•  

    Postanowiłem napisać z relacje z mojej pierwszej podróży stopem do Włoch w ostatnim tygodniu.

    Dzień 1
    Wyjechaliśmy o godzinie około 8 po sytym śniadaniu z mojej wsi do Cieszyna łapać pierwszego stopa w naszej podróży do Włoch. Po 50 minutach stania i machania z coraz mniejszym entuzjazmem tabliczką z napisem "Vienna", zauważyliśmy Nissana Navara, który zawrócił by nas zgarnąć. Naszym pierwszym kierowca był Pan Richard z gangu dzikich wieprzy (road runners). Dowiedzieliśmy się z przerw pomiędzy jego wygwizdywaniem melodii znanych hitów radia Orion ze od 36 lat mieszka w Austrii i prowadzi swoją firmę. Zostawił nas na stacji benzynowej przy hotelu "oldtimer" kilka kilometrów za Wiedniem. Oczywiście zostawiliśmy suwenira Panu z Navary w postaci naszego kartonu, dlatego skierowaliśmy się na stacje w poszukiwaniu kartonu. Nasz pierwszy kontakt z Austriakami był chyba najlepszy, dalej było już tylko gorzej. Po wsunięciu smacznych kanapek, wypisaliśmy nową tabliczkę, tym razem z napisem "Italy". Naszym kolejnym Samarytaninem był sympatyczny Pan z gór, przypominający doktora Shulza z Django Tarantina. Opowiedział nam o swoim życiu, karierze nauczyciela w obozie dla uchodźców, gdzie uczył języka niemieckiego. Zawiózł nas na stacje 5km od granicy włoskiej, zapewniając ze wszyscy stamtąd wyruszają na Włochy. Jego dobre chęci i nadrabianie specjalnie dla nas kilometrów okazało się kiepskim pomysłem, ponieważ na stacji, zatrzymywali się tylko tirowcy i gburowate snoby w Audi A4 i A5. Panowie na stacji również nie byli zbyt mili i patrzyli na nas złowrogim wzrokiem. Bo dwóch godzinach włóczenia się po stacji postanowiliśmy rozbić namiot zaraz za hotelem znajdującym się obok stacji. Pani w recepcji była bardzo zdziwiona gdy zapytaliśmy czy nie będzie to żaden problem. Namiot udało się nam rozłożyć dość szybko i zakładając wszystko co mieliśmy w pleckach, ugotowaliśmy zupki chińskie i z pełnym brzuchem przetrwaliśmy dzielnie noc w alpejskim mrozie.

    Dzień 2
    Obudziliśmy zadowoleni, umieliśmy ruszać wszystkim, nawet najmniejszym kończynami, co oznaczało ze noc przebiegła zgodnie z planem i możemy wyruszać w dalsza podróż. Bez śniadania postanowiliśmy jak najszybciej złapać stopa i wydostać się z tej cholernej stacji. Nasze starania nie zaowocowały przez pierwsze pół godziny do momentu aż spotkaliśmy dwóch Panow w tirach jak się później okazało z Nysy, którzy po naszych namowach zgodzili się nas podwieźć prawie pod sama Wenecje. Warunkiem było rozdzielnie się na dwa tiry. Kierowca z którym wyjechałem z Arnoldstein okazał się być sympatycznym około czterdziestolatkiem który mieszkał przez 8 lat we Włoszech. Wysiedliśmy z tirów na dużym parkingu przed Wenecją. Lekkim offroadem dostaliśmy się do pobliskiego miasteczka. Tam próbowaliśmy złapać stopa do Wenecji, Albert poszedł zapytać o większy karton to kawiarni obok której trzymaliśmy mały karton z napisem "Mestre". Albert wyszedł z szerokim uśmiechem oznajmiając mi ze właściciel kawiarni podrzuci nas na dworzec kolejowy skąd możemy dostać się do Mestre pociągiem. I tak też zrobiliśmy. Naszym pierwszym celem w Mestre było wypełnienie naszych brzuchów włoska pizzą, jednak tym razem nam się nie udało. Postanowiliśmy znaleźć hostel, na nasze szczęście Albert znalazł hostel niedaleko miejsca w którym się znajdowaliśmy. Perspektywa bieżącej wody i miękkiego łóżka bardzo nas zachęciła do szybkiego marszu w stronę B&B Venice Dream. Bo szybkim odświeżeniu i odpowiedzenia jedynego sklepu spożywczego w okolicy, ugotowałem makaron z boczkiem i parmezanem, który popiliśmy czerwonym winem. Na samą wsypę dojechaliśmy autobusem, Wenecja okazała się przepięknym miastem z niesamowitym klimatem. Po ustrzelenie kręcioła kijkiem do selfie na placu świętego Marka zaczęliśmy się kierować w stronę domu.

    Dzień 3
    Obudziliśmy się o 9 i zjedliśmy śniadanie przygotowane dla nas przez właściciela hostelu. Miał być szał jak opisywali je na booking.com a wyszło jak zwykle... zmieniliśmy plany i oddając klucze, wyszliśmy z plecakami na miasto. Wenecja za dnia okazała się być znacznie mniej atrakcyjna niż w nocy. Jednak wszechobecny smród i odpadający tynk z starych kamienic nie zepsuł wrażenie i Wenecja pozostała w naszych oczach dalej jednym z najbardziej pięknych j klimatycznych miast Europy. O 14 wyruszyliśmy autobusem z powrotem do Mestre skąd wzięliśmy pociąg do San dona di Piave. Tam złapaliśmy stopa do autostrady A4 dzięki miłej studentce psychologii, która zapoznała nas podczas bardzo krótkiej drogi z jej mamą. Po dwóch godzinach stania, nie udało nam się złapać podwózki do Trieste. Postanowiliśmy poszukać miejsca na noc o godzinie 17:30. Znaleźliśmy ładnie wyglądający dom, postanowiliśmy zadzwonić i zapytać o możliwość noclegu w ogródku. Około 70 letni pan Francesco zaprosił nas na herbatę, która później przeistoczyła się w pizzę i wino z rozmowami do 21. Jednak aby ten wieczór mógł odbyć się w tej sympatycznej atmosferze potrzebowaliśmy tłumacza, który przełamał by barierę językowa (na początku porozumiewaliśmy się przez google tłumacz). Z pomocą przyszła znajoma córki Pana Francesco, Polka o imieniu Aleksandra. O 21 rozbiliśmy namiot pod drzewem w ogródku.

    Dzień 4
    Wstaliśmy, spakowaliśmy namiot, tym razem sprawniej niż pod Alpami i poszliśmy zjeść śniadanie w domu Pana Francesco. Śniadanie typowo Włoskie, tzn. sucharki, ciasteczka i owocowy jogurt. Pan Francesco podrzucił nas na najbliższą stacje benzynową na autostradzie, skąd zaczęliśmy łapać stopa do Triestu. Po około trzydziestu minutach łapania zatrzymało się dwóch włoskich programistów słuchających Dire Straits. W rytmie gitary Knopflera dotarliśmy do Mulfalcone. Po kolejnyc 20 minutach machania tabliczką z napisem "Triest", włoski Seba zatrzymał się w swoim stuningowanym Golfie i podrzucił nas do miasta. Zapomniałem zabrać maczety do smogu z Krakowa, a przydałaby się do przedzierania się przez niesamowicie gęstą mgłę. Zwiedziliśmy stare miasto, weszliśmy na latarnie morską, strzeliliśmy kilka fotek, wypiliśmy espresso i napisaliśmy na nowym kartonie nasz kolejny cel - Ljubljana. Sympatyczny, bardzo rozgadany Włoch podrzucił nas do Lublany w swoim rozpadającym się Clio. Opowiedział na historię swojego życia, plany na przyszłość, a wszystko to przy rytmach klasycznych rockowych ballad. Pod względem doboru muzyki w radiu, tego dnia trafiliśmy idealnie. W Lublanie pogoda dalej nie sprzyjała i znaleźliśmy miejsce w hostelu, by w końcu wziąć prysznic i uderzyć w miasto. Lublana nocą wyglądała przepięknie, weszliśmy na zamek i podziwialiśmy panoramę świateł rozciągająco się wzdłuż rzeki Lublanicy. Zjedliśmy budżetowo kebaba i kupiliśmy po Słoweńskim piwie. Zaskoczył nas zakaz sprzedawania alkoholu po godznie 21, ale udało się nam zdążyć przed zamknięciem ostatniego marketu w okolicy.

    Dzień 5
    Pobudka o 9:00 i kierunek dom. Wyszliśmy na nogach z centrum do wjazdu na obwodnice, skąd pojechaliśmy do Cejle. Tam na parkingu łapiąc stopa zauważyliśmy tira z polską rejestracją. Albert zagadał i pan kierowca powiedział że może zabrać jednego z nas do Ostravy. Po szybkiej naradzie zdecydowaliśmy, że Albert, a ja sobie jakoś poradzę. Samemu jest dużo łatwiej łapać stopa i szybko złapałem kolejne auto do Mariboru, a tam słoweński kierowca tira zaproponował mi podwózkę do Gratz. Zgodziłem się i był to największy błąd podczas całej podróży. Wyrzucił mnie 10km przed Gratz na parkingu, na którym znajdowała się toaleta i dwa miejsca parkingowe. Przyznam, że trochę się załamałem. Nie wiedziałem co zrobić. Zauważyłem na mapie wjazd na autostradę jakieś 2 km dalej. Szybki spacerek wzdłuż autostrady i znalazłem się przy jakiejś strefie przemysłowej. Nigdzie jednak nie było dobrego miejsca do łapania stopa. Ostatecznie udało mi się złapać podwózkę do stacji benzynowej i McDonaldu w Gratz po dwóch godzinach. Tam też nie było łatwo cokolwiek złapać, ale pół godziny przed zmrokiem, pewien Austriak podszedł do mnie i zaproponował mi podwózkę pod Wiedeń. Miał około trzydzieści lat i twierdził że Austria nie ma problemu z imigrantami, a wręcz jest im wstyd za kraje jak Bułgaria czy Słowenia które nie chcą przyjmować uchodźców. Wolałem nie wdawać się w dyskusje i resztę podróży w ciszy spędziliśmy śmigając po autostradzie. Wyrzucił mnie na stacji Shella około 18, gdzie dogadałem się z polskim tirowcem który o pierwszej w nocy zabrał mnie do Polski.

    #podroze #podrozujzwykopem #autostop
    pokaż całość

  •  

    A może by tak na wiosnę wyjebać w autostopowy trip śródziemnomorski ? Bo już rzygać się chce od tej polskiej codzienności #autostop jako autostopowicz mam jedynie doświadczenie w Polsce

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Może Mirki i Mirabelki pamiętacie jak w wakacje z @KiniaMinia dodaliśmy wpis, że jedziemy #autostop na #ukraina oraz #wegry. Teraz w planach mamy dużo ciekawsze i dłuższe wyprawy.

    Sporo ciekawych historyjek już mieliśmy i uznaliśmy, że szkoda ich zapomnieć, więc przydałoby się je jakoś utrwalić, a skoro już mamy coś pisać to nie chcemy tylko dla siebie. Może kogoś zachęcimy do takiego sposobu podróżowania albo komuś przydadzą się jakieś nasze porady czy inne wpisy. #podrozujzwykopem
    Polonistami nie jesteśmy, a doświadczenia też nam brak w pisaniu takich rzeczy, więc postanowiliśmy początkowo udostępnić to jedynie dla Was. Jesteśmy otwarci na wszelką krytykę, porady i sugestie (ʘ‿ʘ)

    Amsterdam to nie "dzika" Ukraina i ciężko jest wrzucić jakieś gorące hisoryjki, ale od czegoś musieliśmy zacząć. W planach (tzn. czekamy na tańsze bilety) mamy dużo ciekawsze #podroze wymienione po prawej stronie na blogu, więc Mirki i Mirabelki z #tajlandia #malezja #singapur #bialorus #rosja #iran #dubaj - nadchodzimy wkrótce! ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Chciałbym też bardzo podziękować użytkownikom @penguin za pomoc w ogarnięciu wielu detali na stronie oraz @Cronvell za ładne przerobienie mojego żałosnego zdjęcia ze slajdera XD
    Co do detali, to mam jeszcze listę 5 rzeczy do zrobienia, więc nie pogardzę pomocą od miłych ludzi od #wordpress #css #php ( ͡º ͜ʖ͡º)

    SUPER TAJNY LINK DO BLOGA: http://www.autostopowo.pl/

    A w "O nas" jest jeszcze #pokazmorde i #pokazrozowegopaska ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

    źródło: 111111111.jpg

  •  

    Jadę pierwszy raz autostopem w swoim zyciu xD Spoznilem sie na autobus do techbazy to pomyslałem a chuj dam lajka kierowcom. I od razu drugi samochod sie zatrzymał i to do miejsca gdzie jade xD
    #autostop #dziendobry

  •  

    Gorzkie zale Patera, że mu ludzie zwracaja uwage, ze sie opierdala. Pousuwal sporo komentarzy na FB jak mu popisali, że hajsy na polak dali a nie potrafi wrzucic filmu, kiedy Faza publikuje beda na wyprawie.
    Wyszlo troche chamskie podejscie Patera, no cóż, ciśnienie za duże...

    #autostop #faza #pater #polskiyoutube #gorzkiezale pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Moja twarz gdy usłyszę słowa:

    Jakut, Jakutka, Jakucja

    #gownowpis #rosja #autostop

    źródło: pater-1.jpg

  •  

    Dziś wrzucam parę anegdotek z moich autostopowych eskapad - dla chętnych zapraszam do czytania :)

    Nigdy nie zostawiaj plecaka w bagażniku
    Kiedyś, chyba w 2010 roku postanowiłem ze znajomymi pojechać do Holandii – w poszukiwaniu pracy. Jeden z kolegów był na miejscu, powiedział, że załatwi nam zajęcie i mieszkanie. Większość kupiła bilety lotnicze z Wrocławia do Eindhoven, ja bardzo chciałem pojechać stopem – wtedy moje doświadczenie obejmowało tylko eskapady po Polsce. Jeden ze znajomych postanowił jechać ze mną, więc dogadaliśmy się co do terminu, spakowaliśmy i ruszyliśmy na wylotówkę.

    Zaczęliśmy podróż na stacji Orlen na Bielanach Wrocławskich zaraz przy autostradzie A4 w kierunku Berlina. Nastroje jak najbardziej pozytywne, stoimy przy drodze z wyciągniętymi kciukami i uśmiechnięci łapiemy. Mija pierwsza godzina, druga, trzecia… i nic! Postanowiliśmy zmienić miejsce – bardzo mądrze przeszliśmy na pobocze samej autostrady. Chwila czekania i jest – zatrzymał się samochód, jakieś 2 kilometry dalej. Wysiedli, idą do nas, my do nich. Wszystko super, ekipa 3 młodych osób, jedziemy do Holandii! Ekipa dość imprezowa, atmosfera luźna – jednym słowem wesoło.

    Po jakichś dwóch godzinach dojechaliśmy pod granicę. Nasi wybawcy chcą zatankować samochód, idziemy po coś do jedzenia i picia, wszyscy razem. I nagle zaczyna robić się podejrzliwie… Kierowca mówi, że idzie przestawić samochód. Zaraz drugi kolega wychodzi z kolejki. Jego dziewczyna też. Postanowiłem pójść za nimi, na wszelki wypadek, a tam… scena jak z filmu. Na pełnym biegu wskakują do jadącego już samochodu i odjeżdżają w siną dal, z naszymi plecakami. Ja w szoku. Nie ogarniam, dzwonimy szybko na policję, na granicy nikogo nie ma, nikt nie zatrzymuje samochodu, a ja z tego wszystkiego nawet nie zapamiętałem numerów rejestracyjnych.

    I co dalej?
    Załamanie, rezygnacja, kilka godzin na komisariacie nie daje żadnego efektu. Po dłuższej naradzie postanowiliśmy jechać dalej – w końcu kasę mieliśmy ze sobą, tak samo jak dokumenty – straciliśmy tylko trochę ciuchów i niepotrzebnych rzeczy. Wracamy na tę samą stację benzynową, godzina – około północy.

    Od tego momentu zaczęły się dziać rzeczy niewyobrażalne – kierowcy po prostu nie mogli uwierzyć, że coś takiego mogło nam się przytrafić. Reszta drogi do Holandii była świetna – wsparcie, jakie otrzymaliśmy od polskich kierowców ciężarówek, jest nie do opisania – obiady, propozycje podwózek, pomocy, noclegu – całkowite przeciwieństwo powszechnej opinii o nastawieniu Polaków do siebie za granicą.

    Niestety, na miejscu już nie powiodło nam się tak dobrze – pracy nie znaleźliśmy, po dwóch tygodniach trzeba było wrócić do Polski.

    Niemiecko-włoski kierowca BMW
    Historia z tej samej podróży – wracałem z Holandii autostopem całkiem sam. Stałem sobie na jakiejś stacji benzynowej nieopodal Hannoveru, próbując dostać się do Polski. Po jakiejś godzinie czekania przyszedł Niemiec, kolejny autostopowicz, który również zaczął kierować się na Berlin, i dość chamsko stanął przede mną, łapiąc stopa. Złapał szybko, pojechał. „Trudno”, myślę sobie – nie będę się kłócił, nie lubię – łapię dalej. Mija 10 minut, podjeżdża świeże, błyszczące, sportowe BMW. Szyba w dół, kierowca pyta:

    – Jesteś autostopowiczem?
    – Tak!
    – O fuck, nie wierzyłem, że istniejecie! Wsiadaj!

    No i tak to czasem wygląda. Dojechaliśmy do Berlina w 2,5 godziny, rozmawiało się świetnie, a samochód miał 800 km przebiegu. Jeden z najlepiej zapamiętanych przeze mnie stopów.

    Bośniacki nauczyciel matematyki
    Jechałem wtedy do Dubrownika – na spokojnie, bez pośpiechu, autostopem przez Bośnię. Podróż wlokła się niemiłosiernie – tam nikomu nigdzie się nie spieszyło, a ja chyba poddałem się bośniackiemu klimatowi i słońcu i dostosowałem do tego tempa. Byłem razem ze znajomą, mieliśmy spotkać się na miejscu z resztą w Chorwacji.

    Po raz kolejny staliśmy przy jakiejś lokalnej bośniackiej drodze, gdzie pojawiał się jeden samochód na 15 minut (na mapie dumnie oznaczonej jako droga krajowa), w cieniu było prawie 30 stopni, w słońcu chyba z 50. Po dwóch godzinach zatrzymał się samochód. Volkswagen Golf – chyba najpopularniejszy model w Bośni – było ich mnóstwo, we wszystkich możliwych konfiguracjach i kolorach. Kierujący i jego towarzysz – wygląd, jakby właśnie wyjechali z więzienia. No trudno, wsiadamy. Nasi kierowcy nie mówili ani po angielsku, ani po niemiecku, na początku w ogóle nie mogliśmy się z nimi dogadać.

    Przejechaliśmy jakieś 20 kilometrów w ciszy, po czym zatrzymaliśmy się na parkingu przy jakiejś knajpie. Gestami zaprosili nas do środka. Po chwili na stole pojawiają się cztery piwa, baranina, masa przekąsek i innego jedzenia. Bośniacy zachęcają nas do konsumpcji, sami zaczęli jeść i popijać złocisty trunek. Nie protestowaliśmy, zaczęliśmy jeść, pić, i nawiązywać dialog z naszymi towarzyszami – powoli się rozkręcaliśmy, rozmawialiśmy po polsku, bośniacku, na migi – jakoś to szło. Alkohol pomagał.

    Impreza się rozkręca
    Po godzinie czy dwóch (i kilku piwach) mówią, że wychodzimy – jedziemy dalej. Chcę zapłacić – nie ma mowy, nie przyjmują zapłaty. Zastanawiałem się, kto będzie prowadził, skoro wszyscy wypiliśmy kilka butelek – ale jeden z chłopaków bez problemu ładuje się za kierownicę i jedziemy dalej. Jakieś 300 metrów, do następnej knajpy.

    Tam zaczęła się impreza na całego – jedzenie, picie, dołączyła do nas również co jakiś czas część obsługi – generalnie zabawa na całego! Co się okazało – jeden z bośniackich gospodarzy jest nauczycielem matematyki w liceum, choć wcale jego wygląd na to nie wskazywał – wszędzie blizny, ubiór stadionowy, masa tatuaży… Atmosfera była bardzo sympatyczna, impreza trwała w najlepsze. Zastanawiałem się tylko, jak możemy się odwdzięczyć, skoro nie chcą, żebyśmy podzielili się opłatą za rachunek? Przypomniałem sobie o Żubrówce w bagażu – możemy chociaż poczęstować ich polskim trunkiem!

    To był chyba gwóźdź do trumny – po spożyciu czterdziestoprocentowego napitku z Polski nasi towarzysze dosłownie padli. Po prostu oparli głowy na stole i poszli spać. Uznaliśmy, że to czas, żeby się pożegnać i rozejrzeć za miejscem do spania – ładnie podziękowaliśmy i zaczęliśmy się oddalać. Kawałek dalej w ustronnym miejscu zaczęliśmy rozbijać namiot, gdy nagle podjechał samochód… z nauczycielem matematyki za kierownicą. Proponował nam nocleg, albo dalszą podwózkę.

    Tak wspominam całą Bośnię. Kompletny brak pośpiechu, bardzo mili i przyjemni ludzie, bieda i dość liberalne podejście do większości przepisów.

    Zapraszam na fanpage
    Tutaj link do wpisu

    #zwtravel - obserwuj, albo czarnolistuj - czasem moje wpisy podróżnicze, do tego raz w tygodniu zestawienie aktualnych promocji lotniczych.

    #autostop #podroze
    pokaż całość

    •  

      @zbigniew-wu: o proszę, ja miałam podobne doświadczenia w Bośni! Łapaliśmy stopa z chłopakiem gdzieś na drodze do Sarajewa i zatrzymało się dwóch typów którzy spokojnie z wyglądu mogli mieć już kilka morderstw za sobą. Jako że nic nie mogliśmy złapać od dłuższego czasu wsiedliśmy i po 15 min zjechali gdzieś z głównej drogi zatrzymując się komuś pod domem zaraz obok garażu. Uspokajali nas że tylko coś muszą załatwić i zaraz nas dowiozą tam gdzie było ustalone. To było bardzo długie 5 minut. Nie wycofaliśmy się jednak, przetrzymaliśmy stres i koniec końców dowieźli nas w umówione miejsce przy akompaniamencie bośniackiego rapu.

      Innym razem jadąc z turasami modliliśmy się co 20 metrów żeby nie wylądować na poboczu. Zmienianie kart SIM, przygotowywanie herbaty, jedzenia, szukacie czegoś "bardzo ważnego" w środku nocy to norma. No i raz turas kiedy zasypiałam w tirze kładł swoje łapy na moje kolana:/

      Możnaby tak pisać i pisać..
      pokaż całość

    •  

      kurwa połasić się na dwa plecaki z używanymi ciuchami
      facepalm.jpg


      @spere: a) Przecież nie wiedzieli co jest w plecakach, mogły być np. laptopy b) Gdyby połasili się na plecaki z lepszą zawartością to by coś zmieniło? Złodziej to złodziej.

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    Czy podróże autostopem, spanie w lesie i nagrywanie to na yt ma jeszcze sens? Jest dużo takich youtuberów, mam zamiar stać się kolejnym. Dostałem plecak od kolegi z wojska, 100l Alpinus. Ciężko mi idzie znalezienie pracy, znam kilka języków, planuję uzbierać z 2k zł i wyjechać w stronę Skandynawii przez Estonię. Byłem już tam i mógłbym zrobić z tego coś ciekawego o tych krajach w formie bloga. Ruszać czy szukać dalej normalnej pracy? #podroze #youtube #autostop pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    pamiatka z wycieczki do japonii:), polecam wszystkim podroze za 1 usmiech po tym kraju, super przygoda i dlugo sie nie czeka;) gambare!

    #japonia #podroze #autostop

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #autostop jest spoko, wlasnie zaplacili mi za kolacje i hotel, po tym jak przewiezli mnie 500km. jutro pojade z nimi jeszcze kawalek zobaczyc jak pracuja, a potem jeszcze 2000km.
    Autostop w Argentynie: level Gruzja

    #podroze #coolstory

    pokaż spoiler troche cebula, ale po ostatnim tygodniu to nawet na waciki nie mam, wiec spadli mi z nieba (╥﹏╥)
    pokaż całość

  •  

    Mirki,

    dla chętnych podrzucam galerię zdjęć z wyprawy na Preikestolen - przylot samolotem do Haugesund, stamtąd autostop na Preikestolen i z powrotem. Trochę wiało, trochę padało, ale spać w namiocie jeszcze się dało, więc wypad typowo niskobudżetowy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Oto link:

    http://zbigniewwu.pl/portfolio-item/norwegia-preikestolen-08-2016/

    #podroze #podrozujzwykopem #autostop #norwegia

    #zwtravel - do obserwowania albo czarnolistowania - moje relacje, ciekawostki i zdjęcia z podróży :)
    pokaż całość

    źródło: zbigniewwu.pl

  •  

    Mirki, pijcie ze mno kompot, płynę jutro na Antarktydę!
    Jestem właśnie w Ushuai w Argentynie i od kilku dni polowałem na w miarę porządną ofertę last minute. Dwie godziny temu wyszedłem z agencji z potwierdzeniem, że embarking jutro o 15:30!
    Niezłe zakończenie 3 miesięcznego tripa po Ameryce Południowej (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #podroze #antarktyda #amerykapoludniowa także #autostop bo w sumie ostatnie 5000km to już tylko stopem pokaż całość

    •  

      @DominoQ: Nie wiem czy pisac na priv, jednak ogolnie bo komus moze sie przydac.

      Ja poki co mocno sie stresuje czy w ogole zdecydowac sie na cos takiego, ale kto wie. Na razie rozwazam wlasnie taka opcje.

      - Jezykowych pytan nie mam, mieszkam w Hiszpanii, ale trzeba uwazac na pulapki np. w argentynie - to wiem ;)
      - Jak z podrozowaniem miedzy krajami i koszty? Podrozowales pociagami, autobusami, stopem? Jak zapatruja sie na podrozujacych stopem?
      - hostele koszty przeliczajac na euro badz zl, jak z couch surfingiem / namiot?
      - Jakie wziac ubrania...
      - Jakies drobiazgi czy rzeczy ktore na pewno zabralbys lub sa z typu must have? (to tak przy planowaniu rozmiaru plecaka)
      - sa miejsca / kraje ktore warto ominac ze wzgledow bezpieczenstwa/braku atrakcji bardziej niz inne?
      - Jak z bankomatami? Troche przeraza mnie ewentualne trzymanie sporej ilosci gotowki przy sobie...

      Na pewno bedzie tego wiecej, bo poki co wszystko po lebkach myslane.
      pokaż całość

    •  

      @Sorcerer001:
      - Koleżanka, która w Paragwaju kilka chwil spędziła opowiadała mi, że raz trafili do wioski, gdzie 90% mieszkańców mówiło tylko po niemiecku, a niewielki odsetek znał hiszpański ;) Generalnie hiszpański jest naprawdę suficiente i bastante, chilijczyków czasem ciężko zrozumieć, no ale jak zobaczą gringo to zwykle zwalniają z mówieniem i jest ok :)
      - nie wiem nic o Paragwaju, więc się nie wypowiem, ale Ekwador/Peru/Boliwia transport był tak tani, że nie było potrzeby jeździć stopem. W Chile się przekonalem do autostopu ze względu na droooooogie autobusy i dlatego, że nie trzeba było długo czekać na auto. Z resztą geografia tego kraju bardzo ułatwia autostopowanie na długich dystansach. Argentyna transport baaaaaaaaaardzo drogi, czasem wychodzi taniej samolotem. Mój najdłuższy stop gdzieś ze środka Patagonii (Ruta 40, odpowiednik Road 66) do Punta Arenas, w południowym skrawku Chile.
      - raczej nie ma problemu żeby w Argentynie rozbijać namiot za stacjami benzynowymi. Ja jadąc stopem byłem 7/8 nocy zaproszony do domów lub ktoś opłacił mi hotel lub kazał mi spać w aucie. Co do cen, Buenos Aires ma tanie noclegi, bo duża konkurencja (typu 30 zł od osoby), a już Ushuaia to koło 100zł/noc. Mówimy o dormitorium. W Ekwadorze/Peru/Boliwii taniocha, najtaniej za single room zapłaciłem w Boliwii 18zł/noc. Chile to tak koło 50zł-70zł/noc tak myślę. Couchsurfing wszędzie oprócz Boliwii bardzo dobrze funkcjonował. :)
      - ciuchy: zależy gdzie i kiedy jedziesz. O marcu/kwietniu i tamtej części kontynentu nie wiem za dużo, ale łatwo znajdziesz jakieś info
      - ja zmieściłem się na luzie w plecak 50+10, sandałki oprócz zwykłych butów, dwie pary słuchawek, bo zgubisz, a nie ważą. Kindle ratuje życie, bo spędzisz w autobusie/samochodzie dużo więcej czasu niż myślisz. W moim przypadku dysk przenośny też był ważny i pewnie warto mieć od początku tą przejsciówkę do prądu na inne gniazdka
      - ze względu na bezpieczeństwo to na pewno Wenezuela. Nie słyszalem też, żeby ludzie szczególnie miło wspominali Urugwaj czy... Paragwaj właśnie ;)
      - bankomaty są, w niektórych krajach (Peru czy naturalnie Ekwador) możesz nawet z nich wypłacać dolary. Słyszałem co najwyżej o problemach z Visa, ale MasterCard działał dobrze.

      Pozdro ;)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (43)

  •  

    Ostatnio mam mało czasu na pisanie pod #okonamaroko ( ͡° ʖ̯ ͡°) W ramach zadośćuczynienia łapcie zajawkę wideo.

    #podroze #narkotykizawszespoko #podrozujzwykopem #wykopjointclub #autostop

    źródło: youtube.com

  •  

    Czołem wszystkim!
    Dziś chciałbym zrobić małe #chwalesie #tworczoscwlasna #film: tym razem z trzytygodniowej podróży autostopem na południe Europy (Bułgaria, Rumunia, Serbia, Bośnia, Chorwacja, chwila w Budapeszcie). Jak zwykle wszystkie opinie i rady mile widziane :)
    #balkany #podroze #podrozujzwykopem #autostop pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Mirki,

    dziś załączam zdjęcia z ostatniej podróży. Wybrałem 30 fotek - nie są profesjonalne, sprzęt też nie urywał dupy, ale niektóre mi się podobają, i mam nadzieję, że Wam też jakieś podpasują.

    Zdjęcia z Argentyny, Chile oraz Brazylii, m. in. jeden z cudów świata - Wodospady Iguassu, oraz Pustynia Atacama w Chile.

    Zapraszam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    http://zbigniewwu.pl/portfolio-item/ameryka-poludniowa-2016/

    Dodaję zdjęcie poglądowe ;)

    #zwtravel <- zapraszam do obserwowania, ciekawostki, opisy oraz zdjęcia z moich podróży!

    #podroze #podrozujzwykopem #autostop #amerykapoludniowa

    i trochę #pokazmorde a bardziej #pokazplecy
    pokaż całość

    źródło: zbigniewwu.pl

  •  

    Dalszy ciąg relacji z autostopowego wypadu po afrykańskiej ojczyźnie haszyszu. Poprzednie wpisy pod #okonamaroko

    #podroze  #narkotykizawszekspoko @podrozujzwykopem #wykopjointclub #autostop

    Ayoub, którego francuska gramtyka ogranicza się do bezokolicznika w trzeciej osobie, zostaje niespodziewanie awansowany do roli tłumacza.
    - zapytaj go skąd zna tę odzywkę- rzuca z tajemniczym uśmiechem Ismail spod powiek zaciśniętych przez haszysz.
    - w zeszłym roku nauczyli mnie kumple z Taounate, a potem żmudnie szlifowałem w Ketamie.- bariera językowa i kilka zaciągnięć skrętem niestety uniemożliwiały bardziej rozbudowaną odpowiedź.
    Ismail tylko skinął głową mrużąc oczy jak kot i skoncentrował się na tlącej końcówce swojego jointa.

    Przypomniałem sobie, że wczoraj umówiłem się na spotkanie. Muszę kopsnąć się na skwerek pod szkołą, żeby odebrać zamówiony wczoraj hasz. Rzut beretem. Na kamiennej ławce siedzi dwóch chłopaczków.

    - Siema. Jak leci?- wymieniamy uprzejmości.
    Następnie wymieniamy kasę na towar. Za równowartość 8 zł mam czterocentymetrowy kawałek marokańskiej czekolady. Miękkie dragi nidy nie były specjalnie trudne do znalezienia, ale mam wrażenie, że jeżdżąc stopem jest to jeszcze prostsze. W trakcie transakcji minął nas policjant, ale wstaczyło przysłonić haszysz paczką fajek i nie było problemu. Wracam do piwnicy odwdzięczyć się Ismailowi za jointa!

    Bulgot oraz dym z jabłkowej sziszy chłopaków, falująca melodia arabskiego oraz krosna napierdalające niczym mechaniczne tam-tamy za ścianą sprawiły, że czas między pierwszym i drugim blantem zarówno pod względem konsystencji, jaki i przejrzystości przypominał gęsty kisiel. Niestety moja zdolność ograniania i logicznej komunikacji miały się jeszcze gorzej. Jeżeli jesteśmy już w kulinarnych klimatach, to zasługiwały najwyżej na ocenę 'cienki kleik ryżowy'...

    - Idą się chodzić, ok?- Ayoub chyba serio jest marokańskim wróżbitą Maciejem.
    - Tak, oui- w oparach haszyszu mówię językami jak amerykański kaznodzieja.

    Światło dnia początkowo razi w oczy jak jarzeniówka. Kilka wdechów świeżego powietrza i czuję się jak nowonarodzony. Szybkiej 'reaktywacji' sprzyja też rodzaj wypalonego haszyszu. To 'bildi/bildia'- jasny, lekki w smaku i działaniu haszysz wytwarzany z odmian konopi rosnących w górach Rif przynajmniej od VII w n.e. Bardzo ciężko o tę odmianę w Europie, ponieważ przegrywa z komercyjnymi wariantami. Stare odmiany uprawia się jedynie na kilku % pól, najczęściej w izolowanych osadach w górach. Zapomniałem dodać, dominująca genetyka to sativa, ta bardziej energetyzująca i orzeźwiająca.

    Minęliśmy rondo, przy którym stało ze 20 białych daci robiących za międzymiastowe taksówki i wspięliśmy się niespiesznym krokiem pod górę. Mimo, że rok temu spędziiśmy chwilę w Taounate,, to z różowym niezbyt orientujemy się meandrach wąskich uliczek z niskimi domkami w kolorze kawy z mlekiem. Pięć minut po opuszczeniu piwnicy Ismaila jesteśmy na miejscu. Z zewnątrz ciężko odgadnąć przeznaczenie lokalu. Mały szyld po arabsku i to, że przed wejściem musimy się jeszcze wspiąć na piętro, skutecznie gwarantują, że będziemy jedynymi bladymi twarzami. Mając 190 cm z małym hakiem muszę cholernie uważać na głowę. W wymuszonym pochyleniu widzę, że kafelki na schodach są wysypane trocinami. Wreszcie koniec wspinaczki. I rozczarowanie... Znów wylądowaliśmy w jakimś salonie bilarda. No dobra, może widoki z okien odrobine lepsze i jest mały (bezalkoholowy) ber, ale nie po to wlokłem tu swoje upalone nogi przez pięć minut!

    - icic, c'est la cafe du hashish [tutaj jest haszyszowa kawiarnia]- zamienia moją kiełkującą irytację w zaintrygowanie Ayoub.

    Podnoszę ciężkie powieki odrobinę wyżej, wchodzimy wgłąb pomieszczenia i wreszcie widzę! Z racji tego, że powieki są naprawdę ciężkie, to najpierw podłogę pod stopami, która również jest wysypana trocinami. Potem poziomuję wzrok. Towarzystwo, jak to w Maroku, wyłącznie męskie. I wszyscy palą haszysz. No dobra, chciałem celowo skłamać dla atencji... 1/4 towarzystwa nie paliła konopnej żywicy. Zamiast tego popalali 'kif' z długich fajek zwanych 'sibisi'- rzeczony kif to 9 części drobno siekanych zapylonych kwiatostanów konopi zmieszanych z 1 częścią siekanego dzikiego tytoniu. Siadamy na pufach w rogu. Góry Rif za oknami wyglądają jak wielkie babki wielkanocne. Choć akurat to skojarzenie może być wynikiem gastrofazy od wypalonych skrętów. Nasi znajomi z wczoraj zamawiają wszystkim szatańsko mocne espresso z bryłą cukru i przystępują do ponownego montowania sziszy. Spalanie to mają większe niż załadowany polonez pod górkę.

    - Nie kupuj więcej haszyszu- Ayoub sprowadza mnie na ziemię.
    - Dlaczego?- dopytuję
    - Mahdżub po twojej prawej jest dilerem, zadba o to, żebyś miał co jarać.

    O kurwens, tego się nie spodziewałem. Dopiero po takim preludium następuje oficjalne przywitanie z kolesiami okupującymi okoliczne pufy. Znajomy diler wręcza mi spory kawał haszu i nie czekając aż odłożę go na stolik podaje tłustego blanta. Wstaję i podchodzę do okna. Wypuszczając kłęby dymu patrzę na północ i myślę, czy w tym roku uda mi się zobaczyć proces produkcji haszyszu w Ketamie. Skręt gaśnie, ale tym razem powieki nie opadają. Espresso działa jak lewarki ;) Nagle po drugiej stronie sali ktoś nas woła. Nim zorientowałem się do końca w sytuacji, dostaję nabitą fajkę z kifem.

    - la fo- i tym razem rzucam zgodnie z tradycją.
    - la fo- odpowiada bezimienny dobrodziej.

    Przypalam maleńki gliniany cybuch. Patrząc w kropeczkę żaru wypuszczam pierwszy kłąb dymu. Dymem z kolejnego zaciągnięcia wydmuchuję zawartość cybucha na podłogę. A więc to po to wysypano trociny!

    @7Uras  @PoliteButcher, @tutajinnylogin @lesniok @Wiecznystulej @Sofa @peperone @Jerry664  @Soultronik, @Tekedo @n0xx @Yo-ghurt @Scot @TheSjz3 @czarmander @Igor007 @Usted @Theia @miehu @Staraagrafka @project @xhoax @filoop @4kroki @Nimranos @KurczakPozogi @nom_om @kwsap @Fundorr @Rimble @Svoher @revolta @klaudiabc @Tisser @qunio @Joluk @Simon420 @btwinnn @zaqwsxdsa @Dave025 @nglouriousbasterd @WhiteMamba @Typowy_polak @Catch_UP @rvsky @troglo_patol @Snuffkin @kokosanki @nuj-ip, @Jaracz_Joint @kacap- @dwade4
    pokaż całość

    źródło: mirko.jpg

  •  

    Następny wpis z cyklu #okonamaroko

    TL;DR

    pokaż spoiler autostopem w ojczyźnie haszyszu- wizyta u króla Taounate


    W samo południe mój organizm nie jest w stanie dłużej się oszukiwać, że jest jeszcze noc i bezlitośnie nakazuje podnieść się z łóżka. W sumie to i dobrze, nie po to bujam się taki kawał od domu, żeby hibernować przez większość wyjazdu.
    - lekkie śniadanie, prysznic na orzeźwienie i można zdziałać coś konstruktywnego- gadam do siebie w myślach, jednocześnie usiłując wcisnąć japonki na stopy w skarpetkach.
    Nowy znajomy to chyba marokański wróżbita Maciej, bo mówi, że mama właśnie zrobiła śniadanie! Głód z pewnością nam nie grozi, ale ciężko uznać posiłek za lekki:
    - miejscowa wariacja na temat naleśnika
    - okrągły płaski chleb, który robił za zapychacz i sztućce
    - okrągły płaski chleb, ale cieńszy i nie tak pulchny jak poprzednik, ten rodzaj smarowało się np. serem
    - serki topione
    - dżem
    - oliwa z oliwek, do której wrzucili trójkąciki serka topionego; szamane rękami za pomocą małych kawałków chleba
    - suszone, a następnie marynowane czarne oliwki; po zjedzeniu pestki po prostu wypluwa się na stół
    - no i nieodłączna herbata z miętą i toną cukru; siorbanie mile widziane
    Kiedy od mieszanki tłuszczu i cukru poczujecie, że nieuchronnie nadchodzi beknięcie, po prostu ryczycie jak na reklamie batonów Lion, a potem rzucacie z uśmiechem ‘dzięki Bogu’.
    Skoro wszystko je się rękami, pluje, beka itp. to stoły muszą być uwalone niczym pięty cygańskiego linoskoczka. Otóż nie! Marokańskie gospodynie znają sekretny sposób! Bałagan ich nienawidzi [ZOBACZ MEMY]. Na eleganckich obrusach zapobiegawczo rozłożono ceraty i po posiłku za pomocą ściery w 2 minuty pozbywają się kłopotów.

    Przed wyjściem na światło dzienne zaliczamy jeszcze kąpiel. Prysznic z bieżącą wodą o temperaturze na cienkiej granicy między ‘zamarzam’, a ‘da się przeżyć’. Dlatego gospodarze zagotowali wielki gar wody i za pomocą wiaderka oraz czerpaka przygotowałem sobie niezłe spa.

    Później to, co tak naprawdę stanowi większość egzotycznych podróży, a jednocześnie jest najrzadziej wspominane. Czyli błoga, ale jednak monotonia. Mimo całego uroku, chcąc być możliwie rzetelnym należy przyznać, że cała natura ‘ciepłych krajów’ (w tym mieszkańcy) żyje powoli i powtarzalnie. Spróbujcie sobie wyobrazić leniwca, który dynda na gałęzi drzewa gdzieś w dżungli. Udało się? No to niech wasz leniwiec pali codziennie jeszcze kilka jointów. Dopiero tak wychillowane stworzenie da metaforyczny obraz całej zakulisowej otoczki łażenia bocznymi drogami w tym kraju.

    Kluczymy pomiędzy autami. Jedna uliczka w górę, kolejna w dół. Po 10 zakręcie zaczynam się gubić. Ayoub chyba uznał, że nie posmakowało nam śniadanie. W pewnym momencie zniknął nam z oczu i za chwilę wrócił ze świeżymi frytkami i kanapkami na ciepło, przy których kebaby i hot dogi wymiękają (ale o marokańskiej kuchni będzie przy innej okazji). Po uporaniu się z porcją gościnności byłem przekonany, że jestem pierwszym facetem, który zaszedł w ciążę. Chuj, że spożywczą ;)

    Moje przypuszczenia okazały się błędne. Monotonne tło marokańskiego dnia, tak podobnego do wielu innych na poprzednich wyjazdach, a ja zapomniałem o tak prostej sprawie! Jeszcze kilkadziesiąt kroków, przejście przez rondo w centrum, które robi jednocześnie za duży postój międzymiastowych taksówek i dowiecie się, co miałem na myśli. ‘Salon gier- plejstejszyn dwa’- zapowiadało się niewinnie i pewnie dlatego nadal nie odświeżyło mi pamięci. Przybytek zajmował podziemia budynku mieszkalnego i w wielkim skrócie składał się z przedsionka, dwóch sal i królestwa. Podłogę pierwszej sali, poza grubą warstwą kurzu, pokrywały kafelki. Druga miała do zaoferowania tylko kurz. Dwa stoły do bilarda, piłkarzyki i chyba ze 20 kineskopowych telewizorów z PS2. Za drobną opłatą miejscowa młodzież mogła się zagrywać w PES 2016. Do wyboru było jeszcze kilka tytułów, ale 90% rozgrywek toczyło się w piłkę kopaną.

    Wejście do królestwa było ukryte w drugiej sali. Wydawało się, że wystarczy tylko przejść pomiędzy chłopakami, którzy na plastikowych krzesłach ogrodowych właśnie wcielali się w Ronaldo, czy tam innego Olisadebe, a mimo to żaden nie zbliżał się do drzwi. Zgodę musiał wyrazić sam król- Ismail.

    I tu wracamy do tego, o czym zapomniałem przez monotonię dnia. Już za chwilę przypomnę sobie, dlaczego gospodarz tak mnie tuczył.

    Król w milczeniu otworzył sezam. Po kilku wyszczerbionych schodach weszliśmy do środka. Znajomy zapach… Niestety oczy nie przywykły do gwałtownej zmiany światła, więc przez moment jestem ślepy. A potem widzę salę tronową w całej okazałości. Dla niewtajemniczonych może wyglądać jak zwykła komórka z dwoma rozlatującymi się fotelami, paroma krzesłami ogrodowymi i stertami gratów w każdym kącie. Ale było tam jeszcze plastikowe wiadro po farbie. A na nim berło Ismaila.

    Jeżeli doczytaliście do tego miejsca, to pewnie myślicie, że autor chyba nawdychał się kleju i zmyśla całą historię, a w najlepszym wypadku jest zwyczajnie jebnięty. Dajcie mi jeszcze chwilę, to wszystko wyjaśnię.

    Sam król był bardzo niepozorny. Wysoki gość w szeroko pojętym średnim wieku, o ziemistej cerze, który wyglądał, jakby skóra była na niego o 2 rozmiary za duża. Kamuflaż uzupełniała czarna pikowana kurtka, czapeczka, no i długie spodnie (na zewnątrz było ze 30 stopni). Dobra, raz jeszcze zerknijmy na wiadro po farbie. Tuż obok ogarka świecy (w królestwie nie było żarówki) leżało berło, które niewprawne oko wzięłoby za papierosa. Ale wtedy doznałem olśnienia i cała łamigłówka się rozwiązała! Słodko-ostry zapach, berło będące w istocie grubym skrętem… Ismail musi być królem haszyszu!

    Nasz gospodarz- Ayoub zabrał się do montowania sziszy, a w międzyczasie krótko przedstawił Ismaila, bo tamten mówił wyłącznie po arabsku. Król haszyszu zawiadywał salonem gier, a że zanotowanie na kawałku papieru godziny rozpoczęcia gry na konsoli nie zajmuje zbyt wiele czasu, to musiał jakoś sobie wypełnić tę codzienną monotonię. Postawił na jaranie blantów. Przynajmniej 2 razy w ciągu godziny przychodził do królestwa. Tam odłamywał kawałek haszyszu z kości, która leżała na wiadrze po farbie, kręcił jointa, palił całego i tak w kółko. Tym razem miało być inaczej. Znajomy z wczoraj mnie wrobił. Całe zamieszanie z tuczeniem na mieście po to, żebym teraz miał siły jarać z Ismailem xD

    Wręcza mi odpalonego jointa. W półmroku zadymionej piwnicy wyglądałoby to jak jakiś rytuał rodem z Diablo 2, gdyby nie mechaniczne krosna, które napierdalały na cały regulator za ścianą. To właśnie te monotonne elementy podróży, które tak często pomija się w relacjach ;)

    - la fo- wypowiadam magiczną formułę dla wtajemniczonych
    - la fo- ze zdziwieniem w oczach, ale i z uśmiechem na twarzy, odpowiada Ismail i patrzy jak zaciągam się skrętem…

    #podroze #autostop #narkotykizawszespoko #wykopjointclub #podrozujzwykopem #islam #truestory
    pokaż całość

    źródło: IMG_6227.JPG

  •  

    #sabbatical #chiny #blog #wyhasany #swiat #podroze #autostop #hitchhiking #polakpotrafi

    W czasie ostatnich trzech miesięcy zrobiłem sabbatical, tzn. wziąłem długi urlop od pracy (2,5 miesiąca). Wykorzystałem go na odbycie podróży stopem przez Białoruś, Rosję, Mongolię do Chin.

    W ostatnim z tych państw przydarzyła mi się niesamowita historia - wygrałem autko Weiwang. Jak do tego doszło, co z nim zrobiłem, znajdziecie w znalezisku poniżej.

    https://goo.gl/PN3WZP
    pokaż całość

    •  

      @akg_ Hashta polakpotrafi to ironia, że Polakowi się udało coś wygrać wśród setek milionów chińczyków. Pracuję jako inżynier u jednego z operatorów mobilnych. Mam świetnego menadżera, który zgodził się na taki urlop.

    •  

      @Leta prawo jazdy mam już zrobione jakiś czas temu, ale można je wyrzucić do śmieci będąc w Chinach. Tam rezydenci co najwyżej mogą jeździć na skuterze i to po tym jak zdadzą specjalne chińskie egzaminy. Obcokrajowcy mogą jeździć po Chinach jak zgodę wyda konsul, a zdarza się to bardzo rzadko. Przez miesiąc nie widziałem, ani jednego auta na niechińskich numerach. Jedynie na granicy mongolskiej, mongolskie UAZy kręciły kółko przewożąc ludzi na drugą stronę granicy. pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Mirki, parę ciekawostek z Ameryki Południowej, trochę o koce, plus jedno #coolstory i #truestory

    Przedwczoraj dojechałem do granicy Argentyna - Chile, ale późnym wieczorem, więc poszedłem spać, a następnego dnia od rana łapać w kierunku San Pedro de Atacama. Okazało się, że granicy nie można przekroczyć pieszo, więc trzeba było łapać przed przejściem, co znacznie utrudniało sprawę - dużo formalności, zabranie pasażerów wydłużało czas spędzony na przejściu. Do tego choroba wysokościowa (przejście jest na 4300 m. n. p. m.), palące słońce i cholernie zimny wiatr.

    I tak mijał czas powoli - pierwsza, druga, trzecia godzina... Było już po 18, a tu dalej nic, jedno auto na kilkanaście/kilkadziesiąt minut.

    I w końcu udało się - zatrzymał się Chilijczyk! Co się okazało w trakcie jazdy? Dwa miesiące temu zabierał z tego samego miejsca 3 osoby, wiózł ich również do San Pedro de Atacama, te trzy osoby oczywiście były z Polski, też miały samolot powrotny z Sao Paulo w Brazylii, i tak samo zostało im 10 dni podróży :)

    Ciekawostki z Andów:

    - masa dzikiej przyrody na wysokości ponad 4000 mnpm: dzikie flamingi, lamy, spotykałem również osły i jakieś antylopy - jedyne ślady ludzkiej działalności na tych terenach to zazwyczaj droga, plus mała wioseczka co 100-200 km
    - na wysokości nawet 6000 mnpm teraz nie ma śniegu :)
    - koka - bardzo popularny lek na chorobę wysokościową, najczęściej spożywany w formie liści (po prostu się je żuje), lub herbaty. Koka służy do produkcji kokainy, ale w formie naturalnej jest w sumie niegroźną używką, bardzo popularną na miejscu, a władze przymykają na to oko (ludzie porcje dla siebie przewożą przez granice, herbatę czy liście można dostać w większości sklepów/kawiarni) #narkotykizawszespoko
    - w Andach żyje się bardzo spokojnie i powoli. Miałem okazję znaleźć jedną niewiastę władającą angielskim, co nieco mi poopowiadała - generalnie jako jedyna wyglądała, że chciałaby podszlifować język i uciec stamtąd w świat, reszcie pasuje jak, jak jest ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    - cholernie polecam miejscowość Purmamarca w Argentynie - znajdziemy tak góry i skały w siedmiu kolorach, wszystko powstało naturalnie, więcej do poczytania tutaj https://en.wikipedia.org/wiki/Cerro_de_los_Siete_Colores
    - na pustyni Atacama w Chile znajduje się najczystsze niebo na świecie - brak wilgoci, chmur, świateł - to tutaj znajduje się masa obserwatoriów astronomicznych - miałem okazję kilka wczoraj zobaczyć na wysokości ok. 5000 mnpm, jakieś 100 km od granicy z Argentyną. Noc wygląda fenomenalnie - ja będę podziwiał pewnie dzisiaj około godziny 3 w nocy, bo wtedy zachodzi księżyc.

    Niedługo więcej, gdy wrócę i złapię dobry internet :)

    Załączam zdjęcie z podróży :)

    #podroze #podrozujzwykopem #autostop #chile #amerykapoludniowa

    #zwtravel - zapraszam do obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    Autostopowych opowieści z Maroka ciąg dalszy ( ͡° ͜ʖ ͡°) Poprzednie wpisy pod #okonamaroko. Wracamy do historii, która rozwaliła nam plany na wieczór i wreszcie kompletnie zmieniła trasę całej wyprawy.

    Wesoła kompania wymieniła uprzejmości z właścicielem jadłodajni, po czym całe towarzystwo udało się pod markizę przed wejściem, żeby o czymś dyskutować gapiąc się w ścianę deszczu przysłaniającą ulicę.

    Ze strategicznego miejsca pod tylną ścianą knajpki obserwuję ekipę. Na pierwszy rzut oka najmłodszego i najstarszego dzieli jakaś dekada różnicy, ale w rozmowie zdaje się to nie mieć znaczenia. Zauważam, że kilkukrotnie zerkają w naszą stronę. Nuda i ciekawość to idealny koktajl na rozluźnienie przed pogawędką z nieznajomymi. Odcumowuję od stolika i płynę się przywitać.

    - Siema, jak leci?

    - Nie jest źle, właśnie rozjeżdżamy się do domów po niezłym wieczorze. Co robicie w Taounate?

    - Właśnie przyjechaliśmy z Fezu na stopa. To nasz drugi raz w Maroku.

    Dla potwierdzenia odpalam standardowy pokaz moich umiejętności lingwistycznych- garść niezwiązanych ze sobą słów i zwrotów po arabsku. Gdzieś pomiędzy 'szklanką', a 'przełęczą' litania zostaje niespodziewanie przerwana.

    - Macie tu jakichś znajomych?- zapytał jeden z młodszych gości o europejskiej urodzie.

    - W sumie tak, ale coś zaniemówili po naszym przyjeździe, więc przynajmniej tymczasowo nie.

    I teraz coś co zaskoczyło mnie nie mniej, niż przygoda z gangsterem z Fezu.

    - No to już macie. Zamieszkajcie ze mną. Ile chcecie, dzień, dwa, cztery, tydzień...

    O kurwa, nieźle. 'Znamy się' od jakichś 2 minut, jeżeli zaliczymy do tego przypatrywanie z daleka. Świeżo po akcji ze zbokiem jakoś niezbyt entuzjastycznie podchodzę do propozycji nieznajomych. Z drugiej strony właściciel knajpki jest jego wujkiem...- próbuję kalkulować we łbie.

    - Wsiadajcie do samochodu, pojedziemy was zameldować na komisariacie. Wiecie, profilaktycznie dla waszego bezpieczeństwa.- nowy znajomy najwyraźniej nie czekał na naszą decyzję.

    Poszedłem do różowego i szybko przedstawiłem sytuację. Podeszliśmy do grupki i dopiero zaczęliśmy się przedstawiać. Po drugim uścisku dłoni musiałem tymczasowo ochrzcić każdego Mohammedem, bo od nadmiaru wrażeń oraz dziwnych arabskich zlepków sylab i tak nie spamiętałbym tych imion. Potem jeszcze krótka chwila wahania, pożegnanie z właścicielem 'Snack Said', który uparł się, żebyśmy zjedli jeszcze po porcji frytek na koszt firmy i z 3 gośćmi ruszamy samochodem w środek ulewy.

    Po 3 minutach jazdy jesteśmy na miejscu. Budynek nie wyróżnia się niczym w dzielnicy 3 piętrowych klocków w kolorze cafe latte słabego niczym zarost hipstera. Co innego fragment pobocza służący za parking. Biały bus i terenówka z napisami 'Surete National' na drzwiach. W progu wita nas umundurowany policjant, kilka krótkich zdań do krótkofalówki i prowadzi nas po schodach. Na piętrze inny funkcjonariusz pyta o paszporty, narodowość, znajomość języków obcych itp. W międzyczasie Mohammed-z-którym-będziemy-mieszkać znika za drzwiami. Zdążyłem tylko zauważyć prawdopodobnego szefa przybytku, gdy z lewej strony odezwał się tubalny głos.

    - Dobry wieczór. Jak się macie i co porabiacie w Taounate?- zapytał dwumetrowy facet w granatowo-czerwonym dresie. Całkiem niezła angielszczyzna z nutą arabskiego akcentu, okiennice wychodzące na korytarz i kafelkami w geometryczne wzory rodem z tripu na kwasie na ścianach, podłodze oraz suficie sprawiły, że cała scena z boku musiała wyglądać niczym marokańskie Bollywood.

    Odpowiadam na pytanie. Potem: skąd jesteście, dlaczego nie macie zarezerwowanego miejsca na nocleg itp. Wreszcie stanowczym tonem mówi, że możemy iść do hotelu, który z pewnością będzie na europejską kieszeń.

    Zajebiście, właśnie po to bujamy się po tym kraju na stopa, jemy w miejscach przyprawiających Sanepid o zawał, żeby teraz wylądować w hotelu ze szwedzkim stołem na śniadanie i lasagną na obiad... Zresztą, pewnie jedna noc pochłonie cały budżet na 4-5 dni... To była najgorsza opcja. Teraz tylko może być lepiej. Mówię, że interesujemy się kulturą Maroka i jeszcze parę haseł, którym nie oprze się rzaden patriota, jakim z pewnością jest większość mundurowych na całym świecie.

    Podziałało. Teraz to my trafiamy do biura komendanta. Rozmowa również po angielsku, bardzo miło. Później ksero paszportów i możemy spadać. Kilka minut drogi i jesteśmy przed domem. Mohammed prowadzi nas drugie piętro bloku i puka do drzwi.

    Otwiera mama, tato śpi. Świeża herbata z miętą i szuflą cukru, drobna przekąska i... różowa dostaje do wdziania tradycyjną piżamę oraz chustę do zakrycia włosów na noc. Przydzielają nam miejscówki na łożach pod ścianami salonu. Wygląd i rozwiązania techniczne w sypialni to temat na inny wpis. Teraz najważniejsze, że jest sucho i że jutro z pewnością nie będzie nudno. Nawet fakt, że leżymy po przeciwnych stronach pomieszczenia, a w roli przyzwoitki pochrapuje koło nas gospodarz, nie jest w stanie zmyć rogala, który wciska się mi na pysk tuż przed tym, gdy sam zasypiam jak dziecko.

    **** Niestety nie mam zdjęć z wieczoru, więc poglądowo wrzucam fotkę z przejażdżki po alkohol na melinę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #podroze #autostop #narkotykizawszespoko #wykopjointclub #podrozujzwykopem #islam
    pokaż całość

    źródło: foto.jpg

  •  

    #autostop #ukraina
    Zwiedzałem twierdzę w Kamieńcu Podolskim (upiekło mi się bo była akurat jakaś grupka z Rosji z przewodnikiem, a potem miałem plan, aby to samo zrobić w Chocimiu. Idę na wylotówkę, łapię... łapię... z pół godziny i nic - nikt nawet się nie zatrzymał.
    Obok jest cepeen - może mi pomogą. Gościu level 22 stoi obok dystrybutora i mówi, że bez problemu, oni na pewno mi złapią, że nawet sam się mam nie pytać. Gadają z pierwszym kierowca - nic... drugi, trzeci, czwarty - to samo.
    - U nas ludzie nie chcą za bardzo brać na stopa, bo się boją, aby w jakieś kłopoty nie wpaść. Teraz różni ludzie się tu kręcą.
    Pytam go czy on też był na froncie. Mówi, że tak i nawet widział śmierć swoich kolegów, a teraz, po powrocie, to zajął się pierwszą, lepszą robotą.
    W końcu jakiś kierowca się zatrzymuje i bierze mnie na stopa do Chocimia, gdzie kiedyś Polacy walczyli z kozakami, których Ukraińcy traktują jako swoich protoplastów.

    Poniżej zdjęcie z tej #podroze do Chocimia, a tu wideo: https://youtu.be/l_84oZlDdEA

    #pokazmorde #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: ukraina.jpg

  •  

    Odliczam już dni - 4 grudnia wylatuję z Chopina do Bangkoku i potem autostopem poniższą trasę. Zostaję tam miesiąc, bo na tyle można dostać wizę, więc na dzień wychodzi trochę ponad 100 km. Nie wszędzie są hostele, ale ponoć mnisi są życzliwi do przenocowania, więc o to się nie boję. Mam tylko nadzieję, że nie wybuchnie akurat jakaś wojna, bo ponoć na zachodzie kraju armia Mjanmy przygotowuje się do rozprawienia z rebeliantami mniejszości etnicznej Wa.

    Mój tag #autostopkarola
    #podroze #podrozujzwykopem #turystyka #azja #birma #autostop
    pokaż całość

  •  

    Mirki, mój brat poleciał do Azji pojeździć stopem po Chinach i uciekać przed zimą na południe. Nagrywa do tego filmiki chyba jak każdy teraz ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Chciałem mu trochę pomóc, bo nawet jakiejś dobrej krytyki nie może dostać, a wiadomo, że tu są najlepsi do tego ludzie.
    Dlatego sprawdźcie i dajcie znać co myślicie, co można poprawić lub jakie tematy chielibyście obejrzeć.

    Może wizyta w sklepie #xiaomi ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #chiny #autostop #foodporn #tygryswazji
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Czas na kolejną historię spod tagu #okonamaroko :)

    Doczłapaliśmy się niedaleko drogi w kierunku Taounate, ale do wylotówki z Fezu był jeszcze kawał drogi.

    Przysiedliśmy na rondzie, gdzie policja akurat prowadziła wyrywkowe kontrole samochodów, i rozłożyliśmy się pod drzewem jaracandy (naturalnie występuje w Ameryce Południowej).

    Kolejny stop złapał się sam. Kobieta w fiacie panda zatrzymała się, zagadnęła co i jak, po czym powiedziała, że za ok. 20 minut będzie jechała w potrzebnym nam kierunku i możemy lecieć z nią.

    Cóż, skoro los wymusza lenistwo, to czas na jointa. ;) Niespiesznie kręcę gibona w cieniu drzewa, gdy niespodziewanie wyrywa mnie ze skupienia przechodzący gość. Rozumiem tylko 'mzjen', coś jak 'very nice' po angielsku. Do teraz nie wiem, czy chodziło mu o nasz sposób podróżowania, czy może o przepyszne migdały w łupinach, których wcisnął mi pół reklamówki.

    Poza spotkaniem z policją konną (chcieli tylko zapytać, czy wszystko ok i życzyć miłego pobytu) oczekiwanie na transport ciągnęło się niczym roztopiony ser na toście.

    Wreszcie przyjechała dobrodziejka w towarzystwie koleżanki, która okazała się nauczycielką religii. Podziwialiśmy rozpadające się fragmenty murów miejskich i w oka mgnieniu byliśmy już na rondzie, a przed nami została ostatnia prosta w kierunku gór Rif. Z obowiązkowym postojo-przestojem w Taounate.

    Bardzo szybko kierowcy ciężarówki zaproponowali podwiezienie praktycznie pod samo miasteczko. Po wejściu do kabiny od razu było czuć klimat Rifu- kierowca popalał w czasie jazdy sipsi. Jest to długa fajka z małym glinianym cybuchem, która służy do palenia kifu- drobno posiekanych kwiatostanów konopi i odrobiny dzikiego tytoniu. W oparach absurdu dyskutowaliśmy o świecie. Gość po arabsku, a ja jakkolwiek ;) Chwilami nawet mieszanka 3 języków w jednym zdaniu była niewystarczająca.

    Wylądowaliśmy na skrzyżowaniu w Ain Aicha, złapaliśmy na stopa taksówkę (kierowca wracał na postój) i wreszcie byliśmy w znajomym Taounate!

    Zeszłoroczny znajomy, po wiadomości, że jesteśmy jakoś stracił werwę do odpisywania. Szkoda, że niepotrzebnie ściągnął nas do miasta, ale jakoś sobie poradzimy.

    Po zwiedzeniu (za duże słowo, łącznie jakieś 30 minut chodzenia) centrum dostąpiliśmy zaszczytu obserwowania i odczuwania ulewy. Mało brakowało, a z nieba napierdalałyby żaby! Ulice zmieniły się w rzeki, a my bez namiotu.

    Los zesłał nam Omara, dla którego nie było rzeczy niemożliwych. Nocleg, zwiedzanie, hasz- wszystko miał lub był gotów załatwić.

    W końcu zawiózł nas skuterkiem do domu położonego 5 minut od centrum. I tu się dopiero zaczęło... Prosił, żebym kazał różowemu go pocałować. Negatywna odpowiedź niespecjalnie go zasmuciła.

    Padła propozycja spania we 3... Powiedziałem, że nie ma potrzeby i chętnie kimniemy się na podłodze. Spuścił z tonu i odpalił kompa.

    - patrzcie jakie fajne strony znam- wypalił cały w skowronkach

    Fajne strony okazały się ukrytymi kamerkami do podglądania śpiących ludzi, voyeurvilla itp.

    Omar bez krępacji opowiadał o tym, co go kręci, więc my musieliśmy się wykręcić.

    Niestety skurwiel nie chciał na wypuścić. Mówił, że będzie miał przesrane u ojca, że mamy wyjść jutro itp. Na co odparłem po polsku, że mam to w dupie i obetnę mu kutasa, jeśli nie posłucha. Z obłędem w oczach powtarzał, żeby zostać choć jedną noc, żeby różowa go przytuliła itp.

    Moje uszy więdły od słuchania tego pojeba, więc wreszcie go odsunąłem i wydostaliśmy się z pokoju. W przedpokoju powtórka- błagania dewianta, które uciąłem otwierając drzwi wejściowe.

    W zacinającym deszczu pomaszerowaliśmy do centrum, po dridze bezskutecznie szukając miejsca do spania.

    Naszym wybawicielem okazał się pan Said. Właścicel knajpki o wyszukanej nazwie 'Snack Said'. Zamówiliśmy po bagiecie z jajkiem, warzywami itp. Said po chwili rozmowy zaproponował spanie w knajpce. Zgodziliśmy się bez wahania. Wtem do knajpki wpadło chyba z 6 rozkrzyczanych młodzieńców i kompletnie pokrzyżowało nam plany noclegu i całej podróży.

    Jak? Tego dowiecie się w kolejnym wpisie ;) Teraz idę szamać kaktusy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Na zdjęciu palę jointa w salonie gier pod tabliczką zabraniającą palenia haszyszu( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

    #autostop #podroze #podrozujzwykopem #wykopjointclub
    pokaż całość

    źródło:

  •  

    Autostopem po Maroku ciąg dalszy. Poprzednie wpisy pod #okonamaroko

    Dziś o tym jak nawialiśmy od gangstera.

    No więc zalegliśmy w przydzielonej nam sypialni i próbowaliśmy zmusić się do trzeźwego myślenia. Hurtowa ilość wypitego alkoholu + stres nie ułatwiały zadania.

    Ku naszemu przerażeniu najbardziej oczywista opcja, czyli wezwanie pomocy przez telefon nie wchodziło w grę. W sypialni akurat nie było zasięgu ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Ciężko myśleć słysząc zza ściany swoje imiona, haszysz, transport, securite i police...

    Tak naprawdę plan ucieczki napisało życie i mocne słowiańskie głowy:

    przed świtem najebany gospodarz gdzieś pojechał, a jego żona bez stymulacji rozmową zasnęła szybciej niż sołtys po dożynkach. To była szansa dla nas! Musieliśmy tylko zabrać bagaże i pokonać łącznie 3 pary drzwi...

    Ucieczka oknem odpadała, byliśmy na drugim piętrze, a w oknach kraty.

    Serce napierdalało mi jak po metrowej kresce fety, ale zacząłem ładować na grzbiet plecak. Nagle żona gangusa przestała chrapać. Zdjąłem go o z duszą na ramieniu modliłem się, żeby alkohol znów ją pokonał.

    Nasz plan okazał się mieć lukę- musiałem najpierw sprawdzić, czy drzwi wyjściowe są otwarte.

    Wyjście do kibla to dobry pretekst, ale dla wiarygodności musiałem się odlać. Ciężko nie narobić przy tym hałasu, zwłaszcza po pijaku i w kucanej toalecie. Nieopatrzność czuwała i odlew wyszedł perfekcyjnie.

    Drzwi pozamykane, ale zostawili klucz w zamku! ( ͡° ͜ʖ ͡°) Szybko wrzuciliśmy bagaże na grzbiety i wio do drzwi. Z wrażenia krew chyba miałem gazowaną. Różowy próbuje przekręcić klucz, a ja zabezpieczam ją na wypadek pobudki właścicielki. Pierwsze drzwi otwarte. Z drugimi poszło gorzej. Zbiegamy po schodach. Jak na złość drzwi od bramy ustępują opornie. Czujka naszego porywacza- strażnik samochodów, akurat gdzieś wybył. Zaczynamy kluczyć bocznymi uliczkami w kierunku przeciwnym do zadeklarowanego. Zamiast Ifrane udajemy się w stronę gór Rif. Kiedy dobiegliśmy w okolice jednostki wojskowej byliśmy już bezpieczni, więc po przerwie na ogarnięcie mogliśmy kontynuować podróż na północ. Nie wiedzieliśmy, że jeszcze tej samej nocy znów będziemy spierdalać z niewoli...

    Zaraz idę na wylotówkę do Ketamy- stolicy kradzionych aut, narkotyków, morderców itp., ale przede wszystkim miłych ludzi i haszyszu( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #podroze #autostop #narkotykizawszespoko #wykopjointclub #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Jutro będzie o tym głośno... #rozowypasek poprosil swojego #niebieskipasek zeby zatrzymał sie swoim autem na uboczu w nocy bo musiala za potrzebą...
    Nie ma jej 5-10min i niebieski poszedl jej szukac, mija 15-20min i nie ma :( Dzwoni na policje... znalezli ja po kilku godzinach :( 48 ran kłutych :(

    pokaż spoiler usiadła na jeża ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    pokaż spoiler #samochody #heheszki #dowcip #autostop #takaprawda #suchar #niebieskiepaski #zwiazki
    pokaż całość

  •  

    #okonamaroko, kolejna część historii rodem z Pruszkowa w latach 90 ;)

    Przepraszam za chaos i nieregularne wpisy, ale miejscowa młodzież nie pozwala mi się nudzić. Wczoraj pojechaliśmy w nocy po koks i wino do Ketamy- stolicy haszyszu i krainy rządzonej przez marokańską mafię, ale o tym będzie w swoim czasie.

    Pędziliśmy autostradą Meknes-Fez, a pasy w samochodzie służyły kierowcy za otwieracz do piwa. 4 butle zabrane z klubu z dziwkami ledwo starczyły, żeby dojechać na przedmieścia.

    - może łykniemy jeszcze wina? - rzucił kierowca i nie czekając na odpowiedź skręcił w kierunku meliny

    Kupno reklamówki browarów i 2 win nie zajęło mu dłużej niż wizyta na stacji benzynowej. Piliśmy browary i kręciliśmy się autem bez celu po Fezie. Odwiedziliśmy teściową kierowcy, zajechaliśmy do centrum po fajki i wreszcie udaliśmy się do domu właściciela.

    Tam standardowo- na stół wjechały orzeszki, owoce i inne przekąski. Żona naszego dobrodzieja zakryła włosy chustą tylko po to, żeby za chwilę palić fajki i walić wino z mężem xD Warto odnotować, że rzekomo nie mówiła słowa po francusku (zaraz zrozumiecie o co mi chodziło).

    Impreza jak każda, właścicel przechwalał się swoimi 6 samochodami, 3 mieszkaniami, szafą pełną Ralpha Laurena itp. Gdy miał już ostro w czubie, to zaczął szemrać coś do żony i ogólnie atmosfera gęstniała.

    Nagle nasz dobrodziej wypalił, że ma świetny pomysł na biznes. Musiałbym tylko zeznać, że wywróciłem się na chodniku, a on załatwi resztę: wpakują mi nogę w gips, dołożą do środka 2 kg haszyszu, polecę następnego dnia do Włoch i zostanę milionerem. Pod warunkiem, że znajdę na własną rękę nabywcę na 2 kilo towaru. W międzyczasie różowy miałby być zakładniczką w Maroku. A więc to takim transportem się zajmował...

    Była to propozycja z tych, które niełatwo odrzucić, ponieważ pomysłodawca podkreślił, że wycofanie= wycieczka 2m pod ziemię bez biletu powrotnego. Gdybyśmy nie zrozumieli, to każdorazowo używał jeszcze gestu imitującego strzelanie z pistoletu.

    Zrobiliśmy dobre miny do złej gry i poszliśmy do sypialni, gdzie do świtu obmyślaliśmy plan ucieczki. Dobrodziej i żona całą noc rozmawiali na nasz temat i dzwonili w różne miejsca, raz rozmawiali po arabsku, innym razem po francusku.

    W rozmowach ciągle padały: nasze imiona, haszysz, pieniądze, policja i bezpieczeństwo.

    Dokończę nast. razem. Wczoraj wróciliśmy do bazy o 5 nad ranem, niedawno wstałem i idziemy się spotkać z kumplem z zeszłego roku.

    Fotka z wczorajszej imprezy objazdowej.

    #podrozujzwykopem #autostop #podroze
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

    •  

      @Panda91: ile razy już tam byłeś? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Rok temu byłem tam z różowym parę dni, spałem na dziko i u rolników. Trzeba być ostrożnym, bo policja ci nie pomoże, ale generalnie największy problem to odmawianie ścieżek koksu i nadmierna gościnność miejscowych ;)

      W czasie poprzedniego tripa zaliczyłem Khlelfa, Ikkauen, Tlat Ketama, no i samo Issaguen.

    •  

      @Spearo: Ty powiedz cos o tym planie ucieczki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      +: sagan_
    • więcej komentarzy (1)

  •  

    dzisiaj łapanie stopa z Budapesztu do Wiednia. Oby szybko poszło :)
    #autostop #dziendobry

  •  

    Stopowania po Maroku ciąg dalszy.

    Noc 1: pod drzewem oliwnym na przedmieściach Fezu. Strasznie zimno, więc nieprzespana.

    Dzień 1: Niebiesko-zielone miasto Moulay Idriss. Wizyta w ruinach rzymskiego miasta Volubilis (pic related).

    Potem Meknes i bezowocne łapanie stopa na bramkach autostrady. Wcześniej tego dnia podwiózł nas jakiś dziany gość, z którym wymienieliśmy kontakty i zapraszał nas do Fezu na noc. Zadzwonił zapytać jak idzie i przyjechał po nas autem. Tym razem mercem s klasą. Później pojechaliśmy z nim do klubu w klimatach Pruszkowa lat 90- dziwki, alfons w skórzanej kurtce przy barze, alkohol i barmanka częstująca blantami. Nowy znajomy ciągle stawiał kolejki i łącznie przewalił równowartość 100 euro. Najebany wsiadł za kółko, dał mi 4 browary i pognaliśmy autostradą do Fezu kontynuować zabawę...

    Dalszy ciąg później, bo właśnie piję figowy bimber i palę jointy z miejscową młodzieżą w Taunate- najzajebistszym mieście Maroka, u podnóża gór Rif. 5g # za równowartość 5 zł ( ͡° ͜ʖ ͡°) #okonamaroko #wykopjointclub #autostop #podrozujzwykopem #podroze
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Pierwsza samota próba #autostop w Holandii/N Niemczech zakończona sukcesem ʕ•ᴥ•ʔ żyję, jestem u hosta, pijcie ze mno kompot!
    #12podrozy #podroze

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20161013_185833.jpg

  •  

    Trzymajcie kciuki, bo się trochę cykam, ale jadę zrobić niebieskimu niespodziankę na lotnisku ( ͡° ͜ʖ ͡°) jakby ktoś jechał od Enschede w te strony i widział dziewczynkę w szarym płaszczu, to proszę się zatrzymać!
    #autostop #12podrozy #podroze #podrozujzwykopem

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20161013_092407.jpg

  •  

    Salam alejkum Mirki i Mirabelki!

    Zaczynam dżihad!( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Rozpiszę się o przygodach z drogi do Maroka dopiero jak się tu trochę ogarnę. Póki co muszę załatwić jedzenie, picie, nóż, plan na dzis, no i bibułki #pdk Przez brodę byłem trzepany na każdym lotnisku...

    Marokańscy znajomi w ostatniej chwili polecieli w chuja z noclegiem i pomocną dłonią, więc pozostaje tylko polska kreatywność.

    #autostop #okonamaroko #podrozujzwykopem #podroze #wykopjointclub

    @4kroki @b4rt @beczak @bullets @chucka @Cockatrice @corrot @donjohn @feelbeats @Hardporecorn @heart @igloopoldebica @inercja @kaziiu @kotarskiandcompany @kudla99 @KurczakPozogi @lasiu @mg78 @mglistyPoranek @Migfirefox @mptw @mutare @nofink @ostatni_wolny_login @paprok @patrykard @ruber @sagu93 @Shapeshifter @smalczyk1 @sofa @Staraagrafka @su1k @tekedo @theia @tino @typowytypek @your_nightmare
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Mircy, za 2,5 h ruszam do Maroka i zamierzam zjechać kraj od pustyń na południu aż po plantacje marihunaen na północy. Postaram się znaleźć i porozmawiać z berberyjską kobietą z tradycyjnymi tatuażami na twarzach. Lecę tylko z bagażem podręcznym, więc zapalniczka, nóż, śpiwór i namiot zostają w PL. Spanie głównie na dziko i pełen survival. Prawdopodobnie będę wrzucał jakieś fotki na mirko. Jeżeli ktoś będzie zainteresowany, to zawołam.

    Jeżeli ktoś ma jakieś rady/sugestie, to zachęcam do dzielenia się jak najszybciej, bo nie wiem, kiedy uzyskam dostęp do neta.
    #podrozujzwykopem #autostop #podroze #afryka i trochę #wykopjointclub, gdyby kogoś interesował temat marokańskiego haszu.
    pokaż całość

  •  

    Robione po 2 piwach jadąc na rowerze (prawie skończyło się wywrotką). Na zdjęciu mój host z CouchSurfingu :) Lublana, Słowenia #fotografia #fotografiaanalogowa #autostop #slowenia

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Umówiłem się dziś na skype'owy wywiad z Dawidem Fazowskim #faza #przezswiatnafazie Jeśli chcielibyście go o coś zapytać to możecie wpisać poniżej pytania.
    Wołać kogoś kiedy opublikuję wywiad?
    #podroze #podrozujzwykopem #turystyka #autostop

Ładuję kolejną stronę...