...
  •  

    pokaż komentarz

    Ja tak p@$$%@!ałem jak mi rodzice wykop.pl dodali do zablokowanych w programie Opiekun.

  •  

    pokaż komentarz

    Zabrali knapowi wszystko, co miał na potrzeby jakiegoś beznadziejnego szoł a'la Superniania, gdzie ponoć takie sytuacje się prowokuje ;] 99% z nas również zareagowałoby histerią, gdyby jednego dnia przyszedł ktoś i zabrał nam coś, na czym nam zależy. Ci tutaj na filmiku popełnili taki błąd, że dali dziecku komputer za szybko to i szybko wyszło jego uzależnienie, ale wielu z nas wpadłoby w taki sam szał, gdyby ktoś nagle wyniósł nam rower/opróżnił garderobę/wydał oszczędności przeznaczone na wakacje [świadomie te, a nie takie na życie]/czy gdyby ktoś wyniósł telewizor.

    Ciekawe jak by ta babeczka zareagowała, gdyby nie dostała za to szoł obiecanych srebrników, dla których sprzedała szczęście i prywatność swojego dziecka :]

  •  

    pokaż komentarz

    przecież takie dziecko od dawna powinno być na terapii w ośrodku leczenia uzależnień. Jak alkoholikowi zabierzesz alkohol to też jeszcze bardziej go rozjuszy niż mu pomoże.

    •  

      pokaż komentarz

      @Dolan: ja tam nie widze problemu. Niech p?$@%#!a przy truskawkach i zarabia na prąd a wtedy po pracy wieczorem może siedzieć do samego rana przed tym komputerem..

    •  

      pokaż komentarz

      @anas_lex: ja płacę za prąd i za neta w domu a i tak średnio mogę siedzieć :<

    •  

      pokaż komentarz

      @Wandsbeker: oceny popraw to może Ci pozwolą na dłużej ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @anas_lex: Ja bym się nie chwalił byciem opiekunem Basa, to przyznanie się do bycia stuprocentowym przegrywem

    •  

      pokaż komentarz

      @anas_lex: No to ja wyszedłem na przegrywa, proszę o minusy

    •  

      pokaż komentarz

      @Dolan: ja to bym nawet do egzorcysty z nim poszedł

    •  

      pokaż komentarz

      @Dolan: właśnie. Powinni mu znaleźć inne zajęcia niż komputer, a nie nagle zabrali najlepszą formę rozrywki i co on ma robić jak nie był nauczony różnych aktywności.

    •  

      pokaż komentarz

      @Dolan: <coolstory alt="o uzależnieniu od gier komputerowych, moja historia">
      Jak zacząłem chodzić do 3 klasy podstawówki, rodzice zainstalowali dostęp do internetu. Pierwsze co - oczywiście gierki, a po pewnym czasie MMO. Niestety natrafiłem na grę o nazwie "Silkroad". Gra jakoś niedawno powstała, ale niesamowicie mnie wciągnęła. W roku jej wydania to był naprawdę szał(obecnie z tego co wiem gra prawie już umarła). Na początku sobie pogrywałem, cieszyłem się lvl'ami, grałem kilka godzin dziennie i miałem czas na naukę/ obowiązki domowe. Jako że u mnie w domu była zasada chodzenia spać o 20, rezygnowałem z wszystkiego co tylko zabierało mi czas, na rzecz "Silka". Koniec końców, grałem całymi dniami, oceny w szkole i tak były dobre, bo to w końcu podstawówka. Maniaczyłem przez 3,4,5 i 6 klasę. Później jeszcze w 1 gimnazjum a skończyłem w 2 klasie. Uzależniłem się do tego poziomu, że gdy idąc karawaną(zarabianie hajsu przewożąc towary z miasta do miasta) i dostałem DC(wyrzuciło mnie z gry, ze względu na zbyt duży ping/przerwane połączenie z internetem - wioska, kiepska radiówka) potrafiłem rozpłakać się i kilka razy uderzyć z całej siły, pięścią w stojące obok łóżko(piętrowe) tak, że powstawały ślady po kostkach. Raz wybiłem sobie nadgarstek, biłem głową w ścianę, ryczałem, telepało mną. Nie żartuję, to była masakra. Wracając ze szkoły od razu do komputera, wpadłem w anemię. Rodzice przez cały czas kazali mi jeść itd. ale ja się zapierałem jak cholera. Czasem ograniczali mi dostęp do komputera, ale wtedy nie mogłem znaleźć sobie miejsca i kombinowałem jak przysiąść i zagrać. Mówiłem, że muszę coś znaleźć w internecie do szkoły albo jakieś słówka w encyklopedii(encyklopedia komputerowa, kupiona na płytach CD, do dziś leży na półce - "Encyklopedia 2003").
      Wszystko to doprowadziło mnie do takiej paranoi, że gdy za dnia nie poszło mi w grze, często zdychałem czy nie nafarmiłem wystarczająco skill pointów albo widziałem, że ktoś jest lepszy, to w nocy miałem zajebiste koszmary i darłem ryja przez sen. Naprawdę takich koszmarów nie życzę nikomu, bo do dziś jak sobie przypominam je to ogarnia mnie tak zajebista pustka i żal, że łzy same cisną się na oczy. Co noc zrywałem swoim krzykiem z łóżka rodziców i brata. Brat bardziej ogarnięty w kompach, który wiedział w co gram, powiedział rodzicom i zabraniali mi włączać tę grę. Ale czy słowa zadziałały? No właśnie. Jak rodzic przychodził do pokoju to alt+tab, albo granie na małym okienku, żeby można było zakryć czymkolwiek, a gdy przyłapali to mówiłem coś w stylu "obiecałem koledze pomóc chwilkę" itd.
      Jak mi udało się wyrwać z nałogu? Jednym z czynników było to, że skończyła mi się kasa ;] W Silku istnieje coś takiego jak "Item mall". Można tam kupić premiumy, "rączki" które pomagają w farmieniu SP i inne gówno. Oczywiście, żeby być najlepszym wydawałem cały hajs jaki miałem. Całe oszczędności ze skarbonki, kasa na urodziny i inne okazje szła na grę. Pomagałem sąsiadowi i dostałem kasę? Oczywiście kasa szła na Item mall, albo złoto(przez allegro). Wtopiłem w tę p%?@@$?oną grę jakieś 3000 złotych przez te wszystkie lata, później zaczęło mi nie starczać. Pożyczyłem od brata, kuzyna, później nie chcieli już dawać a rodziców bałem się pytać, bo wiedziałem, że odetną mi dostęp do kompa. Na dodatek zaczęło mi bić na łeb, bo chciałem poznać inne buildy(kombinacje drzewek postaci). Po tylu latach gdy miałem kilka naprawdę dobrych charów(postaci), chciałem się wymienić na inny. Jako, że byłem gnojem to cwaniak mnie wyruchał. Konto z bdb postacią, dobrym equ i 500silków(punkty do item malla) poszło się j@%?ć. Dałem passy gościowi który nie dał mi swoich i konto poszło w p#$@ Dostałem depresję i obgryzałem paznokcie i miałem inne obsesje(takie jak mruganie oczami tysiąc razy na minutę). Później do dziś nie wiem jak zhakowano mi wszystkie postacie. Miałem 2 konta, po 4 postacie na każdym + kilkanaście kont z jakimiś gównianymi postaciami. Hasła do żadnego nie pasowały(o ile dobrze pamiętam tylko jedno było z niezmienionym hasłem, ale opróżnione z golda i itemków - bo była tam 1 lvl'owa postać do stallowania(handlowania przedmiotami/sklep)).
      Wtedy to była porażka, to co się ze mną działo przekraczało wszystkie granice. O ile wcześniej darłem mordę raz w nocy i po przebudzeniu i uśnięciu było ok, to wtedy przez ponad tydzień darłem ryj kilka razy, płakałem, tworzyłem nowe konta, ale gdy widziałem lvl w granicach 20, podczas gdy wcześniej miałem max.(90) to znowu łzy zalewały mi twarz. Kupiłem kilka kont, wyfarmionych, pograłem trochę, ale nie miałem już ochoty. Sam po kilku tygodniach się zniechęciłem i te konta do dziś dzień leżą(chyba że Joymax je skasował, bo słyszałem, że jak ktoś miał 2 lata nieobecności to usuwali konta). Na te kupne wydałem jakieś 500zł i odpuściłem sobie... Dziś żałuję jak k#??ysyn, bo za ten hajs miałbym wyrąbanego laptopa :< Zauważyłem też co się ze mną dzieje po tylu latach i sam ograniczałem sobie dostęp do gry, aż w końcu przestałem w nią grać.

    •  

      pokaż komentarz

      @Butler: Tzn grałem, ale kilka razy w tygodniu, później kiedy mi się zachciało, ale dalej potrafiłem przesiedzieć cały dzień. Niestety w trakcie samoleczenia kumpel wyskoczył z grą "Cabal". I co? I obsesja na jej punkcie, k#!%iałem tak że wbiłem 101lvl podczas gdy ziomek dopiero 50, a to on mi ją pokazał. Historia podobna jak z SIlkroadem, trochę kasy wywaliłem, ale nie dużo(ze 200zł). Później ostatnia gra - Last Chaos też wydałem kasę, ale tu na złoto. Bodajże nie więcej jak 150zł, bo nie miałem więcej.
      Z tego gówna pomógł mi wyjść m.in mój brat, który cisnął mnie z każdej strony żebym przestał. Wigilia, wszyscy siedzą i rozmawiają po kolacji, a ja już po szybkim zjedzeniu siedzę przy kompie i zbieram p%@%$%!one skarpetki w Cabalu, bo zrobili jakiś event...
      Każde "jeszcze kilka skarpetek/ kilka % expa" przeradzało się w kilka godzin.
      Jakoś suma sumarum udało mi się wyjść, ale to co stało się w mojej głowie nie cofnęło się. Kilka miechów temu dopadłem World of Tanks i znowu zacząłem maniaczyć. Grałem całymi dniami, w weekend spałem po 2h, bo trzeba grać, trzeba dobrze się skupić, wypić kolejną kawę żeby nałapać sporo expa bo jest x2(codziennie 1 rozgrywka - exp x2), a o tym co się działo gdy były eventy x3 i x5 nie wspomnę. Na szczęście trwało to ze 3 tygodnie i później wróciłem do rzeczywistości. Grałem co kilka dni aż w końcu odinstalowałem to gówno. Jak wychodzą jakieś nowe tytuły nawet ich nie ściągam, bo wiem co się dzieje. NFS: Undercover odszedłem bodajże 3 razy od kompa zanim go przeszedłem, podobnie było z Sprinter Cell: Conviction. Muszę niestety stawiać stanowcze NIE, dla gier.
      O tym jak w czasie uzależnienia(głównie od SIlkroada), byłem aspołeczy nawet nie będę wspominal bo łatwo sobie wyobrazić.
      Wracając jeszcze do spania - do 1 technikum darłem mordę w nocy co kilka tygodni mając koszmary, ale sam nie wiem czemu, bo już nie grałem. Całkowity azyl od gier. Czasem w 2 też mi się zdarzyło, nie mam pojęcia skąd - pewnie efekty porycia bani za łebka.
      Teraz mi się przypomniało do posta wyżej - potrafiłem nastawić budzik i wstawać w środku nocy by włączyć grę, bo w nocy grało mało ludzi a pojawiały się uniki(unikatowe potwory), z których było dużo dropa(itemków i golda) i sława za zabicie ;]
      </coolstory>
      PS. Wszystko to prawda, niestety, k#!%a ;/

      TL:DR - Uzależnienie od gier nie jest śmieszne. Jest tak samo zajebiście poważne jak każde inne uzależnienie - szczególnie w młodym wieku...
      Mnie też rodzice chcieli zabrać do psychologa/psychiatry bo odwalałem niesamowite cyrki, głównie gdy mi coś w grze nie poszło, ale bali się, że jak nasram sobie w papiery, to później będę miał problemy(przyszłość,praca,szkoły) itd. no i oni narażą się na wstyd wśród znajomych/sąsiadów/rodziny...

    •  

      pokaż komentarz

      @Butler: A myślałem, że to ja dużo gram. Ogólnie na wszystkie gry MMO wydałem ok. 5 - 10zł, bo zwyczajnie szkoda mi kasy na gry :F

    •  

      pokaż komentarz

      @CrossX: Teraz i mi szkoda, ale gdy jesteś uzależniony nie myślisz o tym. Najważniejszym jest być najlepszym w grze, dawać z siebie wszystko, mieć wypasioną postać itd.

    •  

      pokaż komentarz

      @Butler: Gdybyś ten czas i energię którą straciłeś na gry włożył w coś bardziej ambitnego to pewnie miałbyś jakieś konkretne umiejętności i trzepał spory hajs z tego :]
      Uzależnienie od kompa najlepiej leczyć całkowitym długotrwałym "PC celibatem" :]

    •  

      pokaż komentarz

      @Butler: Widzę,że mi mało brakowało do takiego uzależniania ;). Mnie tak dopadł Lineage 2 w czasach gimnazjum. Podobnie jak u Ciebie plan dnia wyglądał tylko tak Szkoła -> Lineage 2 -> Sen -> Lineage 2 przed szkołą bo przecież zdążę -> Szkoła itd. A w wakacje to już przesadzałem... fajna pogoda, wszyscy jadą nad wodę, kuzyn mnie codziennie wyciąga żeby gdzieś wyjść, a ja nie, wolę grać. Raz nawet siedziałem ponad 60h bez niepotrzebnego odchodzenia od komputera, tylko po jedzenie i do łazienki odchodziłem. Szkoda czasu na sen. Ale po tych 60h najpierw zacząłem mieć omamy słuchowe a potem przewidzenia i lekkie paranoje. Wtedy się troche wystraszyłem, odpuściłem i poszedłem spać. Spałem ponad dobę. Do dzisiaj jestem w szoku że przez prawie 3 dni rodzicie się nie zorientowali że nie śpię :) Ale przyznaję, że trochę ich oszukiwałem. Jak sprawdzali wieczorem czy śpię to leżałem w łóżku, Lineage 2 włączony, monitor wyłączony, a komputer chodzi "bo coś się ściąga". A jak o 6 rano mnie przyłapali przed kompem po nieprzespanej nocy to się tłumaczyłem że wcześniej wstałem.
      Coś z tego uzależnienia zostało do dzisiaj, jednak bardziej się ono ukierunkowało w stronę internetu. Np. teraz zamiast spać o 3:30 to siedzę przy laptopie. Najlepsze, że kompletnie nie wiem po co.

    •  

      pokaż komentarz

      @Butler: Długie ale przeczytałem:p Kurcze myślałem, że to zawsze takie głupie gadanie było jak czytałem/słuchałem o uzależnieniu od gier. Rodzice to mi mówią, że jestem uzależniony ale przy tobie to ja harcerzyk jestem :) W czasach gimnazjum i liceum dużo pogrywałem w Q3 i Warcrafta 3 przez neta..ale najgorszą rzeczą jaką zrobiłem żeby sobie pograć to udawanie przez tydzień, że jestem chory:D Tak to grałem po 2-3 h dziennie...a czasem nawet i w ogóle ale rodzice i tak cisnęli, że jestem uzależniony.

      Ostatnio dołapałem Lord of the rings online - pierwsze MMO w moim życiu - wpakowałem z nią może już z 200 zł albo 250 po to aby wykupywać nowe tereny na których można robić questy ALE nie zdarzyło mi się przekładać tą grę nad pracę/dziewczynę! Pogram czasem cały dzień(np. dzisiaj będę miał taką okazję...w końcu spokój od kobiety:P) ale mam i 3-4 dniowe przerwy - no dobra wchodzę na 5 minut żeby odebrać prezent od hobbitów...:D

      Przerąbane mieć tak jak ty szczerze mówiąc. Nawet normalnie w grę pograć nie możesz bo od razu siedzisz całymi dniami żeby przejść tylko...tak z ciekawości, czerpiesz jeszcze jakąś radość z grania czy to po prostu mus jest jak u alkoholików/ćpunów?

    •  

      pokaż komentarz

      @Scandalous: Długie, bo starałem się jak najbardziej przybliżyć moją "przygodę" i jakby nie było to opis ~6lat "życia".
      Hmm na początku radość z grania jest. Ostatnie tytuły, które przechodziłem to: Battlefield 3, Dead Island, Torchlight 2, Warhammer 40000, NFS:Undercover, Assasin 2, LOTR, Dragon Age(oba), COD: BO, Resident Evil 5, no i WoT na początku dawały przyjemność. To znaczy latałem spokojnie po mapce, poznawałem nowe czołgi,ekwipunki itd., ale tak po godzinie, dwóch biegania i expienia wkręcałem się tak, że nie liczyły się dialogi, fabuła ani nic innego oprócz lvlowania. Robiłem questy, biłem wszystko co stało na drodze by być coraz lepszym i lepszym. Śmierć postaci to spore zdenerwowanie, a każdy lepszy itemek to jak Grall. Powyższe gry to średnio 1-2 dni i zrobione(no chyba że tak jak w Dragon Age i LOTR jest sporo buildów postaci, to trochę więcej, bo oczywiście trzeba narobić postaci i ich spróbować...). Bieganie po mapie z miasta do miasta jest wkurzające i klikam milion razy na mapkę tak jakby postać miała biec szybciej, żebym mógł kontynuować 'przechodzenie' gry.

      TL:DR - Chwila zabawy i przyjemności jest, ale niestety reszta straconego czasu i nerwów nie jest tego warta. Odpalam grę i jak widzę że są jakieś achievmenty/goale/cele to muszę je osiągnąć i nic się nie liczy. Ogólnie lipa, a z drugiej strony świadomość tego to się ze mną dzieje gdy gram i ile czasu tracę, pozwala mi trzymać się od gier stosunkowo daleko, choć nie zawsze się udaje. Albo ktoś zachęci do gry, albo napalę się oglądając jakieś screen shoty/gameplaye i muszę ściągnąć i zeżreć.

    •  

      pokaż komentarz

      @Butler: Jak zaczęła się dyskusja, to i ja opowiem swoją historię. Ogólnie pierwszą grą MMO był wielokrotnie przez wszystkich wyśmiewany Metin2. Zacząłem w 5 klasie, grałem 5-8 godz. dziennie. Moja matula pracowała w restauracji od 12-23 więc nie miała kontroli nad moim graniem. Tata mieszkał w drugim domu, żeby nikt go nie ograbił. Ja młody sam siedziałem w domu i twardo klepałem w klawiaturę. W szkole wciągnąłem do gry przyjaciela. Trwało to 4 lata. Co dzień w drodze do budy rozmowa kto co w nocy "wydropił", jaki razem biznes zrobimy, ogólnie cała dyskusja skupiona na grze, rodzice nie mieli nade mną kontroli odnośnie tego ile gram.

      Wszystko trwało do drugiej gim, w której ostatecznie sprzedałem swoją postać za którą zainkasowałem 1300zł, co było i tak stosunkowo niską ceną. Kasa poszła na mp4 + słuchawki, a resztę mama zabrała mi na nowe spodnie i bluzę. Byłem nieziemsko zadowolony z samego siebie. Zacząłem grać jeszcze w między czasie w CSa. Ogólnie bywały dni podczas wakacji, że przesiedziałem od 9 do 22 przy komputerze.

      W 6 klasie bodajże pojechałem na obóz sportowy. Wytrzymałem trzy dni dzwoniąc do rodziców, że źle się czuję i nie mogę biegać codziennie rano. Koniec końców, jak tylko wróciłem do domu od razu zasiadłem przed monitor.

      Nie przeciągając. Każdy nałóg to cholerne świństwo, dzisiaj też pogrywam czasami, ale jest to znikome w porównaniu z tym co było kiedyś. Cały swój okres dorastania przesiedziałbym przed komputerem gdyby nie moi koledzy, którzy niekiedy siłą wyciągali mnie na dwór. Ogólnie rzecz biorąc potrafiłem wrócić w piątek ze szkoły i cały weekend grać. Dopiero w niedziele wchodziłem na Epulsa (taki dawny fejsbuk, dla młodzieży), żeby zobaczyć jakąś znajomą twarz, bo czułem się sam jak palec, choć sam nie chciałem mieć z nikim kontaktu.

      Jednym zdaniem - j@@#na sprawa, troszkę mi żal młodego.

1 2 3 4 5 6 7 ... 18 19 następna