Plagiaty przy pisaniu prac dyplomowych to zupełnie inna sprawa niż ściąganie na egzaminach.
Studenci ściągają często na egzaminach, bo pytania są głupie, a przedmioty nastawione na odbębnij i zalicz. Np. na informatyce, miałem przedmiot, na który musiałem się zakuć schematów różnych mierników i interfejsów wykorzystywanych do łączenia urządzeń pomiarowych. Są to informacje całkowicie zbędne w informatyce, ale oczywiście przedmiot musi być, żeby szanowny pan wykładowca dostał za niego kasę. Jaki sens jest uczyć się takich zapychaczy i marnować na nie czas? Tak długo jak system szkolnictwa nie będzie szanować studentów, oni nie będą respektować narzucanych im zasad.
Bo taka prawda, tylko Frajerzy (czytaj ludzie niezaradni życiowo lub przesadnie uczciwi) nie ściągają. Jeżeli mam BEZPIECZNĄ (bo gdzie ryzyko w ściąganiu, prawie żadne), możliwość ustawienia swojej przyszłości, to czemu tego nie robić?! Smutne ale tak jest i będzie. Nie mam zamiaru w imię idei zrezygnować z puntów np. na maturze. Jeżeli chcą, aby nikt nie ściągał to niech zrobią program tak, aby nie zaśmiecał umysłu i nie marnował uczniom czasu na bzdety i kontrolują. Albo niech postąpią jak np. w Australii gdzie nie trzeba mieć przy sobie ściąg, bo podczas pisania prac można korzystać z internetu (stawiają, na umiejętność wykorzystywania informacji a nie posiadania, kiedyś jak nie było internetu wiedza była ważna, dziś umiejętność jej wykorzystania).
PS. Darujcie sobie porównywania do np. brania łapówek bo istnieje jednak różnica w nie groźnym ściąganiu a np. dawaniu łapówki która komuś trzeciemu może zniszczyć życie.
Reklamy Google