:]

Ciastka!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

  •  

    pokaż komentarz

    Mam nadzieję, że autor bloga nie korzysta również z takich słów jak "komputer", "procesor", "CD", "DVD" (i cała reszta około-komputerowego żargonu), nie używa słów "promocja", "helikopter", "student". Jestem skłonny pójść mu na rękę i udam że nie widziałem "dinozaura" ani "profesora". A tak BTW "k%@$a" również nie jest nasza, choć sprytnie zmieniono jej pierwotne znaczenie.

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: Nie chodzi o to. Pewne słowa już weszły do języka potocznego i nic się z tym nie da zrobić. Natomiast możemy zawsze dbać o to, żeby ich nie przybywało w tak zastraszającym tempie. Jeśli jest polski odpowiednik, to po co wpychać na siłę angielskie słowo? Żeby było bardziej prestiżowo czy co?

    •  

      pokaż komentarz

      @parsiuk: Nie chodzi o prestiż, chodzi o wygodę. Chcemy czy nie, Polska nie jest odizolowaną wyspą. Nasi przedsiębiorcy kontaktują się z zagranicznymi klientami i podwykonwacami. Czasami po prostu prościej jest, jak wszyscy używają zwrotu "scrum master" niż... no właśnie? Niektórych rzeczy nie da się przetłumaczyć. Poza tym jak się wyjedzie za granicę na pół roku i używa ciągle tych zwrotów, to potem zaczyna brakować polskich słów w gębie. Trzeba po prostu pogodzić się z postępującą globalizacją.

    •  

      pokaż komentarz

      @parsiuk:
      Język to nie jest eksponat muzealny, żeby trzymać go w gablocie i wycierać szmatką z naniesionego kurzu. IMO (anglicyzm zamierzony :)) puryści są dość zabawni, skoro nie rozumieją, że język żyje, zawsze przyjmował, przyjmuje i będzie przyjmować obce naleciałości. Kiedyś pochodziły one z łaciny, włoskiego i francuskiego, dziś z angielskiego, a w przyszłości z cholera wie którego języka. I tu się nie ma na co oburzać, ani na co jojczyć - z tym się po prostu trzeba pogodzić. A jeśli ktoś już jednak na jojczenie się decyduje, to niech przynajmniej będzie konsekwentny.

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: Więc uważasz że wszyscy powinniśmy się posługiwać "pongliszem" bo tak jest fajnie i nowocześnie, tak? Słyszałeś Ty kiedyś polskiego robotnika budowlanego za granicą, na przykład w UK czy Irlandii? Nie polecam...

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam:
      CD - płaskokrążek lustronumeryczny

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: Co innego, gdy język się zmienia, a co innego, gdy wtrącasz angielskie słowa.

    •  

      pokaż komentarz

      @vir: Prościzna, SM to oczywiście Kierownik Młyna, co przy naszej dwuznaczności słowa "młyn" miałoby całkiem fajny wydźwięk (to moja niedawna funkcja, niestety za granicą, bo nawet by mi się podobało spolszczone ;) )
      Owszem, niektórych rzeczy nie da się przetłumaczyć. Problem jest jednak, gdy się jednak da, a i tak wszyscy udają anglosasów, bo tak jest modniej. Jeszcze gorzej, jak robią to nieudolnie. Wzorcowym przykładem jest niesławny menadżer, który w różnych nieporadnych dialektach zostaje nazwany menagerem lub manadżerem. Nie wiadomo, śmiać się przy tym czy już płakać.
      Powinniśmy, wzorem innych krajów, jak choćby Niemcy czy Japonia, maksymalnie naturalizować obce wyrazy w naszym słowniku. Wymowa c jako k jest u nas obca, więc tak bardzo bolałoby spolszczyć do skrum majstra? (wiem, bardziej pasowałby mistrz, ale majster jakoś tak mi pasuje podobieństwem brzmienia, a i znaczeniowo niewiele tu odbiega)

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: Oż ty, a skąd niby wzięła się ,,k@#!a"? To też jest wyraz rdzennie słowiański, jak @@@@a, $#%! i j#$#ć. Tak, naszymi wulgaryzmami teoretycznie można się dogadać na terenie całej słowiańszczyzny.
      k@#!a nie wzięła się ani od zakrętu, ani od dziewczyny (że niby od greckiego "kora").

    •  

      pokaż komentarz

      k%!%ica go trafia, a odmieniać nawet nie potrafi. Nie Akiro, a Akiry.
      Dziękuję.
      @Pompidoub: A "k%!%a mać" to nie przypadkiem od "curve" i "maciora"? czyli "k%!%a Twoja Mać"- "Krzywa Twoja matka" ew. "Twoja matka jest krzywa". Tak mi polonistka tłumaczyła kiedyś.

    •  

      pokaż komentarz

      @Daronk: Na 100% nie. Mnie sorka od łaciny mówiła, że to z greki, ale skoro i wikisłownik, i profesor Markowski twierdzą, że to z prasłowiańskiego to musi być prawda :) A k!!%a mać faktycznie obrażało kiedyś matkę.

    •  

      pokaż komentarz

      @nehsi: ale majster to właśnie z niemieckiego nasz swojskiej mistrz

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: Tak, język ewoluuje, zmienia się, lapie nowe slowa, ALE czymś innym jest zamienianie już istniejących na obce. Szczególnie kiedy to nie ma sensownego zastosowania jak przy nazwach stanowisk.

    •  

      pokaż komentarz

      @nehsi: Żaden tam "kierownik młyna" tylko młynarz :) Ja próbuję przepchnąć to u mnie w firmie.

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: "czy tylko mnie wk!%#ia wszechobecne wp@$!!%@anie angielskich słów? " Tak k***a tylko Ciebie...

    •  

      pokaż komentarz

      @kwahoo: interfejs (interface) - międzymordzie

    •  

      pokaż komentarz

      @parsiuk: No ok, koleś ma rację, że powinno się szanować swój język itp. ale dlaczego nie starać się na całym świecie do ujednolicania języka? Powoli powstaje uniwersalny język i to nie dzieje się tylko w Polsce tak, że do użycia wchodzi coraz więcej słów obcojęzycznych. Osobiście nie przeszkadza mi to, że zamiast płaskokrążek lustronumeryczny używa się CD.

    •  

      pokaż komentarz

      @Zapasowe_Sumienie: @kwahoo: Do tego można jeszcze doliczyć wojnę "anuluj" vs "poniechaj" ciągniętą bodajże do tej pory na forum myapple http://www.myapple.pl/anuluj-czy-poniechaj/14877-anuluj-czy-poniechaj-zdaniem-poradni-jezykowej-pwn.html

    •  

      pokaż komentarz

      @fen1x: Nie , nie tylko jego to wkurza. Wkurza mnie też snobowanie się na wielki świat , gdy jesteśmy pryszczem na tyłku Europy. I uważam, że język ojczysty należy szanować , a nie robić z siebie pośmiewiska.

    •  

      pokaż komentarz

      @kwahoo: CD-ROM - cygan sprzedający kompakty

    •  

      pokaż komentarz

      @mariuszj: Zgodzę się, sam _Młynarz mógłby starczyć, zwłaszcza że KIerownik niefortunnie kojarzy się z procesem sterowanym od góry, a nie o to w tej metodyce chodzi. A niech mnie, spróbuję to przeforsować i u mnie. :)

    •  

      pokaż komentarz

      @Daronk: slowo "k!#!a" pochodzi od lacinskiego slowa "carev" (czytanego karew), oznaczajacego krowe.
      k!#!a, to byla wiec kobieta oporzadzajaca krowy, pracujaca w oborze przy gnoju.

      Ciekawostka, ze rowniez slowo "dziwka" jest nazwa sluzacej, czyli jakby to powiedziano kiedys "dziewki usluznej".

      Kolejna ciekawostka jest taka, ze jeszcze trzysta lat temu slowo "kobieta" bylo wulgaryzmem, zas dziwka nie. :)

    •  

      pokaż komentarz

      @parsiuk: nie zastanawia cie czy iles lat temu nie uzyto tych samych argumentiow do walki z weekendem czy innym makaronizmom?
      tez jestem przeciwny wplataniu na sile slow ktore maja doskonale polskie odpowiedniki ale jak sam autor bloga (kolejne slowo) szybko sie przekonal na slowie talkshow od pewnych zapozyczen nie ma ucieczki i udawanie ze to sa spolszczone slowa nie zminia faktu ze takimi nie sa.....

    •  

      pokaż komentarz

      @parsiuk @0123 @Ryu i pozostałe 52 osoby
      Nie chce mi się pisać wykładu z konkretnymi przykładami na to, że rozwój języka to przede wszystkim przyjmowanie i naturalizacja zapożyczeń. Ograniczę się więc tylko do obrazowego porównania - Słownik Wyrazów Obcych PWN liczy obecnie ok. 30 tysięcy haseł. To więcej niż większość z nas w ogóle używa (przeciętny Polak posługuje się na co dzień zakresem 2-5 tysięcy), i być może przybliżona liczba słów które jesteśmy w stanie zrozumieć mimo, że się nimi nie posługujemy (użytkowanie bierne). Wam dzisiaj zbrodnią dla języka wydaje się biedny skromny account, pokolenie czy dwa wcześniej sami byście byli wyklęci za choćby weekendy, lunche czy kartofle.

      Aha, nie zapomnijcie posłać gromów na PWN, który ostatnio do Słownika Języka Polskiego dodał takie hasła jak chillout (w dodatku w takiej formie, bez spolszczonego zapisu; sic!!11oneone). Popikietujcie im pod siedzibą albo co...

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: Powtórzę się. Nie widzisz różnicy między normalnym procesem przyjmowania NOWYCH slów z obcego języka, a procesem zastępowania istniejących obcymi?
      A PWN odwala dobrą robotę, bo oni nie oceniają, nie dyrygują, a opisują. Ludzie kształtują to jak wygląda nasz język, a PWN tworzy slowniki. Nie zmienia to faktu, że używanie w języku polskim zwrotu chillout jest idiotyczne, szczególnie przy niespolszczonej pisowni.

    •  

      pokaż komentarz

      @dzikireks: Ja tylko podałem to, co mi powiedziano- nie jestem ekspertem więc nie zamierzam się kłócić ;]
      Ale dziewka stosowano chyba uniwersalnie- mówiono do córek, do służby?
      No a co do tej k$@@y, to ciekawe bardzo ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @Ryu:
      Zastępowanie istniejących określeń również jest normalne (vide majster, gildia, weekend, helikopter, kartofel). Z resztą, pojęcie "normalności" i "nienormalności" jest kompletnie nieadekwatne/irrelewantne/niewłaściwe (tak dla przykładu dyskutowanego przypadku) do języka. Bo "normalność" w świecie języka to wszystko czym się ludzie posługują, niezależnie od znaczenia, czy etymologii.

      Z resztą, język to tylko narzędzie. A wy robicie okopy jakby co najmniej był relikwią zesłaną przez samego boga.

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: Narzędzie, narzędzie. Nie spotkaleś się jeszcze z tym, aby ktoś próbowal dbać o swoje narzędzie?

    •  

      pokaż komentarz

      @Ryu:
      Nie spotkałem się z nikim, kto by bał się w nim wymienić jakiś element na nowy w obawie przed zatraceniem jego "oryginalnej" tożsamości...

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: W Polsce są ŚMIGŁOWCE nie ma helikopterów.

  •  

    pokaż komentarz

    Key Account Manager, czyli Opiekun Kluczowych Klientów, czyli taki handlowiec z wyższej półki.

  •  

    pokaż komentarz

    Przed wykrzyknikiem i znakiem zapytania nie stawia się spacji, wielokropek składa się z trzech kropek, a nie dwóch, minus to nie myślnik, zaś polski cudzysłów wygląda inaczej ("ten" to amerykański). Dodatkowo niektóre przecinki trochę przypadkowo są postawione (czy autor bloga skonstruował jakiś randomizator interpunkcji?). Osoba podchodząca do interpunkcji w sposób tak dowolny wypowiada się o języku polskim? Dziwne to wszystko.

    (Zgadzam się, że jest nadmiar wyrażeń angielskich.)

  •  

    pokaż komentarz

    A te wszystkie Courty, Towery, Plaze, Centery?
    Nie do pomyślenia jest to we Francji czy Włoszech, bo tam są dumni ze swojej kultury i ze swojego języka, ale Polacy jeszcze długo będą mieć kompleks niższości wobec "Zachodu". Lata PRL zrobiły swoje.
    Jestem Accountant Trainee i mejkam deale k%$$a!

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej:
      Chyba nie gadałeś nigdy z Francuzem, skoro nie wiesz ile u nich anglicyzmów się wplata w mowie potocznej :).

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej: Dlaczego nazywasz to kompleksami? To jest taka glupia moda i tyle. Narodowym kompleksem to ja bym raczej nazwal to, że wszystko co się u nas dzieje nazywamy narodowymi kompleksami.

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej: Podobnie z Tour de Pologne. Francuzi mają po swojemu Tour de France, Włosi po swojemu Giro de Italia, Hiszpanie również we własnym języku Vuelta Espana a tylko my nie potrafimy nazwać tego po Polsku!

    •  

      pokaż komentarz

      @sciana:

      Tour de Pologne, to jeszcze przedwojenny wyścig, więc ma niewiele wspólnego z obecną modą.

    •  

      pokaż komentarz

      @RT_NR: Przed wojną, nasi dziadkowie też na prawo i lewo zapożyczali wyrazy. I zapewne podobnie byli tacy którym to się nie podobało. Czy my się wstydzimy swego języka?

    •  

      pokaż komentarz

      @RT_NR: No dokładnie, bo Polacy zawsze czerpali garściami z obcych języków i obcych kultur nie bojąc się wprowadzać obce słowa do języka. Póki co to tylko bogaciło nas język dzięki czemu mamy niespotykane bogactwo językowe i interesującą kulturę. Obecnie nie wiem skąd taki strach przed utratą tożsamości poprzez kilka angielskich słów. Łacina była modna, wchodziły łacińskie, Niemiecki był wpływowy, wchodziły niemieckie, francuski był na salonach, wchodziły francuskie. Teraz angielski jest międzynarodowy, więc wchodzą angielskie, nie ma powodu do obaw.

    •  

      pokaż komentarz

      @pracocholiczka9: Problem w tym że Tour de Pologne jest wyrażeniem i każde z ze słów tego wyrażenia nie znaczy kompletnie nic w języku polskim, zarówno teraz jak i 100 lat temu. Tym samym nie wzbogaca to naszego języka ani na jotę.

    •  

      pokaż komentarz

      @sciana:
      Po polsku (małą literą) jeżeli już.

    •  

      pokaż komentarz

      @kinlej: Nie do pomyślenia jest to we Francji czy Włoszech, bo tam są dumni ze swojej kultury i ze swojego języka

      Dodaj do tego hiszpanów i masz świętą trójcę narodów, które są tak dumne ze swojego języka, że aż nie chcą się uczyć języków obcych, angielskiego w szczególności. Pracuję powiedzmy szeroko w branży gastronomicznej w Londynie i mnie ch. strzela jak wchodzi mi taki hiszpan czy włoch i na pełnej zaczyna recytować po swojemu. Całe szczęście, że w 99% przypadków włosi chcą espresso a hiszpanie latte to co by nie powiedzieli do okoła to meritum jest mi znane. Gorzej z francuzami, wymyślają skomplikowane zamówienia, których nie potrafią powiedzieć po angielsku albo mówią z tak ciężkim akcentem, że już lepiej niech nic nie mówią tylko pokażą palcem w menu.

      Najbardziej lubię szeroko pojęte narody germańskie (aczkolwiek najmniejszą sympatią darzę niemców i bynajmniej nie z powodów historycznych acz z powodu najgorszej znajomości angielskiego z tej grupy). Islandczycy i norwegowie tak wymiatają, że po samym głosie nie można ich odróżnić od amerykanów (zazwyczaj mówią z idealnym amerykańskim akcentem).

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: Zależy jacy Francuzi, jeżeli ci młodsi faktycznie wrzucają trochę anglicyzmów, to Ci trochę starsi nie posługują się nimi prawie wcale. Ci młodsi Francuzi rozmawiając między sobą również mało wrzucają po angielsku; z obcokrajowcami mówiącymi po francusku rozmawiają inaczej, tak jak mówisz więcej jest tych anglicyzmów, bo po prostu nie dałoby się ich zrozumieć gdyby mówili czysto po francusku i używali swoich skrótów. Wystarczy popisać trochę z francuzami wtedy można się przekonać jacy są kreatywni w tworzeniu wyrazów, poprzez zapisy fonetyczne i różne takie cuda. Tutaj przykładowe skróty

  •  

    pokaż komentarz

    Obcojęzycznemu słownictwu wszechobecnemu w naszym życiu mówię stanowcze:
    oddalcie się na znaczną odległość starając się iść raźnym krokiem!

  •  

    pokaż komentarz

    key account manager? przecież to oczywiste, że to woźny zamykający kąty i korytarze w szkole.

  •  

    pokaż komentarz

    Moje trzy grosze - w tekstach o ,,gwarze młodzieżowej" albo w ogóle o współczesnym języku powszechnym przykładem słówka z języka angielskiego które wkroczyło do naszej codzienności jest ,,cool". Każdy z nas chyba widział słowo "cooltura" albo jakąś jego formę, która ma nadawać słowu kultura młodzieżowego lub nowoczesnego charakteru. Osobiście nigdy, podkreślam, nigdy! nie słyszałem tego słowa w polszczyźnie, którą słyszałem w szkole i internacie. Nie wiem gdzie językoznawcy wychwycili obecność tego słowa w mowie młodzieżowej, chyba że ,,cool" faktycznie jest używane ale nie w moich stronach.
    A tak bardziej generalnie: Anglicyzmy i wszystkie inne yzmy są ok. Znacznie bardziej nie lubię wplatania całych zdań w rozmowach między Polakami. Dajecie wiarę? Całych zdań! Sens takie zabiegu jest dla mnie niewiadomy. Wot taka zagwozdka!

    •  

      pokaż komentarz

      @Pompidoub: Też się w otoczeniu nigdy z coolem nie spotkalem, ale jakoś tak... jakoś... Nie wiem. Może to ma raczej taką wartość symboliczną? A może mlodzież nadużywala tego cool w czasach kiedy dopiero wchodzila moda na anglicyzmy i tak się zostalo jako przyklad?

    •  

      pokaż komentarz

      @Ryu: cool było bardzo modne za czasów kreskówki Beavis & Butthead potem jakoś zostało.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pompidoub: Tak jak wtf2009 - "cool" było popularne raczej w połowie lat 90-tych. Beavis i Butthead mają z tym chyba sporo wspólnego...

    •  

      pokaż komentarz

      @Pompidoub: Cool było popularne z 10-15 lat temu.

    •  

      pokaż komentarz

      @Er4ser: Aha, dzięki wam powyżej. Już wszystko jasne, wtedy ja się jeszcze polskiego uczyłem.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pompidoub: Ja z moim chłopakiem rozmawiamy językiem, na który ludzie walczący o piękną polszczyznę dostaliby zawału. Po pierwsze dużo przeklinamy, tu jeszcze pół biedy bo głównie po polsku, ale "fuck" używam już tak często, że stało się moim odruchowym przekleństwem (tym, które chyba każdy ma i które wylatuje z jego ust nieświadomie kiedy np. butelka z gazowanym napojem eksploduje mu w rękach i oblewa pół ubrania itp.), po drugie, jako że często gramy razem online na co dzień też używamy powszechnego w tych grach słownictwa i skrótów, po trzecie często używamy cytatów z gier/filmów/memów, polskich też ale w większości angielskich (stąd mogą się brać całe zdania które słyszałeś, tak myślę). Jestem w stanie zrozumieć, że komuś się może taki sposób mówienia nie podobać. Śmieszy mnie tylko mówienie, że takich wstawek używa się dla lansu czy poczucia się lepszym, dla mnie są one zwykłą częścią mojego słownictwa, ani lepszą ani gorszą. Nie wciskam ich na siłę i nie staram się koniecznie ich używać. Jedyne co mnie językowo irytuje, to używanie słów niepoprawnie - czy to przez złą odmianę, czy to mylenie ich znaczenia. I irytuje mnie to niezależnie od tego czy jest to "prawdziwe słowo" czy skrót z gry.

    •  

      pokaż komentarz

      @Pompidoub: Nie ma za co. Jeśli chcesz odpowiedzieć większej ilości osób to napisz tak:

      @Er4ser, @postac, @wtf2009, @Ryu: Aha, dzięki...

      Wszyscy dostaną powiadomienie. Ot, ciekawostka.

  •  

    pokaż komentarz

    Japończycy są w tym świetni - kuraszy!!!
    Słów do wyboru, a wyprawiają makaronizmy.

  •  

    pokaż komentarz

    Proszę poprawić jeśli się mylę:
    account manager - nadzorca kont (takich bankowych)
    key account manager - starszy nadzorca kont, albo nadzorca ważnych kont [niestety angielski nie ma fleksji i rzeczowniki są zarazem przymiotnikami, więc ciężko się rozeznać]
    developer - budowlaniec albo programista
    process leadrer - (leader?) kierownik operacyjny
    sales representative - sprzedawca
    specialist accounting - starsza księgowa (?)

    •  

      pokaż komentarz

      @OVO: ja tam też nie wiem ale account może być też w sensie klienta instytucji. Czy ze to kierownik ds klientów/zleceniodawców

    •  

      pokaż komentarz

      @OVO:
      Account Manager - Opiekun Klienta, ktoś więcej niż handlowiec. Osoba odpowiedzialna za kontakt z klientem i prowadzenie go od złożenia zamówienia po końcową fazę realizacji usługi. Termin "account manager" pochodzi z branży reklamowej, gdzie słowo "account" odnosi się do całości rozliczeń z klientem.
      Key Account Manager - j.w., ale osoba opiekuje się klientami kluczowymi dla firmy.
      Developer - najczęściej chodzi o programistów rozwijających aplikacje. Często "developer" odpowiedzialny jest za "uszycie" aplikacji (produktu) na potrzeby klienta.
      Process Leader - nazwa, która niewiele mówi nawet jak na standardy angielskie. Trochę jak project leader, czyli tak naprawdę nie wiadomo co :) Procesy, którymi się zarządza mogą dotyczyć firm produkcyjnych jak i usługowych. Dopiero specyfika branży rzuci nieco więcej światła na zakres obowiązków tej osoby.
      Sales Rep - trafiłeś
      Specialist Accounting - specjalista ds. księgowych

    •  

      pokaż komentarz

      Nie ma najmniejszego znaczenia co jak się nazywa. Na każdym stanowisku twoim jedynym celem będzie naciąganie ludzi.

    •  

      pokaż komentarz

      @key-account-manager: skoro masz takie podejscie to naciagaj dalej

  •  

    pokaż komentarz

    Tak po przeczytani białego tekstu na czarnym tle i powrócenie na wykop odbiło się źle na moich oczach ;/

  •  

    pokaż komentarz

    Uwielbiam gwary (a w zasadzie dialekty).. gwarę śląską z naleciałościami czysto niemieckimi lub czeskimi

    Niech się gość zdecyduje, czy naleciałości nienawidzi, czy uwielbia obce naleciałości.

  •  

    pokaż komentarz

    Co to do k!@$y nedzy jest "warszawszczyzna" ?

  •  

    pokaż komentarz

    Ja z kolei uczulony jestem na hasło "SALE" i mam wtedy ochotę pizgnąć cegłą w witrynę sklepową.

  •  

    pokaż komentarz

    Nazwy połowy produktów z pewnego polskiego sklepu: Domestos 24h Red Power, Aerozol Autan Active, Original, Classic, ambi pur flush fragnance, lenor sensitive, ariel professional, dr. beckmann pre wash, stain devils krew; vanish oxi ation extra hygiene, crystal white, ariel oxygen purity, bonux active fresh, fantasia color, natura happy, persil pure end natural gold, gold brillance, plus freshness

    To się da gdzieś zgłosić? Teoretycznie ochroną języka polskiego zajmuje się Rada Języka Polskiego, ale chyba jej to nie wychodzi albo producenci jakoś obchodzą ustawę.

    •  

      pokaż komentarz

      @ignacy130: A co się dziwisz, jak polskie firmy zostały wyniszczone?

    •  

      pokaż komentarz

      @ignacy130: To się nazywa ,,ornamental english'', czyli używanie chwytliwych angielskich słów na produktach, afiszach, itd. Popularne wśród azjatów, którzy często używają angielskiego kompletnie niepoprawnie, ale nikomu tam to nie przeszkadza, bo klienci i tak się nie rozeznają.
      Active fresh też nic nie znaczy, bo powinno być np. active freshness albo active and fresh cośtam

    •  

      pokaż komentarz

      @Lejda: najsmieszniej jest z nazwami firm. np. Orange to nie wiadomo czy Oryndż czy oraaaaanż

    •  

      pokaż komentarz

      @armata: Problem w tym, że niektóre produkty i firmy są międzynarodowe. Ich właściciele nie widzą powodu dla którego mieliby zmieniać nazwy swoich najsłynniejszych produktów.

    •  

      pokaż komentarz

      @ignacy130: Przecież łatwo się domyślić czemu tak robią - produkty i ich opakowania są produkowane w jednym miejscu i rozwożone często po kilku krajach (wystarczy zerknąć na języki "składów" z tyłu opakowania żeby zobaczyć do ilu). Niezbyt praktyczne byłoby robienie oddzielnych opakowań dla każdego kraju, a większa szansa jest że w każdym z nich będą rozumieć proste słówka po angielsku niż np. po polsku. A w ogóle liberałowie się znaleźli, każdy powinien móc sobie nazywać tak, jak mu się podoba. Jak ja sobie wymyślę produkt i będę go chciała nazwać w języku elfów to nikomu nie powinno być nic do tego.

    •  

      pokaż komentarz

      @Szab: Nie mówię, żeby zmieniać Vanish, Domestos itd., ale fresh, active itp. czemu nie? Świeży, aktywny, krystaliczna biel. Natura happy - no tu mam, a raczej firma miałaby problem, ponieważ to znaczy tyle co szczęście natury... potworny gniot.

  •  

    pokaż komentarz

    Download i Newsletter, nie są jeszcze takie złe.
    Tak jak download da się zastąpić w ludzki sposób słowem "pobieranie" itp., tak jakoś nie wyobrażam sobie zakładki nowości na skrzynkę E-mail (bo przecież nie nowości na maila) w zamian za Newsletter.
    Co do reszty przypadków, zgadzam się z autorem w 100%.

    •  

      pokaż komentarz

      @FELIX90: Newsletter to przecież zwykły biuletyn.

    •  

      pokaż komentarz

      @Wladyslaw_1927: Ten przykład pokazuje, jak bardzo zacofani jesteśmy w języku polskim. Trudno znaleźć polskie odpowiedniki angielskich słów, które weszły do użycia powszechnego, a kiedyś ludzie nie mieli z tym problemów. Niektórym pewnie słowo 'biuletyn' kojarzy się z jakimś przestarzałym, nieużywanym obecnie wyrazem. Straszne trochę.
      Jednym z nielicznych takich słów, które akceptuję w pełni w języku polskim jest 'weekend'. Nie mamy żadnego odpowiednika, a 'koniec tygodnia' nie wiadomo do końca czy jest piątkiem czy niedzielą. 'Weekend' jest dość jednoznaczny i ciężko go czymś polskim zastąpić.

    •  

      pokaż komentarz

      @ju_q: może fajra? co prawda z łaciny ale za to nawiązanie do ferii (też z łac) albo niemieckoiego fajranta (też z łac), dwóch słów mocno zakorzenionych w polskim języku.
      No i krócej niż weekend , które to słowo nie wiadomo jak pisać. Zapis fonetyczny "łikend / łikent " zbyt mocno odbiega od angielskiego zapisu i stąd , przynajmniej u mnie , zawsze występuje przy zapisie mała konsternacja bo słowo jest zbyt dosłownie zapożyczone . Pisząc "weekend" a czytając "łikend" moja konsternacja tylko się pogłębia.

    •  

      pokaż komentarz

      @FELIX90: Akurat terminologia informatyczna w większości ma całkiem ładne i zgrabne polskie nazwy i nie trzeba co rusz wtryniac anglicyzmów (wbrew potocznemu mniemaniu o języku informatycznym). Natomiast to, co dzieje się w biznesie, własnie te wszystkie key account managery i inne takie, to woła o pomste do nieba...

    •  

      pokaż komentarz

      @FELIX90: Więc proszę Cię uprzejmie - przetłumacz mi na język polski chociażby tytułowego KAMa. Tak, żeby było prosto, zwięźle i odzwierciedlało zakres jego obowiązków.

    •  

      pokaż komentarz

      @FELIX90: i swoją drogą... nie ma czegoś takiego, jak e-mail. jest email.

  •  

    pokaż komentarz

    Jest też inny problem. Wyobraźcie sobie że przychodzi starsza babuleńka do banku a tam jej mówią że ma się zgłosić do account managera. I co ona ma zrobić? Równie dobrze mogą jej powiedzieć że ma iść do Batmana albo samego Jedi, tyle samo zrozumie. Nie jesteśmy sami w Polsce, pamiętajcie.

  •  

    pokaż komentarz

    mnie też wk@##ia ta angielszczyzna wplatana gdzie się da przez karierowiczów! Pracowałem z taką jedną dziewczyną - bardzo ogarnięta, młoda kobieta, piękna jak nie wiem, ale do cholery "ona jutro jedzie do łorsoł"... "risercz trzeba zrobić" i zkolować kii klientów... nie szło wytrzymać. Że nie wspomnę o nazewnictwie na rynku pracy - Polacy zamiast być dumnymi z własnej tożsamości i ponoć najtrudniejszego języka do opanowania na świecie, gały mają wlepione w jakieś zachodnie gówno i konsumując je zachwycają się "dis is gud"... szkoda. Ja z tym walczę ;) who's with me? :P

  •  

    pokaż komentarz

    Wszystko fajnie, ale autor jest trochę niekonsekwentny. Denerwują go wszechobecne anglicyzmy, a w opis i tytuł znaleziska wrzuca niepotrzebne według mnie wulgaryzmy. Po co?

    •  

      pokaż komentarz

      @xyleen: gdzie ty tu widzisz niekonsekwencję? Nie napisał 'fuck', nie napisał 'whore' czy też czegokolwiek innego, ale tradycyjną polską k$#%ę.

    •  

      pokaż komentarz

      @403: Oczywiście, soczysta k!##a nadaje dziełu wyrazu, na przykład nie wyobrażam sobie Sapkowskiego, nieużywającego żadnych przekleństw w swoich książkach. Ale nie podoba mi się, że wulgaryzmy nagminnie pojawiają się w każdym miejscu Wykopu - tym bardziej w tym znalezisku - i opis, i, co gorsza, tytuł, zawierają przekleństwa.

    •  

      pokaż komentarz

      @xyleen: Nadużywanie wulgaryzmów to nic dobrego, ale wykop jest o nadużywaniu anglicyzmów, więc raczej trudno mówić o niekonsekwencji.

  •  

    pokaż komentarz

    Co to jest murzyn siedzący obok szympansa na gałęzi ?

    Branch manager assistant

  •  

    pokaż komentarz

    Nie no... "chill out man" ;-) Key account manager, sales manages, developer itd. mają bardzo logiczne uzasadnienie ich używania. Wiele nowoczesnych firm (kierujących swoją ofertę także na rynki zagraniczne) wybiera ang. nazwy stanowisk po to aby dając wizytówkę komuś za granicą, zrozumiał z kim ma przyjemność. Owszem można byłoby mieć przy sobie zawsze polską wizytówkę i jej angielski odpowiednik... w mailach 2 stopki, itd... ale po co skoro wymyślono, że można sobie ułatwić życie?

    Założe się, że jak będziesz szukał pracy na budowie - w Polsce to już raczej nie spotkasz się z ogłoszeniami typu "key account" itp... tylko po prostu "Pomocnik betoniarki" czy coś w tym stylu ;-)

  •  

    pokaż komentarz

    A ilu z was, święcie oburzonych, mówi śmigłowiec zamiast helikopter?

  •  

    pokaż komentarz

    "lektor tłumaczący filmy angielskojęzyczne - masakra.. " - nie ma co winić lektorów bo oni tylko czytają tekst przełożony na polski przez jakiegoś tłumacza. Poza tym zgadzam się z tekstem w 100%

  •  

    pokaż komentarz

    Zwykła próba dowartościowania się, pokazanie "jaki to ja niby jestem super ważny w firmie, mam nazwę stanowiska po angielsku". Jestem w stanie zrozumieć nazywanie swoich stanowisk po angielsku w jakichś oddziałach zagranicznych korporacji, kancelariach prawniczych itp. w których na co dzień używanym językiem jest angielski, ale gdy jakaś paniusia która jeszcze 10 lat temu była zwykłą kadrową dziś nazywa siebie "HR managerem" - to wygląda po prostu śmiesznie. Zresztą takich kwiatków jest masa, wystarczy wejść na goldenline.
    Swoją drogą, zastanawiam się czy umowa (o pracę) z wpisaną nazwą stanowiska w języku obcym jest legalna z punktu widzenia prawa (ustawa o języku polskim)?

    •  

      pokaż komentarz

      Przesadzacie, język korporacji to język angielski, jak pracowałem w Hiszpanii też moje stanowisko było po angielsku. Taki jest korporacyjny standard, struktura organizacji to mimo wszystko jakiś przeniesiony i dopasowany do warunków model nie widzę powodu tłumaczyć tego na polski skoro jednak podstawą takiej pracy jest język angielski. I w drugą stronę - ta pani kadrowa woli pracować na stanowisku HR manager, bo potem pokaże gdzieś za granicą papier i od razu będzie wiadomo o co chodzi w przypadku referencji. Wiele polskich firm też wprowadza takie nazwy ponieważ jednak brzmi to bardziej poważnie i chcą sobie wybrać jak najlepszego kandydata. Nie jest to dowartościowywanie się to są po prostu zagrywki na rynku pracy. A czym jest goldenline to nie jest facebook tam chodzi o pracę. Trzeba to zrozumieć, to nie jest tylko zjawisko polskie.

  •  

    pokaż komentarz

    od dzisiaj mówię albo po polsku
    albo po angielsku :)
    bo przyznam się że zdarzało mi się wtrącać jakieś angielskie słowa czasami ;/

  •  

    pokaż komentarz

    Kiedyś był w radiu Zet taki program prowadzony przez Janusza Weissa pt. "dzwonię do Pani, pana z nietypową sprawą" - nie wiem czy jeszcze jest nadawany. Audycja polegała na tym, że słuchacze nagrywali mu na sekretarkę jakieś zadania do wykonania przez telefon. On wybierał najciekawsze i dzwonił wkręcając rozmówców. Jedno z zadań dotyczyło słowa copyrighter. Słuchacz dostał pismo chyba podpisane przez osobę o takim tytule. Weiss zadzwonił do tej firmy, zapytał czy może rozmawiać z copyrighterm i kiedy ta osoba się zgłosiła w słuchawce przedstawił się jako się jako stumbahnführer Weiss.
    Wiem, że kiepska anegdota ale dla kogoś kto łapie o co chodzi powinna być zabawna. Poza tym miał kilka dobrych programów do momentu aż został kojarzony przez rozmówców. Akcja działa się gdzieś pod koniec lat 90.

  •  

    pokaż komentarz

    a moim zdaniem całe te sranie, to gorzkie żale niespełnionych ludzi
    jak ktoś nigdy nie był w korporacji, to sra ogniem, że takie środowisko, to zło najgorsze, że oducza języka, człowieczeństwa i ludzkich odruchów itp. itd.
    ale jak już pracujesz w międzynarodowej firmie i jesteś w biznesie trochę obeznany, wiesz co można ugrać, to każdy, jak jeden mąż by chciałby być key account manager'em bez wniku, na nazwę roboty, bo takie stanowisko to po prostu niezła szycha jest i co tu dużo mówić, kasa lepsza niż zwykły tam inżynier/technolog prosto pod studiach (albo bez)
    minusujcie do woli, przyzwyczajon jestem

    •  

      pokaż komentarz

      @muuzyk: A gdyby nazwa tego samego stanowiska była po polsku, to osoba go zajmująca już by nie byłaby taka szychą?

    •  

      pokaż komentarz

      @muuzyk: Jestem mobile toilet cleanerem w międzynarodowej firmie developerskiej i jestem z tego dumny, a te całe sranie ludzi też mnie denerwuje. Jak na szychę przystało jestem obeznany w biznesie, więc możecie mi zadawać pytania.

    •  

      pokaż komentarz

      @sciana: polska nazwa stanowiska nie jest zrozumiała przez zagranicznego klienta, nie ma pojęcia z kim na do czynienia
      jak widzi key account w stopce maila/na wizytówce, to od razu czuje się bardziej szanowany, wyróżniony; i o to właśnie chodzi
      nie widzę przeszkód, żeby były dwujęzyczne nazwy stanowisk, po prostu pisanie wszystkiego co się da po polsku i linczowanie angielskich nazw moim zdaniem jest co najmniej nierozsądne, jak dana firma chce zabłysnąć na międzynarodowej scenie

    •  

      pokaż komentarz

      @muuzyk: Po uja komuś account manager gdy obsługuje 99% Polaków?

    •  

      pokaż komentarz

      @muuzyk: wybacz, ale jak wchodzę do budynku korporacji w Polsce, muszę się podpisać w visitors book, następnie przejść do security room, żeby security man mógł wydać mi badge uprawniające mnie do przejścia przez kolejne drzwi to już na samym wstępie mnie Xuj strzela...

  •  

    pokaż komentarz

    przyznam się nie znam języka angielskiego by np. cały film zrozumieć, w szkole angielskiego kiedyś mnie uczyła nauczycielka która przekwalifikowała się z ruskiego, może to jej kwalifikacje, zapewne też moje lenistwo ale ..

    jak to napisał Mikołaj Rej:

    "A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają"

  •  

    pokaż komentarz

    szukam account wykopera :P

  •  

    pokaż komentarz

    Co do nazw stanowisk w ofertach to się zgadzam, że jest przesada. Rozumiem jak cała oferta jest po ang. i dotyczy międzynarodowej firmy i cv też chcą po ang, ok. Ale jak są zwykłe polskie firmy, które chcą polaka zatrudnić to im przypominam, że mamy w naszym języku słowa księgowy, kadrowa i specjalista, które wcale nie zmieszają "prestiżu" tych stanowisk. I nie wiem czemu ale mam straszną alergię na słowo "merchandiser".

  •  

    pokaż komentarz

    Zamów ten item, na jutro explanation, zbuduj takiego device'a, to jest nasz driver, jakie są forecasty, specjalista Customer Service, stwórz check listę, jako jest lead time, zbinduj tą/tę? paletę... A jakich zwrotów u Was w robocie używają? :p

    •  

      pokaż komentarz

      @dyniaq:
      Popraw bleedy, przełóż cmyka na spot, dodaj/zmniejsz blura, popracuj jeszcze nad layoutem i ux bo ten nie wygeneruje c2a. i forwarduj to accountowi bo klient chce mieć to asap. A, zapomniałem - impossibel is nafing :)

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: Kurcze, to u mnie w firmie naprawdę jest pod tym względem dobrze, bo my musimy tylko zdevelopować cos przed dropem, bo jeżeli tego nie zrobimy to to impaktuje inne teamy... i to juz właściwie wszystko z anglicyzmów :)

  •  

    pokaż komentarz

    Święta racja autorze wykopu. Ale to w dużej mierze wynika z faktu, że polscy dziennikarze - szczególnie ci z pism technicznych - to niedouczone barany. Popularna witryna o internecie pisze o "registrarach" i "followersach"... to czego oczekiwać od ludzi z firm, którzy nie są dziennikarzami, a zatem niekoniecznie muszą znać dobrze język ojczysty?

  •  

    pokaż komentarz

    Komentarz usunięty przez moderatora

  •  

    pokaż komentarz

    Ostatnie zdanie - jakże piękne!

  •  

    pokaż komentarz

    Przyganiał kocioł garnkowi. Akira Kurosawa => Akiry Kurosawy, nie Akiro.

  •  

    pokaż komentarz

    Sprawa jest prostsza, niz sie wydaje.
    Uzywanie slow obcych, ktore maja swoj polski odpowiednik swiadczy wylacznie o tym, ze osoba ich uzywajaca nie zna owych polskich odpowiednikow.
    Czyli, innymi slowy, swiadczy to o ubogim slownictwie, co z kolei swiadczy albo o mocno ograniczonej inteligencji, albo powaznych niedoborach podstawowej wiedzy.

    Moim zdaniem osoba mowiaca, ze "karpet w dyskauncie jest okej" sama sobie wystawia wizytowke osoby z powaznie obnizonym ilorazem inteligencji.

    Wszak testy na ow iloraz badaja trzy dziedziny: zdolnosci arytmetyczne, wyobraznie przestrzenna i.... wlasnie, wlasnie.... zdolnosci jezykowe.

    Naduzywanie slow obcojezycznych swiadczy o niedorozwoju umyslowym.

  •  

    pokaż komentarz

    Mi to nie przeszkadza jeśli dotyczy to firm zagranicznych zatrudniających pracowników w Polsce.
    Ja pracuję w firmie, która ma oddziały w kilku krajach europy i posługujemy się zależnie od sytuacji polskim lub anglojęzycznym określeniem, ale także tym wygodniejszym na co dzień i np. nie mówimy "specjalista ds. kluczowych klientów" tylko "<kijakant>" i jest to w codziennym żargonie firmy normalne. Na wizytówkach są wersje po polsku, na stopkach e-maili podwójnie i nie ma co się burzyć.

  •  

    pokaż komentarz

    Jak mu powie ktoś, że na Wykopie za przekleństwa spada ranking to się chłopina powiesi :)

  •  

    pokaż komentarz

    Tak to jest jak ignorant pisze o czymś, o czym nie ma zielonego pojęcia...

  •  

    pokaż komentarz

    Część słów może i dałoby się zastąpić polskimi odpowiednikami ale póki co nie ma czegoś takiego jak frontend lub backend developer w języku polskim i nie będzie. Dlaczego? Dlatego, że - KRUWA MAĆ - nie dociera do Ciebie co to są zapożyczenia. To nie w naszym kraju powstają nowe pojęcia i słowa dla nowych stanowisk i rzeczy.

    Pod tym względem jesteśmy, jak mawia stare podwórkowe przysłowie, sto lat za murzynami.

    p@@$%!#enie o szopenie, że nie wiem co to key account manager... masz, dokształć się: http://en.wikipedia.org/wiki/Account_manager

  •  

    pokaż komentarz

    TU nie chodzi o puryzm językowy ! Nasi przodkowie zapozyczali ale nie aż tyle dodakową "ochronę" stanowiły masy ludzi przybyłych z obszarów wiejskich znajdujących na wszystko włąsne słowa, nie chodzi o tłumaczenie wszystkiego prosto moża pokombinować (popatrzmy np na finów którzy nawet skatebording z sukcesem zamienili na swój język ) cd to w cale nie musi być CD - płaskokrążek lustronumeryczny tylko po prstu płytka a np krem liftingujący(chore!) kremem naciągającym . Czeba coś z tym zrobić powinniśmy wzorowac sie na francuzach, finach, węgrach czy hiszpanach którzy chociaz minimalnie chronią swój JĘZYK ! DO KÓRwY nędzy !

  •  

    pokaż komentarz

    Komentarz usunięty przez autora

  •  

    pokaż komentarz

    Wszystko można znaleźć w necie jak się trochę szuka, a jak ktoś ma problem ze znalezieniem pracy to niech idzie do doradcy zawodowego...
    Jest coś takiego jak klasyfikacja zawodów i specjalności. Co roku dopisywane są nowe zawody. Ostatnio pojawił się zawód tester gier komputerowych i tester aplikacji. http://www.cml.kpp.org.pl/upload/binaries/act/1077/zalacznik_klasyfikacja_zawodow_i_specjalnosci.pdf

  •  

    pokaż komentarz

    ja w te wakacje jestem data entry clerkiem, a na nasze to bede pisal na klawiaturze

  •  

    pokaż komentarz

    Spier*alaj - oddal się na znaczną odległość starając się iść raźnym krokiem
    dobre choć...
    w dyplomacji to powiedzieć komuś by ucieszył się na myśl o zbliżającej się wycieczce

  •  

    pokaż komentarz

    Małe sprostowanie: Nie gwara kaszubska, a język kaszubski.

  •  

    pokaż komentarz

    Jak się, k@#$a, zabierasz za pisanie o języku polskim, to się naucz, że przed znakami interpunkcyjnymi nie dajemy odstępu. Dziękuję, dobranoc.

  •  

    pokaż komentarz

    Gej też brzmi chyba lepiej niż homoś.

  •  

    pokaż komentarz

    Mam paski przed oczami, po przeczytaniu strony tego pana.

  •  

    pokaż komentarz

    Czasem wplatanie obcojęzycznych wyrazów wynika z faktu, że krótko i trafnie opisują jakieś zjawisko np. niem. gastarbeiter albo znane na całym świecie bukakke ;)
    Jeżeli chodzi o stanowiska - no cóż - większość firm u nas to przedstawicielstwa zachodnich korporacji więc trzymają się swojego nazewnictwa.

  •  

    pokaż komentarz

    key acoount manager, czyli kij ekaunt menedżer to po prostu osoba stojąca na środku ulicy z tabliczką na kiju, na której jest napisane "Książki - dzisiaj wszystkie o 50% taniej".

  •  

    pokaż komentarz

    Odpowiadam zbiorowo:
    1. wydaje mi się, że angielszczyzna wypiera polszczyznę trochę z powodu snobizmu, że niby lepiej brzmi ("pawiem narodów byłaś i papugą"; "żona modna" itp.) - ale głównym powodem jest to, że słowa angielskie są po prostu krótsze. a efekt jest podwójny przy złożonych wyrażeniach. kilka ustawionych po sobie rzeczowników jest jeszcze bardziej krótszych niż polska piramida przymiotników. angielszczyzna jest poręczna. już nie mówiąc o fakcie, że bardzo często po polsku w ogóle nie da się uchwycić istoty. joystick. kijek do zabawy? manipulator rozrywkowy? touchpad. no, jak to by było po polsku? płytka dotykowa? konia z rzędem temu, kto wymyśli tłumaczenia o takiej samej liczbie sylab. bo krótszych to na pewno się nie uda.

    2. z wykładów dra Nowakowskiego dowiedziałem się jednego: nie ma "poprawnej polszczyzny". to co lansują miodki i bralczyki to swego rodzaju uproszczenie. otóż, język należy do ludzi (społeczeństwa) i to oni decydują jak go mają używać. ("when i use a word, said humpty-dumpty, it means exactly what i want it to. not more or less." przygody alicji w krainie czarów). w związku z powyższym nie ma żadnej normy. można się co najwyżej umówić, że jest nią albo to, co powszechne, albo to, co "idealne". ALE TO NIE KONIEC. otóż, za ten brak normy mamy coś innego: manifestację przynależności do grupy społecznej. to znaczy, że nasz prywatny język pokazuje, do jakiej grupy należymy. i tylko w tym kontekście możemy mówić, że trzeba się starać "mówić poprawnie". to znaczy mówić tak, jakby się należało do grupy, do której chcemy należeć. innymi słowy, chcesz wyjść na inteligentnego, to mów inteligentnie. ale, ponieważ w różnych sytuacjach życiowych należymy (czy raczej: manifestujemy przynależność) do różnych grup społecznych, możemy nasz język modyfikować. przykładowo, dr Nowakowski powiedział, że można sobie wyobrazić takie kręgi społeczne, gdzie za powiedzenie "poszedłem" zamiast "poszłem" można dostać w ryj, bo "nie będziesz tu u nas, ciulu, zgrywał się na profesorka!" - prawda, że może zaistnieć taka sytuacja? prawda.
    3. na koniec jeszcze o inwazji angielszczyzny. otóż akurat ona w dzisiejszych czasach jest źródłem nowych słów w języku polskim, bo taki, a nie inny mamy układ polityczno-kulturowy. natomiast kiedyś takim źródłem była łacina i greka. i co, to było lepiej? czy może gorzej? bo przecież formalnie to jest dokładnie ten sam proces!
    [ciąg dalszy w odpowiedzi na ten komentarz]

    •  

      pokaż komentarz

      c.d.
      spójrzmy na przedmowę "słownika wyrazów obcych" Władysława Kopalińskiego. wymienia on tam przykładowe OBCE SŁOWA, których w "słowniku" nie zamieścił. ciekawe dlaczego? popatrzmy: biurko, poczta, ług, łubin, bibuła, makaron, papier, urlop, kredens, hak, śrut, lampa, kalafior, befsztyk, kapelusz, kompot, krawat, waga, graca, drut, puder, klamka, parkan, fartuch, szpital, proboszcz, tapczan, ołtarz, muzyk, kufel, ogier, odór - i inne.
      to są obce słowa. czy komuś w ogóle przychodzi do głowy, żeby protestować, że wcisnęły się do naszego języka z zagranicy? nie, bo nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego. pewnie autor bloga pokazanego w tym wykopie "w tamtych czasach" też by narzekał. jak widać, jest to narzekanie zupełnie bezproduktywne. te wszystkie "key ekaunty" i "sejls menadżerowie" zostaną oswojeni tak jak dżinsy (do niedawna: jeansy) i ich pochodzenie zostanie dokładnie zapomniane. jeśli ktoś nie wierzy, niech spojrzy na nieco nowsze przykłady. oto rok 1912:

      http://pokazywarka.pl/2v9uie/

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex: @frytex: Ad. 1 http://pl.wikipedia.org/wiki/Anglicyzm Są tam przykłady anglicyzmów, które rzeczywiście są dość uzasadnione (wg mnie przynajmniej, może poza baby-sitter, happy end, sandwich). Ale nie mów, że chodzi o podwójny efekt przy złożeniach wyrazowych. Chodzi o to, że ciężko znaleźć polskie określenie, które jednoznacznie określa dany przedmiot czy czynność. Jednoznaczne, proste do zapamiętania i łatwe w użyciu w zdaniu.

      Ad. 2 Nie wiem kim jest pan dr Nowakowski i dlaczego uzurpował sobie prawo do krytykowania Miodka i twierdzenia, że nie istnieje poprawna polszczyzna. W takim razie czym jest Słownik Poprawnej Polszczyzny? Czym jest Rada Języka Polskiego? Istnieją normy językowe, które są wyznaczone dla całego społeczeństwa posługującego się danym językiem. A nawet są normy językowe (uniwersalia) wyznaczone dla wszystkich języków. Pan Nowakowski tego nie zmieni, kimkolwiek by nie był.
      Inteligencja nie jest grupą społeczną. Jest warstwą/klasą.
      Owszem, język jest jedną z cech wyróżniających grupy społeczne. Ale nie chodzi o poprawność czy niepoprawność, jak twierdzisz. Chodzi o socjolekt (specyficzne zwroty, slangi czy żargony niezrozumiałe dla innych grup).
      Naród też jest taką właśnie grupą społeczną (wspólnotową). Każdy (w większości) naród posługuje się innym językiem, którego inny naród nie rozumie. Nigdy nie spotkałam się z opinią, że to, co niepoprawne językowo może być w jakiejś grupie normą. I nie chce się spotykać z takimi opiniami.

      Ad. 3
      Nie chodzi o szeroko pojęte 'wyrazy obce'. Chodzi o 'wpychanie' słów obcojęzycznych, które mają polskie odpowiedniki. Czemu mamy mówić karpet (przykład z któregoś komentarza w jakimś niedawnym wykopie), skoro możemy powiedzieć dywan? Bo brzmi ładniej? Mądrzej? Ciekawiej? Dlaczego happy end, a nie szczęśliwe zakończenie?
      Jeśli nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jakieś słowo pochodzi z języka obcego, to nie ma się czego czepiać. Ale sztuczne używanie tych wszystkich cool i trendy wyrażeń jest przesadą i nie powinno mieć miejsca.

    •  

      pokaż komentarz

      @ju_q: Ad Ad 1: efekt przy złożeniach. baby-sitter to dobre dla dzieci. na co dzień zajmuję się tłumaczeniami technicznymi i mam na myśli np. to:
      nested chequer brick - cegła kratownicowa do łączenia na zamek
      unit capacity factor - stopień wykorzystania mocy zespołu
      i tak dalej. nie tylko słowa są krótsze, ale jest ich mniej. ja to nazywam czystą ekonomią. po polsku trzeba więcej kłapać żuchwą, niestety.

      Ad 2: dr Paweł Nowakowski
      "Adiunkt w Zakładzie Infolingwistyki Instytutu Językoznawstwa Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Wicedyrektor Instytutu Językoznawstwa UAM. Zajmuje się zagadnieniami fonetyki współczesnego języka polskiego, fonetyki teoretycznej i biolingwistyki. Autor monografii Wariantywność współczesnej polskiej wymowy scenicznej. Prowadzi zajęcia z fonetyki ogólnej i polskiej oraz językoznawstwa ogólnego."
      Wykłady bardzo mi się podobały i po ich wysłuchaniu jestem głęboko przekonany, że językoznawcy powinni zachowywać się co najwyżej jak botanicy, tzn. opisywać rośliny ze szczegółami i badać ich rozwój, a nie stwarzać twierdzenia typu "ten kwiat powinien mieć parzystą liczbę pręcików bo parzysta liczba oznacza większą doskonałość, a poza tym formy wyższe się właśnie tym charakteryzują".
      z tego płynie wniosek, że rada języka polskiego jest niczym więcej, jak grupą darmozjadów. język polski doskonale sobie radził - przez stulecia - bez pomocy owego czcigodnego grona. nie wiem, czy istniało ono w roku 1912 - ale zapewne zadecydowałoby, że lepszy trybuszon od korkociągu. i jak widać: uchwała ta (a właściwie: dowolna ich uchwała) byłaby warta mniej niż papier, na którym by ją wydrukowano.
      co do inteligencji: to było, oczywiście, uproszczenie. w skeczu "ucz się, Jasiu" Kobuszewski mówił do Gołasa "rozumiesz, [zwracaj się] tak bardziej intelygentnie". i mniej więcej to miałem na myśli.

      Ad 3: słowo karpet nie ma oczywiście sensu, bo dywan ma identyczą liczbę sylab. więc jest czystym snobizmem. też nie lubię szopów i marketów.
      ale ze słowami "sajding" zamiast "panele ścienne zewnętrzne" po prostu nie wygramy. takoż i z hapyendem, bo ma 3 sylaby a szczęśliwe zakończenie dokładnie 2 razy tyle. możemy jednak wyłącznie kibicować i oglądać nasz język jak biolog przez mikroskop. natomiast wszelkie rezolucje i uchwały rad językowych nie mają absolutnie sensu. naród, o którym piszesz, i tak zrobi swoje.
      dixi.

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex: Proszę bardzo:
      touchpad - gładzik (funkcjonuje, słyszałem w sklepie, bardzo fajna)
      joystick - walczyk, bawik (hehe, to już moje)
      Polskie nazwy wydają się na początku zabawne, ale to nawet dobrze, łatwiej zapamiętać.
      Czy mówisz car zamiast samochód? Przecież słowo samochód jest idiotyczne, powinno być samojazd jeśli już.
      A teraz poproszę o tego konia dla mnie.

    •  

      pokaż komentarz

      @0123: koń jest oczywiście wirtualny. ale przyznaję honorowo: dałeś radę i zasłużyłeś. :)

      tak przy okazji: kiedyś pewna rosjanka powiedziała, że "samachod" to bardzo dobry pomysł, o wiele lepsze niż rosyjska "maszina" (bo samochód to akurat u nich maszyna), tym bardziej, że, jak powiedziała, "u nas jest samaljot, to paczemu niet samachoda". :)

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex: Jest poważna róznica między sytuacja kiedy obcy jezyk jest źródłem nowych polskich słów a bezmyślnym używaniem "na żywca" słow obcych zamiast polskich.
      Przykład z czasów najnowszych: angielskie słowo franchising, które bardzo ładnie spolszczono jako "franczyza". To jest właśnie przykład POZYTYWNEGO wpływu obcych języków na tworzenie NOWYCH SŁOW w języku polskim (bo "franczyza" to już jest polskie słowo!). Natomiast używanie "na zywca" w języku polskim słów angielskich takich jak franchising, account, security itp. jest zjawiskiem NEGATYWNYM.

    •  

      pokaż komentarz

      @frytex: Dzisiaj mi przyszło do głowy, bo trafiłem w necie na piosenkę Collinsa. Oczekuję propozycji na tłumaczenie: easy lover, heartbreaker. Krótkich. :)

  •  

    pokaż komentarz

    you're all gay retarded polish rats.

  •  

    pokaż komentarz

    Zamiast @@#%^&, zaproponuj i lansuj sensowną i dobrze brzmiącą wersję ACCOUNT MANAGER.

    •  

      pokaż komentarz

      @Lejda: O, wow, już minusują. Polaczki, zabawę im popsułem.

    •  

      pokaż komentarz

      @ignacy130:
      Haha, nie mogę
      Opiekun klienta alternatywą dla account manager
      I osoba zajmująca się ważnymi klientami alternatywą dla key account manager'a
      Czy Twoim zdaniem @ignacy130 napradwę wyglądałoby to poważnie na wizytówce? Jestem jak najbardziej za używaniem języka polskiego, ale nie bądźmy śmieszni!

      Chyba bym nie wyrobił ze śmiechu, gdyby w jakieś firmie gość mi powiedział, że został moim opiekunem... Chociaż nie, jak mam wybierać, to wolę opiekunkę!

    •  

      pokaż komentarz

      @sweeps: Co widzisz śmiesznego w "opiekunie klienta"? Bo jak po angielsku, to od razu poważniej, a po polsku śmiesznie?
      W niektórych firmach zresztą ta nazwa funkcjonuje (np. w TPSA - określenie "opiekun kluczowych klientów" na pewno jest tam używane, bo załatwiałem sprawy z osobą, która właśnie taką nazwe stanowiska miała w sygnaturce e-maila).
      Może byc jeszcze tak jak w banku w którym mam konto - osoba zajmujaca sie całością spraw danego klienta nazywa się doradcą klienta i moim zdaniem też jest to bardzo dobra nazwa.

    •  

      pokaż komentarz

      @raj:
      Dlatego, że klient którym trzeba się opiekować weźmie się obrażony i pójdzie do konkurencji z normalnymi accountami :). BTW, klient również nie jest polskim słowem, czekam na nasz rodzimy odpowiednik.

      I Ty się chłopie ciesz, że nie masz kontaktu z międzynarodowymi korporacjami prawniczymi - tam to dopiero językowe jaja odchodzą, o których gdyby puryści wiedzieli to by zarządzili masowe rozstrzelanie.

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: "Dlatego, że klient którym trzeba się opiekować weźmie się obrażony i pójdzie do konkurencji"
      Jakieś ma ten twój hipotetyczny klient nienormalne skojarzenia ;) Dlaczego to, że ktos chce się toba opiekować miałoby byc powodem do obrazy? Przecież to nie znaczy że jesteś jakiś uposledzony albo coś. To tylko znaczy, że ktos chce żebys miał jak najłatwiej i żeby ci sprawic jak najmniej trudności :). Słowo "opieka" jest przecież bardzo pozytywnym słowem, nie wiem dlaczego ktos miałby go odbierac negatywnie.
      Ja tam nie maiłbym absolutnie nic przeciwko temu, żeby ktos sie mna zaopiekował, kiedy mam cos załatwić w jakiejś firmie, której wewnętrznych procedur nie znam i nie wiem co, jak i z kim się załatwia. Opiekun to ktos taki, kto ma byc twoim "przyjaznym interfejsem" ;) do tej całej struktury...
      (PS. akurat słowo "interfejs" - juz zreszta spolszczone, co widać z pisowni - w rozszerzonym znaczeniu, takim jakiego tutaj użyłem - jest dobrym przykładem słowa, które nie ma polskiego odpowiednika, bo o ile interfejs w scisłym znaczeniu sprzetowym mozna zastapic słowem "złącze" to z "interfejsem użytkownika" juz nic się nie zrobi - proponowane swego czasu słowo "oblicze" sie nie przyjęło...)

    •  

      pokaż komentarz

      @raj:
      Spotkałem się kiedyś z gościem (nazwijmy go Mr S), który na moje szczęście nie stał się moim klientem. Bo gdyby był to bym osiwiał po pierwszym tygodniu - każda wymiana zdań przypominała chodzenie po polu minowym, jeśli źle coś sformułowałeś to ten od razu się czepiał. Pech polega na tym, że facet był dość szychowaty, miał stanowisko i forsę, i najnormalniej w świecie był przeczulony na swoim punkcie. Tak, do słowa opieka też się kiedyś przyczepił. Ktoś wręczył mu wizytówkę na której było zdaje się Jan Kowalski - opiekun klienta. Na S zaczął najpierw marudzić, że on opieki nie potrzebuje, a potem po prostu biednego Kowalskiego op!%%$!!ił suto za obrażanie jego godności (czy jakoś tak), grożąc sądem i innymi konsekwencjami. Nie trzeba być geniuszem, że by się domyślić, że firma Kowalskiego żadnego targu nie dobiła i kto inny wziął intratny kontrakt. Później jak się okazało, firma w której pracował była pełna takich Mr S-ów, gburowatych bubków, i w swojej branży są bardziej niż powszechni*.

      *Nie dziwne, skoro byle karierowicz i włazidup może się tam dochrapać 50 tysięcy miesięcznego uposażenia po ledwie 4-5 latach stażu. Niewiele znam osób którym by na mózg nie siadło.

      EDIT: Z pewnych względów nie powiem Ci co to za branża. Ale jeśli chcesz zobaczyć podobną to znajdź kogoś, kto ma prenumeratę Palestry (czy pisma jakiejkolwiek innej korporacji zawodowej - chyba wszystkie cierpią w jakimś stopniu na tę przypadłość). Jak mi wczoraj moja przeczytała jeden artykuł, to zwijałem się ze śmiechu jednocześnie będąc przerażonym, że ktoś taki ma wpływ na kształt naszej rzeczywistości.

    •  

      pokaż komentarz

      @dadam: To w takim razie smiem twierdzić, że nawet wręcz warto uzywac polskich określeń takich jak "opiekun klienta", bo to chroni cię przed upierdliwymi klientami, którzy - jak sam piszesz - potrafiliby ci zatruc zycie do niemozliwości. Lepiej żeby ktoś taki nie został twoim klientem - zdrowie ważniejsze niż ewentualne zyski z kontraktu z takim bucem :)

    •  

      pokaż komentarz

      @raj:
      Właściwie to tu Ci przyznam rację :). Ale niestety mam głodomorskiego psa na utrzymaniu i samym zdrowiem go nie wyżywię, czasem trzeba brać i takich.