Wielkie sieci sklepów przy ustalaniu cen na polski rynek muszą dokładnie słuchać premiera i ministra finansów, którzy uważają Polskę za "zieloną wyspę", a Polaków za naród niezwykle bogaty.

Żeby nie zamulić Was historią swojego życia postaram się opisać wszystko w skrócie. W Poznaniu na Franowie otworzyli sklep Sports Direct, znany przede wszystkim z Wielkiej Brytanii. Jest to sieć w której znaleźć można buty, akcesoria sportowe, ale także zwykłe ubrania, w większości z metkami znanych marek i z dość atrakcyjnymi cenami.
Wiadomo, początek funkcjonowania, wieść po całym Poznaniu się jeszcze nie rozeszła, dlatego postanowiłem się tam wybrać i zrobić małe zakupy.

Ceny faktycznie są dość atrakcyjne, ale jakież dopadło mnie zdziwienie kiedy zobaczyłem, że są gorsze niż na rynku brytyjskim.
Trampki Lee Coopera kosztują u nas 69.90 zł.

Cena wydała mi się dość przystępna, ale jak zacząłem przeglądać pudełka, żeby znaleźć swój rozmiar zobaczyłem kwotę w funtach jaką musieli płacić Brytyjczycy - 9.99 GBP.



W przeliczeniu na naszą walutę, po dzisiejszym średnim kursie NBP (4,9388) jest to 49,34 zł.

Znalezienie kilku następnych rzeczy z analogiczną sytuacją nie stanowiło żadnego problemu.

Kurtka za 149 zł.



Brytyjska cena: 24.99 GBP (123,42 zł.)



Spodnie za 124.90 zł.



Brytyjska cena: 19.99 GBP (98,73 zł.)



Kurtka za 175 zł.



Cena brytyjska 29.99 GBP (148,11 zł.)



Oczywiście wiem, że ceny mogą pochodzić z okresu mega promocji, ale akurat w Sports Direct w Anglii, takie przeceny są ciągłe i te ceny to standard. Nawet jeżeli jest to spowodowane taką sytuacją, uważam, że ceny brytyjskie powinny zniknąć bądź zostać zamazane.
Przy kasie poprosiłem panią żeby policzyła mi buty po cenie brytyjskiej (9,99), ale niestety powiedziała, że nie ma takiej opcji.

tl;dr
Ceny w jukeju są niższe niż w Polsce.

Wersje

Statystyki zobacz

© copyright 2019 by Wykop.pl