieka z Polski. Okazało się, że CV mogło być napisane po polsku. On jednak chciał wypaść lepiej i napisał po angielsku. Uwaga, rubryka języki obce:

    "English - liquid " :D

  •  

    pokaż komentarz

    Najbardziej wk$$#iajace pytanie: Prosze nas przekonac ze nadaje sie Pan na to stanowisko.

  •  

    pokaż komentarz

    Ja opowiem własne doświadczenie: Na studiach szukałem praktyk prawniczych i nigdzie nie mogłem nic sensownego znaleźć po za praktykami polegającymi: przynieść, zanieść i pozamiataj lub zrób kawę. Aplikowałem do kilku Kancelarii międzynarodowych. Płatne praktyki, fajne case studies itd. Rekrutacja kilku etapowa. Pierwszy etap: test językowy na poziomie filologii angielskiej, do tego angielski prawniczy, który żeby umieć trzeba parę lat popracować (a ja nie miałem doświadczenia), do tego krótkie interview z Native speakerem po angielsku. Drugi etap: rozmowa z HRem. Pytania takie jak w wykopalisku - równie dziwne i beznadziejne momentami. Trzeci etap: rozmowa z HRem i Partnerem, który jest szefem działu, do którego aplikowałem. Dopiero tutaj były pytania merytoryczne chociaż dość wymagające gdyż nie miałem doświadczenia i dlatego szukałem praktyk aby je zdobyć. Udało się! Przyjęli mnie... a praca: 10-12h, 10 zł za roboczogodzinę, a czasami przez kilka dni nic nie dawali do roboty więc było się na zero i ciągle siedziałem na kompie nic nie robiłem. Czasami widziałem jakieś dokumenty więc przydawała się i taka wiedza poglądowa. Ogólnie.. totalny wyścig szczurów. Wyszedłem do toalety, zostawiając na biurka zlecenia dla mnie od Prawników, wróciłem.. ich już nie było. Koledzy i koleżanki obok siedzące zabrali i udawali, że nic się nie stało.. oni dostali robotę i kasę, a ja nic. Wyścig szczurów. Żenua.

  •  

    pokaż komentarz

    "cool story" znajomego ze studiów.

    Po skończeniu studiów jak większość z tych którzy kończyli ten kierunek (inżynieria środowiska) bez mamusi, tatusia, cioci, wujka w branży - pracy znaleźć nie mógł. Któregoś dnia dzwoni do niego jego z kolei znajomy i mówi: "Słuchaj, będzie u nas (u nas = wielga koroporacyja mająca swój główny oddział we Wrocławiu") rekrutacja do IT, nie ma wielkich wymagań, a Ty jak pamiętam jesteś dobry w te klocki i umiesz trochę programować. Wyślij CV, nie obiecuję nic, choć mam niewielki wpływ na to kto zostanie zaproszony". Wysłał, zaprosili go. Kumpel więc się dogadał z tym drugim co do tego ile sobie życzyć (zalecił mu 2500 brutto na start), co do rozmowy powiedział tylko: "spoko, nic się nie bój".

    I się zaczęło. Kumpel na to banalne stanowisko (widziałem tą ofertę, coś w rodzaju helpdesku IT, wymagania spełniał co drugi ogarnięty z komputerem człowiek znający dobrze język angielski) przeszedł przez 4 (jak dobrze pamiętam) etapy rekrutacji. Został przemaglowany z całego życiorysu, z liceum i maturą na czele, oczywiście standardowe korporacyjne pytania były na porządku dziennym. Rozwiązywał jakieś dziwne testy, przedziwne zadania wyglądające jak kompletnie nie związane ze stanowiskiem na które aplikował, itp, itd. W zasadzie to HuRwy najmniej interesowały go jego umiejętności potrzebne na tymże stanowisku... A największym problemem było to że... nie mogą go znaleźć na Facebooku. Kumpel oczywiście konto ma, ale pod fałszywymi danymi. Do jego posiadania się nie przyznał. na koniec wymagania finansowe: rzekł - 2500 brutto, tak jak zalecił mu jego znajomy.

    Konkluzja tego wywodu? Pracy nie dostał. Jego kumpel potem do niego dzwonił i narzekał że pracę ostatecznie dostał jakiś pajacunio który w trakcie rozmowy wręcz był gotów podjąć przez 3 miesiące próbne pracę w formie stażu albo bezpłatnych praktyk, nie umiał prawie że nic, angielski u niego kulał, a ostatecznie dostał do ręki minimalną korporacyjną stawkę tej firmy, czyli jakieś 2000 brutto.

  •  

    pokaż komentarz

    Rozumiem rozgoryczenie autora, przechodzę przez to samo. Poniżej moje dziwne sytuacje/pytania:
    1. Dlaczego odbyła Pani tak dużo praktyk?
    - ??
    2. Czy zastąpiłaby Pani koleżankę na stanowisku administracyjnym (rozmowa dotycząca stanowiska "stażystko-asystentki" z dożywotnią umową o dzieło, w ogłoszeniu tylko wspomniano o zainteresowaniach marketingiem)?
    - trzeba być elastycznym, więc nie widzę problemu w tymczasowym zastępstwie itp. itd..
    - bardzo się na Pani zawiedliśmy - Pani chce się rozwijać w firmie, a nie w marketingu...
    3. Czy mogę się dowiedzieć, jakie etapy rekrutacji mnie czekają? Chciałabym się przygotować.
    - nie
    4. Rozmowa z paniami z działu X - jedna gada, druga się głupio uśmiecha, kiwa głową i gra na swoim AJFONIE. Co mam sobie o tym pomyśleć ?
    5. Czy jest Pani skrupulatna? Co ma Pani w torebce?

    6. Pierdy w stylu: ile chcesz zarabiać i gdzie siebie widzisz za 100 lat to norma. :-)

  •  

    pokaż komentarz

    Ja lubię rozmowy kwalifikacyjne. Szczególnie jak sam je przeprowadzam.
    Przeważnie szuka się osób które znają MS Office, i akurat 100% osób ma wpisaną znajomość Worda, Excela i PowerPointa.
    Więc kiedy już przechodzę do znajomości komputera pada pytanie:

    - Wykorzystujemy Excela w firmie w dokumentach rozliczeniowych i raportowaniu. Zna Pan/Pani ten program?

    - Tak, znam. (W CV jak byk stoi że ekspert z MS Office). Dużo pracowałem/am z tym programem.

    - To proszę mi powiedzieć do czego służy $ w Excelu?

    - Yyyy... E... No służy do... Bo ja dostawałem/dostawałam arkusze do uzupełnienia. Bo jestem samoukiem... no zapomniałem/am... A jakaś podpowiedź?

    Tylko jakieś 3 do 7 % osób, które przychodziły na rozmowę nie miało w CV wpisanych kłamstw, których nie byłem wstanie wykazać w ciągu 15 minut rozmowy. Taka jest przykra prawda, choć kiedyś myślałem ze jest dużo lepiej... nie jest.

    •  

      pokaż komentarz

      - To proszę mi powiedzieć do czego służy $ w Excelu?

      @WLADCA_MALP: to jest akurat proste, ale szczerze mówiąc takie pytania są z dupy, mam cały szereg certyfikatów z IT, głównie z M$ na poziomie Enterprise i gówno mnie obchodzi jak się klika pierdółki w Excelu, od tego jest rozbudowana pomoc i wujek google, a co mam wpisane w CV? Excel na zaawansowanym poziomie potwierdzony pierdyliard lat temu jakimś examem/certem.

    •  

      pokaż komentarz

      @WLADCA_MALP: Moje małe cool story związane z wordem.
      Pracowałem dorywczo w małej firmie IT jako technik od spraw ciągania kabelków i pomocy klientom jak im się system wieszał. Obok mnie siedziała dziewczyna pisząca aplikacje w PHP-ie i jeszcze jedna zajmująca się ogólnie pojętym "marketingiem'.
      Jak "marketing' kulał to my byliśmy zawsze do pomocy i ratowania i trafiło się kilka razy że pani od "marketingu" nie potrafiła sobie poradzić z np. korespondencją seryjną, albo wstawianiem jakichś wymyślnych reguł do pism - no to w krzyk do nas i błagania o pomoc. Ale potem potrafiła sama przyznać mówiąc: "Mam w cv wpisane dobra znajomość offica, ale to co wy tutaj mi pokazaliście co można z nim zrobić to już kosmos dla mnie." Przynajmniej tyle miałem radości z tego.

    •  

      pokaż komentarz

      @Aleksij: Jeśli jedynym programem który (poza przeglądarką internetową) masz znać aplikując na stanowisko jest Excel to raczej byś do wiedzy sprzed pierdyliad lat wstecz wrócił na chwilę i odpalił choć raz arkusz żeby sobie przypomnieć. Certyfikatów nie wymagałem, wymagałem normalnej podstawowej, wiedzy z obsługi żeby mieć pewność, że nie będę musiał szkolić aplikanta albo co gorsza szukać błędów w ważnych arkuszach...
      Myślałem, że wiedza o obsłudze Excela jest powszechna, ale nie jest. Powszechne jest tylko wpisywanie tego do CV.

      @wiskoler: no tak, ale $ w excelu jakimś kosmosem nie jest. Uważam, że to podstawowa wiedza gdzieś pomiędzy formatowaniem komórek a podstawowymi funkcjami... Czepiałbym się gdybym pytał o tabele przestawne czy sumy częściowe, ale nie o znaczek wykorzystywany niemal w każdym arkuszu.

    •  

      pokaż komentarz

      @WLADCA_MALP: Plz zapodaj jeszcze jakies pytania koniecznie z odpowiedziami, bo ide niedlugo na rozmowe i mam cos robic w excelu. Zeby nie bylo, na codzien studiuje informatyke i zajmuje sie programowaniem(freelancing) ale stwierdzilem ze w takiej pracy sie nie narobie a zarobie. Excela sobie przypomne jak bede wiedzial co mam robic.

    •  

      pokaż komentarz

      @enyn6: hm... Co do Excela to się nie przejmuj jak umiesz podstawy, czyli formatowanie, blokowanie, zabezpieczanie i filtrowanie komórek. Wystarczy że dowolny internetowy kurs z Excela przerobisz sobie do końca "podstawowego" zakresu. Żadna wyższa szkoła jazdy.

      Dokończę historię... Szybko zrozumiałem, że zadając pytanie o $ nie dowiem się jak pracownik poradzi sobie z prawdziwym problemem. No wiec ustawiłem arkusz z dwoma zadaniami - jedno to tabliczka mnożenia od 1 do 100 (tabelka 10x10 z wpisanymi wynikami mnożenia) i drugie gdzie program przeliczał z kolumny ceny w euro na złotówki i cała trudność polegała na wstawieniu jednej komórki z" kursem waluty" żeby wszystkie ceny się przeliczyły automatycznie. Pokazywałem wykonaną wersję (ukryłem same formuły [czyli mnożenie z $]) i dawałem 30 minut na powtórzenie zadanie.

      Mówiłem wyraźnie, że ważny jest dla mnie wynik a nie sposób w jaki się wykona zadanie. Zatem można korzystać z F1, internetu a nawet zadzwonić do kumpla który wie coś o Excelu. Normalnie wszystko czego można się złapać kiedy przełożony każe coś zrobić a nie wie się jak. Niestety moje wysiłki pokazały mi tylko przykrą prawdę.
      Wyniki poniżej 10% zdawalności się powtórzyły.
      Powiedzmy, że na 10 osób:
      2 stwierdzały od razu ze nie potrafią powtórzyć, kolejne pytanie proszę...
      2 siedziały nad zadaniem 15 minut i wywalały się na formatowaniu komórek (kolory, obramowanie)
      4 siedziały 30 minut i miały wpisane dane w tabele, ale żadnych powiązań komórkowych
      1 coś miała wpisane, gdzieś dzwoniło, ale pytania podciągające tylko ją pogrążały
      1 zrobiła co trzeba bo umiała i zajmowało jej to mniej niż 5 minut.

      95% osób bało się skorzystać z jakiejkolwiek pomocy. 2% podpytywało mnie umiejętnie a 3% dawno nie miała do czynienie z Excelem i przypominała sobie w helpie albo w sieci o co chodzi. Te ostatnie 3% to byli informatycy a 2% to kobiety.

      Ale na Twoim miejscu Excelem bym się nie przejmował. Przejmowałbym się pytaniami "rozbrajającymi". Chodzi o to żeby zaatakować niewygodnym pytaniem i sprowokować rozmówcę do reakcji. Będzie się bronił? Zaatakuje? Wyjdzie dyplomatycznie? To jest najistotniejsze, bo najszybciej pokazuje charakter człowieka. Ja na ostatniej rozmowie dostałem takie pierwsze pytanie: "Czemu nie wysłał Pan listu motywacyjnego wraz z CV? "...

  •  

    pokaż komentarz

    Udało mi się w życiu pracować w znanych firmach, później okazywało się - nie zawsze dobrych. Przebrnąłem 2-3 etapy wstępne gdzie przez 2 tygodnie ciągano mnie po Stolicy by chyba pokazać mi jaka to wielka firma. I na chyba 4 etapie poproszono mnie do pokoju. Wchodzę, 4 osoby siedzą po drugiej stronie stołu i słyszę "proszę siadać" usiadłem; mija klika sekund a oni wstają i patrzą przed siebie. Zdziwiłem się, a w głowie: może nie powiedzieli bym usiadł ? , wstanę ! ; nie, lepiej nie sprawdzają mnie. Postanowiłem siedzieć ale po kliku minutach sporego zakłopotania typu wstać; nie wstać, uznałem, że powiem by się nie wygłupiali, w międzyczasie jeszcze inne myśli jak to rozegrać ale usiedli, jak dla mnie to minęło kilka minut gdy siedziałem na krześle i naprawdę nie wiedziałem co zrobić.
    Pogadaliśmy i mówią: "został Panu ostatni etap: proszę pójść piętro niżej, wejść do środkowego pokoju, nie zwracając na nikogo uwagi otworzyć prawe drzwi i powiedzieć "cześć Darek". Uznałem, że jaja sobie robią, ale co tam. Schodzę piętro niżej, a obok plakietka mówiąca że to największy dyrektor z dyrektorów tzw. szef wszystkich szefów.
    Wchodzę sekretarka "słucham Pana", a ja w prawo przez drzwi i głośno "cześć Darek", sekretarka za mną, a Darek mówi "siadaj". Miał akurat z kimś spotkanie, sekretarkę pogonił co ją bardzo zdziwiło. Skończył rozmowę, zaprosił mnie do biurka, spytał co tutaj robię i na koniec pogratulował :)

    Nie ukrywam, że do dziś mi trochę szkoda bo niby dobra i duża firma i widziałem tam siebie, ale postanowiłem się zwolnić gdyż: miały być kokosy, potem gruszki, a na koniec mierne orzeszki. Początek był jak najbardziej poprawny, szkolenia itd, nie zacząłem nawet w pełni swoich obowiązków gdy dostałem inne stanowisko, niby jako zastępowo, niby na tydzień , potem dwa, trzy, potem powiedziałem, że coś tutaj jest nie tak. tłumaczyli, że nie mają ludzi i ktoś musi, wytłumaczyłem grzecznie, że moje kwalifikacje i rekrutacja dotyczyły czegoś innego, że zrezygnowałem dla nich z pracy w innej dużej firmie i taka forma pracy nie odpowiada temu czym mnie zachęci do siebie.
    Zwolniłem się po 3 miesiącach; wiele osób nie mogło uwierzyć, że odchodzę z tak "dobrej firmy", sam nie wiem czy korporacja tak nie nich wpłynęła. Rozmawiałem z ludźmi i oni myśleli, że praca w tej firmie to maksimum co mogą osiągnąć. Nigdy nie zapomnę jak bezpośredni przełożony pod koniec powiedział mi ze zrozumieniem "wiem, że się zawiodłeś". Smutna konkluzja była taka, że sam wpadł w tryby korporacji i nie bardzo wiedział co dalej, choć miał jej dosyć, a nową pracę znalazłem w czasie poniżej miesiąca :)

  •  

    pokaż komentarz

    @Farquart:

    Potem z panią Gienią sprzątaczką, która zapyta pana o zalety Domestosa

    Kurde nie ma zalet same wady :/

  •  

    pokaż komentarz

    @Farquart: Fail trochę, bo tego o kontroli nie powiedział Józef Wissarionowicz, tylko Włodzimierz Iljicz.

  •  

    pokaż komentarz

    Ja teraz sobie szukam pracy w jukeju i moją zmorą są testy psychometryczne, które mi serwują. Ma ktoś pojęcie jak na się do nich zabrac?

  •  

    pokaż komentarz

    Z drugiej strony rozmowa też wygląda prze ciekawie. Skończyłem niedawno "proces rekrutacyjny" i mam dość.

    Ja: Ma Pan wpisane w CV - Bardzo dobra znajomość sieci komputerowych, protokołu tcp/ip itd. itp (dlatego go w ogóle zaprosiłem),
    Delikwent: Wpisałem w CV znajomość sieci ponieważ bardzo interesowały mnie wykłady na studiach.

    Koleś jechał 30km na tą rozmowę. Stracił swój i mój czas. Takich miszczów miałem wielu.

  •  

    pokaż komentarz

    Miałem kilka ciekawych rozmów kwalifikacyjnych, bo aplikowałem na przedstawiciela farmaceutycznego w dużych korporacjach. W jednej z nich na drugim etapie było grupowe spotkanie: 7 kandydatów na 2 miejsca. Pierwsze zadanie: 5 minut na przygotowanie prezentacji pt.: Ja w firmie"nazwa firmy". Potem każdy musiał to przedstawić, dalej podział na dwa obozy i dyskusja na zadany temat, obrona, góry narzuconego zdania. Potem wybór osób, z którymi chciałoby się spędzić 3 miesiące w bunkrze, a do wyboru: murzyn, pedał, lesba, doktor nauk z urwaną nogą i żyd. Nie weźmiesz murzyna toś rasista, nie weźmiesz pedała toś homofob, nie weźmiesz żyda to jesteś stracony. Chyba świetnie wypadłem bo na pytanie kogo byś zatrudnił 4 z 6 osób które ze mną starały się o miejsce odpowiedziały, że mnie. Pracy nie dostałem, ale "byłem do końca brany pod uwagę". Może za dużo chciałem zarabiać. W innej firmie pytali o znajomych, o numery telefonu do nich, chcieli dzwonić i pytać o zdanie na mój temat. Tam się załapałem na staż, dobrze płacili. W kolejnej firmie jakiś 2 kolesi, cwaniaków, prostaków, kazali mi sobie wcisnąć długopis, po tej rozmowie miałem nadzieję, że nie zadzwonią. Najlepsze, najbardziej uczciwe i najluźniejsze rozmowy odbyłem z prezesami niedużych firm i bezpośrednimi przełożonymi.

  •  

    pokaż komentarz

    Ja tam przechodziłam obok sklepu, była karteczka, że szukają pracownika. Weszłam, spytałam się, depresyjna pani kierownik powiedziała "nooo mało płacą, ale jest dużo czasu na czytanie książek, no nuuuuudy", no to ja z uśmiechem, że bierę od zaraz :D Przyjemna praca, miałam dużo czasu na naukę, po prostu wyszłam z założenia, że za siedzenie w domu i robienie tego samego mi nie płacą a tam uwijałam się z ogarnięciem sklepu w godzinę, klient raz na pół godziny, lepsze to niż siedzenie w domu i narzekanie. Następną pracę znalazłam przez koleżankę, zastąpiłam ją na urlopie, potem druga pracownica odeszła i nie chciało im się nowej szkolić to mnie przyjęli, tu już nie ma leniuchowania ale przynajmniej czas się nie dłuży, no i zostałam kierownikiem (czyli 500zł więcej co miesiąc) ale chyba zaraz mnie wywalą bo jednak nie jestem rekinem sprzedaży, jestem tylko jajkiem :D

  •  

    pokaż komentarz

    Przeczytałem wszystkie Wasze komentarze ! :)
    Cholernie Was wszystkim dziękuję !
    Zdałem sobie sprawę, że nie jestem sam w tym poebanym światku HRowców.

    PS. dziś też byłem na rozmowie, nie odbyło się bez największych wad, zalet i widzenia siebie za 5 lat.
    Co im w ogóle dają te pytania jak i tak każdy odklepuje na nie regułkę z pamięci która dodatkowo często jest kłamstwem...

  •  

    pokaż komentarz

    Fucking society, jedno wielkie oszustwo, ja staram się robić tylko to co lubię i pozostac niezależny, nawet jeśli będę musiał zamieszkać w dziczy i polować żeby przetrwać ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @plat1n: Poza tym te HRowskie gry daja duze pole do popisu dla wszelkiej masci sciemniaczy i ludzi pewnych siebie. Dobry klamca bez wiekszych umiejetnosci praktycznych to przejdzie, a osoba w miare logicznie myslaca, mowiaca co na prawde potrafi, ale majaca duzy potencjal zeby szybko nauczyc sie nowych rzeczy zostanie odrzucona. Sszkoly nie ucza dokladnie zawodu, jest tyle roznych zawodow ze to niemozliwe, wiekszosc rzeczy trzeba nauczyc sie na nowo, wiec czasem liczy sie osoba ktora jest pojetna i szybko chywta, ale jesli ktos potrzebuje sprzedawcy w salonie samochodowym pewnie lepiej jesli zatrudni sciemniacza :)

  •  

    pokaż komentarz

    Raz do mnie zadzwoniono z jednej firmy, że szukają pracownika, od tej i tej osoby mają moje referencje i czy nie chciałbym się z nimi spotkać. Nie interesowałem się zbytnio firmą przed pójściem na tą rozmowę, więc po standardowym "przesłuchaniu" mnie przez rekrutera zadałem mu najprostsze pytanie na świecie: "czym zajmuje się Państwa firma i czym miałbym się w niej zajmować?" Odpowiedzi jaką uzyskałem brzmiała: "jak dostanie się Pan do drugiego etapu rekrutacji to wtedy będzie możliwość omówienia szczegółów"- i nic więcej się nie mogłem w żaden sposób dowiedzieć, także: byłem na rozmowie o pracę w firmie, której całkowicie nie znałem i rozmawiałem o ukrywanym przede mną stanowisku:/

  •  

    pokaż komentarz

    Jak miałem rozmowę w znanej wyszukiwarce internetowej babka mając moje CV w rękach kazała mi wymieniać gdzie pracowałem i gdzie studiowałem, nie weim czy chciała sprawdzić czy kłamałem w CV czy po prostu była niezbyt inteligentna

  •  

    pokaż komentarz

    Przewija się w komentarzach jeden smutny wątek - wysokość płac. Przewińcie i popatrzcie, a potem porozmawiajmy na serio zaczynając od pieniędzy, następnie wróćmy do sarkastycznych komentarzy na temat poziomu przeprowadzanych rozmów.
    Było tu kilka argumentów za tego typu pytaniami, ale tak na prawdę trzeba mieć poukładane w głowie i nie robić wywiadów na poziomie wujka Google na stanowisko tylko sprzątaczki, lub inne z zarobkami 2k pln. Śmieszne to i niepoważne, bo ludzie w tym kraju idą do pracy, by się wyżywić, a nie zaspokajać ambicje.
    Kolejną kwestią wartą poruszenia przy tego typu rozmowach jest fakt, że HR musi coś robić, więc zaprasza, natomiast rozmowy na stanowiska, na których nie zbiera się na cukierki, tylko kosi kapuchę, są jedynie formalnościami i kandydat, tak samo jak hr'owiec, wiedzą jaki będzie jej wynik.
    Reasumując, jakby na to nie patrzeć, tak rozmowy o pracę są i będą cyrkiem i pośmiewiskiem, póki wszystko rozbijać się będzie o kasę.

  •  

    pokaż komentarz

    O rekrutacjach i przygodach z tym związanych mógłbym wydać książkę.

    Najciekawsze jednak z nich w telegraficznym skrócie:

    1. Rekrutacja do Siemensa, stanowisko "specjalista ds. IT" parę ładnych lat temu. Sprawa oparła się o Niebezpiecznik (słynne zjem-mięso). Poza tym, że fail był już w momencie wysłania maila, przegnali mnie 300 kilometrów do Warszawy, straciłem cały dzień i prawie 100 zł na pociągi (byłem jeszcze studentem). Oczywiście wszystko było na zasadach "kto da mniej". Dałem stawkę nie najniższą i nie najwyższą, chcieli mnie zatrudnić przez zewnętrznego partnera, zgodziłem się. Po 2 miesiącach ciszy przepychanki z kierownictwem i kolejne propozycje wycieczek do Warszawy za własne pieniądze doprowadziły do tego, że nic z tego nie wyszło. Historia w szczegółach jest tu: http://www.wykop.pl/link/383648/traktowanie-nowych-pracownikow-przez-zachodnia-firme/

    2. Rekrutacja do Otago, stanowisko administratora. Po 2 rozmowach zostałem zaakceptowany i miałem czekać na wiadomość od firmy (była połowa maja a praca od lipca). Tak koło połowy czerwca zacząłem drążyć temat najpierw mailowo, potem telefonicznie. Pan kierownik biura regionalnego twierdził, że nie dostał akceptacji z centrali. Zadzwoniłem zatem do owej centrali i zapytałem, gdzie utknęła moja sprawa. Dowiedziałem się, że oni o niczym nie wiedzą, dziwią się, kto ich do mnie odesłał (poprosili o nazwisko osoby, która ze mną rozmawiała) i że biuro ma autonomię w zakresie zatrudniania pracowników. Jeszcze nie skończyłem rozmawiać z miłą panią z centrali, a już pipczało mi połączenie oczekujące w słuchawce. Dzwonił kierownik, który oczywiście stwierdził, że mnie nie zatrudni, bo nie.

    3. Rekrutacja do Inpost przez Adecco, stanowisko (cytuję): "młodszy administrator systemów Linux/GNU" (ogłoszenie wisi do dziś, byłem tam na początku tego roku). Powiem tylko tyle: z profesjonalizmem nic to nie miało wspólnego, burdel w infrastrukturze (m.in. zapętlone dowiązania NFS), a pytania testowe były w stylu "jak się konfiguruje system" (tak dokładnie brzmiało pytanie) oraz trzykrotne w ciągu procesu rekrutacyjnego pytanie, czy umiem zmienić język w terminalu Linuksa... Szkoda słów.

    4. Rekrutacja do Motoroli. Koleś, z którym rozmawiałem, nie potrafił powiedzieć, co to znaczy "jakiś czas" gdy dopytywałem o czas informacji zwrotnej. Wcześniej podczas rozmowy krytykował ciągle moje podejście do rozwiązywania problemów technicznych, że za mało inżynierskie. No to go zapytałem, czy jak idzie do sklepu kupić bułki, mówi "poproszę dużo bułek"...

    I wiele innych cudów działo się w historii moich rekrutacji... A teraz siedzę na trzymiesięcznej umowie za 1200 zł w państwowej jednostce edukacyjnej...

    •  

      pokaż komentarz

      @krpablo: To za parę tygodni możemy liczyć na kolejne historie?

    •  

      pokaż komentarz

      @argothiel: na razie to nie mam gdzie aplikować, już powoli się roglądam za czymś, ale ogłoszenia interesujące mnie mogę policzyć na palcach obu rąk. I najgorsze jest to, że nic nowego się nie pojawia, cały czas te same firmy "szukają"...

    •  

      pokaż komentarz

      @krpablo: Cho do Wrocka praca dla admina się znajdzie.
      A jak nie to i na helpdesku dostaniesz 4x więcej niż te 1200 brutto.

      Ja całkiem dobrze wspominam rozmowy kwalifikacyjne w różnych firmach. Obdyłem kilka za granicą (lub z ludźmi z za granicy) i muszę powiedzieć, że to niebo a ziemia.
      HRowe pytania też mają swoje uzasadnienie (soft skills) i trzeba grać według reguł. Nie ma co się wyłamywać i wymądrzać. Nikt przecież nie lubi przemądrzalskich a tymbardziej w takiej sytuacji ;-)
      Dwa razy też zdarzyło mi się, że dostałem więcej niż chciałem (powiecie, że za mało powiedziałem ale raczej nie bo koledzy podobnie mieli).
      Uważam, że pytanie o kasę jest jak najbardziej uzasadnione ale powinno paść ZANIM pójdziemy/pojedziemy na jakąkolwiek rozmowę.
      Mówimy przez telefon ile chcemy zarabiać i albo się mieścimy w budżecie i rozmawiamy dalej albo nie i nie rozmawiamy.
      Z drugiej kiedy firma poda widełki to też jest miło.
      Na rozmowie to co by się nie działo trzeba robić dobrą minę i być dobry.
      Unikać zwrotów "nie wiem", "nie robiłem", "nigdy nie słyszałem", "nie pamiętam", itp.
      Może być tak, że Pani z HR jest wredna ale nasz team i szef sa już super, więc nie ma co pod sobą dołków kopać.
      A jak nasz szef jest wredny to wiadomo... Szukamy dalej chyba, że nie ma co do gara włożyć

    •  

      pokaż komentarz

      3. Rekrutacja do Inpost przez Adecco, stanowisko (cytuję): "młodszy administrator systemów Linux/GNU" (ogłoszenie wisi do dziś, byłem tam na początku tego roku). Powiem tylko tyle: z profesjonalizmem nic to nie miało wspólnego, burdel w infrastrukturze (m.in. zapętlone dowiązania NFS), a pytania testowe były w stylu "jak się konfiguruje system" (tak dokładnie brzmiało pytanie) oraz trzykrotne w ciągu procesu rekrutacyjnego pytanie, czy umiem zmienić język w terminalu Linuksa... Szkoda słów.

      @krpablo: Czy mógłbyś coś więcej napisać o tej rekrutacji? Na jakiego typu zadania się przygotować?

    •  

      pokaż komentarz

      @CukierekKrowka: zadania w sumie nie były trudne - były po prostu głupie. Teoretyczne to test ok. 30 pytań. A praktyczne - dostajesz system, który masz zaktualizować i spowodować, żeby serwer http działał. Na początku stwierdzasz, że terminal zamiast literkami to pluje kwadracikami - jest ustawiony język japoński, trzeba zmienić na bardziej ludzki w ustawieniach basha. Następnie musisz pokapować się w konfiguracji httpd (jest burdel, bo są zapętlone dowiązania NFS, musisz wejść w konfigurację NFS żeby zobaczyć, co prowadzi dokąd). Do tego index.html ma za małe uprawnienia i nie jest wyświetlany.
      Niewykluczone, że coś już zmienili w zadaniach po roku czasu, mogą być inne. Nie wiem też, czy ogłoszenia pojawiają się dalej, wiem, że nie szukali później przez Adecco tylko przez IT Kontrakt i inne tego typu agencje. Ogłoszenie poznasz po litanii skrótów cyt. "przydatnych w pracy administratora".

  •  

    pokaż komentarz

    Jeśli chodzi o zarobki. Jak ktoś ma jakieś doświadczenie i ceni swoje umiejętności oraz czas, wysyłając CV piszcie na początku od razu wasze minimalne wymagania finansowe netto. Jak Was zaproszą na rozmowę, to znaczy, że mogą spełnić wasze wymagania. Jak cisza, tzn. że jesteście dla nich za drodzy i nikt nikomu nie będzie czasu marnował. Skoro pracodawcy nie chcą podawać widełek, to podawajmy nasze wymagania od razu w CV.

  •  

    pokaż komentarz

    A mnie siksa po polonistyce czy innym dziadostwie pytała z rysunku technicznego. Błędną odpowiedź poprawiła recytacją z kartki i nutką wyższości w głosie. Pytania też w stylu "gdzie się pan widzi za 5 lat, co pana motywuje do pracy etc." Pracy nie dostałem :P Ciekawe jest jeszcze to że wysyłałem CV i LM do innej firmy, spełniałem wszystkie wymagania wymienione w ofercie, odezwu nie było a oferta nadal wisi. Wnisek- firmy rekrutacyjne ssają pałkę.

    Odpowiedziałem na ogłoszenie na gumtree, telefon był bezpośrednio do prezesa, umówiłem się na rozmowę godzinę później. Rozmowa rzeczowa, konkretne pytania o doświadczenie i umiejętności. Pracę rzecz jasna dostałem.

    •  

      pokaż komentarz

      @Tarant: też mi sie wydaje, ze najlepsze rozmowy sa bezposrednio z wlascicielem, badz z kims z zarzadu, odpowiedzialnym za wyniki finansowe firmy. Tacy ludzie wiedza zazwyczaj dosc dokladnie kogo szukaja, po co i za ile, a do tego potrafia szybko ocenic, czy beda sie w stanie z potencjalnym pracownikiem dogadac i czy tego kogos polubili. Poza tym cenia swoj czas i go nie marnotrawia na ukladanie wielkiej niedzwiedzicy z trzech zapalek i gwozdzia.
      A najgorsze marnotrawstwo czasu i srodkow jest przez te wszystkie agencje HR z zewnatrz, gdzie debilki jedna przez druga na wyscigi staraja sie zaimponowac swojej szefowej poziomem podchwytliwosci pytan i bogatym wachlarzem narzedzi do sporzadzania pseudo portretu psychologicznego, zeby moc to potem pieknie opisac w wypasionej trzystustronicowej prezentacji w powerpoincie na koniec miesiaca.

  •  

    pokaż komentarz

    Ja jakoś zawsze miałem szczęście do rozmów kwalifikacyjnych i jakiś mega bzdurnych pytań nie doświadczyłem (raz jedno "co by chciał pan robić za pięć lat?" ale to też chyba z obowiązku od przełożonego, a nie z ciekawości, jak pasjonująca będzie moja odpowiedź). Oczywiście nie licząc pytania o kasę, które moim zdaniem zawsze są żenujące. Absolutnie jestem zwolennikiem modelu anglosaskiego, czyli podawania kwoty zarobków (albo chociaż widełek) w samym ogłoszeniu. Wtedy oszczędzamy czas i nasz i rekruterów.

    A głupie pytania moim zdaniem biorą się najczęściej z nadgorliwości pań rekrutujących. Dostała taka pracę 3 miesiące temu, musi się pokazać przełożonym (wiadomo, w niepewnych czasach HR jest często pierwszy do wycięcia), że jest kreatywna, pełna świetnych pomysł, potrafi spojrzeć "poza pudełko" i wtedy kończy się pytaniami "czy preferowałby pan w przyszłym wcieleniu zostać koniem, ocelotem czy wydrą?"

  •  

    pokaż komentarz

    Z ostatniej rozmowy:
    (z wyraźnym oburzeniem w głosie): To Pan chce umowę o pracę?
    Aż chciałem podziękować swojemu rozmówcy za tę niezwykle cenną życiową lekcję, dzięki której uświadomiłem sobie, że nie jestem jeszcze godzien by dostąpić luksusu umowy o pracę ;)
    Branża prawna, żeby nie było, że prawnicy to kasą srają ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Nie wiem po co są w ogóle te rozmowy kwalifikacyjne. Bierzesz kolesia na próbę skoro szuka pracy i tyle.

  •  

    pokaż komentarz

    świetnie napisane, jednak jak widze/słysze słowo `korpo' to mam ochote kogos zastrzelić :)

  •  

    pokaż komentarz

    Kiedyś gdy zaczynałem dopiero szukanie pracy w świecie IT aplikowałem na testera do pewnej firmy rekrutacja trwała ponad 2h od wykonania testu z wszystkich możliwych dziedzin informatyki, po rozmowy po angielsku o kasę itd. A potem rozmawiałem z szefem programistów, który chyba myślał że pracuje w google i zadał mi pytanie na które oczywiście odpowiedziałem. "Pamięta Pan godzinę temu był pan w takim pokoju tam był taki stół jakby Pan obliczył wagę jego blatu nie mając wagi, proszę głośno myśleć." Dodam że w sali byłem tylko chwilkę, a stół miał kształt elipsy z wyciętym rombem.

    •  

      pokaż komentarz

      @seo000: Wrzucasz blat do akwarium z wodą, patrzysz jak się zmienił poziom wody, bierzesz gęstość drewna równą koło 900kg/m^3 i masz masę blatu. voila ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @p4wcio: Proste, tyle że 900 to za dużo, bo jak włożysz do wody to drewno będzie się unosić na wodzie załóżmy w połowie będzie wynurzone, a skoro gęstość wody to 1.0 to takiego drewna 0.5. Poza tym, co ma takie pytanie do pracy testera oprogramowania?!

    •  

      pokaż komentarz

      @seo000: Z tym 900 to trochę przesadziłem, ale w zależności od rodzaju to będzie 400-900. A jak będzie pływać na powierzchni w jakimś tam stopniu to nadal możesz sobie to policzyć. A takie pytanie może sprawdzać czy kminisz na tyle, żeby wszystkie test case'y przewidzieć :).

  •  

    pokaż komentarz

    Świetny tekst :)

  •  

    pokaż komentarz

    pozdro henryk tez szukam pracy

  •  

    pokaż komentarz

    A co do ofert pracy, to ja takie cuś znalazłem podczas przeglądania ofert: link
    Jakiś zbok.

  •  

    pokaż komentarz

    dobre w $$@! bo prawdziwe

  •  

    pokaż komentarz

    a ja miałem pytanie z HRów "Dlaczego mielibysmy pana nie zatrudniać?"

  •  

    pokaż komentarz

    Ja na pytanie o zarobki zazwyczaj odpowiadałem, że medianę dla mojego stanowiska [tutaj kwota], lub jakąś kwotę wziętą ze statystyk. Oczywiście najlepiej znaleźć statystyki, które są najatrakcyjniejsze dla nas i na nich opierać swoje wyliczenia. Ew. w większych firmach lub bogatszych województwach oprzeć się o górny kwadryl [lub jeśli doświadczenie większe]. W mniejszych miejscowościach i uboższych województwach, o ile nie startujecie do "motoru" lokalnej gospodarki oparłbym się o medianę, w ostateczności średnią.

    Pozdro i powodzenia :)

  •  

    pokaż komentarz

    Znam człowieka który zawodowo zajmuje się rekrutacją. Ostatnio popularne jest wyszukiwanie osoby na portalach społecznościowych i dopieprzanie się do zdjęć. Raz trafił na babkę która miała swoje nagie fotki w czapce mikołaja, tylko intymne części zasłoniła rękoma. Jak zaczęła opowiadać, że jest odpowiedzialna itd. to jej obrócił laptopa i się zdziwiła;) Trzeba uważać co się wrzuca. No i kłamanie w CV też jest głupie bo często firmy współpracują i okazuje się, ze gdzie indziej wysłaliśmy zupełnie inne CV.
    Pytanie o zarobki jest logiczne. Jak ktoś rzuci za mało to znaczy, że nie ceni siebie i nie jest pewny swoich możliwości czy tam umiejętności. Lepiej poszukać informacji o zarobkach w branży i podać przedział od -20% do +20%.

    •  

      pokaż komentarz

      @maqs7:

      Pytanie o zarobki jest logiczne.
      Nie. Logiczne jest podanie widełek płacowych w ofercie pracy. Jak ktoś trafnie napisał wyżej - to pracodawca zamieszcza ofertę pracy, a więc jest oferentem, a więc powinien zaproponować wynagrodzenie.

      I tak się dzieje w większości państw zachodniej Europy.

  •  

    pokaż komentarz

    Jestem absolwentem PWr, inż robotyki, mgr mechatroniki. Studia skończyłem w tym roku, obroniłem się dokładnie w październiku i nadal szukam pracy. Przyznaje szczerze, że rozmowy takie jak w/w to norma, już nie mówiąc o robieniu testów psychologicznych osobowości, których wyników nawet nie pozwolono mi zobaczyć. W jednej z firm, rekrutacja przebiegała 3 etapowo - tzn musiałem się stawić na 3 różne rozmowy kwalifikacyjne, w 3 różnych terminach. Najlepsze, że wszystkie przeszedłem, firma jest na tak, ale uznali, że jeszcze nie rozpoczynają zatrudnienia, czekają na otwarcie projektów i tak od 2 miesięcy. Nie wiem jakie doświadczenia macie wy, ale ja ma wrażenie, że końcówka roku + wyoskie koszty pracy = duże trudności w znalezieniu pracy.

  •  

    pokaż komentarz

    Genialnie, brutalnie prawdziwe :)

  •  

    pokaż komentarz

    - Pali Pan?
    - Palę
    - Pije Pan (WTF?)
    - Lubię przy sobocie usiąść z kolegami przy piwku w pubie
    - A dużo tego piwka? ( WTF?!?!?!)

    Oczywiscie jescze sterta pytan lekarskich, pytań o narkotyki, dlugość fiuta i rozmiar buta etc etc. Tylko moje pytanie brzmi - Na cholerę im to wiedzieć? Co ich obchodzi co robię w czasie wolnym. Nawet dymek nie jest w moim fachu przestepstwem bo ustawowo mam 5 minut wolnego na kazda godzine pracy z racji pracy przy komputerze. Oczywiscie oferty nie przyjalem bo po takiej analizie mojej osoby wyszlo na to, ze gosc wie wiecej o mnie od mojej matki.

  •  

    pokaż komentarz

    Moim faworytem jest "Gdzie pan się widzi za 10 lat?"

  •  

    pokaż komentarz

    Jak już o szczerych odpowiedziach - rozmowa o prace w księgarni -(z życia):
    - Co Pani robi robi, gdy trafia się nieuprzejmy klient?
    - Staram się być miła.
    - Jak Pani to robi?
    - Zmuszam się.

  •  

    pokaż komentarz

    @Farquart: Mógłbyś pisać książki, masz talent do opisywania rzeczywistości.

  •  

    pokaż komentarz

    Wszystko zależy do osoby z którą się rozmawia i od stanowiska na które się aplikuje. Jeżeli stanowisko nie wymaga nie wiadomo jakiej wiedzy i doświadczenia, to część tych pytań jest bez sensu. Miesiąc temu zmieniłem pracę, co było zakończeniem bardzo długiego procesu rekrutacyjnego. Do nowej firmy miałem najpierw 3-4 rozmowy telefoniczne po 1,5h, następnie spotkania z przyszłym szefem, potem dwie kolejne rozmowy telefoniczne z HR-ami i szefem szefa a na samym końcu kolejne spotkanie HR-ami. Pytania HR-owe spokojnie można sobie opracować z wyprzedzeniem, bo wiadomo o co będą pytać. Prawda jest taka, że jak pytają ciebie czemu chcesz dla nich pracować to nie możesz odpowiedzieć, że dlatego że jest ogłoszenie. Czemu? Bo na to stanowisko jest kilka osób i musisz ich pokonać. Wiec nie chrzańcie, że są to pytania bez sensu bo ich celem jest odsiania ziarna od plewu.

    Druga sprawa, pyt. dot. wynagrodzenia. Także miałem to pytanie i nie jest to pytanie "z dupy wysrane". Podałem widełki i ostatecznie dostałem ofertę z maksymalną kwotą jaką podałem, co mnie bardzo zadowoliło. Tutaj trzeba umieć się sprzedać. Oczywiście jak szukają kogoś za 2000 na rękę to zbytnio nie ma o czym gadać. Jednak im wyżej tym lepiej. Moja rada na takie pytanie to następująca odpowiedź: Pieniądze nie są moją główną motywacją. Wiem, że szukają państwo doświadczonej osoby i że mają państwa swoje wewnętrzne widełki w związku z tym nie chciałbym ani przestrzelić ani podać za mało, ponieważ zależy mi na tej pracy.

    •  

      pokaż komentarz

      @MJ31453:

      Prawda jest taka, że jak pytają ciebie czemu chcesz dla nich pracować to nie możesz odpowiedzieć, że dlatego że jest ogłoszenie.
      Nawet jeśli to prawda? ;)

      Czemu? Bo na to stanowisko jest kilka osób i musisz ich pokonać. Wiec nie chrzańcie, że są to pytania bez sensu bo ich celem jest odsiania ziarna od plewu.
      Odsianie ziaren od plew w czym? W umiejętności sprawnego odpowiadania na głupie pytania?

      Wyobraźmy sobie sytuację hipotetyczną: dwie dziewczyny startują na stanowisko bibliotekarki.

      Jedna jest cicha, sumienna, staranna, książki kocha bardziej niż własną cnotę, przeczytała chyba wszystko, uwielbia kaligrafować i segregować fiszki, ma doskonałą pamięć.
      Druga jest typem przebojowej ekstrawertyczki, chce dorobić do swoich zaocznych studiów marketingu na Wyższej Szkole Gotowania w Parowarze. Ma ładne pasemka, jest wyszczekana, na wszystko ma gotową odpowiedź (niekoniecznie szczerą).

      Pierwsza odpowiadając na pytanie trochę się miesza i mówi cichym głosem: bo daliście ogłoszenie, a ja szukam pracy, wydaje mi się, że byłabym w tym dobra...
      Druga uśmiecha się lewym kącikiem ust i wygłasza 5-minutowy wykład pt. "Dlaczego zdecydowałam się aplikować akurat do was?".

      Wybierasz drugą? Gratulacje.

      Moja rada na takie pytanie to następująca odpowiedź: Pieniądze nie są moją główną motywacją.
      Jeszcze nie siedziałem po drugiej stronie rekrutacyjnego stołu, ale kiedyś będę. Oj, będę.
      I po takiej odpowiedzi pokażę kandydatowi drzwi. Bo jest zwykłym kłamcą.

      Na koniec, pytanie kontrolne: kolega mówi może o branży IT?

    •  

      pokaż komentarz

      @Farquart:

      Nie każdy idzie do roboty tylko po kasę. Niektórym zależy na tym, żeby móc się rozwijać a dodatkowo dostawać za to dobrą kasę. Co do twojego przykładu to jest bezsensowny, bo równie dobrze cicha bibliotekarka mogłaby nie mieć umiejętności. Przykład tak skonstruowany, żeby poprzeć twoją teorię. Zatrudniłbym tą, która oprócz potwierdzenia niezbędnych umiejętności zrobiłaby na mnie lepsze wrażenie.

      Odsiewanie ziaren od plew czyli sprawdzenie czy koleś jest kumaty, dobrze konstruuje zdania, jaką ma wiedzę o biznesie w którym chce pracować, gdzie widzi siebie za 2 lata i za 5 lat, jak się chce rozwijać itd itd. Po to się zadaje te pytania.

      Nie jestem z branży IT.

  •  

    pokaż komentarz

    W każdym cywilizowanym kraju to pracodawca podaje widełki płacowe już na etapie ogłoszenia
    Dziwne, raptem w piątek rozmawiałem ze znajomą Holenderką z branży IT, i twierdziła, że nic takiego nie miała podane. Zapytano ją za to, ile by chciała zarabiać, a że to jej pierwsza praca była, to zaczęła skromnie. Cywilizacja wyszła jednak później, kiedy przyszły przełożony stwierdził, że tak mało to oni nie dają, i dali jej większą kasę.

  •  

    pokaż komentarz

    jedzcie ludzie za granice , kasa nieziemska

  •  

    pokaż komentarz

    Komentarz usunięty przez autora

  •  

    pokaż komentarz

    Jakie to jest ... prawdziwe ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Komentarz usunięty przez autora

  •  

    pokaż komentarz

    Nie mam za sobą zbyt dużego doświadczenia z rozmowami kwalifikacyjnymi, ale to co mam kompletnie się kłóci z treścią tego wykopu (poza bezsensownym pytaniem o kasę).

  •  

    pokaż komentarz

    Ale to wszystko to trochę tak jak Polaków utyskiwania na ZUS i papierową robotę przy zakładaniu firmy.
    Wiadomo, jest !##@owo, ale jednakowo !##@owo dla wszystkich.
    Więc albo można się kopać z koniem i narzekać (jest na co - nie ma się co czarować), albo podnieść rękawice i dążyć do swego na takich warunkach jakie dyktuje rynek.

  •  

    pokaż komentarz

    ja sie z tym wykopem nie zgadzam, pytania mimo tego, ze wydaja sie glupie, maja swoj sens - wprawiona osoba potrafi z tych pytan ocenic kandydata bardzo dokladnie. Druga sprawa jest taka, skoro korpooracje sa zle, kierownictwo tez zle, a Ty jestes mega specjalista w swojej dziedzinie ( w co smiem watpic ) , olej wszystko i zakladaj wlasny biznes, sam bedziesz managerem, stworzysz dream team po swojemu podajac widelki zarobkow oraz zadajac madre pytania i bedziesz zarabial duuuuuzo kasiory

  •  

    pokaż komentarz

    Mylisz amatorszczyznę i "panią od haeru" z profesjonalnym HR, opisujesz (trafnie) to pierwsze.

  •  

    pokaż komentarz

    Wy wszyscy mieliście wybuchnąć śmiechem, mieliście coś tym ludziom powiedzieć, a teraz jak głupie !@@%y wylewacie żale na wykopie. To czego żaden z Was tego nie powiedział/uczynił? Bo !@@%ami jesteście. Lepiej dać się ubydlić jak świnie zamiast postawić na swoim a potem psioczyć, że o jezu jak to źle jest i szefowie to k%#@y. Pisząc komentarze i zgarniając plusy cieszycie się, że ktoś Was rozumie, że nie jesteście sami - no fakt, ciężko jest być samym gdy w około intelektualne pastwisko bydła. Tylko kto wygrał w tej walce? Wasz zaplusowany komentarz czy pani z HRu/szef i kto pobiera większą kasę od Was? To założyć własną działalność. Jak nie tutaj to za granicą. Przestańcie już p!#$@!@ić.

  •  

    pokaż komentarz

    Mogłeś zostać w Boliwii. Bataty to mógłby być niezły interes.