Śmieszą mnie te przewidywania, co się będzie działo w 2050 roku.
Za te 40 lat to może wogóle nie być już Zusu ( pewnie splajtowałby o wiele wcześniej) ,Polska może stać się krajem totalitarnym, możemy być po IV wojnie światowej, albo stać się państwem w 90 % opanowanym przez muzułmanów, tak więc wszystkie te przewidywania poszłyby się j****ć.
/>
Ale mimo wszystko staram się być optymistą :) więcej...
z oszczędzaniem jest ten problem, że jeżeli kogoś stać bezproblemowo na zapłacenie rachunków, mało komu chce sie bawić w oszczędzanie. Ale można by było ludzi do tego zmusić dzięki małej manipulacji, tak jak to opisał Robert cialdini w "Wywieranie wpływu na ludzi" :-)
W zależności od motywów osób posługujących się opisywanymi tutaj
technikami wpływu społecznego, techniki owe wykorzystane być mogą do
czynienia zarówno dobra, jak i zła. Nic więc dziwnego, że także technika
„niskiej piłki" może być wykorzystywana do celów bardziej społecznie
użytecznych, niż sprzedaż samochodów czy odgrzewanie znajomości z dawnymi
kochankami. Pewien projekt badawczy wykonany w stanie Iowa (Pallak, Cook i
Sullivan, 1980) pokazuje na przykład, w jaki sposób technika niskiej piłki może
być użyta do nakłonienia ludzi, by oszczędzali energię w swoich domach.
Projekt zapoczątkowany został u progu zimy, podczas której mieszkańcy Iowa
ogrzewają swoje domy gazem ziemnym. Badacze przeprowadzali z wybranymi
mieszkańcami ankietę, dając szereg wskazówek dotyczących oszczędzania
energii i prosząc o ich wykorzystanie. Choć wszyscy mieszkańcy zgodzili się na
udział w programie oszczędnościowym, obiektywne pomiary ilości
zużywanego przez nich gazu wykazały brak rzeczywistych oszczędności -
uczestnicy programu zużywali dokładnie tyle samo gazu, co ich losowo dobrani
dla porównania sąsiedzi. Dobre intencje, nawet w połączeniu z odpowiednimi
informacjami, nie doprowadziły więc do zmiany nawyków w użytkowaniu
energii.Pallak i współpracownicy jeszcze przed zapoczątkowaniem swojego
programu świadomi byli konieczności zastosowania jakichś szczególnych
zabiegów dla wywołania zmiany w utrwalonych nawykach użytkowania energii.
W związku z tym wypróbowali na innej grupie postępowanie zawierające
pewien dodatkowy element: prowadzący wstępną ankietę badacz zapowiadał, że
nazwiska obywateli, biorących udział w oszczędnościowym programie,
opublikowane zostaną w lokalnej prasie. Oczywiście jako nazwiska ludzi
stanowiących przykład wzorowych postaw obywatelskich. Tym razem efekty nie
dały na siebie długo czekać. W miesiąc pó niej odczyty liczników gazowych
pokazały, że przeciętna rodzina zaoszczędziła 13 metrów sześciennych gazu.
Wizja publikacji ich nazwisk w prasie nakłoniła te rodziny do poważnej
oszczędności zużywanej energii.
A potem wywieszona przed nosem marchewka zniknęła. Każda z rodzin,
której przyobiecano opublikowanie jej nazwiska w prasie, otrzymała list z
informacją, że niestety publikacja ta nie będzie mogła dojść do skutku.
Pod koniec zimy badacze raz jeszcze odczytali wska nik zużycia gazu,
badając konsekwencje owego listu. Czy po jego otrzymaniu badane rodziny
powróciły do swojego dawnego marnotrawstwa energii? Okazało się, że w
kolejnych miesiącach po wycofaniu możliwości publikacji spadek zużycia
energii nie tylko się utrzymał, ale nawet nieco się nasilił! W miesiącu, podczas
którego uczestniczące w programie rodziny miały nadzieję na pochlebną
publikację, spadek zużycia gazu wynosił 12,2%, podczas gdy w miesiącach
następujących po wycofaniu tej obietnicy spadek ów wzrósł aż do 15,5%.
Choć nie sposób dowieść jednoznacznie, jakie były tego przyczyny, jedno
wyjaśnienie nasuwa się natychmiast. Ludzie ci zaangażowali się w akcję
oszczędzania energii dzięki „niskiej piłce" w postaci obietnicy opublikowania
ich nazwisk w prasie. Gdy już zaangażowanie zostało wzbudzone, zaowocowało
ono dalszymi uzasadnieniami podjętego kierunku działania: u mieszkańców
zaczęły się wykształcać nawyki oszczędnego korzystania z energii, zaczęli
odczuwać satysfakcję ze swojej rozwiniętej świadomości obywatelskiej,
przekonywać siebie o wadze pomniejszania zależności Ameryki od
zagranicznych dostaw energii, zaczęli doceniać niższe rachunki za gaz, poczuli
się dumni z powodu swojej zdolności do poświęceń i — przede wszystkim —
zaczęli myśleć o samych sobie jako o obywatelach oszczędzających energię. Nic
więc dziwnego, że mając tyle powodów do oszczędzania gazu, nie zaprzestali
swego nowego nawyku, mimo że jeden z tych powodów (publikacja) zniknął. więcej...
Materiał z polsatu oczywiście nie mógł obyć się bez reklamy cyfrowego polsatu, gdzie to jako jeden z pierwszych w europie wprowadza możliwość dostępu do internetu w ramach ich abonamentu :)
nie ma to jak dobrze wykorzystany czas antenowy w trakcie wiadomości wieczornych w prywatnej stacji telewizyjnej :)
Wiem, że słysząc o takich przekrętach, bardziej skłaniam się ku temu, że to jest prawda, niż fałsz, ale czy ktoś może potwierdzić lub zaprzeczyć, że to , co zostało zacytowane w tym fragmencie książki miało faktycznie miejsce? (choćby fragment o Kulczyku)
To tak w ramach sprawdzenia wiarygodności źródła, czego nauczyłem się tu, na Wykopie :)
O podobnym zachowaniu/schorzeniu psychologicznym, opowiedziano również w jednym z odcinków Lie to Me , a konkretnie S02E01 - The Core of it. :)
A co do filmiku, uważam, że można go zinterpretować jeszcze inaczej: Naszą osobowość określają osoby , które znamy, z którymi się widujemy, albo których cechy podziwiamy. Podczas życia spotykamy się z nimi i adaptujemy świadomie lub nie, pewne cechy ich zachowania lub charakteru. Można więc powiedzieć, że jesteśmy zlepkiem osobowościowym wszystkich innych, którzy w jakiś sposób pojawili się w naszym życiu.( Przy czym kolejność, w jakiej mamy styczność z nimi, odgrywa istotną rolę.) więcej...
Bo NLP to tylko narzędzie, które może być wykorzystane w różnoraki sposób.
Oczywiście się zgadzam z tym, co napisał powyżej sweeps. Samo NLP opiera się przecież na tym, że zauważono dość często powtarzającą się zależność: bodziec - reakcja i na podstawie tego udało się opracować pewne mechanizmy, które na jednych zadziałają, a na innych niekoniecznie. No bo przecież nikt nie powiedział, że stosując w odpowiedni sposób ten odłam psychologii, uda nam się na 100% wywołac u innych taką reakcję, o jaką nam chodzi? Możemy co najwyżej z dość wysokim prawdopodobieństwem być pewni, że druga osoba zachowa się tak, jak tego chcemy.
Kupiłem sobie jakiś czas temu książke Derrena Browna i byłem bardzo zdziwiony tym, że jak na osobę , która niesamowicie orientuje się w tej tematyce, był bardzo sceptycznie nastawiony zarówno do NLP jak i hipnozy. Nie chodzi tutaj, że te metody nie działają, tylko o to, że Derren ma całkiem inne wyobrażenie o tych sprawach w porównaniu do osób, które na tym punkcie świrują. Dobrze to tylko o nim świadczy, gdyż nie przyjmuje wszystkiego bezkrytycznie i biorąc pod uwagę jego ogromne doświadczenie, stara się spojrzeć na otoczającą go rzeczywistość z całkiem innej perspektywy. Nie jest przy tym zadufany w sobie, tak więc jeżeli ktoś orientuje się choć trochę w tematyce ironii i sarkazmu, dostrzeże to, choćby przez pryzmat tego, w jaki sposób opowiada o sobie i błędach młodości.
Choć z paroma sprawami zawartymi w jego książce bym polemizował, to jeszcze bardziej przez to wszystko polubiłem gościa i z chęcia chciałbym się napić z nim piwa w jakimś pubie na obrzeżach Londynu :) więcej...
Sami wydają majątek na alkohol z sejmowych bufetów, oczywiście za nasze pieniądze, a tutaj chcą pokazać wszystkim, jak to oni walczą o nasze dobro i są zangażowani w walkę z alkoholizmem.
Nie każdemu jest pisane bawić sie w Dr. House, tak więc jak najbardziej się z tobą zgadzam :)
Zastanawia mnie tylko, czy koleś faktycznie byłby w stanie wygłosić tak długi monolog, zanim dziewczyna obróciłaby się na pięcie i poszła szukać innego darmowego drinka.
Co do logiki i kobiet - oj, co prawda to prawda. Czytając twoją wypowiedź, przypomniał mi się fragment rozmowy z pewnego filmu, który wczoraj sobie obejrzałem:
-Nie chcę się narzucać, ale czego pragną kobiety? Raz chcą, żeby pytać,drugim razem nie. Raz mamy działać, innym razem nie. Raz chcą być na górze, potem nie. Używać żelu albo nie używać. Czego wy chcecie?
-Powiem ci, ale musisz obiecać, że nikomu tego nie powiesz.
-Przyrzekam.
-Bo to święta tajemnica.
-Święta tajemnica.
-Gotowy?
-Tak.
-Na pewno?
-Tak sądzę.
-Same za cholerę nie wiemy, czego chcemy.
-Wiedziałem! Niech to szlag! więcej...
@weegee : I know, i know :)
Mi chodziło o co innego, mianowicie o to, że aby zachować się tak , jak osoba w tym tekście i nie wyjść przy tym na kompletnego buraka, który się popisuje, trzeba być dość błyskotliwym i inteligentym zarazem. A to przecież nie jest cecha każdego meżczyzny :) Podobnie jak House, który musiał sobie zasłużyć na to, aby walić sarkastyczne uwagi na prawo i lewo, przy okazji rozkładając psychikę i motywy postępowania swoich rozmówców na czynniki pierwsze. Inna osoba, która nie ma odpowiedniej dozy inteligencji i starałaby się go nieudolnie naśladować, wyszłaby - delikatnie mówiąc - na idiotę :) więcej...
Myślałem, że zobaczę jakąś interesującą agrumentację zawartą w tych 3 minutach, dlaczego ta znana osobistość nie wierzy w boga, jednak niczego takiego sie nie doczekałem. Jedynie powtarzane kilka razy stwierdzenie , ze Bertrand przeanalizował wszystkie dogmaty , które wydały mu się nielogiczne. To już Dawkins potrafiłby w krótszym czasie przekonać mnie do tego, że boga nie ma, niż powyższe słowa wypowiedziane przez Russella.
Takich pierdól odnośnie piractwa to już dawno nie słyszałem. Niemalże wszyscy pieją, iż piractwo to zło porównywalne z kradzieżą samochodów, mówią strasznie ogólnikowo, puszczając w eter puste frazesy. To, co zostało powiedziane w tej debacie jest niczym innym jak propagandą służącą interesom określonej grupie społecznej. Dlaczego nikt się nie zastanawia nad przyczynami takiego stanu rzeczy w Polsce? Dlaczego w dyskusji nie brał udział ktoś, kto byłby poprzeciwnej stronie barykady, bo z tego co tu przedstawiono, wypowiadali się ludzie w kółku wzajemnej adoracji, liżące sobie nawzajem tyłki. Zamiast nawiązać dialog z osobami "łamiącymi prawo", wyjść im naprzeciw , najlepiej jest wszystko zakazać , żeby nie było niczego.
zwiększyłoby wspomniane korzyści ekonomiczne, przyczyniając się do powstania 1885 dodatkowych miejsc pracy
A nie czasami 1892? A może 1761? skąd oni mają te wyliczenia wzięte z kosmosu? No chyba że sa to już gotowe miejsca pracy w jakimś nowym departamencie , przyszykowane dla tych, co mają odcinać od sieci :) Jak ich będzie 1884 , to wprowadzenie nowych regulacji okaże się fiaskiem?
Tak wysoki wskaźnik nielegalności treści wynika wprost z mentalności i przyzwyczajeń Polaków: przez długi czas umiejętność obejścia prawa i działania za plecami władzy traktowana była jako przejaw sprytu i zaradności życiowej. Dziś przychodzi nam wszystkim płacić za nawyki wykształcone jeszcze w czasach PRL
Byzydura i pusty frazes. Po pierwsze, jak wszyscy dookoła ruchają nas jak się tylko da, to akurat ten spryt i zaradność życiowa w Polsce poPRL-owskiej, przydaje się w dużej mierze :) Po drugie, wynika to też poniekąd z tego, że ściągnięcie czegoś na dysk jest o wiele mniej czasochłonne, niż pójście do sklepu, stanie w kolejkach i kupienie czegoś za duże pieniądze, co później może okazać sie dla nas śmieciem. (mówię akurat o muzyce)
Hieronim Wrona, znany prezenter, DJ oraz producent muzyczny skoncentrował się na przestrzeganiu przed niebezpieczeństwami korzystania z oprogramowania typu P2P. Przeciętny użytkownik nie zdaje sobie sprawy, że po zainstalowaniu tego rodzaju aplikacji staje się bardziej narażony na ataki cyberprzestępców.
Hirek najwidoczniej wie coś , o czym ja nie wiem. Zawsze mi się zdawało, że już samo podłączenie do sieci naraża nas na ataki cyberprzestępców :)
Murawski wskazał na bardzo ważny długookresowy problem wynikający z dużej skali wykorzystywania nielegalnego oprogramowania: w Polsce nie uda się zbudować gospodarki opartej na wiedzy, jeśli tej wiedzy nie będzie się w odpowiedni sposób chroniło
Ciekawe, czy problemem również jest to, że świadomość informatyczna społeczeństwa i umiejętność obsługi wielu aplikacji przez zwykłego zjadacza chleba jest większa właśnie dzięki piractwu?
Jędrychowski zauważył, że elastyczność i łatwość ewoluowania Internetu sprawia, że ciężko jest walczyć z nielegalnymi kopiami w sieci:
Jak jest ciężko walczyć, to zamiast prowadzic niepotrzebną wojnę pochłaniającą miliony kasy i wprowadzać nowe regulacje, warto byłoby pójść inną drogą? Przecież taka walka z internautami jest z góry skazana na porażkę.
Uczestnicy debaty stwierdzili ponadto, że potrzebne jest wysłanie silnego sygnału, że nielegalne kopiowanie plików nie jest piractwem - jest zwykłą kradzieżą, czyli złodziejstwem.
I znów propaganda, mająca mało wspólnego z rzeczywistością. Nawet nie chce mi się tego komentować.
Stwierdził on, że przepis „dozwolonego użytku”, na który powołują się pobierający muzykę i filmy z sieci, jest nieprawidłowo interpretowany. W treści zapisu znajduje się bowiem domysł, że chodzi o korzystanie z fizycznego egzemplarza danego dobra.
Czy oni żyją nadal w 19 wieku?
W czasie dyskusji została poruszona między innymi kwestia wysokich cen oprogramowania, taka sama jak w Europie Zachodniej, jednak mająca się zdecydowanie w innym stosunku do polskich zarobków. W odpowiedzi Jacek Murawki wskazał, że sprzęt komputerowy także sprzedawany jest w takich samych cenach, a rynek jest nad wyraz prężny i dynamiczny. Cena jest tutaj tylko usprawiedliwieniem dla kradnących oprogramowanie.
Taka sama cena? Zdaje mi się, że jeszcze wyższa ! Nie wiem jak obecnie, ale kilka lat temu porównywałem sobie ceny adobe premiere: Anglia - około 300 funtów , które można zarobić w jeden tydzień w tym państwie. Polska - 3 tys zł, na które przeciętny Kowalski musi odkładać z 2 miesiące. Dodatkowo, dobry komputer z monitorem złoży się już poniżej 2 k, a ceny niektórego oprogramowania są wyższe niż 5 k. Jednym słowem , śmieszny komentarz . więcej...
Póki co, czekam na konkretniejsze pytania, które pojawiły się choćby wcześniej na wykopie.
Tusk jak można było przypuszczać, ostro obstaje przy swoim, stara się odpowiadać wymijająco, może nie tak, jak przypuszczano, ale jednak :)
Póki co jego jedyny argument Tuska był taki, że trzeba stworzyć taki mechanizm który również skuteczenie wykrywa przestępstwa w internecie, tak jak w realnym życiu. Lol. Dobra była ta odpowiedź kolesia od stowarzyszenia informatycznego, że i tak dość dużo istnieje instytucji, które się tym zajmują i po co tworzyć coś , co będzie się dublowac z rzeczywistymi i skutecznymi organami prawnymi.
Tusk się mota,plącze, chce wyrzucić z siebie to, co sobie przygotował wcześniej. Dodatkowo zauważyłem lekceważenie w jego zachowaniu, w stosunku do swoich dyskutantów. Usmiecha sie ironicznie i chyba czuje się dość pewnie przy swoim stanowisku , tak więc wątpie, żeby cokolwiek się zmieniło po tej dyskusji. więcej...
Pokaż pozostałe komentarze (1)