:]

Ciastka!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

klossser
Jest 23:20 a w #sejm dalej trwają obrady

Z tymi bałwanami jest jak ze studentami.
Najpierw opierdalają się kilka tygodni, a potem siedzą po nocach, żeby skończyć jakiś gownoprojekt.
#przemyslenia
+74
Pan_kurczak
Właśnie oglądałem smerfy i po tylu latch coś zrozumiałem. Otóż smerfy cały czas klną jak szefc. Te ich "smerfuj", "smerfowac" "niech to smerf" wypowiadane w co drugim zdaniu. W ich kulturze te słowa funkcjonują jak nasze wulgaryzmy. Z kolei przeciętny smerf nie rozumiał by pewnie czemu mowimy "kur*a"

#przemyslenia #przemysleniazdupy #oswiadczenie
+17
mattommottam
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Czy Wy też to widzicie na każdym kroku? #przemyslenia #jakzyc #zycie +6
Nero12
Ukraińcy często mówią, że Donbas to jest ich ziemia, która została tylko zasiedlona Rosjanami przez komunistów.

(Pomińmy już absurdalność tej argumentacji. Bo tak argumentować można bez końca i dojść do wniosku, że Moskwa to miasto dinozaurów.)

Dziwnym trafem już ani słowa o tym w jaki sposób Lwów stał się miastem ukraińskim... albo inaczej - przestał być miastem polskim.

Tak boli mnie komentarz osoby której pomagałem, która mi pod fejsbukowym wpisem o Lwowie (ten sam wpis co na mirko) odpisała, że (tłum.) "Lwów zawsze był ukraiński, a marzenia o polskim Lwowie zakończyły się tak samo jak te groby (tj. Orląt Lwowskich)".

Wiem, że to nie służy relacjom polsko-ukraińskim. Ale to co? Mamy pomagać Ukrainie i pozwalać pluć na swoją historię dlatego, że Rosja?

Ja dużo przełknąłem w Rosji, dużo przełknę na Ukrainie ale też mam granice. Potem Janusze, Adasie i obok poważne osoby zaczną mnie wyzywać od ruskiego trolla. Tak jak już zaczęły atakować Kukiza za to, że już nie jest odpowiednio bardzo proukraiński.

Jeszcze kilka takich szpil i stwierdzę, że pierdolę tą Ukrainę, niech zdycha z głodu ze 100 hrywnami za dolara.

Pamiętacie tą scenę z Szeregowca Ryana? Zasłuż na tą pomoc. Zasłuż.

#ukraina #rosja #przemyslenia #historia
+41
enron
W nienawiści do przepływowych piecyków gazowych - "junkersów", tak zostałem wychowany. #przemyslenia #cieplawodawkranie #niepopularnaopinia

Odkręcasz kurek z ciepłą wodą - najpierw leci zimna, potem niemalże wrzątek. Nie potrzebujesz pełnego strumienia więc zmniejszasz - akuku! teraz leci zimna, bo gówniany junkers uznał że już nie chcesz ciepłej wody.

Ciepła woda na całkowicie odkręconym kurku jest zbyt chłodna - spoko, zwiększysz sobie płomień i będziesz dodawał nieco zimnej. Kąpiesz się, a w tym momencie małżonka odkręca ciepłą wodę żeby wymyć kubek. Ciśnienie ciepłej wody spada, na plecy leje się lodowata woda a ty nawet nie jesteś w stanie wydać z siebie bolesnego jęku.

Zmniejszasz temperaturę wody - niech już będzie mniej ciepła, w najgorszym wypadku zmniejszy się ciśnienie. TAKIEGO.

Gazownia spiskuje przeciwko tobie razem z twoim junkersem i zmniejsza kaloryczność gazu na tyle, że woda z ciepłej zamienia się w letnią. Podkręcasz, więc po paru dniach znowu leci wrzątek.

Odkręcasz ciepłą, czekasz, czekasz, czekasz... co jest? No tak, pieprzona świeczka zgasła! Nie, nie odpalisz przyciskiem piezo bo się już dawno spierdolił, jazda szukać zapałek...

No i najważniejsze: po co komu kamieniołom, lepiej zbierać wapienny urobek codziennie z sitek w całym domu.

I pół biedy kiedy ten dziad jest w łazience, u mnie jest piętro niżej i musisz zgadywać jaki numer tym razem wywinął...

pokaż spoiler Kłamię. Nienawiść wypracowałem w sobie przez lata używania tego gówna w najróżniejszych wydaniach - od takich starszych ode mnie, po takie "nowoczesne".
+11
LoginZajetyNiepoprawny
Lubię mocno ten cytat. Niesie za sobą potężną dawkę refleksji i rozkmin na temat tego, jak bardzo sami sobie szkodzimy, nie wykorzystując czasu, jaki jest nam dany.

#przemyslenia #czas #psychologia
+16
Nero12
10/10 mistrzostwo propagandy. Można gardzić, można obrażać, można się denerwować.

A można się uczyć. Wspaniały film.

Mówi "wszystko" o Rosji jaką widziałem. O Rosji, która przyniosła wszystkim narodom w około dobrobyt i nowoczesność. Doprowadziła gaz, prąd, kanaliza... no z nią akurat średnio wyszło.

Przyniosła lekarstwa na choroby, które z nią przyszły. Nauczyła żyć w postrojonym przez siebie mirze, ale mir stroiła za pomocą wojen i terroru. Potem wyszła. Zabrała ze sobą mir, zabrała ze sobą wszystko co przyniosła. Przyszły wojny i przyszła bieda wraz z upadkiem centralnie sterowanej gospodarki. Zrobiła tym prawdopodobnie jeszcze większą krzywdę niż swoim przychodzeniem. Ale mogła w ogóle nie przychodzić...

Po co przychodziła do gór Pamiru? Po co przychodziła na stepy Kazachstanu i pustynie Uzbekistanu? Po co przychodziła na zbocza Kaukazu? Po co przychodziła na tundry północy? Komu potrzebny tam był gaz... komu potrzebny tam był prąd... teraz w wielu z tych miejsc ludzie nie wiedzą jak żyć. Zapomnieli jak być koczownikami, a tylko koczownicy bez pomocy potrafili tam przetrwać. O zniszczonych narodach nawet nie mówię...

Tak, spotkani przez mnie Rosjanie, w zdecydowanej większości podpisali by się pod tym filmem. Widać to po ocenach filmu... Zarzut o niewdzięczności Pribałtyki to była norma...

Ten film mówi o Rosji i o mentalności Rosjan więcej niż te wszystkie propagandowe anty-putinowskie artykuliki o Rosji ludzi, którzy Rosję znają głównie z mediów, w których to oni sami pracują...

Najgorsze, że jak w każdej propagandzie, także w tym filmie, znajdziemy też prawdę, nie całą, z brakującym kontekstem ale jednak prawdę. Ukraina zapada się, od 20 lat, Azja Środkowa to kopalnia taniej siły roboczej, Pribałtyka to kolonie Zachodu, zapomnieli wspomnieć o Kaukazie... ale może pominę szczegóły tego co się działo w Abchazji i Karabachu...

Nienawidzę Związku Radzieckiego.

#rosja #ruskapropaganda #ukraina #film #przemyslenia #kultura
+19
Nero12
Lwów na zawsze polski!

Dziwnie to brzmi ale lubię cmentarze. Lubię czytać nazwiska na grobach. Dużo można się dzięki nim dowiedzieć o danym miejscu. Niedawno chociażby czytałem niemiecko brzmiące nazwiska na poznańskim cmentarzu. Od razu było widać wpływy germańskie na silnie polskiej Wielkopolsce.

Wczoraj odwiedziliśmy lwowski cmentarz. Były ochotnik z Ajdaru i polska Ukrainka, wolontariusze chcieli odwiedzić groby zabitych żołnierzy.

W ciszy mijałem aleje czytając rotujące się polskie i ukraińskie nazwiska, czasem żydowskie. Nie widziałem wyraźnych granic, wszyscy obok siebie. Doszliśmy do placu gdzie obok pochowanych bojowników UPA-OUN spoczywają bohaterzy Ukrainy dzisiejszej wojny.

Niedziela, nie brakowało w około matek, ojców, dzieci. Mogłem obserwować kiełkujący w bólu nowy ukraiński patriotyzm, wg mnie bardziej nacjonalizm. Mimo bliskości tego z II Wojny Światowej, także tej widocznej tutaj fizycznej, już ten patriotyzm, któremu podam rękę. Bo mimo, że zdarza mi się dołożyć skromną cegiełkę pomocy, to nie zaakceptuję, co usłyszałem: "historia nie ma teraz znaczenia". Dla mnie ma.

Odwiedziliśmy grób Wiktora Gurniaka. Śmierć fotoreportera zawsze mnie przeraża. W końcu to mogłem być ja. Może będę? Ostatnio przecież zginął na Ukrainie kolejny... Motto Roberta Capy nieustannie zbiera bezlitosne żniwo.

Na końcu oddzieliłem się. Po schodach na szczyt. Czas na moją historię, sam na sam. Orlęta Lwowskie. Osobisty hołd oddany polskim bohaterom.

Kiedyś już ten dialog napisałem ale warto przypomnieć.

Velika Hoća, maleńka serbska enklawa pod Orahovcem. Rozmawiam z Popem. Obok nas stary monastyr.
Pytam:
- Z którego wieku jest ten monastyr?
- Z XIV (bodajże)
Popijam rakiję. Spokojnie dopowiadam:
- Z czasów kiedy Kosowo było serbskie...
- Nadal jest. Nikt nie wie ile Serbów spoczywa w tej ziemi...

Nikt nie wie ile Polaków spoczywa na lwowskiej ziemi...

I w tym sensie, nie rewizjonistycznym:

Lwów na zawsze polski!
Semper Fidelis.

Ale teraz? Wszyscy spoczywają obok siebie. SS Galizien, UPA, ukraińscy i polscy żołnierze z wojny polsko-ukraińskiej. Śmierć przecież nie rozróżnia.

To nie przeszłość definiuje czyje jest miasto w danej chwili tylko ludzie tam mieszkający.

Wczoraj był Dzień Wyklętych.
Orlęta Lwowskie Ukraińcy tak jak PRL Wyklętych też próbowali wymazać ze swojej historii. W końcu to nie powód do dumy przegrać z dziećmi. Dla mnie, Polaka, ich zwycięstwo, to powód do dumy.

Cześć i chwała bohaterom!

(za swoim fejsbukiem, niestety mirko pozwala na wgranie tylko jednego zdjęcia)

#ukraina #rosja #lwow #historia #przemyslenia #patriotyzm #nacjonalizm #fotografia
#thumbingthestans #ryczek #polityka
+46
shadowsof2
Boże drogi, jak ludzie się spinają w robocie. Trochę zapierdolu, a już stękają.

Od pierwszego dnia łażę uśmiechnięty. Jak jest większy zapierdol w robocie to się śmieję, mimo, że nogi mi w dupę wchodzą. Ludzie dopiero po tygodniu stwierdzili, że to nie stres przez nową pracę, ludzi i miejsce, a to, że po prostu mam wyjebane. Robię swoje i tyle.

Mam 25lat i w sumie nie wiem, jak można się o coś wkurwiać. Z wkurwiania się wyrasta, podobnie, jak z bycia lewakiem. Coś może najwyżej irytować.
Nowy typ, co przyjechał po mnie, ciągle osrany, że co, jak go wywalą z roboty. Nie wywalą. A nawet jeśli? Znajdzie inną i tyle. Tylko się chłopak stresuje bez sensu i robi w majty przez coś, co jedynie siedzi mu w głowie.

Dopiero teraz, gdy zwiałem z Polski, by odetchnąć od problemów, przypomniałem sobie, jak to było, gdy miałem na wszystko wyjebane. Piękne uczucie. Niczym się człowiek nie spina i po prostu żyje. Mój szef kuchni dalej tego nie ogarnia i myśli, że to przez stres (?). W sumie jest mi to na rękę. Mniej rzuca kurwami ;) (prawie jak G. Ramsey).

Trochę to taki post "zdupy", ale od paru dni tak się czuję i dopiero dziś, gdy wszyscy już praktycznie fruwali po ścianach, przypomniało mi się, że przecież też miałem okres w życiu, podczas którego się tak zachowałem. Tragicznym jest jednak to, że wielu ludzi, potrafi tak "żyć" przez całe życie.

ps. Mam już tak poparzone palce, że muszę sprawdzać temperaturę potrawy zewnętrzną częścią dłoni, bo nie czuję, czy jest gorąca. Prawie jak superbohater (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

Takie #przemyslenia i w sumie też #oswiadczenie z #praca na #emigracja. Od biedy można to też podciągnąć pod #psychologia
+15
DupaJasia_
Projektanci Anna Citelli i Raoul Bretzel opracowali organiczne, ulegające biodegradacji kapsuły, które przemienią ciało zmarłego w składniki odżywcze niezbędne do wyrośnięcia drzewa.
Po zamknięciu w kapsule, w pozycji embrionalnej, zmarły zostaje pochowany, a nad nim zostaje zasadzone nasiono drzewa lub małe drzewko.

http://filing.pl/zapomnij-o-zwyklych-trumnach-te-organiczne-kapsuly-zamienia-bliskich-zmarlych-w-drzewa/

A wy Mirki co myślicie na ten temat? Wolicie być tradycyjnie pochowani w trumnie czy zostać takim drzewem?

#smierc #pogrzeb #przemyslenia
+6
MiernaBabcia
Szyling kojarzy mi się z @chilling:

#przemyslenia
+4
trebeter
#przemyslenia
powinno się wyjebać pchnięcie kulą kobiet z igrzysk olimpijskich
+3
KsiazeSyberii
Żyć w USA w latach 80 to jak wygrać na loterii:
-piękne kobiety
-szybkie i przepiękne samochody
-wyku@wiste imprezy
-niesamowity klimat
-brak takiej kontroli nad ludzmi jaka ma miejsce dzisiaj
-mozliwosc zarobienia bardzo szybko duzych pieniedzy
-obledne filmy, seriale i muzyka
-luzne podejscie do zycia i pracy
#zycie #usa #przeszlosc #lata80 #zdjecie #zabawa #przemyslenia #oswiadczenie
+9
Lux_Aeterna
Miało być kilka słów, wyszła mi ściana tekstu. Jak ktoś feelsów ciekaw to zapraszam do czytania. A piosenka do wpisu to nuta, która zapętlona towarzyszyła mi podczas pisania. Cholernie się wkręca.

Człowieka czasem dopada po prostu załamanie. I to nie załamanie dotyczące rzeczywistości go otaczającej, choć to poniekąd ma z tym związek. Załamanie jednak opiera się głównie na nas samych. Czy znasz to uczucie, gdy sam sobie mówisz 'jestem do niczego'?

W tym momencie takie wnioski mimowolnie na myśl mi się nasuwają. Nie potrafię mimo chęci podnieść się wciąż z kolan. Zatracam się, uciekam od świata coraz głębiej w mój wydumany świat. Może to forma obrony przed tym, że nie radzę sobie z tym, z czym radzić sobie muszę. No ale od początku.

Od zawsze byłem dzieckiem, które trzymało się na uboczu. Pewnie takich historii internet przyjął setki, więc tylko rzucę kilka słów-kluczy: ojciec-alkoholik (z czym najwyraźniej w głębi siebie się nie pogodziłem), matka starająca się poradzić sobie z rzeczywistością i beznadziejnością facetów, wojna polsko-polska w domu, siostra która czuje 'wolność', zaborcza babcia i ja, szukający swojego miejsca, wycofany, nieśmiały.

Szczerze mówiąc teraz chwilowo nie wiem, co pisać dalej. Gubię wątek. Chyba oduczyłem się wyrzucać to, co mi na sercu leży. Wobec tego przeskoczę do tego, co mnie dręczy, a potem postaram się nawiązać do fragmentu wyżej.

Od zawsze szukałem wsparcia, zrozumienia, uwagi innych. Śmieszny paradoks, gdzie chłopiec jednocześnie czujący się 'innym', trzymający się na swoje własne życzenie z dala, bądź z tzw. sierotami życiowymi pragnął, łaknął tej zwykłej, pospolitej uwagi. Zawsze miałem się za zdolnego i mam ku temu powody jak choćby bardzo dobrą pamięć, swego czasu wiele książek przeczytanych dało mi podstawy by z ortografią nie być na bakier i niebanalny talent do języków. Nadto sporo smykałek jak historia, programowanie, broń palna... tylko wielu rozwijać na początku nie mogłem ze względu na domową sytuację finansową. No ale wracając do mojego pragnienia uwagi.

Pierwsze zauroczenia to było coś niesamowicie wzniosłego i głupiego w swej naiwności. Pierwsza miłostka jaką pamiętam nawet nie wie, że się w niej podkochiwałem. Druga (tym razem internetowa) zerwała kontakt bym nie robił sobie nadziei. Od trzeciej usłyszałem natomiast 'zawsze byłeś odludkiem i trzymałeś się z boku, a teraz co? Chcesz to nadrobić? Co ja mam zrobić?', co było oczywistą odmową na jakąkolwiek bliskość. Skończyło się to wtedy lekkim załamaniem, płaczem. Ale choć wziąłem się za walkę o siebie, to z drugiej strony obwiniłem tym stanem nie siebie, a otoczenie. Facet mimo wszystko powinien brać to, co do niego należy na klatę, a nie uciekać od tego zrzucając winę na kogoś innego. Niestety ja wtedy tym facetem nie byłem.

Przeżyłem epizod z uwodzeniem świadomym, wszelkimi głupimi gierkami które choć same w sobie nie były szczere, to dały mi siłę, by pchnąć moją nieśmiałość, by walczyć ze swoimi słabościami. Były głupie podchodzenia na ulicy, były teksty ryte na pamięć, były próby stosowania tego... i dostałem masę zjebek. Pierwszy lepszy przykład z brzegu to podbicie do dwóch dziewczyn, na oko 7/10 w parku by z kumplem zapytać się ich o coś, bo 'wywiad przeprowadzamy'. Wyśmiały nas, ale o dziwo oprócz zażenowania poczułem wtedy to, że ludzie nie są tacy straszni. W końcu olały nas i co? To nie powód, by bać się ludzi, ubyć mnie nie ubyło.

Mniej-więcej też w tamtym czasie poznałem dziewczynę rok młodszą ode mnie, nazwę ją tu R. Tu pierwszy raz doświadczyłem czegoś, co można nazwać pewną bratnią duszą. Wpadanie sobie w słowa, w lot łapanie swoich stanów myślowych, humorów. W sumie to była pierwsza znajomość, gdzie rozmówca potrafił wywołać we mnie stan ewidentnego zainteresowania. Zresztą ta chemia ciągnęła się przez dwa lata, co samo w sobie świadczy o jej sile ale i o słabości ludzkich nadziei, bo się posypała. W głupi sposób uaktywniona kobieca logika. Zostałem jak to tu ładnie jest ujmowanie 'sfrendzonowany'. Z jednej strony wciskała kity, że jej na mnie zależy, planowała przyszłość, a z drugiej strony twierdziła, że nie jestem w jej typie. By być tu szczerym sam też miałem w chuj parcie na tą znajomość, wobec czego z początku dawałem sobie wejść na łeb. Po roku jednak powiedziałem 'dość' i zaczęły się spięcia.

Kłótnie nie były już sprzeczkami, lecz awanturami różniącymi nas na tygodnie, a nawet miesiące w końcowym stadium. A skończyło się to dość trywialnie i dość suabo ze względu na mój poziom. Zanim jednak przejdę do tego wprowadzę to kolejną osobę, Małą. Małą poznałem w dokładnie 1 listopada roku 2012 roku przez głupią zaczepkę na fb. Gdybym wtedy wiedział ile to zamieszania w moim życiu wywoła pewnie ze trzy razy bym się zastanowił nim kliknął 'zaczep'.

Mała... gdybym ją miał tak zupełnie szczerze opisać w kilku słowach, to pierwsze co mnie uderzało, to spontaniczność. Ja zawsze strasznie wycofany oto na przystanku autobusowym, po ciemku stałem naprzeciw buzującej spontaniczności, wesołości, ciętego żartu. Wiele osób w życiu spotkałem, ale ta żywiołowość, ten unikalny charakter już mi chyba na zawsze zapadnie w pamięci. Dobraliśmy się w każdym razie jak w korcu maku z naszymi przeciwieństwami co na długi czas zrodziło chyba najprawdziwszą przyjaźń, jaką to miałem i którą zabiła ambicja, duma i buta obojga z nas. Znajomość ta zapoczątkowała siedzenie po zmroku w pokoju, gdzie ja oparty o kaloryfer słuchałem jej wierszy, myśli. Gdzie bez żenady poruszaliśmy najbardziej nawet intymne, osobiste problemy. Gdzie śmiałem się gdy mi pokazała lustro z napisem 'wysoko ponad prawdą' u szczytu zwierciadła i moje słowa w tamtej chwili 'tylko ta prawda coś nie za wysoka'. I to 'Dewiant, świnia jesteś' gdy udało mi się jej dogryźć. Zachody słońca na balkonie gdy przed nami rozwiewał się dym uciekający z papierosów. Tam, u niej czułem się po prostu jak w domu. Chwilami nawet lepiej niż w domu, gdzie zawsze brakowało mi uwagi, gdzie to ja wysłuchiwałem zamiast samemu być wysłuchanym i kryłem się z własnymi problemami. Prawdę mówiąc ten dom Małej przyniósł mi bardzo dużo dobrego, o czym będzie na pewno dalej.

Zima mijała, w między czasie zaczęła się wiosna i odezwała się R. Z kolejnym fagasem jej nie wyszło, znowu się pożarliśmy, cisza. I w trakcie tej ciszy postanowiła się w tajemnicy przede mną umówić z Małą, że u niej przenocuje kilka nocy i będzie miała czas, by się ze mną rozmówić w cztery oczy (normalnie dzieliło nas 100 km z małym plusem). Tajemnica szybko się wydała, bo Mała stwierdziła, że nie będzie tego przede mną ukrywać za co bylem jej wdzięczny. Przyjechała R. Dzień pierwszy. Żadnego gestu w kierunku rozmowy w cztery oczy, a na każdą oznakę zainteresowania reagowała tekstami 'weź te ręce', 'później', 'nie teraz'. Dzień pierwszy minął, rozmówiłem się dnia drugiego z Małą, powiedziałem jej jak sprawy stoją i powstał chyba jeden z nielicznych planów, jaki osiągnął 100% skuteczności. Wtedy to, co czułem do R. umarło, jednakże zaczęło wtedy też dojrzewać pragnienie zemsty czego pierwszym punktem było wykorzystanie jej słabego punktu, tj. zaborczości, zazdrości o uwagę. W skrócie by już nie rozwlekać z Małą zaczęliśmy sobie multum zainteresowania okazywać by zbić z pantałyku R. jednocześnie ignorując jej potrzebę uwagi. Powiecie 'tania sztuczka'? Otóż zadziałała. R. trzeciego dnia już nie wytrzymała, prawie się na mnie rzucając. Jak widać pragnienie zatrzymania mnie przy sobie miała o wiele silniejsze niż godność. A ja? A ja wtedy ją odepchnąłem (co krokiem było dobrym), a potem nie wykorzystałem tak jak mogłem będąc u niej ze względu na to, że nie chciałem, nic nie czułem. Jedynie skorzystałem z niej jak z instrumentu, pobawiłem się nią tak, jak ona mną przez dwa lata. Potem nastąpiło zerwanie znajomości. Zerwanie znajomości z czerwca 2013 roku. Tak umarła moja pierwsza największa chemia, przyjaźń, związek... nie wiem, jak to ująć.

A przede mną był najbardziej różowy z okresów mego życia. I chyba najszczęśliwszy. Wakacje 2013 to najlepsze, co mogłem przeżyć. Wtedy najwięcej czasu spędzałem z Małą i jej dwoma siostrami. Wtedy też najczęściej byłem poza domem. Wypady na jagody, namiot, spacery, piwo, fajki, zalew. Wtedy też zainteresowałem się jej starszą siostrą, której wcześniej się troszkę wstydziłem. Od zawsze bardziej podobały mi się dziewczyny poukładane, rozsądne, dojrzalsze. Z drugiej strony z moim brakiem śmiałości jakoś czułem opór. No a wspomniana siostra była starsza o całe dwa roczniki. Studentka, bardzo inteligentna i tak jak ja introwertyczna. Co prawda głębszy kontakt zaczął się w sumie z inicjatywy Małej, która to najwyraźniej stwierdziła, że świetna z nas byłaby para. No cóż, teraz mogę powiedzieć, że się nie myliła, bo ten związek trwa już półtorej roku i nie zanosi się na to, by miał się kończyć. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Chemia ta była zupełnie inna, niż dotychczasowe. Oprócz tej wspólnoty dwóch dusz łączyły nas podobne charaktery. Wpadanie sobie w słowo i 'czytanie w myślach' było na porządku dziennym w prawie każdej rozmowie. Spędzałem z nią każdą wolną chwilę i czułem, że chcę coraz więcej. Gdzieś po około miesiącu takiego głębszego zainteresowania staliśmy się parą w lipcu 2013. Od tamtego czasu przeszliśmy aż... 3 większe kłótnie o ile mnie pamięć nie myli i kilka sprzeczek, podczas gdy zwykle w znajomości sprzeczek miałem już po kilku miesiącach co parę dni. Za przyczyną tegoż związku jednak zaczęła podupadać srogo moja przyjaźń z Małą. Zwyczajnie nie miałem już tyle czasu co wcześniej dla przyjaciółki, ale starałem się to jakoś normować o ile nie zaczęła na mnie naskakiwać. W takiej sytuacji tak już mam, że na agresję reaguję agresją, choć tą cechę uzyskałem stosunkowo niedawno w moim charakterze. W końcu poszło o to, że się wtrącam w jej związek (bo radzili się mnie zarówno ona, jak i jej ówczesny chłopak), a czarę goryczy przelał moment, gdzie nie wyszedłem po Małą na przystanek (byłem wtedy z jej siostrą na umówionym wspólnym wieczorze i stwierdziłem, że nie będę z tego powodu łamał słowa danego). Wtedy oto, wiosną 2014 roku moja największa przyjaciółka mnie opuściła. Przez niecały rok panowała między nami zimna wojna (około roku natomiast trwa taka wojna między Małą, a jej starszą siostrą - moją dziewczyną ze względu na ciężkie oskarżenie o coś, czego moja dziewczyna nie zrobiła i trud w przyznaniu się do pomyłki), teraz jest zimny rozejm, gdyż choć zarówno mi, jak i według mojej wiedzy jej także dolega to, że ze sobą nie rozmawiamy to żadne z nas nie próbuje już odbudować tej wspólnoty jaka nas łączyła.

Później w pamiętne wakacje 2014 roku przeprowadziłem się wraz z dziewczyną do większego miasta. Sami w całkiem nowym otoczeniu podnajmując mieszkanie troszkę poznawaliśmy życie na własną rękę, smak pracy w gówno-callcenter. Najpierw ona wylądowała w szpitalu ze względu na rany spowodowane zbyt silną reakcją alergiczną (genetyka und nieuleczalne). Potem ja się załamałem, wpadłem w głęboką depresję. Miałem dni, gdy leżałem na łóżku, patrzyłem w sufit, nie chciałem jeść ani wstawać. Chciałem spać, zgasnąć. Myśli samobójcze wtedy także nie były mi obce. Podniosłem się wtedy na chwilę by ponownie upaść. Nie czułem tego czegoś, co by mi kazało żyć.

Straciłem robotę w grudniu. Obecnie wciąż usilnie próbuję znaleźć nową, ale nasze kochane podkarpackie bezrobocie najwyraźniej ma to w dupie głęboko i nikt się nie odzywa choć codziennie lecą kolejne CV. I tak oto jestem. Na kolanach. Tracę znowu motywację do wszystkiego. Po cichu gasnę wewnętrznie. Już nie czytam książek ani nie biegam. Nie mam takiego parcia na nowości, zainteresowania powoli umierają. Nawet do tego, co wiem, że mi sprawi przyjemność nie mam sił. Siedzę, zamulam przed tym jebanym monitorem jak jakiś debil będąc kompletnie w kropce, nie wiedząc co począć. Życie mi przepływa przez palce, a ja nie wiem, co zrobić by wróciło to zachłystywanie się życiem choćby z wakacji 2013. Tęsknię cholernie za tym stołem w kuchni u tych moich ulubionych trzech sióstr, które tak wywróciły mi życie. Tymczasem jedna, najmłodsza przestała już być dzieckiem, Mała wygląda na przygaszoną, niezrozumianą i z tego co chwilę po rozejmie z nią rozmawiałem tak właśnie jest. A moja dziewczyna leczy się ze skórą, łamie się psychicznie i też nie wie, co robić.

W sumie to nie mam pojęcia po co to tu wylewam Mirki, ale jakoś mi tak lepiej, że się tym podzieliłem. Mimo wszystko chcę coś ze sobą zrobić by nie uciekać od rzeczywistości i zacząć sobie samemu ze sobą radzić. Ale z tym będzie ciężko dopóki sobie nie ogarnę jakiegoś zarobkowego zajęcia. Mam nadzieję jednak, że znajdę takie już niedługo. Że los przestanie grać na moje załamanie.

Pozdrawiam was z trzecim kubkiem ciepłej herbaty obok myszki i jeśli ktoś przeczyta tą ścianę tekstu to pozdrawiam serdecznie oraz chylę czoła ( ͡° ͜ʖ ͡°).

pokaż spoiler Wnioski, zjebki or smth mile widziane. Tymczasem #tylkonocnatylkomirko oraz #przegrywczywygryw.


[ #depresja #przemyslenia #gorzkiezale #feelsy #mojahistoria #samozycie ]
+44
blazmerc
Dat feel kiedy jestes facetem i pijesz kawe z karmelem w maku. Karmel na wąsach do końca dnia. Profit??
#broda #mustacze #przemyslenia
+3
CegielniaPL
Mam wrażenie, że wszyscy tak hejtują ten serial, gdyż jest on zwykłym kłamstwem, może nawet propagandowym. Serial ma niby pokazywać typową polską rodzinkę żyjącą w typowym polskim standardzie ("znad Wisły rodzinka jak ty"), a to gówno prawda, prawdziwa Polska rodzina we WŁASNYM kraju musi wyżyć z głodowej pensji i ledwo wiążąc koniec z końcem, okradani przez własną władzę z własnych pieniędzy, których już nigdy nie zobaczą, a ci? A ci żyją sobie beztrosko z dnia na dzień, nie martwiąc się o nic, jeżdżąc najnowszymi modelami BMW do najdroższych sklepów ze zwykłą żywnością (patrz: alma).

#telewizja #przemyslenia #seriale #oswiadczenie #propagandasukcesu #polska
+169
teleimpact
#koty #przemyslenia

Koty to jednak jebane lewackie kurwy, które by tylko żyły i żarły. Ale przynajmniej są słodkie :)
+6
Zoxico
Właśnie odkryłem, ze jestem całkiem podobny do Snowdena o.O Tak mi się przynajmniej wydaje. No może niekoniecznie na tym zdjęciu, bo tu zrobiłem lekki wytrzeszcz :)
Powinienem się bać, czy nie będę miał czasem kiedyś nagłej pobudki o 6 rano? :D

pokaż spoiler wołam @michciu

#snowden #przemyslenia #pokazmorde
+9
Pokaż następne