•  

    pokaż komentarz

    w książce Beringa pt. "Przekleństwo tronu Romanowów" przedstawione jest zabójstwo popełnione na rodzinie carskiej (autor opierał się na informacjach, które zostały odtajnione podczas śledztwa na rozkaz admirała Kołczaka w 1918.):

    16 lipca około godziny 19:00 Jurowski wezwał do siebie swego zaufanego człowieka, czekistę Miedwiediewa, każąc mu przynieść z budynku Czeki dwanaście rewolwerów typu "nagan". Nieco później Jurowski zwołuje swój oddział, rozdaje broń i nakazuje gotowość do akcji, której celem miało być zamordowanie cara i jego bliskich. Kilka minut po północy Jurowski wszedł do pokoju cara, a później obudził pozostałych więźniów. Kazał im się ubrać i zebrać wszystkie rzeczy osobiste.
    Następnie polecił im zejść do piwnicy, mówiąc, że w mieście wybuchły niepokoje i Czeka dla bezpieczeństwa internowanych zamierza przewieźć ich w inne, bardziej bezpieczne miejsce. Już po kilku minutach car trzymając carewicza na rękach, carowa i jej córki oraz osoby im towarzyszące wziąwszy jakieś drobiazgi i kilka poduszek zeszli do piwnicy, idąc za Jurowskim i Nikulinem.
    Car poprosił o kilka krzeseł. Przyniesiono trzy. Na jednym usiadł car, na drugim carewicz, na trzecim carowa. Za krzesłem cara stanął doktor Botkin. Za krzesłem carowej jej córka Tatiana, pozostałe trzy księżniczki stały oparte o ścianę na końcu piwnicy. Obok carycy stała też Demidowa. W samym kącie piwnicy stali Chartinow i Trups.
    Mijały minuty. Nagle zrobił się rumor. Do piwnicy wszedł Jurowski na czele siedmiu austriackich i węgierskich czekistów oraz trzech swych podkomendnych komisarzy: Jermakowa, Waganowa i Miedwiediewa. Jurowski trzymał w ręku rewolwer.
    - Wasi poplecznicy chcieli was odbić nam i uratować. Pokrzyżowaliśmy jednak te zamiary i teraz musimy was zabić - powiedział spokojnym głosem i wystrzelił do cara.
    Zaraz po tym strzelił do carewicza Aleksego. Strzał był widać niecelny, gdyż Jurowski dobił Aleksego kilkoma uderzeniami bagnetu.
    Teraz zaczęła się okrutna rzeź. Czekiści strzelali do wybranych przez siebie osób. Uciekających zabijano ciosami bagnetów. Księżniczkę Anastazję zakłuto bagnetami. Taki sam los spotkał Demidową, która od kul osłaniała się trzymaną w ręku poduszką. Gdy już wszystkie ofiary tego mordu dobito, komisarze przeprowadzili szczegółową rewizję trupów, odbierając znalezione kosztowności. Później ciała zamordowanych owinięto w prześcieradła i wyniesiono na oczekującą pod płotem ciężarówkę.
    I tak już około godziny 2.30 w nocy ciężarówka ze swym makabrycznym ładunkiem, konwojowana przez konnych czekistów, ruszyła przez miasto do pobliskiego lasu. Jadący na przedzie na koniu komisarz Waganow zauważył w pewnym momencie jakąś furmankę.
    To chłopka ze wsi Koptiaki jechała do miasta, aby rankiem sprzedać na targu złapane przez męża ryby. Waganow zatrzymał furę, każąc chłopce pod groźbą wycelowanego w nią nagana zawrócić do domu i nie opuszczać go do jutra. Kobiecina usłuchała, ale rozmawiając z Waganowem zauważyła nadjeżdżającą ciężarówkę, a po powrocie do domu opowiedziała o tym, co widziała, rodzinie i sąsiadom. Chłopi są z natury ludźmi ciekawymi, jeszcze przed świtem wyruszyli na zwiady. Daleko jednak nie doszli, gdyż już na skraju lasu natknęli się na rozstawione warty, które kazały im zawrócić.
    Ciężarówka dotarła do położonej w głębi lasu polany. Tu musiała się zatrzymać. Dalej nie można było jechać. Koła buksowały w błocie, grzęznąc w głębokich wykrotach.
    Czekiści zrzucili ciała zamordowanych na ziemię. Rozebrano je do naga. W trakcie tej czynności czekiści znaleźli wiele kosztowności, zaszytych przez księżniczki w sukniach. Sporo drobnych diamentów, szmaragdów, szafirów uszło uwadze zbirów i zostało po ciemku wdeptanych ich buciorami w ziemię.
    Po rozebraniu ciał oprawcy zaczęli je ćwiartować i kawałkami rzucać na ułożone wcześniej drewno. Na ten stos czekiści Jurowskiego wylali kilka kanistrów benzyny. Po spaleniu zwłok oblali ich resztki kwasem siarkowym, licząc na to, że w ten sposób zatarte zostaną ostatnie ślady zbrodni. Ogółem zużyli 175 litrów kwasu siarkowego i 300 litrów benzyny; taką ilość dzień wcześniej pobrał Jurowski z miejscowych magazynów, co zostało potwierdzone wystawioną fakturą.
    Później próbowano jeszcze pozostałe szczątki ukryć w nieczynnym już szybie miejscowej kopalni, gdy zaś nie zdało to egzaminu, Jurowski kazał z boku polany wykopać głęboki dół, który po wrzuceniu doń wszystkiego, co pozostało z zamordowanych ofiar, zakopano i zamaskowano. Na koniec rozpalono tu jeszcze jedno ognisko, licząc na to, że pod popiołem drzewnym nikt niczego już szukać nie będzie.
    Przez jakiś jeszcze czas polana i cały las pilnowane były przez czekistów. W domu Ipatiewa utrzymywano przez jakiś czas pozory normalności. Dalej stały tam posterunki, tak aby ludzie myśleli, że car i jego bliscy nadal się tam znajdują.

  •  

    pokaż komentarz

    Jurowski Żydem nie był, był pochodzenia Żydowskiego, ale wiarę zmienił podczas podróży do Berlina, na początku XX w. ;)