•  

    pokaż komentarz

    Tak na marginesie - life, nie live :p

  •  

    pokaż komentarz

    Ja jak złamałem nos, w szpitalu znalazłem się o 10, a wyszedłem z niego po 18. Przynajmniej się nie nudziłem i gwizdałem sobie... nosem :E

    •  

      pokaż komentarz

      @kurvvawszystkozajete: najlepszy tekst jaki mozna uslyszec przy skreceniu kolana przy punkcji "szkoda ze tak pozno pan przyszedl bo ciezko krew sie sciaga" polaczone z gmyraniem igłą w kolanie(boli prawie tak jak samo skręcenie; o), a ty ostatnie 5h spędziłeś czekając na korytarzu: O

  •  

    pokaż komentarz

    @CreativePL: "Wszystko zaczęło sie trzy tygodnie temu. W ten nieszczęsny deszczowy piątek (...)" - wystarczyło napisać "trzy tygodnie temu w piątek", to, że deszczowy, wiadomo - w końcu mamy lato.

  •  

    pokaż komentarz

    Kolego, łączę się z Tobą w bólu i wk$%#ieniu :)

    Mam podobną historię. Wdałem się w bójkę - tak mocno walnąłem sierpowym, że pękła mi kość śródręcza przy 5 palcu prawej ręki (braki w technice bokserskiej :P). Na początku myślałem, że wybiłem palec, po 2 dniach wylądowałem na izbie przyjęć, gdzie dowiedziałem się, że jednak złamanie - podobnie jak Ty siedziałem w kolejne 2h, bo milion babuszek przede mną była umierająca z powodu takiego bo tak i już.
    Dodatkowo nie miałem przy sobie świstka o ubezpieczeniu (k$%#a, czy nie mogą tego sprawdzić w kompie?) - podesłałem później faxem i chyba ok - na razie faktura nie przyszła ;)

    Jak przyszło co do czego to lekarz zmasakrował mi dłoń, próbując nastawić kość, w końcu się poddał i zagipsował.
    Całe szczęście, że po 7 dniach udałem się do prywatnego ortopedy (mam prywatne ubezpieczenie zdrowotne, za które płacę 100 zł miesięcznie, więc mogę chodzić do woli). Zrobili mi RTG i wysłali na drugi dzień na operację wstawienia drutów K.

    http://i.imgur.com/RAuPu.png :)

    Teraz w tym momencie wszystko się zrosło, pozbyłem się gipsu, ale druty nadal siedzą w ręku, bo najbliższy termin usunięcia tego gówna to 2.5 miesiąca. Dodatkowo, muszę być hospitalizowany dwa dni (rozliczenia z NFZ), chociaż sam zabieg to 20 minut roboty przy znieczuleniu miejscowym. Tym sposobem jestem wykluczony z pracy na 2 miesiące, pracodawca wk$%#iony, ja wk$%#iony, moje konto bankowe też wk$%#ione (płatne 80% i brak premii).

    •  

      pokaż komentarz

      @eXcore: Co do masakrowania dłoni przy próbie nastawienia kości - skąd wniosek że się poddał i zagipsował? Ustawianie odłamów często wygląda jak bezcelowe gniecenie miejsca złamania, ale fachowcy w ten sposób działają cuda. Oczywiście potem i tak trzeba gipsować, ale można w ten sposób zaoszczędzić pacjentowi niepotrzebnego zabiegu.
      Co do operacji i drutowania to przy złamaniach ręki są różne szkoły. Jakiś czas temu miałem dość specyficzne złamanie, które w większości krajów europy zachodniej jest z definicji operowane i drutowane. Ja operacji nie miałem, dostałem sam gips i po paru miesiącach nie ma śladu po złamaniu, a ruchomość w stawie pełna.
      To że jeden lekarz zleca operację a drugi nie, to że jeden przepisuje pigułki a drugi nie to wcale nie oznacza że ten pierwszy jest lepszy. Nawiasem mówiąc najczęściej właśnie druga opcja to działanie w interesie pacjenta. No ale niestety coraz mniej takich zachowań, presja pacjentów na "zrobienie czegoś" jest zbyt duża.

    •  

      pokaż komentarz

      @yanbar: stąd, że po próbie nastawienia miałem ponowne RTG i lekarz mówił "no chyba mi nie wyszło jak powinno, ale proszę się nie martwić, po rehabilitacji powinno być wszystko ok, najwyżej nie będzie pan miał widocznej kostki na dłoni"

    •  

      pokaż komentarz

      @eXcore: Po tych 7 dniach łamali ci palec na nowo, czy jesszcze sie nie zrosło? No i z tymi szynami masz ciągle wyprostowany palec czy możesz nim ruszac?

    •  

      pokaż komentarz

      @CreativePL: To nie palec, tylko śródręcze i po 7 dniach jeszcze nie jest zrośnięte.

    •  

      pokaż komentarz

      @eXcore: mój pracodawca był wyjątkowo szczęśliwy ze złamania a dla mnie oczywiście duża premia (ale to potem). Głównie dlatego, że w tym czasie nie musiał mi płacić 80% pensji (dopłacał tylko pozostałe 20% bo przy tak długim zwolnieniu idzie to z Zusu) a pracowałem prawie tyle samo tylko, że zdalnie z domu.

    •  

      pokaż komentarz

      @CreativePL: Nie wiem co zrobili, bo byłem uśpiony przy operacji ;) Ale pewnie się jeszcze nie zrosło. A palec mogę zginać, jak widzisz na zdjęciu druty są wewnątrz kości, a nie stawu.

  •  

    pokaż komentarz

    Zastanawiam sie także co będzie po tych dwóch tygodniach. Jeżeli faktycznie będę miał jakiś ubytek i nie będę mógł normalnie funkcjonować z tą ręką to myślę nad pozwem. Jednak wole poradzić sie pierw osób które miały może podobne doświadczenia, albo ktoś jest lekarzem lub studiuje medycynę :)

    P.S moge wrzucic dodatkowe zdjęcia jak znajdzie sie jakiś specjalista który potrzebuje lepszej rozdzielki np czy cos :)

    •  

      pokaż komentarz

      @CreativePL: myślę, że najszybciej i najtaniej będzie zawadzający palec uciąć do końca. Skoro kość złamana to bez problemu da radę byle jakim nożem.

      Bez palca żyć się da a jego brak nawet zbytnio nie przeszkadza przy jeździe na rowerze. Jak się dobrze postarasz to może potem nawet jakąś rentę sobie załatwisz i nie będziesz musiał pracować, albo pójdziesz do pracy jako niepełnosprawny wtedy twój pracodawca nie musi płacić większości podatków a dla Ciebie zostaje o 1/3 więcej pieniędzy.

    •  

      pokaż komentarz

      @CreativePL: Pozew. Jak masz całą dokumentację choroby, to zrobisz im tak koło dupy, że zęby w popłochu na sali rozpraw pozbierają. Jak będziesz mieć niezbite dowody, to zapewne będą chcieli iść na ugodę.

      @mnlf - utnij sobie głowę. Skoro pusta, to można odciąć zapewne jakimś nożem, co by nie zawadzała...

    •  

      pokaż komentarz

      @mnlf: Sam sobie kości ciachać nie będę, to by było głupie. A masochistą nie jestem :) Wizja niepełnosprawności na kartce też mi nie odpowiada. Chce być po prostu zdrowy a nie kombinować :)

    •  

      pokaż komentarz

      @CreativePL: Miałem identyczną sytuację, i też mi szynę wstawili, i też krzywo. Całe szczęście ja mam znajomego gościa który zarządza szpitalem, i wcisnął mnie w gips; gdybym został z tą szyną, miałbym całkiem ciekawą umiejętność pisania i klepania w klawiaturę numeryczną naraz.

      Swoją drogą, jeżeli zamawiam od kogoś usługę, i ta usługa nie została należycie wykonana, mogę żądać zwrotu kasy. Ty dodatkowo zostałeś okaleczony, więc powinieneś dostać rekompensatę, ale jako, że szpitale to jednostka rządowa, a jak wiadomo co wpadnie w rządowe łapy już ich nie opuści, więc pewnie nawet zwrotu kasy nie dostaniesz... Ot, Polska.

    •  

      pokaż komentarz

      @KillTheSystem: Oczywiście że mam każda wizytę udokumentowaną. Z każdej wizyty mam rtg plus papierki opisujące ten stan. Do każdej wizyty mam rachunek kto mnie przyjął i kiedy. Dodatkowo w systemie medicusa na kompach mają to zapisane. Więc dokumentacja choroby jest pełna :)

    •  

      pokaż komentarz

      @CreativePL: Oczywiście, że pozew sądowy. Na idiotów nie ma innego wyjścia.

    •  

      pokaż komentarz

      @CreativePL: Nie pozywaj - przegrasz. Przecież musiałbyś znaleźć lekarza, który by zeznał przeciwko innemu, a żaden przecież nie jest taki "głupi".

    •  

      pokaż komentarz

      @KillTheSystem: "Pozew. Jak masz całą dokumentację choroby, to zrobisz im tak koło dupy," jasne snij dalej albo wroc do amerykanskich filmow z sali sadowej. Ekspertyze sadowa zrobia inni lekarze i jak mowi praktyka i staropolskie przyslowie, kruk krukowi oka nie wykole, wyjdzie w ekspertyzie ze pacjent przedawkowal narkotyki i nalezy go zamknac za mataczenie. W najlepszym przypaku orzekna, ze wszyscy dobrze leczyli tylko zle sie zroslo.

      Prywatyzacja sluzby zdrowia jak sie okazuje nie jest lekarstwem na jakosc. Kolega byl w medikusie i przez 3 tygodnie wszystko bylo w porzadku, panowie brali kase a na koncu palec krzywy.

      Co do czasu oczekiwania, pociesze cie, ze w innym kraju z innym ubezpieczeniem jezdzilem od szpitala do szpitala z rozbitym ryjem bo zaden konowal nie chcial sie podjac. Skomplikowany uraz twrzowo-szczekowy (czy jak to sie tam nazywa) - bali sie ze jak cos nie wyjdzie to ich bede scigal po sadach. Wyladowalem w "panstwowym" szpitalu przy uniwersytecie medycznym odczekalem swoje 3,5 godziny i przyjeli mnie. W sumie od wypadku do wyjscia ze szpitala uplynelo 8 godzin. Wiec twoj wynik i tak jest lepszy nie wspominajac o kosztach.

    •  

      pokaż komentarz

      @CreativePL: 109 Szpital Wojskowy... Burdel na kółkach. Jakoś wcale nie dziwi mnie podejście recepcjonistki i personelu medycznego. Tam to jest na porządku dziennym. Olewactwo, spychologia i wieczny bałagan. Pracowałem tam kiedyś na bloku operacyjnym i nie takie cyrki się działy.