:]

Ciastka!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

  •  

    pokaż komentarz

    Co prawda, to prawda. Mało ludzi wie że jest coś takiego jak "niezgodność towaru z umową" (potocznie nazywana rękojmią). Sprzedawcy też niezbyt chętnie informują o tym, bo nie jest im to na rękę. W odróżnieniu od gwarancji, niezgodność towaru z umową daje dużo więcej możliwości - można sprzęt wymienić na nowy, naprawić, albo uzyskać zwrot pieniędzy/rabat. Co ważne, o wszystkim decyduje się samemu, tzn. samodzielnie wybiera się opcję, z której chce się skorzystać a sprzedawca musi się dostosować (pod warunkiem oczywiście, że w ciągu 14 dni kalendarzowych nie zakwestionował zgłoszonej niezgodności).
    Korzystałem raz z powyższej możliwości (zepsuty laptop) i powiem jedno - trzeba od razu postawić w sklepie sprawę jasno, i nie dać się zbałamucić (mnie próbowali postawić przed faktem dokonanym, tzn. wbrew mojej woli naprawili laptopa w serwisie, mimo że zaznaczyłem, że naprawa nie wchodzi w grę), ale jak się ma czas to warto - ja dostałem nowy laptop w zamian za mający 1,5 roku, ale ponad miesiąc straciłem. Udało się dopiero jak odstąpiłem od umowy na zakup laptopa (zakup jakiegokolwiek towaru jest jednoznaczny z zawarciem umowy ze sklepem), bo się przestraszyli że będą musieli zwrócić pełny koszt zakupu. A co do samej wiedzy, to pracownicy są często niedoinformowani, na czym rękojmia polega (w moim przypadku nawet ich przedstawiciel prawny nie znał za dobrze tej ustawy :D).
    p.s
    ta firma to Komputronik S.A. ]:->

    •  

      pokaż komentarz

      To mnie troszkę zdziwiło, z tego co wiem to Komputronik nie robi nigdy większych problemów... Przynajmniej mi ani moim znajomym nie robił (nawet w przypadku laptopa, którego usterka była ewidentnie winą użytkownika - naprawili go w ramach gwarancji) :)

    •  

      pokaż komentarz

      Często jeszcze sklep nie chce przyjąć do wiadomości, że są to dni kalendarzowe a nie robocze, i to też próbuje wmówić ;) Ustawa nie określa konkretnie jakie dni, ale rzecznik praw konsumenckich już tak.

      Mnie w piękny sposób załatwili w Vobisie - wmówili że będzie wygodniej od razu odesłać laptopa do serwisu HP, bo sami po niego przyjadą itd itp, a to była już 4 naprawa. Vobis umył rączki, a ja musiałam użerać się z HP, nikomu tego nie życzę (wmawiali mi że komp zalany, a działo się to samo co przy poprzednich usterkach - czyżby wcześniej zalania nie widzieli?). Od tego czasu jestem przeczulona i jak już coś oddaję, to nigdy nie na gwarancje, bo ma mniej korzystne zapisy :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Noctivivans,
      a jak się to ma do niedawnego wykopu http://www.wykop.pl/link/201545/zastanow-sie-10-razy-nim-kupisz-sprzet-manty - czy jeśli klientowi nie wyświetlało poprawnie napisów, to miał prawo odstąpić od umowy kupna?

    •  

      pokaż komentarz

      okhan - może ja odpowiem :
      Tak, miał prawo, ponieważ sprzęt nie spełniał swojej funkcji, więc był niezgodny z umową :)

      Jak to się mówi - nieznajomość prawa szkodzi, niestety.

    •  

      pokaż komentarz

      @atrapa: Komputronik rzeczywiście nie robi problemów, o ile chce się zrobić naprawę gwarancyjną. Zupełnie inaczej sprawa wygląda, jak chcesz skorzystać z uprawnień wynikających z niezgodności towaru z umową. Mieli co prawda odpowiedni formularz, ale im dalej tym gorzej. Zacytuję chociażby fragment listu jaki od nich dostałem w odpowiedzi na zgłoszenie (nie mam pod ręką aparatu, to przepiszę): "W odpowiedzi na Pańskie pismo z dnia ... uprzejmie informuję, że reprezentowana Spółka odmawia spełnienia Pańskiego żądania dokonania wymiany reklamowanego towaru na nowy egzemplarz..."
      Zgodnie z ustawą nie wolno im odmówić, mogą co najwyżej wykazać, że dana opcja jest niemożliwa i mogą co najwyżej zaproponować inny wariant, na który wcale nie muszę się zgodzić. Dalsza część listu: "Jednocześnie Komputronik S.A. nie uchyla się od odpowiedzialności przewidzianej przepisami prawa i proponuje dokonanie pezpłatnej naprawy."
      można by pomyśleć - ok, chcą naprawić, wolno im zaproponować. Ale w następnym zdaniu czytam: "O możliwości odbioru sprzętu zostanie Pan poinformowany telefonicznie."
      Zaraz, zaraz, przecież się nie zgodziłem na naprawę, to jakiego "odbioru"?
      Wnerwiłem się, więc w odpowiedzi odstąpiłem od umowy i wniosłem o zwrot kosztów zakupu. Z braku reakcji zadzwoniłem, to najpierw nie umieli mi nic konkretnego powiedzieć; w końcu zostałem przekierowany do ich konsultanta prawnego, który powiedział, że mają 14 dni na odpowiedź. 2 dni po terminie zadzwoniłem znowu (btw, liczy się data dotarcia listu, nie nadania) - próbował się wykręcać, jednak zgodził się na wymianę laptopa na inny model.Przy okazji się wygadał z tą naprawą : "to co mamy zrobić z tym laptopem, jak już jest naprawiony?". po paru dniach jednak dostałem obszernego maila z wyjaśnieniami np. że wada nie była istotna (padła płyta główna), bo można ją było łatwo naprawić(!), albo że nie narazili mnie na niedogodności, bo szybko naprawili. Następny argument zacytuję dosłownie: "Biorąc pod uwagę wszystkie racje w tej sprawie, zarówno te leżące po stronie konsumenta, jak i po stronie sprzedawcy należy stwierdzić, że odstąpienie od umowy nie jest odpowiednim środkiem doprowadzenia do stanu zgodnego z umową." Niby racja, ale nie dlatego odstąpiłem od umowy, żeby doprowadzić "towar" do użytku, tylko dlatego że nie doprowadzili go do takiego stanu.
      Odpisałem na maila, przypominając jaka była umowa przez telefon oraz dlaczego nie zgadzam się z jego argumentami i ponowiłem propozycję wymiany na inny model, jeśli tego nie mają. Z braku reakcji po 2 dniach zadzwoniłem bezpośrednio do ich doradcy - zaczął powtarzać to samo co w mailu. W ciągu parominutowej rozmowy przekonałem się, że albo nie czytał ustawy, albo jej kompletnie nie rozumie. Powiedziałem mu, że naprawili go wbrew mojej woli (swoją drogą to też pod jakiś paragraf podpada, rozporządzanie cudzym mieniem bez zgody właściciela, czy jakoś tak), i że mnie to nie interesuje, bo umawialiśmy się inaczej. W końcu skapitulował i następnego dnia dostałem listę modeli, z której mogę wybrać nowego laptopa. Co prawda żaden z nich mi nie pasował (miałem wcześniej grafikę nvidii, a chcieli dać intela), ale jak zaproponowałem własny trochę droższy z nvidią to się zgodzili. Po długim czasie (cała sprawa zajęła ponad miesiąc), ale jednak się udało :)
      Jeszcze próbowali ode mnie dostać z powrotem gwarancję(zaraz na początku), ale im nie dałem, bo (też jest przepis na to) gwarancja nie jest elementem zakupionego towaru. Podejrzewam że chcieli naprawić laptopa w serwisie.

    •  

      pokaż komentarz

      Czy są jakieś sztywne ramy czasowe, w ciągu których można żądać od sprzedawcy naprawy/wymiany w ramach niezgodności towaru z umową, czy też jest to jakoś uzależnione okresem gwarancyjnym? Mój przypadek tyczy się nieco innej branży, słuchawek mianowicie, ale sytuacja jest podobna. Sennheiser daje międzynarodową gwarancję na swoje produkty (2 lata), ale już polski dystrybutor ze znanych tylko sobie powodów 'obcina' ją do zaledwie roku. Uważam to za skrajny absurd, jako że nawet najlichsze pchełki Creative za 40 złotych maja pisemną gwarę na 2 lata, a niby high-endowe słuchawki za ponad 300 pln połowę krócej. Sprzęt kupowałem w Merlinie około 17 miesięcy temu, przy reklamacji powoływałem się na niezgodność towaru z umową, jednak oni uparcie twierdzą że okres ich odpowiedzialności za towar już minął i nie ma już możliwości zwrotu towaru lub nieodpłatnej naprawy z żadnego tytułu.

    •  

      pokaż komentarz

      rhapthorne

      Ustawa określa ten czas na dwa lata - czyli skoro obniżyli czas gwarancji do jednego roku, to sprzedawca i tak odpowiada za towar przez 2 lata, chyba że wiedziałeś o wadzie od początku (czyli kupiłeś przeceniony z powodu danej wady), albo sprzęt był zakupiony na firmę (a nie przypuszczam żebyś słuchawki na firmę kupował ;)). Ustawowych 2 lat nie można w inny sposób ograniczyć. Zgłoś jeszcze raz i postrasz ich rzecznikiem, i ustawą.

      Ale jest też przepis, że o usterce, zepsuciu należy poinformować sprzedawce do czasu 2 miesięcy od jej ujawnienia. Ale jeśli zgłaszałeś im wcześniej, a oni odmówili przyjęcia (sklep, sprzedawca) to i tak postąpili bezprawnie, i rzecznik za to na nich wsiądzie, więc raczej mów że się zepsuło teraz, a jak będą chcieli Ci przypomnieć że wcześniej, to powiedz że oni złamali prawo nie uznając wtedy reklamacji ;) Więc im ten argument wytrącisz z ręki, bo wtedy sami by sobie bicz na siebie ukręcili - mówiąc że klient był u nich, ale mu odmówili przyjęcia reklamacji (czyt. złamali prawo).

    •  

      pokaż komentarz

      Jak kupiłem w sprzętkomie laptopa, to bujałem się miesiąc. Serwis w Warszawie mnie zwodził, ale w końcu złożyłem pismo do nich i zażądałem oprócz naprawy, zwrotu 100zł jako zadośćuczynienia, za brak możliwości korzystania ze sprzętu. Przyjęli pismo, ale w serwisie dalej mnie zwodzili, więc zadzwoniłem do centrali i sprawa wyjaśniła się w ciągu tygodnia. No i otrzymałem swoje 100zł.
      @Elliannia Masz może linka do interpretacji rzecznika w kwestii tych dni kalendarzowych?

    •  

      pokaż komentarz

      Ta informacja jest na stronie federacji konsumentów :)
      http://www.federacja-konsumentow.org.pl/story.php?story=390

      Jest napisane : Ma obowiązek ustosunkować się do naszej reklamacji w terminie 14 dni kalendarzowych, liczonych od dnia następnego po dniu, w którym ją złożyliśmy. Nieudzielenie odpowiedzi w tym terminie oznacza uznanie reklamacji. Powinna być wtedy załatwiona tak, jak napisaliśmy w dokumencie reklamacyjnym.

    •  

      pokaż komentarz

      No daruj, zarzucasz sprzedawcom, ze nie mowia, bo im nie na reke, a sam tez wprowadzasz zamet, podajac nie do konca prawdziwe informacje, poprzez pominiecie czesci z nich.

      pod warunkiem oczywiście, że w ciągu 14 dni kalendarzowych nie zakwestionował zgłoszonej niezgodności
      Tu akurat nie jestem pewien, czy to sa dni kalendarzowe, wiec nie bede sie spieral. Gdyby tak bylo, to biorac pod uwage ilosc swiat w naszym pieknym kraju, mozna by to wykorzystac, do bezczelnego naciagniecia sprzedawcy i tyle. Robi sie jakis dlugi weekend, 5 dni wolnych, zostaje 9, w czasie ktorych oczywiscie trafi sie nastepny weekend, co da pewnie jakies 5 dni roboczych w sumie na odpowiedz, a praktycznie zaden producent nie da serwisowi odpowiedzi o zasadnosci usterki w tym czasie...

      _W odróżnieniu od gwarancji, niezgodność towaru z umową daje dużo więcej możliwości - można sprzęt wymienić na nowy, naprawić, albo uzyskać zwrot pieniędzy/rabat. Co ważne, o wszystkim decyduje się samemu, tzn. samodzielnie wybiera się opcję, z której chce się skorzystać a sprzedawca musi się dostosować _

      Kolejny raz mijasz sie z prawda... Domagac sie mozna wymiany na nowy lub naprawy. Zwrotu pieniedzy lub rabatu mozna sie domagac dopiero, gdy sprzedawca nie jest w stanie naprawic/wymienic sprzetu, przy czym ten rabat musi byc rowniez adekwatny do stopnia niezgodnosci z umowa.

      ale jak się ma czas to warto - ja dostałem nowy laptop w zamian za mający 1,5 roku, ale ponad miesiąc straciłem

      Pewnie wzieli Cie za pieniacza i uznali, ze taniej wyjdzie wymienic, niz ciagac sie po sadach tracac czas i kase i ryzykujac jeszcze obsmarowanie w necie (co i tak skwapliwie zrobiles)...

      Zgodnie z ustawą nie wolno im odmówić, mogą co najwyżej wykazać, że dana opcja jest niemożliwa i mogą co najwyżej zaproponować inny wariant, na który wcale nie muszę się zgodzić

      Gdzie w ustawie jest napisane, ze nie musisz sie zgodzic? Tzn. mozesz sie niby nie zgodzic, ale skoro wymiana jest niemozliwa, to pozostaje tylko naprawa... Gdyby bylo tak jak piszesz, to moglbym sobie isc do sklepu, kupic najnowszy procesor, za powiedzmy 3 tys. zl. Po prawie 2 latach go spalic, domagac sie wymiany na nowy (duza szansa ze nie ma go juz dawno w sprzedazy), nie zgodzic sie na naprawe i domagac sie zwrotu 3 tys. zl, podczas gdy rynkowa wartosc takiego procka bedzie pewnie w okolicy 300zl... po czym znow kupic sobie najnowszy procek na rynku... Idealny sposob, na darmowa wymiane komputera co 2 lata na najnowszy model, tak? Jesli na tym wedlug Ciebie polega uczciwosc i sprawiedliwosc, to moge chyba tylko napisac, ze jest to mentalnosc Kalego i przyklad najzwyklejszego naciagactwa i tego, jak wykorzystac do tego przepisy. Nie powiedzialbym z pewnoscia, ze to sklep jest w tej historii czarnym charakterem.
      Akurat sklep moglby w sadzie udowadniac, ze koszty wymiany sprzetu sa zbyt wysokie, wiec nie jest to tak, ze Ty z automatu mozesz sie domagac czego chcesz, a oni musza sie na wszystko zgadzac.

      Biorąc pod uwagę wszystkie racje w tej sprawie, zarówno te leżące po stronie konsumenta, jak i po stronie sprzedawcy należy stwierdzić, że odstąpienie od umowy nie jest odpowiednim środkiem doprowadzenia do stanu zgodnego z umową." Niby racja, ale nie dlatego odstąpiłem od umowy, żeby doprowadzić "towar" do użytku, tylko dlatego że nie doprowadzili go do takiego stanu

      Przeciez dopiero co wyzej napisales, ze doprowadzili i to jeszcze w szybkim tempie... Chodzi Ci z pewnoscia o to, ze nie chcieli sie dac naciagnac na nowy model laptopa... i wedlug mnie mieli racje. Mogli sie procesowac, poszli Ci na reke... I nie jestem wcale pewien, ze sad przyznalby Ci racje z odstapieniem od umowy...

      Poza tym pominales kolejny fakt, jesli usterka wystapila powyzej 6 m-cy od zakupu (1.5 roku to chyba wiecej niz 6 miesiecy), to Ty musialbys udowodnic, ze usterka istniala w momencie zakupu, a nie byla np. spowodowana trybem uzytkowania itd. Ciekawe, jak bys to udowodnil... i ile wydalbys na ekspertyzy sprzetu...

      ale jak zaproponowałem własny trochę droższy z nvidią to się zgodzili

      Tak jak pisalem, postanowiles naciagnac firme na ile sie da, a oni poszli Ci na reke...

      Jeszcze próbowali ode mnie dostać z powrotem gwarancję(zaraz na początku), ale im nie dałem, bo (też jest przepis na to) gwarancja nie jest elementem zakupionego towaru. Podejrzewam że chcieli naprawić laptopa w serwisie

      Noo... prawdziwy bohater... jeszcze na koniec dokopal tym skurczybykom... Sadzac po opisie, to jestes chyba typem czlowieka, ktory jakby zobaczyl, ze ktos sie potknal i podnosi sie z chodnika, to by go jeszcze kopniakiem w kaluze wepchnal...

      Zakladam, ze zostane zminusowany, bo zapewne wiekszosc osob tutaj, to bardziej konsumenci, niz sprzedawcy, ale zastanowcie sie chwile, odwracajac role.

    •  

      pokaż komentarz

      To jest jawne naciagactwo, zero dobrej woli, zero checi dogadania, chociaz w opisie tak miejscami to ma wygladac... Bo trudno uznac, ze dogadac sie i uczciwie zalatwic sprawe chce ktos, kto z gory wymaga, zeby druga strona doplacila z wlasnej kieszeni gruba kase i zafundowala mu nowa zabawke, bo zdarzyla sie ku temu okazja...
      Sprzet elektroniczny jest dosc skomplikowany i delikatny, by zawsze byla szansa, ze sie zepsuje... to jest normalna kolej rzeczy... I ciekawe jaka jest w tym wina sprzedawcy, jesli juz to odpowiadac powinien producent... Niestety nasze prawo jest tak genialne, ze obciaza sprzedawce, a ten ewentualnie moze jakos tam probowac dochodzic swojego od producenta, tylko ze przepisow w tej kwestii nikomu juz sie nie chce sprecyzowac...
      I teraz pomyslcie, ze prowadzicie jakis maly sklepik ze sprzetem i macie komus z wlasnej kieszeni zafundowac zabawke za 5 tys zl np. chociaz to moze wiecej, niz zarabiacie przez miesiac... Z dwojga zlego, dobrze ze trafilo na Komputronik, oni chociaz nie zbankrutuja z tego powodu...
      A tu nasz wspanialy bohater jeszcze im nie oddal gwarancji, zeby chociaz nie daj Boze nie odzyskali czesci kasy, za tego nowego laptopa co sobie od nich zazyczyl... Wzor do nasladowania po prostu... I to po tym, jak mu ekspresowo zalatwili sprawe, sadzac pewnie, ze bedzie zadowolony. Skad mogli wiedziec, ze on juz sobie zaplanowal jak ich wykrecic i tylko popsuli mu szyki...

    •  

      pokaż komentarz

      Widzisz mój drogi, sęk w tym że oni naprawili komputer, ZANIM dostali jego zgodę na to. Nie zachowali odpowiedniej kolejności - bo najpierw powinni przedstawić mu wszystkie możliwe wyjścia, spośród których miał zdecydować co wybierze, a oni zdecydowali za niego - i to jest bezprawne, w związku z czym całkowicie popieram Noctivivansa.

    •  

      pokaż komentarz

      Kupujący nie musi przedstawić paragonu, gdy chce reklamować lub zwrócić produkt, możemy okazać potwierdzenie płatności w przypadku zapłaty kartą lub przyjśc ze świadkiem zakupu(nawet jeśli osoba jest podstawiona , to sprzedawca , musi najpierw udowodnic nam fakt , ze ten ktoś nie był podczas zakupu, a dopiero jeśli tego dokona , może podważyć nasze roszczenia), a sprzedawcy zawsze upierają się, że bez paragonu ani rusz(zachowują się jakbyśmy urywali im od internetu )
      Jak widać można być hardkorem, wcale nie trzeba certyfikatów

    •  

      pokaż komentarz

      Widzisz Elliannia akurat w tym przypadku zapewne widzieli bezsens wymiany sprzetu, gdyz po 1.5 roku takiego modelu z pewnoscia juz nie bylo na rynku, a koszt nowego laptopa jest zdecydowanie niewspolmierny do usterki. Najprawdopodobniej wiec naprawili go, zeby nie przeciagac sprawy. I kazdy normalny czlowiek bylby z takiego obrotu sprawy zadowolony, ale oczywiscie nie ktos, kto ma juz w planie naciagniecie sklepu...
      Zastanow sie, laptop kosztuje zalozmy 4tys zl. Oni na nim zarobia jakies 200zl. Juz sama naprawa praktycznie zniweluje ten zarobek, a wydanie mu nowego modelu(!) to juz dla nich na czysto pare tys. zl w plecy... Trudno tu uznac, ze jest to koszt wspolmierny i adekwatny do usterki i mysle, ze w sadzie powinni udowodnic swoje racje. Poza tym, biorac pod uwage, ze bylo to 1.5 roku po zakupie, to kient musialby udowodnic, ze byla to usterka fabryczna...
      Tutaj fakt naprawy, jest tylko wymowka i usprawiedliwieniem dla naciagania sklepu na nowy sprzet.

      Rozumiem, ze reagujesz przez pryzmat wlasnych klopotow, bo pamietam Twoj wykop i tam sam Ci chyba radzilem co mozesz z tym zrobic, gdyz zla wola sklepu byla ewidentna, ale ta sprawa jest zupelnie inna... Wymiana plyty glownej byla tu jedynym rozsadnym wyjsciem i tak wlasnie sklep zrobil... Szkoda, ze ich klient nie chcial byc rosadny...
      To jest niestety jeden z tych przypadkow, gdzie przepisy sa wykorzystywane sprzecznie z ich zalozeniem, bo sluza zwyklemu naciagaczowi.

  •  

    pokaż komentarz

    a jeśli zgubiłem paragon? i gwarancję?

  •  

    pokaż komentarz

    Wszystko ładnie pięknie , tylko weźmy teraz pod uwagę że mamy sprzęt d-linka kupiony w sklepie X , w pudełeczku był switch zasilacz i GWARANCJA producenta.
    Sklep w którym go kupiliśmy już nie istnieje czyli musimy wysłać switcha do serwisu centralnego D-Link i do tego POTRZEBNA JEST GWARANCJA ORAZ PARAGON , bez oryginalnej gwarancji D-Link-a nic nie załatwimy.

    W wielu przypadkach jest tak samo , napędy LG są sprzedawane z gwarancją i ona TEŻ JEST POTRZEBNA ABY SERWIS LG JĄ PRZYJĄŁ , podobnie z monitorami LG Benq , Philips i innymi

    •  

      pokaż komentarz

      W takiej sytuacji idziesz do rzecznika praw konsumenta i pytasz co masz robić, a wydaje mi się że nawet po zamknięciu sklepu jest jakaś odpowiedzialność - ale aż tak w prawie nie jestem obeznana.

      Co do drugiego akapitu - gwarancja jest potrzebna żeby przyjął serwis, jak idziesz do sklepu w którym kupiłeś napęd LG, monitor Benq, Philips czy inny, machasz im przed nosem dowodem zakupu i muszą przyjąć reklamację, a gwarancją możesz sobie coś podetrzeć ;) A wtedy serwis bez zbędnych formalności przyjmuje sprzęt od sklepu.

    •  

      pokaż komentarz

      No i co do tego się nie zgodzę ponieważ JEDYNYM obowiązkiem klienta jest trzymanie paragonu i gwarancji i jeżeli nie ma obu dokumentów lub też paragonu sprzedawca może sprzętu nie przyjąć. Jaki dowód ma klient na to iż sprzęt kupił akurat w tym sklepie do którego go przyniósł na gwarancję??

    •  

      pokaż komentarz

      Boże, dyskutuj tu z człowiekiem który nie odróżnia gwarancji od dowodu zakupu :/
      Napisałam jasno i wyraźnie że do reklamacji w sklepie wystarczy dowód zakupu którym jest paragon/faktura, gwarancja jest niepotrzebna! Jeżeli nie masz gwarancji, masz dowód zakupu, a sprzedawca odmawia przyjęcia reklamacji to łamie prawo!

      Sprzedawca może odmówić przyjęcia reklamacji TYLKO WTEDY jeśli minęły 2 lata od zakupu, lub gdy nie masz dokumentu sprzedaży!

    •  

      pokaż komentarz

      No niestety pracuję w sklepie komputerowym i klient ma OBOWIĄZEK dostarczyć paragon i GWARANCJĘ która to jest potrzebna PRODUCENTOWI do uznania gwarancji. Nie każdy producent wydaje do sprzętu gwarancję ale jak już jest to jest OBOWIĄZEK dostarczyć ją do naprawy

    •  

      pokaż komentarz

      No to was specjalnie źle uczą, żebyście nie przyjmowali reklamacji i wprowadzali klientów w błąd - ciekawa polityka firmy. Radzę zapoznać się z ustawą konsumencką, naprawdę. Odpowiedzialność z tytułu niezgodności towaru z umową jest sprawą między kupującym i sprzedawcą, wynika z ustawy. Odpowiedzialność z tytułu gwarancji jest pomiędzy klientem/producentem (czyli gwarantem), a sklep jest 'agentem' producenta (gwaranta). I jeśli zachodzi niezgodność towaru z umową, to sklep MUSI przyjąć, a to jak sobie załatwi brak gwarancji przed gwarantem, to problem sklepu, a nie kupującego! I dlatego uczą was żeby nie przyjmować bez gwarancji, bo nie chcą sobie robić problemu, ponieważ sklep wtedy poniesie koszty. Proste jak konstrukcja cepa.

      Widzicie wykopowicze, jak sklepy nas robią w konia? Kolega sam się przyznał :]

    •  

      pokaż komentarz

      Sklepy same sobie szkodzą nieznajomością przepisów. Przecież same też są kupującym i mogą żądać tego samego względem producenta/dostawcy (tego od kogo kupili), co klienci od nich.

    •  

      pokaż komentarz

      Tylko nie chce im się w to bawić, i wolą tą jakże przyjemną zabawę zostawić klientowi, a samemu mieć święty spokój. A Ty kliencie jak kupiłeś, to się męcz ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @hadesadmin23: klienta nie musi interesować nawet, czy producent jeszcze istnieje, to zmartwienie sklepu jak się wywiąże ze swoich zobowiązań. Może co najwyżej próbować bronić się tym, że naprawa/wymiana była niemożliwa, ale wtedy klient może zażądać zwrotu pieniędzy.

    •  

      pokaż komentarz

      1. Nigdzie nie jest napisane, że dowód zakupu, to tylko paragon/faktura. Słyszałem o sprawie (oczywiście kupującym był prawnik), w której za dowodem zakupu była relacja świadków.
      2. Sklepy nie są takim samym kupującym jak osoba fizyczna - ich się te przepisy nie tyczą.

    •  

      pokaż komentarz

      Brzask, w takim razie szkoda, że u nas nie ma precedensów jak w Stanach :/ Albo inaczej - znacznie rzadziej są uznawane, a tam na podstawie jednego precedensu można wygrać każdą sprawę :/

    •  

      pokaż komentarz

      Heh, zarzucacie sklepom nieznajomosc przepisow, ale sami nie do konca je znacie... Kazdy jest tylko czlowiekiem i ma prawo sie pomylic, nie wiem po co na sile udowadniac zawsze czyjas zla wole... Tak jakby jedynym marzeniem kazdego sklepu bylo oszukac klienta..

      Jezeli klient przychodzi i sklada reklamacje na podstawie GWARANCJI to musi miec karte gwarancyjna... I sklep w zaden sposob nie lamie przepisow nie przyjmujac zgloszenia w razie jej braku.

      Jezeli klient powoluje sie na niezgodnosc z umowa, to powinien to zrobic na pismie. I tylko w tym przypadku karta gwarancyjna nie jest potrzebna, a sklep musi przyjac zgloszenie.

      Jezeli brak karty gwarancyjnej, to wcale producent nie wezmie sprzetu od sklepu automatycznie... Wtedy sklep najczesciej zostaje sam z problemem...

      Jezeli chcecie sie z gory powolywac na niezgodnosc, to pamietajcie o jednym. Jezeli reklamujecie sprzet wiecej niz 6 miesiecy po zakupie, to na Was bedzie ciazyl obowiazek udowodnienia tego, ze sprzet byl wadliwy w momencie zakupu...
      W przypadku gwarancji nie musicie sie o to martwic, wiec nie zawsze niezgodnosc jest najlepszym rozwiazaniem.

      Tak wiec wcale nie sprzedawcow zle ucza, tylko klienci nie znaja swoich praw i nie wiedza na co sie powoluja...

      A z tym dowodem zakupu to jest tak, ze owszem mozecie przyjsc bez paragonu i domagac sie wymiany, tylko wtedy musicie udowodnic w sadzie, np. przedstawiajac swiadkow, ze dokonaliscie zakupu w tym sklepie, a sad jak zawsze moze uznac, ze mowicie prawde lub nie... Tak jak w kazdej innej sprawie, nigdy nie jest tak, ze jak jest swiadek to sad automatycznie uznaje, ze swiadek mowi prawde i rozstrzyga sprawe... To sa zawsze uciazliwe i indywidualne rozstrzygniecia, a znajac nasze sady kierowanie sie od razu do nich moze byc nienajlepszym pomyslem, chyba ze mamy duzo czasu do stracenia.
      Wiec lepiej jest nie gubic paragonow i kart gwarancyjnych :P Troche odpowiedzialnosci po obu stronach i wszystkim zyje sie lepiej ;)

      Noctivivans specjalnie dla Twojej wiadomosci ;) To jest ustawa o szczegolnych warunkach sprzedazy KONSUMENCKIEJ i sklepu ona niestety nie dotyczy... Wiec sklep nie ma takich samych praw jak klient, kiedy chce dochodzic swego od producenta. I nie jest to wcale lenistwo sklepu niestety...
      Przy okazji, bo widac to nie jest zrozumiale... Jesli jestescie przedsiebiorca, macie swoja dzialalnosc i kupicie gdzies jakis towar, zwiazany z przedmiotem waszej dzialalnosci, to rowniez przestajecie podlegac pod prawa konsumenta...

    •  

      pokaż komentarz

      Powiem wam po prostu , g.ó.w.n.o wiecie

    •  

      pokaż komentarz

      Dran, jak widać sklepy chcące oszukać klienta jeszcze są, jak udowadnia nam swoim przykładem omnibus hadesadmin23.

      hadesadmin23 - podobała się lektura ustawy czy troszkę za ciężka dla Ciebie? Wnioskując po Twojej wypowiedzi mogę się domyślać że raczej to drugie :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Dran00: Masz rację, zapomniałem, że to osoba prawna, a w ustawie jest napisane że fizyczna.
      Myślę jednak, że sprzedawca zaznajomiony z przepisami znajdzie jakieś inne rozwiązanie (strzelam w ciemno: warunki przetargu lub umowy handlowej - zakupiony produkt nie spełnia wymagań). Wiem, może się to wydawać wredne/złośliwe/kombinatorskie, ale należy pamiętać że prawo to może być "broń" obosieczna, czasem działająca na korzyść jednej strony, czasem drugiej.

    •  

      pokaż komentarz

      Firma moze dochodzic swoich praw na podstawie przepisow kodeksu cywilnego, rekojmii itp. Niestety stawia ja to w duzo gorszym polozeniu, niz klienta wobec firmy.

      Natomiast trzeba sobie zdawac sprawe z jeszcze jednej rzeczy... Prawo to nie wszystko w biznesie... Zacznijmy od tego, ze sklep wobec producenta moze zwykle praktycznie tyle samo co i klient... Z producentem kontaktuje sie dystrybutor, a sklep kontaktuje sie z dystrybutorem u ktorego kupuje towar. Teraz pomysl, co oznacza dla malego sklepu pojscie na wojne z dystrybutorem... Jesli dystrybutor uzna, ze nie chce dalszej wspolpracy, to dla sklepu moze to oznaczac smierc na rynku.

  •  

    pokaż komentarz

    ja akurat jestem w takiej sytuacji ze musze wyslac do naprawy glosniki komputerowe creative g500 na ktore nie mam gwarancji ani faktury zakupu ale bardzo sie zdziwilem jak w sklepie internetowym w ktorym je kupilem odpisano mi zebym przeslal same glosniki bo oni i tak maja to wpisane w systemie wiec zadne dodatkowe papiery nie sa potrzebne

    •  

      pokaż komentarz

      Dlatego, że kupowałes na fakturę, którą oni muszą "w systemie" trzymać. Gdyby to był tylko [zgubiony] paragon, nie miałbyś żadnego dowodu na to, że to u nich kupiłes.

  •  

    pokaż komentarz

    zalezy od firmy. Jedni robia problemy, a inni wcale.
    Dobrym przykladem kest firma OCZ, ktora robi memorki. Kupilem jedna na allegro, uzywana, 16GB za 130 PLN. Sprzedajacy zgubil wszystkie papiery, ale pomyslalem ze jak ma "gwarancje dozywotnia" to sie raczej nie psuje.

    Jednak sie popsula. Po kilku mailach wymienionych z ich supportem na europe, dostalem linka do programu testujacego. Test:Fail.
    Poprosili mnie o wyslanie do ich siedziby w holandii. WYslalem poczta polska priorytetem i... po tygodniu dostalem prosto z kaliforni UPS Express nowke sztuke!
    Przesylka byla chyba drozsza niz pamiec.

    •  

      pokaż komentarz

      Bardzo ladne podejscie ze strony firmy :)

      Ale tak przy okazji chcialem zwrocic uwage na jedna rzecz, o ktorej wiele osob nie wie...
      i zle rozumie pojecie "dozywotniej gwarancji".
      Nie chodzi tu mianowicie o nasza zywotnosc ;) ale o cykl zycia produktu... Czyli gwarancja jest wazna, dopoki ten model jest w produkcji... W przypadku towarow, gdzie modele czesto sie zmieniaja i wychodza z uzycia, ja bym podziekowal za taka gwarancje ;)

  •  

    pokaż komentarz

    Widzę że chłopaki tutaj obcykani w temacie, może mi coś doradzicie i moja sprawa nie będzie do końca przegrana. Rozchodzi się o to iż już ok 6 miesięcy temu zakupiłem bieżnię na aukcji: model powystawowy - mógł posiadać drobne rysy, otarcia.. jednak cały panel kontrolny od spodu jest pęknięty w pół. Stan wizualny jeszcze bym zdzierżył ale technicznie bieżnia nie jest w pełni sprawna. Miernik pulsu nie działa, z czym wiąże się również brak możliwości ustawiania własnej trasy, sprecyzowania biegacza tj. waga, wzrost bla bla bla.
    O fakcie naturalnie poinformowałem sprzedającego jednak zostałem olany. W opisie aukcji był tekst typu : gwarancja rozruchowa na 2 miesiące. Rachunek otrzymałem.
    Czy mam możliwość zwrotu towaru ? Czy zwrotowi podlegałyby również koszta wysyłki?
    Z góry dziękuję za dobre rady :)

    •  

      pokaż komentarz

      Towar w przypadku sprzedazy poza lokalem (czyli przez internet rowniez) mozesz zwrocic bez podania przyczyny tylko do 10 dni od zakupu.
      Gwarancja rozruchowa 2 m-ce to dobra wola sprzedawcy.
      Natomiast z tytulu niezgodnosci z umowa odpowiada swoja droga...
      Rozumiem, ze pekniecie o ktorym piszesz bylo juz w momencie zakupu? Napisz, czy wiedziales o tym peknieciu czy nie, czy bylo w opisie aukcji?
      Jesli nie, to podejrzewam, ze ciezko Ci bedzie dojsc swoich praw, bo kazdy uzna, ze gwarancja/niezgodnosc nie moze obejmowac uszkodzen mechanicznych. Mialbys tu podkladke, jedynie gdybys sprawdzil to przy kurierze i spisal protokol szkody, teraz nie masz zadnego dowodu...
      Poza tym pamietaj, ze na zgloszenie usterki masz okreslony czas od jej wykrycia, wiec lepiej nie pisz, ze widziales wade od poczatku, bo moze sie okazac, ze termin uplynal (niestety nie pamietam ile on wynosi, musialbys doczytac).

      Ogolnie, kiepsko to widze niestety... W takich przypadkach protokol spisany z kurierem jest zwykle podstawa do roszczen...

    •  

      pokaż komentarz

      Chyba że masz maila wysłanego do sprzedawcy w terminie do 10ciu dni od otrzymania sprzętu - w którym informujesz o wadzie, której w opisie aukcji nie było, bądź była ujęta w taki sposób, by zataić wadę. I dobrze jakbyś miał maila od sprzedawcy, że nie zgadza się na wymianę/odstąpienie od umowy.

      W takiej sytuacji najlepiej skontaktować się z rzecznikiem praw konsumenta, z federacją konsumentów lub inną instytucją walczącą o prawa konsumentów. Na stronie http://www.uokik.gov.pl/ znajdziesz siedzibę rzecznika w Twoim miejscu zamieszkania - wystarczy podejść i przedstawić sprawę, albo nawet zadzwonić.

  •  

    pokaż komentarz

    No i nasz szanowny sprzedawca ze sklepu komputerowego @hadesadmin23 został zagięty i oświecony zarazem przez wykopowiczkę o wdzięcznym nicku @Elliannia .Poszedł waść doczytać ustawę z której oblał tu na forum publicznym.Cóż poczyta,wykuje i będzie wtedy mądrzejszy o kilka paragrafów przychylnych kupującym ,tylko czy tą nowo nabytą wiedzę będzie rzetelnie przedstawiał klientom w swoim sklepie?Śmiem wątpić,tu jednak chyba wyjdzie fakt dbania o dobro sklepu i strach przed pracodawcą.Zatai to zmanipulowany przez przełożonych @hadesadmin23 i wciśnie zagubionemu w prawie klientowi ,że gwarancję trzeba mieć zawsze a coś takiego jak rękojmia nie istnieje bo liczy się li tylko" święta gwarancyja";-) I życie będzie dalej toczyło się tak że klienci niczym ciemna swołocz będą manipulowani wg.widzimisię wszechmocnych sklepów ,lub firm w których kapłanami będą tacy sprzedawcy jak milczący teraz @hadesadmin23.;-)

    •  

      pokaż komentarz

      No nie do konca... Bo jak klient sie powoluje na gwarancje i jej nie posiada, to faktycznie ma prawo nie przyjac...
      A rekojmia tez "nie istnieje" dla klienta, gdyz zostala zastapiona Ustawa o szczegolnych warunkach sprzedazy konsumenckiej...

      Przestancie ludzie doszukiwac sie wszedzie teorii spiskowych... Nie bede zabieral glosu w imieniu oszustow, ale cala masa firm naprawde chce z klientami postepowac uczciwie... Tylko jak ktos Wam pluje w twarz to Wy sie raczej do niego nie usmiechacie co? Jak komus na wstepie zarzucacie oszustwo to trudno, zeby ktos sie staral Wam nieba przychylic...
      Dlatego ja osobiscie zawsze ide i spokojnie wyjasniam watpliwosci i raczej nie mam problemow w sklepach. Ja po prostu nie daje sie naciagnac, ale tez nie probuje naciagac czy obrazac innych.

      Po prostu w takich kwestiach trzeba sie wyrazac precyzyjnie i wiedziec o czym sie mowi.
      Jak mowicie, ze sie powolujecie na gwarancje, to posiadajcie ta gwarancje...
      Jak sie powolujecie na niezgodnosc z umowa, to zrobcie to jak nalezy, na pismie i jesli wtedy sprzedawca odmowi przyjecia, to faktycznie jest niedouczonym imbecylem...

  •  

    pokaż komentarz

    Zgadzam się, że zależy od firmy, kupiłem kiedyś przez Allegro (ale od firmy) pendrive firmy Patriot z wieczystą gwarancją. Padł mi po dwóch miesiącach, ale wcześniej zdążyła paść firma, od której go kupiłem :) Zdzwoniłem się z przedstawicielstwem Patriota w Polsce i wymienili mi bez problemu na nowy, ale przyznaję się - miałem z "padniętej" firmy paragon :). W każdym razie poczułem, że zależy im na kliencie, prawda, że marnym, ale jednak! :)

  •  

    pokaż komentarz

    Daję odpowiedź w osobnym wątku, bo nie chciała się zagnieździć tam gdzie powinna(ma być w pierwszym, z niewiadomych przyczyn przycisk "dodaj" nie działa, jak chcę dodać tam):
    Dran00: Nie chciałem się zgodzić na naprawę, ponieważ z mojego doświadczenia z komputerami wynika, że najczęściej po awarii jednego podzespołu w krótkim czasie zaczynają się psuć następne, na co nie mogłem sobie pozwolić, ze względu na charakter pracy. Poza tym, nie potraktowałbym sklepu tak "ostro", gdyby starał się rozwiązać problem w wybrany przeze mnie sposób. Zdenerwowało mnie jednak to, że próbują mi, że tak to określę, pocisnąć kit i wmusić (tak to odebrałem) naprawionego laptopa, na dodatek bez mojej zgody i wbrew temu co wybrałem podczas zgłaszania reklamacji. Dopóki nie odstąpiłem od umowy, nie mieli prawa tego zrobić. Dodam też, że laptop mi odpowiadał, i chciałem wymienić na identyczny. Możliwe, że jakby nie była możliwa wymiana (zakładam jak by sprawa była rozpatrywana od początku), a zaproponowaliby np. naprawę w ciągu bardzo krótkiego czasu, to najprawdopodobniej wziąłbym jednak mimo wszystko z powrotem laptopa. Sklep jednak zachował się, jak się zachował, dlatego dalsze moje postępowanie było takie, jak opisałem.
    Co do 14 dni, to jeśli by potrzebowali więcej czasu, to mogli np. wysłać pismo, w którym po prostu byłoby napisane, że potrzebują więcej czasu na rozwiązanie problemu. Takie pismo kwalifikuje się pod "odpowiedź w ciągu 14 dni".
    Zwrotu pieniędzy zażądałem, ponieważ sprzedawca nie spełnił mojego żądania - wymiany na nowy.
    "uznali, ze taniej wyjdzie wymienic, niz ciagac sie po sadach tracac czas i kase" - to w takim razie dlaczego od razu nie wymienili? W ten sposób ponieśli jeszcze dodatkowo koszty naprawy laptopa.
    "Gdzie w ustawie jest napisane, ze nie musisz sie zgodzic?" A gdzie jest napisane że muszę? Przyznaję, że ustawa nie precyzuje wielu spraw, dlatego przepisy można interpretować różnorako. UOKiK jednak (w razie rozprawy) interpretuje je najczęściej na korzyść klienta.
    "moglbym sobie isc do sklepu, kupic najnowszy procesor, za powiedzmy 3 tys. zl. Po prawie 2 latach go spalic" - W takiej sytuacji reklamacja najprawdopodobniej nie była by przyjęta, ponieważ ekspertyza by wykazała, że został np. przetaktowany, lub niewłaściwie chłodzony. Sklep jednak wyraźnie napisał, że nie uchyla się od odpowiedzialności, więc uznali, że to usterka(btw, z powodu konstrukcji laptopa wykluczone było że się zepsuł z powodu pracy bez uziemienia, bo laptop go nie posiadał).
    "jesli usterka wystapila powyzej 6 m-cy od zakupu (1.5 roku to chyba wiecej niz 6 miesiecy), to Ty musialbys udowodnic, ze usterka istniala w momencie zakupu"
    Z tego wynika jedynie, czy usterka istniała od początku, czy nie. Jako klient potrzebowałbym własnego eksperta tylko w sytuacji, gdy nie zgadzałbym się z opinią ich eksperta.
    "postanowiles naciagnac firme na ile sie da" - porównałem w kilku benchmarkach kartę z poprzedniego laptopa z tymi proponowanymi; jako że były gorsze, nie zgodziłem się.
    "Noo... prawdziwy bohater... jeszcze na koniec dokopal tym skurczybykom..."
    Jak już wspomniałem wcześniej, nie zachowałbym się tak, gdyby nie to, w jaki sposób próbowali rozwiązać problem. Można się nie zgadzać z istniejącymi przepisami, uważam jednak, że jeśli już są takie a nie inne, to sprzedawcy powinni się do nich stosować. Skończyły się czasy, gdy sprzedawca to był pan i władca, a klient miał się cieszyć że dostanie cokolwiek. Wielu ludzi jednak wciąż o tym nie pamięta.
    Mam natomiast zupełnie inne doświadczenia z Tesco, gdzie reklamowałem zepsuty telewizor. Pierwsze pytanie pana z BOK-u brzmiało: "to co, wymieniamy na nowy, czy chce pan zwrot pieniędzy?". Jak widać, jeśli sklepowi zależy na kliencie, to przestrzega dewizy "nasz klient, nasz pan".
    Popatrz w ten sposób - efekt końcowy dla mnie był podobny (nowy laptop, tyle że inny model), a sklep niepotrzebnie poniósł koszty naprawy, i "zyskał" niezadowolonego klienta. A wystarczyło po prostu zrobić to, o co prosił klient.

    •  

      pokaż komentarz

      Ok... po koleii... ;)

      Nie chciałem się zgodzić na naprawę, ponieważ z mojego doświadczenia z komputerami wynika, że najczęściej po awarii jednego podzespołu w krótkim czasie zaczynają się psuć następne, na co nie mogłem sobie pozwolić

      Mozna by to napisac w stosunku do praktycznie kazdego urzadzenia ;) I wcale nie musi to byc zgodne z prawda... Tym bardziej, ze plyta glowna zostala wymieniona, a nie naprawiona, wiec nie wiem czemu mialaby sie szybciej popsuc... ;)

      bez mojej zgody i wbrew temu co wybrałem podczas zgłaszania reklamacji. Dopóki nie odstąpiłem od umowy, nie mieli prawa tego zrobić

      No chwila, ale chyba cos tu nie tak... Ty masz prawo zadac wymiany lub naprawy, sklep w przypadku gdy wybrany przez Ciebie sposob pociaga za soba nadmierne koszty ma prawo odmowic... A odstapic od umowy mozesz, jesli oba powyzsze wyjscia okaza sie niemozliwe, a nie tylko te, ktore Ty wybrales... Jak to sobie wyobrazasz w innym przypadku? Za kazdym razem trzeba by isc do sadu... To ile nowych sadow budujemy w Polsce na ten cel? ;)

      Co do 14 dni, to jeśli by potrzebowali więcej czasu, to mogli np. wysłać pismo, w którym po prostu byłoby napisane, że potrzebują więcej czasu na rozwiązanie problemu. Takie pismo kwalifikuje się pod "odpowiedź w ciągu 14 dni".

      Niestety nieprawda... W ciagu 14 dni, musisz dostac odpowiedz, czy Twoja reklamacja zostala rozpatrzona pozytywnie, czyli moga napisac, np. ze owszem wymienia, czy tam naprawia i wtedy moga to naprawiac i nastepny miesiac, ale nie moga Ci napisac, ze potrzebuja wiecej czasu na rozwazenie, czy uznaja czy nie. A skad moga wiedziec czy uznaja, jesli serwis producenta im w tym czasie nie odpowie?

      to w takim razie dlaczego od razu nie wymienili? W ten sposób ponieśli jeszcze dodatkowo koszty naprawy laptopa

      No bo mieli prawo odmowic wymiany jako pociagajacej za soba nadmierne koszty i naprawic... Oczywiscie mogli (powinni) wyslac Ci pismo i poczekac z naprawa na odpowiedz, co w zasadzie jedynie wydluzyloby czas... Moim zdaniem chcieli dobrze dla klienta...

      gdzie jest napisane że muszę? Przyznaję, że ustawa nie precyzuje wielu spraw, dlatego przepisy można interpretować różnorako. UOKiK jednak (w razie rozprawy) interpretuje je najczęściej na korzyść klienta.

      Mozesz sie nie zgodzic, tylko to nie jest rownoznaczne z tym, ze sklep ma wtedy zwrocic kase, tylko oznacza poczatek ciagania sie po sadach...
      A rzecznik konsumenta niestety dziala w ten sposob, ze potrafi zadzwonic do sklepu i drzec morde nawet jesli klient ewidentnie nie ma racji, bo moze akurat sklep sie przestraszy i zalatwi sprawe... A jak sie nie przestraszy, to sie rzecznik juz nie odzywa... Taka nasza rzeczywistosc...

      W takiej sytuacji reklamacja najprawdopodobniej nie była by przyjęta, ponieważ ekspertyza by wykazała, że został np. przetaktowany, lub niewłaściwie chłodzony

      Akurat guzik prawda :P Bo stwierdzenie z jakiej przyczyny spalil sie procek jest praktycznie niemozliwe i takie reklamacje sa w praktyce prawie zawsze uznawane... Wiec moglbym sobie regularnie palic kompa pod koniec gwarancji i wymieniac na nowy...

      Z tego wynika jedynie, czy usterka istniała od początku, czy nie. Jako klient potrzebowałbym własnego eksperta tylko w sytuacji, gdy nie zgadzałbym się z opinią ich eksperta.

      No tak, o to mi chodzi. Gdyby sklep Ci napisal, ze awaria nie wynikala z wady sprzetu, to mialbys kupe bujania i nie wiem, gdzie bys znalazl eksperta, ktory by udowodnil, ze bylo inaczej...

      Jak już wspomniałem wcześniej, nie zachowałbym się tak, gdyby nie to, w jaki sposób próbowali rozwiązać problem. Można się nie zgadzać z istniejącymi przepisami, uważam jednak, że jeśli już są takie a nie inne, to sprzedawcy powinni się do nich stosować

      Nie no, oczywiscie... Nie chce mi sie tylko szukac i liczyc wykopow, ktore tu byly, na temat tego jakie to mamy durne przepisy i ze powinien sie liczyc zdrowy rozsadek, a nie egzekwowanie przepisu za wszelka cene ;) Jak juz napisalem, to jest jedna z sytuacji, gdzie mozna wykorzystac przepisy do tego, zeby w swietle prawa naciagnac sprzedawce...
      Powaznie, nie wiem co bylo zlego w ich zalatwieniu sprawy, ja tam bym byl zadowolony, gdyby mi wymienili plyte i wiekszosc ludzi zapewne tez...

      Skończyły się czasy, gdy sprzedawca to był pan i władca, a klient miał się cieszyć że dostanie cokolwiek. Wielu ludzi jednak wciąż o tym nie pamięta.

      Acha... Czyli to taka forma zemsty? Kiedys byli niedobrzy sprzedawcy, to teraz ja bede niedobry dla sprzedawcow (niewazne, ze nie tych samych) ? Nie no, spoko...

    •  

      pokaż komentarz

      Mam natomiast zupełnie inne doświadczenia z Tesco, gdzie reklamowałem zepsuty telewizor. Pierwsze pytanie pana z BOK-u brzmiało: "to co, wymieniamy na nowy, czy chce pan zwrot pieniędzy?". Jak widać, jeśli sklepowi zależy na kliencie, to przestrzega dewizy "nasz klient, nasz pan".

      Bez zartu... Stawiasz Tesco za wzor obslugi klienta? Bo nie wiem, czy juz sie smiac... ;) Chyba akurat Ci sie fuksem trafilo, bo to co potrafia wyprawiac przy reklamacjach hipermarkety to jest dopiero dobry temat... Zreszta jak znam zycie, to oni taki towar po naprawie sprzedadza komus innemu jako nowke i nawet okiem nie mrugna...

      Popatrz w ten sposób - efekt końcowy dla mnie był podobny (nowy laptop, tyle że inny model), a sklep niepotrzebnie poniósł koszty naprawy, i "zyskał" niezadowolonego klienta. A wystarczyło po prostu zrobić to, o co prosił klient.

      To wyobraz sobie, ze "robiac to, o co prosil klient" szybko poszliby z torbami, jakby fundowali z wlasnej kieszeni nowy sprzet kazdemu komu sie popsul...

      I patrzac z perspektywy czasu faktycznie zle zrobili... Skoro Ty chcesz cynicznie wykorzystywac przepis, to oni tez mogli... W pierwszej kolejnosci powinni byli odrzucic reklamacje, jako niezasadna. Ty bys sobie pobiegal pare miesiecy szukajac eksperta, ktory by stwierdzil, ze laptop mial wade fabryczna. Pozniej sprawa w sadzie, gdyby przegrali to odwolywanie sie od wyroku itp itd. Efekt bylby taki, ze z rok albo dluzej zostalbys bez laptopa (na co podobno nie mozesz sobie pozwolic), stracilbys tyle czasu i pieniedzy, ze odechcialoby Ci sie w ogole laptopa, a nawet jakby ostatecznie przegrali, to za ten rok czy dwa, wzieliby najtanszego lapa na rynku, ktory i tak mialby lepsze parametry i oszczedzili kase. A jeszcze mieliby szanse wygrac... I co bys wtedy powiedzial, skoro tutaj wedlug Ciebie zachowali sie wobec Ciebie niewlasciwie ?

    •  

      pokaż komentarz

      ale się dyskusja rozwinęła :)
      Z tymi uszkodzeniami to miałem na myśli to, że w razie awarii może wystąpić np. skok napięcia i uszkodzić jakieś urządzenie podłączone do płyty głównej (ram, dysk twardy, itp. - mi raz przez kartę sieciową spalił się kontroler stacji dyskietek, nie wiem jakim cudem ale jednak)
      "Oczywiscie mogli (powinni) wyslac Ci pismo i poczekac z naprawa na odpowiedz"
      Dokładnie, tak według mnie powinni zrobić. To że większość klientów się zgadza na jakieś rozwiązanie nie oznacza(wg. mnie) że powinni je stosować do wszystkich, bo nie wszystkim musi odpowiadać. W sumie to był największy błąd jaki zrobili, gdyby nie to, to sprawa pewnie zakończyła by się inaczej. Myślę, że nie opóźniłoby takie rozwiązanie naprawy za bardzo, bo najprawdopodobniej wystarczyłoby telefonicznie wyrazić zgodę na naprawę,(tak jak były uzgadniane na końcu szczegóły wymiany laptopa, jak już się zgodzili) a na pewno by było lepiej odebrane(pokazałoby, że się liczą ze zdaniem klienta).
      Z tym telewizorem w Tesco to możliwe że mi się udało, nie wiem, piszę jak było :)
      Spodobał mi się twój czarny scenariusz w ostatnim akapicie ;) , chociaż jest na szczęście(dla klienta ]:-> ) mało prawdopodobny. Rzecznik w rozmowie telefonicznej przyznał, że takie sprawy są rozstrzygane (najczęściej) na korzyść klienta, nawet jak nie ma racji(!). Szczerze mówiąc też mnie dziwią te przepisy, ale powtarzam że gdyby nie ta "samowolka" z naprawą, to bym z nich nie skorzystał w ten sposób. Obiektywnie rzecz biorąc, przez to że brakuje do nich interpretacji prawnej, można tak wiele uzyskać, jeśli się jest wystarczająco wytrwałym.
      Btw. przydałby się ktoś trzeci w dyskusji, bo możemy się tak jeszcze długo przekonywać kto ma rację(jak w anegdocie z mądrym rabinem), a ciekaw jestem czy są jeszcze inne punkty widzenia.

  •  

    pokaż komentarz

    Mam problem bo kupiłem zasilacz Topower silent EZ w Komputroniku i zasilacz sie spalił gwarancje mam naniego 3lata wtym problem ze zgubiłem paragon. Jedyne co pamietam to dokłady dzień zakupu. musieli mi go sprowadzic bo niebyło w sklepie. Czy odtworzą mi jakoś paragon ?? możez ktoś kupywał w Komputroniku ?szkoda 200zł bo tyle za niego dałem

  •  

    pokaż komentarz

    W Media Markt kiedyś pan mi powiedział, że g. prawda... mogłem kazać dać to na piśmie:/

    •  

      pokaż komentarz

      Ja tak właśnie poradziłam koledze - jeśli odmawiają przyjęcia reklamacji z tytułu niezgodności z umową, to sprzedawca ma mu napisać pismo że odmawia, datę, pieczątkę, adres i podpis - albo napisać to wszystko na piśmie z którym on do nich pójdzie. I to rzecznikowi wystarczy do wygrania sprawy - bo samo w sobie jest łamaniem prawa :)

  •  

    pokaż komentarz

    Ten sam problem dotyczy orginalnego opakowania. Kupujemy w sklepie np. telewizor i sprzedawca każe(!) nam zachować karton aż gwarancja przestanie być ważna więc kisimy wielki karton po telewizorze latami na strychu. Bzdura! Nie dajcie się nabrać na takie numery, sklep nie ma prawa nie przyjąć uszkodzonego towaru do reklamacji tylko dlatego, że nie ma orginalnego pudełka. To sprzedający nas często wprowadzają w błąd tylko dlatego, że im wtedy łatwiej transportować taki uszkodzony towar spowrotem do producenta.

    •  

      pokaż komentarz

      Nie dlatego, tylko dlatego ze czesto producent robi problemy z przyjmowaniem nieoryginalnie zapakowanego sprzetu... Czesto tez dziala to inaczej, producent np. oferuje skrocony czas naprawy, jesli dostaje wszystko w komplecie, wiec jesli chcialbys miec reklamacje zalatwiona np. w tydzien, a nie w miesiac, to czasem warto ten komplet miec...

  •  

    pokaż komentarz

    Pamiętam jak na Podstawach przedsiębiorczości w szkole średniej nauczycielka nas z tego katowała i prawie wszyscy dziwili się jak można takich rzeczy nie wiedzieć, wydawało się to oczywiste. Wykop jednak pokazał, że sporo osób nadal o tym nie wie.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C4%99kojmia

    •  

      pokaż komentarz

      No ok, ale lepiej bylo dac linka do ustawy o szczegolnych warunkach sprzedazy konsumenckiej, bo to co tu jest napisane dotyczy rekojmii, ktora obecnie ma zastosowanie tylko przy transakcji pomiedzy firmami, nie jest stosowana gdy konsument kupuje towar w sklepie... A warunki rekojmii i niezgodnosci z umowa znacznie sie roznia.

  •  

    pokaż komentarz

    Ludzie na prawdę nie wiedzą, że wystarczy paragon? Nie wierzę...

    •  

      pokaż komentarz

      Uwierz na słowo - po prostu za mało jest o tym informacji, za mało się o tym mówi, a sklep za chiny ludowe się nie przyzna że ma ustawowy obowiązek przyjęcia sprzętu. Właśnie wczoraj mi kolega narzekał, że sklep nie chce mu przyjąć telefonu, mimo iż ma dowód zakupu, i był w ciężkim szoku że gwarancji nie potrzebuje. Ludzie jakoś nie łączą wiedzy - bo przecież jak się kupuje ciuch, albo buty, to gwarancji się nie dostaje, a wszelkie niezgodności z umową załatwia się tylko przy dowodzie zakupu ;) A przecież, jak pisał Noctivivans, ustawa daje więcej możliwości i jest dużo korzystniejsza niż gwarancja :)

    •  

      pokaż komentarz

      Problem polega na tym, ze ludzie nie znaja przepisow... Czy jest rola sprzedawcy edukowanie kogos, mozna by dyskutowac... Prawo jest dosc rozlegle i poza faktem, ze nieznajomosc prawa szkodzi, chyba nikt obywateli na sile nie edukuje... Wedlug mnie w interesie kazdego z nas jest, zeby swoje prawa znac. Nie ma co tu winic sprzedawcow.

      Natomiast to, ze do gwarancji oprocz paragonu potrzebna jest karta, to akurat swieta prawda... Po prostu wiekszosc ludzi powoluje sie na gwarancje, nie na niezgodnosc z umowa, a gwarancja producenta jest dobrowolna i nie musi on jej nawet udzielac. Poza tym, sklep bez tej karty rowniez nie moze przekazac sprzetu producentowi i stad ten wymog.
      Warto sie zastanowic, z czego chcemy skorzystac, gdyz czasem gwarancja daje lepsze warunki niz ustawa o niezgodnosci, czasem gorsze...

      A dlaczego sprzedawcy niechetnie mowia o niezgodnosci? Bo zmusza ich ona do ponoszenia konsekwencji za cos, na co nie maja praktycznie wplywu... W koncu to nie sklep produkuje towar i trudno, zeby mogl gwarantowac jego niezawodnosc, to juz chyba rola producenta...
      Glupota ustawy jest to, ze daje duze mozliwosci klientom do dochodzenia swoich praw, natomiast gdy sklep bedzie chcial swoje prawa wyegzekwowac u producenta, to juz takich mozliwosci nie ma i duza szansa na to, ze sam pokryje koszty... Dziwne, ze nie jest mu to na reke? Skoro jego marza czesto w najlepszym wypadku wynosi 10% a oddac bedzie musial 100% ? Gdyby poprawili przepisy w tym zakresie to z pewnoscia i sprzedawcy nie baliby sie rozwiazywac sprawy na tej podstawie.