Mam niezwykle ciekawą historię rodzinną związaną z dniem 1go września, która wg mnie z całą pewnością nadaje się na film (przynajmniej widziałem wiele filmów opartych o mniej ciekawe historie). Może komuś uda się kiedyś sprzedać prawa do tego:) Może kiedyś będę miał tyle czasu, że opiszę tę historię w jakimś opowiadaniu? Któż wie.. Dowiedziałem się o niej całkiem nie dawno (parę lat temu) od mojej babci, kiedy postanowiłem zapytać się jej w jaki sposób moja ciotka (a jej siostra) zamieszkała w Austrii:
Siostra mojej babci miała 1go Września 1939 zaklepany ślub w bazylice w Katowicach z Austriackim oficerem SS pułku Der Fuhrer - Rudolfem von Below. Niestety ("a może stety") narzeczony na ślub nigdy nie dojechał. Może to brzmieć trochę strasznie, ale poznali się jako dzieci, kiedy moja prababcia mieszkała jeszcze niedaleko Innsbrucku, gdzie przez lata pracowała opiekując się cierpiącą na poważne kłopoty psychiczne córką pewnego hrabiego, co w końcu wystarczyło aby kupić willowy dom w Katowicach-Ligocie. Był on (Rudolf) podobno bardzo dobrym i uczynnym człowiekiem, a jego przynależność do w/w formacji wynikała ze specyfiki tamtych czasów oraz jego urodzenia. Ślub nigdy nie doszedł nigdy do skutku - ciotka myślała, że Rudolf zginął w walce z Armią Czerwoną. Po latach okazało się, że jednak przeżył i wrócił po wojnie do Austrii. Zaczął poszukiwać moją ciotkę i w końcu ją znalazł - w Hiszpanii dokąd uciekła (obawiała się, że komuniści oraz kraje wyzwolone przez aliantów mogły jej nie wybaczyć kontakty z nazistowskim oficerem oraz figurowanie na volksliście). Zanim ją jednak znalazł, a były to już parę dobrych lat po wojnie, moja ciotka zdążyła wyjść za hiszpańskiego kaprala (ta słabość do mundurów). Rudolf nie potrafił tego znieść i podobno zgorzkniał oraz popadł w kłopoty z alkoholem, ale w końcu się z kimś ożenił i wyszedł na prostą. Mąż mojej ciotki po latach okazał się być niezbyt wiernym typem i kiedy ciotka dowiedziała się o jego licznych zdradach, uciekła do Austrii mając nadzieję, że Rudolf przyjmie ją z otwartymi rękoma, ale było już za późno. Dostała za to austriackie papiery i żyje sobie (tak, nadal żyje) w domu zakonnym niewielkiej miejscowości niedaleko granicy z Bawarią. Żyła samotnie utrzymując się z krawiectwa, a do zakonu wstąpiła mając już ok 50lat. Niestety, ale nie pamiętam teraz co to za zakon. W każdym razie nie jest już zbyt komunikatywna i raczej już się nigdy nie dowiem, czy było dokładnie tak,jak mi to opowiedziała babcia.
@biohumus: Babcia opowiadała mi kiedyś jak jej ojciec wracał z wojny. Z całej brygady zostali tyko czterej mężczyźni: oficer i dwóch żołnierzy i mój pradziadek. Wracali od strony dzisiejszej Rosji i tuż przed granicami Polski każdy odszedł w swoją stronę (tak nakazał im ten oficer). Pradziadek wracał przez kilka tygodni (jeśli dobrze pamiętam to przez 2). Nie poszedł na Warszawę tylko zdecydował iść w stronę Krakowa i szedł (może jechał) tak na około by ominąć obce wojska stacjonujące w centralnej Polsce i doszedł do swojego domu w miejscowości Surowe (http://www.zumi.pl/namapie.html?qt=&loc=woj.+Mazowieckie%2C+Surowe). Potem zmarł ze starości bodajże w 1972 roku.
@jasiek1928: uwielbiam takie rodzinne historie. Najlepiej się ich słucha, kiedy nie ma prądu i jest tylko zapalona świeczka :) Wtedy wyobraźnia lepiej pracuje i aż czuć na skórze ducha historii...
To ja może też wrzucę, ale nie związanego z IIWŚ.
Brat mojego pradziadka był rotmistrzem (oficer/kapitan) w carskim wojsku (jeszcze pod zaborami) w "gwardii carskiej" (już nie pamiętam jak to się oficjalnie nazywało; w każdym razie była to przyboczna straż cara).
Było chłopa 2 metry, podobno jak siedział na koniu, to wyglądał, jakby siedział na psie ;) Poza tym strasznie silny, sam przytargał z pola pod dom (kawałek drogi był) ściętą gruszę, której kilku mężczyzn nie dało rady udźwignąć.
Któregoś razu, jak prowadzili jakiś konwój (chyba przewozili złoto), jacyś bandyci otruli całą grupę, która wtedy szła. Wszyscy poumierali następnego dnia, a brat pradziadka jeszcze zdążył wrócić do domu. Zmarł po 7 dniach od otrucia w młodym wieku (nie pamiętam już jakim, ale jak na rotmistrza to był bardzo młody, chyba jakieś dwadzieścia kilka lat).
@reod: być może przez obowiązkową naukę kaligrafii w szkole. BTW jak ktoś ma dzieci w wieku wczesnoszkolnym to może poda info czy do kaligrafii przykłada się jakąkolwiek wagę.
z drugiej strony jak się później - w życiu - ręcznie nie pisze to pewnie charakter pisma też brzydnie po prostu - kiedyś musieli tyle pisać odręcznie a dzisiaj już nie trzeba
@mgalecki: nie przykłada się wagi do kaligrafii, bo i tak co któryś gada, że ma dysgrafię :P chociaż za moich czasów robiliśmy dużo szlaczków w szkole :)
@mgalecki: coś tam się uczy, ale nie tyle, co wtedy
ja nierozumiem jednego, czemu każdy lekarz ma takie pismo, że nie da się rozczytać? będąc w szkole pisałem nie mniej niż oni, a jakoś mnie i moich kolegów dawało się rozczytać
@reod: Właśnie chyba kaligrafia była obowiązkowa bo mój dziadek choć skończył tylko 4 klasy przed wojną posiada jak dotąd najschludniejsze pismo w całej mojej rodzinie.
@bnc1: lekarze mają takie pismo z prostego powodu... Postaw się na ich miejscu, codziennie wypisujesz kilkadziesiąt recept, często identycznych ze względu na np sezonową grypę i pół miasta wbija do lekarzy drzwiami, oknami i szybami wentylacyjnymi z tym samym problemem. Wypisuj sobie 40 razy dziennie te same leki w tej samej dawce i jeszcze słuchaj narzekań i paplaniny podczas pisania , a spróbuj się pomylić ;)
@wiktord: sorry za podpinanie się pod pierwszy komentarz, ale opierając się na komentarzach kolegów poniżej, wydaje mi się że tak mniej więcej mogła wyglądać trasa tej osoby:
Parę uwag:
- 5.09 chyba jest tam "Szczałkowo" czyli Strzałkowo
- 8.09 zakładam że chodzi o ten Stanisławów. Nie wiem co jest napisane przed "Karczewem" ale patrząc na mapę to musiało być miasto jeszcze przed Mińskiem Mazowieckim
- Warszawa ominięta szerokim łukiem zapewne w obawie przed bombardowaniem.
Oczywiście 70 lat temu drogi mogły przebiegać inaczej niż dzisiaj, choć wcale nie jestem tego taki pewien...
Czekam na poprawki, pozdrawiam.
EDIT. uwagę zwraca jeszcze najdłuższy dystans między środą a czwartkiem (Karszew - Sochaczew), 100km, podczas gdy większość jest rzędu 20-30 km dziennie.
@hydraulikkrakow:
To z pewnością chodzi o Karczew, miejscowość pod Otwockiem. Pewnie od 1939r. zmienił nieznacznie nazwę lub niezgodność wynika po prostu z błędnego usłyszenia nazwy od mieszkańca.
@hydraulikkrakow:
"EDIT. uwagę zwraca jeszcze najdłuższy dystans między środą a czwartkiem (Karszew - Sochaczew), 100km, podczas gdy większość jest rzędu 20-30 km dziennie."
@hofi: no raczej pieszo 100km w dzień nie przeszedł/przeszła :)
Zastanawiałem się tylko czy wobec tego reszta tułaczki odbywała się jakąś większą grupą ludzi pieszo? Bo mniej więcej takie tempo mogliby mieć. Tym bardziej że podróż jest opisana w liczbie mnogiej.
Nie wiem czy te zapiski pochodzą od członka rodziny Toresa, więc mam nadzieję że się nie obrazi za takie małe przemyślenie - informacja o wypuszczonych więźniach i ucieczce za Wisłę to jeden akapit w jednym dniu, co mogłoby sugerować że autor(ka) był(a) wśród więźniów, choć oczywiście wcale tak być nie musiało.
Mój dziadek prawdopodobnie prowadził kiedyś podobny dziennik, lecz związany z agresją sowiecką (zamieszkiwał tereny wileńszczyzny). Chętnie bym się podzielił, gdybym miał taką możliwość, ale niestety... Opowiadał, co prawda, że go jeszcze ma, ale zmarł nagle kilka dobrych lat temu, a dziennika nigdy nie udało nam się odnaleźć.
1.09 - Rozpoczęcie wojny Polsko-Niemieckiej, naloty rozpoczęte
2.09 - Naloty trwają
3.09 - Władze zaczynają opuszczać miasto
4.09 - Wszyscy więźniowie zostają wypuszczeni. Uciekamy za Wisłę
5.09 - Września, Strzałkowo, Konin, Koło, Karszewo. Przyjazd o 12 w nocy. Dopisek dzień minął ...........
6.09 - o 3 w nocy wyjazd z Karszewa
7.09 - Sochaczew, Mszczonów
8.09 - Przyjazd do Stanisławowa przez Mińsk ........ Karszewa
9.09 - Dzień minął szczęśliwie. Nalotów nie było
Może wspólnymi siłami damy rade, bez farmaceuty ;)
1. Rozpoczęcie wojny Polska + Niemcy / naloty rozpoczęte
2. Naloty trwają
3. Władze zaczynają opuszczać miasto/a(?)
4. Wszyscy więźniowie zostali wypuszczeni, uciekamy za Wisłę
5. Wydaje mi się, że nazwy miejscowości ? Resztą w dół to chyba kolejne miejscowości którymi uciekano ? Najlepiej autor niech napisze z jakiej części Polski jest ten kalendarz, to zweryfikuje się to + 'Przyjazd o 12tej w nocy'
6. ?
7. Kolejne miejscowości
8. Przyjazd do XXX Przez XXX
9. Dzień minął ??? Nalotów nie było
Właśnie mi przyszedł pomysł, że dzięki temu można nawet na mapie prześledzić drogę ucieczki ale autor musi podać region, bo niektóre miejscowości da się odczytać, ale nie wiadomo czy poprawnie i nie chce popełnić błędu przy miejscowościach podobnie brzmiących. Choć i tak trochę poczaje przy mapie, bo wiadomo że kierunek ucieczki zachód -> wschód, przez Wisłę pierwszego dnia ;)
@Widmo87: 3.09 Władze zaczynają opuszczać miasta/miasto
4.09 Wszyscy więźniowie zostali wypuszczeni. Uciekamy za Wisłę
5.09 Września, (?), Konin, Koło, do wsi(?) Korzewo. Przyjazd o 12tej w nocy.
6.09 O 3-ciej w nocy wyjazd z Korzewa.
7.09 Sochaczew, Mszczonów
8.09 Przyjazd do Stanisławowa przez Mińsk, ..(?)
9.09 Dzień minął (?). Nalotów nie było
3 września: Władze zaczynają opuszczać miasta
4 września: Wszyscy więźniowie zostali wypuszczeni, uciekamy za Wisłę
5 września: Września, coś tam, Konin, coś tam Karszew , przejazd o 12 w nocy
6 września: o 3 w nocy wyjazd z Karszewa
7 września: Sochaczew, Mszczonów(?)
8 września: przejazd do Stanisławowa przez Mińsk coś tam Karszewa
9 września: dzień minął coś tam... nalotów nie było
I z tego co widzę to jednak nie Wisła lecz Warta...
Wnioskuje dlatego, że trasa z części tych miejscowości by się faktycznie na mapie zgadzała i logicznie układała. Postaram się mapkę wrzucić jak dam rade ;)
To co na razie pasuje do trasy i jest po kolei:
września -> strzałkowo -> konin -> koło -> karszew -> Sochaczew
Edit: Faktycznie, 'przez Wisłe' Chodzi tylko o kierunek ucieczki, a nie, że została ona przekroczona. Przynajmniej ja teraz do takich wniosków dochodze ;)
Z kolejnych skanów wrzuconych przez Toresa (pisownię starałem się zachować oryginalną):
10 września (niedziela): Wszyscy przyjęliśmy Komunię Świętą w miejscowym Kościele.
11 września: Wyjazd z Stanisławowa Pod Warszawą.
12 września: Przyjazd do Latowicz i ucieczka z pod armat do Wielgolasu.
13 - 16 września: Przez pierwsze dni samoloty się pokazują, ale nie rzucają bomb. Cisza niczem nie zamącona. [Chyba podpis.]
17 września: Niemcy zajmują Wielgolas.
18 - 19 września: Zdala dochodzi na cichy pomruk armat.
20 wrzesnia: Niemcy opuścili Wielgolas.
21- 22 września: Armaty coraz częściej i głośniej ryczą.
23 września: Pan Fowarmiak (?) był w Mińsku i przywiózł trochę zapasów (zapisków?) i wiadomości.
24 września: Armaty ustały. Cisza! Dzień minął szczęśliwie.
25 września: Wyjazd z Wielgolasu do Kołbieli. Nach Posen [niem. do Poznania]
26 września: Wyjazd z Kołbieli do Otwocka.
27 września: W Otwocku brak żywności. Straszna drożyzna.
28 września: Wyjazd z Otwocka - przeprawa przez Wisłę. Od Wisły do Jeziorny przeszliśmy na piechotę.
29 września: Świetne warunki; chleba w bród.
30 września: Czekamy na wolną drogę.
1 - 3 października: Wszystko wporządku.
4 października: Wymarsz z Jeziorny i przybycie do Dąbrówki. Noc u Sołtysa.
5 października: Kolejką do Warszawy. Z Warszawy (dopisane: wyj. o 3 go) do Łodzi przez Skierniewice. przy. o 6 rano.
6 października: Wyjazd z Łodzi do Kutna godz. 10 rano. Przez Toruń do Inowrocławia.
7 października: Wyjazd z Inowrocławia do Poznania.
Jedynie mi ta Dąbrówka nie pasuje. Nie ma nic napisane o ponownym przekroczeniu Wisły. Tym bardziej, że do Jeziorny (wtedy jeszcze nie połaczona z Konstancinem) jeżdziła kolejka z Wilanowa, wiec taki powrót byłby niezbyt logiczny. Może osoba spisująca informacje błędnie zanotowała i chodziło o pobliską Dębówkę?
@silentpl:
1 Września: Rozpoczęcie wojny Polsko - Niemieckiej
naloty (zamazane trwają) rozpoczęte
2 Września: naloty trwają
3 Września: władze zaczynają opuszczać miasto
4 Września: wszyscy więźniowie
zostali wypuszczeni.
Uciekamy za Wisłę.
5 Września: (nie jestem pewien) Września, Rozałkowa, Konin , Kolo do (nie wiem) Karszewo
Przyjazd o 12 w nocy.
[Dymek] Dzień minął (nie wiem)
6 Września: O 3 ciej w nocy wyjazd z Karszewa
7 Września: (jakaś miejscowość), pod spodem Mszczonów
8 Września: Przyjazd do (słabo widoczne)
Przez (nie wiem) ,Karszewa, (nie wiem)
9 Września: Dzień minął (słabo czytelne)
nalotów nie było
To jest tyle co udało mi się rozczytać na szybkiego, może gdybym nad tym chwile dłużej posiedział to coś bym rozszyfrował.
Muszę przyznać ,że ludzie mieli dziwny charakter pisma :P. Jeśli ktoś rozczytał więcej to fajnie by było aby umieścił to pod spodem( lub jeżeli zrobiłem błąd to korekta jest mile widziana)
Więc to tyle :)
Widać Kalendarz Lechicki :)
Oby te imiona wróciły, bo w końcu to nasza tradycja i każde imię w naszej słowiańskiej kulturze coś oznacza. Nie to co zaimportowana tłuszcza(hołota) imion o nijakim dla naszej kultury znaczeniu.
Mam już dosyć tych Nikonów, Dżesik, Andżelik i ch.j wie jeszcze jakich imion, o znaczeniu podobnym do niczego.Wybierane tylko dla ładnego wydźwięku i to wszystko.
@Sandomir: Jestem tego samego zdania. Najlepiej to wygląda z dziwnymi nazwiskami, np. Dolores Miednica :|
Widziałam też niezbyt fortunne połączenie imiona i nazwiska (gdzieś w gazecie): Róża Jąder.
( róża to m.in. choroba skóry -> http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3%C5%BCa_%28choroba%29 )
Tak więc drodzy rodzice - MYŚLCIE, bo możecie dziecku zrobić krzywdę do końca życia.
@anaron_duke: Ja mam Radosław i też jestem z niego dumny, brat Przemysław a ojciec Władysław. Matka Grażyna, więc też "polskie" imię, za to siostry już z hebrajskiego, więc się chwalić nie ma czym :P.
@anaron_duke: powiedziała to osoba która ma przepełniony polskością nick, niby różnica imię-nick duża, ale skoro jesteś za propagowaniem/zachowywaniem kultury słowiańskiej to rób to nie tylko przez posiadanie przez Ciebie imię. Swoją drogą ciekawe jakbyś miał takie wyszukane słowiańskie imię to byś pisał to samo.
@anaron_duke: mój nick tu nie ma nic do rzeczy, bo raz, że to Ty chciałbyś popularyzacji słowiańskich imion, a ja nie czuje się źle, że żaden z moich kolegów nie nazywa się Bożydar, a dwa że moje przezwisko tj "Ślusar" jest całkiem polskie, panie hrabio ;)
niedziela 3
Wladze zaczynaja opuszczac miasto
poniedzialek 4
wszyscy wiezniowe zostali w ypuszczeni. Uciekamy za wisle
wtorek 5
wrzesien, ...,...,.., Przyjazd o 12 w nocy. .....
sroda 6
o 3 w nocy wyjazd z Korszewa
czwartek 7
łochoczew Mszczonów
piatek 8
przyjazd do Honistowa..., Przez .....Kosszewa
sobota 9
dzien minol ...
nalotow nie bylo
Reklamy Google