• Reklamy Google

  • wtk_ +1  

    Bo ludzie to są głupie. Nauczyciel krzyknie "nowe nowe nowe nowe", a ci do księgarń lecą. Ja przez kilka lat miałem książki po bracie i było ok. Po prostu wiedziałem, że znajdę w książce to co trzeba tylko może w nieco innym miejscu. Ale jak ktoś się chce nauczyć to nie problem..

    pokaż komentarz
    wtk_
  • explorerExe 0  

    Ja miałem kilka nauczycielek w liceum które same kazały nam zostawiać pod koniec roku książki które zamykały w szafach lub chowały do pokoju nauczycielskiego i spisywały listę kto oddał, a w nowym roku sprzedawały i dawały nam pieniądze nie biorąc prowizji :) Książki oddawali nie wszyscy bo nie zbierała takich całkiem zniszczonych gdzie na okładce namalowane penisy i inne wytwory kolegów z ławki albo samego właściciela. Oczywiście proponowały uczniom zakup i w pierwszym tygodniu już nie było, a reszta musiała kupić w sklepie. Z książek dostawaliśmy 70% wartości, a w sklepie i tak drożały jak co roku, a więc można było kupić używaną albo nową o jakieś 40% drożej.

    Ale było też kilka natrętnych bab które kazały kupić i mimo iż nie używaliśmy to co lekcję pierwsze 10 minut to chwila od dzwonka, sprawdzenie obecności i sprawdzenie czy każdy ma książkę, brak książki = 1 i tak co tydzień. Sam złapałem chyba z 4 jedynki bo nie kupiłem na początku roku i nie mogłem nigdzie kupić ale księgarnia zamówiła mi sztukę. To są lobbowani nauczyciele czy d!$%%e? A co jeśli kogoś k!$$a nie stać? Bo na pewno są takie osoby tylko wstyd się przy ~40 osobach przyznać.

    Zauważyliście, że niektórzy nauczyciele mają różne gadżety różnych firm, a zwłaszcza tych których mamy książki? Może ich takimi tanimi pierdołami przekupują!

    pokaż komentarz
    explorerExe
  • Miczogen 0  

    Wydawnictwa mają mnóstwo sposobów na wyciąganie kasy, ale jeden szczególnie bezczelny.
    Książki do I-szej klasy (może w kolejnych też - tego jeszcze nie wiem) są sprzedawane w pakietach obejmujących wszystkie przedmioty. Pakiet zapakowany w kartonik, a w środku komplecik do każdego przedmiotu podręcznik i ćwiczenia. I tu pojawia się problem - nie można kupić samych ćwiczeń aby uzupełnić zestaw po np. starszym bracie. Wszystko wyrzucamy na makulaturę (tak - wszystkie piękne prawie jak nowe podręczniki też) i trzymając w garści 280 zł lecimy po pełny nowy kartonik. Dodam tylko jeszcze, że same zeszyty ćwiczeń są tak pomyślane że nie da się tak jak za moich czasów wytrzeć gumką. Są w nich naklejki, wycinanki itp.

    pokaż komentarz
    Miczogen
  • explorerExe 0  

    Mam młodszą siostrę i pamiętam jak wziąłem tak z ciekawości jej książkę od chemii, okładka całkiem inna, a wszystko w środku przestawione o 3 strony :) Weźmiesz w księgarni książkę, otworzysz dowolną stronę i weźmiesz starą książkę otworzysz tę samą, a tu co innego! Można się nabrać bo to co mamy na 114 stronie w starej jest na 111.

    Żeby ci oszuści jeszcze zrobili dobrą książkę bo uczyłem się z książek o 10 lat starszych gdzie wszystko bez zbędnych kolorowych obrazków było wyjaśnione idealnie.

    pokaż komentarz
    explorerExe
  • Strus 0  

    Niektóre stare wydania są pozornie identyczne jak te nowe, ale pozory mylą.
    Przykład, moja książka od matematyki w LO - niektórych zadań nie było, niektóre miały inne przykłady. Jak ktoś miał starą książkę musiał przepisywać, ale to w sumie nie dyskwalifikuje książki.

    Z geografią już było inaczej, w starej książce nie było bodajże dwóch rozdziałów, które były w nowej :P

    pokaż komentarz
    Strus
  • ultra 0  

    Jak nie wiadomo o co chodzi....
    Każde ogniwo w tym łańcuszku zarabia.

    pokaż komentarz
    ultra
  • Mete 0  

    pazernosc wydawnictw edukacyjnych siega zenitu :/ ... praktycznie co roku sa wydawane nowe-stare podreczniki ktorych ceny sa astronomiczne
    chcac kupic dla pociechy nie uzywane ksiazki trzeba sie liczyc z kosztem rzedu 400-500zl ... a co jak ktos ma 2 i wiecej dzieci? banki chyba powinny wprowadzic pozyczke z tego tytulu

    pokaż komentarz
    Mete
pokaż 

Wykopali i zakopali (30 / 1)