Ja biłam rekordy w Tetrisa na tym http://i32.tinypic.com/znn6m9.jpg :) Do tego na zmianę klocki Lego i zabawa samochodzikami - jak to niewiele człowiek do szczęścia potrzebował...
Wykop za ciekawą dyskusję w komentarzach i przywołanie wspomnień z dzieciństwa.
W dawnych czasach u kuzyna grałem właśnie w ponga - sterowało się kontrolerem, którym była tuba z pokrętłem, którym to sterowało się "paletką" odbijającą kwadratowa piłeczkę na czarno-białym ekranie. Do innych gier był też ciekawy kontroler - wyglądało to jak grubszy pilot do tv (których wtedy jeszcze nie było) z kilkunastoma przyciskami (a'la klawisze na elektronicznych polskich kalkulatorach z lat 80) i małym joystickiem do sterowania kciukiem. Graliśmy tym w space invaders.
Jeśli ktoś pamięta jak się to nazywało, to proszę o podpowiedź, z sentymentu chce sobie przypomnieć.
Oj dajcie jej spokój... Może grała na emulatorze? ;) Do PSX istnieją, tylko trzeba mieć chipa i umiejętnie wypalić płytkę... Tylko do tego potrzebny jest PC więc w to nie wierzę...
No, ja prowadziłam zaciekłe interesy o karteczki z segregatora..
Te emocje, to wzburzenie, gdy za karteczke z KRÓLEM LWEM (!) chcieli pocisnąć marną kartkę z US 5
Ja z kolegą pewnego razu wymyśliliśmy nowy rodzaj zbijaka. On rowerem szybko przejeżdżał przez chodnik a ja z przeciwległego chodnika miałem kopać piłkę aby go trafić. Po kilku próbach, piłką trafiłem między koła, tak, że pedały w rowerze się zblokowały.
Złamałem mu obojczyk.
To na pewno osłabiło jego obojczyk!
A tak na serio, to było kilka i u nas złamanych obojczyków. :) Ale nie mówcie, że wymyśliliście tą grę, bo u nas też była identyczna. :)
Pamietam jak dzis. Mielismy wlasna stala ekipe na podworku, oraz wlasne wersje tej gry (bardziej skomplikowane, dodane pare regul i zasad). Podczas gry cale podworko miedzy blokami bylo zajete przez nas... Trzeba bylo wczesnie wstac rano i przygotowac ziemie (odgarnac butami suchy piach by zostal tylko ten mokry ze spodu) no i oczywiscie zajac miejscowki najlepsze (czesc panstw bylo urodzajna, niektore zawieraly niespodzianki jak poukrywane kamienie, albo 'rzeki' z suchego piachu). I wcale nie bylo tak jak jest napisane na tej stronki ze z kuchennym nozem byl obciach, kazdy mial swoj styl rzucania (ilosc obrotow, trzymania u nasady lub za czubek, dwoma palcami, trzema itd. itd.). Bardzo fajne byly niektore śrubokręty... ale na glowce takiego trzeba bylo zaznaczyc kreskę aby wiadomo bylo po jakiej linii ciąć (noze wiadomo, ostrze pokazywalo kierunek).
Ehhh... wspomnienia. Tyle lat się to utrzymywalo... a teraz jak patrze na to same podworko i kolejne juz pokolenie dzieciarow: siedza takie na piaskownicy, jeden chwali sie LG Cookie, drugi PSP, nawet dziewczyny nie bawia sie juz Barbie a chlopaki nie jezdza resorakami... Smutno mi sie w sumie robi, bo pomimo, ze dostep do komputerow i pegasusów mialem, to jednak potrafilem bawic sie godzinami na podworku z ekipą. Im się teraz nawet nie chce rozmawiać miedzy sobą, wymienią się tacy tylko numerem GG i zaraz powrot do domu na Tibię.
Axior ,jak przeczytałem co napisałeś to prawie uroniłem sentymentalną łzę.
Jak miałem naście lat nie sądziłem ,że kiedykolwiek powiem coś takiego :
"Ach ta dzisiejsza młodzież" ;)
Chłopcy grali z nożem, później przez pewien czas panowała mania kapsli (tor wyrysowany butem na ziemi i kapsle lub monety - szczególnie ulubiona była ciężka 10 zł). Biegaliśmy też z pistoletami i karabinami, a jak na podwórku robiła się ogromna kałuża po deszczu - to pojawiały się żaglówki ze styropianu lub desek i kory. Dziewczyny było monotematyczne (a raczej duotematyczne) - gra w gumę lub klasy, tak do znudzenia.
pret2, pamiętam tą grę, uwielbiałam grać w to z bratem :D babci podkradaliśmy nóż zawsze i ważne było jaka ziemia to jest, żeby się dobrze wbijało. Wydaje mi się, że nazywała się po prostu "gra w noża" :D Był szmergiel, z głowy, z kciuka, wbijany z pięści, z ramie, wyrzucany z nadgarstka, moja prawie ulubiona gra :D Dzięki za to przypomnienie :)
A weźcie mi przypomnijcie o co chodziło z tym krzyczeniem "szklanki pobite!" podczas zabawy w chowanego (w innych częściach kraju to były gary). Bo mi się coś przypomina że tak się robiło gdy ktoś złamał zasady czy cośtam ale nie mogę sobie przypomnieć szczegółów.
Ale bez kitu, zabawa "w chowaca" była najlepsza, te podkradanie się w trybie stealth do miejsca zaklepywania.. :)
Pobite gary byly przy kazdych probach oszustwa, oraz pomylkach. Jesli np. odliczales i podgladywales gdzie kto sie chowa, i ktos Cie zauwazyl, alby gdy np. zaklepales nie tego kogo trzeba (np. ktos sie z kims przebral szybko koszulkami i 'zaklepales' wlasciciela koszulki a nie osobe wlasciwa ;d).
Przy pobitych garach kazdy mogl juz spokojnie wyjsc z kryjowki i zabawa zaczynala sie od nowa.
robiłem bazy na drzewach, tuningowalem rowery odblaskami i koralikami, latem kąpałem się w okolicznej rzece (obecnie kompletnie zarośniętej), rzucaliśmy piłką do kosza zrobionego z felgi od roweru wigry3. w domu tylko jadłem i spałem bo innej rozrywki latem w domu nie było...
mnie rodzice najpierw kupili dżojstik i powiedzieli, że resztę dostanę jak będę miał dobre oceny. atari dostałem za rok, bo stwierdzili że dłużej czekać nie będą i szkoda, żeby się dżojstik kurzył.
Dzieciństwo spędziłam na łapaniu żab do słoika (później je wypuszczałam ale na drugim stawie), nielegalnie sprowadzałam koty do domu- tak żeby mama się nie skapnęła, robiłam wyścigi ślimaków na torze zrobionym z wypalonych zapałek.
Ehh...to były czasy człowiekowi do szczęscia wystarczył niebieski rowerek, kilka kredek i wodoodporne kalosze w kwiatki.
Ja pamiętam, jak byłem mały, a starszy brat, będąc w liceum, grał w Starcrafta na komputerze, a ja w tym samym czasie siedziałem na taborecie za nim i przyglądałem się, jak on gra... Ehhh, to były czasy.
Taa, pamiętam jak ze znajomymi graliśmy w Final Fantasy VII w piątkę (jeden trzymał joypad a reszta mówiła co robić) :p I się grało wtedy, nie to co teraz :p
Chlip, ja pamiętam jak za gówniary grałam w jakieś wczesne FPP'y z tatkiem, on sterował i strzelał, ja siedziałam obok, a moim zadaniem było skakanie i przeładowywanie :). To dopiero buduje więź między ojcem a córką :D.
Spróbujcie teraz sobie popatrzyć jak ktoś inny gra. Mnie osobiście k#$!ica zalewa jak nie mam klawiatury i myszki. Ale kiedyś to było coś bezcennego... :)
E tam - ja tam uwielbiam siąść z zimnym piwkiem i patrzeć, jak mój samiec gra w odpalonego w DosBox'ie "Dyna Blastera", kibicować i podziwiać, jak potrafi cofnąć się w rozwoju o 15 lat - tylko wtedy jeszcze pewnie tak nie bluzgał straszliwie, gdy go jakiś stworek użarł :D.
Dyna Blaster & Aladin Rulez - Grałem w przedszkolu na dwukolorowym kompie z Win95, jako jedyny przeszedłem oba ;]
Teraz mam kolekcję gier Dosowych, Dosbox Rulez too xD
a ja w dziecinstwie gralam w klasy w gume w chowanego caly czas na podworku z dzieciakami, mielismy takie miejsce za naszym blokiem robilismy tipi i zabwa w indian, plotlam wianki, kapalam sie w rzece, jezdzilam z tata na ryby,do lasu na grzyby i oczywiscie obowiazkowo wyczekiwany caly tydzien teleranek. gdy bylam troche strasza stalam w sklepie godzinami w kolejce za maslem slonym takim na wage, kawa, papierem toaletowym,pamietam jak cieszylam sie z baletek (zwykle tenisowki z gumka)przywiezionych z czechoslowacji i pachnacych gumek do mazania. tytus do poduszki obowiazkowo. ajj przypomnialam sobie teraz piekny smak i zapach morw - dzieciaki z blokow obok zbieraly sie i na drzewa morwowe. troche pozniej odkrylam czarne krazki i zarie w ktorej mozna bylo wyhaczyc cos zza oceanu. komputer kupilam sjuz sobie sama. piekny wykop. wielkie dzia :)
To może głupie, ale ja np. robiłem sobie komputery z okładek starych podręczników. :)
W środku z jednej strony malowałem klawiaturę, a z drugiej przyklejałem własnoręcznie zrobioną książeczkę, w której były narysowane obrazki przedstawiające okna róznych programów. Z boku doklejałem kartoniki imitujące napęd dysków CD, itp. ;]
Podobnie robiłem z telefonami. No ale cóż, wtedy wierzyłem, że marzenia można sobie wyrysować. Teraz wiem, że kiedy jest się dzieckiem, to jedynie/aż pomaga w ich spełnieniu.
Nie śmiejcie się. ;] Każdy z nas miał w dzieciństwie głupie pomysły.
Komputer to się najlepiej robilo z opakowania po bombonierce. Gdy sie odwrocilo ten plastik z miejscami na czekoladki to nawet byla klawiatura z guzikami : )
Tylko szybko się zuzywaly : (
A ja nigdy jakoś nie byłem przekonany do religii, a ponieważ parafia w której wtedy odbywały się katechezy, była w większej części w budowie, to zamiast na nie chodzić, włóczyłem się po świeżo wybudowanym labiryncie korytarzy i pomieszczeń. Lubiłem sobie wyobrażać, że jestem robotem, z nadzwyczaj rozwiniętymi zmysłami i zwinnością. Z resztą, zawsze lubiłem się wspinać na różne rzeczy i do dziś chętnie zwiedzam wszelkie opuszczone budowle. Zawsze byłem samotnikiem i indywidualistą, więc jak tylko znalazłem się sam, dawałem upust swojej fantazji i uciekałem do własnego pięknego świata... Ach, oby tu nie było zbyt wielu psychoterapeutów ;P
Nie byłeś sam, tyle, że ja lubiłem brać jakiś kij ak-47 kształtny i bawić się w comandosa, zafascynowany filmami rambo. No i oczywiście ninja! A roboty to masz na myśli ironmana?
A co do introwertyzmu, nie bój się to zbyt mało, żeby brać Ciebie za dziwaka. No chyba że coś ukrywasz, grałeś za 4 osoby w chińczyka.:D
@bonus a weź mi o ninja nie przypominaj...
Kiedyś mieliśmy na placu skład pustaków- stały cholera wie po co, ale stały. I tam kiedyś z kolegami znaleźliśmy takie malutkie piły tarczowe, średnica jakieś 10 cm. Znaczy- nie wiem, czy to były piły tarczowe, ale tak wyglądało, tylko drobne ząbki miało.
Jezusicku, jak się toto fajnie wbijało w drewno. A jak fajnie leciało! Normalnie Wojownicze Żółwie Ninja!
Szkoda tylko, że podczas jednego zamachu się gibnąłem i wlazłem na gwóźdź, taki z ~8 cm. Tego bólu nie zapomnę do końca życia. A nasze "gwiazdki" ninja w końcu gdzieś poleciały i zginęły. Szkoda...
Co do rzucania, to nic nie pobije rzutów płytą gramofonową. To dopiero leciało na łące. Ale i tak wszystkie po jakimś czasie pękały albo ginęły, jak ktoś zbyt daleko rzucił.
Na podwórku sami robiliśmy takie gwiazdki - ktoś przyniósł nożyce do cięcia blachy, a potem się wycinało i rzucało w drzewa, płoty; były krzywe, lekkie i latały jak chciały, ale prawie jak w chińskich filmach karate. A jakie wrażenie zrobił kolega, który przyniósł takie oryginalne gwiazdki (solidne, ciężkie i wyważone) to chyba można sobie wyobrazić.
A co do łażenia po budowach - kawałek za miastem ktoś stawiał domy - jednak z jakichś powodów przerwano i od długiego czasu stały puste. W latach '80 nie była tam oczywiście żadnych zabezpieczeń, płotów itd. więc biegaliśmy po niewykończonych piętrach. Raz w czasie zabawy nie trafiłem na schody i z braku balustrady bardzo szybko znalazłem się piętro niżej - nie wiem jakim cudem, ale nic się mi nie stało, ale już bawić mi się tam nie chciało :)
Gdy ja miałem 12-13 lat... nie było komputerów, ani nawet komórek, żeby pogadać z moim przyjacielem (~ 80m) z drugiej strony ulicy nie mogliśmy założyć GG ani wysłać "esa".
Postanowiliśmy stworzyć telegraf i nadawać "morsem".
Problemem było: skąd wziąć przewód i jak przeciągnąć. Ostatecznie kabelek ukradliśmy i puściliśmy pod ziemią (pod ulicą - trochę naddaliśmy drogi, by wykorzystać pobliski mostek).
;)
Kiedyś, jak chciałam porozumieć się z sasiadką to przerzucałam przez balkon maskotke ze sznureczkiem, ona przywiazywala to do swojego balkonu a pozniej przyczepilysmy do tego sznureczka pudelko zapalek i jak chcialysmy cos sobie powiedziec chowalysmy do pudeleczka karteczke i przeciagalysmy dopoki ktoras nie dostala wiaodmosci :) I to byly wiadomosci typu "wyjdziesz na dwor pograc w klasy?".. A teraz pudelko zastapilo gg i wiadomosci typu "a widzialas ten link?".. ehh..
ps. polecam piosenke Eldo "Dzieciństwo" :)
mieliśmy podobny pomysł z kolegą, tylko on mieszkał 4 piętra pode mną :)
wiadomości wsadzaliśmy do jajka niespodzianki, które ja spuszczałem na nitce, a wciągałem na górę najpierw ręcznie, a potem przy użyciu silniczka na baterię, o taką: http://pl.wikipedia.org/wiki/Bateria_3R12
to były czasy :)
Ja mieszkam na drugim piętrze, kolega na 4, jak któryś coś chciał to walił piorunochronem o ścianę, drugi otwierał okno i ustawialiśmy się na rowery :D
a ja na kołowrotkach od wędek wymieniałem wiadomości z kumplem:D tzn bardziej na kartce podczepionej pod klamerke podwiązaną do żyłki ;p najczęściej w nocy, obaj czytaliśmy Hitchocka przy świetle latarni przy oknie bo mama o 23 kazała światło gasić:)
A ja z moim sąsiadem, kiedy mieliśmy po 7-8 lat korzystaliśmy z domofonu. Starego typu domofon umożliwiał rozmowy udając "telefon". Szkoda tylko, że ktoś pod klatką mógł nas skutecznie podsłuchać. ;)
My mieliśmy te popularne sznurkowe "telefony". :) Dwa plastikowe kubeczki połączone żyłką, oczywiście w ogóle to nie działało, ale jak kolega się wydzierał do swojego kubeczka to słychać było normalnie, w powietrzu, a my myśleliśmy, że to dzięki temu "telefonowi". :)
Hehe... a ja pamiętam, jak kumpel nade mną spuszczał mi na nitce jakieś pudełko z nabitą lufą... Potem opuścił drugi raz, żebym mu dał też macha. A ja już byłem tak wkręcony, że ze zdziwieniem wpatrywałem się w coś co buja mi się za oknem. Dopiero jak krzyknął: "Hej!" skumałem o co chodzi... Ale to było jakieś 11 lat temu. Wcześniej rozmawialiśmy pisząc teksty na karteczkach, wtedy to jescze było niewinne, dopiero później staliśmy się wstrętnymi palaczami zioła ;P
u mnie przed blokiem (a w zasadzie 'za blokiem' - tak się na to miejsce mówiło :) ) były pozostałości po tym, jak budowali osiedle, czyli popsute płyty (takie ogromne z wystającymi prętami), jakieś dziury i hałdy z ziemi. jak o tym teraz pomyślę, to była jakaś masakra, a my się tam bawiliśmy w bazy i tym podobne rzeczy - nie wiem czy puściłbym tam moje dziecko :)
ale łowienie kijanek czy łapanie żab z pobliskiego bajorka to było to ;)
A ja pamiętam ciągłe wojny z dzieciakami z sąsiedniego podwórka:) ale jak przyszło co do czego to zakopywaliśmy (tymczasowo) topór wojenny i łączyliśmy siły do walki z dzieciakami z sąsiedniej ulicy... Jak miło powspominać tamte piękne czasy :D
[edit] A później dostałem od wójka amigę i nastały czasy turniejów w Mortal Kombat II z kumplami :)
Swoją drogą to nie spodziewałem się, że ten niepozorny obrazek doprowadzi do takiego odzewu i tylu komentarzy. I według mnie to te komentarze są całą kwintesencją tego wykopu. I za to Was wszystkich kocham ;)
Kurcze... Wieczorne zabawy w chowanego, podchody... Albo jak się cały dzień u kolegi w maluchu przesiedziało i udawało jak my to szybko i odważnie jedziemy:) No i Mario :)
Pamiętam całe dnie na podwórku, ale także spotykaliśmy się z kumplami i całymi dniami cięli w Contrę, albo mario na podróbie Pegazusa (moja nazywała się bodajże Hunter) ale najlepiej było jak ojciec z Niemiec przywiózł kumplowi Comodore64 ale była jazda. Poza tym przebilismy chyba cała hurtownię piłek grając 2:2 na placu zabaw gdzie bramka była narysowana farba na bloku:D piękne czasy miło powsominać
Swietny wykop. Nie wiem czy ludzie przed 20 rokiem zycia dadza rade podejsc powaznie do niego, ale od starszych szacuneczek za pomysl. Fajnie bylo poczytac komentarze ludzi, ktorzy pamietaja stare, dobre czasy kopania pily, jazdy na rowerze, klockow lego itp. Od rana do wieczora a nie od swieta jak Internetu nie ma lub prad 'siadzie' w dzielnicy.
Pił ktoś tzw. kaweinkę? U mnie to był standardowy napój. :) Wsypujesz dwie łyżeczki, dolewasz do połowy wrzątku i resztę mlekiem, wychodził taki szarawy płyn. :) A na deser można było powąchać kartonik po kawieince, bo pachniał jak kruche ciastka. :D A inne potrawy z dzieciństwa? Kogiel mogiel, chleb z masłem i z cukrem, serek homogenizowany bodajże "Pyszny" (tysiąckroć pyszniejszy od tych daniów i danonków), jak się chciało kakaowy a był tylko waniliowy to dodawało się trochę kakao itp. :) A jak już trochę forsy się wyrwało to do sklepiku kupić łakocie. ;D Pamiętacie te flipsy o miliardu smakach? Może trzy smaki były do przełknięcia. :) Albo stare chipsy Starfoods, kiedy jem te same dziś to niestety nie jest już ten smak. :( W ogóle wszystko jest mniej smaczne niż kiedyś, wielka szkoda. :(
Właśnie ostatnio szukałem tych wielkich pak flipsów ale już chyba nie ma :( Czekoladowe, toffi... mmmm potem były też takie cienkie serowo cebulowe (zielone opakowanie) :D.
Czy tylko ja dostałem komputra już po epoce pegazusa? :p Swoją drogą szkoda, że tak trudno dostać teraz pegasusa (PRAWDZIWEGO) i dobrą grę, bo przez emulator to nie to samo...
Taki to ja też miałem, ale jeden z dżojpadów nie działał od początku, a cały sprzęt popracował może z miesiąc. :p Poza tym zastanawia mnie co ruscy chcą osiągnąć sprzedająć gry na Pegasusa ze zmienioną naklejką (np. Robocop z naklejką Captain America czy Batman z naklejką Mortal Combat). Przynajmniej u mnie tak robią.
Chodziłem do lokalnego "salonu gier" z automatami na żetony (melina straszna), chodziłem do drugiego salonu gier z Amigami gdzie płaciło się za każde pół godziny gry, a czas odmierzały zegarki kuchenne, chodziłem do kumpla grać na komputerze który dostał na I Komunię, zostawałem w szkole po zajęciach i bawiłem się w DOS-ie i NC na potężnych 486 z monochromatycznymi monitorami i grałem na klonie Famicoma (nie na Pegazusie) zakupionym "u ruskich" na targu.
Mnie w tych grach telewizyjnych (bez kartridżów) denerwowała jedna rzecz. 999999 gier, w sumie kilkanaście/kilkadziesiąt, ale chyba kolejność generowana losowo i przełączało się na kolejne taka wajchą na konsoli (były cztery). Można było kilkadziesiąt razy przełączyć i ani razu nie trafić w moją ulubioną River Raid... albo pacmana, lub z rozpędu przełączyć na kolejną i szukać od nowa...
ja pamiętam !! jak się ułożyło wszystkie grzbietami byl obrazek. kiedyś miałem prenumeratę i w każda środę pod drzwiami miałem świeży numer Donalda babka od gdeografi dostawala bialej gorączki od tych gadżetów :]]
a pamięta ktoś giełdę z Kaczogrodu.... to bardzo stare i odlegle czasy wiec nie każdy możne pamiętać :D
teraz jak patrze na te dzieci to mi się wydaje że normalnego społeczeństwa nie będzie... coraz głupsze pokolenia doprowadza do koniec swiata !!
0d 9 rano do 23.00 na dworze, na początku piaskownica(chyba do 11 roku życia) a potem piła, siata, basen(jak lato)a na koniec berek o 22.00 albo zabawa w chowanego na obrzeżach miasta w zagajniku, gdzie się zaklepywały na furtce kumpla.;)
Miałem taki rower tylko że czerwony , raz chciałem pokazać koleżance jak długiego puszcze ślizgacza(piaskowa droga wtedy jeszcze była) i mi opona pękła, no cóż była pod wrażeniem^^.Niestety, kilka miesięcy później zderzyłem sie z motorem i przednie poszło nadawało się tylko na obręcz do kosza.
@axior
Myślałem, że to tylko ze mną jest coś nie tak... Też zdarza mi się czytać wszelkie etykiety, napisane cyrylicą, tudzież jakimś bułgarskim, czy ukraińskim.
A tak serio, to czytałem wszelakiego rodzaju komiksy... tak, przede wszystkim był to Tytus, Romek i A'tomek
Też lubiłem czytać etykiety, jednego razu jak wyjechałem z rodzicami na biwak i ni wziąłem ze sobą nic do czytania to kiedy coś spożywałem (a przy jedzeniu ZAWSZE muszę czytać) to czytałem te etykietki od produktów. :)
A teraz czasem zdarza mi się czytanie etykietek na szamponach i laktacydach gdy pójdę za potrzebą i zapomnę gazetki. :D
ja przeczytalem calego tomka, cala biblioteczke sf z pobliskiej biblioteki i cala biblioteczke x ciekawych ksiazek rodzicow (w tym rosyjkich autorow sf) aj to byly czasy, teraz juz zadziej czytam...
Możecie się ze mnie śmiać, ale ja kiedyś lubiłem sobie poczytać instrukcje obsługi różnych sprzętów :) a najbardziej instrukcję motocykla WSK, z niecierpliwością wtedy czekałem aż trochę urosnę, żeby ojciec pozwolił mi poprowadzić tą kultową i cholernie głośną maszynę :]
@up
Mniemam, że chodzi Ci o "Trzech Detektywów". Otóż Hitchcock nie jest ich autorem.
Tu masz autorów :) http://www.ptd.vdl.pl/viewpage.php?page_id=1
A serię jak najbardziej polecam :P
O tak, Niziurski i Ożogowska. No i wielokrotnie przeczytana "Podróż za jeden uśmiech" Bahdaja. No a później jeszcze cykl "Strrraszna historia" T. Deary'ego, nie mówiąc już o komiksach (cykle "Kajko i Kokosz", "Tytus, Romek i A'Tomek" i komiksy Baranowskiego; później także "Garfield" i "Alf", a gdzieś pośrodku przemycone przez sąsiada ze zgniłego Zachodu "Peanuts", z których człowiek zaczął uczyć się angielskiego). Ech, ile dzisiejsze dzieci tracą obrażając się na książki!
Edit: A! zapomniałem jeszcze o czasopismach: kultowym "Świecie Młodych", "Uśmiechu numeru", "Bajtku" (czytanym, oczywiście, na długo przed posiadaniem własnego komputera), "Commodore&Amiga"...
A ja niedawno na moim podwórku spotkałem taki fenomen: idę sobie chodnikiem, na trawce leży grupka dziewczynek w wieku góra lat 10, patrzę, a jedna z nich trzyma na swoich kolanach laptopa (HP z serii Pavilion ;) ). Można powiedzieć, że teraz dzieciństwo kończy się po pierwszej komunii.
Nom, klocki Lego to było coś, pamiętam jak budowałem wspaniałe konstrukcje. ;D Albo latało się po lasach z patykami i się wyobrażało że to kałachy. xD To były czasy. :D
gdyby nie komputer i internet to bym się nie nauczył gotować, nie miałbym pracy, nie poznał super kumpla, nie słuchał muzyki, która mnie tak fascynuje... itp. itd. A jak chcę to sobie pojadę nad jezioro, morze, na koncert, na rower czy na wrotki.. Moim zdaniem komputer nie jest wcale zły ;) To wina ludzi, że spędzają przed nim za dużo czasu, a nie komputera
A ja miałam najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, bawiliśmy się w dom na podwórku, z bratem wyścigi na kapselki robiliśmy, szałasy się budowało, grało w klasy, pajaca, w piłkę, chowanego, podchody, oglądałam też filmy na video. Chodziło się na urodziny do koleżanki z podstawówki, robiło sałatki z tego, co było na łące, pączki z piasku sprzedawaliśmy, a walutą były liście...Miałam też misia, którego operowałam i zepsuty telefon, udawałam że jestem sekretarką, rozwiązywałam krzyżówki, różne rebusy, oglądałam pana tik-taka, 5-10-15 itd. Było co robić, ręce pełne roboty, szkoda, że dni takie krótkie :(
Dlatego ja stwierdziłem już dawno, że JEŻELI BĘDĘ MIAŁ dziecko (chociaż nie śpieszy mi sie do ślubu itp, wole być sam - lepiej mi) to dam mu gitare jak bedzie miał od 3-6 lat. O komputerze może myśleć ~18 lat (bedzie laptop "firmowy" do korzystania tylko w wyłącznych przypadkach). Nie mam również zamiaru kupować dziecku konsol a tym bardziej na komunie. Na komunię rower i/lub zegarek. Po co to wszystko? A no po to żeby zainteresować dziecko czymś od najmłodszych lat, zafundować atrakcje a nie żeby tak jak ja teraz sie zasmucał tym, że mam troche żalu w wieku 21 lat, że nikt od najmłodszych lat nie dał mi gitary, nie wypchnął na przejażdżkę motocyklem, nie wrzucił do samolotu, że nie poznałem ciekawych stron życia, że nikt mnie nie zapisał do drużyny osiedlowej piłki nożnej... Bardzo bym chciał tego uniknąć, żeby nie krzywdzić swojego dziecka.
No to widzę, że nie jestem jedyny.
Mimo, że aktualnie studiuję informatykę i szczerze mówiąc - NIE WYOBRAŻAM sobie życia bez komputera, to lepiej jednak uchronić przed tym dziecko i dać mu normalne dzieciństwo. Niech gra w piłkę na boisku, a nie gra w FIFĘ! Niech jeździ na rowerze, a nie gra w Dave Mirra Freestyle BMX (tylko to mi przyszło do głowy myśląc o jakiejś grze rowerowej)!
Niech żyje własnym życiem zamiast patrzeć przez dziewiętnasto-calowe okno na świat!
Ale moze mistyczne zjednoczenie z quadem bedzie lepsze?
No i my chcemy (bo i ja bym chcial) ulozyc dziecku dzieciństwo tak jak my mielismy - z zabawami, lepieniem balwana, itd - a pewnie bedzie tak ze jakpokolenie naszych dzieci dorosnie to beda wspominac jak cudownie gralo sie w tibie albo te mecze w fife a akurat nasze dzieci beda na nas zle bo nie mialy wtedy komputera :)
Tak tak, zepsuj dzieciakowi życie, niech od urodzenia będzie nielubianym nolajfem.
Ja będę starał się spędzać czas grając z moim dzieciakiem w stare gry zespołowe. A nuż mu się spodoba taki "CS na żywo" (zabawa w amel) i wkręci do zabawy dzieciaki z okolicy.
zrobisz mu wiecej krzywdy niz dobrego, niech ma komputer komorke, ale pokaz zainteresuj go innymi rzeczami niech sam wie ze sa inne rzeczy - bo inaczej sie zbuntuje i tyle bedziesz mial z tego...
Ja dostęp do komputera (bardzo słabo ograniczany przez rodziców, jak wszystko) miałem już w wieku przedszkolnym. Rajcowało mnie to, w szkole z informatyki miałem najlepsze oceny, ale ZAWSZE jeśli była możliwość wyjścia na rower z kolegami, czy po prostu na podwórko to komputer odstawiałem na drugi plan. Czasem oczywiście odwiedzaliśmy się z kumplami wzajemnie, aby pograć, ale komputer nie przesłaniał nam całego życia. Więc to nie sam komputer jako przedmiot jest zły, tak samo konsola czy telefon, tylko sposób korzystania z niego. Z resztą co z tego, że nie kupisz dziecku komputera? Jeśli wszyscy dookoła mają to będzie chodzić grać do kolegów. Dziecku powinno się wpajać zasady od małego, a później dać mu wolną rękę, niech uczy się na błędach, swoich.
pamiętam jak kiedyś z przed blokiem postawili karuzele postanowilem z kolegą ja wyprubować najpierw on siadł a ja obracałem karuzelą a optem odwrotnie, tyle że on obracał znacznie szybciej co na początku mi się podobało... ale po chwili tak mi się zaczeło kręcić w głowie że się porzygałem, a mina mamypo powrocie do domu bezcenna :P (byłem blady jak ściana i zarzygany cały sweter) miałem wtedy jakieś 5-6 lat
Na BMX jeździło się około roku 1990, kiedy to pojawiła się u nas na nie moda.
A później weszły "górale" i BMX odeszły do lamusa.
Dzieciak jesteś huehueuhe.
Ja tam w wieku 7 lat macałem Atari bodajże 65-XE i jego manual w języku angielskim. Udało mi się nawet napisać kilka programów w rodzaju zgadnij czy liczba jest mniejsza czy większa oraz wyświetl fajną (wtedy moim zdaniem) grafikę ASCII. :)
A przed komputerem to tłukłem wszystkich na podwórku (jednego co widuję menela to nadal ma blizny hehe), podpalałem piwnice (po tej akcji trzy tygodnie nie wychodziłem z domu), bawiłem się w lekarza z koleżankami z klatki i naciągałem ciotki na lody ("ciociu mama stoi w kolejce w sklepie i zabrakło jej 150złotych na margarynę"). A Wy co robiliście? :>
Ja grałem na amidze w "Super Frog"(5 dyskietek), zawsze na przed ostatnim świecie się przegrzewała i wyłączała ;D. Swój komputer dostałem w 6 klasie podstawówki, przed tym czasem miałem formę, sokole oczy, byłem energiczny. Pamiętam jak w wakacje(kiedy jeszcze nie miałem PC) codziennie wychodziliśmy grać w piłkę nożną, zbierało się kolegów z osiedla i się grało dwa lub trzy razy dziennie ;). No a teraz, jestem krótkowidzem, bardzo słaba forma, nabyłem małego garba. Ale zawsze coś za coś. Wzamian za te "dobrodziejstwa" zdaniem wyżej opisane nauczyłem się takich języków jak xhtml, css, php, mysql, perl. Życzę Wam, żebyście nie poszli tą drogą którą ja wybrałem...
Pozdrawiam
"Super Frog" - to była chyba najlepsza platformówka tamtych czasów, nawet superpopularnego "Króla Lwa" biła i do tej pory bije w moim osobistym rankingu na głowę ;).
Wiem, że to była kawa Inka, ale zawsze to wymawiałem właśnie w ten sposób, jakby to był jeden wyraz. :)
btw. udało mi się dorwać ten mój ulubiony serek w sklepie, zjadłem go i.. kurna mać jasna to nie jest już ten sam smak. ;/ Mam wrażenie, że do wszystkiego słodkiego dodaje się teraz słodzik zamiast cukru, i że używa się innych, gorszych jakościowo przypraw.
niestety nie tylko przypraw ;(
ja tez pamietam z dziecinstwa serek homogenizowany
teraz to wszystko to są zlewki z mleczarni ;( których do ust nie biore
ja nie mieszkałem w USA ino w polsce i miałem ruskiego, ciemnozielonego bmx'a ;) poza tym była amiga (w sumie to komputer:D) ale i pegasus i comadore (to chyba tez komputer, ale sluzylo jako konsola ;P)
Oj tak, też miałem to szczęście dosiadać jedynego w okolicy BMX'a. Co ten rower przeszedł... :) Ale zawsze będę uważał, że jest niezniszczalny. Oczywiście poza oponami, bo któż z nas nie rozpędzał się jak najwięcej mógł byle tylko ostro zahamować i zrobić jak najdłuższy ślad...
a widzisz ja staram sie w weekendy, dzieki mojej dziewczynie, spedzac czas na lonie natury zupelnie bez kompa (jezioro, gory, basen itp. ), to jest dopiero przyjemnosc i najlepsze jest to ze sie nie nudzimy :)
My, przynajmniej niektórzy z nas, mieli przyjemność żyć w takich dziwnych czasach, kiedy można było powiedzieć, że komputerów nie ma.
Oczywiście, że były, ale jednak porównując czasy np. sprzed 11 lat (wtedy ja dostałem swój pierwszy komputer) do dzisiejszych, można powiedzieć, że wtedy były ich śladowe ilości.
A kto grywał w GTA 2? U kolegi potrafiliśmy 14 godzin non stop w to grać i jeszcze było mało...
IMHO chyba nie zrozumiałeś ;) wypowiedzi Mushroom.
Skoro ma pedomisia w awatarze, a miś ten symbolizuje zagrożenia związane z komputerami, to z jego punktu widzenia najpierw był komputer, a potem on, więc dla niego komputer był zawsze. Tak przynajmniej ja to odebrałem. ;)
Ja jeździłem na rowerze, bawiłem się w dorosłość. Oczywiście dorosłość oznaczała poza rodziną m.in. narysowanego na kartce laptopa, komórkę z pudełka no i samochód z łózka. Czasem łóżko pełniło rolę statku, albo jaskini (łózko było piętrowe). Komputer też przyczynił się do skończenia "kariery" muzyka (uczyłem się grać na organach, ale jak dostałem komputer, to poszły w odstawkę).
Ja miałem kiepski rower, więc raczej tego nie robiłem. Częściej grałem w piłkę, praktycznie codziennie, ale i tak byłem kiepski. Co innego gry na komputerze :)
Reklamy Google