...
  •  

    Kiedy system edukacji jest efektywny? Czy jak wykształcimy elitarną garstkę ludzi, a reszta będzie na podstawowym poziomie czy może gdy wszyscy będą na tym samym poziomie (ani głupi ani mądrzy)?

    •  

      @pietro137: Dobre pytanie :)
      Ale moze je troche zmienic i zapytac: Po co jest edukacja i jaki jest jej cel :)

    •  

      @thomeq: Dokładnie i równie dobrym pytaniem jest czy ten cel został osiągnięty.

    •  

      Czy jak wykształcimy elitarną garstkę ludzi

      @pietro137: Nie chodzi o elitarną garstkę tylko o wyłowienie najlepszych cech u dzieciaków i rozwiajnie ich. A nie zrobienie z dzieciaków szarej masy. Był ostatnio na wykopie wywiad z babką zajmująca się metodyką nauczania. Stwierdziła na podstawie badań, ze wśrod 6-7latków ok 50% wykazuje zdolności matematyczne. Po 8 miesiącach szkoły, ten odsetek spadł do 25%. 8 miesięcy szkoły z połowy tych uzdolnionych dzieciaków zrobiły szarą masę.

    •  

      @pietro137: Na pewno nie zostal ;) Ale.. to ładnie obrazuje to, czego nie rozumieja "reformatorzy" z filmu - DEFINICJA. Wcale nie jest tak nieistotna jakby sie wydawalo :P
      @kukenkino: Zgdazam sie, ze nauka powinna isc indywidualnym torem w miare mozliwosci. Np. likwidacje klas jako takich i utworzenie grup nauczania dostosowanych do umiejetnosci (czyli dzieciak "scisly" jest w 3 -najwyzszej - grupie matematycznej, ale np. w 1 grupie jezykowej (przyklad z dupy ale na szybko). Ten pomysl kiedys (ladne 8 lat temu) powiedzialem koleznakom... lewicujacym i uslyszalem, ze byc tak nie moze, bo by dzieci byly wysmiewane przez rowiesnikow, jako glupsze np. z polskiego (jakby dzieci nie wiedzialy kto z czego jest slaby :P )

    •  

      @pietro137: Pytanie dobre. Ja mówiąc "nieefektywne" mam na myśli np. uczenie kogoś przez 11-12 lat czegoś co mu będzie zbędne, bo w życiu wykorzysta np. tylko to czego nauczył się w 6 lat szkoły podstawowej. Zabieramy tej danej osobie pieniądze w niezwykle pośredni sposób i uczymy jej czegoś czego tak naprawdę nie potrzebuje. Jak to nazwać inaczej niż nieefektywność?

    •  

      @Woojt92: Ktoś np wykorzystujesz tylko wiedzę z 6 lat nauki, innemu 17 lat jest ciągle mało. Jest to bardzo indywidualna kwestia i uważam, że ciężko jest określić kiedy danej osobie starczy wiedzy i że chce już pracować z tym co umie. Nie każdy musi być naukowcem ale każdy potrzebuje czasu żeby zrozumieć co go interesuje, a przede wszystkim musi to sprawdzić na własnej skórze uczęszczając na rozmaite kursy.

    •  

      @pietro137: To niech każdy płaci za tyle ile korzysta.

    •  

      @pietro137: System edukacji jest od zapewniania stabilnej pracy wszystkich nauczycieli (dobrych i złych - niezależnie od poziomu nauczania) i w tych postanowieniach jest jak najbardziej efektywny. Młodzi nauczyciele mają ogromny problem ze znalezieniem pracy z powodu zatrudniania rzeszy ludzi, którzy do nauczania się nie nadają i żaden mechanizm (może wolny rynek) ich nie ocenia.

    •  

      @Woojt92: jest to jakieś rozwiazanie ale nie jedyne

    •  

      @pietro137: Co do efektywności systemu edukacji to bym dał taką definicję: system jest efektywny, jak z każdej godziny lekcyjnej wyniesione jest maksymalnie dużo wiedzy przez maksymalnie dużą liczbę uczniów. W tedy nie marnuje się czasu dzieci oraz pieniędzy podatników. Gdyby taką przyjąć definicję to rozwiązanie byłoby proste - wysłać kogoś do Finlandii, zrobić kopię ich systemu edukacji, przywieść tutaj, wprowadzić, profit. Oni mają najlepsze wyniki w międzynarodowych testach które porównują wiedzę/inteligencję dzieci z tego samego wieku.

  •  

    1. To zadna analiza.
    2. Oczywistym jest, ze system edukacji powinien ewoluować. Pytanie jak i w ktora strone.
    3. 80% tego filmiku to bełkot.
    4. Zarzut do systemu edukacji, czesto powtarzany to, ze to "kucie bezrefleksyjne na blache" - coz, bez wiedzy najbystrzejszy umysl jest nic nie wart.
    5. Rodzic wie lepiej, jak uczyc swoje dziecko... NAPRAWDE? Dopiero bedziemy mieli wysyp glupoty i analfabetyzmu.
    6. "Prywanty sektor szkolnictwa jako lek na cale zlo" - ile znacie prywatnych DOBRYCH uczelni wyzszych?
    7. Decentralizacja... czyli co? Milion roznych programow nauczania? Co ma byc kryterium wyboru?

    Ide sie napic, bo po takim steklu bzdur nie bede mogl zasnac... ;P

    •  

      @thomeq: 6. Zaraz Ci wyjadą z uczelniami w Stanach, które to pochłaniały najlepsze mózgi świata, gdy w Europie była zadyma, a teraz też często zasilane są "azjatyckimi" mózgami. Do tego kasy na innowację w Stanach nie brakowało, bo gdy my produkowaliśmy kalosze dla ruskich, to oni wymyślali kolejne patenty i nakręcali jeszcze bardziej zapotrzebowanie na technologię.

    •  

      @boguchstein: Mea culpa - zabraklo mi slowa "polskich"

    •  

      @thomeq:

      1. Z tym mogę się zgodzić, bo szukałem nazwy na szybko.
      2. Rozwiązań jest wiele. Może powrócimy do sprawdzonej edukacji mistrz - uczeń, wyspecjalizowane szkoły w danej dziedzinie (a nie uczenie wszystkiego po trochu). O tym i tak najlepiej zadecyduje rynek.
      3. To Twoja opinia, z którą się nie zgadzam.
      4. Lepiej niech będzie zapchany formułkami i definicjami, których większość mu się nigdy nie przyda?
      5. A kto wie lepiej? Dziecko czy może nauczyciel, który nie ma interesu, żeby porządnie czegoś nauczyć. Owszem czasem zdarzy się nauczyciel z powołania jak ksiądz, ale jest to niski odsetek.
      6. Nie mówię, że po wolnorynkowej rewolucji będzie raj, ale na pewno można stwierdzić, że szkoły będą tańsze i lepszej jakości - dzięki konkurencji, której obecnie ze święcą szukać w publicznej edukacji.
      7. Tak, ma być niczym nieograniczona ilość programów nauczania. Niezawodnym kryterium wyboru będzie niewidzialna ręka rynku.

    •  

      @Woojt92:
      1. ok :)
      2. Mistrz-uczen? No to bedziesz potrzebował naprawde wielu mistrzow... :P Klopot w tym, ze... mało kto by sie na taka role nadawal :P (obecnie nawet na studiach jest z tym problem)
      3. Oczywiscie, ze moja. nie widze tam ZaDNYCH konkretnych rozwiazan (ani nawet analiz, wskazujacych co dokladnie jest nie tak), tylko... gadanie :)
      4. Tak sie nieszczesliwie sklada, ze sporo tych formułek i definicji to konkretna wiedza. Przyklad 1.: Dwutlenek wegla jest ciezszy od powietrza. W miejscach gdzie zachodzi fermentacja wytwarza sie ten gaz. Wniosek -= nie wkladaj łba do szamba/studzienki sciekowej itp. Brak tej wiedzy zabil sporo osob. Przykład 2.: Procent. Juz sama definicja powinna nauczyc ludzi ostroznosci przy braniu kredytow :P Przyklady mozna mnozyc.
      5. Przecietny rodzic zna sie na jednej-dwoch dziedzinach zycia. Juz widze jak dekazr widzi talent prawniczy, stolarz - chemiczny a lekarz w swoim dziecku widzi budowlanca :D
      6. Ale my nie o cenie/kosztach edukacji, a o jej formie mowimy w kontekscie wolnorynkowosci (bo kazdy wspomniany mowi ze szkoly maja konkurowac tworzac rozne modele nauczania i zakresy wiedzy jaka ma dzeicko przyswoic) - ja juz milczeniem pomine te setki tysiecy bezimiennych ofiar eksperymewntow na zywym ogranizmie spolecznym... :)
      7. Czyli uwazasz, ze np. jak szkola uzna, ze niepotrzebna jest matematyka i tam pojdzie milion dfzieci, bo rodzice tez jej nie umieli to bedzie ok? To moze stworzmi taka sama "medycyne" - lewczyc kazdy moze. W obu przypadkach koszta tych "rewolucj" beda gigantyczne, a ich efekt odwtorny do zamierzonego :)

    •  

      5. Rodzic wie lepiej, jak uczyc swoje dziecko... NAPRAWDE? Dopiero bedziemy mieli wysyp glupoty i analfabetyzmu.

      @thomeq: to byla by konsekwencja a nie rezultat

    •  

      @thomeq:
      Ad. 2 To raczej byłby elitarny sposób nauczania. :)
      Ad. 4 To, że mówi się o nich w szkole nie znaczy, że wszyscy będą pamiętać o zasadach fizyki w życiu. Zobacz ile jest np. frankowiczów, jeżeli by znali się na podstawach ekonomii to wiedzieliby jakie ryzyko na siebie biorą wraz z kredytem walutowym.
      Ad. 5 A może rynek wykształci specjalne instytucje, w których eksperci od psychologii będą oceniać naturalne predyspozycje dzieci?
      Ad. 6 Eksperyment trwa właśnie teraz. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Ad. 7 To, że rodzic czegoś nie umie to nie znaczy, że nie chce żeby jego dziecko się nauczyło.

    •  

      @Woojt92:
      2. To mozesz miec teraz. Ile osob korzysta?
      4. Bo edukacja jest zle pomyslana, ale te zle i niedobre definicje i wzory jednak sa przydatne (bo o to mi chodzilo w wypowiedzi)
      5. A moze nie. To gdybanie. Takie instytucje powinny byc czescia przemyslanego systemu a nie zdania sie na niewidzialna reke rynku.
      6. Tak, ale teraz przynajmniej mamy pewnosc, ze kazde dziecko ma mniej wiecej podobny poziom ksztalocenia. W opisywanym przez Ciebie rozwiazaniu spora czesc nie pojdzie w ogole do szkoly, czesc nauczy sie jedynie pisac i czytac a garstka bedzie mocno wyedukowana. A to jest zle.
      7. A dopuszczasz mozliwosc, ze rodzic moze nawet nie byc swiadomy pewnych rozwiazan?

    •  

      @thomeq:

      Zarzut do systemu edukacji, czesto powtarzany to, ze to "kucie bezrefleksyjne na blache" - coz, bez wiedzy najbystrzejszy umysl jest nic nie wart.

      Wykucie podręcznika na blachę bez przystępnego i zrozumiałego wyjaśnienia tematu nic nie da.
      Samo zapamiętanie definicji, bez zaprezentowania ich w praktyce, wyjaśnienia i podania przykładowych zastosowań dla takiej wiedzy, będzie skutkowało tym że będziesz znał definicje, ale nie będziesz posiadał żadnej wiedzy w tym temacie.
      Tym bardziej, obecnie w erze smartfonów i internetu, kiedy taką definicje można znaleźć w kilka sekund z dowolnego miejsca, liczy się przede wszystkim umiejętność samodzielnego myślenia, która pozwala zrozumieć i zastosować wiedzę do której posiadamy dostęp.
      Pamiętam jak chodziłem do szkoły to większość nauczycieli potrafiła tylko podyktować regułkę z podręcznika, my to przepisywaliśmy do zeszytów, wykuwaliśmy a po sprawdzianie zapominali.
      To nie jest nauka tylko kpina, większość nauczycieli to partacze których powinno się zwolnić.

    •  

      @Lisiu: Ja nie mowie, ze wkucie bezrefleksyjne reguly jest dobre, ale stanowczo sprzeciwiam sie powszechnej ostatnio opinii, ze regulki sa zle. Poza tym, zeby w necie cos wyszukac, trzeba miec choc blade pojecie o tym, czego sie szuka - inaczej mozna nic nie znalezc lub, co gorsza, trafic na filmik z zoltymi napisami :)
      A co do jakosci nauczycieli... coz, roznie z nimi bywa.

    •  

      @thomeq: Dlatego też obecnie edukacja powinna się skupiać na umiejętnościach poszukiwania informacji, weryfikacji jej prawdziwości i praktycznego zastosowania, a nie na wykuwaniu.
      Dla przykładu, jakiś czas temu tak się złożyło musiałem obliczyć energie kinetyczną poruszającego się obiektu, nie robię takich rzeczy na co dzień więc nie pamiętałem wzoru, wystarczyła chwila żeby go znaleźć, aplikacja na telefon przelicznik jednostek, pozwoliła szybko przeliczyć km/h na m/s, i obliczenie wszystkiego zajęło dosłownie chwilę.
      Jeszcze 10 lat temu, nie mógł bym tego zrobić będąc poza domem.
      Dlatego też system edukacji musi się dostosować do współczesnych realiów.

    •  

      @Lisiu: ta umiejetnosc polega na szukaniu czegos w kontekscie - widzisz, wiedziales czym jest energia kinetyczna, ze istnieje jakis wzor itd. Nie wziales tego z powietrza tylko ze szkoly. Pamietac wzoru nie pamietales, ale reszte juz wiedziales. Dlatego tak istotone sa podstawy wiedzy, ktore powinnismy otrzymac w szkole.

    •  

      @thomeq: Akurat tak się składa że mój nauczyciel fizyki w licbazie to był największy op%#%$!!acz z nich wszystkich, absolutna anarchia w klasie, czasem kazał nam przepisywać regułki z z podręcznika a sam wychodził z klasy i wracał tuż przed dzwonkiem.
      Całą moją wiedzę z tego przedmiotu zawdzięczam moim zainteresowaniom.

    •  

      @Lisiu: To przed liceum juz nie ucza fizyki? I znow - skad sie wzielo zainteresowanie? Pierwsze kontakty z zagadnieniem? Aparat matematyczny?
      Szkola zrobila wiecej, niz chcesz sie przyznac :P

    •  

      @thomeq: Strzelectwo sportowe, a od niedawna także astronomia i eksploracja kosmosu, jakby nie to, nie wiedział bym zupełnie nic z fizyki.
      Szkoła ssie.

    •  

      @Lisiu: slabi nauczyciele ssa. Szkola jest ok (choc wymaga reformy).

  •  

    1. Najlepsze jest to, że wypowiada się śmieszny gościu o edukacji, a swoją wątpliwą wiedzę czerpie chyba z Internetów - "powszechny system edukacji pochodzi z Prus z XIX w.". Normalnie parodia.
    2. Wyślijcie korepetytorowi klasę 25 uczniów, gdzie połowa jest upośledzona. Zobaczymy, jak ich przygotuje do egzaminów.
    3. Po raz kolejny słyszę słowa, dzięki którym Korwin kompromituje się. Prywatyzacja szkół nie pomoże. Na rynku zostaną szkoły, które przepuszczają za nic, a te które wymagają zbankrutują.
    Padła też kolejna idiotyczna wypowiedź Korwina, że za komuny żarcie było ohydne. Było gorsze bo było zdrowe i nie miało tyle ulepszaczy i poprawiaczy smaku co dzisiaj.
    4. Problemy edukacji są inne. Weźmy sprawdzone schematy, np. z Finlandii, ale nie, banda idiotów z sejmu ciągle wprowadza eksperymenty, ciągłe zmiany rujnują system edukacji.

    •  

      @starlingmario:

      Ad. 1 To fakt, a jak nie to daj jakiś dowód na obalenie go.
      Ad. 2 Może upośledzonych nie ma sensu uczyć poza rachubą, czytaniem i pisaniem? Nie każdy musi skończyć szkołę. Taka osoba zamiast pobytu w obowiązkowej szkole, z której mało wyniesie mogłaby by się uczyć od dzieciństwa jakichś zdolności manualnych itp, a nie zbędnych formułek.
      Ad. 3 Nie zostaną, bo na wolnym rynku renoma szkoły będzie jednym z najważniejszych czynników, które będą brane pod uwagę przy jej wyborze. Nikt nie wybierze szkoły, która przepuszcza każdego, bo jak ewentualnie wybierze to nic nie będzie umiał, a wszyscy pracodawcy będą deprecjonować jego dyplom. Ad vocem jedzenia - było tak niesamowicie smaczne i zdrowe jak obecnie jest w szpitalu, który też notabene jest państwowy.
      Ad. 4 Wymień te problemy.

    •  

      @starlingmario: odnośnie żarcia za komuny - wtedy krążyły legendy, że w parówkach jest papier toaletowy

    •  

      @starlingmario: Ad 3. No i co ci po takiej szkole? Rodzice, którzy będą wykładać swoją własną kasę dwa razy zastanowią się, gdzie posłać dziecko. Będą oczywiście tacy, którzy wyślą swojego głąba do liceum, gdzie wszyscy zdają. Ale będą też tacy, którzy wyślą głąba do zawodówki, bo taniej i będzie pracował już po 3 latach.

      Co do żarcia za komuny to nawet nie chce mi się dyskutować, bo pleciesz bzdury.

    •  

      @Woojt92:
      1. System powszechnej edukacji wprowadzili Rzymianie, a w Prusach wymyślono system klasowy i to w XVIII wieku.
      2. Ble ble ble ble i ble ble ble ble. Nie masz pojęcia o polskim systemie edukacji. Szkoły, gdzie takie osoby uczyły się czegoś konkretnego już dawno polikwidowano. Zostały tylko placówki dla tych najciężej upośledzonych.
      3. Dzisiaj każdy ma wybór lepszej i gorszej szkoły, jaki problem? To nic nowego. Nie podoba Ci się ta to idziesz do innej.
      Jak będą tylko szkoły z wysokim poziomem nauki to na ulicach będzie rozrabiać 97% populacji dzieciaków, która w takiej szkoły nie poradzi sobie.
      4. Główne to niedofinansowanie, nepotyzm, nagonka mediów, ciągłe zmiany, niechęć rodziców do pracy nad edukacją własnych dzieci i do współpracy ze szkołą, zwalanie wychowania na szkołę, liczne klasy, ocenianie pracy szkoły po wynikach na egzaminach, śmieszne przedmioty wprowadzone przez ministerstwo itp. Mógłbym wymieniać jeszcze długo. Dla przykładu napiszę jeszcze tylko, że w gimnazjum i liceum jest po 180 godzin religii na etapie, informatyki w gimnazjum 65, w liceum 30.

    •  

      @tomaszk-poz: Wtedy były to legendy, dzisiaj pióra i pazury w parówkach to fakt.

    •  

      @jakub-dolega: Czyli tak naprawdę nic się nie zmieni. Szkoły prywatne nie są rozwiązaniem tego problemu, one tylko są uzupełnieniem oferty edukacyjnej.
      Co do żarcia to nie bzdury. Najprostszy przykład to chleb, a raczej dzisiejszy wyrób chlebopodobny.

    •  

      @jakub-dolega: A te ciepłe bułeczki z ciasta głęboko mrożonego (mniam mniam, na drugi dzień jak kamień), albo inne produkty z benzoensanem sodu i całą lista E coś tam. Za komuny tego nie stosowano.

    •  

      @starlingmario: kurde, myslalem, ze Karol Wielki byl pierwszy ;P
      Pomijajac inne punkty (ogolnie sie zgadzam) to jedna istotna rzecz punktuje ten filmik - niechec rodzicow do pracy nad edukacja dzieci. Skoro obecnie nie chce sie sporej czesci przycisnac dzieciaka do nauki (obecnie to nauczyciel jest winny zlym wynikom w nauce), to co by bylo, gdzy rodzic w 100% odpowiadal za edukacje ratolosli :D

    •  

      @thomeq: Dysponowanie bonem edukacyjnym to nie jest całkowite prowadzenie edukacji przez rodzica. To tylko jeden element - możliwość wyboru szkoły.

    •  

      @starlingmario: Tak, ale ja mialem na mysli to, ze szkola nigdy w calosci nie wykonywala pracy nad edukacja dziecka - rodzic zawsze musial wspolpracowac ze szkola - choc nie zawsze mu sie chcialo (moze stad nieporozumienie, ze jestem ze "starego" szkolnictwa i o bonach nie pomyslalem nawet)

    •  

      @thomeq: Dzisiaj to niestety wygląda zupełnie inaczej. Ogólnie rodzice uczniów unikają szkoły. Stąd też mnóstwo szkół pracuje z e-dziennikami, aby tylko ułatwić rodzicowi dostęp do informacji, żeby chociaż zalogował się i zobaczył, co jego latorośl wyprawia. Nagminne też jest niestety krytykowanie szkoły przy uczniu np. uczeń dostał jedynkę, to rodzic nie pyta się i nie sprawdza, skąd ta jedynka, tylko stosuje jazdę po nauczycielu. Zresztą to jest znak naszych czasów - brak szacunku do kogokolwiek.

    •  

      @Woojt92:
      1. Zależy co rozumieć jako "powszechny". Podejrzewam jednak, że chodzi tutaj o "obowiązkowy".
      Już Żydzi od czasów starożytnych mieli obowiązek uczenia dzieci (nakaz z Talmudu) - różnica była taka, że dziecko nie musiało chodzić do szkoły.
      Natomiast w 1496 pojawia się akt: Education Act 1496, który zmusza szlachtę to posyłania dzieci do szkoły.
      Później w XVII w. jedna z amerykańskich kolonii (bodajże Massachusetts) wprowadza obowiązkowe nauczanie pisania i czytania, a następnie darmowe szkoły.
      Natomiast wspomniane Prusy wprowadziły system obowiązek nauczania w 1763. Jakby nie patrzeć to jest osiemnasty, a nie dziewiętnasty wiek.
      2. Nie wiem, czy wiesz, ale jak ktoś ma stwierdzoną niepełnosprawność umysłową, to w zależności od jej stopnia jest uczony dodatkowych umiejętności. Mało tego, ludzie, którzy są na styku upośledzenia, mogą uczyć się w klasach integracyjnych i radzić sobie w nich całkiem nieźle (a nawet lepiej od "normalnych" którym się nie chce).
      Mamy również szkoły specjalne, do których nikogo przymusem się nie wysyła. Rodzic ma prawo zostawić dziecko w normalnej szkole albo wysłać do specjalnej(pomijam szczególne przypadki np. głębokiego upośledzenia). Oczywiście bardzo dużo rodziców "wstydzi się" wysłać tam dziecko, ale wolność wyboru jest.
      3. Chciałbym, aby istniał idealny wolny rynek z idealną konkurencją. Niestety najpierw potrzeba idealnych ludzi, a takich za dużo nie ma (jeśli w ogóle są).
      W rzeczywistości powstaną szkoły o bardzo wysokim poziomie i szkoły "byle skończyć".
      4. Tak jak piszę @starlingmario, podstawowym problemem są kretyńskie eksperymenty. Niektóre zmiany niby są OK, ale nawet jak coś się udaję, to zaraz zostanie spieprzone. Nasz system edukacji powinien brać to, co sprawdzone i sam jestem za tym, abyśmy wprowadzili edukacje fińską, zamiast próbować to, co w innych krajach się nie udało.

    •  

      @starlingmario: W ogóle nie zrozumiałeś sensu. Nie chodzi o to, że jak dowalisz szkół prywatnych to coś się zmieni. Chodzi o to, żeby każda szkoła mogła ustalać program, chociaż w jakimś zakresie. Dziś też możesz iść do szkoły prywatnej. Tylko co z tego, kiedy musi ona realizować identyczny program jak każda inna szkoła, a dodatkowo trzeba za nią płacić.

    •  

      @riss:
      Ad. 1 Prusy przejęły pełną kontrolę nad szkołami w 1794r., więc można to od biedy podciągnąć pod XIX wiek.

      Ad. 2 Nie od dziś wiadomo, że np. dzieci z autyzmem mogą być szczególnie uzdolnione w matematyce, ale w obecnej sytuacji takie dziecko raczej nie skończy studiów z matematyki.

      Ad. 3 Nie ma rzeczy idealnych, ale lepszego systemu gospodarczego jeszcze nie wymyślono. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Ad. 4 Biorąc pod uwagę status quo, zmiany będą, ale na gorsze.

    •  

      @nt22: a przeglądałeś arkusza z rozszerzonej matury z matematyki z ostatnich lat?

    •  

      @avruk: nie, poziom takze jest niski?

    •  

      @nt22: dostajesz ode mnie 3/10

    •  

      @avruk: no wiem ze jest, ale jak niski?( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    •  

      @nt22: napisz może jeszcze trochę o elitarnej przedwojennej maturze, może zgarniesz trochę więcej plusów

    •  

      @nt22: Nawet mi nie żal ludzi którzy wierzą w takie brednie ( ͡° ͜ʖ ͡°).
      Dwa polskie uniwerki są w światowym 200 najlepszych pod względem nauczania matematyki (UW i UJ), a "elitarne" grono osób które zdawały maturę dekadę/dwie temu kpi sobie z dzisiejszej matury, bo nie ma zadań w których trzeba by policzyć ile ślusarz Mietek zarobi na przerobieniu palety prętów fi 12 na śruby do STARa.

      Ludzie powinni sobie uświadomić, że obecna matura to bilecik na studia. To że ktoś ją zdał 20 lat temu, nie znaczy że poradziłby sobie z dzisiejszym arkuszem rozszerzonym.

    •  

      @nt22: Zdać maturę na poziomie podstawowym to żadne wyzwanie. Dość sporym wyczynem jest już natomiast zdobycie 80 lub więcej % na teście rozszerzonym.

  •  

    zasadnicz pytanie
    w Polsce więcej jest ludzi "głupich" czy inteligentnych ?
    załóżmy teraz że niema obowiązku szkolnego i rodzice mogą decydować czy dziecko pójdzie do szkoły czy nie i czego będzie sie uczyć, jest to oddanie władzy nad dzieckiem rodzicowi, a sa różni rodzice, sa i tacy którzy traktują dzieci jak niewolników albo sa one tylko balastem i koniecznym złem
    co teraz powiesz takiemu dziecku po 20 latach którego rodzice mieli gdziec jego edukacje i młody człowiek nic nie wie niec nie potrafi że musi kopać rowy bo mał złych rodziców którzy o nie nie zadbali? sory gregory, takie zycie Marzenko ?

    szkoła podstawowa to nie studia, sama nazwa wskazuje ze to podstawowa w której obowiązkowo uczy sie podstaw, aby młody człowiek mógł znaleźć zainteresowanie i potem sie w tym kierunku rozwijać, może pundzie na studia a może nie ale państwo gwarantuje tym ludziom że da im szanse zdobycia wiedzy i od nich i ich rodziców będzie zalezało jak z tego skorzystają

    wiele jest biednych rodzin które by nie posyłały dzieci do szkoły gdyby to nie było obowiązkowe, wiele jest patologii itp.
    no i kto ma decydować jakie podręczniki? specjaliści czy nauczyciele którzy je promowali jeszcze niedawno za wycieczki itp niezależnie od zawartości

    są ludzie mądrzy będący specjalistami którzy to zrobia lepiej od 99% rodzin, a jesli ktoś już jest tak ogarnięty to zapewne ma odpowiednie dochody aby dziecko posłać do konkretnej wybranej szkoły np prywatnej lub douczać je w domu, powinna być opcja że dziecko mogło by sie uczyć w domu prywatnie a np co semestr zaliczać tylko państwowe testy sprawdzające

    to że ktos potrafił "zrobić" dziecko nie znaczy że potrafi je wychować i wybrać dla niego co najlepsze, normalny człowiek raczej nie widzi patologii która go otacza ale gdy taką spotka to ociera oczy z zdziwienia i pyta jak to możliwe by tak zyć

    nie mam systemów idealnych zawsze są + i - , kwesta tylko wyboru który system lepiej pasuje do potrzeb i oczekiwań

    •  

      @michalson18: Długo nad tym myślałem i doszedłem do wniosku, że najlepiej byłoby ograniczyć przymus edukacji do 8 klas szkoły podstawowej. Wtedy każdy posiadałby wystarczajacy zakres wiedzy z różnych dziedzin umożliwiajacy dalsze jej rozwijanie.

      Co dalej? Myślę, że warto byłoby dać więcej swobody szkołom i nauczycielom i przede wszystkim nastroić nauczanie na odpowiedni kierunek, to znaczy drastycznie zredukować liczbę "niepotrzebnych przedmiotów". Chodzi mi na przykład o polski na kierunku ścisłym, czy kompletne pozbycie się fizyki, chemii itp. na profilach humanistycznych. Dlaczego? Bo jest pewien pułap, którego nie przekroczysz i nie ma sensu pakować zbędnych informacji.

      Moim zdaniem obecny system edukacji, nie tylko w Polsce, ale i ogólnie na świecie, to patologia. Mógłbym się godzinami rozpisywać nad jego wadami, ale i tak to nic nie zmieni.

    •  

      @DizzyEgg: fizy matmy chemii itp niema az tak wiele, to czo ucza to marne podstawy a ty chcesz jeszce redukowac, człowiek nie powinien się ograniczać tylko do jednego, humanista to nie ten co nie umie liczyć, system edukacji degeneruje, a powinien być bardziej wymagający, ludzi kończacych studia jest zbyt wiele, niema miejsca dla nich na rynku, taka moda na studia i pchanie ich wszystkich to niedobry pomysł

      system ma błędy i się pogarsza

      no i pomysł ze naucziele sa kompetentni ... no nie zawsze i niekoniecznie, nie dawał bym im takiej włady aby decydowali wedle uznania, sa od tego mądrzejsze głowy specjaliści z danych dziedzin

      raczej powinno sie stawiac na lepsze przystosowanie programu do zycia, uczenie się tego co bardziej przydatne w zyciu, kładzenie nacisku na inteligencję a nie wiedzę, umiejętnośc radzenia sobie i szkolenia zdolności

    •  

      @michalson18: 1 Egzamin państwowy z matematyki do szkół średnich i wyższych to pozwoli oddzielić zdolniejszych

      2 Przywrócić klasy specjalne dla dzieci opóźnionych

      3 Prywatne szkoły finansowane z publicznych pieniędzy nie będą wymagać od ucznia wysiłku bo im nie zależy na wynikach tylko na ilości uczniów, działa to tylko wtedy gdy płacisz za nauke za własne pieniądze.

      4 konkurencja miedzy szkołami na olimpiadach

      5 więcej doświadczeń/praktyki zastosowania wiedzy, mniej teorii

      6 nauka programowania od szkoły podstawowej

    •  

      @michalson18: W ogóle słowa: "ja wiem najlepiej co będzie dobre dla mojego dziecka" jest największą głupotą jaką można powiedzieć. Co niby czyni ludzi takimi specjalistami w każdej dziedzinie? Rozumiem, że usilne wp%@!#%#anie się w życie rodzinne jest złem, ale z drugiej strony ludzie nie mają wykształcenia w każdej dziedzinie więc nigdy nie będą wybierać najlepszego dla dziecka.

      Zabawnym jest również ta hipokryzja... Gdy chcą posłać dzieci wcześniej do szkoły to "hurr durr moje dziecko i ja będę decydować! Ja jestem specjalistą od nauczania mojego dziecka! Ja wiem najlepiej!". Ale gdy dziecko zachoruje to nie zgrywa się już specjalisty z medycyny tylko leci się do Państwowej Służby Zdrowia żeby zadecydowali za mamusię jak winno się leczyć dziecko.

  •  

    "złe szkoły będą bankrutowały, a dobre będą się rozwijać" - a 8-letni Jasio będzie zasuwać 30km do najbliższej szkoły, bo dobrym szkołom się nie opłaca lokalizować placówek na zadupiu....

    •  

      @Keleos: Cicho, już wolny rynek o najlepszych zadba! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @AAA90: tak dbał, że kilkadziesiąt lat musiałem czekać aż zwykłe KFC zawita w moim MIEŚCIE (nie wsi). Pizza Hut jak nie było tak nie ma. Oby skomercjalizowane (i pełne reklam w przerwie lekcji i na korytarzach) szkoły nie wzięły przykładu. Narzeka się, że teraz szkoła traktuje dzieci jak fabryka produkt... a chce się z obecnej szkoły zrobić fabrykę (czytaj: "komercyjną działalność"). Fak de lodżik.

    •  

      @Keleos: A to wina KFC że chcesz mieszkać na zadupiu? Jak ktoś chce mieć spokój, i dużo wolnego miejsca, jakiś terenów zielonych itd. to niech się nie dziwi że do wielu usług dostępu mieć nie będzie.

      Fabryka nie ma nic wspólnego z komercyjną działalnością. No chyba że np. w ZSRR, gdzie produkowali to był kapitalizm pełną gębą i komercja.

    •  

      @Pauson: miasto ponad 100tys. mieszkańców to zadupie dla Ciebie?

  •  

    Komentarz usunięty przez moderatora

  •  

    Mi w państwowej edukacji w zasadzie przeszkadza jedno, co w mojej opinii zdecydowanie je dyskwalifikuje. Chodzi o prostą rzecz, że istnieje przymus szkolnictwa. Ktoś komuś wmówił, że każdy powinien chodzić do szkoły. Jestem za tym aby nauczył się pisać i czytać oraz liczyć, ale nic więcej, w sensie, żadnego przymusu. Dlaczego?

    Chodzi mi o to, że obecny system to zmarnowany czas dla nieuków (bez złośliwości) oraz zdolnych uczniów. Nieukowi nic nie pomoże, nikt nie przetłumaczy, szkoła jest głupia i niepotrzebna. Nikt nie jest w stanie go do niczego zmusić, i nikt go niczego nie nauczy. Jeśli sam nie będzie chciał, to i gorącym żelazkiem go nie przekonamy, a jeśli przekonamy to niczego i tak nie nauczymy, bo jest to jednostka niezdolna do pojęcia głębszych kwestii. Dla niego chodzenie do szkoły to czas zmarnowany. Może zająć się czymś pożytecznym. Pomóc mamie, tacie, dziadkom, pójść do pracy, szkolić się na jakiegoś specjalistę, czyli: murarza, tynkarza, piekarza, spawacza, dekarza itd. Wszyscy na tym zyskamy, społeczeństwo, bo będzie miało doświadczonych specjalistów, młodych z energią (nierobowi i nieukowi nic nie pomoże, i dobrze).

    A na drugiej szali są uczniowie zdolni. Każdy z nas chodził do szkoły, więc wiemy o czym mówię. Uczniów zdolnych w klasach jest zazwyczaj kilku, w każdym bądź razie niewielu. Przez to, że do klasy chodzi bardzo duża część nieuków, Ci zdolni muszą się z nimi męczyć. Mówię pod względem nauki. Nauczyciel nie może pędzić z materiałem, bo musi jednak tych nieuków czegoś nauczyć, muszą zdać i przejść do następnej klasy, bo nauczyciel będzie się musiał tłumaczyć, a co gorsza dalej ich uczyć za rok.

    Z tego powodu zdolni muszą się uczyć czegoś co potrafią zrozumieć w kilka dni. Zamiast ruszyć materiał do przodu, uczyć się coraz trudniejszych zagadnień, muszą się męczyć po raz n-ty przy dodawaniu ułamków.

    Można powiedzieć, że mogą iść na kółka, uczyć się w domu. Pewnie, że tak. Ale czy to nie jest strata czasu? Nie lepiej wykorzystać te 5,6 czasem 8h w szkole? Czy przez tyle godzin nauki, oni muszą jeszcze na kółkach zostawać? Marnować swój czas, i czas nauczycieli? Każdy chce się jeszcze trochę pobawić po szkole, nauczyciel rodzinę zobaczyć. Czy te kilka godzin w szkole nie wystarczy?

    Do tego nieuki wiecznie przeszkadzają na lekcjach, gadają, żartują, śmieją się, wyszydzają nauczyciela, spóźniają się itd. Sam raczej nie byłem kujonem, miałem 3,4 przedmioty, które lubiłem i ich się z chęcią uczyłem, resztę olewałem jak mogłem. Raczej byłem po środku. Ale patrząc po latach widzę jak zmarnowałem swój czas. Tego nikt mi nie zwróci. Gdybym miał okazję podjąć sam decyzję, nigdy bym do szkoły nie poszedł, a jedynie uczył się w domu, prywatnie.

    To oczywiście nie jedyny mankament szkolnictwa, ale wg mnie największy. Który dyskredytuje szkolnictwo państwowe w całej rozciągłości. Do tego dochodzą programy ustalane odgórnie. Bzdurne metody, beznadziejni nauczyciele (nie wszyscy, na całe szczęście), koedukacja, trzy szkoły czyli podstawówka, gimnazjum i liceum, gdzie wszystko jest n-ty raz powtarzane, z tym samym miernym skutkiem.

    Potem się dziwić, że jesteśmy zaściankiem, murzynami Europy. Bez technologii, bez innowacji, bez przyszłości, gdzie byle dziennikarzyna bez głębszej wiedzy, mami ludzi przed telewizorami gadając takie farmazony, że się gadać nie chce.

    Szkolnictwo to najważniejsza rzecz. To maszynka do mielenia młodych serc i umysłów. Osobiście gdy będę miał dziecko, zrobię wszystko aby uczyło się prywatnie.

    •  

      @Gorthin: Zgadzam się z większością tego co napisałeś. Jedyna uwaga co do szkolnictwa, powiedziałbym że te 8 klas podstawówki to minimum.

      Uważam, że to niesamowite jak wiele czasu straciliśmy w szkole, a nikt nie zdaje sobie z tego sprawy. Siedzisz w klasie z 30 losowymi osobami i słuchasz, jak niekompetentny nauczyciel próbuje prowadzić lekcje(czego sie spodziewać po ludziach, którzy przespali studia) zgodnie z programem nauczania. Temacik w zeszycie, regułeczka do przepisania, poczytam cos z książki i zadanko hehehehehe. I tak do znudzenia. Patologie typu oceny z prac domowych, czy sprawdzanie zeszytów są szeroko obecne i nikt nie widzi w tym żadnego problemu.

      Ale nie ma się co rozpisywać. Jeśli kiedyś będę miał dziecko, nie pozwolę żeby szkoła przeszkodiła w jego edukacji, tak jak to zrobiła mi. Wszystko co wiem, nauczyłem się sam przy pomocy internetu. Zapewnię mu albo prywatnego korepetytora lub lekcje on-line oraz zajęcia dodatkowe, aby utrzymywał kontakt z rówieśnikami o podobnych zainteresowaniach, a nie z osiedlową patologią.

  •  

    Z jakiego filmu jest fragment muzyki na samym początku?

  •  

    Nie no, litości, nie nazywajmy każdego bełkotu "zaoraniem". Oczywiście - według spiskowej teorii dziejów rząd i koncerny chcą wyprać dzieciaki z logicznego myślenia, żeby przyjmowały na klatę każdą propagandę, dlatego właśnie ostatnio tak bardzo promuje się kierunki ścisłe za pomocą programu kierunków zamawianych i licznych kampanii reklamowych...

    Nie przesadzajmy też że poziom matury rozszerzonej z matmy jest jakiś mega niski. Prawda jest taka, że matura to dość specyficzny egzamin, i obecnie jest tak, że i tak jeśli ktoś po niej idzie na jakiś kierunek ścisły nie na jakiejś gówno-uczelni, to dostaje kubeł zimnej wody na twarz, musząc uczyć się matematyki praktycznie od nowa (ja mam do czynienia z tym bardziej teoretycznym jej aspektem, który w liceach jest praktycznie pomijany). Ale w tej formie ciężko zrobić to inaczej - nie ważne czy ktoś wybiera jakąś Wyższą Szkołę MLM, czy coś lepszego, papierek do zdania jest ten sam (może egzaminy wstępne na studia by pomogły - ale one też mają swoje wady wbrew pozorom). Co nie znaczy że wykręcić dobry wynik jest prosto (moim zdaniem moj rocznik 2014/2015 mial mature z matmy dosc ciezka), no ale dodanie paru trudniejszych zadanek, czy jakichs pochodnych, nie zmieni faktu, ze matura i tak uczy tylko schematycznego myslenia i trzepania bezmyslnie zadanek. No ale tego NIE DA się zrobić inaczej, a dla bardziej ambitnych, są przecież inicjatywy takie jak Olimpiada Fizyczna, Matematyczna, Informatyczna....

  •  

    Moim zdaniem należy odchudzić program (okrytonasienne i takie tam) i urealnić i częściowo połączyć przedmioty. Polski mógłby być łączony z historią tak jak historia wpływała na nurty, fizykę można skojarzyć z matmą (aparat matematyczny),
    z wf zrobić przedmiot rozwoju osobistego. Albo inna droga: uprościć program, urealnić np. na matmie wyliczenie kosztów kredytu, na WOS: nauka budowy systemu politycznego + nauka pisania pism urzędowych, odwołania, cv, podstawy czytania aktów prawnych. Do tego ćwiczenia wyrażania myśli, prowadzenia dyskusji, pracy grupowej. Calość w podstawach, ale wymagane 100% i żadnego ściągania, to musi umieć - to jest absolutne minimum. Reszta na kółkach zainteresowań (np. kluby polityczne, kółka informatyczne z programowaniem).

    Kiedyś młodzian uczył się u mistrza i nie mógł ściągać. To była prawdziwa nauka a nie udawanie.
    Podobnie na studiach - wykładowcy udają, że uczą, wymyślają kosmosy, a młodzi płacą za wykonanie projektów.

  •  

    długa linijka drewniana i wystaw łapki #gimbynieznajo

  •  

    Problemem jest to, że polskie szkolnictwo nie wspiera pasji, zainteresowań. Naucza się wszystkiego, w efekcie taki młodzian wchodząc po 20'tce (taki jak ja) jest sfrustrowany bo nie wie co chce robić w życiu. Wie, kto to był Władysław Remont wie co to jest anakolut i inne, po prostu debilne rzeczy. Polska szkoła nie tylko nie wspiera higieny psychicznej, a nawet ją niszczy. Jest niezgodna z zasadami higieny psychicznej, w tym względzie, że nie daje się jednostce wykazać, nie szanując jej indywidualności. Co prowadzi do wewnętrznego buntu, albo bezmyślnego podporządkowania. Po tych 12 latach nauki, po wielu godzinach religii, biologii, polskiego i historii, na których był nauczany m.in. patriotyzmu, jest po prostu wyrzucany jako wyrzuty pół-produkt.

  •  

    Analiza? Gdzie tu jest analiza?
    Z całego materiału 10 min to bełkot.
    Szkolnictwo MUSI mieć program gwarantujący zapewnienie podstawowej wiedzy (czy to robi to inna kwestia). Więc burzenie się, że minister nie zagwarantował czyjemuś dziecku naukę fizyki molekularnej bo nie jest stworzone do czytania Sienkiewicza.
    Jeśli chcesz żeby Twoje dziecko zostało szachistą to wysyłasz dziecko na zajęcia z szachów. Jeśli dziecko chce zostać napastnikiem w borusii, legii czy innym klubie to idziesz na boisko. Jak można liczyć na to, że PAŃSTWO pochyli się nad wychowaniem Twojego dziecka? To rodzic jest od tego, żeby szlifować talenty swojej latorośli, a nauczyciel to co najwyżej może zauważyć, że dziecko ogarnia matematykę i powiedzieć o tym rodzicowi...
    Z innych ansurdów:
    1. Studia nie są od tego, żeby znajdować pracę...od tego są technika i zawodówki... Na studiach obecnie mnóstwo jest cwaniaczków, którzy jadą na ściągach, projektach kupionych lub zrobionych przez rodziców i kończących z tytułem obronionym na podstawie kupionej pracy inżynierskiej/magisterskiej. Jeśli ktoś uczciwie będzie się uczyć i rozsądnie wybierze kierunek studiów to pracę po studiach będzie mieć. A nie jęcząca piz!)a po filologii narzeka mi, że nikt nie zaprasza jej na rozmowy kwalifikacyjne jak w jego CV znalazłem dwa błędy ortograficzne...no litości strona A4 i dwa błędy? (żeby nie było nie jestem humanistą).
    2. Ten kuc narzekający na wakacje (nie znam tej szlachetnej osobistości ale po tych pinglach wnoszę, że to znamienity członek polskiego szoł biznesu) to chyba dzieci nie ma. Jak on sobie wyobraża pojechać na urlop z dzieckiem? Mam w ciemno strzelić, z którym fragmentem nauczania moja latorośl nie będzie mieć problemu i z łatwością nadrobi? Jak chciałby rozwiązać problem urlopu nauczycieli? Przez miesiąc nie ma fizyki bo nauczycielka na urlopie? A może polonistka powinna brać nadgodziny? Tak czy siak po powrocie z urlopu "repeta" jak powiedział kuc.
    3. Korepetycje..."uczniowie biorą korepetycje...ze wszystkiego". Cóż za dramaturgia...nie każdy uczeń bierze ze wszystkiego (zazwyczaj jeden lub dwa przedmioty). Co do języków obcych to nie od dziś wiadomo, że lepiej uczy się języków w grupach 10-cio, a nie 30-to osobowych... Brak zaufania rodziców do poziomu w szkole? Standardowa rozmowa rodzica z korepetytorem brzmi mniej więcej tak, że jak pada pytanie z czym dziecko ma problem to rodzic odpowiada, że ze wszystkim. Jaki dział aktualnie przerabiają? Odpowiedź brzmi, że jak synek/córuś przyjdzie to pokaże/ wszystko powie. Smutna prawda jest taka, że rodzice nie wiedzą, czego uczą się ich dzieci, co więcej w większości przypadków nie są tym zainteresowani.

    Odrębną sprawą jest to, że miesiąc temu zniosłem podręcznik, z którego uczyłem się chemii (sytuacja jest podobna w przypadku innych przedmiotów) i przyrównałem do książki, z której uczy się mój (znacznie) młodszy brat. Rocznik, który w tym roku kończy gimnazjum uczył się z książki posiadającej 46% mniej stron (po odjęciu okładki, not wydawniczych i innych treści niemerytorycznych). Co więcej w nowej książce czcionka mniej zwarta i mnóstwo obrazków. Sami dopowiedzcie sobie czy poziom szkolnictwa jest ten sam jak część osób z początku materiału sugerują.

  •  

    Czy tylko ja uwazam ze Wipler powinnien sie zamknac? Pijaczyna i prostak ktory nic nie wnosi do polityki.
    Dlaczego on jeszcze nie stoi pod budka z piwem?
    #niepopularnaopinia

  •  

    Pięć z plusem, ale Chavez ci to zaraz usunie.

  •  

    Mhm, reżyser ma problem, że szkoła chce uczyć wszystkich tego samego... panie reżyserze, ja poproszę dla każdego obywatela inną wersję Pańskich filmów, niech Pan nie unifikuje nas jak za czasów Pruskich...

    •  

      @Keleos: Filmy, w szczególności te dokumentalne przedstawiają obraz z subiektywnego punktu widzenia bohaterów, reżysera, więc te zarzuty są bez sensu, moim zdaniem.

  •  

    Szukam jakiegoś artykułu na temat Polski w UE, w którym zawarte będą ograniczenia narzucone na nasz sejm(szczególnie gospodarcze). Czy to prawda że możemy co najwyżej dyskutować o in-vitro, kulturze, budżecie,a najważniejsze rzeczy tj. ekonomiczne, gospodarcze pozostały Brukseli? Ktoś coś ma? Artykuły, czy coś? Wujek google mi nie pomógł, tak więc tak ://

  •  

    Mimo, że od lat apeluję do was rodacy, byście przestali się uczyć.
    To jednak i tak publiczne uczelnie są o niebo sensowniejsze.
    Fakt-liczba studentów w Polsce jest szokująca i prędzej czy później gdy pokażesz komuś dyplom magistra, będzie to powód do śmiechu, bo każdy będzie miał po 2 doktoraty.
    Miałem do czynienia i z prywatnymi uczelniami i publicznymi.
    Z prywatnej nie wylecisz nigdy.
    Kto wyrzuci swego chlebodawce w sytuacji gdy uczelnia walczą o życie?
    Nawet gdy student sprzeda buta wykładowcy-zaświadczam-jeżeli będzie płacił, dopchają go do magistra.
    Na uczelniach publicznych nie ma jeszcze takiej degrengolady jak w sferze prywatnych uczelni, które są niczym innym jak li tylko kupowaniem papierka i największy debil, jeżeli on, bądź jego rodzice dysponują pieniędzmi, przejdzie bez problemu 5 lat studiów bez zaglądania to podręcznika.

    •  

      Z prywatnej nie wylecisz nigdy.

      W obecnym systemie owszem. Wyobraź sobie, że są tylko prywatne szkoły. Kto wtedy będzie respektował dyplom uczelni, która trzyma najgorszych głąbów i później ich wypuszcza z gównianym papierkiem na rynek pracy?

    •  

      @Woojt92: Gdyby były tylko prywatne uczelnie-można by dyskutować.
      Ale tak nie jest i nigdy nie będzie.
      Wyobrażasz sobie likwidację Uniwersytetu Jagiellońskiego?Albo prywatyzację?
      Ktoś wykupi Jagielonkę i doprowadzi do bankructwa uczelnie mająca około 700 lat...
      To jest nasze dziedzictwo narodowe.
      Więc temat jest czysto teoretyczny.

  •  

    Z tym wyliczeniem to troche k!??a z logiki.
    Te 18 zł może być kosztem samego wydruku. Natomiast tworzenie i prace nad nim to inna bajka.
    Koszt samego wydruku i transportu to zazwyczaj 20% ceny ostatecznej.

    Być może mają już wydrukowane zapasy, więc zniszczona ksiązka jest zasepowana z magazynku, więc koszt 18 zł jest realny (wręcz bardzo tanio).
    Nie sądziłem, że liberałowie zniżą się do manipulacji i k!??y z logiki.

    PS. nie ma walki o klienta? Trochę jest. W miastach gdzie jest kilka szkół, każdy wie, która szkoła jest lepsza i gwarantuje lepsze studia.

    •  

      @text: Rozumiem, że pozostałe 3 mld zł poszły na tworzenie i prace nad nim? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Załóżmy, że politycy nic na tym nie ukradli i całe 3,8 mld poszło na wszystkie koszty.

      z 800 mln - 18 zł
      z 3,8 mld - 85,5 zł

      Za niespełna 90zł mamy na wolnym rynku opasłe tomiska naukowe, a nie jakieś c%$@!elementarze, które dodatkowo można odpowiednio zindoktrynować i to wszystko bez konieczności wprowadzania zorganizowanej kradzieży.

    •  

      @Woojt92:

      Nasucz się liczyć może najpierw, a potem wyskakuj do ludzi.

      Po pierwsze, dobrej jakości podręczniki kosztowały przed reformą spokojnie ponad 80 zł.
      Po drugie, zakładając że owe 18 zł stanowi z 20-25% kosztów, jakie stanowi wydruk i transport, to mamy realną cenę na poziomie ok 80 zł.
      Po trzecie, te 18 zł to może być równie dobrze cena symboliczna, ponieważ ksiązka jako taka ma być ze free dla uczniów (czyli sponsorowana przed podatników). Więc te 18 zł ustawiono tylko dlatego, by nie niszczyli ot tak, "bo darmowa". Czyli jak zniszczą, to coś tam zapłacą, ale nie jakoś dużo.

      Co nie zmienia faktu, że cena jako taka może być za wysoka. Choć jeżeli był konkure ofert i ta była najtańsza .... to pretensje do rynku po częsci (a po części do systemu zamówień itd.).

    •  

      @text: Gdzie zrobiłem błąd w obliczeniach? Uważasz, że "darmowy" podręcznik będzie tańszy niż jego odpowiednik na wolnym rynku. Dlaczego będzie tańszy?

    •  

      @Woojt92:
      A gdzie niby tak napisałem?
      Kolego, nawet nie wiesz do czego się przyczepiłem, to może nie ciągnij tego.
      W skrócie, dodatkowe/zapasowe podręczniki za 18zł nie muszą świadczyć o cenie podręcznika jako takiego.
      Można by wręcz zadać pytanie, dlaczego są po 18, a nie po 0, skoro miały być "darmowe". Te 18 zł nie mówi niczego.

      Po drugie, podręcznik był chyba wybrany na wolnym rynku (na ile to możliwe w takim systemie jak w PL/UE), czyli konkurs ofert czy coś w tym stylu.

    •  

      @text: Chodzi mi o to, że owa aberracja z "darmowym" podręcznikiem ma na celu rzucić dla ogłupionego ludu slogan: "patrzcie, damy waszym dzieciom podręczniki za darmo", ewentualnie w przyszłości owy elementarz może pełnić funkcję indoktrynującą. Jestem niemal pewny, że odpowiednik (jeśli chodzi o wartość merytoryczną) można znaleźć w księgarniach w najgorszym razie w tej samej cenie, więc po co takie wynalazki? Po drugie: w imię jakiej zasady sprawiedliwości inni, którzy nie mają dzieci, albo już mają dzieci dorosłe mają łożyć na takie wymysły?

    •  

      @Woojt92:
      O czym ty człowieku do mnie bredzisz?
      Ja nie dyskutuje nad sensem tego, bo sam jestem liberałem. Piszę zupełnie o czym innym.

      Po drugie: w imię jakiej zasady sprawiedliwości inni, którzy nie mają dzieci, albo już mają dzieci dorosłe mają łożyć na takie wymysły?
      Może dlatego, że sami korzystali na takich samych zasadach za młodu?
      System jest jaki jest. Pierdzenie, że coś nie ma sensu, byłoby sensowne dopiero po zmianie systemu.

    •  

      @text: Aha, czyli jutro ukradnę ci coś i kupię dziecku książkę, bo taki mamy system. Nie ma żadnego usprawiedliwienia na kradzież nawet jeśli wyżywimy za skradziony łup Afrykę.

    •  

      @Woojt92:
      Dobra człowieku, jesteś żałosny i głupi, bo cały czas p$?$@$#isz chyba tylko ze swoją wizją tego, co napisałem.

    •  

      @text: Powiedz na co mam ci odpowiedzieć niby?

    •  

      @Woojt92:
      Dziecko, p#%%%??isz takie banały, że głowa boli.
      Jeżeli będziesz miał wypadek, to DO JASNEJ k%$?NY NĘDZY, nawet nie waż się wzywać karetiki i brac choćby 1 zł z moich podatków. Nie ma k%$?a mać zgody, by takie barany jak ty mnie okradały!

      Już coś dociera do tej pustej mózgownicy, głupi szczylu, że takie banały to możesz p#%%%??ić dopiero po zmianie systemu. Obecnie cwaniaku korzystarz z podaktów innych jak każdy w tym kraju. Więc te mądrości "nie ma usprawiedliwienia na kradżeiż" możesz p#%%%??ić, jak sam od dziś nie skorzystasz z ani 1 zło publicznej kasy. Ani ty, ani twoi rodzice złodzieje, bo na 100% wszyscy korzystacie, inaczej obecnie się nie da (może poza bezdomnymi).
      Nie rozumiesz o czym jest dyskusja, to się nie zabieraj.

    •  

      @text: Niech mi nie zabierają 80% dochodu w przeróżnych podatkach (akcyza w alkoholu, paliwie, fajkach, prądzie, cło, pit, vat, zus, fundusze pracy i wiele innych), a nasram na te państwowe, nieefektywne usługi. Ty jesteś liberałem, ale chyba tym w ujęciu amerykańskim. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      Niech mi nie zabierają 80% dochodu w przeróżnych podatkach

      @Woojt92:
      No i widzisz cwaniaku zasrany!
      Obłudniku, cebularzu.
      To samo moga powiedziec rodzice, że państwo zabiera im 80%, więc nie chcą już sami kupować, niech to podatnik opłaci.

      Podczas, gdy ja cały czas ci cwaniakczu pisałem, że jak zmieni się system, to można się domagać, by się na to nikt nie składał. Póki co, jest jak jest.

      Ty jesteś liberałem, ale chyba tym w ujęciu amerykańskim. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      @Woojt92:
      A ty w tym polskim, czyli na utrzymaniu rodziców + madrości z klawiatury?

    •  

      Podczas, gdy ja cały czas ci cwaniakczu pisałem, że jak zmieni się system, to można się domagać, by się na to nikt nie składał. Póki co, jest jak jest.

      Ja się nie zgadzam na kradzież niezależnie od systemu.

      A ty w tym polskim, czyli na utrzymaniu rodziców?

      Jestem na swoim utrzymaniu, a od czasu do czasu składam się na podręcznik dla jakiegoś bachora, w ramach akcji "taki mamy system".

    •  

      Dobra człowieku, jesteś żałosny i głupi, bo cały czas pierdolisz
      Dziecko, p?#$#!#isz
      Już coś dociera do tej pustej mózgownicy, głupi szczylu
      cwaniaku zasrany! Obłudniku, cebularzu.


      @text: Współczuję Ci, widzę, że masz ogromny problem ze swoja psychiką i chyba zapomniałeś wziąć dzisiaj leki.

    •  

      @stivenus:
      Postaraj się bardziej :D

Dodany przez:

avatar Woojt92 dołączył
311 wykopali 24 zakopali 8 tys. wyświetleń