Powiązane (5)

  pokaż (3) 
  • Reklamy Google

  • adaszek +13  

    Teraz już jestem po studiach, ale pamiętam, że w liceum miałem frekwencję mniejszą niż 50% (wszystko usprawiedliwione - sam pisałem usprawiedliwienia za cichym przyzwoleniem rodziców i wychowawcy). Wagarowałem i to grubo. 90% moich ucieczek ze szkoły wiązało się z nauką na inne przedmioty, z których akurat był sprawdzian albo olewaniem przedmiotów, gdzie najzwyczajniej z nudów przysypiałem . I tak zakończyłem LO (i to nie byle jakie) ze średnią ocen powyżej 4,5 a z matematyki z pisemnej matury dostałem 6.

    Po 15 letnim dziecku widać już, do czego ma predyspozycje i potrafi wybrać to czym się interesuje, więc większy nacisk powinien być położony na profilowanie jego nauki.

    pokaż komentarz
    adaszek
  • lorak110786 +1  

    Zgadzam się w 100%. Nauka ogólna powinna być zakończona już na etapie gimnazjum. W liceum powinny być konkrety. Jeśli jestem w klasie mat-inf to od pierwszego roku szkoły średniej powinienem się uczyć matmy i praktykować podstawy programowania, a nie zakuwać daty na historii i wszystkie stolice świata na geografii.

    pokaż komentarz
    lorak110786
  • babangida +59  

    co za bzdury! jak ktos ma talent i zapal, zeby sie czegos nauczyc, to nie bedzie potrzebowal zadnych dodatkowych zajec. poza tym jak ktos chce byc jednoczesnie dobry z matematyki, fizyki, polskiego, biologii i przysposobienia obronnego to nie dziwie sie, ze nie ma potem na nic czasu. trzeba sobie wybrac przedmioty, ktore cie interesuja i sie ich uczyc, a reszte olac. wtedy mozna poswiecac na nauke 2h dziennie, a przez reszte czasu koncertowo sie op%#$!$!ac. ja tak robilem i nie narzekam, bo wyszedlem na tym bardzo dobrze.

    pokaż komentarz
    babangida
  • Blackbull +7  

    jak ktos ma talent i zapal, zeby sie czegos nauczyc

    Tak, dużo dzieci w wieku 10 lat ma zapał, by uczyć się samodzielnie angielskiego, jasne. To nie jest takie proste, trzeba jednak ten talent i zapał wykształcić.

    Tak do 15 lat trzeba jednak pokierować dzieciakiem.

    pokaż komentarz
    Blackbull
  • stachulec +15  

    @Blackbull
    niech zacznie ciapać w RPG-i po angielsku - w PT grałem ze słownikiem, tak się wciągnąłem w fabułę

    pokaż komentarz
    stachulec
  • Seb +1  

    ja wielki procent z mojego angielskiego posiadam z gier. po prostu komunikacja z graczami z innego kraju - wiadomo, wymagany angielski. poza tym zawsze tata dawał mi motywacje do nauki, co dodatkowo zwiększało chęć nauki. zawsze przy komputerze leżał słownik i gdy czegoś nie rozumiałem - szukałem. i tak bez specjalnego wkuwania i marnowania dzieciństwa mój angielski jest teraz na wyższym poziomie niż niejednego kujona z mojej szkoły.

    pokaż komentarz
    Seb
  • Blackbull +1  

    Jakoś nigdy nie chce mi się wierzyć, ze ktoś tekstami "where u from? cmon ppl! heal, fckin noob" się nauczył angielskiego.

    Czytacie sobie teraz chociażby Kinga w oryginale i rozumiecie większość opisów?

    pokaż komentarz
    Blackbull
  • ravicious +1  

    @stachulec

    "w PT grałem ze słownikiem, tak się wciągnąłem w fabułę"

    +1, granie ze słownikiem daje naprawdę duże korzyści. No ale teraz większość gier i tak jest po polsku.

    @Blackbull

    Ja akurat nie miałem na myśli MMORPG-ów ;-) Na pewno nie zostaniesz po tym mistrzem z angielskiego, ale jak byłem jeszcze w gimnazjum, to większość kartkówek "ze słówek" mogłem sobie odpuścić - wystarczyło przeczytać na przerwie przed lekcją, co będzie i nie pamiętam, żebym dostał mniej niż 5.

    pokaż komentarz
    ravicious
  • Blackbull +1  

    Muszę to wytknąć, ale granie w RPG po angielsku i zapamiętałe tłumaczenie słówek to raczej szczególny przypadek, nie oczekujesz chyba, ze chociaż 20% uczniów tak będzie się uczyć.

    pokaż komentarz
    Blackbull
  • XTas +209  

    Nie uczę się, bo trzymam kredens.

    pokaż komentarz
    XTas
  • Davn +94  

    A ja przed wczoraj ściszałem telewizor

    pokaż komentarz
    Davn
  • Jagiel +79  

    Ja trzymam fason.

    pokaż komentarz
    Jagiel
  • Mi3niosz +43  

    Wszyscy WON!

    pokaż komentarz
    Mi3niosz
  • Mete +36  

    uczysz sie tego piaty rok ! w szkole i na kursach i wszystko to jak krew w piach !

    pokaż komentarz
    Mete
  • fanvnf +8  

    nie uczę się, bo nie chce mi się.

    pokaż komentarz
    fanvnf
  • Farrel +15  

    Zostałem ninja

    pokaż komentarz
    Farrel
  • Everthus -1  

    @ MISSANGEL
    To nie tak szło- ucz się ucz, a zdobędziesz potęgi klucz. A jak zbierzesz parę kluczy, to zostaniesz woźnym!
    Nie uczę się. Testy hakuję emacsem przez sendmail.

    pokaż komentarz
    Everthus
  • misiafaraona -1  

    raczej ucz sie i pracuj a grab Ci sam wyrosnie

    pokaż komentarz
    misiafaraona
  • ludzik +7  

    Jak ma mi cos takiego wyrosnac z plecow http://bialczynski.files.wordpress.com/2009/09/11-grab_pospolity_000.jpg to p%%%!%!e, nie robie...

    pokaż komentarz
    ludzik
  • pietrzyk31 +4  

    @Mete

    ...ta, krew od razu...

    pokaż komentarz
    pietrzyk31
  • kficzol +4  

    Dlatego właśnie bardzo wiele osób coraz bardziej krytycznie nastawionych jest do prac domowych. Dziecko powinno uczyć się w szkole, a w domu wychowywać - nie na odwrót.

    pokaż komentarz
    kficzol
  • matips +4  

    Kolejny temat narzekania jak to jest źle w szkole. Żale kujon... uczniów kujących od rana do wieczora z przedmiotów, które ich "nie obchodzą". Rozwiązanie: zwolnić, liczyć, że się nie zostanie zapytanym i lać na to, co czego nie będziesz pisać na maturze.

    pokaż komentarz
    matips
  • kolesio +2  

    Tak na prawdę to przeładowanie uczniów nauką wynika z winy... rodziców. Nie mówcie mi, że winna jest szkoła która ma szeroką ofertę edukacyjną - choćby to były zajęcia typu malowanie palcem po szkle.
    To, że rodzić posyła swoje dziecko na pierdylion takich zajęć często przy sprzeciwie samego zainteresowanego to już nie wina szkoły.
    Analogia:
    Restauracja oferuje w menu np. 60 potraw. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zamawia na obiad wszystkich.
    W szkole jest ok 30-32 godzin zajęc obowiązkowych (Liceum). W dodatku są to godziny lekcyjne, więc wyjdzie ok 24-25 godzin zegarowych. Powiedzcie też szczerze, który uczeń rzetelnie uczy się przez te 45 minut lekcji.
    Nie twierdzę, że nauka w tym wieku nie jest dużym wysiłkiem, ale nie ma co tego porównywać do 40 godzinnego dnia pracy w firmie.

    pokaż komentarz
    kolesio
  • LegionPolski +1  

    Licem, w ktrórym jest 30-32h zajęć obowiązkowych? U mnie i wielu moich znajomych w szkołach w dwóch pierwszych klasach było po ~40h, a teraz, w klasie maturalnej - która powinna być chyba ukierunkowana na kształcenie do matury - 39h godzin. Nie zwalajmy więc tak do końca winy na rodziców, bo ten system też jest niespecjalnie dopracowany. Przeważająca większość lekcji została ślicznie nazwana "drawing classes" - są nauczyciele, którzy po prostu NIE POTRAFIĄ wyłożyć swojej wiedzy, nawet gdy ktoś jest zainteresowany przedmiotem. Nie piszę tego z punktu widzenia jakiegoś osła, który na lekcjach robi wszystko poza słuchaniem nauczyciela, tylko po prostu chodzi mi o to, że czasem naprawdę się nie da. Inna sprawa, że skoro mi przyda się matura z matematyki, geografii i angielskiego, to dlaczego mam marnować czas na lekcjach typu "Wiedza o Kulturze", gdzie tak naprawdę chyba nawet dla typowych humanistów żadnej ciekawej wiedzy nie ma... Po 8h w szkole ja czuję się nieco zmęczony, a później mam się jeszcze przygotowywać do matury? Próbowałem i może jestem za głupi, ale po całym dniu ta wiedza w ogóle mi nie wchodzi. Dobrze, że mam możliwość nauki geo/mat, na tych mniej przydatnych lekcjach, bo w innym wypadku po prostu nie wyobrażam sobie tego.
    Matury się nie mogę doczekać, bo każdy egzamin jest zawsze w moim przypadku zaskoczeniem (oceny średnie, bo szkołę się olewa, a sam egzamin idzie świetnie).
    Cool story bro? - tak, ale mam wrażenie, że jestem jedną z tych osób, których ten Wykop dotyczy. ;)

    Pozdrawiam.

    pokaż komentarz
    LegionPolski
  • Ryu +21  

    Jakie bzdury..... Najpierw ludzie wysyłają dzieci na pierdyliard pozalekcyjnych kursów, a później płaczą, że dzieciak ciągle ma jakieś zajęcia? Dorosły też może się zapisać na judo, karate, szydełkowanie, język francuski, suahili i kurs komputerowy, ale co z tego? Może Tusk powinien wprowadzić jakiś zakaz chodzenia na dodatkowe kursy powyżej półtorej godziny dziennie? Ciekawe czy jak siedzę przy kompie i przeglądam sobie różne ciekawostki poszerzające moją wiedzę to to się będzie liczyło, czy nie.

    pokaż komentarz
    Ryu
  • KochanekModeratora +13  

    Szkoda, ze juz nie mozesz skasowac tego komentarza. Tusk na pewno juz mysli coby tutaj nowego zakazac, w przerwie pomiedzy podnoszeniem podatkow.

    pokaż komentarz
    KochanekModeratora
  • CzerwonyKrasnal +19  

    Coś w tym jest. Znałem kolesia, któremu rodzice zaplanowali życie praktycznie co do sekundy. Każdego dnia po szkole leciał szybko a to na angielski a to na modelarstwo a to na inną pierdułę. W soboty i niedziele "ukulturalniał" się na koncertach muzyki poważnej i dokształcał na dodatkowych korepetycjach. Czasami wiadziałem jak dosłownie zasypiał na lekcjach z przemęczenia, było mi go naprawdę żal...

    pokaż komentarz
    CzerwonyKrasnal
  • le_vampire 0  

    z synka zrobili robota (zaprogramowane życie... wbrew jego woli)

    pokaż komentarz
    le_vampire
  • kixner +182  

    Ale to wina glupich rodzicow i w niewielkiej tylko czesci systemu.
    Nie oszukujmy sie, nawet jesli jest 7 godzin lekcyjnych dziennie, to w rzeczywistosci dzieciak uczy sie gora 4 - reszte sie op%$!!$%a - kto twierdzi inaczej zapomnial chyba jak bylo w szkole.
    A ze dzieci zapieprzaja na kursy tanca, dodatkowe lekcje jezyka, gimnastyki i szydelkowania to wina przerostu ambicji rodzicow.

    pokaż komentarz
    kixner
  • grajlord +128  

    A ja powiem, że to też wina systemu. Zamiast myśleć i kombinować, uczy się ludzi powtarzać. Czysto odtwórczo. To głupie, ale nawet na studiach zbyt często odnoszę wrażenie, że wciąż nie wiem, jak coś działa i co tu w ogóle robi, ale potrafię już to coś nazwać na kilka różnych sposobów.
    Sprawa druga to sposób przekazania nauki. Nudny, tandetny. Praktycznie 0 doświadczeń, niewiele multimediów, zajęć praktycznych. Tak naprawdę to nie wymaga kasy, tylko zaangażowania nauczyciela. Poza tym niedopasowany do zdolności umysłowych dzieci i młodzieży w różnym wieku. No sorry, ale: 7-latek: lekcja 45-minutowa, 18-latek: dla odmiany 45-minutowa. Bardzo dziwne godziny odbywania się poszczególnych typów zajęć: matematyka z samego rana albo wieczorem, wf na początku albo w trakcie. Jak już zahaczam o bhp, to przy okazji: plecaki po milion ton, niedopasowane ławki i krzesła, mróz (pamiętam medialną burzę w lokalnej prasie i tv po tym, jak ktoś w końcu ocieplił szkołę, która nagle okazała się zabytkiem PRLu. Teksty w stylu 'w kościele też jest zimno' były conajmniej smutne.)
    Trzecie: Nie możesz się skupić na tym, w czym jesteś dobry. Jeżeli rozwijasz swoje zainteresowania kosztem innych przedmiotów, jesteś często poniżany i krzywdzony przez oceny, a w efekcie problemy w domu. Wypada być dobrym ze wszystkiego, bo wszystko jest równie ważne. Potem na studiach okazuje się, że może i fajnie wiedzieć coś niecoś, ale jednak do niczego ci się to nie przyda. Po studiach pewnie okaże się podobnie.

    pokaż komentarz
    grajlord
  • deccan +97  

    @grajlord gówno prawda :P
    Nic tak nie uczy kombinowania, jak unikanie zbędnego zakuwania :P

    pokaż komentarz
    deccan
  • Blackbull +34  

    To siedź sobie 8 godzin nic nie robiąc, ale w stałej gotowości, czy po prostu niemiłosiernie nudząc się, myśląc jak zabić czas.

    Jak dla mnie produktywny wysiłek nie był tak męczący, jak to co było w szkole. Nie wspominając jak to obciąża psychikę wielu osób.

    W liceum 20h tygodniowo, by pewnie wystarczyło. Po jaką cholerę robić lekcje, na których nauczyciel dyktuje do zeszytów notatki? Po co są w takim razie podręczniki?!

    Wiele przedmiotów podstawowych, mogłoby się opierać na zajęciach raz na 2-3 tygodnie sprawdzających to co się uczniowie nauczyli i mobilizujących do nauki.

    To i tak będzie lepiej niż teraz. Teraz uczniowie siedzą na takim przedmiocie 1-2h tygodniowo tracą czas i nic, nic nie umieją, bo jakoś się uda do tego 30% uda się naciągnąć ściągając.

    Oceny w liceum nie mają ŻADNEGO znaczenia, nie trzeba mówić jak to jest demotywujące. Osoba powyżej 16 roku życia nie jest tak głupia, by uczy się dla numerka, który nic nie znaczy.

    pokaż komentarz
    Blackbull
  • zarcel +15  

    @Blackbull
    U mnie w klasie (2 lo) najwiekszę kujony uczą się dla numerka, nie dla wiedzy, np ostatnio jeden przeżywał, że ma 4 z religi, a nie 5.

    pokaż komentarz
    zarcel
  • grajlord +5  

    @werian89
    No ok, skoro wolisz marnować tyle czasu zamiast trochę pomarudzić, to już twoja osobista decyzja.

    pokaż komentarz
    grajlord
  • Treadstone +12  

    Ja dzięki moim wyrozumiałym rodzicom mogłem skończyć liceum z prawie samymi dwójami, frekwencją niewiele wyższą od wymaganego 50% i zachowaniem nieodpowiednim (przez brak usprawiedliwień; po prostu chciałem być szczery). I wiecie co? Nie żałuje ani jednej lekcji, na której nie byłem. Po cholerę tracić czas na np. biologię czy historię jeśli mnie to nie interesuje, uczyć się czegoś, co na pewno zapomnę, bo nie będe z tej wiedzy korzystał. W szkole średniej trzeba się skupić na tym, co zdajemy na maturze, a reszte p%%#%%%ić.

    pokaż komentarz
    Treadstone
  • wezsepigulke +28  

    @Blackbull

    W wieku 16lat ludzie dla numerka zrobilby wszystko, ze srednia 6.0 wlacznie :)

    pokaż komentarz
    wezsepigulke
  • kodw +4  

    Według mnie lepszym rozwiązaniem było by wprowadzenie wybierania przedmiotów, w sensie, każdy wybiera to czego chce się uczyć. Tak jest w IB ale tam to wybitnie zdolni tylko chodzą.

    pokaż komentarz
    kodw
  • Ryu +1  

    IB?

    pokaż komentarz
    Ryu
  • kodw +5  

    http://en.wikipedia.org/wiki/International_Baccalaureate - Międzynarodowa Matura. Polega na tym, że wybierasz sobie 6 przedmiotów, w których chcesz się szkolić i ich się uczysz.
    Jest to odpowiednik liceum. Nauka trwa 3 lata, ale w znacznie bardziej intensywnym stopniu.
    Po tym jak zdasz Międzynarodową Maturę masz możliwość nauki w uczelniach na całym świecie (oczywiście jeśli się dostaniesz). Aha, w IB wszystkie przedmioty oprócz j.pol wykładane są po angielsku.

    pokaż komentarz
    kodw
  • fraktalka89 0  

    W niektórych zwykłych liceach też można sobie wybierać przedmioty i specjalizacje, przynajmniej do pewnego stopnia. Przykład: http://www.2lo.gorzow.pl/index.php?u=opis.systemu&. System sprawdza się szczególnie w przypadku języków obcych - każdy po pewnym etapie może wybrać, czy chce się przez najbliższe 3 miesiące skupić głównie na słuchaniu, pisaniu, gramatyce czy może debatach.

    pokaż komentarz
    fraktalka89
  • buszi +2  

    Treadstone, a widzisz, wg. mnie jednak warto skorzystać z tego, że ktoś oferuje Ci możliwość darmowej(wiem, niemal darmowej) nauki. Może nie wykorzystam swojej wiedzy z biologii tysiąc razy w życiu, ale to, czego nauczyłem się w gimnazjum i liceum po części w głowie zostaje i naprawdę dobrze to wiedzieć. Wg. mnie wiedza z różnych dziedzin bardzo dobrze wpływa nie tylko na sam "poziom wiedzy", ale także rozwija kreatywność. Nie trzeba być we wszystkim ekspertem, ale warto wiedzieć choćby podstawowe rzeczy.

    Ostatnio bardzo przykry był przypadek matematyki: duża część ludzi jej nie zdawała, bo nie umiała/nie chciała. Mówili: "po co mi liczyć pochodne i znać pierwiastki wielomianu 4-stopnia". Nie trzeba ich znać. Ale matura podstawowa sprawdza nie tylko to! Prawda jest taka, że aby ją zdać wystarczy umieć absolutne podstawy - wiedzieć, czym są proste funkcje i czym jest funkcja kwadratowa(krzywo porównując). Większość tych, których "zacytowałem" wyżej nie potrafi najprostszych operacji matematycznych. Oszacowanie(powtarzam: zwykłe oszacowanie), ile to jest 30*25 albo 1,40zł + 2,75zł, potrafi sprawić im problem, z którym lecą do kalkulatora. Matematyka jest tylko jednym z przedmiotów, a jak wiemy - jest ich więcej, a sytuacja podobna.

    pokaż komentarz
    buszi
  • Sword +1  

    Co do IB Diploma Programme to poziom tych rozszerzeń tych przedmiotów jest bardzo miły. Polecam szczególnie przeczytanie programu Mathamatics Higher Level.

    pokaż komentarz
    Sword
  • kinlej +32  

    Szkoła? 45 minut dyktowania notatki do zeszytu której i tak trzeba było nauczyć się w domu na pamięć.
    Setki godzin najlepszych lat życia zmarnowanych na zaśmiecaniu pamięci kupą bezsensownych informacji które są mi teraz potrzebne jak ślepemu kalejdoskop a których i tak nie pamiętam.

    pokaż komentarz
    kinlej
  • dawidg +8  

    http://xkcd.com/519/ dobre podsumowanie...

    pokaż komentarz
    dawidg
  • Everthus +1  

    Ale fakt faktem, z tego co pamiętam (teraz studia) większa część mojej podstawówki to była jedna wielka nauka, brak czasu na wszystko i pełno zajęć dodatkowych.
    Przynajmniej w gimnazjum sobie odbiłem, uczyłem się dobrze z przedmiotów jakie lubiłem, jakie uważałem że mi się przydadzą (przydały się) na resztę jedynie w stopniu dostatecznym. W liceum było trochę więcej, ale zawsze organizowałem plan dnia w taki sposób, aby mieć też czas dla siebie.
    Nie pozwólmy, aby jakieś chore ambicje rodziców niszczyły bezlitośnie najlepsze nasze lata. Nie każdy ze wszystkiego jest orłem, a zazwyczaj ci z najwyższymi ocenami praktycznie nie mają życia poza szkołą. Później jeszcze dochodzi praca, sam mam problem aby zachować odpowiednie proporcje nauka / życie towarzyskie / praca. Nie bądźmy maszynami, trochę asertywności, na ch!% komuś np 5 z religii, tata dostanie orgazmu? (no chyba że za oceny się dostaje kasę).

    pokaż komentarz
    Everthus
  • MossadAttack +9  

    Wg mnie problemem jest to, ze kazdy nauczyciel traktuje swoj przedmiot jak swietosc. Fizyk nie toleruje faktu, ze ktos czegos nie umie, bo polonistka zadala juz 2 wypracowanie w tygodniu (a to dopiero czwartek). Tak samo polonistka nie uznaje nieprzygotowania z powodu korkow z chemii. Dodatkowo, pomimo tego, ze nie wyrabialismy sie z pr. domowa dowalali nam jeszcze kartkowki, czesto (wbrew regulaminowi) mielismy po 4 sprawdziany tygodniowo. Moze w innych szkolach bylo inaczej, ale ja w gimnazjum nie mialem prawie w ogole wolnego czasu.

    2-gim problemem jest sam system: dlaczego (bedac w liceum w klasie humanistycznej) musialem zawsze byc przygotowany na np chemie czy matematyke? Dlaczego oba te przedmioty nie roznily zawartoscia w stosunku do klasy o profilu mat-chem-fiz? Przeciez TEORETYCZNIE po to sa profile, zeby wybrac to co sie lubi i na tym sie skupic. Tymczasem w rzczywistosci trzeba bylo uczyc sie wszystkiego jak do tej pory + dodatkowa praca z wybranymi przedmiotami.

    Co do wysylania dzieciakow na zajecia pozalekcyjne: pokazac im mozliwosci do wyboru, zaplacic za 1-2 lekcje i jesli zlapie bakcyla to wysylac dalej, a nie zapisywac na to, co podoba sie rodzicom. Wg mnie jedynym sensownym "przymusem" jest angielski: w szkole sie go olewa, ale jezeli chce sie miec jakiekolwiek mozliwosci w przyszlosci to trzeba go znac. Mnie tez do niego przymuszali, wtedy tego nie rozumialem, ale teraz jestem im wdzieczny.

    pokaż komentarz
    MossadAttack
  • paulps +8  

    Jak bylem w 1 LO, nauczycielka od biologii dala nam egzamin z akademii medycznej ;]

    Do tego w 1 klasie mielismy nie jedna a trzy ksiazki do biologii. Razem byly grubsze od wszystkich pozostalych do innych przedmiotow.

    A jakie bylo zdziewko, ze po tygodniu nauki do egzaminu - patrzysz na niego i mowisz WTF ?

    To samo bylo z matmy, 2 zbiory zadan kazdy robil do egzaminu inaczej w ogole nie dalo rady zlapac 2 :]

    Zero problemow w domu, 2 zbiorki zrobione - spojrzenie na egzamin i znowu WTF :O Zadania nie wiadomo z jakiej uczelni tym razem.

    Po prostu nauczyciele ocipieli, wymagaja bardzo duzo - ale nie ma czasu zeby to ogarnac ;)

    pokaż komentarz
    paulps
  • Moscich +8  

    Mnie najbardziej denerwowało liceum. Człowiek wychodził z domu parę minut po 7, wracał parę minut przed 16, zjadł coś i siedział nad książkami do nocy. Przychodził weekend to też zamiast odpocząć to się uczyło. Najlepiej było sobie po prostu olewać i nie chodzić w niektóre dni do szkoły, żeby mieć więcej czasu żeby się pouczyć i to jest chore, bo autentycznie marnowało się czas siedząc w ławce, zamiast robić to co ma się aktualnie na karku..

    pokaż komentarz
    Moscich
  • hakeryk2 +4  

    Jestem w czwartej klasie technikum informatycznego i mam tygodniowo 39,5 godzin lekcyjnych (to "pół" to godzina wychowawcza) + zajęcia dodatkowe przygotowujące do matury na które z oczywistych powodów nie zostaje, a które jakby podliczyć dawałaby mi samemu 43,5 godziny w tygodniu. Gdyby doliczyć do tego jeszcze godzine nauki dziennie wychodzi 48,5 godzin, a jeszcze są zadania np z programowania bądź SOiSKu, które wymagają czasami przysiadnięcia na pare dobrych godzin. Jestem osobą dojeżdzającą, tak więc przeważnie z domu wychodzę o godzinie 7 rano, a wracam o 16-17. W domu czekają na mnie projekty, żeby się utrzymać finansowo na jakimś poziomie, gdy je kończe jest już późno i idę spać. Rzadko kiedy mam czas na naukę, stąd beznadziejne oceny i zagrożenia. Stąd pewnie też będzie nie zdana matura z matmy.

    Słowem konkluzji - na ostatnich lekcjach chce już popełnić samobójstwo. Teraz żałuję, bo wpajało się nam że technik może więcej po szkole, bo ma dyplom technika ... jednak prawda jest zgoła inna, nikt prawie na ten tytuł nie patrzy, a lekcji więcej. Cóż, cool story, jednak nieco pasuje pod wykop.

    pokaż komentarz
    hakeryk2
  • Blackbull +2  

    Wyobraź sobie, że ja na studiach mam tygodniowo 10h, na których muszę być, chodzę więcej, bo niektóre wykłady są po prostu ciekawe.

    A zawsze mówili, że na studiach to dopiero jest zapieprz, a właśnie, że nie, bo uczysz się konkretnych i ciekawych rzeczy i widzisz, że to ma jakiś sens.

    pokaż komentarz
    Blackbull
  • Ryu +3  

    @Blackbull
    uczysz się konkretnych i ciekawych rzeczy i widzisz, że to ma jakiś sens.
    Ciekawe.... Nie słyszałem jeszcze o kierunku studiów na którym nie ma kilku przedmiotów ,,z dupy," które nikogo nie interesują, każdy chce je po prostu odwalić na te 3. Tak na przykład na japonistyce musiałem sie uczyć podstaw prawa (no dobra... mnie to akurat interesowało, ale byłem wyjątkiem potwierdzającym regułę), albo podstaw integracji europejskiej.

    pokaż komentarz
    Ryu
  • kixner +3  

    Stary, jak ty uwazasz, ze nie zdasz matury z matematyki (dziecko w gimnazjum, ktore sie dobrze uczy da sobie rade), to ty sie po prostu nie nadajesz. Daj sobie spokoj.
    Przeciez do podstawy to wystarczy na lekcjach sluchac. Nic wiecej.

    pokaż komentarz
    kixner
  • Blackbull +2  

    Ciekawe.... Nie słyszałem jeszcze o kierunku studiów na którym nie ma kilku przedmiotów ,,z dupy," które nikogo nie interesują, każdy chce je po prostu odwalić na te 3

    A czy ja temu zaprzeczyłem? Po prostu tu masz kilka przedmiotów z dupy, a w liceum masz tylko kilka przedmiotów normalnych.

    pokaż komentarz
    Blackbull
  • hakeryk2 +2  

    @kixner
    W gimnazjum dowiedziałem się, że nie mam matury z matmy, to ją po prostu olałem i się nie uczyłem. Teraz mam ogromne braki z podstawki i cięzko mi zrozumieć jakieś wielomiany czy stereometrie ... no ale się uczę, choć mało czasu zostało. Błędy popełnia każdy :)

    pokaż komentarz
    hakeryk2
  • DawidOko +4  

    Teraz tak sobie myśle , że na czytaniu tych wszystkich komentarzy poświęciłem więcej czasu , niż na nauke w tym półroczu:D

    pokaż komentarz
    DawidOko
  • Nokja +4  

    Kiedyś usłyszałam od pewnej nauczycielki (w tech. informatycznym) "Gdybyś uczyła się historii przynajmniej pół godzinny dziennie to byś miała dobre oceny!" Każdy inny nauczyciel jest tego samego zdania... Miałam wtedy 15 przedmiotów (nie licząc wfu, religii ... ). Wobec tego powinnam codziennie poświęcać po pół godziny na każdy przedmiot, czyli łącznie 7 i pół godziny dziennie. Czyli: 8 godzin w szkole + 2 godziny dojazd do szkoły, domu + 7,5 godziny nauki = 17,5 na dobę pochłonięte przez naukę w tygoniu roboczym :)

    pokaż komentarz
    Nokja
  • juzwa +43  

    a zdajecie sobie sprawę, że ten cały system jest po to, żeby nauczyciele mieli gdzie pracować
    bo raczej po 17-18 latach pobytu szkole nie ma się nawet zwykłego porządnego fachu w rękach

    nie chodzi o ilość ale o jakość - żeby coś z tego było, przydało się życiu

    pokaż komentarz
    juzwa
  • PorucznikHucznik +96  

    a po studiach to rozumiem, ze na wiekszości kierunków masz super fach w ręku? Nie rozsmieszaj mnie.

    pokaż komentarz
    PorucznikHucznik
  • Uszatyy +51  

    Po ŻADNYCH studiach nie masz "fachu" w rękach. Co najwyżej możesz mieć w nich dyplom, a w głowie trochę wiedzy. Czy ta wiedza przydaje się w pracy i w jakim stopniu, to już inna sprawa.

    pokaż komentarz
    Uszatyy
  • tlusk +15  

    Kolejna teoria spiskowa: szkoła jest po to, by ktoś miał pracę.
    Chyba głupszej nie słyszałem :)
    Poza tym, ile jest przeważnie lekcji, koło 6-7 (po 45 min).
    Daje to więc około 30 h/tydzień. Fakt, że potem jeszcze wypada w domu popracować, życie.

    pokaż komentarz
    tlusk
  • oli +59  

    Zależy czy kończysz Wyższą Szkołę p%%##%$enia Farmazonów, czy jakiś uniwersytet/politechnikę i jesteś pasjonatem w tym co robisz.

    Wyższe wyższemu nierówne - teraz po liceum 90% zap##$#$#a na studia i niedługo będziemy mieli 50% magistrów w grupie roczników 89-9x. : P A pracodawcy już od dawna zwracają mniejszą uwagę na papiórek, a większą na umiejętności i doświadczenie.

    pokaż komentarz
    oli
  • Treskil +1  

    No no oli :D ja się nie zaliczam do tej Twojej grupy, a do magistra przynajmniej jeszcze 2 lata więc zluzuj z tymi przepowiedniami ;].

    pokaż komentarz
    Treskil
  • armiin +32  

    Nauczyciel żyje przekonaniem Mój przedmiot jest najważniejszy więc muszą go umieć na błysk i niech takim przekonaniem pójdzie większość belfrów i co ? No i mamy przesrane. Dziękuje.

    pokaż komentarz
    armiin
  • fanvnf +45  

    To jest ostro pop%$!!!$one !

    Wstajesz 6:30
    na 7:00 do szkoły
    8:00 - 16:00 szkoła
    16:30 - 18:30 - jakieś zajęcia dodatkowe.
    19:00 - jesteś w domu
    odpoczynek, kolacja i już 20:00
    prace domowe ( jutro 9 lekcji i z każdego przedmiotu może cię zapytać z 3 ost. lekcji, do tego jakiś sprawdzian z materiału z 2. ostatnich miesięcy)
    do 24:00 i tak nie zdążysz wszystkiego przerobić.
    W weekend nie ma czasu całkiem, cały czas ucz się, ucz i prace domowe, bo w poniedziałek sprawdzian z fizyki (z materiału od początku roku), i dwie kartkówki, do tego prezentacja na infe 40 slajdów i głupkowaty wiersz na polski.

    Dzień licealisty w % :
    szkoła - 38% doby
    zajęcia dodatkowe - 12%
    czas wolny - 3%
    prace domowe - 20%
    spanie - 27%

    pokaż komentarz
    fanvnf
  • c_u_k +35  

    @fanvnf
    Skończyłam liceum tylko i aż 3 lata temu, ale ani ja, ani nikt z kolegów nie miał aż tak dzikiego rozkładu dnia, żeby nie mieć wolnego czasu nawet w weekend. W trzeciej klasie odpadało kilka przedmiotów, jak religia (btw, w komentarzach na stronie jakiś maturzysta żali się, że musi napisać wypracowanie na religię, bo inaczej nici z piątki - ja się pytam: po co dorosłemu człowiekowi piątka z religii, przecież chyba nie po to, żeby ucieszyć rodziców jak to było w podstawówce), historia, wos - oczywiście to dlatego, że byłam w biol-chemie, ale inni mieli mniej ścisłych przedmiotów. Jeśli dużo zajmują Ci zajęcia dodatkowe, po prostu je rzuć, trzeba się uczyć, ale trzeba też szanować siebie, swoje zdrowie i fakt, że jest się młodym. Bez żadnych zajęć dodatkowych przez lata licealne dostałam się tam, gdzie chciałam, większość mojej klasy też, polegli tylko ci, którzy olewali naukę szkolną. To przeświadczenie, że szkoła nie wystarczy, jest przeważnie mocno przesadzone.

    pokaż komentarz
    c_u_k
  • Tedeward +5  

    @fanvnf - No to ja chyba nie chodziłem do liceum.

    pokaż komentarz
    Tedeward
  • kravi93 +13  

    @fanvnf: nie trzeba być prymusem ze wszystkich przedmiotów. Skoro jesteś na biochemie i wiesz już, że z tym chcesz wiązać przyszłość, to po co zakuwać niezwiązane z tym przedmioty na piątkę? Jestem na mat-infie i szczerze odpuszczam sobie np. historię, bo nie wiem, do czego może mi się kiedyś przydać znajomość mapy starożytnej Grecji wraz z tymi wszystkimi cudacznymi nazwami. Można zaliczyć takie przedmioty na 2 i spać spokojnie.

    pokaż komentarz
    kravi93
  • Tuathla +9  

    fanvnf zmarnowałeś swą młodość!

    pokaż komentarz
    Tuathla
  • KisielBB +2  

    jestem w pierwszej klasie LO i tylko raz kończę o 16, ale idę wtedy na 10

    Coś jest nie tak? :|

    pokaż komentarz
    KisielBB
  • blackfoot -2  

    Nie umiesz sobie zagospodarować czasu?

    pokaż komentarz
    blackfoot
  • fsh +9  

    @fanvnf
    W liceum spalem na lekcjach, odpisywalem zadania na przerwie a w domu uczylem sie moze z 1h tygodniowo+3h kursu rysunkowego - zaliczylem rozsz. fiz/mat na ponad 80% i dostalem sie na wymarzony kierunek na polibudzie - widac nie trzeba tyle czasu spedzac na nauce (:

    pokaż komentarz
    fsh
  • malaDZIEWCZYNKA +6  

    fanvnf - Chodziłam do podstawówki, liceum, skończyłam studia. Do geniuszy nie należę ale miałam przyzwoite wyniki w nauce i jakoś nie przypominam sobie abym w jakiejkolwiek szkole musiała pracować ponad siły. Owszem bywały cięższe tygodnie kiedy uczyłam się do późna, ale jednak przez większość czasu miałam luz i po szkole obijałam się z koleżankami na milion sposobów.

    Pomyślałam że może czasy się zmieniły, przeprowadziłam więc badania na podstawie planu lekcji I LO w Łodzi (podobno najlepsze w mieście albo jedno z najlepszych) i:
    - w pierwszej klasie uczniowie spędzają w szkole 35 h 40 min tygodniowo z czego 28 h 30 min na nauce a 7 h 10 min na przerwie
    - w trzeciej klasie jest już luźniej. Uczniowie spędzają w szkole 26 h 30 min tygodniowo z czego 21 h na nauce a 5 h 30 min na przerwie.

    Także wydaje mi się że nie ma dramatu. Przeciętny pracownik spędza w pracy 40 h tygodniowo i ma w tym czasie 1 h 15 przerwy (15 minut dziennie). Do tego ma 4-5 tygodni wakacji w ciągu roku (uczniowie mają ponad 2 miesiące wakacji i 2 tygodnie ferii). Poza tym dorośli mają jeszcze masę obowiązków po pracy o czym przekonasz się gdy wyprowadzisz się od rodziców. A jak będziesz mieć dzieci to obowiązków jeszcze ci przybędzie.

    Nasuwa mi się pewien (podły) wniosek: skoro teraz jest źle to wiedz, że będzie jeszcze gorzej :)

    pokaż komentarz
    malaDZIEWCZYNKA
  • gruchacz +9  

    @fanvnf

    Mój dzień, czyli gimnazjalisty (3. rok) - wybrałem ten z największą liczbą lekcji:
    7.15 pobudka
    8-14.30 szkoła
    15-16 obiad + chwila luzu
    16-16.20 zadania domowe plus nauka
    16.20-23 wolne
    średnia z półrocza 4,7

    dziękuję, dobranoc

    Nie przesadzajmy, jak byłem w podstawówce, nasłuchałem się od starszych kolegów ile oni w gimnazjum mają roboty, przyszedłem do gimnazjum luzy, teraz wybieram się do techikum najlepszego w mieście i też słucham jak to oni mają ciężko, ile roboty, pójdę i coś czuję, że mój dzień będzie wyglądał podobnie do mojego schematu wyżej ;)

    pokaż komentarz
    gruchacz
  • aleosochozi +2  

    ^ spam (gangsters)

    pokaż komentarz
    aleosochozi
  • zarcel -3  

    @gruhacz
    Z pełnym szacunkiem wobec Twojej osoby myśle, że nie powinieneś się wypowiadać w tym temacie, jako że poziom gimnazjów jest tak niski, że naprawde średnio rozgarnięta osoba poradzi sobie jak chce bez nauki. W liceum już tak dobrze nie ma. Na studiach tym bardziej.

    pokaż komentarz
    zarcel
  • aleosochozi +3  

    @septicflesh: widać nie byłeś w technikum, łatwiej nie ma, wręcz trudniej, program ten sam + dodatkowe przedmioty
    80% mojej klasy poszło na studia, mamy uprawnienia sepowskie, połowa ma dyplom technika i wszyscy mają miesięczną praktykę, więc większą szansę na znalezienie dobrej pracy na czas studiów + lepsze szanse na utrzymanie się na studiach tego samego kierunku, lub drugi zawód po skończeniu studiów innego kierunku
    zmarnowany rok? zależy... dla większości to po prostu rok mniej chodzenia do "pośredniaka" ;) kiedyś oznaczał też rok w wojsku dla tych którzy na studia się nie udają

    pokaż komentarz
    aleosochozi
  • komar- +3  

    @zarcel
    Informacja nieprawdziwa. Kolejny mit do obalenia. Jeśli ktoś jest ogarnięty, to jak sobie radził w gimnazjum, to i poradzi w LO przy minimalnych nakładach.

    pokaż komentarz
    komar-
  • CDIV 0  

    @gruchacz
    Podoba mi się Twoje podejście. Starsi młodszym próbują wkręcać, jak to na dalszym etapie nauki będzie ciężko, że przejście kolejnej szkoły jest heroicznym wyczynem, a to wszystko gówno prawda. Przecież mnóstwo ludzi kończy szkoły i jakoś żyje. Trzymaj tak dalej i nie przejmuj się, jak Cię będą straszyć.

    Sama skończyłam takie liceum, że samo wspomnienie o nim budzi postrach w moim mieście i jakoś to przeżyłam. Zdarza się nawet, że studenci z mojego roku i miasta, jak usłyszą, do której szkoły chodziłam, patrzą na mnie, jakbym co najmniej wróciła z Iraku. I to już jest śmieszne - przecież nawet w najlepszej szkole w mieście uczy się według tej samej podstawy programowej, co w innych szkołach, a postawa programowa jest tak opracowana, żeby większość dała sobie z nią radę.

    (Kto się uczył w Łodzi, na pewno słyszał o I LO)

    pokaż komentarz
    CDIV
  • emiks +9  

    A mój dzień teraz wygląda tak:
    7:00 - 5:00 - o! ku%^a sesja !
    5:01 - 6:59 - sen i inne przyjemności

    pokaż komentarz
    emiks
  • Ryu -1  

    @CDIV
    Chodziłaś do Kopernika?! RIZPEKT!

    pokaż komentarz
    Ryu
  • mart3112 -1  

    Sam wiem coś o tym 60-70% rzeczy jest niepotrzebna lekcja chemii wygląda jak lekcja religii nie widzimy tego ale uczymy np. łączeń atomowych których 99% osobom to się nie przyda w życiu. Matematyka wygląda że się robi jakieś durne zadania np. z x i y bo oczywiście idąc do sklepu prosimy x pomarańczy i kilogram jabłek za y zł. Historia od podstawówki do technikum wygląda podobnie tylko więcej dat bo każdy musi wiedzieć w jakich latach panował władca z innego dzisiejszego kraju. Można wymieniać i wymieniać ale po co.

    pokaż komentarz
    mart3112
  • malaDZIEWCZYNKA 0  

    mart3112 - akurat tak podstawowe zagadnienia z matematyki jak równania to się w życiu przydają. Np. możesz sobie wyliczyć czy faktycznie zyskujesz na podwyżce pensji z X zł na Y zł przy inflacji Z%, czy też szef cię najzwyczajniej w chu!@ robi :) No a bez równań niestety cieszysz się z tych 100 zł podwyżki choć tak na prawdę jesteś np. 50 zł w plecy.

    pokaż komentarz
    malaDZIEWCZYNKA
  • ilmash +12  

    ogólnie strasznie bzdurny post...prawdziwa nauka zaczyna się na studiach (opowieści o studentach, którzy się nie uczą a zdają można między bajki włożyć) a tam nikt nikogo nie zmusza żeby poszedł

    przez całe technikum (ukończone z tytułem "technik elektronik") nie wiem czy kilka godzin by się w sumie uzbierało jakie przeznaczyłem na naukę bo po prostu olewałem przedmioty zbędne...nigdy nie lubiłem i lubił nie będę historii czy całej martyrologii jaką nas katowali przez rok, podobnie nie jest mi potrzebna wiedza o zbiorach kukurydzy w usa czy o tym z jakich elementów składają się kolumny w stylach korynckim lub jońskim. mam za to wiedzę matematyczną, it oraz techniczną, znam całkiem nieźle angielski (uczyłem się praktycznie sam, w technikum nigdy nie zrobiliśmy nic ponad 3 podstawowe czasy)...czego mi brakuje do życia w porównaniu do tych, którzy uczęszczali na lekcje śpiewu?

    pokaż komentarz
    ilmash
  • Snejk +6  

    Znam wielu studentów, studentek, które może nie, że od razu się nie uczą, ale poświęcają na studia minimum czasu nauki i zdają z nie wielkimi problemami. I chodzi mi o studia dzienne. Co do systemu nauczania, to może powinien wreszcie ktoś iść z postępem czasu i tym dzieciom uatrakcyjnić trochę ten system nauczania? Fizyka, czy chemia bez ciekawych doświadczeń nigdy nikogo nie zainteresuje, chyba że rodzice dzieci uczących się tego przedmiotu miały kiedyś ambicje na to aby stać się wielkimi fizykami i realizują swoje marzenia na swoich dzieciach. My mamy w końcu XXI w, więc mogliby w końcu trochę włożyć w tą edukacje więcej poświęcenia. Laptopy takie do szkoły można by było kupić jakieś używane już za jakieś 200-400 zł i na pewno by się przydały w szkołach. Dzieci by potrafiły same wyszukiwać informacji, zamiast nosić stos książek, wymienianych co kilka lat przez MEN, na które rodzice wydają nie małe wcale pieniądze. Wiadomo, komputer to nie książka, no ale powiedzmy szczerze, że powinniśmy iść trochę z biegiem techniki, tak jak kiedyś modne były teatry, teraz większość ludzi woli oglądać filmy i nic w tym złego, bo jeżeli są jakieś naprawdę ambitne to nie wydaje mi się żeby mniej przekazywały wartości niż np. sztuka o podobnej tematyce. Oczywiście mogę się mylić;P

    pokaż komentarz
    Snejk
  • sabusro +5  

    będziesz fałszował przy ognisku i piwku ze znajomymi xO

    pokaż komentarz
    sabusro
  • CDIV +8  

    Ja, gdy porównuję to, ile robiłam w szkole, a ile robię na studiach, dochodzę do wniosków, że na studiach właściwie nic nie robię. (Studia dzienne, stypendium naukowe, poważnie rozważam doktorat)

    pokaż komentarz
    CDIV
  • Pivoo +46  

    (opowieści o studentach, którzy się nie uczą a zdają można między bajki włożyć)

    Na trudnych kierunkach trzeba się uczyć. Ale prawda jest taka że jest pełno kierunków na których wystarczą minimalne nakłady sił żeby zdać. Prawda - nie ma studentów którzy się nie uczą, ale są tacy którzy uczą sie dopiero kiedy minie czas zaliczeń i jest już po wszystkich pierwszych terminach. To jest taki odsiew przedmiotów których nauka byłaby tylko stratą czasu - skoro można dostać wpis za nic (czasami dostaje się wpis od ręki, egzamin/kolokwium jest zbyt proste żeby się nim przejmować, albo da się ściągnąć). Ja studiuje na dwóch kierunkach, jeden na politechnice, drugi na akademii ekonomicznej, oba dziennie. Taktyka:

    1. Wykorzystać 2 nieobecności, jeśli da się wkręcić wała że przedmiot koliduje z innym z drugiej uczelni - można opuścić więcej zajęć, ale nie więcej niż połowę.
    2. Nie prowadzić zeszytów - ewentualnie można z technicznego przedmiotu - reszte kserować.
    3. Na wykłady chodzić tylko i wyłącznie kiedy wiadomo że bez nich trudno będzie zdać egzamin - wtedy można prowadzić zeszyt.
    4. Reszte wykładów olać i pojawić sie TYLKO na kolokwium zaliczeniowym/egzaminie.
    5. Przygotowanie do kolokwiów - robiąc ściągę można sie wystarczająco dużo nauczyć. Ewentualnie przejrzeć notatki jeśli przedmiot nazywa się psychologia/marchendising/filozofia/unia europejska czy inny tego typu shit. Jeśli widać że wykładowca jest luźny - usiąść obok przygotowanego kolegi/koleżanki. Na każde kolokwium TRZEBA się uczyć, ale im mniej tym lepiej - jeśli satysfakcjonuje cię 3. Mi się zazwyczaj udaje - nauka na jedno kolokwium trwa do półtorej godziny - jeżdząc w autobusach. Łącznie 3 przejazdy busem na jedno kolokwium.
    6. Jeśli to test wyboru - liczyć na szczęście. Mnie jeszcze nie opuściło.
    7. Jeśli to wyjątkowo trudny egzamin/kolokwium z wyjątkowo ostrym prowadzącym - jedyny sposób to uczyć sie minimum 2 dni. Taki przedmiot pojawia się zawsze conajmniej raz na semestr.
    8. Prawo wielu terminów - jeśli dostaniesz 2 z pierwszego, ucz się na drugi tego samego. Jeśli nie zdasz drugiego, ucz się wszystkiego. (odnosi się do przedmiotów technicznych)
    9. Jeśli to opisówka i nie znasz odpowiedzi na pytanie - pisz wszystko co wiesz naokoło tematu. Im więcej tym lepiej. Czasami można dostać pół pkt.
    10. Prace i projekty do przygotowania na zajęcia - najgorsze co może być. Trzeba nad tym troche posiedzieć. Im mniej tym lepiej. A jeszcze lepiej poczekać aż ktoś inny skończy i zobaczyć jak miał. Termin oddania pracy jest elastyczny, można go naginać. Ostatnim dniem terminu jest ostatni dzień sesji. Zawsze.
    11. Najważniejsza zasada - Nikt nie wyleje studenta >3 roku. Nie istnieją tacy okrutni ludzie. Przy x terminie każdemu mięknie serce.

    Pewnie mógłbym znaleźć jeszcze więcej podejść taktycznych, ale to chyba wystarczy do wesołego studiowania. Korzystając z tych rad, można zdać większość przedmiotów w pierwszych terminach, ale trzeba się liczyć z tym że stypendium naukowe przepada, chyba że jest się wyjątkowo zdolnym i inteligentnym człowiekiem.
    To jest plan minimum, który zakłada naukę tylko w czasie sesji, plan w którym liczba "3" odgrywa znaczącą rolę. Główne założenie tego planu to minimalizacja kosztów - maksymalizacja zysków. Nie tracisz czasu, a masz zaliczenie. Najważniejsze to nie stresować się, stres zabija. Znam ludzi którzy robią jeszcze mniej niż ja i zdają - z tym że ja zdaje w pierwszych terminach, najdalej w drugich, a oni męczą się co konsultacje.

    pokaż komentarz
    Pivoo
  • CDIV +31  

    Wersja dla >4,5

    Chodzić na zajęcia i wykłady, uważać na nich i robić notatki, czytać, co jest do przeczytania (najlepiej w środkach komunikacji miejskiej i w czasie okienek). Dobra, a gdzie tu jest op#$#%!!anie? Po zajęciach.

    Większość rzeczy pamięta się z wykładów i ćwiczeń. Kiedy inni ryją do kolokwium, masz wolne. Wystarczy, że przejrzysz notatki w autobusie. Kiedy inni ryją całą sesję, na dwa dni przed egzaminem zaczynasz przeglądać notatki. Masz własne notatki, więc nie musisz się zastanawiać, o co w nich chodzi. Większość rzeczy umiesz z zajęć, notatki są po to, żeby je sobie przypomnieć. Jeśli przedmiot wymaga myślenia, to inni panikują, że nic nie rozumieją. Ale ty nie masz takiego problemu, bo słuchałeś wykładowcy i czytałeś to, co kazał. Kiedy oni starają się dziwnymi sposobami (bo przecież nie przeczytają tego rozdziału z książki, który psor kazał przeczytać, i gdzie wszystko jest wytłumaczone) załapać, o co chodzi, masz wolne. Aha, jeszcze jedno. Oni jadą na trójach, a ty dostajesz stypendium.

    Tak naprawdę w ten sposób nie poświęca się więcej czasu na naukę od trójkowiczów. Po prostu lepiej się ten czas wykorzystuje. Na ćwiczeniach i tak wszyscy siedzą, ale jedni gapią się w sufit, nie słuchają i zajmują się pierdołami, a inni uważają, są aktywni, jak czegoś nie rozumieją, to zadają pytania* i po wyjściu z ćwiczeń praktycznie wszystko umieją. Potem jest tylko krótka powtórka do kolokwium.

    Oczywiście na cięższych kierunkach studiów na pewno trzeba poświęcić na samodzielną naukę więcej czasu, ale podstawa jest taka, żeby uczyć się przede wszystkim w tym czasie, w którym ktoś nam właśnie usiłuje coś wbić do głowy, i w którym i tak już gnijemy na uczelni.

    *Jak ja kocham, jak wykładowca pyta, czy są jakieś pytania i czy ktoś czegoś nie rozumie i nikt się nie odzywa, a po zajęciach znajduje się grupka malkontentów, którzy narzekają, że nic nie rozumieją.

    pokaż komentarz
    CDIV
  • weegee +18  

    Kuźwa...Boli mnie to co napisała CDIV, bo ma świętą rację. Sam też tak robiłem przez dwa pierwsze lata studiów, kiedy byłem jeszcze w kraju. Ale zaczęły się wyjazdy, indywidualny tok studiów, studia za granicą i co? I teraz właśnie jest trzecia w nocy a ja skaczę po wikipedii i innych stronkach, żeby przygotować się na dwa egzaminy, które mam jutro, tfu dzisiaj. mam listę zagadnień i nie za bardzo wiem co z niektórymi zrobić, bo są tak obszerne, że nie mam pojęcia, co jest w nich najważniejsze. Dodatkowy problem jest taki, że notatek z przedmiotów nie mam, bo moi znajomi są zbyt leniwi, żeby je robić, a nie mam kontaktu z ludźmi, którzy pewnie jakieś mają.
    Ech, gdzie te czasy kiedy się miało własne notatki i tylko przed egzaminem się je przeglądało, żeby sobie przypomnieć rzeczy, które się znało i rozumiało :/

    pokaż komentarz
    weegee
  • aleosochozi +68  

    o współczuję ci weegee :| pewnie nie masz nawet sekundy żeby zajrzeć na wykop :/

    pokaż komentarz
    aleosochozi
  • weegee +34  

    @aleosochozi
    fuck, znowu to zrobiłem :/

    pokaż komentarz
    weegee
  • kivol +3  

    Stosuję technikę by Pivoo sprawdza się znakomicie :D przynajmniej na naszej wspólnej polibudzie (strzelam, że Gliwice ;P) szkoda tracić czasu na naukę, gdy impreza huczy za drzwiami ;) z wielką chęcią stosowałbym program CDIV, ale cóż jestem za leniwy, żeby wstawać o 8 na zajęcia, a i tak na wykładach z samego rana przysypiam i lawiruje czołem na autopilocie 5 cm nad blatem ławki - byle nie zasnąć :> co nie zmienia faktu, że pierwsze dwa semestry dość regularnie uczęszczałem na większość wykładów, teraz chodzę tylko na "smaczki" resztę olewam, od marca zaczynam 2 kierunek więc zobaczymy jak będzie, choć nie spodziewam się jakichkolwiek trudności ;D

    pokaż komentarz
    kivol
  • Blackbull +4  

    2. Nie prowadzić zeszytów - ewentualnie można z technicznego przedmiotu - reszte kserować.
    3. Na wykłady chodzić tylko i wyłącznie kiedy wiadomo że bez nich trudno będzie zdać egzamin - wtedy można prowadzić zeszyt


    Po co w ogóle to robić? Techniczny przedmiot i własne notatki to jest jasne, ale po cholerę robić notatki ze zwykłego przedmiotu? Mamy przecież podręczniki, żeby nie trzeba było tego robić, ba, często autorem podręcznika jest osoba, która dyktuje notatki.

    pokaż komentarz
    Blackbull
  • komar- +8  

    A co powiecie na taki system:

    -Idziesz na studia, które cię bardzo interesują i będziesz tam robił rzeczy które uwielbiasz. Jeśli od dzieciaka interesowałeś się medycyną, czytałeś artykuły o tym, czytałeś książki, itd. idziesz na medycynę. Gdy w LO śmiałeś się z poziomu matematyki, a matura rozszerzona to dla ciebie był banał i to lubisz, idziesz na polibudę itd.
    -Robisz to co jest dla ciebie ciekawe.
    -Nie masz z tym problemu.
    -Łatwo idzie ci nauka.

    Zauważyłem, że część ludzi włącza system "studia być muszą!", a potem się męczą i kombinują. Mój system to wyklucza...

    pokaż komentarz
    komar-
  • Pivoo +2  

    Po co w ogóle to robić? Techniczny przedmiot i własne notatki to jest jasne, ale po cholerę robić notatki ze zwykłego przedmiotu? Mamy przecież podręczniki, żeby nie trzeba było tego robić, ba, często autorem podręcznika jest osoba, która dyktuje notatki.

    Masz racje, to właśnie miałem na myśli, ale źle to ująłem :P

    A co powiecie na taki system:

    _-Idziesz na studia, które cię bardzo interesują i będziesz tam robił rzeczy które uwielbiasz. Jeśli od dzieciaka interesowałeś się medycyną, czytałeś artykuły o tym, czytałeś książki, itd. idziesz na medycynę. Gdy w LO śmiałeś się z poziomu matematyki, a matura rozszerzona to dla ciebie był banał i to lubisz, idziesz na polibudę itd.
    -Robisz to co jest dla ciebie ciekawe.
    -Nie masz z tym problemu.
    -Łatwo idzie ci nauka.

    Zauważyłem, że część ludzi włącza system "studia być muszą!", a potem się męczą i kombinują. Mój system to wyklucza..._

    No to chwała ci za to. Ale jest część ludzi, ludzi takich jak ja, którzy bardzo lubią 'studiować', ale nie lubią się uczyć. Zwiedziłem juz 4 kierunki na 3 różnych uczelniach, a jestem tylko rok w plecy. Nie powiem, na każdym było coś interesującego. Teraz ciągne dwa z tych 4 kierunków i jest ok. Oba są w miare ciekawe. Ale żeby było to moje życiowe hobby? Żebym oddawał się nauce?
    Moje główne zainteresowania to bary, imprezy, posiedzenia z kolegami, sprawy około-osiedlowe, szeroko pojęta kinematografia i muzyka. Lubie mieć dużo wolnego czasu żeby rozwijać swoje główne 'zainteresowania', a studia to miły dodatek.
    Podziwiam ludzi którzy potrafią się oddać nauce i traktują ją jak hobby, dla mnie to jest coś co muszę robić żeby mieć jako taką pracę w przyszłości. Nie istenieje taki kierunek studiów na którym uczyłbym się czegokolwiek z zainteresowaniem. Po prostu są ludzie dla których nie ma nic interesującego w nauce.

    pokaż komentarz
    Pivoo
  • sugr +5  

    A przestance co poniektorzy p%%$%$#ić, lacznie z autorem. Trzeba byc chyba psychicznie neidorozwinietym by nie wyrabiac si z materialem w szkole. A przedmioty sa roznorodne, niektorzy by chcieli tylko przedmiot "zarabianie kasy" i nic wiecej, a po to jest historia i sztuka i inne takie, zeby co madrzejsi sie mogli w szkole o czyms dowiedziec. A pozniej sie dziwicie ze pokolenie MTV rosnie co wie tylko jakie majtki nosi Doda.
    PS studiuje medycyny, gram w siate, gram na gitarze, bawie sie w judo. I jakos mi starcza na wszystko czasu, wiec co, dzieciom w gimnazjum ma nie starczac? Ja wspominam tamte czasy jako jeden wielki lajt ;)

    pokaż komentarz
    sugr
  • c_u_k +2  

    Tu jest tylko taki problem, że w szkole codziennie dzieci mają jakieś lekcje, o stałych porach i zawsze na mniej czy więcej przedmiotów muszą się przygotować. Na studiach są dni bez zajęć, owszem, materiału jest o wiele więcej, ale też potrafimy skupić się na dłużej. Osobiście od 10 dni mam "wolne", siedzę w domu i uczę się, choć z przerwami w ciągu dnia, jednak dla mnie jest to bardziej efektywne niż nauka 10-latka po powrocie wieczorem do domu.

    pokaż komentarz
    c_u_k
  • Jarasmen +2  

    Bleh. A mnie się do tego zachciało drugiego kierunku studiów (żeby nie było, że "okradam państwo i żeruję na systemie" to z góry dodam, że drugie zaoczne). Niby fajnie, ale wciąż nie dociera do mnie, że kiedyś będę miał tak, że wrócę po tych 8 godzinach i będę mógł resztę dnia zbijać relatywnie bąki zamiast siedzieć do późna nad jakimś projektem. :/

    pokaż komentarz
    Jarasmen
  • m3rc +2  

    Ech... coś wiem o tym. Jak chcesz coś zrobić więcej pod kątem swoim zainteresowań, a nie masz dobrej pamięci, to zarywanie nocek to norma, a i tak oceny z jakiegoś przedmiotu idą w dół. Trzeba jeszcze znaleźć czas na czytanie lektur itp. itd. A gdzie czas na odpoczynek? Jeszcze na dodatek codziennie w szkole słyszę, ze nic się nie uczę tylko się obijam. Po prostu człowieka krew zalewa.

    pokaż komentarz
    m3rc
  • paulps +3  

    Mnie kazali na geografii chmur sie uczyc po lacinie -.-

    Powiedziec Ci cos, nie mam pojecia juz jak sie po polsku nazywaja :D

    pokaż komentarz
    paulps
  • Dudek89 +2  

    Sesja, sesja, liceum ble ble : P jak się na med. ma sesje od 2 października to nikt nie miałczy! Ogarnijcie się : P . A od kiedy to zajęcia dodatkowe jak j.angielski,piłka nożna czy inne cuda to taki wielki zjadacz czasu? Przecież sami chcecie na to chodzić, doskonalić się w tym, to już jest relax i przyjemność, czy jeżeli robiłbym kurs nie wiem photoshopa,php czy czegoś tam, na kompie, to też mam to wliczać do godzin nauki i płakać jak to mi źle? Po co się uczycię na przedmioty typu wos,wok,pp,po ? żeby mama powiedziała, ładnie dostałeś 5... uczyć się tego co się chce uczyć, to będzie : a)więcej czasu b)będzie bardzo dobrzy w tych przedmiotach. Po LO i tak nikt nawet nie zerknie na wasze świadectwo LO, bo po co ? i tak nie wiecie już jakie są ziemie w Kongo, czy nie potraficie powtórzyć cyklu rozwojowego Plasmodium malariae, ani sytuacji chłopów w XIV wiecznej Polsce. Uczyć się w LO pod studia, żeby dostać się na kierunek na który się chce i lać na resztę przedmiotów, wiem, zaraz się zacznie, co to za osoba z wyższym wykształceniem co nie zna podstawowego wzoru matematycznego... ale czy będąc lekarzem, muszę obliczać nachylenie lampki w moim gabinecie? NIE!
    Mało składnie napisane, trudno.

    pokaż komentarz
    Dudek89
  • Qiepka +3  

    Ja zakopię bo już skończyłem szkolę. Ot takie chamstwo. Niedawno uczniowie pozdrawiali pracujących i chwalili się swoim 2 miesięcznym wolnym. Ot takie chamstwo, za chamstwo :)

    pokaż komentarz
    Qiepka
  • lukasj +1  

    No wreszcie ktoś pisze sensownie o szkole... nie dość, że siedze w niej po 7-8 godzin dziennie, to po powrocie do domu mam bardzo dużo nauki, czasem aż tyle, że nie moge nigdzie wyjść... No czy to nie za dużo? Przychodzi weekend... No, w piątek moge odpocząć, ale nie mam całego dnia dla siebie... W sobote czasem mam wolne, bo często zdarza się, że jest tyle zadane, że w sobote trzeba się też uczyć. No a w niedziele musze siedzieć nad książkami i uczyć się na poniedziałek...

    pokaż komentarz
    lukasj
  • komar- +5  

    Szczerze, do jakich szkół wszyscy tutaj chodzicie? Prywatne szkoły akademickie dla najlepszychinajwytrwalszych_uczniów?! Coś mi się nie chce wierzyć, że tyle osób poświęca tyle czasu na naukę. U mnie raczej nikt nie ma problemu ze znalezieniem czasu wolnego (zwłaszcza w sobotę!), a matury powychodziły bardzo dobrze! O co więc tutaj chodzi?
    A spróbuj kiedyś zredukować czas nauki powiedzmy dwukrotnie, założę się że w szkole nie odczujesz różnicy.

    pokaż komentarz
    komar-
  • lukasj -1  

    komar-: ja nie moge iśc do prywatnej szkoły, gdyż mieszkam na wsi i u mnie takiej nie ma. Pozatym nie chodzę do liceum, ale do gimnazjum...

    I ja ci powiem, że powinieneś wierzyć w to, że mamy mało czasu wolnego... ja tam osobiśce mam go troche, ale dla mnie prawdziwy czas wolny, to czas kiedy moge wyjść poza dom, ale jeśli koncze nauke o 19, to co z tego? I tak już nigdzie nie wyjde bo ciemno...

    Ja mam mało zajęć dodatkowych. Poszedłem na takie zajęcia u mnie w szkole, ale nikt nie poinformował mnie, że to będą aż 3 godziny dodatkowe, a nie jedna....

    Czyli ogolnie siedzie do 14:25 lub 14:15 (sam nie wiem dokładnie kiedy kończy się 7 lekcja). Do tego musze iść w pewne dni na te zajmęcia na które się zapisałem, ale mam ich dość, bo zamiast siedzieć 1 godzine dłuzej, to siedze aż 3 godziny...

    Czyli wracam tak: poniedziałek o 16
    wtorek o 15:15
    sr-pt normalnie

    i teraz nauka: zwykle 2 godziny spędzam na nauce, czyli musze posiedziec w domu do 16-17 zeby sie nauczyć... ale ja pisze o początku roku... Bo teraz to musze zaliczać załegłe sprawdziany z powodu choroby + poprawiać oceny na koniec semestru, więc siedze do 19 czasem nad lekcjami... Do tego zima i wyjść nie moge nigdzie, bo się szybko ciemni i tak mam cały dzień stracony, bo siąde na 2-3 godziny na kompa, bo nigdzie nie wyjde i o 22 iść spać trzeba, bo nie wstane do szkoły. Mowicie, że mam czas wolny na kompa, tak? No ale co z tego, jeśli ja na kompie moge troszke posiedzieć podczas nauki, np. pisząc zadanie z polskiego, lub szukająć jakiś informacji... Moze to jest w pewnym sensie czas wolny, ale nie jest on w pełni wolny, gdyż nie moge nigdzie wyjść najczęsciej (bo jest zawsze ciemno)?

    pokaż komentarz
    lukasj
  • czlapka +18  

    Jezu,w gimnazjum to ja miałem od cholery czasu wolnego.Nie robiłem kompletnie nic.Oceny może miałem średniawe,ale egazmin poszedł mi w miarę i dostałem się do dość dobrego liceum do którego chciałem

    pokaż komentarz
    czlapka
  • bylgron +1  

    Temat ważny, więc wykop. Ale obawiam się, że to zostanie odebrane przez leniwą wykopową gównażerię jako sygnał, żeby starać się jeszcze mniej.

    pokaż komentarz
    bylgron
  • jceel +2  

    bzdurny ten post. biedni ci rodzice, którzy wysyłają dzieci na dodatkowe kursy. biedne te dzieci, które zasuwają na kursy i korepetycje, albowiem nic z tego nie będą miały. nic mierzalnego i konkretnego, co się im zwróci w przyszłym życiu. cała nauka poniżej studiów jest praktycznie bez znaczenia, dobre liceum czy (rotfl) dobre gimnazjum też jest bez znaczenia. i dobre oceny na świadectwie gimnazjalnym można sobie w dupę wsadzić. prawdziwa nauka, tak jak wcześniej pisał ilmash, zaczyna się na studiach. przed studiami, w gimnazjum i liceum najbardziej opłacalną taktyką jest zlewać szkołę, byle skończyć i używać sobie życia, ewentualnie rozwijać swoje zainteresowania (o ile takie są). ja z gimnazjum i liceum niewiele pamiętam (50% obecności), całymi dniami siedziałem przy kompie albo jeździłem na rowerze. i to się opłaciło, bo teraz mam z tego i przydatną wiedzę i fajne wspomnienia.

    pokaż komentarz
    jceel
  • Eoghan +2  

    Nie zgodzę się z tym.
    Właśnie najmłodsze lata najbardziej wyrabiają w nas nawyk przyswajania wiedzy. Żeby się na dobrych studiach czegoś nauczyć, trzeba się na te dobre studia po pierwsze dostać, a po drugie utrzymać. Jeżeli w podstawówce nie załapiesz matematyki, to dalej tym bardziej nie masz na to szans. Nawet patrząc po swoich znajomych widzę taką tendencję. Sam nigdy nie byłem "złotym dzieckiem" i czerwone paski zawsze dostawałem tylko w ostatnich klasach, gdy zależało mi na tym nieco bardziej. Rówieśnicy, którzy prześlizgiwali się z klasy do klasy teraz siedzą w zawodówkach, czy innych technikach (nie obrażając tych, którzy idą do takich szkół z własnego wyboru, a nie konieczności, z pełną świadomością tego co robią).
    Mama od najmłodszych lat wysyłała mnie na kursy, głównie nauki gry na instrumentach, później równolegle chodziłem do zwykłego gimnazjum i szkoły muzycznej II stopnia, podczas gdy rówieśnicy po powrocie ze szkoły siadali na przysłowiowej ławce przed blokiem. Chodziłem także na kursy języków obcych. Dostałem się do najlepszego (dla mnie) liceum w moim mieście, które jest także poważane w Polsce, lecz zamiast ryć bezmyślnie wszystko, obrałem sobie drogę i uczyłem się tego co uważam, że przyda mi się przyszłości - matma, fizyka, informatyka. Z innymi przedmiotami nie miałem większych problemów, ale nie przykładałem do nich większej wagi.
    Tyrka za "dzieciaka" nauczyła mnie samodzielności i odpowiedzialności. Teraz wiem, że przyszłość zależy ode mnie i to ile w obecnej chwili będę robił na studiach przełoży się na to, jaką pracę będę miał po nich i na ile opłaci się moja praca za młodu.
    Żeby nie było też nieporozumień, rodzice nigdy nie kazali mi tego robić (dlatego później zrezygnowałem ze szkoły muzycznej, bo wiedziałem, że po prostu "grajkowanie" mi się nie przyda). Do domu nie musiałem wracać o wyznaczonej godzinie, rodzice nie ograniczali mi towarzystwa z kim mogę, a z kim nie mogę się spotykać.
    Trzeba potrafić rozróżniać obowiązki od zabawy i wtedy jest wszystko ok. Co to za zabawa, za gimbusa? Jak dla mnie to najlepszym okresem była 2-3 klasa LO, teraz studia, poznajesz ludzi na poziomie, można naprawdę się pobawić.

    A wracając do Twojej historii.
    ja z gimnazjum i liceum niewiele pamiętam (50% obecności)
    i co Ci teraz z tego przyszło? zapewne robota typu przynieś, wynieś, pozamiataj.

    pokaż komentarz
    Eoghan
  • esio -2  

    Jeżeli chcesz iść na "studia" to ok, nie wiem co zrobisz jak będziesz chciał iść na jakieś Studia w stylu medycyna, informatyka, budnownictwo, automatyka itp. Jak napiszesz maturę mając tylko 50% obecności? Są przedmioty których nauka samemu się nie opłaca, zamiast siedzieć 3 godziny nad zadaniem z matmy pamiętasz rozwiązanie z lekcji na którą poświęciłeś 45 minut.

    Takie p$%%!#!enie, nikt kto przesadnie olewał szkołę nie dostał się na dobre studia. Ja wolałem się trochę pomęczyć, trochę mniej chodzić na waksy żeby dostać się na studia, po których mam zapewnioną jakąś przyszłość.

    pokaż komentarz
    esio
  • Ryu +3  

    @esio
    No i teraz porównaj sobie sesję z maturą. Myślisz, ze to na prawdę jest taki problem przez nawet kilka miesięcy przygotować się z jakiegoś przedmiotu niezależnie od tego ile chodziłeś na lekcje? Mam kumpla, który co prawda nie chodził jakoś wybitnie na wagary, ale zbytnio się nie przejmował frekwencją, ocenami, czy przygotowaniem do matury, a teraz siedzi na jednym z lepszych kierunków na łódzkiej polibudzie.

    pokaż komentarz
    Ryu
  • stachulec -1  

    @Ryu
    to zależy czy uczysz się żeby zdać egzamin, czy żeby coś umieć. do tego pierwszego rzeczywiście nie trzeba się mocno przykładać, z tego względu że wykładowca najczęściej ma głęboko w dupie jaką ocenę dostaniesz i to tobie powinno zależeć na tym żeby się czegoś nauczyć

    pokaż komentarz
    stachulec
  • Ryu +1  

    @stachulec
    Kurcze, ale ja próbowałem wyprowadzić trochę inny argument. Chodziło mi po prostu o to, że aby zaliczyć porządnie maturę i dostać się na interesujące Cię studia nie musisz wcale przez 12 lat nauki latać na korepetycje ze wszystkiego i przychodzić do domu z czerwonym paskiem. W porównaniu z tym, jakie partie materiału czasami trzeba w krótkim czasie przyswoić przed egzaminem na studiach, przygotowywanie się przez kilka miesięcy do matury to błahostka. :)

    pokaż komentarz
    Ryu
  • stachulec 0  

    @Ryu
    z tym się zgodzę, może oprócz języków obcych - nie wierzę że da się nauczyć angielskiego/niemieckiego/rosyjskiego na poziomie maturalnym w jeden semestr (chodzi o uzyskanie sensownego wyniku przy słabych podstawach)

    pokaż komentarz
    stachulec
  • Eoghan 0  

    Weźcie pod uwagę, że przykładowo matematyka to cały system rozumowań. Do matury możesz się wyuczyć schematów zadań, po czym to zapomnisz i na studiach padniesz, bo nie będziesz w stanie pojąć prostych pochodnych, czy całek.
    siedzi na jednym z lepszych kierunków na łódzkiej polibudzie
    brzmiałoby dumnie, gdyby tam nie było Łodzi.

    pokaż komentarz
    Eoghan
  • jceel +1  

    @esio i inni:
    no popacz. jakos ani 50% obecnosci ani ogolne olewcze nastawienie nie przeszkodzilo mi w:
    a) napisaniu matury
    b) dostaniu sie na UJ (na informatyke, nie jakis humanistyczny syf)
    c) utrzymaniu sie tam (jestem na drugim roku, nie powtarzalem pierwszego)

    @Eoghan:
    A wracając do Twojej historii.
    ja z gimnazjum i liceum niewiele pamiętam (50% obecności)
    i co Ci teraz z tego przyszło? zapewne robota typu przynieś, wynieś, pozamiataj.


    to teraz to ładnie odszczekaj - prawie trafiles, ale nie do konca. blizej programowania systemow wbudowanych.

    pokaż komentarz
    jceel
  • royback +1  

    90% rzeczy ktore sa uczone w szkole zupelnie nie przydadza sie w zyciu, wiekszosc rzeczy sie zapomina, bezsensowne wkuwanie nic nie daje. Oczywiscie podstawy kazdego przedmiotu trzeba znac, ale z tego co pamietam ze szkoly z praktycznie zadnego przedmiotu nie zdarzalo sie przerobic ksiazki, a kazdy nauczyciel uwazal ze jego przedmiot jest najwazniejszy.

    Na studiach ma sie wiecej czasu dla siebie niz w liceum, gimnazjum.

    pokaż komentarz
    royback
  • kixner +1  

    Taa, szczegolnie w sesji...

    pokaż komentarz
    kixner
  • eazotec -1  

    Wykop K%$@A!!!

    pokaż komentarz
    eazotec
  • stranded -1  

    Niech cierpią w szkołach. Ja też cierpiałem ;D

    pokaż komentarz
    stranded
  • sontek666 -1  

    Problem nadal jest i to nie od dziś. Autor poruszył kwestie która jest ciągle nie rozwiązywalna. Szkoła nie zdaję sobie sprawy z tego,że dziecko ma już mnóstwo zajęć a każdy nauczyciel traktuje swój przedmiot jak bóg wie co. A jak nie umiesz to patrzą sie jak na idiote. W liceum jest o tyle lepiej ze jak nie chcesz to nie idziesz dzis do szkoły i tyle. Oni Cie nie zmuszą. Będziesz chciał to będziesz chodził a jak nie to won. Tylko po co te profile w liceum skoro i tak z wszystkiego musisz sie uczyc tyle samo. Idziesz na mat-inf a z histy rznie materiał i sprawdzian z 3/4 ksiazki bo predziej jej sie nie chcialo zrobic. Luzy daja jedynie w klasie maturalnej. Znaczy sie wiedza powinna byc ze wszystkiego, ale skoro juz jestes na tym profilu to wiadomo,że wybierałeś go po to żeby mieć w du@# histe, polaka. Nikt tego nie zmieni i nasze dzieci nadal beda kuły sie godzinami a jak dostaną pałeto znaczy sie ze sie nie ucza. Wiekszosc nie ma bakcyla do matmy czy fizy i moze siedziec godzinami i sie uczyc a i tak nic nie zczai i dostanie jeden. A belfer powie ze sie nie uczysz. Wiec ku$# jakie wk#!#$#$ musi byc jak uczyles sie 8 godzin a on ci mowi ze sie nie uczysz??! Potrzebna zmiana w polskiej edukacji. Jedyne czego nam potrzbea to zrozumienia dla naszych dzieci zejak dostan pale to nie koniec swiata i opr za to tylko ze za duzo juz mieli na glowie, albo czegos nie umieja.

    pokaż komentarz
    sontek666
  • aleosochozi -1  

    nie chciało mi się czytać tego no ale policzmy na moim przykładzie w szkole średniej... od 9tej / 10tej (zależy co było pierwsze) do 13/14 (zależy co miało być ostatnie) przez pięć dni to 20 godzin tygodniowo + jakieś dwie godziny nauki na sprawdziany co dwa tygodnie czyli średnio 20,15 godziny tygodniowo
    no chyba że jeszcze doliczyć 3 minuty dziennie na spakowanie zeszytów to w sumie 20,4h z czego przez 16 w ogóle myślałem o czym innym niż nauce
    przej!%ane! dajcie im trochę luzu!

    // chciałem doliczyć że w ostatnie dni semestru zawsze uczyłem się więcej, ale przypomniałem sobie że było to w godzinach trwania zajęć

    pokaż komentarz
    aleosochozi
  • Deskaa -1  

    jak dla mnie śmieszne
    niedawno skończyłem technikum i naprawde to były nieustanne wakacje, a skońćzyłem z dobrymi wynikami
    praca niby krócej, ale wykańcza człowieka

    zaraz ktoś napisze że jak skończyłem dobrze to było iść na dzienne, ale niestety nie w moim przypadku (dostałem się na WAT) a i tak musialem wybrać zaoczne

    pokaż komentarz
    Deskaa
  • taknie -3  

    Proponuje buntownikom nie uczyć się w ogóle. Dzięki temu ma duże prawdopodobieństwo, że i w dorosłym życiu do pracy chodzić nie będzie musiał.

    pokaż komentarz
    taknie
  • profanum 0  

    Nie rozumiem idei zajęć dodatkowych... w życiu na żadnych nie byłem i uważam, że jeżeli ktoś ma taaaki głód wiedzy to powinien starać się do takiego liceum w którym cała wiedza jest przekazywana w trakcie lekcji. Gdzie się podziewa zdolność samodzielnego uczenia? Nie jestem specjalnie pracowity, mam mnóstwo czasu na pierdoły a jednak dobrze sobie radzę w jednym z lepszych liceów w Gdańsku.Jeżeli ktoś chodzi na takie zajęcia by utrzymać się w szkole to jest to chyba chore reanimowanie za dużych ambicji...

    pokaż komentarz
    profanum
  • matips -1  

    Skoro na żadnych nie byleś to skąd wiesz? Ale poza tym masz rację - pozalekcyjnie to języki się jakoś przydają.

    pokaż komentarz
    matips
  • ktb42 -3  

    Chodziłam do szkoły i na zajęcia pozalekcyjne, które mnie interesowały (2 języki obce, gitara, taniec, jazda konna i basen), miałam bardzo dobre oceny od podstawówki do końca liceum i jakoś nie byłam przemęczona. Nawet teraz, studiując 2 kierunki, mam czas na różne zajęcia dodatkowe. Tak naprawdę w szkole nie trzeba prawie nic robić, szczególnie w podstawówce i gimnazjum, połowę czasu spędza się na gadaniu z kolegami i zabawie. Zajęcia pozalekcyjne to inna sprawa. Moim zdaniem to świetna rzecz dla osób, które mają jakieś zainteresowania i chcą je rozwijać. Wtedy nie dość, że dzieciak się czegoś nauczy, to jeszcze będzie miał frajdę z tego, co robi i nie będzie to dla niego męczące i przykre.
    Ale ambitni rodzice, posyłający dzieci na zajęcia, na które nie chcą one chodzić, postępują naprawdę głupio. Obrzydzają im naukę, która później staje się coraz przykrzejszym obowiązkiem, i zniechęcają do szkoły. Wydaje mi się, że rozsądny rodzic posyła dzieci na kursy wtedy, kiedy one tego chcą bądź naprawdę potrzebują (vide korepetycje, kiedy dzieciak ma problemy z jakimś przedmiotem czy język obcy, gdy w szkole jest na marnym poziomie).
    Może takie kursy przydadzą się też przed maturą, aby nakierować na to, jak należy się do niej przygotować i czego spodziewać, gdy ktoś potrzebuje dużej ilości punktów, żeby się dostać na wybrane studia, ale tu już jest mowa o osobach dorosłych, które same mogą o sobie decydować.

    pokaż komentarz
    ktb42
  • MlodyDziadzioSpamer +1  

    Są ludzie i ludziska, może ciebie to nie męczyło, ale 90% populacji minimum by wysiadło nerwowo.

    pokaż komentarz
    MlodyDziadzioSpamer
  • Mati8dwa -3  

    Teraz policzyłem jako uczeń 3 klasy gimnazjum mam standardowo spędzić 28 godzin w tygodniu co jednak ładnie wygląda na papierze, a do rzeczywistości ma się trochę inaczej. Nauczyciele wymagają od każdego, że będzie chodził na kółka, bo inaczej nie postawią tej 5 na koniec gimnazjum. Dalej z chemii, matematyki, informatyki poziom nauczania jak dla mnie jest stanowczo za niski, bo trzeba dostosować się do całej klasy. Jak by nie można dzielić w szkole na grupy zaawansowania. Na tych lekcjach zrobię zadania w 5 minut, ale że jakiś idiota nie umie przekształcać wzorów od 3 lat to po prostu marnuje czas, a nauczyciel jak zobaczy jakąś książkę do nauki innego przedmiotu od razu mało kredą nie zabije. Dalej moja nauczycielka od chemii dyktuje nam wszystko dosłownie z podręcznika. Jaki tu jest sens? Więcej wiem z internetu niż nauczę się na lekcjach. Poprzednia nauczycielka od języka nie potrafiła poprawnie policzyć do 10 po angielsku i to na prawdę. Nie wiem ile zapłaciła za dyplom, ale studiów za cholerę nie skończyła. Dalej wuefiści wymagają udokumentowania, że przynajmniej jedną godzinę w tygodniu spędzasz na dodatkowych zajęciach, dla mnie akuratnie wielkiej różnicy to nie robi, bo po szkole w czwartki i piątki kiedy raczej nie ma mnie kto pytać chodzę trenować. Podsumowując mamy d#$!%ny system nauczania z nauczycielami, którym się w życiu nie ułożyło i kompletnie nie mają do tego chęci, oczywiście można spotkać z tych z pasją, ale należą do rzadkości. Jeśli znajdziecie kogoś kto poświęca 40 godzin na szkołę w tygodniu to po prostu nic nie robi. Sam mam przynajmniej latania na 50 godzin w tygodniu, ale weekendy mam w miarę wolne. Nie opisałem tutaj wszystkiego, bo nie mam na to czasu, muszę na jutro zrobić plakat na plastykę, nauczyć się na sprawdzian z chemii oraz ewentualną odpowiedź z fizyki, napisać wypracowanie na angielski i analizę opowiadania na polski.

    pokaż komentarz
    Mati8dwa
  • kixner +2  

    "Zdrowy organizm broni sie przed praca, chory tym bardziej".
    Plakat na plastyke? Stary, po jaka cholere? Walnij dwie kreski tu, dwie tam, jak sie pani nie spodoba, to powiedz, ze nie ma prawa oceniac twoich zdolnosci artystycznych. A jak dalej jej nie bedzie pasowalo zrob dym - u mnie dzialalo.
    Ewentualna odpowiedz z fizyki? Daj se spokoj. Najwyzej poprawisz, a nie stracisz godziny czy dwoch.
    Wypracowanie na angielski i analize opowiadania? Spisz przed lekcjami albo zrob w trakcie malo waznych.
    Od 3 klasy podstawowki do 2 klasy LO zajrzalem do podrecznikow szkolnych w domu moze ze 3 razy. (gimnazjum - 76 punktow, srednia 4.6; liceum podstawy polski 59%, angielski 98%, fizyka 56%, rozszerzona matematyka 66%). Jak wiesz, ze w danym kierunku sie nie bedziesz ksztalcil,, to zlewaj maksymalnie bo bedziesz zalowal. Po za tym, na cholere Ci te 5?

    pokaż komentarz
    kixner
  • komar- +1  

    @Mati8dwa
    Rozumiem twoje rozgoryczenie, ale zaufaj mi, że w LO będzie już dobrze. Większość, jak to określiłeś, d!%%!i zostaje odsiane... przynajmniej jak wybierzesz dobre LO (i co ważne, wybierzesz dobrą klasę).
    Nie wiem jak w innych miejscach, ale mi się np. udało trafić na świetnego nauczyciela matmy, do którego nie można przypisać większości rzeczy z powyższych komentarzy, czego m.in tobie życzę :P

    pokaż komentarz
    komar-
  • zomg +6  

    cool story, bro

    pokaż komentarz
    zomg
  • salamandraplamista -7  

    Co za bzdurny artykuł...
    Jak byłem dzieckiem to choćby i 10 godzin w szkole nie męczyło tak bardzo jak 8 godzin pracy teraz. To zupełnie coś innego. Nie można porównywać szkoły z pracą zawodową. Poza tym ferie, weekendy, wakacje - dzieci wcale nie mają źle. Kto z nas chciałby się cofnąć do tych lat beztroski? Myślę że niejeden z nas o tym czasem marzy.

    pokaż komentarz
    salamandraplamista
  • le_vampire +4  

    Zawsze dzieciaki mogą przesiedzieć lekcje, nauczą się na ostatnią chwilę przed sprawdzianem. Wolałbym by lekcje trwały 30 minut, a klasy składały się z małych grup i dobrych nauczycieli.
    (A nie klasa 30-40 osobowa + nauczycielka, która dennie wszystko tłumaczy)

    pokaż komentarz
    le_vampire
  • Moscich +8  

    Nie wiem czemu bzdurny artykuł? Jeżeli ma się normalną pracę to po 8 godzinach wracasz do domu i możesz z czystym sumieniem zająć się odpoczywaniem, a w szkole ( od liceum ) jak się brało za relaks to stres pozostawał, że odpoczywa się kosztem nauczenia się na następny dzień

    pokaż komentarz
    Moscich
  • MlodyDziadzioSpamer +21  

    Gdybyś miała to one by miały przerąbane a nie ty.

    pokaż komentarz
    MlodyDziadzioSpamer
  • bakuj +13  

    Całe szczęście. Po co nam kolejne pokolenie JotPeStuProcentowców:
    http://misiafaraona.blopix.pl/wpis/8910/ja.html

    pokaż komentarz
    bakuj
  • misiafaraona -4  

    dokładnie, cale szczescie dla nich, tj moich niestniejacych dzieci

    pokaż komentarz
    misiafaraona
  • kixner +72  

    A ja patrzac na ludzi ktorzy chodzili na te zajecia uwazam wrecz odwrotnie.
    Najczesciej na te dodatkowe kursy chodzily osoby bez zdolnosci, nie nadajace sie do pracy umyslowej. Ja, uzywajac tylko internetu mialem duzo lepsze wyniki w nauce angielskiego, niz dzieciaki ktorych starzy pakowali po kilka tysi rocznie w dodatkowe zajecia. A oni w dodatku nie rozwijali przy tym swoich zainteresowan tak jak ja, czytajac manuale po angielsku.

    BTW, jakie predyspozycje do kierowania ludzmi daje: szkola muzyczna, szkola tanca, lekcje spiewu i zajecia sportowe? Bo te obok angielskiego (ktory rzeczywiscie sie przydaje) sa najczestsze. Ze niby ksztaltuja osobowosc? Osobowosc mozna ksztaltowac troche inaczej niz marnujac polowe dziecinstwa na cos, za czym sie niezbyt przepadalo lub bylo sie w tym srednim.

    Lepiej dac dzieciakowi mozliwosc rozwijania wlasnych zainteresowan, w dodatku w tempie i sposobie nie narzucanym przez nikogo.

    pokaż komentarz
    kixner
  • TerroD +27  

    @ojejq,
    Sorry za wyrażenie, ale gówno prawda. Tak naprawdę wszystko co potrzebujesz, żeby odebrać dobrą edukację na poziomie gimnazjalno-licealnym i mieć szansę się wybić jest w szkole + ew. czasami dodatkowy angielski, bo to kuleje w naszym szkolnictwie, a jednak ciężko się tego nauczyć samemu. Reszta to odrobina ambicji i zapału. Rodzice po prostu krzywdzą te dzieci. Gdzie one mają mieć czas, żeby pogłębiać SWOJE zainteresowania? Żeby pogłębiać wiedzę w dziedzinach, które być może rzeczywiście się im przydadzą potem? Tak naprawdę te masy zajęć są potężną kulą u nogi, która potrafi mocno przeszkadzać, a na pewno nie pomagać.
    W pełni się zgadzam zarówno z tym postem kixnera jak i tamtym trochę wyżej.

    pokaż komentarz
    TerroD
  • nowyurzytkownik +17  

    Trzeba robić coś co się lubi, jeśli lubicie tańczyć to idziecie się tego uczyć, ale jak rodzice nie spełnili swoich ambicji to teraz pchają dzieci tam gdzie sami nie byli, a dzieci to nie pierwowzory rodziców, zainteresowania mogą mieć całkiem inne.

    pokaż komentarz
    nowyurzytkownik
  • Vriff +16  

    Będą o ile wcześniej z powodu presji rodziców/otoczenia/nauzycieli itd. nie popełnią samobójstwa/nie skończą z chorobą psychiczną lub innym urazem, co jest wielce prawdopodobne w takim przypadku.

    pokaż komentarz
    Vriff
  • ojejq +4  

    @Vriff,
    W tym akurat masz rację, problem powstaje, gdy dziecko się do czegoś nie nadaje, a rodzice włożyli już w to niemałe pieniądze, i chcą to kontynuować, jednak to wszystko kwestia podejścia rodzica, a temat nie dotyczy wychowania, a samych zajęć pozalekcyjnych, które imo są dobre i kropka.

    pokaż komentarz
    ojejq
  • kixner +2  

    Rozumiem, ze mamy w Polsce kilka milionow stanowisk typu dyrektor teatru, dyrygent, tak? Bo kilka milionow ludzi pokonczylo w tym kraju szkoly muzyczne. W wiekszosci przypadku byli w tym co robili sredni - jesli robili to bo lubili to spoko - ale jesli nie, to zmarnowali kilka lat zycia.
    No chyba, ze twierdzisz, ze ukonczenie szkoly muzycznej umozliwia na przyklad lepsze dowodzenie ludzmi w wojsku.
    Odcinanie sie od glupszej czesci spoleczenstwa? Ja nie potrzebowalem do tego dodatkowych zajec, po prostu z idiotami sie nie zadawalem.

    Sadzisz, ze takiemu przedsiebiorcy pomogla szkola muzyczna, lekcja spiewu lub dodatkowy angielski? Nie. Pomogly: silna wola, duza wiedza, wyobraznia i umiejetnosc wyciagania wnioskow. A tego sie nie da nauczyc.

    Zajecia poza lekcyjne sa dobre pod kilkoma warunkami.
    Po pierwsze, dziecko musi lubic to robic. Tylko naprawde lubic.
    Po drugie, musi byc w tym dobre lub miec do tego zdolnosci - bo po cholere pakowac dziecko na kurs angielskiego, skoro przez 3 lata jednego czasu nie moze w pelni opanowac?
    Po trzecie, trzeba znac umiar. No chyba, ze sie chce aspolecznego pracoholika miec w rodzinie.

    pokaż komentarz
    kixner
  • CDIV +16  

    kixner,
    Jeżeli uważasz, że nauka czegokolwiek ma sens tylko wtedy, gdy przynosi konkretne korzyści na polu zawodowym, to współczuję.

    Szkoła muzyczna, oprócz tego, że daje możliwość kontynuowania nauki na akademii i wykonywania zawodu związanego z muzyką, daje też inne korzyści. Ja, dzięki temu, że mam pewną wiedzę teoretyczną z dziedziny muzyki i trochę praktyki, potrafię słuchając jakiegoś utworu wychwycić różne fajne smaczki, które są niedostępne dla przeciętnego słuchacza. Często, gdy np. puszczam coś komuś i zwracam uwagę na to, że tam gdzieś jest jakaś fajna partia instrumentalna, ludzie robią wielkie oczy i się dziwią, że to potrafię wyodrębnić w mózgu partię jednego instrumentu, gdy gra dziesięć. Zanim zaczęłam się bawić w muzykę, też tak nie umiałam. Jak idę na koncert albo słucham jakiejś płyty, wynoszę z tego dużo więcej. To tak, jakby ktoś, kto nie ma tej wiedzy, oglądał czarno-biały obrazek, a ja kolorowy. Naukę w szkole zaczęłam co prawda niedawno, ale pewne zagadnienia, które się omawia w szkole, opanowałam sama (m.in. czytając podręczniki). I nawet jeśli zawodowo ta cała wiedza nigdy mi się nie przyda, to cieszę się, że dzięki niej teraz naprawdę słyszę muzykę.

    Nie powinno się dzieci od małego przygotowywać, żeby były bezmyślnymi mułami, które nie widzą innego sensu w życiu niż użyteczność w robocie. A jeśli w dzieciach rozwija się tylko te zdolności, które mogą przydać się w pracy, to robi się z nich właśnie takie lemingi. Zajęcia pozalekcyjne mogą dzieciakowi pomóc odkryć, ze w życiu można robić coś fajniejszego, niż zap!$#!!%anie w robocie, zeżarcie obiadu i oglądanie seriali po powrocie do domu. Daje mu się dostęp do rzeczy, których rodzice sami nie umieją robić, więc go nie nauczą. Oczywiście, jeśli dzieciaka coś nie wciąga, należy mu dać spokój, ale póki nie spróbuje, nie będzie wiedział.

    po prostu z idiotami sie nie zadawalem.
    Taa, jasne. Już widzę dziesięcioletniego chłopca, który oświadcza rodzicom: dzisiaj nie idę bawić się na podwórku, bo u mnie na osiedlu wszystkie dzieci są głupie. Na niezadawanie się z idiotami mogłam sobie pozwolić od liceum.

    pokaż komentarz
    CDIV
  • kixner +9  

    Ja napisalem, ze nie warto sie uczyc czegos, co kosztuje, a w czym jest sie slabym.
    Z tego, co napisalas, wnioskuje, ze slaba w tym nie bylas. Ale powiedz jaki bylby sens chodzenia do szkoly muzycznej, gdybys nie potrafila zagrac nic i nie rozroznialabys trabki od saksofonu? Dodatkowo, szybko zaczeloby Cie to frustrowac.
    Dodatkowe zajecia maja przynosic przyjemnosc, a w konsekwencji korzysci.

    Hm, to wyobraz sobie 10 latka, ktory uznal, ze nie ma sensu rozmawiac z ludzmi, ktorzy uwazaja, ze jest gorszy bo potrafi przeczytac kilka ksiazek tygodniowo, dobrze sie uczy i ma rodzicow, ktorzy nie klada lachy na jego wychowanie. Ja idiotow olalem na poczatku podstawowki - i uwazam, ze calkowicie na dobre mi to nie wyszlo.

    pokaż komentarz
    kixner
  • kixner +16  

    No dla ciebie na pewno nie bylo czytanie ze zrozumieniem.

    pokaż komentarz
    kixner
  • lukasj +3  

    ojejq: co z tego, że będą zarabiali krocie skoro nie mieli dzieciństwa? Ja już teraz przykładam się do informatyki samemu, bo nigdzie nie ma zajęć, a nawet jak by były to bym nie chodził, a dlaczego?

    Bo po pierwsze te zajęcia są w wyznaczonym terminie. Mi to naprawde odbiera czas, jeśli myśle, że mam teraz godzine wolnego, a zaraz na zajęcia. Ja nie lubie być ograniczany przez czas. Jeśli wiem, że mam np. dokończyc pisać program, to nie robie tego o określonej godzinie, ale kiedy bede chciał, czyli nie o 17 czy 18, ale np. o 20, kiedy do domu wróce. Ale co, jeśli wrócę później, o 21? Nie ma sprawy, kod nie ucieknie :P...

    Po drugie to: nauczyciele, i koledzy, czyli środowisko. Jesli nauczyciel byłby ok, a przede wszystkim fajne środowisko, czyli koledzy z którymi tam jestem, to ok... Ale co, jeśli jacyś idioci tam chodzą, którzy patrzą, żeby na kimś się wyżyć? (tak jak to jest w szkole)...

    A po 3 materiał... ja chodze (niestety) na róźne kółka w szkole... jedno lepiej zorganizowane było, to było fajne. Ale co, jeśli na takich zajęciach zamiast się rozwijać to się cofam? Jeśli mam tam przerabiać obsługę edytora tekstowego lub HTML(który umiałem już w 4 klasie), albo podstawy programowania, to ja wolę już posiedzieć w domu przed kompem, albo wyjść se gdzieś... Takie zajęcia muszą być dostosowane do wszystkich, ale mnie śmieszy, jeśli widzę takie rzeczy...

    a co do tych dzieci twoich, mówiąc, że będą nami zarządzać, to powiem tak: może i będą, ale co z tego? Może będą nieszczęsliwe. Tzn. na początku będą szczęsliwe, że "spią na kasie", ale potem znudzi im się to, bo nie ma co robić, tylko muszą siedzieć mase godzin przed biórkiem i się nudzić... Ja osobiście wole zacząć od początku i robić to co lubie, a nie siedzieć w szkole, nudzić się na histori, chodzić na zajęcia dodatkowe na których się nic nie naucze i strace ponad połowe dzieciństwa...

    pokaż komentarz
    lukasj
  • Brut_all +8  

    @ojejq
    No okej, powiedzcie mi teraz, czy mieliście kiedykolwiek bliższy kontakt z jakimkolwiek prezesem firmy większej niż sklepik na rogu?

    I po co zadajesz takie pytanie, jeśli zaraz poniżej dodajesz, że nawet jeśli mieliśmy i nie pokrywał się on z Twoją teorią, to jest on wyjątkiem potwierdzającym regułę?

    Dajmy na to IT. Postanowiłem sprawdzić 4 najbardziej wpływowe i jedne z najbogatszych osób na świecie. Zapewniam, że nie znałem wcześniej ich historii.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Bill_Gates
    Gates zainteresował się programowaniem w BASICu na tym komputerze i aby mógł poświęcić temu więcej czasu został zwolniony z zajęć matematyki

    http://en.wikipedia.org/wiki/Steve_Jobs
    In 1972, Jobs graduated from high school and enrolled in Reed College in Portland, Oregon. Although he dropped out after only one semester,[22] he continued auditing classes at Reed, such as one in calligraphy. Jobs later stated, "If I had never dropped in on that single course in college, the Mac would have never had multiple typefaces or proportionally spaced fonts", he said.

    Jak widać, obaj panowie celowo zrezygnowali z części nauki tradycyjnej, aby móc się lepiej rozwijać na własną rękę - aby mieć czas na ten sukces, którego by mogli nie odnieść, gdyby nie mieli za młodu czasu z powodu całych dni zawalonych jakimiś zajęciami pozalekcyjnymi.

    http://en.wikipedia.org/wiki/Sergey_Brin
    On znów, mimo chęci jego i rodziców, nie mógł się uczyć za młodu, gdyż był Żydem.

    http://en.wikipedia.org/wiki/Larry_Page
    Jako jedyny z tej czwórki spędził więcej czasu w młodości na nauce (jednak pewnie nie na całodziennych zajęciach), ale on od wieku 6 lat już się bawił na własną rękę kompami i to to mu przyniosło sukces.

    Moimi aktualnymi szefami też są ludzie, którzy po prostu mieli chęci za młodu i ich nie zmarnowali. Dopiero pod sobą umieścili tych wyedukalizowanych menedżerków, z którymi zresztą nijak nie idzie współpracować, więc wszyscy i tak uznają bezpośrednie zwierzchnictwo zarządu, a nie ich :-)

    pokaż komentarz
    Brut_all
  • weegee -2  

    @Brut_all
    "Wyedukalizowanych"?
    Tobie wyszłoby na dobre, gdybyś w młodości chodził na dodatkowy kurs j.polskiego...

    pokaż komentarz
    weegee
  • Brut_all +2  

    Mam na tyle dużego penisa, że nie boję się tworzenia własnych wyrazów o zrozumiałym dla wszystkich znaczeniu.

    pokaż komentarz
    Brut_all
  • chrapek -4  

    Po to się tyra od młodości by na starość odpocząć.

    pokaż komentarz
    chrapek
  • Deykun +6  

    Znaczy co byle do 65 roku życia mówisz?

    pokaż komentarz
    Deykun
  • kminu +4  

    zanim dozyjesz to podniosa wiek emerytalny do 70 albo 75 ;)

    pokaż komentarz
    kminu
  • grenzik 0  

    Wszystko chyba zależy od rodziców. Pamiętam, że gdy chodziłem do liceum, to moi widzieli już dobrze, że wykazuję zdolności i zainteresowania humanistyczne. Dlatego oceny z polskiego, czy historii monitorowali i wymagali ode mnie poświęcenia w tym zakresie. Trójka z matmy albo fizyki nie budziła raczej kontrowersji, zatem nie "cisnąłem" w tych dziedzinach. A kurs angielskiego był po prostu fajny, chociaż zajmował 4 godziny w tygodniu. Chyba sporo się zmienia, bo nie przypominam sobie też, aby specjalnie dużo osób miało aż taki zapieprz te kilkanaście lat temu. A jak ktoś chodził na SKS-y albo - jak ja - dodatkowo uczył się gry na instrumencie, to już dla własnej przyjemności. :)

    pokaż komentarz
    grenzik
pokaż 

Wykopali i zakopali (660 / 35)