• Reklamy Google

  • Davn +18  

    Z Tolkienem podobno było tak, że nikt nie chciał wydać władcy piercieni. W końcu zdecydowali sie wydać w 3 tomach, co rok, tak zeby było to rentowne (jak w poscie pana Andrzeja) a i tak nikt nie był przekonany że to sie sprzeda. A tu prosze, taki zonk

    pokaż komentarz
    Davn
  • scotty +9  

    Autor zarabia 3,50 zł a wydawca ponad 8 zł. A durny sklep w kretyńskiej galerii 17,5. Fajnie.

    Ja uwielbiam książki ale ich nie kupuję od kiedy zaczęły kosztować 35 zł i więcej.

    Do jakichś 22-23 zł kupowałem choć z bólem serca. Teraz tylko antykwariat, gdzie za cenę jednej będę miał osiem książek. I bynajmniej nie czuję się pokrzywdzony, że to nie nowości, bo nie oglądam reklam.

    pokaż komentarz
    scotty
  • dzarek +1  

    Ja rozumiem, że koszty pośrednie podnoszą znacząco koszty książki. Ale ustalając przy tym ceny na poziomie przewyższającym możliwości przeciętnego czytelnika nie pomaga się sprzedaży. Zakupiłem ostatnio sobie książkę "Staram się ratować każdego". Książka w twardej oprawie, ponad 800 stronicowa, ale kosztowała mnie 80zł i to tak 8zł taniej niż cena z okładki. Akurat jako zainteresowany tematem jestem w stanie tyle wyłożyć i będąc w trakcie lektury stwierdzam, że warto. Jednakże poza takimi jak ja nikt "postronny" nie sięgnie po ten tytuł.

    pokaż komentarz
    dzarek
  • Fiant +1  

    To chyba nie jest kwestia, czy mnie interesuje poszerzanie słownictwa oraz poprawianie ortografii (z której jestem całkiem dobry). Książka powinna dać mi frajdę, rozrywkę - a w szkole nauczyli mnie tego, że książka to obowiązek (zresztą i tak nie czytałem lektur, bo to nawet czasem było niemożliwe, kiedy nauczyciel mówił: "Za tydzień lektura X, a za dwa tygodnie Y".

    pokaż komentarz
    Fiant
  • kixner +18  

    35 zl za ksiazke to jest nic.
    Zobaczcie po ile stoja ksiazki o programowaniu i podreczniki do szkoly. Tam nie ma mowy o malym rynku zbytu.

    pokaż komentarz
    kixner
  • macz +1  

    Akurat ksiazki o programowaniu to jakis wielki rynek zbyt chyba nie jest :P A pozatym przetlumaczenie techniczej ksiazki kosztuje pewnie wiecej niz zwyklej. Do tego czesto jest tam wiele stron z obrazkami kolorowymi co dodatkowo podbija cene.

    pokaż komentarz
    macz
  • sylwek2k +1  

    @macz : OK, zgodze sie, ze nie ma za duzego zbytu na ksiazki o programowaniu, ale z drugiej strony, biorac pod uwage ich NISKA JAKOSC i ilosc obrazkow, to powinny byc zdecydowanie tansze... /zdecydowanie wole przeczytac wersje w oryginale, albo zostac przy oryginalnym helpie../
    Ostatnio ogladam ksiazki o fotografii... przy cenie do okolo 100 PLN nie bylo w czym wybierac /okolo 40 ksiazek, ktore tak naprawde opisywaly podstawy/, jedyna ksiazka, ktorej TRESC byla dla mnie interesujaca /czyli w koncu cos nowego/ kosztowala ~160 zeta /za ~300 stron/ i w dodatku byla po...angielsku... skonczylo sie na ebooku... ale szukam normalnej wersji...

    pokaż komentarz
    sylwek2k
  • macz -2  

    Niski naklad + duzo koloru + dobry papier = wysoka cena.

    pokaż komentarz
    macz
  • sylwek2k +1  

    @macz:
    raczej: niski naklad + odcienie B&W + kiepski papier /albo zwykly/, a cena i tak wysoka...

    pokaż komentarz
    sylwek2k
  • kixner -1  

    Naklad ksiazek informatycznych napewno nie jest taki niski jak opisany w wykopanym poscie.
    http://helion.pl/ksiazki/thija4.htm
    http://helion.pl/ksiazki/phmsv3.htm
    To jest malo? Fakt, sa duzo grubsze, ale mimo wszystko powinny kosztowac conajmniej 30% mniej.
    Po za tym, zobaczcie ceny podrecznikow do angielskiego. Tu nie ma mowy o malym nakladzie. A 100 stronicowa ksiazka kosztuje 60 zlotych.

    pokaż komentarz
    kixner
  • sylwek2k +3  

    @kixner : a co najlepsze, to ksiazki z serii 'thinking in...' mozna LEGALNIE pobrac za friko ze strony autora /ale tylko w oryginale/

    pokaż komentarz
    sylwek2k
  • AltumVidetur +10  

    ciekaw jestem kiedy wydawcy zauważą, że udostępniając po etapie korekty np. PDF nie ponoszą żadnych dodatkowych kosztów, a mogą zyskać co najmniej kilkuset klientów(np. mnie o ile cena będzie trochę niższa).

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • AltumVidetur +8  

    mhm, ale mówię o wprowadzeniu e-booka jako dodatkowej formy dystrybucji, więc wszystkie zyski z niego są niejako "gratis". Zresztą... z tego postu wynika, że zysk rzędu 4zł na egzemplarzu nie był by do pogardzenia dla wydawców.

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • deccan +5  

    Albo dać do korekty grupie czytelników beta-testerów ;)
    Poprawią lepiej i za friko ;)

    pokaż komentarz
    deccan
  • sylwek2k +7  

    @AltumVidetur: jak wprowadzisz ebooka, to powinien on byc tanszy o (17,5+ koszt druku) od zwyklej ksiazki czyli koncowa cena nie powinna byc wieksza niz max 13 zeta /bo wydawnictwo i tak juz przeciez i tak zarobilo/, a biorac pod uwage, ze liczba czytelnikow wzrosnie wraz ze spadajaca cena ksiazki, to cena powinna oscylowac w okolicach magicznych 9 PLN /jako ebook/ :)

    pokaż komentarz
    sylwek2k
  • mathu 0  

    Na Amazonie ebooki kosztują 30% ceny papierowego wydania.

    pokaż komentarz
    mathu
  • AltumVidetur 0  

    na ebooki.pl mało który kosztuje więcej niż 7-8zł wątpię, żeby tak było kiedy, będą tak publikować też znani autorzy, ale gdyby było 15zł to było by nieźle ;]

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • mathu 0  

    Wejdź na Amazon i sam się rozejrzyj...

    pokaż komentarz
    mathu
  • Pumar +12  

    Z ebookami jest jak dla mnie jeden problem: jak to do cholery czytać:P Na monitorze to męka, kiedyś czytałem w komórce:P ale też nie było to zbyt przyjemne.

    Do póki ebook readery (czy jak to się tam nazywa to z tym epapierem itp) nie stanieją to ja jestem przeciwko ebookom, wole zwykłe książki.

    pokaż komentarz
    Pumar
  • FrasierCrane +2  

    Słusznie (dodatkowo @mathu - w przypadku ebooka możemy zwiększyć przychód, ponieważ możemy ustalić marżę, która w tradycyjnym sklepie ma 50%, na dajmy na to 25%), jednakże wydawnictwa obawiają się, że taki 'goły' PDF, bez żadnych DRM byłby zbyt łątwy w kopiowaniu. Moim zdaniem bzdura - kto chce, może i teraz łątwo znalexc praktycznie każdą populraną książkę w internecie, a bawienie się w DRM czy 'ekskluzywne' programy otwierające dany format to ślepa ukliczka. Tak dla nowych kanałów dystrybucji, trzeba zaufać fanom, którzy niekoniecznie potrzebują papieru. Większosć zapłaciłąby za książke ulubionego autora.

    Co do tych wyliczeń - czemu nie podał możliwość wykluczenia pośrednika - księgarni i sprzedaży bezpośrednij przez internet? Jasne że jest z tym sporo zabawy, ale jeżeli mam oddawać na starcie potencjalną połowę przychodu komuś innemu, to ja dziękuję,

    @Pumar - bo ja wiem, mi nie przeszkadza. Długo możnaby pisać o formatach, ale nawet taki PDF w foxit readerze na laptopie śmiga aż miło. Jeżeli chodzi o rozwiazania 'mobilne', to ksiażki przerabiam Mobipocket Reader (lub kupuję bezpośrednio, http://www.mobipocket.com/en/HomePage/default.asp?Language=EN ) - duża swoboda w kontroli nad tekstem, a na mojej Nokii e61i czyta się wygodnie - no, ale ona ma trochę inny ekrean niż większość telefonów.

    pokaż komentarz
    FrasierCrane
  • mathu +7  

    Kindle kosztuje jakieś 800 zł. To jest na razie dużo, ale za rok będzie już kosztować 400, a potem 200.

    Czytanie na jakimkolwiek ekranie który świeci to jakaś pomyłka.

    pokaż komentarz
    mathu
  • macz +7  

    Dla mnie ebooki to porazka, a na readerze to moze bym gazete czytal czy jakies artykuly najwyzej.
    Ksiazka to jest jednak ksiazka :P Papier, zapach a po wszystkim mozna postawic na polce i podziwiac miny znajomych ktorzy pierwszy raz widza nasza biblioteczke ("wtf? po co mu tyle ksiazek? on to czyta?").

    pokaż komentarz
    macz
  • fumiasty -5  

    już widzę te tłumy kupujące ebooki. Jeszcze przy ściąganiu pirackich programów, mam jakieś tam wyrzuty sumienia. Dodam, że wolę znaleźć darmową wersję programu niż jechać na piracie, ba nawet czasem kupię grę, by wesprzeć niekomercyjny projekt, ale przy ebookach jechałbym bez opamiętania. Naprawdę, musiałby cud się stać bym kupił ebooka.

    pokaż komentarz
    fumiasty
  • AltumVidetur 0  

    A wg. mnie to wymaga tylko przyzwyczajenia mam dość starą już nokię N-series(obecnie poniżej 400zł, wiec w porównaniu do Kindle lepiej), ani to wielkiego ekranu nie ma, ani specjalnie do książek dedykowane nie jest, a w tym moemencie łatwiej mi się skupić na tekście przesuwającym się po wyświetlaczu(może dlatego, że obejmuje wzrokiem większość "strony").

    Świecący ekran... na początku męczył, teraz uważam, że to błogosławieństwo. Mogę swobodnie czytać nawet wieczorem w autobusie.

    Co do miny to owszem dziwią się że masz dużo na półce, ale po wytłumaczeniu, że czytasz ksiażkę na telefonie mina jest bezcenna :)

    Jeśli chodzi o amazon, to mój angielski jest trochę za słaby, żeby swobodnie czytać, szczególnie cięższe dzieła. Choć może to okazja żeby go podszlifować ;]

    Akurat ja ściągam e-booki "bez opamiętania" bo tak mi wygodniej czytać, gdyby można było je tanio kupić zapewne większość bym kupował:)

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • Pumar +5  

    Hmm przy 400 już bym się zastanowił a za 200 to od razu kupił:P Ale coś w to wątpię żeby tak szybko zeszło z ceny, trza poczekać aż chinole zaczną wypuszczać jakieś ich podróby za bezcen to może stanieją:P

    @Frazier tylko to zależy od komy:P widziałem u kumpla książki na iphonie i wyglądało to naprawdę dobrze, no ale z moim k800i to jednak nie będzie raczej to:P

    @macz Fajnie jest mieć biblioteczkę dużą no ale jednak to jak dla mnie zbyt duży wydatek:P No i łatwiej nosić takiego readera żeby czytać np w autobusie niż całe książki które czasami są aż za duże:P

    pokaż komentarz
    Pumar
  • dziczku +4  

    Wiecie co - teraz może się to wydawać głupie, ale za kilka lat takie Kindle i inne "readery" będą po prostu rozdawane przy zakupie jakiejś tam ilości książek, prenumeracie itp. Bardzo niedawny przykład - odtwarzacze DVD.

    pokaż komentarz
    dziczku
  • vasilij +2  

    Na komorce naprawde fajnie sie czyta. Ja zaczynalem od Siemensa SL45i, ktory walil mi po oczach pomaranczowym podswietleniem, co w nocy bywalo meczace (chociaz szczerze mowiac dalo sie przywyknac). Teraz korzystam z Qreadera na kilkuletniej nokii z symbianem. W dzien podswietlenie na max i czarne litery na bialym tle - swiatlo sloneczne nie utrudnia czytania. Noca podswietlenie obnizam ile tylko mozna, wlaczam czarne tlo i szare litery - zmniejsza to kontrast i pozwala czytac naprawde dlugo bez nadwyrezania wzroku.

    pokaż komentarz
    vasilij
  • mathu +4  

    No i ile czytasz książkę na takiej komórce? I co to za przyjemność?
    Miałeś kiedyś w rękach dobrze wydaną książkę?

    pokaż komentarz
    mathu
  • AltumVidetur +1  

    mathu, uprzedzony jesteś :)
    czyta się mniej więcej tyle samo, przyjemność jest taka sama, bo treść też jest taka sama:)
    a książki... myślę, że nie skłamię jeśli powiem, że przeczytałem kilkaset - bardzo różnie wydanych. W sumie to zawsze wolałem te ciut starsze niż nówki prosto z drukarni - jakoś bardziej "klimatyczne" były. A teraz... cóż niewygodne mi się wydają.

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • mathu -3  

    Bzdura, pewnie czytasz same fantasy z FS więc dla ciebie nie widać różnicy. Przeczytaj na takiej komóreczce cegłę która ma 1000 stron małym drukiem, to pogadamy o wygodzie.

    pokaż komentarz
    mathu
  • AltumVidetur +1  

    ładnie mnie zaszufladkowałeś:)
    cały cykl o wiedźminie wystarczy? mogę dorzucić jeszcze władcę pierścieni, a rekordzistą(w jednym tomie) jest prawdopodobnie "to" kinga - ponad 1200 stron. Ciekawą książkę na 500 potrafię przeczytać w 2-3 dni przed snem. Chyba w miarę normalne tempo?:)
    Naprawdę to jest tylko kwestia przyzwyczajenia.

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • mathu 0  

    Przeczytaj tak Dukaja i podziel się wrażeniami :>

    pokaż komentarz
    mathu
  • AltumVidetur +1  

    Kiedyś zacząłem "perfekcyjną niedoskonałość", ale jakoś mi nie podchodzi - zbyt abstrakcyjny jak na mój gust.

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • majster_sztyk +15  

    Fakt, książki są drogie, a przytoczone 35zł, to nie dość, żę maksymalny pułap, to najczęściej spotykany. Np wszystkie książki Kinga w Empiku kosztują właśnie 35zł...

    Ale ludziom to nie przeszkadza. Biorą książkę i czytają na kanapie 5 metrów od kasy. Wszystko jestem w stanie zrozumieć, ale żeby wkładać własne zakładki w miejscu, w którym skończyło się czytać to już chyba drobna przesada. ;P

    pokaż komentarz
    majster_sztyk
  • chlopomania +8  

    Chyba po to są tam stoliki/miejsca do siedzenia, więc nie widzę problemu.

    pokaż komentarz
    chlopomania
  • libertyn_p +6  

    Te fotele są czasami tak wygodne, że czytanie w Empiku bywa przyjemniejsze niż w domu.

    pokaż komentarz
    libertyn_p
  • xxcyborgxx -6  

    Nie wiem jaka przyjemnosc plynie z czytania ksiazki w Empiku (pomijam juz calkowicie fakt, ze nieraz ludzie patrza na okupujacych siedzenia jak na idiotow)... Ale coz, o gustach sie nie dyskutuje.

    pokaż komentarz
    xxcyborgxx
  • majster_sztyk +2  

    @chlopomania - zgadzam się, te miejsca są do czytania, ale żeby zaginać kartki na stronie, na której skończyło się czytać? Albo wkładać własne papierki żeby zaznaczyć? Już mogli by chociaż zapamiętać numer strony.

    pokaż komentarz
    majster_sztyk
  • John_Wolfe +5  

    Masz rację, to chamstwo, a zaginanie kartek ociera się o wandalizm. Ale nie zapominajmy, jakie były początki EMPiK-u. Wywodzi się przecież z Klubów Międzynarodowej Prasy i Książki, w których o to właśnie chodziło, że były swoistymi czytelniami i klubami dyskusyjnymi, a także kawiarniami. Cześć mu i chwała za to, że wciąż można tam przyjść i poczytać.

    pokaż komentarz
    John_Wolfe
  • Kacper86 +6  

    @xxcyborgxx: Jakie cwaniactwo?! Przeciez empik oficjalnie pozwala na czytanie ich ksiazek w specjalnie do tego przygotowanych miejscach. Dzieki temu, ludzie maja kontakt z ksiazkami, i po przeczytaniu ksiazki darmowej, dwie kolejne zakupia. A z moich obserwacji wynika, ze takie osoby przewaznie kupuja te ksiazki, ktore zaczynaja czytac na kanapach, bo nie maja czasu ich skonczyc w empiku. Mam na to nawet dowody, bo kilku moich znajomych ostatnio tak zrobilo ;)

    pokaż komentarz
    Kacper86
  • Blackbull -1  

    Dzięki tej polityce Empiku, gdy ktoś chce kupić książkę to oczywiście idzie do Empiku, nie do jakiegoś "Domu Książki". Polecam Traffic w Warszawie, pod względem wygody czytania tam jest lepiej niż w wielu Empikach. Kanapy stoliki, wifi itd.

    pokaż komentarz
    Blackbull
  • mathu +15  

    Najgorsze jest to że książki całkowicie znikają z rynku bo w tym durnym kraju nikt ich nie czyta. Spróbujcie np. kupić Cryptonomicon Stephensona a potem podzielcie się znalezioną ceną. To jest bestseller tego autora, wydany u nas kilka lat temu. Teraz nie do dostania.

    Ja jestem skłonny zapłacić co najmniej 80 zł za dobrze wydaną i treściwą książkę (ostatnio np. sprowadziłem sobie z Anglii The Complete Sherlock Holmes, 1200 stron, płócienna okładka, 20 funtów). Niestety najprawdopodobniej będę się musiał całkowicie przerzucić na książki w oryginale, bo w Polsce nikt już nic ciekawego nie wydaje. Jedynie gówniane fantasy dla gimnazjalistów.

    pokaż komentarz
    mathu
  • Magnes +2  

    Jako że ciekawych książek nikt nie tłumaczy, ja się przerzuciłem na oryginały. Wychodzą mnie taniej niż książki w Polsce mimo że muszą płynnąć zza oceanu. :| (skrajny przykład to powieść George'a R. R. Martina, która kosztowała mnie ok. 35zł w oryginale, a w Polsce została wydana w dwóch tomach, 45zł każdy, sprowadzam przez pośrednika, chyba to idzie z Amazonu, nie wiem, nie przyznali się, wada jest taka, że jednorazowe zamówienie muszę składać dość spore, żeby nie zapłacić za wysyłkę :P)
    I fakt, że w Polsce nie ma też wznowień i nawet jeśli coś zostało przetłumaczone, to często już tego po prostu nie ma.

    pokaż komentarz
    Magnes
  • Targanit 0  

    Dokładnie, to nawet fantasy nie jest. I tak też jedyne nowości jakie dostajemy to właśnie 'książki młodzieżowe', książki znanych 'pseudo - gwiazd' i bestsellerystykę amerykańską. Czasem zdarzą się perełki, ale tak nie powinno być. Kto by pomyślał, że teraz nie można kupić chociażby pikniku na skraju drogi Strugackich, czy nawet PIERWSZEJ części 'Oka Jelenia' Pilipuka.
    Ogólnie jeśli chodzi o serie też jesteśmy olewani, bo dostajemy tylko najnowsze wydania.

    pokaż komentarz
    Targanit
  • Pumar +1  

    Targanit 2 tygodnie temu kupiłem w Auchanie (supermarket, żadna księgarnia) 4 części oka jelenia, tak więc jak widać da się jeszcze go w wielkich trudach znaleźć:P

    I dobrze jest czasami kupić na allegro, nie trzeba łazić po księgarniach i większy wybór tylko trza się za wysyłke wypłacić (i tak często wychodzi taniej niż w księgarniach),

    pokaż komentarz
    Pumar
  • Pumar 0  

    Kurde nie zdążyłem edytować...
    Co do Oka Jelenia to te wszystkie części by się zmieściły w maksymalnie 2 tomach... Wokół tekstu są jakieś idiotyczne hmm znaczki które biorą cholernie dużo miejsca i przez to jest grubsze... No ale cóż.

    pokaż komentarz
    Pumar
  • wolodia 0  

    Piknik na skraju drogi wydali na nowo przy okazji Stalkera, a na Allegro jest niecałe 10 NOWYCH egzemplarzy, więc rozejrzyj się zanim zaczniesz marudzić.

    pokaż komentarz
    wolodia
  • Strus 0  

    "Kto by pomyślał, że teraz nie można kupić chociażby pikniku na skraju drogi Strugackich"
    Chcesz kupić? Tanio oddam, mam jedną kopię zafoliowaną (wygrałem w konkursie na gram.pl, ale wcześniej ją kupiłem, więc nawet nie rozpakowywałem jak przysłali).

    Co do Oka Jelenie to nie wiem jak np. w empikach, ale u mnie w okolicy jest taka miła księgarnia z kącikiem fantasy i ostatnio widziałem tam wszystkie części (ale to może z powodu małego popytu).

    pokaż komentarz
    Strus
  • UlfNitjsefni 0  

    jeśli chodzi o to że Polska nie czytuje książek, to z chęcią bym zobaczył jakieś konkretne badania na ten temat, i konkretne liczby ile to Polaków czyta książki, teoretycznie można to wywnioskować z ilości sprzedawanych książek, jeśli chodzi o fantastykę to jest to 2000 w porywach do 3000 egzemplarzy, lecz książki te kupują zazwyczaj te same osoby, czyli powiedzmy 8000 osób czyta i kupuje fantasy, a co z resztą ? jak ktoś wie to będę wdzięczny za odpowiedź

    jeśli chodzi o małe księgarnie, to są to prawdziwe perełki, w których można często znaleźć egzemplarze książek których już nigdzie dostać nie można, a NAJlepsze są księgarnie prowadzone, przez miłośników książek i ludzi z powołaniem którzy są najczęściej starszymi, ale bardzo ciekawymi ludźmi z którymi można odbyć bardzo ciekawe rozmowy

    pokaż komentarz
    UlfNitjsefni
  • AltumVidetur 0  

    http://wyborcza.pl/1,75475,6410206,Polacy_coraz_bardziej_nieoczytani.html

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • Mete -1  

    to wez kup jak cena kazdego produktu jest odwrotnie proporcjonalna do jego popytu ...

    praw rynku nie zmienie ale akurat to prawo mozna by zagiac jakas hiperbola i by zadzialalo !!

    pokaż komentarz
    Mete
  • dondon +4  

    Jeżeli dobrze rozumiem to 50% ceny książki to marża dla sklepu. To może by tak własna księgarnia i sklep internetowy?

    pokaż komentarz
    dondon
  • majster_sztyk -2  

    Nie sklepu, a wydawcy. Z resztą przelicz sobie ile wyjdzie otwarcie własnej księgarni... A dobry wydawca to reklama sama w sobie.

    pokaż komentarz
    majster_sztyk
  • dondon 0  

    Mógłbyś rozwinąć? Jaką rolę pełni wydawca?

    pokaż komentarz
    dondon
  • M4ks -2  

    i sprzedaż moze 50 książek, 35500.5 = bardzo niewiele

    pokaż komentarz
    M4ks
  • FrasierCrane 0  

    @majster_sztyk

    Jesteś pewien? Ja rozumiem ten fragment:
    ---
    Po drugie, jest coś takiego jak marża (w przypadku takiego np. Maga wynosi ona około 50%; inni mają pewnie średnią marże na poziomie 40-45%). Tak więc za książkę, która kosztuje 35 zł, wydawca otrzymuje 17.50.
    ---
    Trochę inaczej. Chciałoby się powiedzieć, gdzie w takim razie idzie pozostałe 17,5 zł ;-). Ja nie twierdzę że marże ksiegarń powinny być niższe - to wielki sukces mieć taką rentowną w Polsce. Sądzę tylko, że wydawcy mogliby znaleźć sposoby na ich ominięcie.

    pokaż komentarz
    FrasierCrane
  • budus2 0  

    Weźmy wydawnictwo Rosner i Wspólnicy, wydające książki Marcina Bruczkowskiego. Mają własny sklep internetowy, w którym jest sporo taniej niż w księgarni. Taki na przykład "Singapur, czwarta rano" jest tam o 10 zł tańszy niż w księgarni (w tym sklepie 19 zł, a w księgarni co najmniej 29)
    http://www.riw.pl/index.php?catid=3&pid=64&pf=&os=

    pokaż komentarz
    budus2
  • ufos +5  

    "Ceny książek w Polsce - dlaczego są tak wysokie?" albo "Książki w Polsce - dlaczego są takie drogie?", bo tak to co? Czemu ceny tyle kosztują? :-)

    pokaż komentarz
    ufos
  • iznogud +5  

    Rzeczywiście, zajrzałem na swoją półkę - "Achaja" Ziemiańskiego z Fabryki Słów. Trzy tomy, co ciekawsze, każdy kolejny cieńszy. Czcionka spora, większę odstępy między wierszami i kilka rysunków poupychanych gdzieniegdzie. Gdybym kupił wszystkie tomy wydałbym 90zł! (29,9 za jeden, dostałem je za punkty, więc się nie przejmuję). Ale za cholerę nie zdałbym sobie z tego sprawy - ot trzy dość grube książki poniżej 30zł. Wykop, który wykopuję i mogę powiedzieć, że jest naprawdę wart wykopania ;)

    pokaż komentarz
    iznogud
  • Dzazder +2  

    Według mnie nie najlepszy przykład :) Zgadzam się, że każdy kolejny tom coraz cieńszy, ale jakby wszystko było w jednym tomie, to Achaja byłaby naprawdę potężna.
    Osobiście rozumiem to dzielenie książek na tomy. Każdy chce zarobić, a książki sprzedają się kiepsko (2000-3000 sztuk, co to jest?).

    pokaż komentarz
    Dzazder
  • iznogud 0  

    Podliczyłem strony Achaii - razem 1590. Jeśliby zmniejszyć czcionkę, odstępy, wywalić rysunki, zwiekszyć format - wyszłoby pewnie poniżej 1tys. stron. Taki "Lód" Dukaja ma ponad tysiąc, a kosztował 50zł.

    pokaż komentarz
    iznogud
  • blindxp +3  

    Rysunki dodaja smaczku to raz, dwa że wydanie w 3 tomach to byl dobry pomysl zwlaszcza ze autor wyraznie na poczatku sam nie wiedzial jak sie ksiazka skonczy (co widac po zenujaco slabym i najcienszym 3tomie).
    A co do Lodu to fakt kosztowal 50zl ale czytalo sie tak niewygodnie ze naprawde mogli to podzielic przynajmniej na 2 tomy.

    pokaż komentarz
    blindxp
  • Vince +1  

    Dokładnie. Co prawda, chciałoby się powiedzieć "carski", Lód Dukaja wygląda zaj#%iście na półce, ale czytało się go ciężko w I tomie.

    pokaż komentarz
    Vince
  • Piusucki +1  

    Mnie martwi to, że ludzi słabo się zachęca do czytania. Stąd drogie książki. Weźmy taki Teleexpress (jak już zdarzy mi się to widzieć, bo ktoś inny akurat ogląda) to dostaję szału. Promują tam czasem książki... zachęcają do czytania? Nie. Odwrotnie. Ostatnio były to jakieś felietony 40 letniego nieznanego chyba nikomu dziennikarzyka. Kiedyś były to wspomnienia jakiejś kobieciny o XVII - wiecznej baletnicy z arystokratycznego rodu! Innym razem, znów - Niesamowita historia o porzuconej namiętności i niegasnących uczuciach. Znowu autorka-widmo. Albo zbiór wierszy i poematów XIII - wiecznych... no dajcie mi żyć. Kto to czyta?!

    Państwo mnie zniechęca do czytania. Beznadziejne książki pokazywane w TV publicznej. Beznadziejny kanon lektur, nudni pod tym względem nauczyciele. Gdyby czasem mówili, jak to coś fajnego czytali. Coś współczesnego, co mogłoby się uczniom spodobać. A oni się podniecają Panem Tadeuszem. [b]Nic dziwnego, że się tak mało sprzedaje.[/b]

    Weźmy takiego Harrego Pottera, którego mnie zachęciła koleżanka i od którego zaczęło się moje czytanie książek - państwo mnie ostrzega, że jest niebezpieczny.

    Gdyby sprzedawać więcej, koszty mogłyby spaść. Niestety nie widzę innego wyjścia. Tyle, że nic się w tym kierunku nie robi, pewnie będzie, jak jest. A na książki i tak będę wydawał kasę.

    pokaż komentarz
    Piusucki
  • Blackbull +1  

    Chyba mylisz państwo z kimś innym. Dla władz jest obojętne, czy czytasz dzieła zebrane Jana Pawła II, czy 100 dni Sodomy.

    W podstawówce powinno być więcej książek lekkich zachęcających do czytania, jak np. Harry Potter. Co do poźniejszych lat edukacji to i tak jak ktoś nie chce to nie czyta. Nie wspominając o tym, że większość książek naprawdę powinna być w kanonie lektur, ale cóż niektórzy wolą gówniane fantasy, jakiegoś autora, którego za 20 lat nikt nie będzie pamiętał.

    pokaż komentarz
    Blackbull
  • AltumVidetur 0  

    nie przeczytałem chyba żadnej lektury w liceum i szczerze mówiąc nie obchodzi mnie, czy powinny być w kanonie lektur, czy nie - sam potrafię wybrać co mnie interesuje - to co jest w kanonie lektur to z reguły tragicznie nudne, wydumane, rozdmuchane powieścidła.

    Co do fantastyki to nie wiem skąd ten śmieszny pogląd, że albo czytasz coś ciężkiego kalibru, albo gówniane fantasy - najbliżej fantasy był chyba Tolkien ze swoim władcą - z pewnością zostanie wkrótce zapomniany.

    co do władz - właśnie w tym problem.

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • chlopomania -1  

    to co jest w kanonie lektur to z reguły tragicznie nudne, wydumane, rozdmuchane powieścidła.
    Skąd wiesz, skoro nie czytałeś?

    pokaż komentarz
    chlopomania
  • AltumVidetur 0  

    źle to ująłem - zwątpiłem po kilku rozdziałach - nie było takiej której bym nie tknął w ogóle.

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • iznogud +1  

    Jeśli ktoś oczekuje, że w szkole średniej będzie czytał książki "porywające jak Harry Potter" i "zachęcające do czytania" - to niestety głupoty pisze. Tak samo jak na matmie nikt nie bawi się łamigłówkami przez całe lekcje, tak i na języku polskim nie czyta się dla samej przyjemności! Straszne, co nie? Język polski - a nie Godzina z Przyjemną Lekturą - ma uczyć min. rozwoju naszego języka, przełomowych utworów, przy okazji pozwala zrozumieć historię. Jeśli się to komuś nie podoba - to trudno, nie musi.

    P.S. @AltumVidetur - Tolkien żyję i żyć będzie ;) - to genialny pisarz i nie zdziwiłbym się gdyby kiedyś wszedł do kanonu lektur nie tylko Hobbit, ale i Władca Pierścieni...

    pokaż komentarz
    iznogud
  • AltumVidetur +1  

    jest wiele ambitniejszych lektur od Harrego Pottera, które są równie przyjemne w czytaniu, a co do tego co mówisz o łączeniu przedmiotów, to widocznie coś tu nie działa, bo większość licealistów nie wie dlaczego przyszło jej toto czytać, więc godzina z przyjemną lekturą była by pożyteczniejsza.

    Pozatym nie uważasz, że przydało by się pokazać literaturę z każdej strony, a nie jedynie tą patriotyczną i poprawna politycznie? Nie uważasz, że wskazane było by budzić zainteresowanie lekturą i wprowadzić dwie-trzy książki, które można przeczytać z zainteresowaniem? Choćby coś z Tolkiena.

    Potem wychodzisz z liceum i książka kojarzy Ci się z nudnym badziewem, napisanym archaicznym niezrozumiałym językiem, do którego przeczytania zostałeś zmuszony, bo ktoś uznał, że to "przełomowe dzieło".

    Co to wogóle za podejście, że szkoła musi być nieprzyjemna?

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • iznogud +2  

    W sumie nie mam nic do Harrego Pottera - sam go przeczytałem :) Takie lektury jak mówisz - mniej patriotyczne są w kanonie - Gombrowicz, Witkacy, Bułhakow, Kafka... - też uważam, że jest ich jednak za mało, a niektóre lekury wydają sie niepotrzebnie poupychane (czy wszyscy pozytywiści nie pisali tak samo? ;) - po co dawać więc 2 książki Sienkiewicza, Prusa, Orzeszkowej itd.).
    Pytasz się czy nauka w szkole musi być nieprzyjemna. Nie odpowiem Ci na to pytanie, bo to bardzo subiektywne, czy coś jest przyjemne, czy nie. Nauka musi uczyć - to jej podstawowe zadanie ;) Dla mnie taka chemia była niemiłosierną męczarnią, ale nie żadałbym, żeby w ramach ciekawszych lekcji prezentowano proces destylacji alkoholi, bo wiem, że niektórych chemia bardzo interesowała.
    Rozumiem podstawówkę, gimnazjum - ok, to są szkoły obowiązkowe, można dawać lektury głównie zachęcające do czytania, ale jak słysze maturzystów, którzy nie przeczytali Pana Tadeusza, bo jest pisany wierszem i go nie kumali, to mnie krew zalewa.

    pokaż komentarz
    iznogud
  • AltumVidetur 0  

    ano są, zawsze to jakaś odmiana, ale jest wiele współcześniejszych dzieł, bardziej przemawiających do ludzi w tym wieku - bo z którym bohaterem z lektur można się identyfikować?(może nie licząc zakochanych nastolatek wzdychających za werterem). Może HP nie jest na odpowiednim poziomie ale już Sapkowskiego można by gdzieś tam wcisnąć.

    Chemia... cóż uczyłem się jej bez specjalnej niechęci, nawet momentami z ciekawością, ale na dobrą sprawę po co to wszystko(a właściwie niewielka część, bo kierunek mało chemiczny) dowiedziałem się na studiach - też od rzyci strony.

    Co do Pana Tadeusza, to przeczytałem go jeszcze w gimnazjum, ale faktem jest, że dla kogoś kto się w to specjalnie nie zagłębiał może się wydawać dość dziwna(w sumie to nadal nie jestem pewny, czy potrafił bym w przekonujący sposób wyjaśnić licealiście dlaczego polska epopeja narodowa zaczyna się od słów "litwo! ojczyzno moja!"). Nie ukrywajmy to nie jest znów taka prosta i lekka lektura, a wprowadzenie w jej świat ze strony nauczycieli było delikatnie mówiąc pobieżne.

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • mathu +1  

    Tak tak, wywalmy Pana Tadeusza, Dziady i Giaura bo to jest takie passe, nie przyda się do niczego przeciętnemu licealiście czy gimnazjaliście przy jaraniu blantów i zarywaniu panienek. Najlepiej całkowicie wywalmy romantyzm i tym podobne bzdury i czytajmy Sapkowskiego i Pilipiuka. No i Masłowską, Masłowska musi być koniecznie bo jest zaj#%ista. I teksty Mezo, też są zaj#%iste. Niech na polskim będzie coś o życiu, a nie jakieś pedalskie wiersze. Nie można zniechęcać uczniów do czytania.

    Z biologii też trzeba wywalić jakieś komórki i inne bzdury a zamiast tego uczyć o seksie oralnym bo to się przyda i nie będzie zniechęcać do nauk biologicznych.

    I wywalić matematykę z matury, bo każdy ma mieć maturę. Bo matura jest zaj#%ista.

    pokaż komentarz
    mathu
  • AltumVidetur -1  

    Co do blantów to słyszałem, że dziady właśnie dobrze wchodzą po solidnym zjaraniu się ;)

    Słyszałeś kiedyś takie słowo jak kompromis? Pan Tadeusz(dobrze wytłumaczony) raczej nie pogryzie się na jednej półce z Sapkowskim, nie uważasz?
    Taki z Ciebie miłośnik kanonu lektur, a nie wiesz jak się kończy wmawianie, że ktoś wielkim poetą był, bez uzasadnienia?

    Co do meza to jego teksty są równie płytkie jak problemy wertera - obaj są siebie warci(Wiem, że werter pokazuje "trendy" w pewnej epoce, co nie znaczy, że musi mi się to podobać).

    Co złego w tym, że w szkole oprócz tego co uczy, będzie też coś ciekawego?

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • mathu 0  

    "Słyszałeś kiedyś takie słowo jak kompromis? Pan Tadeusz(dobrze wytłumaczony) raczej nie pogryzie się na jednej półce z Sapkowskim, nie uważasz?"

    Nie uważam, nie widzę żadnego sensu w nauczaniu w liceum o Sapkowskim.

    "Taki z Ciebie miłośnik kanonu lektur, a nie wiesz jak się kończy wmawianie, że ktoś wielkim poetą był, bez uzasadnienia?"

    Mnie uzasadniano.

    "Co do meza to jego teksty są równie płytkie jak problemy wertera - obaj są siebie warci(Wiem, że werter pokazuje "trendy" w pewnej epoce, co nie znaczy, że musi mi się to podobać)."

    Teksty w szkole nie mają się podobać tylko uczyć na przykładach.

    "Co złego w tym, że w szkole oprócz tego co uczy, będzie też coś ciekawego?"

    Dopóki szkoła jest bezpłatna, ma uczyć, a nie zadawać do czytania postmodernistyczne fantasy.

    Poza tym jeśli ktoś po skończeniu podstawówki nie ma ochoty czytać książek to liceum już go tego nie nauczy. Tylko że taki ktoś nie powinien mieć matury.

    pokaż komentarz
    mathu
  • AltumVidetur 0  

    "Nie uważam, nie widzę żadnego sensu w nauczaniu w liceum o Sapkowskim."
    A nie uważasz, że budowanie chęci do samodzielnego czytania i szukania wiedzy to całkiem niezły powód?

    "Mnie uzasadniano."
    Gratuluje nauczyciela/Twojej własnej znajomości tematu - musisz jednak wiedzieć, że to nie jest norma

    "Teksty w szkole nie mają się podobać tylko uczyć na przykładach."
    Wiesz, że w sumie wszyscy wybitni ludzie lubią to co robią i są tym szczerze zainteresowani? Z Twoim podejściem szkoła może wypuścić tyiace ludzi, którzy w rubryce "hobby" nie mogą wpisać niczego konkretnego, swoją drogą Mezo też bywa przytaczany przez co ambitniejszych nauczycieli, przy okazji narzekasz na meza - co powiesz jeśli za 40-50 lat będą o nim nauczać jako o przykładzie kiczu w popkulturze?

    "Dopóki szkoła jest bezpłatna, ma uczyć, a nie zadawać do czytania postmodernistyczne fantasy."
    Zaproponuj coś innego - naprawdę nie dał byś własnemu dziecku do przeczytania nic z poza kanonu lektur? Poza tym szkoła powinna zachęcać do samodzielnego szukania wiedzy, bo jeśli wszystkich ograniczymy do tego co nauczyciel zdąży przekazać na lekcji to nawet kasjerów w biedronce z nich nie będzie

    "Poza tym jeśli ktoś po skończeniu podstawówki nie ma ochoty czytać książek to liceum już go tego nie nauczy. Tylko że taki ktoś nie powinien mieć matury."
    Większość ludzi po gimnazjum(widzę, że już trochę lat masz i nie pamiętasz specjalnie swojego dzieciństwa), to jeszcze dzieci, niedojrzałe emocjonalnie, fizycznie i psychicznie. Gdybyś chciał skreślać ludzi na tym etapie(biorąc pod uwagę jak kształtuje ich nasz system nauczania), to do matury przystąpiło by trzech z każdego liceum.

    Naprawdę trudno pojąć, że przy minimum wysiłku włożonego w zainteresowanie kogoś tematem, efekty są nieporównywalnie lepsze?

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • mathu +2  

    Uczyć czytać książki to może podstawówka a nie liceum.

    pokaż komentarz
    mathu
  • AltumVidetur 0  

    i co, myślisz, że to wystarczy? Musiałeś być geniuszem, skoro z podstawówki wyszedłeś z ukształtowanym charakterem.

    Praktycznie nikt nie wie w liceum co go interesuje(dotyczy to też książek) i co chce robić w życiu - jak myślisz ilu ludzi jest w tym wieku na tyle dojrzałych, żeby samemu bez żadnej zachęty zacząć szukać?

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • mathu 0  

    Szesnastolatka szkoła ma prowadzić za rączkę żeby sobie fantasy poczytał, bo sam na to nie wpadnie? Raczysz kpić? Może jeszcze przerabiać Star Wars na polskim żeby młodzież zainteresowała się filmami?

    pokaż komentarz
    mathu
  • iznogud +1  

    Cóż za emocje ;) @AltumVidetur, mam prośbę - zaproponuj swój kanon lektur - co oprócz Sapkowskiego?

    pokaż komentarz
    iznogud
  • AltumVidetur 0  

    coś Ty się czepił tego fantasy? uczulenie masz? są miliony książek, nie tylko Dukaj, lektury i tanie fantasy. Chodzi mi o pokazanie kilku ciekawych książek - w tej chwili mało kto czyta, nie warto zainteresować tym ludzi?

    Wbrew temu co mówisz, szkoła nie jest od faszerowania suchymi faktami, a ja z własnego doświadczenia wiem, że najwięcej zawdzięczam nauczycielom, którzy pokazali mi dużo więcej niż obejmował program i zrobili to z pasją, a nie stali nademną z batem.

    I nikt tu nie mówi o prowadzeniu za rączkę, naprawdę nie widzisz różnicy między pokazaniem jakiejś opcji, a prowadzeniem za rękę? Nie widzisz różnicy między tym jak można kształcić przedszkolaka, a jak można kształtować charakter kogoś prawie pełnoletniego? Zabawne, że ktoś kto podobno radzi sobie z dość wymagającymi lekturami, ma taki ciasny światopogląd.

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • iznogud +1  

    Ale chyba zgodzisz się z tym, że to o czym piszesz jest kwestią zależną bardziej od nauczyciela, a nie jakichkolwiek programów nauczynia czy kanonów lektur. To czego uczy się na języku polskim naprawdę w wiekszości jest konieczne do tego przedmiotu. Ciekawym roziązanie byłoby natomiast gdyby zamiast jednej godziny polskiego w szkole średniej uczono czegoś na kształt filozofii czy ogólnie kulturoznawstwa - przedmiotu którego NIE można byłoby zdawać na maturze, a na którym możnaby swobodnie podyskutować i zainteresować uczniów min. ciekawymi, choć nie koniecznie "typowymi dla epoki ble ble" książkami.

    pokaż komentarz
    iznogud
  • AltumVidetur 0  

    Absolutnie nie chcę wywalać starych lektur, odpisałeś w momencie kiedy pisałem poniższy tekst:

    Przedewszystkim nie chcę tutaj używać określenia "własny kanon lektur", bardziej widział bym to w formie wybrania jednej-dwóch książek z listy kilkudziesięciu, a może kilkuset i potem ewentualnie napisanie na ich temat krótkiej recenzji. Tu chodzi o zwrócenie uwagi na czytanie książek dla siebie, a nie zastąpienie obecnych lektur - one mają inną funkcję.

    Coś oprócz Sapkowskiego?(Sapkowskiego wspomniałem, bo akurat w tym momencie czytam) Może być Tolkien, King, Clancy, Flemming, Laurie(tak ten od Housa), Feynmann, Asimov, może być Dukaj jeśli komuś będzie pasował - to tak naprawdę nie ma takiego wielkiego znaczenia, ważne żeby zainteresować, dalej nawet kijem nie przymusisz do ambitnych lektur, czy czytania w ogóle.

    Praktycznie od początku człowieka karmi się niespecjalnie ciekawymi lekturami za to o dużej wartości edukacyjnej, po kilkunastu latach w szkole ludzie wychodzą z przeświadczeniem, że czyta się tylko dla nauki i stwierdzają "nie lubię czytać", choć tak naprawdę nigdy nie próbowali.

    Jeśli uważasz, że to bardziej kulturoznawstwo to tak też mogło by być, chodzi o fakt nie o nazwę ;)

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • chlopomania -1  

    Altum Videtur,
    cały czas uniwersalizujesz swoje zdanie i uważasz się za duchowego przywódcę licealistów, obarczasz winą za małą popularność czytelnictwa kanon lektur, nauczycieli, program. Tak naprawdę jest wyłącznie twoją winą, że nie zainteresowałeś się genezą inwokacji (bo na historii też trzeba było sobie zadać trud, by zajrzeć do podręcznika), nie zainteresowałeś się, dlaczego te a nie inne dzieła są przełomowe, a archaizmy były niezrozumiałe, bo nie chciało ci się dowiedzieć, co one znaczą i skąd pochodzą. Sam przyznajesz w jednej z wypowiedzi, że zainteresowanie jest kluczem do zrozumienia, po czym sam kompromitujesz się i przechwalasz własną ignorancją.

    Nikt nie wie w liceum, co go interesuje? Nie ma licealistów, którzy mają pozaszkolne zainteresowania? Biorąc pod uwagę fakt, że to własnie po gimnazjum przychodzi czas na wybór profilu w liceum, który przeważnie jest wytyczną dalszej kariery zawodowej i wyrazem zainteresowań, bredzisz niemożliwie.

    Nie miałam ani dobrego nauczyciela od polskiego, ani nie udało mi się przebrnąć przez wszystkie bez wyjątku lektury z kanonu, a czytanie większości nie wiązało się ze szczególną przyjemnością. Nie uważam jednak tego czasu za stracony, ponieważ są to bądź co bądź utwory reprezentatywne, nie "na sucho", jak zupełnie bez powodu mówisz, ale "na żywo" pozwalające wniknąć i zrozumieć mentalność danej epoki, ugruntowujące wiadomości i znajomość historii.

    Kluczem do zainteresowania lekturami (większością lektur) jest umiejętność czerpania przyjemności ze zdobywania wiedzy i własnie w tym punkcie, moim zdaniem, zawodzi szkoła. Proponowanie młodzieży licealnej łatwoprzyswajalnego i niewymagającego czegokolwiek, co ty robisz, jest niepotrzebnym pójściem na łatwiznę. Każdy, kto miał ochotę, czytał Sapkowskiego, nawet ktoś, kto go nie cierpi, tak jak ja (swoją drogą, dużo lepiej wypadniesz, kiedy ustosunkujesz się do książki przeczytanej, a nie takiej, którą odpuściłeś sobie po kilku stronach, tak jak przerażającego Mickiewicza). Jeżeli szkoła pozwala na to, by opuścił ją ktoś z przeświadczeniem, że jedyna ciekawa książka to taka, z której bohaterem można się utożsamić, a jedyni ciekawi autorzy, którzy przychodzą ci na zawołanie do głowy to ci, których wymieniłeś, to to jest prawdziwa klęska.

    pokaż komentarz
    chlopomania
  • AltumVidetur +1  

    cały czas uniwersalizujesz swoje zdanie i uważasz się za duchowego przywódcę licealistów,
    Przesadzasz, liceum skończyłem jakiś czas temu.

    obarczasz winą za małą popularność czytelnictwa kanon lektur, nauczycieli, program.
    Tak naprawdę jest wyłącznie twoją winą, że nie zainteresowałeś się genezą inwokacji (bo na historii też trzeba było sobie zadać trud, by zajrzeć do podręcznika), nie zainteresowałeś się, dlaczego te a nie inne dzieła są przełomowe, a archaizmy były niezrozumiałe, bo nie chciało ci się dowiedzieć, co one znaczą i skąd pochodzą. Sam przyznajesz w jednej z wypowiedzi, że zainteresowanie jest kluczem do zrozumienia, po czym sam kompromitujesz się i przechwalasz własną ignorancją.


    Bardzo ładnie mnie zjechałaś, z tym, że nie słusznie - genezę znam(nie jakoś specjalnie na wyrywki - przyznaje otwarcie, że nie jest to mój ulubiony temat), twierdziłem, że niekoniecznie potrafił bym to wyjaśnić przekonująco licealiście.

    Niepotrzenie odnosisz to co pisałem do mnie - nie miałem trudności ze zrozumieniem archaizmów i samej treści(inna sprawa, że zwyczajnie mnie nudziła), za to widziałem reakcje kolegów, którzy do głupich nie należeli, ale też książkami się nie interesowali - co skutkowało tym, że większość twierdziła, że czytanie jest nudne, a ksiazki niezrozumiałe - teraz krzywią się na myśl o siedzeniu z książką.

    Nikt nie wie w liceum, co go interesuje? Nie ma licealistów, którzy mają pozaszkolne zainteresowania? Biorąc pod uwagę fakt, że to własnie po gimnazjum przychodzi czas na wybór profilu w liceum, który przeważnie jest wytyczną dalszej kariery zawodowej i wyrazem zainteresowań, bredzisz niemożliwie.
    Uważasz, że wybór profilu jest determinowany zainteresowaniami? Szczęliwcami są Ci którzy na takiej zasadzie dokonują tego wyboru - reszta idzie tam, gdzie ją wezmą, albo gdzie im ktoś poleci.

    Co do reszty to nie będę cytował, żeby nie przeciągąć.

    Nie przeczytałaś tego co pisałem. Mickiewicza czytywałem jeszcze w gimnazjum(m. in. Pana Tadeusza, którego przeczytałem od początku do końca dwa, czy trzy razy) i nie przeraża mnie jakoś specjalnie(w zasadzie to i tak jedna z ciekawszych lektur). Więc argument, że jeżdżę po nim mimo, że go nie znam jest ciut... bez sensu.

    Generalnie interpretujecie to co piszę jakbym był jakimś rewolucjonistą, który chce stawiać program nauczania na głowie - nie mam zamiaru, te lektury są potrzebne choćby do charakteryzacji epok, ja bym tylko chętnie zobaczył w kanonie coś, co można przeczytać bardziej dla przyjemności niż jakiejś konkretnej wiedzy. To też jest dorobek kulturowy i pasowało by pamiętać, że literatura to nie tylko rozdmuchane patriotyczne dzieła.

    Mówiłem też, że nie chcę narzucać jakichś konkretnych ksiażek - wymieniłem pisarzy, których sam czytuje - to tylko mój gust(jeżeli uważasz, że beznadziejny to Twoje prawo ;) ).

    W skrócie chodzi o to, żeby czytanie w szkole nie ograniczało się do czytania z obowiązku w celach służacych wyłącznie pochłanianiu wiedzy, bo w tej chwili szkoła budzi w człowieku autentyczny wstręt do książek - przyznasz chyba, że to źle?

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • chlopomania +2  

    Przeczytalam to, co napisales i w swojej wypowiedzi odnosilam sie do twojej opinii o kanonie, ktory, cytujac, zawiera "jedynie ksiazki patriotyczne i poprawne politycznie", a taka mogla pasc jedynie z ust osoby, ktora nie zajrzala nigdy do Gombrowicza ani Bulhakowa, lub zrobila to bardzo nieuwaznie.

    Poniewaz masz tendencje do absolutyzowania swojego zdania, a ja dysponuje jedynie znajomoscia przykladow popierajacych teze odwrotna do twojej, a sama nie potrafie postawic siebie na miejscu osoby zywiacej niechec do ksiazek, nie potrafie ustosunkowac sie do twojego stanowiska nt. wplywu szkoly na podejscie do czytania. Moim zdaniem, do kanonu juz wlaczone sa ksiazki, ktore mozna czytac bez przykrosci, a nawet moga byc zajmujace bez zawracania glowy kontekstem epoki, interpretacjami specjalistow itd. - Ferdydurke, Zbrodnia i kara, Dzuma, Tango, to po prostu niezle napisane utwory, z ktorych czytania mozna czerpac przyjemnosc.

    Chyba kazdy ma swiadomosc, ze te kilkadziesiat pozycji, ktore umiescilo na liscie ministerstwo, nie reprezentuje ogolu literatury i ze istnieje sryliard razy tyle ksiazek, z ktorymi widzi sie w autobusie/na ulicy/w szkole zwyklych ludzi a nie jakichs znawcow, ktorych ekranizacje wyswietlaja multipleksy itd. W momencie gdy ktos uwaza wszystkie lektury za nie do przyjecia, siega sobie po jedna z tych ksiazek, ktore go interesuja - wydaje mi sie oczywistoscia, ze co najwyzej od 1 klasy gimnazjum jest sie w stanie cos takiego wybrac. Jezeli ktos odczuwa wstret do czytania, to nie determinuje tego przede wszystkim te 6 godzin polskiego w tygodniu, ale to, co dzieje sie przez pozostala jego czesc i z kim ma sie do czynienia. Moznaby dyskutowac o kanonie lektur gimnazjalnych i podstawowkowych, ale raczej nie czuje sie na silach. :) Liceum w tej kwestii moze jedynie poglebic sympatie lub niechec do czytania.

    A co do liceum, coz, wciaz wydaje mi sie, ze absolwent gimnazjum bez trudu jest w stanie okreslic, czy chce czym predzej skonczyc nauke, czy tez ja kontynuowac po liceum, czy woli Dr. House'a, czy Dode, a jezeli nie udaje mu sie zrealizowac zamierzonego celu, nie swiadczy to o tym, ze 15 lat zycia i 9 nauki nie mialy wplywu na rozwoj jego zainteresowan, pasji, charakteru.

    Wiem, ze nasze doswiadczenia kompletnie sie roznia i z mojego wynika, ze zastapienie Sienkiewicza Tolkienem nie daloby zadnego rezultatu. Powtorze, ze mysle, ze kazdy, kogo moglby zainteresowac Wladca Pierscieni, juz go przeczytal, a pozostalych odstraszylyby tak czy inaczej objetosc, czy niechec do fantasy. To samo dotyczy wiekszosci pozostalych autorow, ktorych wymieniles (pewnie nieznajomosc kilku z nich dziele z wiekszoscia laikow) - te nazwiska sa znane a do powiedzenia o nich jest niewiele, po co wiec wprowadzac ich do szkol? To troche tak, jakby w warszawskim liceum uczyc topografii Warszawy.

    pokaż komentarz
    chlopomania
  • AltumVidetur +1  

    Gombrowicz... no jest to jakaś odmiana, ale moim skromnym zdaniem ta książka(Ferdydurke) podobnie jak pozostałe, które wymieniasz nadawała się na taki przerywnik o znaczeniu bardziej kulturalnym niż edukacyjnym parenaście lat temu - nie żebym chciał jej usunięcia, myślę poprostu o dołożeniu, czegoś nowszego - literatura jest żywa i ciągle tworzona, a starsze dzieła straciły co nieco na wymowności.

    Osobiście mam ciut inny gust, ale to nieistotne(choć moze w niewielkim stopniu tak, bo mój gust - być może niedojrzły - trochę bardziej odpowiada licealnemu).

    Co do o Tolkiena i Sienkiewicza to akurat lubię dzieła obu panów, choć jednak wolę tego pierwszego. Mimo to absolutnie nie chcę "zastępować" - raczej dołożyć.

    Jeśli chodzi o metaforę z topografią to akurat bardzo mi się podoba, problem w tym, że Ty jak sama stwierdziłaś jesteś "rodowitą Warszawianką", a myślę, że nie przesadzę wiele jeśli powiem, że większość uczniów liceów jest gdzieś w okolicach Pipidówki Małej 150km od Warszawy i o ile Tobie te nazwiska które wymieniłem wydają się wręcz banalne to większość kojarzy tylko Tolkiena i przy dobrych wiatrach jeszcze Kinga - dlatego uważam, że pokazanie(bez jakiegoś tam modyfikowania programu, czy kładzenia na to jakiegoś wielkiego nacisku), że książki to nie tylko nauka to dory pomysł. Nie w celu jakiegoś szczegółowego omawiania tych lektur, bardziej na zasadzie szukania własnego gustu literackiego - znam kilka osób po czterdziestce, które po spędzeniu kilku godzin z Harrym Potterem, czy inną lekką książką zmieniały wyniesione jeszcze ze szkoły przekonanie "nie lubię czytać".

    Problem w tym, że o ile dla kogoś, kto lubi czytać to oczywiste, to tak naprawdę niewielu ludzi(szczególnie młodych) wpada na taki niby banalny pomysł - siąść z książką.

    Dalej oczywiście i tak każdy wybierze to co lubi, ale choćby czytał tylko tanie romansy i kiepskie fantasy to i tak lepiej niż obecna sytuacja, kiedy kończy się na instrukcji obsługi odkurzacza - przynamniej, będzie mniej żenujacych błędów ortograficznych, których zalew mamy nawet na wykopie.

    pokaż komentarz
    AltumVidetur
  • HouseMPrawdziwy -5  

    W kapitalizmie jest tak ,że nierentowne przedsięwzięcia się Porzuca, zamyka, likwiduje !

    pokaż komentarz
    HouseMPrawdziwy
  • paziek 0  

    Ciekawe ile taki wydawca/autor dostaje kasy jak ktoś postanawia zrobić film/grę na podsatwie książki - takiej właśnie trudno się sprzedającej fantastyki przykładowo.
    Może bardziej opłacałoby się zmienić prawa autorskie tak, aby nie trzeba było płacić za możliwość tworzenia dzieł pokrewnych od tych pierwowzorów. Teraz to się czeka chyba prawie sto lat od śmierci autora... żart jakiś! Przecież nawet jak ktoś by stworzył kolejny tom do jakiejs serii, a nie byłby autorem, to pewnie by się kiepsko sprzedawało, a nawet gdyby dobrze to sądzę, że jakby autor oryginału wydał ten tom, to wcale nie miałby mniejszej sprzedaży z powodu "fake'a" - przecież czytelnicy chcą przeczytać "prawdziwą" historię.
    Ja np. kupiłem sobie książkę "Ostatni powiernik pierścienia", czyli taki "fake-owy" dodatek do serii Władcy Pierścieni i podobało mi się. Nie wiem czy autor wybulił a jakieś licencje, ale nie widzę sensu aby to robił. Gdyby nagle Tolkien ożył i sam coś dopisał, to też bym kupił. Nic straconego.

    Ja np. czytam sobie serię Dune oraz te nowe "spin-offy" jego syna (?) i chętnie stworzyłbym grę na ich podstawię. Wiem, że już były gry i ja sam nie jestem super mistrzem w programowaniu, ale coś by napewno wypromowało - tamte już wyschły. Pomijając fakt, że o książce w ogóle dowiedziałem się dzięki Filmie/Serialowi/Grze i inaczej w ogóle bym jej pewnie nie przeczytał. To samo np. z Hyperionem Simmonsa, którego odkryłem dzięki Dune, bo po prostu szukałem książek w tym samym gatunku i wyszła akurat ta.
    Uważam, że sporo tracą [autorzy] na takim braku promocji. Podobnie jak muzycy, nadal klejący się do wytwórni, które wcale ich nie promują (w życiu nie widziałem reklamy jakiegokolwiek zespołu/albumu, a w każdym razie nie pamiętam takowej), a właściwie to ograniczają promocję, zdzierając kasę z takich miejsc jak YouTube. Teraz już chyba mało kto ogląda MTV, które - z tego co widziałem jakiś czas temu - niewiele ma wspólnego z muzyką.

    Przecież to miało chronić autorów przed dystrybucją ich dzieł bez podziału zysku z autorem - czyli tego co mamy teraz na ruskich straganach (o ile jeszcze są). A w tej chwili to mamy okradanie autorów przez wydawców, czyli wręcz odwrotną sytuację niż było założeniem autorskich praw majątkowych ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_autorskie#Autorskie_prawa_maj.C4.85tkowe ).

    ps. coś mi spellcheck nie działa, ale czytam książki, więc błędów być nie może!
    Pps. Wykop znowu "zjadł" mi komentarz. Gdyby nie to, że wkleiłem go do Writera w nadziei na jakiegos spellchecka (który jak napisałem wyżej nie działa), to byłaby załamka. Zresztą, przez chwile już tego się bałem, bo zupełnie zapomniałem, że to jeszcze mam. Widzę w HTMLu formularza jakieś timestampy, id-iki... po co to? To nie pierwszy komentarz - prawie - zjedzony przez jakieś dziwne skrypty i założenia autorów...

    pokaż komentarz
    paziek
  • chlopomania -1  

    Porwałeś mnie.

    pokaż komentarz
    chlopomania
  • Fiant -2  

    Trochę dziwnie się czuję pisząc ten komentarz, ale jednak to napiszę - ja książek nie czytam, bo po prostu tego nie lubię. Nie wiem czy to wstręt wyniesiony ze szkolnych lat, ale po prostu nie lubię, bo mnie to nuży i męczy mi oczy. I czy ta książka będzie kosztować 55zł, 35zł czy też 19,90zł to będę wolał pójść z kimś do kina i obejrzeć film. I takie podejście ma większość Polaków...

    A czy cena książek jest wysoka, czy niska? Nie mnie to oceniać. Ale wiem, że chętnych na zakup jest tak mało, że ten kto ma kupić książkę to i tak ją kupi czy ta cena będzie 30zł czy 40... To tak jak z grami - ten kto chce to ją kupi za 79zł, a inny będzie ściągał z sieci gry nawet za 9.9zł (bo łatwiej, bo szybciej, bo taniej).

    pokaż komentarz
    Fiant
  • Pumar +4  

    To jest właśnie minus szkół - zdecydowanie zniechęcają do czytania książek. Wg mnie na początku trzeba trafić na hmm swój gatunek. Ja zaczynałem od pottera:P Można mówić różne rzeczy o tej książce, że jest dziecinna, głupia, ale dzięki niej zacząłem w ogóle czytać książki do których wcześniej się nie zbliżałem:P

    A plusy czytania książek - jak gdzies jedzisz, nie mas kompletnie co robić to czytanie jest dobrym pożeraczem czasu:P No i zdecydowanie powiększa się słownictwo i polepsza się ortografia, jeśli Cię takie rzeczy interesują:P

    pokaż komentarz
    Pumar
  • gaska 0  

    Co to za głupie tłumaczenie o wstręcie wyniesionym ze szkoły. Przecież nie wszystkie książki są takie jak lektury - nie pasuje np. romantyzm - nie ruszaj książek z tego okresu. Przecież świat się na kanonie lektur nie kończy (a i on do końca nie jest tragiczny). Nie mam nic przeciwko oglądaniu filmów, bo sama lubię je oglądać, ale książek nie zastąpią nigdy. A oczy męczy jak wszystko inne, zwłaszcza, kiedy czytasz przy nieodpowiednim świetle. Cena niestety robi mi różnicę, wiele razy z bólem musiałam odpuszczać sobie kupno książki, bo zwyczajnie nie było mnie stać na taką za 60-70 zł. Także Twoja teoria Fiant, że "kto ma kupić i tak kupi" nieco rozmija się z prawdą.

    pokaż komentarz
    gaska
  • don_jaro +37  

    Łaaaał.... ale mi zaimponowałeś! Szacun!

    pokaż komentarz
    don_jaro
  • CreativePL -7  

    Wykop efekt:/

    pokaż komentarz
    CreativePL
  • oMir 0  

    Jak idę do księgarni, to zawsze mam pełen koszyk i pusty portfel ... Za drogo jest.

    pokaż komentarz
    oMir
  • MF_DOOM 0  

    pracuję w wydawnictwie o profilu językowo-biznesowym.. wiecie jaki rabat na dzień dobry ma księgarnia robiąc zamówienie? .. 30% !! i to obojętne czy weźmie 5egz. czy 100.. także co tu się dziwić ,że książki są drogie

    pokaż komentarz
    MF_DOOM
  • paziek 0  

    Każdej tak dajecie? Jeśli tak, to kiedy tego rabatu się nie dostaje?

    pokaż komentarz
    paziek
  • KrzysiekZZZ 0  

    "Po drugie, jest coś takiego jak marża (w przypadku takiego np. Maga wynosi ona około 50%; inni mają pewnie średnią marże na poziomie 40-45%)."

    wszystko ok, ale co to jest ta "marża" w tym artykule i kto ją dostaje ?

    pokaż komentarz
    KrzysiekZZZ
pokaż 

Wykopali i zakopali (319 / 4)