Ostro... odebrałem to trochę jak atak na moją rzeczywistość... Może to czym się otaczam to też złudzenie? Czyli po głębszym przemyśleniu, nie ma rzeczywistości, bo nawet jak bym się uwolnił z mojego złudzenia(dotychczasowego życia) to i tak bym nie mógł być pewien czy to nie kolejne złudzenie. Wszystko teraz jest takie realne dlatego, że tak sobie wymyśliłem, dziwne. Trzeba się bardziej zastanowić nad tym filmem. Wcale nie żałuję, że poświęciłem na niego godzinkę, daje trochę do myślenia...
A Matrix pamiętasz? Pomiędzy strzelaninami i bieganiem po ścianach, było też dużo podobnej filozofii. Czym jest rzeczywistość? Jeżeli tym, co odbierają nasze zmysły, jak odróżnić sen od jawy. Nigdy nie dowiesz się, czy jesteś szalony.
Matrix tak... ale jeszcze nie za bardzo przejmowałem się przekazem, tylko filmem, oglądałem dla filmu a nie dlatego co ma sobą coś powiedzieć. No właśnie z tym szaleństwem to śmieszna sprawa, może teraz jestem szalony;>? I odpowiadając Tobie na komentarz odpowiadam dla kogoś wymyślonego, albo dla samego siebie. Można przyjąć, że "rzeczywistością" jest to co jest teraz, tak myśląc oczywiście oszukuje się siebie, ale przynajmniej tak jest najłatwiej, bo nie zastanawiając się nad tym czy się nie zwariowało można na prawdę zwariować, o ile wcześniej się nie zwariowało, ale pewnie też można zwariować w już wymyślonym zwariowanym świecie... Ciężko mi o tym teraz pisać po nocy bo nie mogę skupić myśli i trochę się plącze. "Wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą" więc okłamując swój mózg(właściwie to nie wiadomo czy mózgu nie wymyśliłem w swoim wymyślonym świecie) w końcu fikcje przyznaje się za realność? Sam już nie wiem;]
W bardzo podobnym klimacie, mogę polecić serial [The Prisoner](http://www.youtube.com/watch?v=s8VZs7aLJCo "Zwiastun") z 2009 roku (remake brytyjskiego serialu z 1967 roku).
-"You're not smart. You're not a scientist. You're not a doctor. You're not even a full-time employee. Where did your life go so wrong?"
-"You're not even going the right way, you should turn left before"
i tak najbardziej podoba mi sie
-"Have I lied to you?
"But there's no sense crying over every mistake.
You just keep on trying till you run out of cake.
And the Science gets done.
And you make a neat gun.
For the people who are still alive."
metafora życia w niewoli i niemożnosci wydostania się z tego sztucznego układu staje się jescze bardziej intrygująca gdy odkrywamy ,że nawet znając siebie i wiedząc o nim wszystko i tak nie da się z niego wydostać.Trzeba być genialnym żeby wyreżyserowac coś takiego:D
swietny film, podobnie zreszta jak ten nowy cube z lat 90. Gdyby telewizja polska puszczala tylko takie filmy to nie ruszalbym sie z przed tv :) Pozostaje jedynie niedosyt ze z lektorem :)
Z takich dramatow psychologicznych, polecam 12 gniewnych ludzi. Nieco mniej psychodeliczne, natomiast koncepcyjnie podobne :)
edit. Musi wejsc na glowna bo to jeden z najbardziej wartosciowych materialow jaki widzialem na wykopie!
A propos "12 gniewnych ludzi" - chciałabym polecić "12" Nikity Michałkowa - jest to autorska interpretacja, rzecz jasna formuła podobna, ale przeniesiona na współczesny, rosyjski grunt. Film jest dość długi (o ile pamiętam, trwa ponad 3 godziny), ale naprawdę warto.
Oglądałem ostatnio film o podobnym tytule czy wręcz takim samym, mianowicie chodziło o to, że ludzie zamknięci byli w takiej kostce z której nie było wyjścia a w każdym pomieszczeniu czekała pułapka, czy ów film to ten sam?
Jako ciekawostkę dodam jeżeli już wspomnieliście o filmie Cube to, to że reżyserem drugiej części był polak Andrzej Sekuła i nie było wielkiego rozgłosu jaki towarzyszy innym polskim reżyserom, którzy głównie idą na łatwiznę ekranizując lektury szkolne, w ogóle to u nas w Polsce jest jakieś zakichane kółko wzajemnej adoracji i wydaje mi się, że punktem jednoczącym jest udana miła współpraca ze służbami za czasów PRL.
Całkiem zły nie był, ale to niskobudżetowe SF z ciekawym pomysłem, niezłym rozwinięciem i marnym zakończeniem. W tym filmie też ktoś w pewnym momencie poszedł na łatwiznę. Reżyser jest polakiem? Ok, warte odnotowania, ale czy naprawdę jest się czym chwalić na świecie?
Troszkę przypomina "Coffee and cigarettes".
Nie sztuką jest rozj$!ać 300 samochodów, żeby dowiedzieć się, że zabójcą jest ogrodnik :) Piękno w prostocie. Polacy też mają genialne pomysły na film w swoim dorobku.
Wiem, że to nie lekcja języka polskiego, ale pokuszę się o interpretację- wydaje mi się, że główny bohater, może być w rzeczywistości osobą sparaliżowaną, w comie. Jeżeli tak, to szacunek dla reżysera, że podjął się ukazania tak skomplikowanych odczuć.
Teraz poproszę kogoś mądrego, żeby napisał, jakie znaczenie egzystencjonalne i wpływ na odbiór rzeczywistości, ma dżem truskawkowy dla w przypadku tego bohatera- za cholerę nie mogę złapać:)
Czy główny bohater jest wariatem, w śpiączce, martwy czy też po spożyciu narkotyku jest zupełnie nieistotne. Istotne jest to, że ten świat, którego nie może zaakceptować jest wszystkim, co aktualnie ma. To jest jego rzeczywistość. Paradoksalnie nie może jej zaakceptować gdyż jest ograniczony, ale nie przez sześcian, lecz wszystko to, co my uważamy za naszą rzeczywistość. Zabawne, gdyż pragnie się uwolnić z ograniczeń, a zarazem ich pragnie, gdyż są fundamentem jego rzeczywistości.
luki84 po co się kłócisz? sidhellfire dobrze radzi, żebyś najpierw zobaczył wykopny film i pomyślał czy ten co dodałeś jest podobnym filmem, nie patrząc na tytuł tylko to co sobą wnosi.
Eh, niedobre odruchy. Następnym razem postaram się unikać resztek szacunku do drugiej osoby. Ty natomiast zachowałbyś resztki twarzy i darował sobie komentarze tego typu, bo stać ciebie tylko na kompromitację.
no k#%!a, przecież piszę "dobranoc sympatyczny koleżko".
a poza tym wartościowość filmu nie jest cechą immanentną tegoż, tylko osądem subiektywnym. dlatego nie ma sensu orzekać o walorach estetycznych/ artystycznych dzieła, gdyż wynika to z niezrozumienia, czym są takie walory. nie są one obiektywnie przypisane do obiektów, jak np. masa czy temperatura i dyskusja na temat, czy jakiś film jest wartościowy, czy jest chłamem, jest dokładnie tak samo celowa, jak dyskusja na temat: jakiego koloru jest cyfra sześć. i tak nie zostanę zrozumiany, ale sobie to napiszę.
ps. nie lubię naciskać klawisza shift
Kąsa czachę. Gdyby było tak jak mówili, czyli co sobie zażyczysz to dostaniesz to bym tam chętnie zamieszkał. Nie oglądać tego pod wpływem czegokolwiek zakazanego lub alkoholu.
No i znów napisałeś coś co pasuje do twojej immanentnej cechy - głupoty. Pozwolę sobie odważnie stwierdzić, że film który zachęca do refleksji (a, którego nie raczyłeś obejrzeć, bo inaczej nie wyskoczyłbyś z owym komentarzem), jest jednak bardziej wartościowy dla, jakby nie spojrzeć homo sapiens w ogólnym pojęciu, czyli nie tylko z mojej perspektywy, w stosunku do filmu, w którym można podziwiać wymyślne metody krojenia równie płytkich, co wymyślonych bohaterów. Taka forma rozrywki na pewno znalazłaby uznanie w czasach średniowiecza. Zgaduję, że mamy teraz do czynienia z renesansem ciemnogrodzkiej mentalności, ale to żadne usprawiedliwienie. To nie jest mówienie jakiego koloru jest cyfra sześć, lecz stwierdzenie, że reprezentuje wyższą wartość niż cyfra 4. Owszem, zawsze możesz stworzyć system, w którym to może zostać uznane jako nieprawidłowość, ale musisz przyznać, że taki system liczbowy byłby naciągany i sztuczny, a jego użytkownicy naiwni.
Właśnie dlatego powinieneś zamilknąć i pójść spać, jak grzeczny chłopiec. Trochę pokory koleżko.
kochany koleżko, piszę do Ciebie z perspektywy poranka. otóż pozostaję przy swoim zdaniu, że nie można obiektywnie stwierdzić, które dzieło jest bardziej wartościowe pod względem artystycznym. z czystej ciekawości: ile masz lat? nie chcę Cię obrazić, po prostu mnie to ciekawi. pozdrawiam serdecznie !
Według mnie, ogólna powszechność tego, co przedstawia ten nowy Cube i wręcz przeciętność na rynku filmowym pod każdym aspektem, udowadnia nie tylko brak wyjątkowości, ale przede wszystkim wręcz zerową wartość na jakiejkolwiek płaszczyźnie poza rozrywkową. Ten właśnie wykop dotyczy refleksji na temat bytu, rzeczywistości, a nie zadumy nad tym, czy uda im się wydostać z labiryntu, oraz czy w następnym sześcianie ta postać zostanie pokrojona na plasterki, czy wybuchnie jak balon pod ogromnym ciśnieniem. I nie wyskakuj mi tutaj z wątkiem psychologicznym, bo te postacie są tak płytkie, że zwieracze ściska. 95% filmu można wyciąć, bo choć budżet pozwala osiągnąć niezłe efekty, to jednak zdjęcia nie zachwycają, a te 5% to krótki dialog, gdzie "ocalony" odpowiada na pytania (nie wiem która część, kilka ich było). Wiem, że to nawiązanie do życia człowieka, ale ekhm... tak to odkrywcze jak zagadka bodajże Sofoklesa- "Co chodzi na czterech nogach o poranku, dwóch w południe i trzech wieczorem?" Nie odpowiada na żadne nurtujące pytanie, ani nie zadaje żadnego dobrego pytania. Może i zachwyca, ale nie mnie.
Wnioskuję, że jestem twoim rówieśnikiem. Chyba, że te dwie cyfry, to nie rocznik, a wiek, wówczas gratuluję sędziwego wieku i obycia z internetowego medium.
Tyle ode mnie. Miłego dnia.
PS Tak odnośnie używania słów niepotocznych, to w poprzednim poście zwróciłem uwagę w czym można trwać, a w czym nie bardzo.
Reklamy Google