Duże koło łowieckie pod Krakowem. Wigilia, więc jakieś tam myśliwskie święto. Parę lat temu. Jestem tam w pracy w charakterze naganiacza. Pierwszy problem to brak odblaskowego plastronu dla każdego naganiacza... Dziwne, bo nikt się tam nie wpraszał, chyba wiedzieli ile osób zatrudniają? Zostajemy poinstruowani o odstępach, machaniu ręką i wydawaniu dziwnego odgłosu :D Ruszamy :) Polanka, parę drzewek. Jestem na prawdę zaskoczony ile zwierząt pałęta mi się pod nogami w czasie takiej nagonki. Dochodzimy do miejsca strzelania. Nikt nie trafia. Za drugim i trzecim razem jest to samo. Myśliwi już wyraźnie sfrustrowani. Szepczą między sobą, ale tak by naganiacze słyszeli, że to wina nagonki. W międzyczasie na naszej drodze pojawia się ogrodzenie... Myśliwi wyraźnie zaskoczeni, mam wrażenie, że nie znają terenu. Nie wiedzą czy możemy przejść czy nie. Decyzja - idziemy. Wychodzimy wprost na domek, gdzie na ganku siedzi jakaś babcia. W końcu, za którymś strzelaniem, najstarszy i najbardziej kumaty myśliwy ustrzelił zająca. Reszta dalej zero. Zarządzają przerwę. KAŻDY wyciąga flachę, dziwne zważywszy na to, że praktycznie każdy był swoim autem. Picie wyglądało tak, że każda kolejka omijała naganiaczy :) To znaczy, że poczestował nas jedynie ten starszy pan, który coś ustrzelił. W sumie waliło mnie to, bo byłem tam w pracy, a nie na wódce, no ale śmieszne jest jak siedzimy w kółku, krąży kieliszek i omija poszczególne osoby, które są z nagonki :) Następnie panowie myśliwi wyciągają wojskowe(!) konserwy, noże (!) do ich jedzenia (!!!) i tego typu atrybuty (wojskowe suchary są powodem ogólnego entuzjazmu). To akurat rozumiem, też mam hobby i ktoś z boku może go nie rozumieć. Nie mniej widok 50 letniego faceta z brzuszkiem wcinającego konserwę nożem na popołudniowym wypadzie kilkanaście kilometrów od miasta może wywołać uśmiech :) Na koniec dostajemy tylko połowę ustalonej stawki bo "nagonka była słaba". Z facetami z bronią nie podyskutujesz. Po odliczeniu kosztów dojazdu zarobiłem około 5 zł za klika godzin chodzenia po lesie. Byłem zadowolony bo dzień był mega fajny i lubię chodzić po lesie.
Teraz pytania:
1. Czy zawsze niepowodzenia są tłumaczone nagonką?
2. Czy często brakuje plastronów dla naganiaczy?
3. Czy wielkopański stosunek do nagonki jest rzeczą normalną czy miałem pecha?
4. Jaka jest stawka dla naganiacza w dzień normalny i w Wigilię? Podobno wtedy dostają więcej... Zawsze kasa dla nagonki idzie na lewo?
5. Czy stwierdzenie, że na 10 myśliwych 9 jest tam tylko i wyłącznie dla szpanu i by "jeść konserwę nożem na survivalowym wypadzie do dzikiej puszczy" jest prawdziwe czy miałem pecha trafiając na taką grupą?
Ogólnie to dość pozytywnie bym odbierał tamto polowanie gdyby nie taka wielkopańska maniera i wszechobecny klimat snobizmu i szpanu. Z chęcią bym spędzał wolny czas w lesie dodatkowo mogąc postrzelać (uwielbiam ale na strzelnicy) ale odrzuciła mnie zupełnie właśnie ta elitarna atmosfera podlana sosem survivalowej wycieczki do dżungli, gdzie bez kompasu (tak, goście mieli kompasy...) i noża Rambo ani rusz.pokaż całość#