:]

Ciastka!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

  •  

    pokaż komentarz

    Ciekawy tekst, tylko po cholerę to nawiązanie do DawidWarsaw w opisie?

    •  

      pokaż komentarz

      Wkurzajace jest to nawiazanie. To ze ktos na jakis temat lubi sie wypowiadac, nie oznacza ze trzeba go od razu wywolywac "do tablicy".

    •  

      pokaż komentarz

      To ze ktos na jakis temat lubi sie wypowiadac, nie oznacza ze trzeba go od razu wywolywac "do tablicy".
      Ale on sam się zgłasza!

    •  

      pokaż komentarz

      Nie rozumiecie. Dawid po prostu wie więcej z autopsji...

    •  

      pokaż komentarz

      Zgadza się Adek_SGGW. Masz rację.

      Dziękuję, że zostałem "wywołany do tablicy", bowiem o psychiatrii wiem bardzo dużo... Znam się na tym... Dlatego mam coś, czym mogę się z Wami podzielić. Chcę Wam przekazać prawdę. Być może teraz nie uwierzycie mi od razu, ale... może w trakcie życia będziecie czynić obserwacje zainspirowane tym, co Wam teraz przekazuję i... może z biegiem czasu zaczniecie zauważać to, o czym piszę...

      Dla porządku napiszę tu, że moje kwalifikacje do wypowiadania się na temat psychiatrii to: przez całe moje życie miałem doświadczenie z psychiatrią - dziś mam 27 lat do 24 roku życia byłem 11 razy w różnych szpitalach psychiatrycznych, a wcześniej obserwowałem moją matkę, jak od była od mojego narodzenia na bardzo silnych psychotropach. Znam bardzo dużo ludzi ze środowiska psychiatrycznego. Większość moich partnerek i znajomych była i jest z tego środowiska. Znam to środowisko jak własną kieszeń. Od paru lat nie korzystam już aktywnie z psychiatrii, bowiem doszedłem do wniosku, że po prostu nie mam tam czego szukać poza zostaniem ofiarą psychiatrii, pożywką dla psychiatrów kosztem mojego życia. Psychiatria namąciła w moim życiu, ale uzyskanym doświadczeniem mogę się podzielić z Wami, żeby Was ostrzec... bowiem... kiedy jeszcze miałem 16, 17 lat i nigdy nie byłem w szpitalu psychiatrycznym, to myślałem podobnym mitem, jak wielu z Was...

    •  

      pokaż komentarz

      DawidWarsaw, boję się ciebie człowieku...

    •  

      pokaż komentarz

      A ja powtórzę raz jeszcze, twoje przykre doświadczenia skrzywiły ci obraz, mi kiedyś dentysta wyrwał zęba, który nadawał się do leczenia, jak się okazało po fakcie.
      Oczywiście, mógłbym obrazić się na dentystów, i prowadzić na wykopie agitkę jacy to dentyści źli...

    •  

      pokaż komentarz

      rób agitkę, twój ząb sam wypadł, to zbieg okoliczności, że akurat był wtedy obok stomatolog

    •  

      pokaż komentarz

      @alecc:

      A zastanów się co ja z tej "agitki" bym miał?? Hę?...

      Na naprawdę nie czuję, żebym robił to dla jakiejś wyrachowanej korzyści. Natomiast zdecydowanie czuję, że nie mogę obojętnie patrzeć na tragedię ludzi - chciałbym im pomóc. Nie mogę obojętnie na to patrzeć... Dlatego chcę się podzielić wiedzą. Nikomu nic na siłę nie narzucam, nie chcę być tyranem. Natomiast turaństwo obserwuje się raczej, gdy rodzina na siłę "umieszcza" np. dzieciaka w szp. psych., a także psychiatrzy "przekonują" do zostania tam za pomocą psychoaktywnej chemii i przypinania pasami do łóżka!

    •  

      pokaż komentarz

      DawidWarsaw - czy my się przypadkiem nie znamy z forum Mensy?
      Był tam pewien Dawid, który często odwiedzał szpitale... i nawet styl wypowiedzi miał podobny do Twojego...

    •  

      pokaż komentarz

      @CurlyGirl:

      Witaj. Odpowiedź: Nie :)

  •  

    pokaż komentarz

    Członek mojej rodziny jest chory na schizofrenię, i niestety czasami odmawia brania lekow, badz je wyrzuca. Wiele razy trafiał na oddział zamknięty. Byłem tam w odwiedziny. Muszę powiedzieć, że wzrok ludzi tam zamkniętych jest nie do opisania. Panuje dziwna atmosfera. Ludzie mają tam jakby swoj swiat, odizolowany. Nie chciałbym tam nigdy trafić...

    •  

      pokaż komentarz

      Ja mam chorego kuzyna. Jakieś 2 lata temu zniknął w wakacje z domu i nikt nie mógł go znaleźć przez prawie tydzień. W końcu przywiozła go policja. Ktoś go zauważył jak szedł jakąś leśną drogą w samych gaciach i butach w okolicy Stargardu Szczecińskiego. Ubrań przy sobie nie miał i do tej pory nie potrafi powiedzieć jak się tam znalazł. Aha, no i mieszka w Dolnośląskim ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @pgr : to sie niezle nachodzil :) Ale nic nie slyszalam o tym wtedy,a podejzewam ,ze lokalne gazetki by o tym napisaly albo chociaz ploty by chodzily po Stargardzie. Ale dobrze ,ze sie chociaz znalazl

    •  

      pokaż komentarz

      Nie ma chorób psychicznych. Jest co najwyżej niedostosowanie społeczne lub uszkodzenie mózgu. Wynikające z przyjętych norm. Gdybyś np. zobaczył teraz za oknem 40 letniego faceta ,który idzie ulicą odbija kolorowy balonik i śpiewa wesołą piosenkę, stwierdził byś że ten człowiek jest chory. Dlaczego niby? Poza tym jak chcemy kogoś "wyleczyć" zamykając go z takimi samymi jednostkami w jakimś pomieszczeniu. Szpitale to więzienia dla tych ludzi.

    •  

      pokaż komentarz

      Uwierz, że zamknięcie mojej babci było konieczne, bo inaczej mogłaby zrobić coś sobie lub nam. Mowiła, ze ma truciznę, że ją zażyje itd. Wmowila sobie, że automatyczna sekretarka, ktora uslyszala dzwoniąc do dziadka kiedy był w sanatorium, to jego kochanka. Dziadek obudził się z jej rękami na szyi. To nie przelewki. Wszystko przez to, że przerwała terapię lekową. A ciężko w ogole było ją ubezwłasnowolnić, więc nasza katorga trwała ok. 1,5 miesiąca...

    •  

      pokaż komentarz

      @K1Ja2:

      Dokładnie jest tak, jak powiedziałeś.

      To, o czym czeslavo pisze to jest posługiwanie się wymyśloną "chorobą", celem uproszczenia sobie rozwiązania sprawy z niewygodną osobą w rodzinie. Uproszczenia bowiem:

      - nie trzeba się wysilać w szukaniu prawdziwej przyczyny problemu np. gdyby tą przyczyną był problem neurologiczny, bądź też konflikt tej osoby z rodziną przez co ta osoba jest sytuacja wrogów pod jednym dachem
      - zamiast przyznać "używamy wobec babki więzienia w postaci szpitala psychiatrycznego, jak jest nieposłuszna, i podajemy jej psychoaktywną chemię, żeby ją trochę spowolnić, otumanić, żeby była spokojniejsza i łatwa do kontroli", to używa się ściemnionej diagnozy "schizofrenia", żeby wszystko wyglądało lepiej.

      Sytuacja jest zupełnie analogiczna do tego, jakby czeslavo, wraz z psychiatrami uparcie stwierdzał, że jego babcia jest czarownicą, dlatego, bo inkwizycja tak stwierdziła na podstawie ksiąg, więc jest to niepodważalne i jego babcia musi odbywać egzorcyzmy w lochach, pod opieką inkwizytorów.

    •  

      pokaż komentarz

      DawidWarsaw: czy ty masz chociaż jakiekolwiek wykształcenie w tej dziedzinie żeby się wypowiadać w ten sposób?

    •  

      pokaż komentarz

      Moja matka też niby ma schizofrenię, podobno najgorszy okres miała w młodości, ale z oczywistych względów tego nie pamiętam. Obecnie bierze połówkę leku i jest zwykłą osobą, dlatego nie szufladkujmy schizofrenik - biega bez gaci po mieście, bo schizofrenia jest raczej cechą osobowości, i u każdego może wyglądać inaczej.

    •  

      pokaż komentarz

      @1001:

      Porozmawiaj z nią o tym. O ile nie jest jeszcze zniszczona neurologicznie przez psychotropy. Czy jest trochę przytłumiona, czy wykonuje nietypowe rytmiczne ruchy nogami, palcami? Nie? A może oszukuje, że zażywa psychotropy? Jeśli masz z nią dobry, przyjazny kontakt, na równi i nie traktujesz jej z przewagą, agresją. Jeśli też ją szczerze szanujesz, szanujesz jej wolność i zależy Ci na jej dobru, to zrób tak:
      Poproś ją o rozmowę na osobności, zarezerwuj z 30 minut czasu i usiądź z nią i pogadaj z nią szczerze, z ciepłem. Nie nazywaj ją "schizofreniczką", ani że ma "schizofrenię". Powiedz, że w internecie czytałeś moje posty na temat diagnoz psychiatrycznych - że to są tylko maski na prawdziwe problemy, a psychotropy, to jedynie... rodzaj "narkotyku na problemy życia"... Spytaj jej jak to naprawdę było w jej przypadku, jakie były prawdziwe przyczyny i jak trafiła na tory psychiatryczne... Szanuj jej prywatność. Pamiętaj, że nie masz prawa nigdzie ujawnić jej tajemnic bez jej upoważnienia! Jeśli naprawdę szczerze będziesz jej sprzymierzeńcem, będziesz szanował ją, a także jeśli ona jest świadoma problemów, jakie miała i nie jest już za bardzo zniszczona psychotropami, to może Ci opowie jak to było naprawdę.

    •  

      pokaż komentarz

      DawidWarsaw: kurde, szanuje twoje zgoła odmienne poglądy od moich, ale przestań ludzi straszyć psychiatrami! Współczesne antydepresanty, pomodły osobie mi bliskiej, a - zaznaczam - były środkiem ostatecznym, nie pisz mi o rozmowach, bo rozmowy były prowadzone godzinami z wszystkimi możliwymi dla tej osoby bliskimi ludźmi, i nic! Człowiek chory nie myśli racjonalnie, nie przyjmuje racjonalnych argumentów "wie swoje". W tym wypadku stan doszedł to takiego momentu, że osoba stwarzała zagrożenie dla siebie i osób z otoczenia.
      Po zadecydowaniu o leczeniu psychiatrycznym, psychiatra prócz psychoterapii przepisywał antydepresanty, dawka była stopniowo zmniejszana, obecnie osoba ta jest zdrowa (czyt. nie posiada zaburzeń, myśli racjonalnie), nie zażywa leków,realizuje się życiowo i jest szczęśliwa, i nie, nie jest przytłumiona po lekach, nie ma drgawek etc.
      Także przestań w końcu ludzi straszyć, bo - pewnie nieświadomie - może komuś robisz straszną krzywdę, gdyby moja rodzina ciebie posłuchała, to nie wykluczone, że mielibyśmy jedną bliskę osobę mniej teraz :-(

    •  

      pokaż komentarz

      K1Ja2, mylisz się. Poczytaj trochę więcej na temat objawów i skutków chociażby takiej schizofrenii. Jeśli to nie choroba, to grypa i cholera też nie są chorobami.

    •  

      pokaż komentarz

      @Magnes:

      Twoje porównanie jest oburzające, bo grypa i cholera to jak najbardziej rzeczywiste choroby zakaźne powodowane bakteriami. Coś takiego jak "schizofrenia" przy grypie i cholerze, to jak przyrównanie potwora z Loch Ness do innych zwierząt takich jak koń, czy krowa... W końcu potwór z Loch Ness "musi przecież istnieć, bo w tylu książkach i artykułach było o nim głośno"...

    •  

      pokaż komentarz

      Nie walczcie z Dawidem ,bo pamietajcie,ze on ma przewage nad nami swoja choroba. schizofrenicy maja baaardzo duza wyobraznie i sa zazwyczaj nieprzecietnie inteligentni. On zawsze znajdzie jakis kontrargument,chociaz nie zawsze sluszny.

    •  

      pokaż komentarz

      A ty tusiatko masz kiłę nabytą w agencji.

    •  

      pokaż komentarz

      Kurde,skad wiesz? Jestes moim ginekologiem?

    •  

      pokaż komentarz

      @tusiatko:

      Nie wiem - napisałem bezpodstawnie, tak samo jak Ty napisałaś coś, czego nie powinnaś stwierdzić na mój temat - że jestem chory na schizofrenię.
      Napisałem o Tobie tak samo "wiarygodnie", jak Ty o mnie.

      Jest to środek wyrazu - pewnego rodzaju ironiczna analogia. Nie widać?
      Oczywiście, że NIE MOGĘ stwierdzać, że masz kiłę, bo nie mam na to żadnych dowodów - tak samo, jak Ty nie możesz mówić, że jestem chory na coś takiego jak "schizofrenia"...

    •  

      pokaż komentarz

      @Dawid:Ile razy jeszcze bedziemy na ten temat dyskutowac? Sam powiedziales,ze byles leczony na schizofrenie . Trzeba bylo sie nie przyznawac to by teraz Ci nikt nie mowil ze jestes chory...

  •  

    pokaż komentarz

    Mirror: http://pokazywarka.pl/laownq/

    EDIT: cholera, 2 min za późno :/ a chciałem być fajny ... :(

  •  

    pokaż komentarz

    zaraz zjawi się DawidWarsaw i powie, ze nie ma chorób psychicznych, a człowiek, ktory myśli, że jest Jezusem jest jak najbardziej zdrowy.

    •  

      pokaż komentarz

      Takie twierdzenie to przesada, ale jak pokazuje
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Rosenhana
      psychiatrzy też czasem gówno wiedzą. Bo widzisz, w wielu przypadkach stwierdzenie choroby psychicznej zależy tylko i wyłącznie od widzimisię lekarza. A tym bardziej stwierdzenie "wyleczenia" z tej wyimaginowanej choroby.

    •  

      pokaż komentarz

      Spoko, Kasiulaa, na Ciebie też by coś znaleźli ;)

    •  

      pokaż komentarz

      ojoej, Kasiula, może on jeszcze trafił tam za PRL-u, gdy były to instytucje zwalczania osób niewygodnych dla systemu. Kilka miesięcy "leczenia" psychotropami i po 110v na skroń i - nie, nie wypuszczamy na wolność, ale przynajmniej nie boimy się, ze zyskamy miano takich fachowców jak ci z ZSRR. Swoją drogą to okrutne - stosować na chorych ludziach te same środki, które służyły do niszczenia wrogów politycznych. Może po prostu chorzy dostawali mniej intensywną "terapię".

    •  

      pokaż komentarz

      Ej, ja też chcę wykop z dedykacją!!!! :(

    •  

      pokaż komentarz

      @Kasiulaa (@cytat: "człowiek, ktory myśli, że jest Jezusem jest jak najbardziej zdrowy."):

      Nie przypominam sobie, żebym mówił kiedyś, że ktoś, kto ma diagnozę psychiatryczną "jest zdrowy".
      Nie mogę tego stwierdzić, bo niby skąd mam wiedzieć, że dana osoba jest zdrowa? Przecież jej nie badałem! Osoba może mieć grypę, może mieć cukrzycę, może być kulawa, może mieć deficyt intelektualny, czy też problem neurologiczny skutkujący np. problemami z pamięcią. Więc to logiczne, że nie mogę stwierdzić, że takie osoby są zdrowe. To zależy od człowieka. Nie neguję istnienia prawdziwych problemów zdrowotnych takich jak grypa, nowotwór, problem neurologiczny!! Neguję nazywanie chorobą emocji takich jak smutek oraz niedostosowania społecznego!! Termin "choroba psychiczna" jest tak naprawdę jedynie przenośnią i tak powinien być co najwyżej traktowany! Tymczasem lansując medyczne nazywanie "chorobą" niedostosowania społecznego, albo przykrych emocji jak smutek, jest wprowadzaniem w błąd, że mamy do czynienia z chorobą taką jak inne, rzeczywiste choroby.
      Powiedz mi moja droga, czy np. to, że nie masz odpowiedniej sukni, żeby wybrać się na bal, na którym taka suknia jest wymagana, to jest choroba? Właśnie w tym tkwi sedno, że to nie jest choroba i tak samo chorobą nie jest sytuacja, gdy z jakiegoś powodu ktoś czuje smutek. Mózg działa prawidłowo, ponieważ smutek jest naturalnym mechanizmem psychologicznym! Nie zaś chorobą! Rozumiem, że smutek jest nie miły, ale to nie znaczy, że jest chorobą. Podobnie jak ból fizyczny nie jest chorobą, tylko jest naturalnym mechanizmem ostrzegawczym dającym znać, że coś jest nie tak i trzeba dokonać zmiany. Kto nie czuje bólu, ten jest kaleki, bo pozbawiony tego mechanizmu obronnego! Natomiast to, co psychiatrzy robią, to chcą dawać ludziom środki uśmierzające ból, odwracając uwagę od prawdziwej przyczyny bólu!

  •  

    pokaż komentarz

    Obejrzyjcie film Lot nad Kukułczym gniazdem

    •  

      pokaż komentarz

      jeszcze można girl, iterrupted. tematyka podobna.

    •  

      pokaż komentarz

      Asia, jestes z przyszlosci? %-)

    •  

      pokaż komentarz

      polecam książkę, o wiele lepsza od ekranizacji

    •  

      pokaż komentarz

      Ten film pokazuje naprawdę prawdę o psychiatrii...

      PRZEDE WSZYSTKIM odkrywa on prawdziwe ludzkie problemy pod maską "choroby psychicznej". Bo ta diagnoza, to tylko maska, przykrywka, gdy ktoś ma problem, ale trudno mu zdać sobie sprawę z jego przyczyny, albo woli uciekać od prawdziwego problemu, bo wygodniej jest mu nałożyć pancerz, żeby nie grzebać w prawdziwym problemie, który stanowy ranę, traumę, coś, o czym się niebywale trudno mówi...

      I tak, w tym filmie widzimy, że prawdziwymi problemami są:

      - McMurphyego jest przestępczy styl życia, to że współżył z nieletnią, że lubi się zabawić, popić i jest typem niepokornym. System psychiatryczny, a szczególnie despotyczna siostra Rachel interpretuje zachowanie McMurphyego jako "chorobę psychiczną" i podejmuje przymusowe leczenie biedaka. Jak to się kończy, to widzimy. McMurphy przegrywa w końcu walkę z potężną psychiatrią i zostaje zniszczony neurologicznie... Elektorwstrząsy, potężne dawki psychotropów... zmieniły wesołego żywego McMurphyego w Zombie... Rozumiem wodza, że uwalnia w końcu McMurphyego od losu roślinki...

      - Problemem Billyego jest jego relacja z matką, która osobiście zna się z siostrą Rachel. Billy jest nieśmiały, nie poznał szaleńczego życia, jak jego rówieśnicy. Jest stłumiony w sobie. McMurphiemu udaje się wyciągnąć Billego trochę z tej nieśmiałości. McMurphy daje Billemu więcej wiary we własne możliwości. Billy wyraźnie zmienia się na pewniejszego siebie, gdy zaznaje związku i obcowania z kobietą (znajomą McMurphiego). Niestety jednak wkracza siostra Rachel, która bezdusznie oznajmia, że o wszystkim powie matce Billyego, co doprowadza Billyego do samobójstwa!

      - problemem tego sztywniaczka, jest właśnie sztywniactwo i chęć grania przywódcy trochę na siłę

      - problemem innych "pacjentów", którzy przebywają tam z własnej woli, jest to, że sami wybierają przebywanie w tym więzieniu zapewne z powodu tego, że tam czują się lepiej, bo z dala od problemów życia...

      Lot Nad Kukułczym Gniazdem to moj ulubiony film.

    •  

      pokaż komentarz

      siostra nazywała się Ratched, a nie Rachel :)

  •  

    pokaż komentarz

    Kolejne potwierdzenie faktu, że większość schizofreników pali nałogowo by utrzymać stale wysoki poziom endorfiny w mózgu.

    •  

      pokaż komentarz

      To się nazywa nikotyna, głuptasy ;-)

    •  

      pokaż komentarz

      @oruniak:

      Sam byłem w takich miejscach 11 razy, więc wiem, że jest tak, że tam osoby w charakterze pacjentów, to baaaaaaaardzo często są to ćpuny na maksa - to znaczy palarnia to jest miejsce, gdzie się WIĘKSZOŚĆ CZASU SPĘDZA! BA - NAWET NA KORYTARZACH PALĄ PAPIEROSY I DOŚĆ CZĘSTO PERSONEL TO IGNORUJE! Poza tym wlewają w siebie kawę za kawą. No i nudy jak cholera, bo 24/dobę siedzenie w zamknięciu na względnie małej powierzchni. I zero Internetu!

      Więc niech ktoś mi odpowie tak to ma być możliwe, żeby Ci ludzie chodzili spać jak automaty o 22:00 skoro:
      1. nie mają co robić, nudzą się, nie są zmęczeni ciągłym siedzeniem
      2. wleją w siebie litry kawy i herbaty i wypalają papieros za papierosem!
      3. do tego dochodzi napięcie nerwowe w związku z sytuacją życiową, w jakiej są

      A personel często, jak ktoś po 22:00 chodzi po korytarzu, to upomina "zaraz pójdziesz w pasy", a za drugim razem na prawdę zapina się osobę w pasy(sic!!!) tylko za to, że nie spała po 22:00 tylko chodziła po korytarzu!!

      Wszystko to, to jest wielka tragedia, dlatego JEST DLA MNIE OBURZAJĄCE, ŻE BARDZIEJ DBACIE O LOS "SŁODKIEGO KOTKA", NIŻ OBCHODZI WAS LOS OFIAR INKWIZYCJI XXI WIEKU...
      Nie tak się powinno rozwiązywać ludzkie problemy!! Nic dziwnego, ze psychiatrzy mówią "schizofrenia jest nieuleczalna", bo jak można wyleczyć chorobę, która nie istnieje, która jest zmyślona, na której istnienie nie ma dowodów! Psychiatrzy biorą ciężkie pieniądze z Waszych podatków i ta kasa idzie na SZARLATANERIĘ!

  •  

    pokaż komentarz

    Co ja na to:

    ...Psychiatria to ściema. Wierzycie w to, jak zacofani ludzie wierzą/wierzyli w mity, religię itp.

    W sumie, to myślę, że wielu z Was "wali to", czy psychiatria jest rzetelną medycyną, czy nie, bo myślicie sobie zapewne "mnie to nie dotyczy, to dotyczy takich wariatów, jak DawidWarsaw, albo babcia, którą zamknęliśmy w szpitalu psych., bo strasznie zawadzała i gadała jakieś bzdury"...

    Jednak... psychiatria za pieniądze podatników, daje w zamian bajki, ściemę i wykorzystuje ludzkie tragedie do żerowania na tym i szarlatanerii pod przykrywką "leczenia".

    To, co przeczytałem w wykopanym artykule potwierdza moje obserwacje.

    Cytaty:

    "Za to, że chciałem strsznie mocno wyjść do domu i się buntowałem dostałem zaszczyk domięśniowy. Był strasznie bolesny, pierwszy raz cierpiałem tak z powodu zaszczyku. Myślałem, że nie wytrzymam. Po wykonaniu zastrzyku powiem szczerze, że nie pamiętam kiedy usnąłem. Stało się to gdzieś koło godziny dziewiątej rano. Spałem całe popołudnie. I tak zaczęli mnie faszerować tabletkami, zastrzykami. Te zastrzyki myślę odegrały w życiu szpitalnym dużą rolę, tak myślę. Sprawiły, że miesiąc pobytu w szpitalu przeleciał mi jakby jeden dzień."

    Do szpitalu psych. trafiają:
    1. ludzie zagubieni, którzy w życiu natrafili na różnorakie problemy, które wytrąciły ich z równowagi...
    2. osoby, które w sposób wyrachowany siedzą w diagnozie psychiatrycznej, bo im tak dobrze, że dostają rentę i darmowe, zalegalizowane narkotyki dla ubogich
    3. oraz ludzie z deficytami intelektualnymi i z problemami neurologicznymi.

    Szczególnie ta pierwsza grupa potrzebuje zrozumienia i solidarności od innych ludzi. Tym ludziom brakuje takiej więzi, brakuje im dobrej, bratniej, mądrej duszy... Często są tak zagubieni, że w powodzi różnych rzeczy, które im się mówi w ciągu życia (np. o bogu, o chorobach psychicznych), już nie wiedzą co tak naprawdę się z nimi dzieje. Mają mętlik w głowach... Są łatwymi celami do wykorzystania przez osobę, która im wmówi coś, w co mają wierzyć (na zasadzie wierzenia np. w wróżbiarstwo)... Takie osoby często same w końcu zostają przekonane, że mają chorobę psychiczną. Mimo, że nawet oficjalne dane pie stwierdzają, że coś takiego jako choroba psychiczna na pewno istnieje, gdyż brak jest na to naukowych dowodów. Jednak jak wystarczająco długo takiej osobie psychiatrzy i rodzina wmawiają, że ta osoba jest "chora psychicznie", również "wmawiają" za pomocą silnej psychoaktywnej chemii podawanej na siłę, to w końcu i ta osoba sama uwierzy w to tak mocno, jak w boga... Pogodzi się ze swoim losem. Wszak zapoznajcie się z historią, jak kiedyś osoby uznane za czarownice czesto same się przyznawały do tego i do np. kontaktów seksualnych z diabłem (co oczywiście nie mogło mieć miejsca w rzyczywistości): Poczytajcie: http://www.national-geographic.pl/artykuly/pokaz/polowanie-na-czarownice/

    "Dzięki tabletkom straciłem poczucie czasu."

    Ten cytat z kolei potwierdza moje przeżycia, gdy podawano mi psychotropy - m. in. haloperidol.
    Jak to jest: Po podaniu tej szprycy czlowiekowi miesza się sen z jawą. Jest tak, że budzisz się i nie jesteś pewien, czy to już jawa, czy jeszcze sen. Poza tym w mózgu zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy - człowiek się zaczyna czuć bardzo, bardzo nieswojo, czuje się, że coś niedobrego się dzieje i występuje zaniepokojenie. Następnie zaczyna się wykrzywianie mięśni. Wykrzywia nawet mięśnie twarzy przez nie można nawet normalnie mówić. Błyskawicznie pojawia się taki jakiś zespół parkinsonowski. Z człowieka w krótkim czasie robi się Zombie.

    Psychotropy to narzędzie do otumanienia człowieka, żeby panować nad nim - chemiczne kajdany.
    Sam psychiatra powiedział kiedyś "Najlepsze rezultaty uzyskujemy przez obniżenie inteligencji do poziomu niemal niedorozwoju".

    Wszystkie historyjki o naprawianiu nierównowagi chemicznej w mózgu, to najzwyczajniej KŁAMSTWO.

    Kiedy ktoś zmaga się w życiu z jakimś trapiącym go problemem, to

    •  

      pokaż komentarz

      ja p!!%%##e, po ile ten haloperidol? zamawiam całe opakowanie jak leci, Dawid odezwij się na PW

      :D

    •  

      pokaż komentarz

      @powyższy komentarz:

      Nie wiesz o czym mówisz. Jakby Cię chociaż raz tak wykrzywiło, to być się chyba zesrał w gacie z przerażenia i byś trafił do szpitala psychiatrycznego.

      Tak, tak. A tam dopiero byś zobaczył, że mam rację. I dołączyłbyś do mnie w głoszeniu prawdy, albo też spodobała by Ci się rola ćpuna i byś się w niej zadomowił...

    •  

      pokaż komentarz

      Ja brałem haloperidol, nieumyślne, bo nieumyślnie, ale latałem daleko... :)
      Tak samo pridinol. Masakra.

      http://neurogroove.info/tagi/apteka/haloperidol

      Tu tripy do poczytania.

    •  

      pokaż komentarz

      @draq:

      Pridinol nie jest psychotropem. Jest środkiem rozluźniającym mięśnie. Pridinol stosuje się z haloperidolem, żeby znieść wykrzywianie mięśni po haloperidolu, bo inaczej nie byłoby to do zniesienia.

    •  

      pokaż komentarz

      DawidWarsaw, myślałeś o tym, żeby napisać książkę? :o
      Bo jakby podsumować wszystkie twoje komentarze z samego wykop.pl, to powstałaby już mała publikacja.

    •  

      pokaż komentarz

      DawidWarsaw - prawdopodobnie trafiłeś na durnych konowałów, którzy nie potrafili Ci dobrać leczenia. Gadałam trochę z ludźmi, którzy mają doświadczenia z psychiatrią i mam wrażenie, że tacy stanowią większość.

      To może podzielę się swoimi doświadczeniami

      Najpierw przeżyłam leczenie w jakimś ośrodku, które było kompletną ch##nią. Po pierwsze, od razu zaczęli mi podawać silne leki, za to w ogóle nie zainteresowali się, czy może przypadkiem nie zadziałały na mnie jakieś czynniki zewnętrzne (np. nie pytali o sytuację w domu czy w szkole). Po jakimś gównie, przerzucili mnie na duże dawki sulpirydu, które kompletnie mnie zmulały, a infantylne zajęcia grupowe zdrowego człowieka doprowadziłyby do rozpaczy. I, co najfajniejsze, przez całe leczenie wmawiali mi, że nie mam żadnego wpływu na własne życie, nie powinnam się o nic starać, tylko czekać, aż oni mnie wyleczą. W końcu, po 1,5 roku leczenia, gdy pojechałam do innego miasta na koncert, postanowiłam odstawić leki na czas wyjazdu, po prostu po to, żeby nie zasnąć (praktyka nr 1 zabroniona przez lekarzy). Na miejscu piłam alkohol (praktyka nr 2 zabroniona przez lekarzy). I prawie nie spałam tej nocy (praktyk nr 3 zabroniona przez lekarzy). Na drugi dzień czułam się tak świetnie, że postanowiłam odstawić leki na stałe. I nic mi przez długi czas nie było. Wkrótce zdałam maturę, dostałam się na studia, poszłam do pierwszej pracy (dorywczej). Doszłam do wniosku, że psychiatrzy są kretynami, a psychotropy to trucizna.

      Po kilku latach zaczęłam popadać w dosyć upierdliwe stany depresyjne. Gdy doszłam do etapu, w którym nie byłam w stanie chodzić na zajęcia, olałam postanowienie, żeby więcej nie mieć do czynienia z psychiatrami. Poprosiłam znajomą lekarkę o rekomendację. Lekarka załatwiła mi wizytę u psychiatry, poszłam do niej, pogadałam, odesłała mnie jeszcze do psychologa na badanie i w końcu stwierdziła, że nie to nie jest żadna groźna kliniczna depresja i nie ma co ładować we mnie nic mocnego. Zapisała mi fluoksetynę (najbardziej znaną pod nawą Prozac), która nie jest tak silnie działającą substancją, jak to, co brałam wcześniej. I wiesz, co Dawid? Nie uwierzysz, ale mi, k#%%a, pomogło! Na początku były skutki uboczne (takie poczucie, że mnie troszkę "nosi"), ale szybko ustąpiły, a ja w końcu mogłam się za cokolwiek zabrać. Lekarka nie upierała się na przedłużanie leczenia w nieskończoność i odstawiłam leki, kiedy uznałam to za stosowne. Bez tego bym pewnie siedziała do końca roku w domu i nie zaliczyła sesji.

      Uważam, że problem nie leży w samej psychiatrii, tylko w psychiatrach, którzy nie traktują pacjenta jak człowieka, nie słuchają tego, co ma do powiedzenia nawet wtedy, gdy nie ma jakoś strasznie zaburzonych procesów myślowych, tylko ładują w niego potężne dawki mocnych leków. Z takim podejściem spotkałam się za pierwszym razem i z takim podejściem spotkało się wiele osób, z którymi rozmawiałam na ten temat. Jednak gdy trafiłam na normalną lekarkę, która mnie posłuchała bez założenia, że wszystko, co mówię jest wytworem moich urojeń, a ja jestem d%%!!em, i z przekonaniem, że nie ma co faszerować każdego pacjenta nie wiadomo jak mocnymi lekami, okazało się, że ta cała psychiatria i farmakoterapia nie musi być aż tak zła.

      Zgodzę się z tym, że psychiatria od zawsze służyła do pozbycia się jednostek odstających od normy i w jakiś sposób niewygodnych dla społeczeństwa (trochę ostatnio czytałam na ten temat i wiem, jak powszechne to zjawisko) oraz z tym, że wiele osób uznanych za chorych wcale nie była albo nie jest chora. Jednak coś takiego jak choroby psychiczne istnieje i powoduje cierpienie pacjentów - i dlatego psychiatria sama w sobie jest potrzebna, a farmakoterapia, jako że bywa skuteczna, powinna mieć zastosowanie w niektórych przypadkach. To, że pacjentów ze schorzeniami psychicznymi tak często traktuje się jak podludzi nie jest winą psychiatrii samej w sobie, tylko przesądów i uprzedzeń tych, którzy, na nieszczęście, tak często ją praktykują.

    •  

      pokaż komentarz

      @CDIV:

      Witaj i dziękuję Ci za długą odpowiedź! Przeczytałem wszystko dwa razy, w właściwie odsłuchałem na syntezatorze mowy ;)

      No więc szanuję Cię i decyzje, jakie podejmujesz we własnym życiu.

      Odnosząc się do Twojej opowieści:
      Zauważ, że podobnie, jak chyba większość osób które wierzą w to, że są chore psychicznie, nie napisałaś o swoich prawdziwych problemach.
      A to jest NAJWAŻNIEJSZE.

      Jeśli myślałaś lub myślisz, że jako przyczyna stanu, który przeżywałaś, jest coś innego niż wyłącznie "czynniki zewnętrzne" (jak to nazwałaś), to chcę Ci powiedzieć, że żadne "czynniki wewnętrzne" nigdy nie zostały stwierdzone naukowo, nie potwierdzono ich istnienia. To dlatego nie ma żadnego badania organicznego, które by mogło obiektywnie wykazać czy dana osoba ma "depresję", "schizofrenię", czy co innego. Diagnozy są wyłącznie stawiane subiektywnie - takie "widzi mi się".

      Jeśli natomiast są u Ciebie stwierdzone nieprawidłowości mózgu, to jest to problem neurologiczny, nie zaś psychiatryczny.

      W przeciwym razie, przyczyny tego, co się niedobrego z Tobą działo, były WYŁĄCZNIE "zewnętrzne". "Nierównowaga chemiczna w mózgu" to nie prawda.

      Zatem bardzo Cię proszę, żebyś dokładnie przemyślała swoje życie i zastanowiła się nad prawdziwymi przyczynami tego, co niedobre się z Tobą działo. W przypadku młodych osób często są to: rozbita, patologiczna rodzina i brak ciepła, zaufania, dobrej miłości rodzicielskiej; wychowanie w patologicznej atmosferze, która odciska się w człowieku sprawiając, ze człowiek potem odstaje; odrzucenie przez rówieśników z powodu fizycznych wad jednostki - np. znamiona na twarzy, niski wzrost, nieatrakcyjność, otyłość, lub też bieda, przez co osoba odstaje statusem materialnym.

      Więc jeszcze raz: bardzo proszę zastanów się głęboko i napisz co Cię tak naprawdę bolało (ból niefizyczny) dziewczyno.

      A co do psychotropów, w tym Prozacu, to na podstawie dowodów i obserwacji, które posiadam, wierzę w to, że antydepresanty są to jedynie zalegalizowane narkotyki, które żadnej nierównowagi chemicznej nie naprawiają (bo takowej nie ma), a jedynie są po prostu zalegalizowanymi narkotykami, mającymi na celu poprawianie nastroju, rozweselanie.
      Jestem przeciwny stymulowaniu się tym. To tak, jakby ktoś postanowił, że będzie sobie codziennie popijał alkohol, żeby sobie ubarwić smutne życie. Albo jakby ktoś postanowił, że będzie zażywał sterydy, zamiast ćwiczyć bez wspomagaczy.
      W tej kwestii polecam film dokumentalny "Chemiczny Spokój": http://www.youtube.com/watch?v=oRyy4FrRh6Y&feature=PlayList&p=4521B73F5FD7E9B4&index=0&playnext=1

      Co ja Ci mogę poradzić: Zdaj sobie sprawę ze swojego prawdziwego problemu, namierz go i postaraj wyeliminować, jeśli tak zdecydujesz. Z doświadczenia wiem, że związek partnerski w atmosferze zaufania oraz mądry seks w tym związku, potrafią bardzo bardzo pomagać na przygnębienie problemami życia.

      Czekam na Twoją odp. na pytanie o prawdziwe problemy.

      Powodzenia.

    •  

      pokaż komentarz

      Wiem czym jest pridinol, jestem farmaceutą z powołania, co widać po avatarze. ;-)

    •  

      pokaż komentarz

      DawidWarsaw, ja poważnie mówiłem o tej książce, to nie była ironia. Widać, że masz jakieś tam doświadczenia, prezentujesz nieoportunistyczny punkt widzenia względem całej tej psychiatrii, a widać, że jesteś człowiekiem inteligentnym, pisze ci się lekko. Już nie biorę tutaj samej wartości merytorycznej Twoich zwierzeń, bo zwyczajnie nie znam się na tym.
      Jeśli tylko znalazłbyś wydawcę, który zgodziłby się na opublikowanie tekstu.
      pzdr

  •  

    pokaż komentarz

    Ten opis potwierdza przedstawienie szpitala psychiatrycznego w powieściach i filmach, które czytałam/widziałam... Jeśli tak to wygląda, to nie rozumiem, jak oni leczą tych ludzi?...

    •  

      pokaż komentarz

      pilnują, żeby chora osoba nie zrobiła sobie krzywdy
      (np podczas początkowego okresu brania antydepresantów chorzy na wielką depresję powinni być pod stałą obserwacją, bo zdarzają się często przypadki samobójstw, niektórzy schizofrenicy stanowią zagrożenie nie tylko dla siebie ale i dla otoczenia - np kiedy mają urojenia, że rodzina chce ich zabić i wydaje im się, że zabicie ojca i matki to obrona własna)

      poza tym - wbrew pozorom leki psychotropowe leczą (choć paranoicy i inni wyznawcy antypsychiatrii oczywiście twierdzą, że to nie leki tylko coś gorszego nawet od szczepionek na świńską grypę), a nie zawsze w warunkach domowych da się ich przekonać do brania leków - bo np taki schizofrenik zacznie czytać internety, natknie się na wypociny wyznawców antypsychiatrii i zaraz ma pomysł na nową paranoję - że przemysł farmaceutyczny chce go otruć, a lekarze pognębić a nie wyleczyć

    •  

      pokaż komentarz

      Witamy schizofrenikow w internetach ;]

    •  

      pokaż komentarz

      PinkFreud> wiec nadal nie jest to leczenie, a zapobieganie ew. przyczyny choroby. Przynajmniej z mojego, niestety, nieobeznanego w temacie punktu widzenia. No ale też... czy czyjść umysł można naprawdę zmienić, dopasować do ram normalności? Jak działa psychoterapia?

    •  

      pokaż komentarz

      sezamkowa, polecam lekturę na temat chorób psychicznych i sposobów ich leczenia, zamiast komentarzy na wykopie ukazujących ignorancję. ;)

    •  

      pokaż komentarz

      udowodniono,iż psychoterapia wpływa na modyfikację synaps
      tam też jest punkt uchwytu większości leków psychotropowych, ale ich efekt jest szybszy
      poza tym psychoterapia nie działa gdy pacjent jest w psychozie

  •  

    pokaż komentarz

    Strasznie mnie zmęczył ten tekst. Napisany w jakiś strasznie chaotyczny sposób, dziwny dobór słownictwa, praktycznie brak w nim zdań złożonych. Bardziej spis myśli, niż opowieść. Ciekawe, czy taki styl wynika z choroby autora.

    •  

      pokaż komentarz

      Serio nikt tego nie zauważył? Chyba za dużo blogów czytacie, a za mało książek :)

    •  

      pokaż komentarz

      pewnie dlatego, że pisany przez osobę ze schizofrenią
      i tak wydaje się dość spójny, czytałem twórczość ludzi u szczytu psychozy - totalne rozkojarzenie

    •  

      pokaż komentarz

      zgadzam się z Tobą w zupełności;] ja z tego tekstu nie wyciągnęłam żadnych konkretów na temat złego szpitala oprócz tego, że niedobre pielęgniarki nie pozwoliły słuchać muzyki o 3 w nocy, gdzie autor w swojej urojonej świętości poczuł że tego właśnie świat potrzebuje..

      schizofrenia temat ciężki - współczuję choroby, ale pisanie dalej że to nie jest choroba, bo on czuje się zdrowy, to coś nie halo;] gdzie autor mówiąc o swoim stanie "dolegliwość" poddaje w wątpienie poprzez użycie cudzysłowu.. no nie wiem.. wychodzi na to że uważa że wcale nie jest chory w jego "świętość" jest normalna..

      generalnie nic dramatycznego na temat szpitali tutaj niema:/

    •  

      pokaż komentarz

      Czemu teksty osoby ze schizofrenią miałyby pisać inaczej niż osoby "normalne"?
      Chyba w życiu nie słyszałeś Paktofoniki. Jej lider - Magik - był schizofrenikiem, a nie przeszkodziło mu to być absolutną arcylegendą polskiego rapu. Nikt przed nim i nikt po nim nie potrafił pisać w jego stylu. Nieagresywnym, inteligentnym, głębokim, przyjemnym i pouczającym.

    •  

      pokaż komentarz

      "Czemu teksty osoby ze schizofrenią miałyby pisać inaczej niż osoby "normalne"?"
      "Magik - był schizofrenikiem (...) Nikt przed nim i nikt po nim nie potrafił pisać w jego stylu."

      ...

    •  

      pokaż komentarz

      Rezo,
      choćby dlatego, że niektóre psychotropy sprawiają, że człowiek staje się kompletnie zamulony. Same zaburzenia psychiczne też mogą powodować to, że ktoś jest kompletnie rozkojarzony inie może zebrać myśli. Trudno wtedy napisać składny tekst - tak samo jak trudno napisać coś sensownego po pijaku.

  •  

    pokaż komentarz

    Dajcie mi człowieka, a znajdę dla niego schorzenie.

  •  

    pokaż komentarz

    Skutki chorób psychicznych odczuwają niestety nie tylko sami pacjenci ale również ich najbliżsi. Nawet sobie nie potrafię wyobrazić ile trzeba mieć siły by walczyć z własnym umysłem.

  •  

    pokaż komentarz

    Całkiem spójne z pierwszym odcinkiem szóstego sezonu Housa.

  •  

    pokaż komentarz

    Leki działają i są potrzebne. Moja babcia na starość zaczęła sobie wkręcać różne rzeczy:
    - sąsiedzi z góry ustawiają nad nią maszynę, która promieniując, zabiera jej siły i w końcu jej zabije (wymyśliła rozwiązanie: przestawiła łóżko pod pokój dzieci sąsiadów, zakładając, że będą chronić swoje dzieci)
    - sąsiedzi włączają tę maszynę w nocy, żeby nie mogła spać (hałas)
    - sąsiedzi w nocy biją młotkiem w sufit dokładnie nad nią
    - jej syn współpracuje z sąsiadem - boi się go i nie wpuszcza go.
    - udaje, że bije kota głośno krzycząc, że jej nie obchodzi (będąc sama w mieszkaniu) - żeby sąsiedzi pomyśleli, że kot jej nie obchodzi i nic mu nie zrobili.
    - podobne schizy
    Efekty zdrowotne oczywiście złe, nie może spać, boi się wyjść z domu (bo ją dopadnie), etc.
    Leki POMAGAJĄ - ale wtedy stwierdza, że jest już zdrowa i przestaje brać. Jak objawy jej wracają bierze na raz więcej, żeby tym razem zadziałało...
    Szpital psychiatryczny jeszcze nie jest potrzebny, ale w końcu może dojść do tego stanu - nie da się po prostu opiekować kimś bez przerwy, zwłaszcza jak sobie wkręci coś bezpośrednio niebezpiecznego dla zdrowia.

    DawidWarsaw nie jest obiektywny, choroby psychiczne istnieją i trzeba je leczyć.

    •  

      pokaż komentarz

      He he - A ksiądz mówi "DawidWarsaw" nie jest obiektywny, Bóg istnieje i trzeba go czcić, bo inaczej się idzie do piekła.

      A Ty koszernyrozum jaki Ty jesteś obiektywny? Dlaczego ja miałbym być nieobiektywny - ktoś mi płaci za komentowanie, czy co? Jak widzisz nie ukrywam mojego doświadczenia z psychiatrią, a mógłbym.

      Podaj mi proszę dowody na chorobę Twojej babci. Jakiejś obiektywne wyniki testów. Bo uważając wiarę w coś nieudowodnionego za chorobę, to wszyscy wyznawcy religii mogą być uznani za chorych psychicznie, dzieci wierzące w Św. Mikołaja są chore psychicznie, Ty jesteś chory psychicznie, bo wierzysz w chorobę psychiczną i jesteś niebezpieczny dla swojej babci.

      Nie znam Twojej babci i jej problemu. Może jest moherką ze skłonnoscią do snucia tego typu teorii, a może jest z Wami i sąsiadami skłócona przez co jest to napięcie i te cyrki. Nawet nie wykluczam, że ma problem neurologiczny, ale jeśli twierdzisz, że jest coś takiego jak "choroba psychiczna" i Twoja babcia na to jest chora, to podaj dowody naukowe. Nie interesuje mnie subiektywne autorytarne stwierdzanie, tak jakbyś twierdził, że Twoja babcia jest opętana. Dlaczego? "Bo tak".

    •  

      pokaż komentarz

      Jesteś nieobiektywny, bo psychiatrię odbierasz jako narzędzie walki z Tobą, właśnie w perspektywie doświadczeń życiowych. Nie zauważyłem w Twoich opiniach żadnej pozytywnej oceny choćby jednej z funkcji psychiatrii. A istnieją zarówno negatywne jak i pozytywne.

      A babcia była u psychiatry który jej te leki zapisał. Jakiś tam podtyp psychozy.

      "Podaj mi proszę dowody na chorobę Twojej babci. Jakiejś obiektywne wyniki testów."
      "O teraz to uruchomili! Słyszysz?"
      Cisza.

    •  

      pokaż komentarz

      To nie jest dowód. Twoja babcia nie ma choroby psychicznej, bo coś takiego, to tylko ściema taka sama, jak diagnoza "czarownica" albo "opętana przez demona"...
      Dowód jaki podałeś, może być tak samo dowodem, że Twoja babcia ma niezwykły dar od boga, którego to daru Ty nie masz (oczywiście taka sama ściema jak choroba psychiczna).

      **Pytasz o pozytywy psychiatrii.

      Owszem mogę Ci je wymienić:**

      Lubię powiedzenie "Można się doszukać plusów, nawet w kiepskim położeniu", więc za pomocą dostosowania się do warunków można wyłuskać dla siebie korzyści nawet z kontaktu z psychiatrią.

      Jednak na początku muszę zaznaczyć, że trzeba tu być przebiegłym, silnym i ostrożnym, bo poruszamy się na śliskim terenie... Trzeba po prostu nie zażywać psychotropów, o ile chce się zachować jasny umysł i nie skończyć jako roślinka-typowa ofiara psychiatrii. Nawet jeśli aż tak daleko by to nie doszło, to jestem przeciwny zapijaniu i zaćpawaniu problemów. Cpani i picie uzależnia, przez co jeszcze trudniej wyjść z problemów.

      A więc jeśli się nie zażywa psychotropów (kłamie, że się zażyło lub wypluwa), to:

      - w wielu przypadkach pobyt w szpitalu psychiatrycznym pomaga osobie, ktora np. w domu jest samotna i po prostu wariuje z samotności jak pies zamkniety na całe dnie w mieszkaniu. Samotność ma poważne negatywne konsekwencje dla życia. Konsekwencje, które wydają się nie być doceniane. Wymuszony pobyt nawet w szpitalu psychiatrycznym, przez możliwość kontaktu 24h/dobę z innymi ludźmi, a szczególnie z osobami w podobnej sytuacji życiowej, może być dobry dla psychiki jednostki. Nawet jak psychiatra nie troszczy się o Ciebie, to można poczuć ciepło, zrozumienie i więź od innych osób zamkniętych w szpitalu psych. Nawet samo przebywanie razem potrafi być jak deszcz na pustyni samotności.

      - w sytuacji, gdy jednostka jest skonfliktowana z rodziną z jakiegoś powodu, wymuszone wyrwanie z miejsca konfliktu i przeniesienie do innego miejsca, może pokazać tej osobie, że nie jest skazana na przebywanie w miejscu konfliktu. Nawet w szp. psych. można odpocząć psychicznie od awantur, kłótni itp. Mozna też trochę "otrzeźwieć" i zrozumieć, że czas na zmianę w życiu.

      - W części przypadków, nawet w wykopanym artykule, pobyt w szp. psych. stanowi coś, co odstrasza od czynów, które doprowadziły do szpitala psychiatrycznego

      - Kontakt z psychiatrią jest dość łatwą drogą do uzyskania renty inwalidzkiej i w ten sposób wiecznych wakacji od życia. Można się zrelaksować, odpocząć od życia nic nie robiąc, a pieniądze są.

    •  

      pokaż komentarz

      jest gorzej niż myślałem: lekarze, którzy leczą choroby,których nie ma, wydają opinie po których ktoś dostaje rentę,czyli pieniądze podatnika
      i jest tak na całym świecie!
      to największy spisek w historii !!!
      i nikt z tym nic nie robi !
      ale na szczęście jest kilku wybrańców, którzy szerzą prawdę i chwała im za to!

    •  

      pokaż komentarz

      " Twoja babcia nie ma choroby psychicznej, bo coś takiego, to tylko ściema taka sama, jak diagnoza "czarownica" albo "opętana przez demona"..."
      Dobrze. Nie ma choroby psychicznej. Ma za to dar słyszenia i odkrywania rzeczy, których nie widzi i nie słyszy nikt inny. Niezależnie od tego, czy to prawda czy nie, środki chemiczne sprawiają, że ten dar znika. Nie ma innych złych skutków, więc można przyjąć, że te niewidzialne maszyny złego sąsiada nie robią nic poza wydawaniem dźwięków. A skoro to nic złego (i już ich nie słychać) to po co się martwić sąsiadem?...
      ;)

      A drugą część Twojej wypowiedzi o "pozytywach" tylko potwierdziłeś moją opinię co do braku obiektywności. To co ty widzisz jako "złe psychotropy zaordynowane przez złych lekarzy", to w rzeczywistości leki, które mają ci pomóc.

  •  

    pokaż komentarz

    cenny wykop, zastanawiało mnie zawsze jak wygląda świat oczami schizofremika a tu jest to bardzo obszernie i obrazowo opisane. Dzięki, gdybym mógł dałbym wiecej wykopów

    •  

      pokaż komentarz

      Taki świat wygląda tak samo jak świat oczami Twoimi, gdybyś był słabym, zagubionym człowiekiem i się trochę naćpał psychotropów, a i uwierzył, że to, że ludzie na Ciebie patrzą i oceniają, to tylko Twoje urojenie...

      "Schizofrenik", to jedynie łatka, którą się człowiekowi nalepia...

    •  

      pokaż komentarz

      Właśnie! O to chodzi!
      Schizofrenia to puste słowo, taka choroba nie istnieje. Już dawno tak z Papą Smerfem twierdziliśmy.

  •  

    pokaż komentarz

    "Zaburzeń psychicznych w ogóle, a wśród nich tego, co nazywamy chorobami psychicznymi, nie możemy traktować tak samo jak innych chorób (somatycznych). Oprócz niezbyt częstych przypadków, w których mamy do czynienia z wyraźną patologią mózgu, „choroby" te mają inny status niż choroby somatyczne. Zaburzenia psychiczne w zdecydowanej większości przypadków są czynnościowe, czyli dotyczą "software'u", co oznacza, że ich przebieg oraz przyczyny mają w istocie niewiele wspólnego z nieprawidłowościami w funkcjonowaniu mózgu (chociaż za pomocą dzisiejszych czułych technik obrazowania można niekiedy sporo tam znaleźć!). Chciałbym to szczególnie podkreślić, gdyż jest to klucz otwierający drzwi do rozumienia perturbacji psychicznych: psychika stanowi przedmiot sui generis, ma własną strukturę i swoje drogi rozwoju. Badanie jedynie mózgu — wbrew zapewnieniom tak wielu współczesnych naukowców — nie może dać pełnego poznania psyche. Konieczne są obserwacje samej psychiki (funkcjonowania umysłowo-emocjonalnego ludzi)".

    Damian Janus, Psycholog kliniczny
    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,4319

    •  

      pokaż komentarz

      Wielu chorych z depresją nieufnych, co do możliwości psychoterapii, skazuje się na leczenie farmakologiczne przede wszystkim ze względów czasowych i finansowych. Leczenie psychoterapeutyczne jest drogie, rozciągnięte często w czasie. Brak jest placówek, które pozwoliłyby pogodzić pracę zawodową chorego z kilkukrotnymi sesjami w tygodniu - w tym początkowym, decydującym dla postępów leczenia psychoterapeutycznego okresie.(...) Współczesna psychologia wymienia wiele mechanizmów psychologicznych, które mogą u określonej osoby wywołać depresję. Należą tu przede wszystkim wyuczone, destrukcyjne schematy zachowań, wyuczone myślenie na temat własnej osoby oraz innych ludzi oraz wyuczona bezradność życiowa. Tych wyuczonych, niefunkcjonalnych sposobów zachowań farmakoterapia nie zmienia. Zmienić je może tylko właściwie prowadzona psychoterapia. Powodujących depresję myśli i zachowań można się oduczyć, pozostając pozytywnie i twórczo nadwrażliwym.

      Dr Ewa Kostarczyk, psycholog;
      http://psychologia.net.pl/artykul.php?level=131

    •  

      pokaż komentarz

      @amidek:

      Zrobiłeś na mnie bardzo duże pozytywne wrażenie. To niesamowite, że wiesz o tym aż tyle.

      Ja swoją wiedzę posiadłem z doświadczenia - po prostu przebywałem w szpitalach psychiatrycznych i już za drugim pobytem tam zorientowałem się, że psychiatria to ściema - że mamy do czynienia z zabobonami w XXI wieku robionymi oficjalnie w imię medycyny. Psychiatria przykryta grubą warstwą mitów wpojonych społeczeństwu przez częste kampanie typu "Depresja jest chorobą - lecz depresję"...

      Społeczeństwo ma taki obraz "chorych psychicznie", jak ja sam miałem w wieku jeszcze 16, 17 lat. Nie rozumiałem nawet mojej własnej matki, która była ofiarą psychiatrii i zażywała psychotropy!! Widziałem, że ona funkcjonuje nienormalnie, ale właśnie to, co w niej było nienormalne, to te rytmiczne ruchy, bujanie się, specyficzne miny, otumanienie. Tyle lat myślałem że to jest jej problem. Dopiero tak późno się dowiedziałem, że to wszystko są WYŁĄCZNIE skutki podawania jej dużych ilości psychotropów, w tym chlorpromazyny. Moja matka dziś jest totalnie zniszczona przez psychotropy... :( Przez psychiatrię nie miałem normalnej matki, tylko zombie... Kocham moją matkę, widzę jak spod tej grubej skorupy zniszczenia neurologicznego moja matka się czasem pojawia i to wszystko, co widziałem na polu psychiatrycznym nie pozwala mi być biernym. W szpitalach psychiatrycznych widziałem tyle dziesiątek tragedii młodych osób, młodych 20 letnich dziewczyn naszprycowanych psychotropami i trzymanych na siłę w zamknięciu. Normalne dziewczyny niszczone od tak młodego wieku przez tą parszywą psychiatrię. Na Wykopie jestem minusowany, ale być może wielu z Was wykopowiczów sami się kiedyś przekonacie, gdy na starość ktoś Wam zacznie podawać psychotropy, żebyście byli "spokojniejsi", albo Wasze dziecko zostanie kolejną ofiarą psychiatrii i pożywką dla niej... Mam nadzieję, że ta tragedia niezrozumienia upadnie tak, jak upadła inkwizycja i inne manipulacje... Wkładam swój czas i wysiłek w głoszenie prawdy o psychiatrii, bo wiem jaką tragedią jest to narkotyzowanie ludzi i kontrolowanie umysłów poprzez chemię, pod przykrywką medycyny. I to wszystko za Wasze pieniądze. Psychiatria to tragedia niezrozumienia lub po prostu aroganckie oszustwo dla zysku!

    •  

      pokaż komentarz

      odnośnie pierwszego cytatu: generalnie się z nim zgadzam,nie neguje on psychiatrii w ogóle, ale cytując ten fragment pewnie przyjmujesz, że psychiatra jest tylko od ordynowania leków,a to błędne założenie, pewnie nie słyszałeś o kontakcie psychoterapeutycznym ?
      odnośnie drugiego cytatu wcześniej już pisałem, iż leczenie modyfikuje pozytywnie zachowania, które pozostają nawet po odstawieniu leku , mechanizmy psychologiczne,które prowadzą do depresji - zgadzam się, zakładając, iż to depresja reaktywna,bo endogenna powstaje bez związku z wydarzeniami, dotyka osób,które np. mają zdrową rodzinę, są zamożni, nie mają żadnych innych problemów
      to po raz kolejny naiwność pojmowania medycyny jako całości a psychiatrii w szczególności - wszystko ma jedną i tylko jedną przyczynę - tak nie jest, cały świat jest dużo bardziej skomplikowany
      ignorance is bliss...

    •  

      pokaż komentarz

      @keynell:

      Uzasadniasz ładnymi, brzmiącymi wiarygodnie słówkami, ale rzeczywistość psychiatryczna, z jaką mam do czynienia przez całe moje życie (bo już od małego chodziłem z matką do psychiatry i od małego obserwowałem co się dzieje z moją matką) to rzeczywistość ociekająca:

      1. Ignorowaniem osoby będącej przedmiotem diagnozowania - (cytat z filmu kuracja "ja obserwuję go cały dzień, a oni [psychiatrzy] tylko podczas obchodu - parę minut dziennie") - psychiatrzy często stawiają diagnozy wzięte z powietrza, a najczęstszą diagnozą jest schizofrenia (popularna diagnoza dobra dla osób np. ubogich ludzi; osób z emocjami frustracji i zdenerwowania) oraz depresja (diagnoza dobra dla osób zamożniejszych, bardziej wykształconych, takich które czasem się same zgłaszają do psychiatry ze skutkami samotności).

      2. Wszystko co powiesz, może być przez psychiatrę interpretowane jako objaw "choroby", gdyż taka interpretacja jest WYŁĄCZNIE SUBIEKTYWNA - eksperyment Rosenhana pokazuje jasno, że normalne zachowanie będzie w szp. psych. interpretowane jako objaw "choroby": http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Rosenhana
      Fakt, że się ma żółte papiery jest powodem traktowania człowieka zupełnie inaczej - jak wadliwego i to już na zawsze zostanie ze stygmatem "leczył się psychiatrycznie", a jeśli tak, to przed rozprawami w sądzie jest kierowany na każdorazowe "badanie" psychiatryczne - zobaczcie tą scenę: http://www.youtube.com/watch?v=vkvRG1-Bap0#t=2m07s

      3. Prymitywnością, zakłamaniem, stosowaniem przemocy, a wszystko to wobec osób, które i tak mają full problemów życiowych. Wiele z tych osób jest zagubionych w życiu, natrafiają na problemy życia, są niedostosowani społecznie z różnych powodów - np. z powodu patologicznych warunków w dzieciństwie. Tymczasem psychiatria nie rozwiązuje tych problemów, tylko kotwiczy w środowisku psychiatrycznym. Psychotropy to rozwiązanie polegające na ćpaniu przez resztę życia, żeby być spokojniejszym, żeby nie myśleć o problemie... Psychiatrzy powszechnie mówią ludziom, że przyczyną jest nierównowaga chemiczna w mózgu - mnie też to mówili, a tymczasem nie jest to prawdą. To wprowadzanie w błąd. Wskazywanie fałszywej przyczyny, która i tak jasno się nie trzyma kupy!

      4. Praktyka wygląda tak, że daje się psychotrop na problemy życia: W praktyce, jak pójdziesz do psychiatry, to będzie dziwne, jeśli nie wyjdziesz z receptą na psychotropa. Tak bardzo jest rozpowszechnione rozdawnictwo psychotropów na problemy życia! Psychoterapia jest zdeeeeecydowanie mniej popularna. A już w psychiatrii, to na pewno!!
      Przedstawię trzy autentyczne sytuacje z mojego własnego doświadczenia:

      **a. Jestem u psychiatry i mówię, że chcę jej opowiedzieć o problemach, które mnie trapią. A ona na to: "Ja nie mam czasu na to, jak tu przepisuję leki"

      b. Jestem na rozmowie przed przyjęciem do szp. psych. i mówię do psychiatry o moim problemie, a on w tym czasie coś tam pisze, po czym mówi do mnie "Szczerze powiedziawszy, to niewiele mnie obchodzi - Ja muszę coś z Panem zrobić"

      c. Jestem w szpitalu psychiatrycznym, gdzie psychiatra wmusza we mnie zażywanie psychotropów, a ja odmawiam. Straszą mnie że mnie nie wypuszczą przez wiele miesięcy i skierują sprawę do sądu, mimo, że nikomu, ani sobie nie zagrażam, to psychiatra twierdzi, że samo nie zażywanie psychotropów jest zagraniem własnemu zdrowiu i na tej podstawie będą wnioskowali o ubezwłasnowolnienie. Chcę z nimi porozmawiać o problemach, a oni mowią, ze nie mają czasu. Czas mają zaś na wpychanie mi psychotropów... Na korytarzu mówię: "Pani doktor, jak nie przyszedłem tutaj się naćpać, tylko się lepiej poczuć wśród ludzi", ale do nich nie dociera, że nawet takie wymuszone przebywanie z ludźmi, bardzo pomaga, bo jest wyrwaniem się z samotności. Oni koniecznie chcą we mnie pchać psychotropy, bo nie akceptują, że ktoś chce być w szp. psych. bez psychotropów.

  •  

    pokaż komentarz

    Mam znajomego schizofrenika, wbrew temu co ludzie o nich mysla wcale nie morduje ludzi siekierą ani nie biega nago po miescie. Ma aktualnie zastrzyki z Fluanxolu i czuje sie jak normalny czlowiek, ma rete ale pracuje i ma sie dobrze. Fajek nie pali, w mlodosci bawil sie z THC.

  •  

    pokaż komentarz

    W psychiatrii konwencjonalnej, niemal na każdy problem podaje się psychotropy. Nie ważne czy chodzi o schizofrenię, depresję, czy np. zaburzenia zachowania u dzieci.
    http://www.breggin.com/
    http://www.moshersoteria.com/

    Dr Loren Mosher, psychiatra, wyznaje zasadę, że leki psychotropowe, powinny być stosowane w ostateczności, do tego w możliwie jak najniższej dawce. Dotyczy to zarówno psychoz (F 20-29), jak i innych zaburzeń, np. afektywnych (F 30-39).
    W psychiatrii konwencjonalnej taka zasada nie istnieje. Tutaj na wszystko podaje się psychotropy. Nic dziwnego że wiele "chorób" uchodzi za nieuleczalne, skoro tak naprawdę nikt ich nie leczy, a tylko podaje "leki", które mogą najwyżej stłumić ich objawy. Kiedy pacjent jest w stanie pracować nad sobą, wyraża chęć regularnej współpracy oraz samodyscypliny, wówczas leki nie powinny być już używane. Wiele osób musi brać "leki" przymusowo bez względu na to czy tego chcą czy nie. Oto przykład faceta, który zamiast odsiedzieć swoje za kratkami, został przymuszony do łykania pigułek psychotropowych, wbrew swojej woli:
    http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090523/BYDGOSZCZ01/872260745

    •  

      pokaż komentarz

      dawki są dobierane indywidualnie do stanu
      generalnie Mosher ma rację, tylko czym jest 'ostateczność' ?
      poza tym stosowanie leków 'w możliwie najniższej dawce' jest regułą w całej medycynie, zauważ słowo 'możliwie' - nie zawsze jest to możliwe, ale przeważnie stosuje się najmniejszą skuteczną dawkę, która jednak indywidualnie się różnie
      tą zasadę zacytowałeś fajną, tylko, że ona raczej nie świadczy o tym o czym byś chciał

      ps. btw. chciałbym wiedzieć skąd wiesz jakieś zasady są stosowane w psychiatrii ?
      oczywiście poza źródłami antypsychiatrycznymi, najbardziej obiektywne byłyby oficjalne wytyczne/badania

    •  

      pokaż komentarz

      @keynell:

      Czy nie widzisz, że osoby, którymi się zajmujesz jako psychiatra, mają poważne problemy osobiste - konflikty z rodzicami i bunt, konflikty społeczne np. przemoc psychiczna wobec jednostki, bycie ofiarą odrzucenia z powodu np. odstawania wyglądem lub statusem materialnym i wykształceniem, trauma powodująca "strach przed dniem i przed ludźmi", niekorzystne cechy charakteru jak np. skrajny upór i agresja, niekorzystne cechy charakteru powstałe naturalnie przez to, czego osoba doświadczał np. czym nasiąknęła w dzieciństwie, frustracje, samotność na starość, a podawanie im psychotropów niczego nie leczy, tylko w większości przypadków pogłębia problemy, jest podawaniem zalegalizowanych narkotyków?

      Jestem sobie w stanie wyobrazić, że bez spacyfikowania psychotropami i przymusem, to w szp. psych. nie utrzymano by wszystkich w "ryzach", ale niech psychiatria nie oszukuje że to jest leczenie! Dziś psychiatria jest obozem koncentracyjnym, gdzie jak leci się szprycuje ludzi psychotropami bez względu, czy są spokojni, czy nie! Nie oszukujcie, że leczycie.

    •  

      pokaż komentarz

      @keynel:

      [Ciąg dalszy:]

      Ja rozumiem, że gdyby nie było psychiatrii, to cóż robić z osobami, które są w ciężkiej sytuacji emocjonalnej? Przyznaję, że problem by był, ponieważ nie da się nagle rozwiazać problemy ludzi, żeby przestali być smutni, albo żeby lepiej sobie radzili z problemami życia. Dlatego psychiatria jest pewnym uproszczeniem - chemiczny spokój.
      Rozumiem to i nawet bym tego nie potępił, gdyby ludzi informowano co tak naprawdę za droge wybiorą uzywając psychotropów, aby chemicznie kontrolować swoje emocje!


      Ale nie podoba mi się, że psychiatria zamiast przyznać tą prawdę, to lansuję fałszywą przyczynę, odwracając uwagę od prawdziwego problemu!

      Psychiatria serwuje psychotropy każdemu, kto zgłasza się z problemem. Czy to tak dobrze wprowadzać w błąd, że osoba jest chora na nierównowagę chemiczną w mozgu i rozdawać zalegalizowane narkotyki na problemy życia?

      Niech by było tak, że ludzi powszechnie by się informowało, że nie chodzi tu o chorobę, tylko o problemy emocjonalne i niedostosowanie i że są dwie drogi do wyboru:

      - wyjście A:
      Ciężka praca nad zmianą swojej sytuacji. Najpierw namierzenie dokładnych przyczyn, a potem praca nad sobą, swoja komuniakcją międzyludzką i nad swoimi atutami.

      - wyjście B:
      Zażywanie zalegalizowanych narkotyków (psychotropów) analogicznie do zażywania środków przeciwbólowych zamiast leczenia przyczyny.

  •  

    pokaż komentarz

    Psychiatria to ostateczność. Psychotropy niczego nie leczą, a jedynie tłumią aktywność psychiczną, nie docierając do sedna problemu. Psychiatria faszeruje delikwenta środkami farmakologicznymi i obserwuje. Jak nie dają skutku, to się je zmienia i tak dalej. Aż wreszcie osiągnie sukces całkowity, bo już delikwent "duchów nie widzi", a skutkiem ubocznym jest to, że nie wie jak się nazywa. I gotów do wypisu.

    •  

      pokaż komentarz

      Pięknie napisane!! Właśnie tak jest. Tak z ciekawości: masz z tym jakąś styczność, że jesteś tak dobrze zorientowany?

    •  

      pokaż komentarz

      Ej Dawid, nie podniecaj się tak...

    •  

      pokaż komentarz

      @draq:

      Przecież pisałem, że jestem nolifem, bo mam wadę twarzy przez co nawet wyjść z domu mi trudno, bo zaraz nawet na ulicy mam przygody. Wiec siedze sobie przed kompem cały czas i to moja jedyna rozrywka. A Ty Draq napisz w jakich okolicznościach zażywałeś haloperidol.

    •  

      pokaż komentarz

      hmm, a psychoanaleptyki ?

    •  

      pokaż komentarz

      Wada twarzy. Pewnie sobie nawkręcałeś że masz jakąs hiper wadę twarzy i nie możesz przez to się ludziom pokazać i teraz katujesz nas na wykopie swoimi teoriami z których nic nie wynika i które nikomu do niczego nie są potrzebne, heh. A tak na prawdę pewnie jesteś normalnym człowiekiem który po prostu boi się rzeczywistości, boi się jej przeciwstawić.

      Brałem Haloperidol z ciekawości bo nie wiedziałem co to jest. Po jednym razie wywaliłem to do kosza. Nie mam stwierdzonej żadnej choroby umysłowej.

    •  

      pokaż komentarz

      @draq:

      Widzisz draq, tak to jest na świecie, że historia się powtarza (wiara w to, że jednak Ziemia jest płaska), że w coś, na co sa oczywiste dowody (moja wada twarzy) ludzie nie wierzą, ale w to, na co nie ma dowodów, ale są antydowody (istnienie "choroby psychiczniej"), to ludzie wierzą. Taka ciemnota.

    •  

      pokaż komentarz

      nie no, absolutnie nie ma żadnych dowodów na choroby psychiczne
      np. schematu uszkodzeń mózgu, jak np powiększenie komór, przy schizofrenii

      no tak, ale dla Ciebie to problem neurologiczny
      a przecież każde dziecko wie, że zniszczenia mózgu w żaden sposób nie przekładają się na psychikę

      jak to w ogóle absurdalnie brzmi, że mózg ma związek z psychiką, przecież wiadomo od czasów kartezjusza że w szyszynce siedzi dusza i to ona jest psychiką, a nie jakiś tam mózg

      więc stąd wypływa prosty jak drut wniosek, że problemy neurologiczne absolutnie =/= problemom psychicznym

      np ludzie po lobotomii są całkiem zdrowi na umyśle
      z lezjami takoż

  •  

    pokaż komentarz

    ciekawe jest to, że psychiatrzy wiedzą lepiej, dlatego mają prawo decydować za pacjenta, co jest skuteczne. I tak np. śpiączka insulinowa, lobotomia, owijanie mokrymi prześcieradłami, elektrowstrząsy przy leczeniu schizofreników (bo nie ma rzekomo osób z epilepsjami i schizofrenią), psychopatów (bo pomagają rzekomo katatonikom, to czemu nie im) oraz homoseksualistom (bo jak nie działają na psychopatie, to może na to, a poza tym należy się zboczeńcom), terapia wstrząsowa przy użyciu indiańskich ziół, żeby wymienić tylko te idiotyczniejsze.
    Dla Davida - czytałem w chQ$@j o lekach i wszędzie znajdziesz słowo prawdopodobnie - na pewno to są tylko szkodliwe. Chociaż pani doktor usłyszawszy, iż po abilify chciałem zabić nie tylko siebie, ale i kilkadziesiąt osób tylko wzruszyła ramionami, a później twierdziła, że niektórym pomaga, ale mi nie powinno więcej sie podawać.
    Znów zapomniałem spytać, po co mi sulpiryd:/

  •  

    pokaż komentarz

    Psychiatryczną tragedię niezrozumienia slash śwadomą ściemę można zobrazować następująco:

    Wyobraźmy sobie małą dziewczynkę, która jest wychowywana w małej wiosce, w której są bardzo silne tradycje wiary w boga. Wszyscy silnie wierzą, że bóg jest postacią realną. Typowe jest, że ludzie często rozmawiają na głos z bogiem prosząc go o coś lub dziękując. Dziewczynka odbiera właśnie takie wychowanie.
    Dodatkowo składa sie tak, ze dziewczynkę tą los nie za bardzo obdarzył w urodę... Ale nie uczy się źle.

    Gdy dziewczynka ma 18 lat, trafia do posępowej stolicy, gdzie zwyczaje skrajnie się różnią od tego, jak ją wychowano. Dziewczynka nie znajduje partnera, gdyż raz, że nie jest za ładna, a dwa, że religia nie pozwala jej na miłość fizyzną przed ślubem, a jej wybranek też powinien mocno szanowac boga. Dziewczynka modli się na głos.
    W końcu ktoś posyła dziewczynkę do psychiatry widząc to, że mówi ona sama do siebie i jest samotna. Poza tym ludzie mają silną tendencję do uznawania za głupszych, nienormalnych osób nieatrakcyjnych i zbywania ich.
    U psychiatry dziewczynka mowi, że rozmawia z bogiem i że bóg jest ponad wszelką wątpliwość realny. Psychiatra doagnozuje u dziewczynki schizofrenię urojeniową i kieruje na leczenie psychiatryczne.

    Według standardów postępowej stolicy zachowanie dziewczynki jest dowodem na chorobę psychiczną. Według standardów miejsca, gdzie dziewczynka się wychowała do 18 roku życia, dziewczynka zachowuje się normalnie, zgodnie z tamtejszą kulturą.

    W stolicy dziewczynka jest chora psychicznie, a w jej rodzinnej miejscowości dziewczynka absolutnie jest zdrowa psychicznie.

    Zatem według tego, co psychiatrzy wmawiają powszechnie - że przycznyną jest "nierównowaga chemiczna w mózgu" (mnie też to mówili) dziewczynka ta musiała by dostawać tej nierównowagi chemicznej w momencie przebywania w stolicy, a w momencie przyjazdu do rodzinnej wioski nierównowaga chemiczna w mózgu ustępuje.

    Psychiatria to ściema - widać to logicznie jak 2 + 2 = 4. Psychiatria tak naprawdę bierze się za ludzi z róznych powodów niedostosowanych społecznie, a opowiastki o "nierównowadze chemicznej" są KŁAMSTWAMI - nikt jeszcze nie udowodnił "nierównowagi chemicznej".

    Wracamy do dziewczynki zobaczyć co się z nią dalej dzieje:
    Dostaje haloperidol i fenactil (tak naprawdę chlorpromazyna) na początku. To w krótkim czasie robi z niej dziwny twór. Zamknięty w sobie, wybuchający co jakiś czas, ośliniony, zmulony, dziwny twór. Psychiatryczni OSZUŚCI w tym momencie oczywiście pokazują dziewczynkę i mówią: "Patrzcie na nią w jakim tragicznym stanie jest i jak funkcjonuje - tak wyglądają schozofrenicy - to dowód na to, że schizofrenia to ciężka choroba" Ludzie to widzą, nie wiedzą co tak naprawdę się stało i w społeczeństwie umacnia się mit osób "chorych na schizofrenię".

    Z taką psychiatrią trzeba skończyć tak samo, jak przyszedł kres inkwizycji...

    •  

      pokaż komentarz

      Mylisz się jak zawsze. Jeśli mówisz do boga, to jest to modlitwa, jeśli bóg do ciebie to jest to schizofrenia.

    •  

      pokaż komentarz

      @majorTOM:

      A dlaczego akurat tak, że jest to schizofrenia? Bo tak i już? Dlaczego nie jest to np. przekaz od kosmitów, a nie schizofrenia? W końcu na jedno i drugie są takie same dowody ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @Dawid
      Przeczytaj ten artykuł:
      http://www.wykop.pl/link/259869/neuroobrazowanie-w-psychiatrii-dowody-na-istnienie-chorob-psychicznych
      Jeśli takie argumenty nie są w stanie ciebie przekonać, to chyba jesteś po prostu fanatykiem.
      Co ciekawsze fragmenty:
      _Badania za pomocą MRI pacjentów schizofrenicznych ujawniły anomalie struktur mózgowych. Ilościowe badania wolumetryczne wykazały, że pacjenci z rozpoznaniem schizofrenii mieli w porównaniu ze zdrowymi osobami oraz z pacjentami z I rzutem choroby afektywnej znacznie mniejszą objętość istoty szarej lewego tylno-górnego zakrętu skroniowego z zaznaczoną asymetrią pomiędzy dwiema półkulami (mniej po stronie lewej u praworęcznych). _

      _W 1998 roku wykorzystano badanie rezonansu magnetycznego dla potwierdzenia tezy, że pacjenci ze schizofrenią oraz zaburzeniami afektywnymi mają częściej niż zdrowe osoby powiększoną jamę przegrody przeźroczystej (jpp). Wielkość jpp ponad 6 mm uznano za anormalne powiększenie. Wynik: częstość występowania powiększonej jpp w grupie osób chorych była znacząco wyższa. _

  •  

    pokaż komentarz

    Obawiałem się, że użytkownicy podejdą do tematu mniej poważnie, ale czytając komentarze pozytywnie się zdziwiłem.

  •  

    pokaż komentarz

    więc mówienie o szkodliwości nadużywania akurat przy psychotropach jest manipulacją, bo w domyśle inne rzeczy nie szkodzą.

    Jeżeli coś bardziej szkodzi niż pomaga, nie należy tego stosować. A tak właśnie jest w przypadku psychotropów, które często podaje się niepotrzebnie

    http://www.interwencja.interia.pl/news?inf=1210227

    Miałem na myśli leki psycholeptyczne,
    do których zalicza się właśnie neuroleptyki,
    tłumiące np. omamy, urojenia.
    Środki psychodysleptyczne, dają wprost przeciwstawny skutek:

    psychodysleptyczne środki, środki psychozomimetyczne, środki psychedeliczne, środki psychomimetyczne, środki halucynogenne, substancje wywołujące objawy psychotyczne (omamy, iluzje, zaburzenia poczucia czasu, euforię) podobne do występujących u chorych psychicznie.
    http://encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3964132

    Widzę że doskonale znasz się nie tylko na neurofizjologii, ale i na farmakologii...

    •  

      pokaż komentarz

      Wszystko wskazuje na to, że Keynell jest psychiatrą. W dawniejszych dyskusjach w Wykop.pl nie chciał odpowiedzieć na pytanie czy jest psychiatrą, ale pisał m. in. że zajmuje się "pacjentami" psychiatrycznymi i coś chyba, że im przepisuje psychotropy.

    •  

      pokaż komentarz

      o nie, keynell jest psychiatrą
      spalmy go k!%%a!

      i niech nikt się nie waży z nim wchodzić w żadne dyskusje
      bo jest draniem i przepisuje chorym ludziom lekarstwa

    •  

      pokaż komentarz

      amide, ale szkodzi bo jest nadużywane, co sam pisałeś
      i zgodziłeś się, że wszystko nadużywane szkodzi
      mimo to akurat ciskasz kalumnie na psychotropy
      chyba, że wg. ciebie każde zastosowanie psychotropu to już nadużywanie
      jeśli tak, to nie ma o czym dyskutować
      ps.miałeś rację z psychodysleptykami, nie powinienem się wymądrzać o tak późnej godzinie
      zwłaszcza, żę jadę 'z głowy' a nie z google'a

  •  

    pokaż komentarz

    psychiatryk w polsce bardziej kaleczy, niż leczy. leki robią dużo złego, ale czasem są konieczne na zasadzie mniejszego zła. ja np. muszę żreć pramolan, bez niego mam ochotę wydłubać sobie mózg, ale lek ten otępia mnie

  •  

    pokaż komentarz

    Leki przeciwpsychotyczne drugiej generacji (zwane również atypowymi) wchodziły na rynek pod hasłem
    skuteczniejszego działania zwłaszcza w zakresie tak zwanych negatywnych objawów schizofrenii oraz
    większego bezpieczeństwa. Od początku nie ulegało wątpliwości, że leki te są droższe od klasycznych neuroleptyków, jednak korzyści związane z ich stosowaniem
    miały być przeciwwagą tej niedogodności. Na podstawie wyników opublikowanych ostatnio badań
    można, zdaje się, podważyć prawdziwość takich
    poglądów.

    Autorzy jednego z badań — Goldberg
    i wsp.(...) porównali poprawę uzyskaną w zakresie funkcji poznawczych przez chorych na schizofrenię przyjmujących te leki oraz przez osoby zdrowe, które nie dostawały leków, ale były, równie regularnie jak pacjenci, poddawane badaniom. Na podstawie wyników wskazali, że między grupami nie występuje istotna różnica pod względem dynamiki zmian. Na tej podstawie autorzy wysunęli przypuszczenie, że korzystny wpływ na funkcje poznawcze wywiera raczej regularne badanie tych funkcji niż podawanie risperidonu lub olanzapiny. Opierając się na wynikach innego badania, Reilly’ego i wsp. [9], wykazano, że podawanie olanzapiny i rispreridonu wywiera niekorzystny wpływ na pamięć operacyjną u pacjentów z pierwszym epizodem schizofrenii.

    Farmakoterapia w psychiatrii, Łukasz Święcicki, praca poglądowa; II klinika IPiN w Warszawie.

    •  

      pokaż komentarz

      1. stan chorego należy oceniać całościowo, zapomina się, iż sama schizofrenia powoduje zaburzenia poznawcze, niektóre leki też je zaburzają, ale wypadkowo - przy stosowaniu leków zmniejszają się
      2. na szczęście lek najskuteczniejszy jest tani jak barszcz, więc jego stosowanie nie można tłumaczyć indoktrynacją firm farmaceutycznych

  •  

    pokaż komentarz

    To już wiemy z mediów. Tak samo z domami starców/dziecka etc.
    Od wielu lat. I nic z tym nie robią.

  •  

    pokaż komentarz

    btw. przewertuj 'Podstawy farmakologii leków przeciwpsychotycznych i normotymicznych' i powiedz, w którym miejscu nie łapiesz lub się wręcz nie zgadzasz

    Żartujesz sobie w tm momencie. Ku Twojemu zdumieniu czytałem niejedne "podstawy farmakologii". Nie ma obiektywnych dowodów na to że osoba psychotyczna ma zwiększoną aktywność dopaminergiczną. Gdyby tak było, leki p/psychotyczne trafiałyby w sedno problemu, przynosząc tym samym realne i trwałe rezultaty, pacjenci byliby zadowoleni z ich działania i nie buntowaliby się przeciwko ich zażywaniu.
    Niestety, jak już zapewne zdążyłeś zauważyć ("psychiatrią zajmuję się na codzień"), pacjenci na "lekach" czują się jeszcze gorzej niż bez nich.
    leki normotymiczne również działają objawowo.

    •  

      pokaż komentarz

      to jest naiwne postrzeganie medycyny, teoria dopaminergiczna nie tłumaczy wszystkiego, bo inne układy też są zaangażowane np. serotoninergiczny, gabaergiczny, glutaminergiczny, poza tym różni się aktywnością i znaczeniem w zależności od obszaru mózgu, leki różnie do nich penetrują, tak - to jest skomplikowane, czy wg. ciebie są obiektywne dowody na istnienie neuroprzekaźników i ich receptorów ? zidentyfikowano geny odpowiadające np. za budowę receptora serotoniny i różne jego warianty, charakteryzujące się zmniejszoną aktywnością u chorych na depresję, to bujda czy fakt obiektywny ?
      a brak wglądu chorobowego to jeden z głównych objawów w schizofrenii
      napisałeś "leki normotymiczne działają objawowo", czyli gdzieś w twojej świadomości jednak pojawia się myśl, iż są jakieś objawy, którymi trzeba się zająć, to jakiś postęp
      mało jest leków, które działają na przyczynę, jednymi z nielicznych są antybiotyki (+przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze), gro pozostałych zwalcza objawy, albo modyfikuje tylko przebieg choroby, czy jest to powód by prawie w całości farmakologię odrzucić ?
      tak myslałem

    •  

      pokaż komentarz

      To, co Keynell - inkwizytor naszych czasów - ze swoimi kolegami psychiatrami chce robić z mózgiem, to tak, jakby jakiś ciemny człowiek stwierdził, że jak komputer mu się zawiesił, to to musi być wina procesora, bo przecież to procesor jest sercem komputera i to on przetwarza wszystko. No i ten ciemniak by rozkręcił kompa i by grzebał przy procesorze twierdząc, że ma dowody na to, że to jest wina procesora, bo procesor się wyjątkowo mocno nagrzewa podczas zawieszenia kompa. Podczas gdy większość problemów z zawieszeniem komputera jest powodowana jakimś konfliktem oprogramowania i absolutnie procesor nie jest uszkodzony. Procesor jest w pełni sprawny, a to, że się bardziej nagrzewa przy zawiechu kompa, to wynika tylko z tego, że program komputerowy się próbuje wykonywać jakieś zadanie w kółko i obciąża procesor na 100%!

      A więc argumenty że mózg musi być wadliwy, skoro z osobą dzieją się takie rzeczy jak zamknięcie się w sobie, czy też myśli samobójcze, gdyż "to przecież mózg wszystkim zarządza", są argumentami takimi jak winienie procesora za to, że jakiś konflikt w oprogramowaniu spowodował tzw. zawiechę.

      Jeśli zawierzymy tym, co mówią, że wadliwy jest procesor, to zaczniemy się zajmować fałszywą przyczyną! I to, co psychiatria robi, to właśnie tak, jakby próbować "leczyć" ten procesor w komputerze, który się zawiesił - leczyć za pomocą polewania procesora różnymi substancjami i patrzenia co się będzie działo...

      Nie tędy k!%%a droga. No chyba, że komuś odpowiada, żeby się przy okazji pozbyć starego komputera.

  •  

    pokaż komentarz

    "tak, moje kilkuletnie doświadczenia, które temu przeczą to pewnie halucynacja, prawda jest taka, że się za dużo naczytałeś a nie wiesz jak jest naprawdę"

    Przez dwa lata pracowałem w przyszpitalnym gimnanzjum/liceum z dziećmi biorącymi różne psychotropy i aż niedowiary że psychiatrzy tak bardzo unikają mówienia prawdy.

    "zaszkodzić można pierwszą z brzegu witaminą jeśli się ją będzie źle zażywało, każda substancja ma jakieś wady, a z drugiej strony znam przynajmniej kilkudziesięciu pacjentów, którzy leki sobie chwalą"

    Przede wszystkim, twoje zestawienie witamin z psychotropami, jest mało sensowne.
    Po drugie, jakbyś zechciał zauważyć, to postpsychiatrzy nie nadużywają psychotropów, a wręcz krytykują Psychiatrię za tę szkodliwą praktykę.
    Dalej, to że są ludzie, którzy sobie chwalą farmakoterapię, to dobrze!!!
    Ale to nie oznacza, że mamy przymknąć oczy na te obszary psychofarmakologii, których raczej pacjenci nie chwalą.

    "pojedyncze przypadki nie dowodzą niczego, a całościowo jest tak jak w procentach, do których nawiązałem w poprzednim komentarzu"

    Gdyby tak było, żaden poważny człowiek nie angażowałby się anty- czy postpsychiatrię, bo po cóż miałby się tym zajmować, skoro psychiatria jest tak samo użyteczna jak pozostałe dziedziny nauk medycznych.

    "btw. a co to za "wadliwy zapis" w ustawie ? oświeć nas"

    Nie będę teraz komentował tej ustawy, faktem jest że wiele osób zostaje "skazanych" na oddział psychiatryczny bo tak stwierdza biegły;
    a potem, po kilkumiesięcznej obserwacji okazuje się, że biegły się pomylił...
    http://interwencja.interia.pl/news?inf=1210227
    inna sprawa, facet powinien trafić za kratki, ba, nawet wolałby iść za kratki, a i tak musi iść na oddział zamknięty, gdzie zmuszą go siłą do brania psychotropów.
    http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090523/BYDGOSZCZ01/872260745
    to właśnie miałem na myśli.

    •  

      pokaż komentarz

      1. jaka to prawda, której unikają psychiatrzy ?
      2. zestawienie jest bardzo sensowne, bo pokazuje, że nie ma absolutnie bezpiecznych leków
      3. nikt nie przymyka oczu na to co "pacjenci sobie nie chwalą", w jakiej formie to się przejawia ? często to pacjent chce kontynuowania leczenia danym lekiem ale psychiatra musi mu go odstawić lub zmienić ze względu na jakieś przeciwskazania
      4. psychiatria jest tak samo użyteczna, ale sama materia, którą się zajmuje jest kontrowersyjna, pojęcie o psychiatrii w ogóle jest małe, jak obserwuję studentów medycyny to widzę, że oni sami mają problem z jej zrozumieniem, to samo pamiętam z własnej przeszłości, co więcej - czasem się nawet spotka lekarza, który powątpiewa w psychiatrię, choć ten sam innym razem po psychiatrę woła, żeby my pomógł; na szczęście to margines
      5. z tą ustawą to nie wiesz o czym piszesz: a) o przyjęciu bez zgody może zdecydować lekarz, nawet bez ukonczonej specjalizacji, dopiero potem działa sąd, na którego wniosek badanie wykonuje biegły b) obserwacja jest w ustawie określona na maksymalnie 10 dni, najdłuższe leczenie jakie finansuje NFZ to 12 tyg. dla anoreksji, 10tyg. dla schizofrenii i depresji,jeśli pacjent leży dłużej niż wynosi limit szpital po prostu zaczyna na nim tracić = powiększa swój dług, jaki dyrektor chciałby jako regułę przetrzymywać pacjentów ponad limit ?
      6. podany przypadek jest dziwny, wiele jest tam niedomówien, artykuł nie daje pełnego obrazu sytuacji, ale nawet jeśli ktoś popełnił błąd (wśród lekarzy też są idioci) to nie była to jedna osoba, duża wina w tym sądu

  •  

    pokaż komentarz

    Keynell szumisz, celowo odbiegasz od tematu po to, aby podtrzymać utarte mity, które służą produkcji kolejnych "ofiar" psychiatrycznego "terroru".
    Jaka jest wiodąca idea antypsychiatrii (postpsychiatrii)? Pisałem już o niej, przypomnę:

    "Jak mówił sam dr Mosher: „Pomysłem było, żeby poradzić sobie ze Schizofrenią nie za pomocą leków, a na bazie i przy pomocy ludzkiego związku z samymi Schizofrenikami, co bezsprzecznie daje im dużo wyższą jakość życia“."
    Jakbyś popatrzył trzeźwo, zauważyłbyś, że nikt nie kwestionuje istnienia chorób somatycznych, ani ich leczenia, o ile potencjalne korzyści przewyższają ewentualne działania jatrogenne. W przypadku leczenia "chorób ducha" psychotropami, powoduje ono więcej szkód niż pożytku.

    witamy w erze kamienia łupanego...
    po co wysyłać promy w kosmos, skoro jest on tak słabo poznany ? - to bez sensu

    Celowo mnie ośmieszasz, tak jakbyś zapomniał, że ja tylko podzielam zdanie ludzi nauki, psychiatrów, nie rzadko ludzi związanych z APA (Odpowiednik Polskiego PTP). Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie wysyłam psychiatrów do "ciemnogrodu", "Epoki Kamienia"... . Szanuję twoje prawo do wykonywania zawodu psychiatry, Ty uszanuj moje do wyrobienia sobie osobistego zdania na jej temat.

    majaczenie ma podłoże psychologiczne ? tym udowadniasz, że nie masz pojęcia o czym piszesz.

    To prawda, wiesz, słowo majaczenie w potocznym rozumieniu nierzadko jest rozumiane inaczej, nie wiedziałem że chodzi ci o majaczenie poalkocholowe.

    liczne powikłania neurologiczne? jest ich tylko kilka i występują bardzo rzadko

    Akatyzja, Złośliwy zespół poneuroleptyczny, Późne dyskinezy, dystonie. Te kilka wystarczy, by skutecznie sp$%%$!$ić komuś życie. I wcale nie jest jak piszesz, że występują rzadko. Poważne opracowania (chociażby z termedia.pl)
    podają że same TD sięgają 40%, choć według danych lansowanych przez Breggina odsetek jest znacznie większy. Sam niepokój ruchowy, zw. akatyzją dotyczy z m/w natężeniem 90 % leczonych.

    "Nie zauważamy i promujemy rozpowszechnianie praktyki nadmiernego czy złego użycia toksycznych chemikaliów których poważne długotrwałe efekty są nam znane li tylko teoretycznie: dyskinezje, demencje czyinne poważne syndromy.
    Czy chciałbym być zwierzątkiem koncernów farmaceutycznych i leczyć mikromolekuły receptami? Nie, dziękuję bardzo."

    L.R. Mosher
    http://www.powiat.opoczno.pl/kufereklight/okorupcji.pdf
    słyszałeś o ekscytotoksyczności ?

    Istnieją dowody, że p/psychotyki, używane tak jak są używane, są o wiele bardziej toksyczne dla mózgu niż domniemana nadaktywność receptorowa, na którą i tak nie ma dowodów, nadal pozostaje tylko teorią.

    •  

      pokaż komentarz

      hmm, czyli mało poznane ciało leczymy a mózg już nie ? można i tak
      akatyzja to objaw najczęstszy z tych wymienionych, ale to nie jest powikłanie, a przejściowy objaw niepożądany, poza tym nie pozostawia żadnych "pamiątek" (parafrazując antypsychiatrów: nie ma obiektywnego badania obrazowego, które byto potwierdziło - a więc nie istnieje)
      na przestrzeni kilku lat nie widziałem ani jednego przypadku złośliwego zespołu poneuroleptycznego, słyszałem o jednym - u pacjenta, który sam przedawkował leki
      późne dyskinezy czasem się widzi, ale zazwyczaj u ludzi, którzy chorują od kilkudziesięciu lat i w swoim życiu zażywali obecnie już nie stosowane leki, poza tym to zaburzenie zazwyczaj dość subtelne - np. skurcze mm. warg przy silnym zdenerwowaniu - innymi słowy koszmar, nie wart możliwości wyprostowania pozostałych aspektów życia u pacjenta

      generalnie fajnie i łatwo jest być malkontentem jeśli się naczytało tendencyjnych opracowan, co innego jeśli ma się z tym do czynienia na codzien
      Mosher, Szasz i inni swoje wątpliwości zaczęli wyrażać w czasach, gdy wybór klasycznych neuroleptyków był dużo szerszy niż obecnie (wycofano te przy których właśnie potencjalne korzyści nie przewyższały ryzyka) a panował pogląd, iż działanie przeciwpsychotyczne pojawia się dopiero w dawce,która daje też objawy niepożądane (akatyzja, ślinotok, objawy pozapiramidowe), obecnie leczy się nie dosyć, że dużo łagodniej to także skuteczniej, każdorazowo decyzja odnośnie leczenia jest przemyślana w szerszym gronie ludzi, którzy skoczyli medycynę i zajmują się psychiatrią, nie są to ludzie "z ulicy"
      a propo (cyt.): "leczenia "chorób ducha" psychotropami, które powoduje więcej szkód niż pożytku." - szkody: obecnie na poziomie minimalnym dzięki racjonalnemu dawkowaniu leków, pożytek: "współczynnik wypisów" ~90% (kiedyś mniej niż 10%), czy trzeba być geniuszem, żeby dojść do wniosku, która strona naprawdę wciska więcej mitów?

  •  

    pokaż komentarz

    Polecam książkę "cichy pokój"

  •  

    pokaż komentarz

    "3. nikt nie przymyka oczu na to co "pacjenci sobie nie chwalą", w jakiej formie to się przejawia ? często to pacjent chce kontynuowania leczenia danym lekiem ale psychiatra musi mu go odstawić lub zmienić ze względu na jakieś przeciwskazania."

    W porządku. Ale co z pacjentami dla których lek staje się dodatkowym źródłem cierpienia?!! (np z tytułu akatyzji)

  •  

    pokaż komentarz

    @ keynell
    psychoanaleptyki (leki antydepresyjne, np wenlafaksyna, clomipramina, sertralina; psychostymulanty, np. metylophenidat) również nie docierają do źródła problemu, mogą prowadzić do uzależnienia. Nadużywane, powodują więcej szkód niż pożytku:
    http://psychologia.net.pl/artykul.php?level=131

    •  

      pokaż komentarz

      wczesniej pisałeś, że tłumią, psychoanaleptyki działają przeciwnie
      czy jest coś co nadużywane nie przynosi więcej szkód niż pożytku ?
      pierwsze trzy leki, które wymieniłeś nie uzależniają, choć oczywiście nie dziwię się, że ktoś kto neguje psychiatrię coś takiego pisze, ale to bzdura
      ps. artykuł jest napisany przez osobę, która nie ma pojęcia o neurofizjologii
      poza tym kierująca się dogmatem - nieobiektywna

  •  

    pokaż komentarz

    major TOM:
    A co to wszystko ma znaczyć?!Wiadomo od dawna że homoseksualiści ogólne mają mniejsze mózgi od ludzi hetero,a od niedawna wiadomo że można gejów wyleczyć z tego odpowiednią terapią przywracania wewnętrznego wzorca na swojego odpowiednika płciowego.Spytaj też lekarzy czy nie spotykają się z ludżmi o idealnych kręgosłupach,którzy jednak płaczą na ból kręgosłupa jak dzieci,i ludzi z takimi kręgosłupami,że nie powinni być w stanie chodzić,a nie dość że nie skarżą się na żadne bóle,i chodzą,to jeszcze tyrają jak traktory na swoich działkach.Choć dr.Andrew Weil'a książki o tym wspominają.Sorry że trzeba znać angielski.Jogini potrafią nawet powstrzymać akcje serca.Więc nic dziwnego że taka Soteria była w stanie zapanować nad schizofreniami bez czegoś,co uniemożliwia normalną prace mózgu.Wiecie,żygać się na was chcę.Ronald David Laing uczynił niezrozumiane całkiem proste do zrozumienia,a wy antyDawidWarsaw(i każdego,kto nie popiera świń w korycie farmaceutyki,by ich bachory miały na nowe skuterki,których bardzo,bardzo prawdopodobnie nawet sami nie spłodzili tym pasztetom,które się nad ofermami zlitowały)psychiatrzy zamiast budować na tym,wracacie do epoki kamienia łupianego!Mosher poszedł na psy,walcząc o to,co odkrył,jak wielu nawróconych z ciemnej strony psychiatrii.Akurat poszli na psy nie dość by być odsunięci od judaszowskich srebrników w korycie farmaceutyki,ale i w obronie kłamstw!Jest Soteria w Bern,Szwajcaria.Nawiążcie kontakt z tą placówką.Co do tego że najskuteczniejszy lek jest tani jak barszcz,więc psychiatrzy nie są dziwkami firm farmaceutycznych,po pierwsze,nikomuo się nie przepisuje Klozapiny,a mam kupę znajomych wariatów,bo sam nim jestem(obecnie schizofrenikiem paranoidalnym,choć nigdy nawet głosów nie słyszałem),i wiem że nie jest to najskuteczniejszy"lek",bo mam kumpla u którego wszystko się zaczeło od zwykłych lęków,a po paru latach tego pseudoleczenia jego mózgownica jest już tak spaprana,że nawet Klozapina przestała mu pomagać!Wszystko wskazuje że niebawem będzie ofiarą elektrowstrząs"terapii",po której mózg ludzki tak wygląda,że już nie jeden psychiatra zmienił zawód po zobaczeniu takiego mózgu na własne oczy.Wy idi.oci(sorry,psychiatrzy),łgacie jak psy,że leczycie!Pójdź z problemami do psychiatry,by wyjść jako schizofrenik,po czym od razu wywalają cię z pracy,często nawet cała rodzina się od ciebie odwraca,i już żadna panienka nawet nia spojrzy w twój kierunek,wiedząc że jesteś"czubkiem"!Po tym"leczeniu",do końca życia musisz kłamać,i się lękać by twoje kłamanie nie wyszło na jaw,jak chcesz choć trochę wyglądać jak ten zdrowy,którym ta psychiatria miała cię uczynić!

    •  

      pokaż komentarz

      @amilius2:
      mam dziewczynę ze zdiagnozowaną 5 lat temu schizofrenią paranoidalną leczenie zolaxą, potem olzapiną. Po pierwszej hospitalizacji lekarz zdecydował o odstawieniu leków by przekonać się czy był to incydent czy schizofrenia ,nawrót nastąpił po kilku tygodniach ,ponownie szpital i powrót do farmakologii. Leki powodowały niecierpliwość ruchową ,ponieważ chodziła do pracy gdzie była sama dreptała na kilkunastu metrach kwadratowych, jak sobie teraz o tym przypomnę trudno mi sobie wyobrazić jak mogła dać radę wykonywać pracę i pedałować cały dzień. Z czasem niecierpliwe stopy ustąpiły miejsca niecierpliwym oczom tzn. wzrok bezwiednie kierował się ku górze i na lewo i prawo.
      Z ogromnym wysiłkiem udawało jej się skupić na pracy czy na rozmowie, więc pod wieczór była całkowicie wyczerpana. Każdy dzień zaczynał się myślą o której i jak długo oczy będą mnie miały ( od 30 min. do 8-9 godz.) .Lekarze ( 5- ciu psychiatrów) rozkładali ręce , nie wiedzieli nawet o czym ona do nich mówi, o co jej chodzi. Dopiero ostatnia pani psychiatra powiedziała , że może chodzić o nie uświadomiony bądź uświadomiony lęk i że to samo przejdzie. Dodam ,że przez 1,5 roku jakoś nie chciało przejść. Lata studiów specjalizacji i doświadczenia pani psychiatry zaowocowały napisaniem na kartce papieru sentencji " lęk nie zabija " i poleceniu pacjentce by powtarzała sobie ją jak mantrę kiedy ma lęk. O skuteczności tej złotej myśli nie będę pisał dość , że przyszła kolej na lek przeciw lękowy alprox, który spełniał swe zadanie jednak w dużej dawce i na krótko. Znajoma podsunęła nam myśl o psychoterapii . Udaliśmy się do znanej i cenionej (bywała w TV jako ekspert) psychoterapeutki ,która orzekła ,że jedna sesja rozwiąże problem. Po terapii stwierdziła ,że jest zadowolona ( 200,- zł) i że teraz będzie inaczej. Nie było , jednak szukaliśmy dalej bo życie w takim stanie było nie do zniesienia. Zaleźliśmy psychoterapeutę (100km od nas), umówiliśmy się na wizytę.
      Po godzinie rozmowy ,która mnie zaskakiwała ponieważ żaden z lekarzy tak nie rozmawiał z moją dziewczyną ona po raz pierwszy od kilku lat rozpłakała się. Na koniec stwierdził , że nie jest to schizofrenia lecz głęboka depresja nerwicowo lękowa, ponieważ schizofrenik odpowiedziałby w inny sposób na takie i takie pytanie. Teraz terapia , trwała 3 dni po 10-12 godz. potem jeszcze po jednym dniu przez dwa miesiące i codziennie telefonowanie jak wyglądał dzień - uwagi terapeuty jakie zachowanie było nie adekwatne jaka powinna być prawidłowość. Efekty - lęk , miął już po tych trzech dniach jakkolwiek przez jakieś dwa tygodnie nie mogła w to uwierzyć i zdarzało się ,że mówiła chyba mnie mają oczy lecz po chwili nie jednak nie. Dzień , który zwykle zaczynał się lękiem i niechęcią by w ogóle wstać , zaczynał się teraz gimnastyką by zrzucić nadwagę (30 kg ) teraz wygląda lepiej niż kiedykolwiek. By się nie rozpisywać powiem, że wróciła do dawnych zainteresowań , spotkań ze znajomymi , filmów , muzyki , obowiązków, które wcześniej ją przerastały, ogólnej aktywności przez cały dzień, a przede wszystkim do wyrażania i odbierania uczuć i emocji
      ( wcześniej mawiała ja wiem ,że cię kocham ,ale tego nie czuję. Ja wiem ,że ten film jest śmieszny, ale ja się nie mogę śmiać lub wzruszyć).
      Teraz nawrót po 9 miesiącach rewelacyjnego funkcjonowania psychoza i szpital . Dodam , że skuteczność terapii wymagała odstawienia olzapiny ,chodzi o pełną świadomość. Pierwsza myśl - to jednak schizofrenia. Tel. do terapeuty , opisałem cały kryzys z najdrobniejszymi szczegółami (rachunek za tel. na 150 zł.:) ). Terapeuta nie ukrywał zaskoczenia ,jednak dzień później oświadczył mi ,że bardzo dokładnie przeanalizował sprawę i podkreślił ,że jako fachowiec podtrzymuje swoją diagnozę iż nie jest to schizofrenia i zapytał o co się poróżniliśmy. Bingo , faktycznie rozmawialiśmy o relacjach między ludźmi ,nasze poglądy były odmienne ja mam dużą tolerancję dla ułomności człowieka. Moja kobieta jest sierotą , kiedy miała 8 lat zmarła jej matka ,rok później ojciec , brat miał 16 lat i krótko mówiąc nie tylko nie próbował jej zastąpić rodziców ,ale przyczyniał się do jej poczucia osamotnienia i braku oparcia , dla tego nie wykształciła w sobie umiejętności tolerowania odrębności co budzi w niej sprzeciw i lęk . To tak ogólnie bo jest to bardziej złożony system wparć.
      Psychoterapia ma tę niedogodność, że człowiek wyraźnie widzi nieprawidłowości u innych ludzi i szczerze mówiąc nie jest łatwo być nie wzruszonym w zderzeniu z nimi.
      Teraz o szpitalu . Psychoza trwała trzy dni (relanium do mięśniowo i olzapina) potem ku mojemu zaskoczeniu pełna samoświadomość i samokrytycyzm, z samokrytycyzmem nie zgodziła się...

  •  

    pokaż komentarz

    btw. Nie ignoruj linków!

    •  

      pokaż komentarz

      nie ignoruję, ale czego one dowodzą ?
      że psychiatria też może być użyta do manipulacji ? wow należy się Nobel
      a co nie jest na to podatne ?
      czyżby wszystko było spowodowane oczekiwaniem, iż psychiatria będzie w 100% bezpieczna,pomocna, a psychiatrzy to będzie elita intelektualna i moralna nr 1 na świecie ? każdy będzie geniuszem, społecznikiem itp itd ?
      ja też lubię S-F

  •  

    pokaż komentarz

    Ad.1. Nie domyślasz się?

    Ad.2. Leki psychiatryczne, neuroleptyki zwłaszcza, podawane długotrwale przynoszą dużo więcej szkód, niż pożytku. Potwierdzają to nie tylko moje obserwacje, ale obserwacje wielu lekarzy (np. Kazimierz Jankowski, Breggin).

    Ad.3. Po 1-sze: Dyskusja oparta na manipulacji słownej jest bez sensu, a takową posługujesz się niemal bez przerwy; małe zestawienie:

    TY "znam przynajmniej kilkudziesięciu pacjentów, którzy leki sobie chwalą"
    JA: "to że są ludzie, którzy sobie chwalą farmakoterapię, to dobrze!!!"
    Oto twoja odpowiedź:
    "nikt nie przymyka oczu na to co "pacjenci sobie nie chwalą".
    Rozumiem, że w ten sposób próbowałeś wybrnąć od odpowiedzi na pytanie, co z ludźmi dla których leki są źródłem dodatkowego cierpienia, a takich wbrew pozorom nie brakuje (uciążliwe skutki uboczne dotyczą p/w neuroleptyków)

    Ad. 4. Postpsychiatria skupia się właśnie na nieużyteczności psychiatrii, która wielu osobom bardziej szkodzi niż pomaga.
    http://www.moshersoteria.com/

    Ad. 5. A co z osobą, która ma już zdiagnozowaną "chorobę psychiczną" i przez tą diagnozę nie może odsiedzieć kary a musi przymusowo poddać się farmakoterapii ?
    Oto przykład faceta, który wolałby to pierwsze i teraz czuje do was żal o te psychotropy:-(
    http://www.ryszard-matuszewski.com/pl/psychiatryczna_eutanazja_oblicze_faszyzmu,657,,list.html
    # Jak wspomniałem, pracowałem w przyszpitalnym gimnazjum/liceum i z tego co się orientuję, limit dla depresji wynosi 6 miesięcy (ale pewny nie jestem, opieram się na obserwacji i słowach młodzieży, z którą pracowałem:/)
    # Sąd działa w oparciu o ustawę, która, jak widać, nie działa prawidłowo
    http://www.youtube.com/watch?v=Co9NWcYRKMc - reportaż udowadnia, że sama diagnoza psychiatryczna może być przyczyną tragedii.
    # Na koniec jeszcze jeden link o skutkach ustawy o ochronie zdrowia psychicznego:
    http://www.aferyprawa.com/index2.php?p=teksty/show&dzial=zycie&id=782

    •  

      pokaż komentarz

      ad.1 nie
      ad.2 tzn. podawane zdrowym ? bo o chorych już pisałem - setki osób poprzez leczenie nie zakonczyło przedwcześnie swojego żywota, czy to cokolwiek dla ciebie znaczy? w tych swoich obserwacjach jesteś pewien, że rozdzieliłeś objawy choroby od działan niepożądanych leków? bo to nie zawsze jest łatwe
      ad.3 nie widzę manipulacji,jeśli chodzi o tekst w cudzysłowie to jest to tzw. cytat, zadane pytanie jest proste w konstrukcji i łatwe, trzecia część to po prostu stwierdzenie faktów,
      poza tym nikt nie neguje istnienia działa niepożądanych, które mogą być źródłem dyskomfortu, ale w konkretnym wypadku może nie być alternatywy ze względu na stan psychiczny pacjenta
      ad.4 w "zwykłej" medycynie też wiele osób zostało skrzywdzonych, czy to jest dobry argument przeciwko medycynie ? postpsychiatria (eufemistycznie na antypsychiatrię) jest produktem rozmyśla ludzi, także psychiatrów, którzy są oderwani od praktyki, którzy bardziej filozofują lub wyrażają swoje oczekiwania i żale, w polskiej psychiatrii jest wielu zwolenników Moshera, problem w tym, że są to lekarze,którzy stracili dawno kontakt z chorym, zwłaszcza z ostrym, np. przywiezionym przez pogotowie
      ad.5 zdiagnozowana choroba psychiczna nie daje immunitetu, dobry biegły jest w stanie dociec czy w chwili popełnienia czynu fakt choroby miał jakiekolwiek znaczenie, choć pewnie są i tacy, którzy idą na łatwiznę; limit wynosi 10tyg. bez względu na to czy pacjent jest dzieckiem czy dorosłym - na 100%, bo dyrekcja nam o tym często przypomina
      imo ustawa jest dobra, bo jest dość liberalna - sam fakt zaburzeń psychicznych nie może być powodem przyjęcia bez zgody, warunkiem brzegowym jest zagrożenie życia pacjenta albo zdrowia lub życia osób trzecich - a więc można się dziwnie zachowywać, mówić niestworzone rzeczy,nie zgadzać się na leczenie i nie ma możliwości zmuszenia do leczenia czy przyjęcia na psychiatrię; w USA jest z tym dużo łatwiej - być może (a nawet na pewno) łatwiej było Mosherowi i Szaszowi prezentować swoje poglądy, tu jest Polska - tutaj amunicja antypsychiatrów to ślepaki

  •  

    pokaż komentarz

    pani psychiatra ,ponieważ pacjentka powiedziała ,że czuje się zdrowa a powinna ...i tu się zaczęło . Nie ma mowy o wypisie ponieważ wcześniej uderzyła lekarza w brzuch o tym ,że jedna z pielęgniarek została z garścią jej włosów a druga chciała uspokoić jej oddech przyciskając mocno poduszkę do twarzy (szczęście ,że się opamiętała) okazała czynną agresję dało to podstawę do wystąpienia do sądu o przymusowe przyjęcie do szpitala.
    Po dziesięciu dniach napisałem prośbę o wypisanie na żądanie (7czerwca), na co pani psychiatra i pani rzecznik praw pacjenta ( zgłosiłem skargę) jednogłośnie że to nie jest możliwe ponieważ jest postanowienie sądowe tylko poczta wolno działa. Faktycznie pismo dotarło 26 czerwca tylko postanowienie sądu nosi datę 15 czerwca. No cóż kiedy wyjdzie zajmiemy się i tym, na razie nie chcę drażnić lekarzy mają władzę .Dalej - moja dziewczyna na rozmowie z panią psychiatrą na pytanie jak się czuje odpowiedziała ,że nie za dobrze ponieważ szpital ,natrętni i niezbyt przyjaźni co niektórzy pacjenci powodują u niej zdenerwowanie i lęk - w takim razie nie ma mowy o wypisie i wyjściach na spacery ( kara). Ponadto pani psychiatra poinformowała mnie iż moja dziewczyna mówi że jest w ciąży (urojenie) mnie wystarczyła chwila rozmowy by się dowiedzieć iż był to wybieg , aby powstrzymać pacjenta ,który zamierzył się by ją uderzyć. Środowisko szpitala , lekarze traktujący pacjentów jak 6-cio latków ,nie przygotowany personel reagujący nie adekwatnie do sytuacji pogłębiał frustrację .Poszedłem do pielęgniarek i powiedziałem ,że się niepokoję ponieważ widzę pobudzenie i narastającą złość u dziewczyny, na co jedna z pielęgniarek odparła ,że oni są raz pobudzeni raz wyciszeni. Dwa dni potem jeszcze raz poszedłem do pielęgniarek (lekarza trudno spotkać) i oznajmiłem ,że widzę zbliżający się nawrót u mojej dziewczyny, na co otrzymałem odpowiedź ,że to nie prawda jest bez zmian. Następny dzień to nawrót - pasy ,zastrzyk tisercin ,stilnox.
    Na pytanie do lekarza dla czego doszło do nawrotu i dla czego personel ignorował moje obawy otrzymałem wyczerpujące "nie wiem, wszystko było dobrze" .Jednak następnego dnia pani psychiatra była już przygotowana i oświadczyła ,że co prawda nikt nie złapał mojej dziewczyny za rękę ,ale musiała wypluwać leki skoro doszło do nawrotu ( nie była to psychoza ,po prostu nie kontrolowana złość, chwyciła za fraki lekarza który zbył ją kiedy go zapytała o coś). Moja dziewczyna nie kradnie ,nie oszukuje i nie kłamie , zapytana o leki zaprzeczyła , ja z podejrzliwości podpytałem leżącą obok w dobrej formie pacjentkę , teraz mi wstyd. Szczęściem są teraz pacjenci o przyjaznych postawach, dzisiejszy dzień to pierwszy bez przykrych dolegliwości typu niecierpliwość ruchowa i niecierpliwych oczu , które wróciły ( a kartka od pani doktor zawieruszyła się). Dodam ,że kiedy moja dziewczyna trafiła do szpitala psychoterapeuta powiedział " nie trzymaj jej tam dłużej niż tydzień bo mi ją spier....lą" nie udało się ,niestety sama dała im pretekst. Myślę ,że psychiatrzy nie chcą źle dla pacjentów ,ale ich dobro jest im obojętne. Nie straciłem przekonania do psychoterapii, przeciwnie okazało się tylko ,że wylazły najstarsze problemy a póki co olzapina nie da im rady a i dyplomy psychiatrów na wiele się nie zdały.

  •  

    pokaż komentarz

    Uważam że choroby umysłu biorą się z "niedokarmionego" mózgu, warunki w jakich żyjemy, stres i pożywienie często śmieciowe powoduje że pojawia się nierównowaga w naszym organiźmie a często najboleśniej dotyka to osób ubogich. Wyniszczenie organizmu przez alkohol, narkotyki, kawę, papierosy prowadzi do niedoboru i chorób nie tylko umysłu ale też ciała.
    Brak witamin i mikroelementów w pożywieniu, przez dłuższy czas powoduje rozwijanie się choroby psychicznej , a zdarza się że u niektórych ludzi organizm nie przyjmuje samoistnie pewnych składników z pokarmów i też chorują pomimo zdrowego odżywiania. Wystarczyłoby wprowadzić terapię witaminami ,mikroelementami i wiele dolegliwości zniknęłoby bezpowrotnie, ale stałoby się to nieopłacalne dla "wielkich tego świata". Prosty przykład wystarczy osobie cierpiącej na depresję dozować NIACYNĘ i będzie jak nowo narodzona, o tym się głośno nie mówi w gabinecie psychiatrycznym nikt tego nie zaleci bo NIACYNA jest ogólnie dostępna i stałoby się to nieopłacalne. Czytalam wiele o schizofrenii, depresji, dwubiegunówce i jedno co zauważyłam wiele objawów dotyczących tych chorób mogłabym przypisać prawie każdemu człowiekowi którego znam. Osobiście uważam środowiska "uprzywilejowane" za mistrzów manipulacji, wykształcenie daje im prawo zarządzać ludzkim życiem z pogardą. Jesteśmy dla nich "przedmiotami istnienia" i jeszcze długo nikt z nas nie zniszczy góry lodowej pokrytej diamentami. POZDRAWIAM

  •  

    pokaż komentarz

    gdyby psychiatria była taką samą dziedziną medycyny
    jak urologia, należałoby oczekiwać od urologów,
    że zajmą się wszystkimi problemami związanymi z oddawaniem
    moczu — począwszy od oddawania moczu
    w miejscu niedozwolonym, a skończywszy na zaburzeniach
    w oddawaniu moczu związanych z przerostem
    prostaty. Samo postawienie sprawy w ten sposób
    wydaje się groteskowe, a przecież bez żadnej przesady można stwierdzić, że takie są właśnie oczekiwania
    wobec psychiatrii i takie też często są ambicje samych
    psychiatrów. Przy takim zakresie i stopniu złożoności
    problemów są jedynie dwa wyjścia z sytuacji — albo skrajny redukcjonizm, uprawiany niekiedy
    w celach chyba głównie publicystycznych, i sprowadzenie
    psychiatrii jedynie do „psychiatrii biologicznej”,
    albo próba szerokiego spojrzenia na wiele różnych
    aspektów zaburzeń. W pierwszym z tych podejść farmakoterapia
    (lub inna metoda leczenia biologicznego) może być oczywiście uważana za panaceum. Następstwem
    jest opracowywanie coraz wymyślniejszych algorytmów przewidujących szczegółowe postępowanie
    w każdej niemal sytuacji klinicznej. Podejście to
    sprawdza się świetnie w podręcznikach i poradnikach,
    jest akceptowane przez przemysł farmaceutyczny, ale
    także lubiane przez firmy ubezpieczeniowe, ponieważ
    pozwala, przynajmniej na papierze, na dokładne policzenie
    czasu leczenia i jego kosztów. Problem polega
    jednak na tym, że kusząco proste podejście biologiczne
    nie sprawdza się w praktyce — owszem, sprawdza
    się w sytuacjach typowych, ale w psychiatrii niewiele
    jest rzeczywiście typowych sytuacji.

    Farmakoterapia w psychiatrii, Łukasz Święcicki, praca poglądowa; II klinika IPiN w Warszawie.

  •  

    pokaż komentarz

    Podejście drugie, szerokie, uwzględniające inne niż
    biologiczne tło zaburzeń, to znaczy także aspekty psychologiczne
    i społeczne, wydaje się choćby intuicyjnie
    właściwsze. Problem w tym, że również bardzo trudne.(...) Metody terapii psychologicznych są znacznie gorzej
    zbadane niż farmakoterapia, na ogół brakuje twardych
    dowodów na ich skuteczność (choć oczywiście
    praktyka jednoznacznie na taką skuteczność wskazuje)
    ,
    stąd też i firmy ubezpieczeniowe mają znacznie
    mniejszą ochotę na refundację, co z kolei powoduje, że psychoterapie są rzadziej oceniane poprawnie metodologicznie
    i tak krąg się zamyka. Z oddziaływaniami
    społecznymi jest jeszcze gorzej (...).
    W rezultacie okazuje się, że farmakoterapia jest podstawowym nurtem oddziaływania niekoniecznie
    z powodu swej adekwatności,
    ale dlatego, że jej prawidłowe stosowanie jest najbardziej prawdopodobne.
    Święcicki Ł; J/w

    •  

      pokaż komentarz

      błąd polega chyba na założeniu, iż obecnie psychiatrzy mają skrajne podejście biologiczne, wielokrotnie pisałem już, że tak nie jest
      chyba, że do krytyki wystarczy już fakt, iż psychiatrzy w ogóle stosują jakieś leki?
      przypominam też, że żeby oddział psychiatryczny funkcjonował muszą na nim być psycholodzy, ciekawe czym się zajmują ? psychiatrzy w większości mają podejście całościowe, choć w schizofrenii na pierwszym miejscu stawia się biologię, nawet jeśli wpływ środowiska jest istotny w rozwoju choroby, bo nikt nie odwróci wpływu czynników okołoporodowych, problemów z dzieciństwa, itd

  •  

    pokaż komentarz

    btw. a propos najskuteczniejszego leku, sam przyznałeś, że starych leków używa się rzadko, ze względu na liczne działania uboczne...

  •  

    pokaż komentarz

    "psychoterapia w fazie remisji to oczywiście dobry pomysł, ale jeśli zanegujemy stosowanie leków w tym okresie to jest to podejście nierealistyczne"

    Jest to podejście jaknajbardziej realistyczne, o czym świadczyć może chociażby projekt Dr-a Moshera. Poza tym, sam Święcicki przyznaje:
    "Metody terapii psychologicznych są znacznie gorzej
    zbadane niż farmakoterapia, na ogół brakuje twardych
    dowodów na ich skuteczność (choć oczywiście
    praktyka jednoznacznie na taką skuteczność wskazuje)"


    "na szczęście lek najskuteczniejszy jest tani jak barszcz"
    "jest to lek atypowy
    nie wynaleziono jeszcze nic lepszego"


    Nie bardzo mi to pasuje to tego podają autorytety (Święcicki):
    Leki przeciwpsychotyczne drugiej generacji (zwane również atypowymi) (...) są droższe od klasycznych neuroleptyków.
    Farmakoterapia w psychiatrii, Łukasz Święcicki, praca poglądowa;


    Ale skoro piszesz, że jest tani, bezpieczny i skuteczny zarazem, to nie jest aż tak źle! (serio!)

    Nie mam zamiaru w dalszym ciągu wkółko wałkować tego samego, zauważ że wciąż podajesz te same argumenty. Ja tylko zwrócę uwagę na 1-ną rzecz:
    skoro za każdą chorobę psychiczną odpowiadają czynniki biologiczne, to człowiek ze zdiagnozowaną jednostką jest tak naprawdę chory od urodzenia (bo z takim zestawem genów już się urodził). Sama farmakoterapia już intuicyjnie wydaje się gorszym rozwiązaniem. Żaden człowiek, żaden umysł, żadna psychika nie są doskonałe, każdy jakoś reaguje na niepowodzenia życiowe. Podejście psychologiczne, a niekiedy psychologiczno-biologiczne, byłoby z pewnością o wiele korzystniejsze dla pacjenta; dlaczego jednak jest jak jest pisał już dr Święcicki.

    •  

      pokaż komentarz

      taki super bezpieczny nie jest ale na pewno nie daje tych wszystkich "powikłań", które były wymieniane wcześniej
      wczoraj czytałem interesującą pracę fińskich psychiatrów obejmującą okres 11lat ,dotyczącą średniej długości życia osób ze schizofrenią, wyszło im, iż schizofrenia skraca życie mniej więcej o 20-25 lat, osoby, które zażywają neuroleptyki żyją znacznie dłużej niż ci, którzy nie zażywają, przy czym najbardziej wydłuża życie akurat o którym pisałem, a jest to lek zarezerwowany do leczenia schizofrenii lekoopornej, przez co zazwyczaj jest lekiem tzw. ostatniej szansy, te badania pokazują, iż znowu po latach trzeba przychylniej na niego spojrzeć,na szali jest życie naszych pacjentów!

      co do twojego ostatniego akapitu: i tak i nie - masz rację, iż choroba jest niejako w genach, obecnie trwają prace nad rozszyfrowaniem, które geny za to odpowiadają, na pewno jest ich wiele bo taka zdobycz ewolucyjna jaką jest ludzki mózg musi być kodowana przez liczne geny, "genem kandydującym" jest np. gen neureguliny-1, białka, które reguluje rozwój układu nerwowego, z drugiej strony są już doniesienia o wykrytych zaburzeniach w migracji neuronów podczas rozwoju mózgu u osób ze schizofrenią, na razie tych badan nie jest dużo bo stać jest na nie tylko pojedyncze duże ośrodki z odpowiednim grantem badawczym;
      mylisz się w ocenie znaczenia farmakoterapii w zaburzeniach o podłożu biologicznym, najłatwiejszym przykładem jest np. gen kodujący receptor serotoniny, znane są polimorfizmy tego genu, którego efektem jest receptor o mniejszej aktywności = powoduje słabsze pobudzenie komórki nerwowej przy normalnych stężeniach serotoniny, czyli innymi słowy zmienia się próg pobudliwości, co można zrobić ? jak na razie genów nie potrafimy skutecznie podmieniać,musimy sobie poradzić w inny sposób, podajemy np. substancję, która hamuje pompę wychwytującą serotoninę ze szczeliny synaptycznej, jej stężenie jest większe niż normalnie, dłużej też się utrzymuje,przy większym steżeniu serotoniny, receptor (o obniżonej aktywności) reaguje podobnie jak receptor o prawidłowej aktywności przy normalnym stężeniu serotoniny, oczywiście ten opis jest uproszczony, tak naprawde w rachubę wchodzą także inne neuroprzekaźniki, ale są to przesłanki na których warto pracować, schizofrenia jest dużo bardziej skomplikowana, dotyczy też innych receptorów
      potraktujmy leki jako coś na kształt protezy, jak złamiesz nogę to żeby lepiej się poruszać chodzi się o kulach, oczywiście nie załatwia ona wszystkiego,ale też jest lepsza niż nic, poza tym 'wypadek' już się dokonał i się tego nie odwróci, trzeba tylko zminimalizować jego negatywne skutki, i myślę, że to w miarę dobra analogia
      z psychiką jest trochę jak z układem odpornościowym, dwie osoby mogą być poddane ekspozycji na ten sam czynnik (stresowy lub zakaźny), jeden zachoruje drugi nie, bo cegiełki poszczególnych układów są kodowane w genach, ale też oczywiście podlegają modyfikacji przez środowisko, z tego wynika pewien balans biochemiczny,którzy zażarci antypsychiatrzy otwarcie neguję, choć ty oczywiście do niech nie należysz, raczej cię widzę jako sceptyka psychofarmakologii, a nie psychiatrii w ogóle,pamiętaj, że skrajny przechył w którąkolwiek stronę nie jest dobry,ja sam nie lubię skrajnych biologów, ale to mniejszość, zdecydowana większość plasuje się pośrodku, z minimalnym odchyłem albo w stronę biologii albo w stronę psychologii, sam znam psychiatrę-filozofa i psychiatrę-socjologa-psychologa, obydwaj świetnie znają się na farmakologii, drugi jest jednym z najlepszych psychiatrów dzieci i młodzieży na Śląsku, znam też wielu psychiatrów, którzy zajmują się psychoterapią
      nie jest tak czarno ja myślisz ty lub inni

  •  

    pokaż komentarz

    @Keynell
    "chyba, że do krytyki wystarczy już fakt, iż psychiatrzy w ogóle stosują jakieś leki?"

    Psychiatrzy stosują leki duuuużo częściej niż potrzeba, Mosher jest doskonałym tego przykładem

    "przypominam też, że żeby oddział psychiatryczny funkcjonował muszą na nim być psycholodzy, ciekawe czym się zajmują ?"

    Czytałeś dokładnie moje wcześniejsze posty? Zauważyłeś kto jest ich autorem?
    Piszesz o schizofrenii. Przeczytaj dokładnie wcześniejsze fragmenty i nie pisz, że podejście biologiczne jest takie właściwe, istnieją dowody potwierdzające skuteczność psychoterapii w nieostrej fazie choroby bez równoczesnego leczenia biologicznego
    http://www.tematy.info/artykuly/psychiatria4.htm
    http://www.jsantorski.pl/fragmenty/f_nr049.htm
    "bo nikt nie odwróci wpływu czynników okołoporodowych".
    Tym bardziej nie ma powodu, aby uszkadzać komuś system nerwowy psychotropami, wystarczy podawać je w stanach terminalnych, gdy mamy do czynienia z ryzykiem zachowań zagrażających zdrowiu lub życiu chorego lub osób trzecich, od strony psycholocznej nic nie stoi na przeszkodzie, by w fazie wyciszenia objawów
    skupić się wyłącznie na oddziaływaniach psychoterapeutycznych (Mosher)

    "na szczęście lek najskuteczniejszy jest tani jak barszcz, więc jego stosowanie nie można tłumaczyć indoktrynacją firm farmaceutycznych"

    Czytaj całość, zanim cośkolwiek napiszesz, przypomnę że cytowałem Święcickiego.

    •  

      pokaż komentarz

      tzn. taką opinię wyrażał Mosher
      wg. mnie akurat tyle ile trzeba, wrażenie, iż jest inaczej wynika z faktu, że medycyna to nie matematyka

      żeby coś weszło do powszechnego użytku musi być wszechstronnie przebadane, psychoterapia w fazie remisji to oczywiście dobry pomysł, ale jeśli zanegujemy stosowanie leków w tym okresie to jest to podejście nierealistyczne, mimo to jestem zwolennikiem zmniejszania dawek w miarę utrzymywania się remisji a w dłuższej perspektywie do stosowania tylko małej dawki podtrzymującej, ale jak już pisałem wyżej medycyna to nie matematyka i rzadko można liczyć na wyrozumiałość choroby

  •  

    pokaż komentarz

    "ten cytat z Moshera dawałeś już wcześniej..."

    Keynell, nie czytasz moich postów, albo tylko udajesz że nie czytasz (bo np. tak łatwiej manipulować słowem), faktycznie powtórzyłem fragmenty wszystkich wcześniej cytowanych wypowiedzi.

    "majaczenie to nie depresja, cytat bez znaczenia"

    Zauważ, że wyróżniłem pochyłą czcionką słowo "wywołać", aby dać odpowiedź na postawione przez ciebie pytanie, dotyczące choroby psychicznej. Otóż jeszcze raz to powtórzę, nie zaprzeczam istnieniu problemów natury psychicznej (majaczenie, jako choroba psychiczna również może mieć podłoże psychologiczne, wyobraź to sobie).

    (...)bo gdyby się jej ściśle trzymać to mózg jako narząd jest oderwany od psychiki (i duszy), jakby była to czymś niematerialnym,a to przejaw (szczyt góry lodowej) procesów, które dzieją się w skali molekularnej i komórkowej (część góry, która jest pod wodą), a więc jedno wynika z drugiego i na odwrót (choć to na odwrót w znacznie mniejszym stopniu)

    Przyznajesz, że psychika jest obszarem poznanym przez naukowców na baaaardzo niewielkim poziomie.
    Po cóż się brać za leczenie psychiki psychotropami na szeroką skalę, skoro wiedza na jej temat jest wciąż baaardzo skromna? - To jest Bez sensu!!!

    Peter Breggin powiedział kedyś (nie cytuję dosłownie), że
    Psychiatrzy twierdzą, że schizofrenia to choroba, wynikająca z dysfunkcji mózgu (np. mikrouszkodzenia). Nic nie przemawia za tym, aby te dysfunkcje pogłębiać, np podawaniem neuroleptyków (neuroleptyki tłumią omamy i urojenia, uszkadzając wzamian układ nerwowy, stąd liczne powikłania neurologiczne).

    btw. Nie mieszaj proszę psychiki i duszy, bo to wykracza poza sferę nauki (niektórzy sądzą np że dusza = psyche).

    •  

      pokaż komentarz

      mózg jest słabo poznany to fakt, organizm ludzki jako całość też nie jest całkiem poznany
      Po cóż się brać za leczenie ciała lekami, skoro wiedza na jego temat jest wciąż skromna? - To jest bez sensu
      witamy w erze kamienia łupanego...
      po co wysyłać promy w kosmos, skoro jest on tak słabo poznany ? - to bez sensu
      zupełnie nie pojmujesz jak się dokonuje progres, prawda?
      majaczenie ma podłoże psychologiczne ? tym udowadniasz, że nie masz pojęcia o czym piszesz
      liczne powikłania neurologiczne? jest ich tylko kilka i występują bardzo rzadko
      słyszałeś o ekscytotoksyczności ?

  •  

    pokaż komentarz

    "jak sobie poradzić z pacjentem z kwitnącą psychozą, który ma halucynacje słuchowe z imperatywami (głosy każą mu się zabić lub zabić kogoś)"

    Dr Mosher Leki uważał za niedopuszczalne z zasady, a użycie ich akceptował jedynie w sytuacjach, kiedy występują drastyczne epizody, w których istniałoby zagrożenie używania przemocy ze strony osoby dotkniętej lub widoczna wola popełnienia samobójstwa.

    "a co z majaczeniem ? (...) to choroba? wolna wola człowieka? "reakcja na problemy" ?"

    Współczesna psychologia wymienia wiele mechanizmów psychologicznych, które mogą u określonej osoby wywołać depresję.

    Zaburzenia psychiczne w zdecydowanej większości przypadków są czynnościowe, czyli dotyczą "software'u", co oznacza, że ich przebieg oraz przyczyny mają w istocie niewiele wspólnego z nieprawidłowościami w funkcjonowaniu mózgu (chociaż za pomocą dzisiejszych czułych technik obrazowania można niekiedy sporo tam znaleźć!).

    Czytanie ze zrozumieniem !!! ;-)

    Nigdzie nie napisałem, że ludzie nie mają problemów natury psychicznej!! Przeciwnie, zwracam uwagę na problem, a nie na jego "pochodne" (objawy).
    To samo dotyczy leków: Używać wtedy, gdy to niepodważalnie konieczne.

    •  

      pokaż komentarz

      ten cytat z Moshera dawałeś już wcześniej, jak rozumiem to jest ta szczególna sytuacja o której pisał, tylko, że w codziennej praktyce nie da się tak łatwo wytyczyć granicy by fajnie spełniała ten postulat
      majaczenie to nie depresja, cytat bez znaczenia
      analogia między mózgiem a komputerem i jego oprogramowaniem tylko z pozoru wygląda pięknie
      bo gdyby się jej ściśle trzymać to mózg jako narząd jest oderwany od psychiki (i duszy), jakby była czymś niematerialnym,a to przejaw (szczyt góry lodowej) procesów, które dzieją się w skali molekularnej i komórkowej (część góry, która jest pod wodą), a więc jedno wynika z drugiego i na odwrót (choć to na odwrót w znacznie mniejszym stopniu)

  •  

    pokaż komentarz

    Mieliśmy przekaz, wizję tego świata. Damian (Rom) okazał się być strasznie wrażliwy i doskonale rozumieliśmy swój przekaz, własne myśli. Paliliśmy strasznie dużo fajek, zazwyczaj to ja częstowałem ponieważ Damian z powdu dużego wypalania papierosów miał dozowane papierosy przez pielęgniarki.
    Co oni za fajki palili?

  •  

    pokaż komentarz

    Boję się, że po czytaniu takich tekstów i Waszych komentarzy nabawię się jakiejś choroby psychicznej ;-).

  •  

    pokaż komentarz

    Dr. Jeffrey Schaler wykłada niektóre argumenty na podważenie twierdzeń psychiatrii:
    http://www.youtube.com/watch?v=-P6_FwpVo_s&NR=1

    Cytat:

    Zauważmy, że kiedy jednak osoba złości się na drugą, to mówi "Jesteś walnięty, jesteś chory psychicznie, masz paranoję". Czy możecie Państwo sobie wyobrazić sytuację, w której zamiast tego, ktos zezłoszczony na drugiego mówił by "Masz cukrzycę!", "Masz chorobę parkinsona".
    Konflikt międzyludzki nie ma nic do prawdziwych chorób. Cukrzyca nie powstaje, ponieważ ktoś nie akceptuje tego co myślisz, mówisz lub jak się zachowujesz. Żeby u kogoś stwierdzić "chorobę psychiczną" potrzeba jest kogoś, kto oceni, czy Twoje zachowanie jest morlalnie dobre lub złe.


    [..]

    A co z leczeniem? Leczeniem na "chorobę psychiczną" jest kara.

  •  

    pokaż komentarz

    nie zawsze jest to możliwe, ale przeważnie stosuje się najmniejszą skuteczną dawkę, która jednak indywidualnie się różnie.

    Zauważ, że konwencjonalni psychiatrzy stosują psychotropy duuużo częściej, nie mówiąc już o wyższych dawkach, niż dr Mosher, założyciel ośrodka Soteria (Nie wiem czy czytałeś dołączony przeze mnie link)
    http://www.moshersoteria.com/

    ps. btw. chciałbym wiedzieć skąd wiesz jakieś zasady są stosowane w psychiatrii ?

    Przeczytałem wiele publikacji, książek z zakresu literatury psychiatrycznej, m.in. "Psychiatrię" Adama Bilikiewicza. Jak widzisz, moja wiedza nie ogranicza się do tego, co podają antypsychiatrzy, uważani przez niektórych za bardziej obiektywnych od psychiatrów "akademickich" (np. Loren Mosher)

    •  

      pokaż komentarz

      psychiatrią zajmuję się na codzień, w praktyce
      a ty?

      btw. przewertuj 'Podstawy farmakologii leków przeciwpsychotycznych i normotymicznych' i powiedz, w którym miejscu nie łapiesz lub się wręcz nie zgadzasz

  •  

    pokaż komentarz

    Ale przecież to ja jestem Jezusem

  •  

    pokaż komentarz

    Dr Mosher medycynę ukończył na uniwersytetach Stanford i Havard. Angażował się na rzecz niefarmakologicznej terapii Schizofreników twierdząc, że są to ludzie o udręczanych duszach, którym potrzebne jest wsparcie środowiska, gdzie będą mogli odbudować pewność siebie. Leki uważał za niedopuszczalne z zasady, a użycie ich akceptował jedynie w sytuacjach, kiedy występują drastyczne epizody, w których istniałoby zagrożenie używania przemocy ze strony osoby dotkniętej lub widoczna wola popełnienia samobójstwa. Był twórcą małych, bezlekowych ośrodków terapeutycznych, które były bardziej podobne do domów rodzinnych, aniżeli do szpitali. W jednym z takich ośrodków, „Dom Soteria w San Jose“, personel opiekuńczy żył razem z małą grupą pacjentów, dzieląc się z nimi wszystkimi pracami dnia codziennego. Jak mówił sam dr Mosher: „Pomysłem było, żeby poradzić sobie ze Schizofrenią nie za pomocą leków, a na bazie i przy pomocy ludzkiego związku z samymi Schizofrenikami, co bezsprzecznie daje im dużo wyższą jakość życia“. W efekcie tej pracy, której metod nie chciało i do dzisiaj nie chce zaakceptować – jak mówił Mosher – „zaprzedane farmaceutyce Amerykańskie Zrzeszenie Psychiatryczne“, ogłoszono w ostatnich zapisach z roku 2002, że 85-90 % klientów jego projektów powracało do życia w społeczeństwie bez użycia konwencjonalnych metod, stosowanych w szpitalach klinicznych.
    Źródło: http://www.uzdrowionaschizofrenia.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=87:psychiatria-jest-kupiona-przez-przemys-farmaceutyczny&catid=37:wypowiedzi-lekarzy&Itemid=55

    •  

      pokaż komentarz

      1. to oczywiście ciekawe badania, choć bardziej obiektywne były by badania wieloośrodkowe, dodatkowo nie przeprowadzane przez orędownika metody, którą sam bada, zastanawiam się też nad kwalifikacją pacjentów do leczenia w Soteriach, jakie warunki musi spełniać i czy pacjenci leczeni w Soteriach nie byli faworyzowani - tzn. czy nie byli wybierani z osób predysponowanych do pozytywnej reakcji na taką terapię

      2. określenie "psychiatria jest kupiona przez przemysł farmaceutyczny" nie robi dobrze na obiektywność

      3. historia psychiatrii wyraźnie pokazuje,iż od początku psychofarmakologii procent pacjentów wracających do społeczeństwa (współczynnik wypisów) dramatycznie wzrósł, kiedyś było to poniżej 10%, obecnie powyżej 90%

      4. w razie gdybym miał wątpliwości, myślę o tym co napisałem w poprzednim komentarzu (do którego zresztą nikt się konkretnie nie odniósł, co mnie nie dziwi) i utwierdzam się w przekonaniu, że moje poglądy są słuszne (a poza tym nie są skrajne)

  •  

    pokaż komentarz

    Dziś psychiatria cieszy się statusem nie tylko nauki, ale i dyscypliny medycznej. Jako taka ma jednak grono sceptyków. Wielu pacjentów skarży się że leki spowodowały u nich trwałe kalectwo intelektualne, zaburzenia neurologiczne, doprowadziły że nie są w stanie podołać własnym potrzebom, są skazane na opiekę innych. Co więcej sami lekarze, widzą bezsens takiego leczenia, krytykując czysto biologiczne podejście do problemów psychicznych.
    "psychiatria - tragedia nieporozumienia", "psychiatria - przemysł śmierci", "Toksyczna psychiatria" - Istnieje zapewne wiele czynników odpowiadających za taki stan rzeczy. Nie znaczy to jednak że wszyscy muszą trzymać język za zębami, podkreślając same pozytywy psychiatrii, bez wspomnienia o jej słabych stronach.

    "w razie gdybym miał wątpliwości, myślę o tym co napisałem w poprzednim komentarzu (do którego zresztą nikt się konkretnie nie odniósł, co mnie nie dziwi)"

    Zauważyłem, że ty również nie odniosłeś się do wielu komentarzy Dawida, a są bardzo dorzeczne i ciekawe, moim zdaniem.

    "zastanawiam się też nad kwalifikacją pacjentów do leczenia w Soteriach, jakie warunki musi spełniać i czy pacjenci leczeni w Soteriach nie byli faworyzowani - tzn. czy nie byli wybierani z osób predysponowanych do pozytywnej reakcji na taką terapię"

    Widzisz zawsze będzie jakieś "Ale", a przecież to samo możnaby powiedzieć w odniesieniu do badań prowadzonych nad lekami (chemiczny spokój - film).

    •  

      pokaż komentarz

      1. skrajnie biologiczne podejście należy krytykować,nie wiem czemu przyjąłeś, że to dominujący nurt; psychiatrów znam ze 20, tylko jeden ma skrajnie biologiczne podejście, reszta jest zorientowana "pośrodku"

      2. w schizofrenii udział czynników genetycznych i środowiskowych jest mniej więcej na poziomie 50/50, w szczycie psychozy większe znaczenie ma farmakoterapia, potem - rehabilitacja społeczna, czy oddziaływania psychologiczne, mimo to o farmakoterapii nie należy wtedy zapominać

      3. powiem więcej: DawidaW w obecnej dyskusji w ogóle olewam, podyskutowałem sobie z nim przy okazji dwóch wykopów z eksperymentem Resenhama, przy drugim wykopie odpowiedziałem na jego zarzuty i zadałem mu kilka pytan, po tym komentarzu zniknął z tamtego wykopu, a wcześniej już zaczął rzucać inwektywami, tutaj też już prawie zaczął, z jego komentarzy bije tak oczywisty dogmat, iż trudno z nim dyskutować, poza tym to człowiek skrzywdzony, który jest na antypsychiatrycznej krucjacie, nie będę w nią ingerował

      4. nie można tego samego powiedzieć o badaniach nad lekami, przepisy, które je regulują są bardzo restrykcyjne, a nawet jak już lek wejdzie na rynek to i tak w wielu ośrodkach lekarze prowadzą badania dotyczące skuteczności i działaniach niepożądanych

    •  

      pokaż komentarz

      btw. tyle o szkodliwości leków ale jak sobie poradzić z pacjentem z kwitnącą psychozą, który ma halucynacje słuchowe z imperatywami (głosy każą mu się zabić lub zabić kogoś), nota bene - śmierć i samouszkodzenia pod wpływem imperatywów są zazwyczaj dość drastyczne; oczywiście poradzić sobie będąc przeciwnikiem leków ?

      a co z majaczeniem ? jak wygląda przecież wiecie, "obiektywnie" (jak to zazwyczaj pisze pewien internauta) nie można stwierdzić badaniem obrazowym choroby, zostawić ? leczyć? to choroba? wolna wola człowieka? "reakcja na problemy" ?

  •  

    pokaż komentarz

    keynell@

    Leki psychotropowe dzieli się na wiele grup. Pisząc że tłumią, miałem na myśli leki psycholeptyczne, nigdzie nie napisałem że miałem na myśli psychoanaleptyki.

    "czy jest coś co nadużywane nie przynosi więcej szkód niż pożytku ?"

    Nie moja to wina że psychiatrzy używają psychotropów nagminnie, nawet wtedy spokojnie możnaby się bez nich obejść.
    Tak się składa, że z własnego podwórka znam osobę, której psychotropy nie pomogły, a wręcz zaszkodziły. Odwiedzając ją w szpitalu widziałem wiele takich osób...no ale dla ciebie to tylko dogmat.

    interwencja.interia.pl/news?inf=1210227

    •  

      pokaż komentarz

      więc mówienie o szkodliwości nadużywania akurat przy psychotropach jest manipulacją, bo w domyśle inne rzeczy nie szkodzą
      ps. miałeś na myśli leki psychodysleptyczne,choć ten podział jest już przestarzały, są neuroleptyki, które mają działanie aktywizujące i przeciwdepresyjne, które stosuje się również w depresjach (głównie lekoopornych)

  •  

    pokaż komentarz

    Człowiek obiektywny zaczerpuje informacji z wielu źródeł, a nie tylko jednego, które preferuje. Aby wypowiedzieć się obiektywnie n/t. psychiatrii, warto wziąć pod uwagę to co sami pacjenci mówią na jej temat. To co pisałeś wcześniej to tylko ładne słowa, prawda, jak zauważył już Dawid, jest inna.
    ps. Mój poprzedni wpis nie ma na celu niczego "dowodzić". Stanowi najwyżej jedną z wielu subiektywnych opinii n/t psychiatrii

    •  

      pokaż komentarz

      słusznie, ja swoją wiedzą czerpie z podręczników, czasopism naukowych, konferencji, internetu, znana jest mi tez perspektywa pacjenta, przez kilka lat pracy leczyłem i poznałem już kilkuset pacjentów, niektórych spotykam poza szpitalem, historię życia kilku z nich, którymi zajmuję się obecnie mam na świeżo, z większości rysuje się obraz taki, iż choroba wpłynęła negatywnie na ich życie, a leczenie u większości przywróciło ich do społeczeństwa, choć w różnym stopniu w każdym przypadku
      to co mówią utwierdza mnie w przekonaniu, że to co robię jest słuszne
      dodatkowo - w przeważającej większości, traktują psychiatrę jako przyjaciela, a nie wroga, i jest wdzięczna za umiejętne zajęcie się nimi w okresie zaostrzenia choroby, przychodzą też do poradni z własnej woli na okresową kontrolę

    •  

      pokaż komentarz

      Moim zdaniem problemy ludzkie, nawet tak poważne jak "nałogowe" patologiczne zbieractwo (czyli znoszenie do domu różnych przedmiotów ze śmietnika, aż w mieszkaniu te przedmioty piętrzą się pod sufit, nie można już wejść i pojawiają się prusaki), powinno się rozwiązywać/powinno się do tych problemów podchodzić inaczej, niż teraz. Teraz taką osobę się zamyka w szpitalu psychiatrycznym, obwieszcza, że osoba ta ma "schizofrenię" i szprycuje psychotropami. To niczego nie leczy, natomiast dosłownie pacyfikuje osobę, która jest przedmiotem do "zneutralizowania", robi się z niej niepełnosprawnego neurologicznie i przetrzymuje angażując sporo osób do opieki nad taką spacyfikowaną osobą, co niesie ze sobą znaczne koszty. Jeśli sprawa dotyczy młodej osoby, to potem, po wypuszczeniu takiej osoby wypłacana jest jej renta inwalidzka, bo osoba nie jest często zdatna do normalnej pracy już przez całe życie, gdy jest na psychotropach.

      Moim zdaniem problemy powinno się rozwiązywać inaczej - za pieniądze, które dziś inkasują psychiatrzy, szpitale psychiatryczne, firmy farmaceutyczne i pieniądze, które przez całe życie mają być wypłacane jako psychiatryczna renta, można by stworzyć inny model pomocy na problemy życiowe oparty o:

      1. Istnienie odpowiedników dzisiejszych szpitali psychiatrycznych, w których również byłyby oddziały zamknięte, bo niestety ale wydaje mi się to konieczne po to, że są osoby, które niestety są w tak złym położeniu, że pomóc może pewne przetrzymanie ich - np. osoba, która jest uzależniona od używek zaraz by chciała wyjść i dalej żebrać na ulicy na używkę. Taka osoba w zamknięciu by mogła otrzeźwieć, przemyśleć swoje życie. Podobnie osoby, które są agresywne. Ale decyzję o tymczasowym uwięzieniu podejmował by nie lekarz, tylko obecny na miejscu sędzia. Potrzebne byłyby zmiany prawne.

      2. Pozostałe oddziały takiego ośrodka byłyby oddziałami, w których osoby będące w trudnej sytuacji, konfliktowej sytuacji mogłyby, mogłyby znaleźć azyl, odpoczynek dla skołatanych nerwów, przerwę od kontaktu z osobami z którymi konflikt jest. Wszystko to, żeby osoba mogła trochę odzyskać równowagę psychiczną i żeby przerwać błędne koło traumy i interakcji z destrukcyjną sytuacją.

      3. W takich miejscach przede wszystkim odbywały by się zajęcia edukacyjne o tym, jakie są częste psychologiczne mechanizmy tego, co się z takimi osobami dzieje i jakie są drogi wyjścia z tego.

      4. Psychotropy nie wycofane nagle, ale nadal dostępne, ale w zdeeeeeecydowanie mniejszym zakresie. Stosowane tylko wyjątkowo i z jasną informacją, że jest to jedynie rodzaj niebezpiecznego narkotyku, który stara się oddziaływać na emocje.

      5. Rozwinięta praca specjalnych placowek socjalnych zamiast dzisiejszych typowych psychiatrów. Połączone to z telefonem zaufania. Pracownicy wykształceni w tym jakie są prawdziwe mechanizmy typowych tego rodzaju problemów, gdyż z doświadczenia wiem, że scenariusze drogi na tory psychiatryczne są do siebie często podobne. Tego uczyć tych pracowników socjalnych, zamiast wsadzać im do głowy mity o "schorzeniach" psychicznych... :( Tacy pracownicy socjalni powinni wyjeżdżać także w teren.

      6. Oddzielenie neurologicznych problemów zdrowotnych i przekazanie kompetentnym lekarzom.

      Być może ten wstępny szkic reformy psychiatrii okazał by się lepszy niż narkotyzowanie ludzi, którzy się zgłaszają, bo mają jakiś problem w życiu. Narkotyzowanie i robienie z nich niepełnosprawnych neurologicznie, a korzyść odnoszą psychiatrzy i firmy farmaceutyczne.

    •  

      pokaż komentarz

      @keynell:

      Nie chcę, żebyś był moim wrogiem, nie chcę nazywać Cię oszustem. Dlatego moja książka ma mieć tytuł "Psychiatria - Tragedia Niezrozumienia", gdyż nie chcę z góry twierdzić, że są to wyłącznie złe intencje.
      Jeśli Ty keynell masz dobre intencje, to kwestia polega na tym, żeby się zrozumieć, ponieważ cel jest wspólny - dobro. To nas łączy.

      Zatem zrozumienie może wypracować lepszy stan rzeczy.

      Powiem Ci keynell, że przyznam, ze jest prawdą, że sporo osób z diagnozami psychiatrycznymi robi właśnie tak, jak napisałeś powyżej - w gabinetach psychiatrycznych nie buntują się i "współpracują", chcą zażywać psychotropy. Tak rzeczywiście jest.
      Ale:

      - Zauważ, że chyba zdecydowana większość tych ludzi na początku swojego kontaktu z psychiatrią buntowała się przeciw niej. Rozmawiałem z wieloma takimi osobami i ta obserwacja się powtarza.

      - Z doświadczenia wiem, a uwierz mi, że rozmawiałem szczerze z niejedną osobą z diagnozą psychiatryczną, że często osoba chce siedzieć w psychiatrii ze względu na korzyść finansową - rentę i inne benefity wynikające z papierów o "chorobie psychicznej".

      - Zauważ, że te osoby, które się już mocno "zadomowiły" w psychiatrii, to osoby, które uciekają od problemów zyciowych. Nie mówią co tak naprawdę jest nie tak w ich zyciu. A powód zawsze jest i to często poważny i leżący na wierzchu. Jednak te osoby mają tendencję do ukrywania, nie mowienia o problemie. Za to zdecydowanie chętniej używają pojęcia-maski, jakim jest "jestem chory na głowę". Wiadomo bowiem, że dużo trodniej jest powiedziec o prawdziwym problemie, a nawet zdać sobie sprawę z niego, niż powiedzieć krótkie "mam schizofrenię", czego przeważnie nikt nie rozgrzebuje, jak by było w przypadku powiedzenia "mam problemy życiowe". Tego rodzaju problemy są często tak silne, że niosą ze sobą poważną traumę, przez co osoba silnie nie chce myśleć nawet o prawdziwym problemie, bo jest to tak bardzo bolesne. A często rozwiązanie takich prawdziwych problemów jest bardzo trudne, także łatwiej się po prostu naćpać i powiedzieć "jestem chory". Często się zdarza również że gdy taka osoba chce psychiatrze opowiedziec o tych prawdziwych problemach, to psychiatra ignoruje to, mówi wprost "nie mam na to czasu", uznaje za objaw "choroby" i odpowiada, że tabletka rozwiąże ten problem.

      - Poznając osobiście sporo osób z diagnozami psychiatrycznymi zauważyłem, że znaczna część z nich po prostu jakby jest uzależniona od tych zalegalizowanych narkotyków, podobnie jak od papierosów. Po prostu przypominają narkomanów. Slyszałem od znajomej, która sama tak robiłą, że do psychiatrów chodzą też narkomani po darmowe dragi, któtymi sie następnie odurzają. Tacy ludzie śmieją się za plecami psychiatrów, bo wiedzą jak łatwo wyciągnąć psychotropy od psychiatrów. Generalnym potwierdzeniem tej mojej obserwacji jest też treść dokumentalnego filmu "Chemiczny Spokój", w którym widzimy osoby, które same nawet przyznają, że antydepresant to dla nich narkotyk dla ubogich: http://www.youtube.com/watch?v=Pd68-8QS-4I

  •  

    pokaż komentarz

    "hmm, czyli mało poznane ciało leczymy a mózg już nie ? można i tak"

    Znowu to samo. Zobacz co napisałeś wcześniej:

    mózg jako narząd jest oderwany od psychiki (i duszy), jakby była czymś niematerialnym,a to przejaw (szczyt góry lodowej) procesów, które dzieją się w skali molekularnej i komórkowej (część góry, która jest pod wodą)

    Pośrednio sam przyznajesz że psychika (rózna od mózgu) nie jest tak dokładnie poznana jak narządy ciała.

    "akatyzja to objaw najczęstszy z tych wymienionych, ale to nie jest powikłanie, a przejściowy objaw niepożądany"

    Masz rację, zanika po odstawieniu neuroleptyku. (rzadko się zdarza aby zupełnie ustąpił, nawet po zmianie pigułek)

    "Późne dyskinezy (...) to zaburzenie zazwyczaj dość subtelne - np. skurcze mm. warg przy silnym zdenerwowaniu - innymi słowy koszmar, nie wart możliwości wyprostowania pozostałych aspektów życia u pacjenta"

    Bzdura. Wielu pacjentów wogóle nie może mówić (lub mówi niewyraźnie), ma problemy z chodzeniem, moczy się. Jakby kto miał wątpliwości niech odwiedzi najbliższy szpital psychiatryczny i przejdzie się korytarzem. Fakty są oczywiste.

    "obecnie leczy się nie dosyć, że dużo łagodniej..."

    Nie pierwszy to już raz, kiedy psychiatra posługuje się półprawdą, aby zatuszować wady farmakoterapii.
    Zobaczmy, co na ten temat powiedzą nam sami użytkownicy (poniższe wypowiedzi dotyczą 1-go z atypowych leków p/psychotycznych o nazwie m/narodowej "risperidon"

    "Taka jest prawda że lekarze szczególnie psychiatrzy nie informują pacjenta o skutkach ubocznych danych leków a jak pacjent się skarży na skutki uboczne to lekarze zwalają wszystko na chorobę co jest nieprawdą. Nie miałem duszności i bezdechów nocnych przed leczeniem tylko biorąc rispolept. To musi być skutek tego leku a nie choroby, bo ona sama nic mi takiego nie robiła"

    "Rispolept brałem przez 8 miesięcy w szpitalu, 6 mg na dobę, miałem stany koszmarnej słabości, drżenie nóg, nie mogłem usiąść, to jadłem posiłki na stojąco i chodziłem albo leżałem, bez sensu. Po miesiącu wzrok mi się rozmglił i pogorszył na widzenie w dal. Po dwóch miesiącach zaczeły się duszności i bezdech nocny. Spałem coraz krócej, tylko 5-6 godzin na dobę, strasznie raziło mnie światło. Miałem ochotę rozbić wszystkie lampy nocne na oddziale. Po 4 miesiącach stałem się ordynarny, wulgarny i agresywny dla wszystkich. Zaczęły się problemy alergiczne na jedzenie i pyłki, Zacząłem sikać do łóżka i zakładali mi pampersy. Po ośmiu miesiącach rodzina zabrała mnie do domu. Przestałem brać to świństwo i po 2 miesiącach te koszmarne dolegliwości rispoleptu dopiero ustały."

    "Biorę rispolept 2 mg i oprócz efektu zombie odczuwam deficyty intelektualne tzn. kiedyś zaskakiwałem wszystkich poczuciem humoru skojarzeniami a teraz czuję się jak umysłowy inwalida."
    http://www.eioba.pl/a76167/psychotropy_tylko_ciemna_strony_mocy
    Poniższe linki natomiast zawierają opinie na temat innych nowoczesnych leków, rzekomo bardzo bezpiecznych i zachwalanych przez samych pacjentów, nawet tych stosujących je od dłuższego czasu:

    http://www.youtube.com/watch?v=9VzMZX4nBz8
    http://www.youtube.com/watch?v=3V1hXhX26Gw

    •  

      pokaż komentarz

      btw. Odmienny problem stanowi wadliwy zapis w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego, zezwalający na faktyczne nadużycia:

      http://interwencja.interia.pl/news?inf=1210227
      http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090523/BYDGOSZCZ01/872260745

    •  

      pokaż komentarz

      1. "..zanika po dstawieniu neuroleptyku...", "..bzdura..", "..nie pierwszy to już raz,kiedy psychiatra posługuje się półprawdą..." - tak, moje kilkuletnie doświadczenia, które temu przeczą to pewnie halucynacja, prawda jest taka, że się za dużo naczytałeś a nie wiesz jak jest naprawdę (btw. z praktyki wiem,bo sam byłem świadkiem, iż większość objawów niepożądanych ustępuje samoistnie przy braku dalszego zwiększania dawki leku, a czasami trzeba jednak obniżyć)
      2. nlpz'ty też bezpieczne, w dodatku spora część dostępna bez recepty, mało to już było przypadków, gdy ktoś doznał po nich śmiertelnej agranulocytozy ? zaszkodzić można pierwszą z brzegu witaminą jeśli się ją będzie źle zażywało, każda substancja ma jakieś wady, a z drugiej strony znam przynajmniej kilkudziesięciu pacjentów, którzy leki sobie chwalą
      pojedyncze przypadki nie dowodzą niczego, a całościowo jest tak jak w procentach, do których nawiązałem w poprzednim komentarzu

    •  

      pokaż komentarz

      btw. a co to za "wadliwy zapis" w ustawie ? oświeć nas

  •  

    pokaż komentarz

    _"nie polecałam żadnego rozwiązania depresji, sama cierpiałam na depresję bardzo ciężką jako dziecko i bardzo się cieszę, że nikogo to nie obchodziło i nikt mnie nie "leczył" bo niestety znałam kilka osób, które były "leczone" jako dzieci i teraz ich życie to jeden wielki koszmar... ale nie wszystkich, bo część z nich już nie żyje

    nie twierdzę, że nie istnieje metoda, która pomaga, są ludzie którzy chodzą na psychoterapię i byli zadowoleni, cieszę się z tego, ja niestety nie trafiłam na nikogo, kto by mi w jakikolwiek sposób pomógł, wręcz przeciwnie mnie psychoterapia zaszkodziła.... uważasz, że nie powinno się mówić o problemach? że trzeba działać na zasadzie hurra optymizmu, bez żadnej krytyki?... ja tak nie uważam, jestem zdania, że pacjenci mają prawo do informacji o negatywnych skutkach ubocznych, mają prawo wiedzieć, jeśli terapia zagraża ich zdrowiu... lekarz to nie jest bóg, może się mylić, może lekceważyć dobro pacjenta, itp. itd.

    poza tym przysięga Hipokratesa nie przeszkodziła wielu lekarzom w wykonywaniu zabiegu lobotomii, nie zapominaj o tym"_

    Cytat pochodzi z :

    http://www.psychologia.apl.pl/forum/viewtopic.php?f=4&t=5234&sid=4c661bddc41cb512b7d1b36abf821066&start=45

  •  

    pokaż komentarz

    Rozne zachowania juz widzialem ale psychologia, psychiatria jest dla mnie jedynie pseudonauka pokroju okultyzmu. Czyli takie ch$$ wie co, ch$$ wie po co.

  •  

    pokaż komentarz

    z opisu ośrodka wnioskuję, że autor był na gliwickiej w Rybniku... chyba, że gdzieś tam w Polsce istnieją takie same kompleksy "psychiatryków" to sory....

  •  

    pokaż komentarz

    ...tymczasem DawidWarsaw przemawia na Placu Piłsudskiego...

  •  

    pokaż komentarz

    Z całym szacunkiem dla was. Macie prawo sobie gadać... ale ile k!!$a można... mozecie sobie pogadać na gg.

  •  

    pokaż komentarz

    Jestem ciekaw jakby Tusk sobie poradzil w takim szpitalu.

  •  

    pokaż komentarz

    W życiu nie przeczytałem tylu SMS-ów, ile tekstu znajduje się na tej stronie. O_o Ale tematyka ciekawa.

  •  

    pokaż komentarz

    DawidWarsaw... słyszałem że lubisz elektrowstrząsy, więc wrzuciłem elektrody do Twojego kaftanu, żebyś mógł baunsować podczas kiedy masz doświadczenia z psychiatrią.