Dupa tam.. przez 3 lata studiowania spotkałem może z 3 gości co znają się na tym co robią i potrafią opowiadać o tym z pasją.. jak najbardziej wykop! Dla maturzystów! Niech wiedzą co ich czeka :)
Poza jakimiś dziwnymi przypadkami, gdzie prowadzący sobie zamarzył, że obecność jest obowiązkowa, to po co w ogóle przychodzić na wykład, skoro się wcale nie słucha? "Tym razem będę notował!" nie działa i nigdy nie będzie. Lepiej zostać w domu :P
niestety praktykuję zasadę "po co iść jak się nie słucha" i unikam wykładów jak ognia, ale zawsze przed sesją przychodzi ten moment kiedy tego żałuję (trzeba kombinować notatki, potem rozszyfrować skróty myślowe wykładowców), obiecuję sobie poprawę "no od przyszłego semestru to na bank będę chodziła na wykłady" i moje mocne postanowienie kończy się wraz z rozpoczęciem następnego semestru. życie lenia trudnym jest - mimo wszystko ;).
Te prawdziwe też kształcą. Ja na swoich dowiedziałem się jak nazywali się dawni mieszkańcy And, co to kalander, jak miał na imię mąż pani Dulskiej, kto obchodzi imieniny 26 VII i wiele innych ciekawych i przydatnych rzeczy.
Ewentualnie zamiast krzyżówek proponuję nosić sudoku.
Nie wiem, jak jest na zachodzie, ale na polskich uczelniach wykłady to najczęściej po prostu żenada. ŻENADA przez duże Ż. Ich jedyną racją bytu jest to, że pewna uprzywilejowana grupka największych s!$!#synów - środowisko profesorskie - trzepie kasę na bezmyślnym odczytywaniu materiału, który "obowiązuje". Zero wnikania, innowacyjnego spojrzenia, zwracania uwagi na ciekawe procesy. Nic. Wyrobnictwo. I publika, które siedzi tam na dupach albo dlatego żeby "notować" bo właśnie z tego "będzie pytał" albo dlatego że "puszcza listę", robi zdjęcia czy coś jeszcze podobnego.
fakt to zależy od prowadzącego, ale też w ogromnej od przedmiotu jaki dany wykład dotyczy. Jeśli wybrałeś studia które Cię ciekawią, a nie dlatego, że kumpelciotkiojca tam poszedł bo to zwykle takich problemów nie masz.
Wiadomo, że na każdym kierunku są przedmioty które praktycznie go nie dotyczą ale tak jest wszędzie i przez nie po-prostu trzeba się prześlizgnąć.
A swoją drogą to spróbuj ciekawie gadać o obliczaniu wytrzymałości betonu. Po prostu się nie da.
Jesli juz padlo pytanie o to, jak jest na zachodzie - tak samo jak w Polsce, z ta roznica, ze profesor jest blizszy studentowi. Zawsze znajdzie czas dla na wyjasnienie trudniejszego zagadnienia, pomoc w wyborze materialow czy jakakolwiek p!#$#$$e zwiazana z nauka. Nie zrobi tego bo musi, ale dlatego ze chce.
Na Politechnice Poznańskiej miałem profesora od Analizy Matematycznej - gościu był tak dobry, że po wykładzie jeszcze chciało sie o tym myśleć, przez co odkryłem dwa wzory matematyczne. Natomiast prof. od Algebry powodował że chciało sie od niego uciekać, a już tym bardziej od samej algebry.
O wszystkim da się mówić ciekawie ale to już zależy od prowadzącego wykład. Jeśli wykładowca zna się na rzeczy i posiada wiedzę nie tylko teoretyczną, podchodzi z pasją do przedmiotu i nie ma w poważaniu studentów, to nawet wytrzymałość betonu będzie ciekawym tematem.
Pamiętaj, że w Polsce Doktor poza prowadzeniem pracy naukowej musi też odbębnić daną ilość godzin wykładów miesięcznie, a że dla niektórych wykłady są czymś strasznym to albo się mszczą na studentach, albo wymyślają co rusz coś ciekawszego (lub też nudniejszego).
Slusar: Sprostowanie: Mylisz się niestety :(((. Zaprawdę powiadam Ci - z najulubieńszego tematu na Ziemi da się wyczarować gówno. Zwłaszcza, jak uczą Cię wiedzy nieaktualnej(zanim zacząłem studiować w życiu bym nie pomyślał, że będą tam wymagać tylko wykucia na pamięć... czegoś nieprawdziwego, czy to że jest globalne ocieplenie, czy to że inflacja wywołuje bezrobocie ... na domiar złego wykres na egzaminie przedstawiał prostą kreskę pod 45 stopni O.o )...
A wystarczyło by wpleść trochę humoru w wykład. Takie wstawki pomogły by studentom się skupić na treści. Za każdym razem gdy sala wybucha śmiechem, każdemu poprawia się krążenie, mózg dotlenia i łatwiej się skoncentrować na wykładzie. Ale większość wykładowców sama prawie zasypia, więc co mają powiedzieć studenci.
No nie wiem, Wedi, to by rozwiązało jeden problem. Problem absolutnie mniej istotny - jeżeli coś jest interesujące, to przebolejesz już beznadziejność oratorską zintegrowanego z katedrą profesora. Niepokoi mnie jedno - ludzie tego nie chcą, chcą papieru... pamiętam jedyny naprawdę ciekawy wykład, prowadzony zupełnie z daleka od programu durnej uczelni mojej, już po kilku podejściach pojawiało się na nim kilka osób - bo niepotrzebne do egzaminu...
Bo wiecie, ja i Geloriko mamy takiego świetnego profesora z jednego z przedmiotów. Gość sprawia wrażenie jakby nie miał przyjaciół i jeździ po każdym, a po politykach szczególnie :)
trza było iść na kierunek humanistyczny. (np. kulturoznawstwo) u nas wszyscy wykładowcy ciekawie prowadzą wykłady. (chociaż i tak nikt na nie nie chodzi)
"Citoplasmas en medio acido", no tak jak nudny wykład to musi być z biologii. ;-) U nas na biologii jednakże, większość wykładów jest ciekawa, najfajniejsze są z chemii ogólnej i analitycznej oraz z botaniki systematycznej, za to zoologia systematyczna to hardkor więc łatwo się pogubić, a jak już się pogubisz to zostają ci jedynie krzyżówki albo wąż...
W tym wideo widzę cenny przekaz: Wykłady, nauczanie powinny być przeprowadzane ciekawie - przez odpowiednich ludzi, w odpowiedni sposób. Nie powinno się dopuszczać, żeby były nudne. Ale jednocześnie, nie będąc nudnymi, powinny nie odbiegać od celu w jakim one są - w celu przekazania wiedzy.
Jak się potrafi wykładać to nawet towaroznawstwo jest ciekawe i łatwe do zapamiętania. Do dzisiaj pamiętam zajęcia o rodzajach pędzli i gramaturze papieru, a minęło już kilka lat.
Reklamy Google