•  

    Cześć Mirki,
    kiedyś wrzucałem post że jadę do Ameryki Południowej. Potem wrzucałem drugi post że coś mi strzeliło do głowy i popłynę na Antarktydę, więc teraz wrzucam filmik z tej trzymiesięcznej wyprawy. (。◕‿‿◕。)

    Filmik jakiś rewelacyjny nie jest, nie mam ani umiejętności ani sprzętu do robienia super rzeczy w Sony Vegas, ale jako tako oddaje to, co się na takiej wyprawie działo ;) Zdjęć na razie nie wrzucam, bo jestem na etapie upychania ich w kilku fajnych portalach/miesięcznikach podróżniczych, ale tutaj już jest trochę lepiej! Dajcie znać czy Wam się podoba i miłego dnia wszystkim!

    #podroze #autostop #amerykapoludniowa #antarktyda #filmowyjanusz #chwalesie

    pokaż spoiler Nie oglądając w HD zabijasz jednego pingwinka
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      Biorę Cię na stopa w gorące ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      @DominoQ: filmik fajny ale trochę więcej siebie mógłbyś tam zamieścić. Poza tym, kup sobie jakiś statyw do kamerki (ja mam taki, będziesz mógł ją postawić prawie wszędzie i zrobić jeszcze ciekawsze ujęcia (np. timelapsy). Ja mam w swoim poziomice więc kadr jest wypoziomowany, u Ciebie drażni parę takich ujęć gdzie kamera stoi/leży krzywo i horyzont nie jest w poziomie. Niby pierdoła ale drażni. Ewentualnie wypoziomuj te "krzywe" klipy w Vegasie. Nie mam zamiaru Cię krytykować tylko podpowiedzieć parę rzeczy bo sam robię takie amatorskie filmy ze swoich wyjazdów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Poza tym - filmik mi się podobał i zazdro w chuj takiej wycieczki i takich widoczków (。◕‿‿◕。)
      pokaż całość

  •  

    Mirki polecicie jakieś tanie noclegi w #berlin #niemcy ? jakieś hostele itp, słyszałem też o portalu z którego korzystają ludzie z #autostop do zatrzymywania się u obcych ludzi za darmo chyba fazowski nawet z tego korzystał, pomoże ktoś?

  •  

    Jutro rozpoczyna się festiwal podróżniczy Dni Podróżnika na UE we Wrocławiu. Lineup zacny, przy okazji sporo konkursów, foodtrucki, Michał Pater będzie smażył kiełbaski. Zapraszam serdecznie ;)

    #wroclaw #podroze #michalpater #autostopemnakolyme #autostop

    •  

      @eltox: no to prawda. Rozmawiałem z wieloma prelegentami i wielu z nich również uważa, że Kolosy są przereklamowane, no ale cóż. Termin był uzależniony od innych czynników, za rok festiwal zrobimy w innych dniach ;) W każdym razie, będzie świetnie :)

      +: eltox
    •  

      @lyly przereklamowane? Pewnie, że zdarzają się prelekcje mniej ciekawe, jednak bez wątpienia jest to święto podróżnicze w całym tego słowa znaczeniu.
      Chociaż nie ulega wątpliwości, że pół godziny na prezentację to bardzo mało.

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    @zepsutykompas: W Botswanie też dorobiłam się kontuzji nogi. Chciałam dotrzeć do Tsodilo Hills w północnej części kraju, niestety nie było mozliwości zatrzymania samochodów. Nic nie jechało. Stwierdziłam, że przejdę te 30 km pieszo. I przeszłam. Kiedy dotarłam do Tsodilo i grzecznie kupiłam bilet wstępu (World Heritage site), czekało mnie kolejne 5 km marszu do muzeum a później nieznany dystans na szlaku. W muzeum zrobiłam zdjęcie mapy, pracownice powiedziały, że nie mogę sama udać się na szlak bez przewodnika. Kupując bilet przy bramie zapytałam czy muszę brac przewodnika na szlak, Pan sprzedający bilety powiedział „nie”. Nie chciałam z nimi dyskutować, powiedziałam, że nie mam pieniędzy i w takim razie nie wchodzę tam. Skłamałam, przeskoczyłam z drogi przez krzaki i kontynuowałam trasę na szlaku. W nocy nielegalnie też rozbiłam tam namiot. Rankiem obudziłam się z ogromnym bólem nogi. Spakowałam namiot i utykając z kijem chciałam dojść do drogi głównej. Niedaleko miejsca gdzie rozbiłam namiot znalazłam odciśnięte w piasku ślady. Dużo śladów. Kilka dorosłych osobników i młode. Całe stado.

    Dalsza część relacji i galeria z Botswany na fb pod tym linkiem

    #podroze #autostop #zepsutykompas #swiat #afryka #podrozujzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Postanowiłem napisać z relacje z mojej pierwszej podróży stopem do Włoch w ostatnim tygodniu.

    Dzień 1
    Wyjechaliśmy o godzinie około 8 po sytym śniadaniu z mojej wsi do Cieszyna łapać pierwszego stopa w naszej podróży do Włoch. Po 50 minutach stania i machania z coraz mniejszym entuzjazmem tabliczką z napisem "Vienna", zauważyliśmy Nissana Navara, który zawrócił by nas zgarnąć. Naszym pierwszym kierowca był Pan Richard z gangu dzikich wieprzy (road runners). Dowiedzieliśmy się z przerw pomiędzy jego wygwizdywaniem melodii znanych hitów radia Orion ze od 36 lat mieszka w Austrii i prowadzi swoją firmę. Zostawił nas na stacji benzynowej przy hotelu "oldtimer" kilka kilometrów za Wiedniem. Oczywiście zostawiliśmy suwenira Panu z Navary w postaci naszego kartonu, dlatego skierowaliśmy się na stacje w poszukiwaniu kartonu. Nasz pierwszy kontakt z Austriakami był chyba najlepszy, dalej było już tylko gorzej. Po wsunięciu smacznych kanapek, wypisaliśmy nową tabliczkę, tym razem z napisem "Italy". Naszym kolejnym Samarytaninem był sympatyczny Pan z gór, przypominający doktora Shulza z Django Tarantina. Opowiedział nam o swoim życiu, karierze nauczyciela w obozie dla uchodźców, gdzie uczył języka niemieckiego. Zawiózł nas na stacje 5km od granicy włoskiej, zapewniając ze wszyscy stamtąd wyruszają na Włochy. Jego dobre chęci i nadrabianie specjalnie dla nas kilometrów okazało się kiepskim pomysłem, ponieważ na stacji, zatrzymywali się tylko tirowcy i gburowate snoby w Audi A4 i A5. Panowie na stacji również nie byli zbyt mili i patrzyli na nas złowrogim wzrokiem. Bo dwóch godzinach włóczenia się po stacji postanowiliśmy rozbić namiot zaraz za hotelem znajdującym się obok stacji. Pani w recepcji była bardzo zdziwiona gdy zapytaliśmy czy nie będzie to żaden problem. Namiot udało się nam rozłożyć dość szybko i zakładając wszystko co mieliśmy w pleckach, ugotowaliśmy zupki chińskie i z pełnym brzuchem przetrwaliśmy dzielnie noc w alpejskim mrozie.

    Dzień 2
    Obudziliśmy zadowoleni, umieliśmy ruszać wszystkim, nawet najmniejszym kończynami, co oznaczało ze noc przebiegła zgodnie z planem i możemy wyruszać w dalsza podróż. Bez śniadania postanowiliśmy jak najszybciej złapać stopa i wydostać się z tej cholernej stacji. Nasze starania nie zaowocowały przez pierwsze pół godziny do momentu aż spotkaliśmy dwóch Panow w tirach jak się później okazało z Nysy, którzy po naszych namowach zgodzili się nas podwieźć prawie pod sama Wenecje. Warunkiem było rozdzielnie się na dwa tiry. Kierowca z którym wyjechałem z Arnoldstein okazał się być sympatycznym około czterdziestolatkiem który mieszkał przez 8 lat we Włoszech. Wysiedliśmy z tirów na dużym parkingu przed Wenecją. Lekkim offroadem dostaliśmy się do pobliskiego miasteczka. Tam próbowaliśmy złapać stopa do Wenecji, Albert poszedł zapytać o większy karton to kawiarni obok której trzymaliśmy mały karton z napisem "Mestre". Albert wyszedł z szerokim uśmiechem oznajmiając mi ze właściciel kawiarni podrzuci nas na dworzec kolejowy skąd możemy dostać się do Mestre pociągiem. I tak też zrobiliśmy. Naszym pierwszym celem w Mestre było wypełnienie naszych brzuchów włoska pizzą, jednak tym razem nam się nie udało. Postanowiliśmy znaleźć hostel, na nasze szczęście Albert znalazł hostel niedaleko miejsca w którym się znajdowaliśmy. Perspektywa bieżącej wody i miękkiego łóżka bardzo nas zachęciła do szybkiego marszu w stronę B&B Venice Dream. Bo szybkim odświeżeniu i odpowiedzenia jedynego sklepu spożywczego w okolicy, ugotowałem makaron z boczkiem i parmezanem, który popiliśmy czerwonym winem. Na samą wsypę dojechaliśmy autobusem, Wenecja okazała się przepięknym miastem z niesamowitym klimatem. Po ustrzelenie kręcioła kijkiem do selfie na placu świętego Marka zaczęliśmy się kierować w stronę domu.

    Dzień 3
    Obudziliśmy się o 9 i zjedliśmy śniadanie przygotowane dla nas przez właściciela hostelu. Miał być szał jak opisywali je na booking.com a wyszło jak zwykle... zmieniliśmy plany i oddając klucze, wyszliśmy z plecakami na miasto. Wenecja za dnia okazała się być znacznie mniej atrakcyjna niż w nocy. Jednak wszechobecny smród i odpadający tynk z starych kamienic nie zepsuł wrażenie i Wenecja pozostała w naszych oczach dalej jednym z najbardziej pięknych j klimatycznych miast Europy. O 14 wyruszyliśmy autobusem z powrotem do Mestre skąd wzięliśmy pociąg do San dona di Piave. Tam złapaliśmy stopa do autostrady A4 dzięki miłej studentce psychologii, która zapoznała nas podczas bardzo krótkiej drogi z jej mamą. Po dwóch godzinach stania, nie udało nam się złapać podwózki do Trieste. Postanowiliśmy poszukać miejsca na noc o godzinie 17:30. Znaleźliśmy ładnie wyglądający dom, postanowiliśmy zadzwonić i zapytać o możliwość noclegu w ogródku. Około 70 letni pan Francesco zaprosił nas na herbatę, która później przeistoczyła się w pizzę i wino z rozmowami do 21. Jednak aby ten wieczór mógł odbyć się w tej sympatycznej atmosferze potrzebowaliśmy tłumacza, który przełamał by barierę językowa (na początku porozumiewaliśmy się przez google tłumacz). Z pomocą przyszła znajoma córki Pana Francesco, Polka o imieniu Aleksandra. O 21 rozbiliśmy namiot pod drzewem w ogródku.

    Dzień 4
    Wstaliśmy, spakowaliśmy namiot, tym razem sprawniej niż pod Alpami i poszliśmy zjeść śniadanie w domu Pana Francesco. Śniadanie typowo Włoskie, tzn. sucharki, ciasteczka i owocowy jogurt. Pan Francesco podrzucił nas na najbliższą stacje benzynową na autostradzie, skąd zaczęliśmy łapać stopa do Triestu. Po około trzydziestu minutach łapania zatrzymało się dwóch włoskich programistów słuchających Dire Straits. W rytmie gitary Knopflera dotarliśmy do Mulfalcone. Po kolejnyc 20 minutach machania tabliczką z napisem "Triest", włoski Seba zatrzymał się w swoim stuningowanym Golfie i podrzucił nas do miasta. Zapomniałem zabrać maczety do smogu z Krakowa, a przydałaby się do przedzierania się przez niesamowicie gęstą mgłę. Zwiedziliśmy stare miasto, weszliśmy na latarnie morską, strzeliliśmy kilka fotek, wypiliśmy espresso i napisaliśmy na nowym kartonie nasz kolejny cel - Ljubljana. Sympatyczny, bardzo rozgadany Włoch podrzucił nas do Lublany w swoim rozpadającym się Clio. Opowiedział na historię swojego życia, plany na przyszłość, a wszystko to przy rytmach klasycznych rockowych ballad. Pod względem doboru muzyki w radiu, tego dnia trafiliśmy idealnie. W Lublanie pogoda dalej nie sprzyjała i znaleźliśmy miejsce w hostelu, by w końcu wziąć prysznic i uderzyć w miasto. Lublana nocą wyglądała przepięknie, weszliśmy na zamek i podziwialiśmy panoramę świateł rozciągająco się wzdłuż rzeki Lublanicy. Zjedliśmy budżetowo kebaba i kupiliśmy po Słoweńskim piwie. Zaskoczył nas zakaz sprzedawania alkoholu po godznie 21, ale udało się nam zdążyć przed zamknięciem ostatniego marketu w okolicy.

    Dzień 5
    Pobudka o 9:00 i kierunek dom. Wyszliśmy na nogach z centrum do wjazdu na obwodnice, skąd pojechaliśmy do Cejle. Tam na parkingu łapiąc stopa zauważyliśmy tira z polską rejestracją. Albert zagadał i pan kierowca powiedział że może zabrać jednego z nas do Ostravy. Po szybkiej naradzie zdecydowaliśmy, że Albert, a ja sobie jakoś poradzę. Samemu jest dużo łatwiej łapać stopa i szybko złapałem kolejne auto do Mariboru, a tam słoweński kierowca tira zaproponował mi podwózkę do Gratz. Zgodziłem się i był to największy błąd podczas całej podróży. Wyrzucił mnie 10km przed Gratz na parkingu, na którym znajdowała się toaleta i dwa miejsca parkingowe. Przyznam, że trochę się załamałem. Nie wiedziałem co zrobić. Zauważyłem na mapie wjazd na autostradę jakieś 2 km dalej. Szybki spacerek wzdłuż autostrady i znalazłem się przy jakiejś strefie przemysłowej. Nigdzie jednak nie było dobrego miejsca do łapania stopa. Ostatecznie udało mi się złapać podwózkę do stacji benzynowej i McDonaldu w Gratz po dwóch godzinach. Tam też nie było łatwo cokolwiek złapać, ale pół godziny przed zmrokiem, pewien Austriak podszedł do mnie i zaproponował mi podwózkę pod Wiedeń. Miał około trzydzieści lat i twierdził że Austria nie ma problemu z imigrantami, a wręcz jest im wstyd za kraje jak Bułgaria czy Słowenia które nie chcą przyjmować uchodźców. Wolałem nie wdawać się w dyskusje i resztę podróży w ciszy spędziliśmy śmigając po autostradzie. Wyrzucił mnie na stacji Shella około 18, gdzie dogadałem się z polskim tirowcem który o pierwszej w nocy zabrał mnie do Polski.

    #podroze #podrozujzwykopem #autostop
    pokaż całość

  •  

    A może by tak na wiosnę wyjebać w autostopowy trip śródziemnomorski ? Bo już rzygać się chce od tej polskiej codzienności #autostop jako autostopowicz mam jedynie doświadczenie w Polsce

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Może Mirki i Mirabelki pamiętacie jak w wakacje z @KiniaMinia dodaliśmy wpis, że jedziemy #autostop na #ukraina oraz #wegry. Teraz w planach mamy dużo ciekawsze i dłuższe wyprawy.

    Sporo ciekawych historyjek już mieliśmy i uznaliśmy, że szkoda ich zapomnieć, więc przydałoby się je jakoś utrwalić, a skoro już mamy coś pisać to nie chcemy tylko dla siebie. Może kogoś zachęcimy do takiego sposobu podróżowania albo komuś przydadzą się jakieś nasze porady czy inne wpisy. #podrozujzwykopem
    Polonistami nie jesteśmy, a doświadczenia też nam brak w pisaniu takich rzeczy, więc postanowiliśmy początkowo udostępnić to jedynie dla Was. Jesteśmy otwarci na wszelką krytykę, porady i sugestie (ʘ‿ʘ)

    Amsterdam to nie "dzika" Ukraina i ciężko jest wrzucić jakieś gorące hisoryjki, ale od czegoś musieliśmy zacząć. W planach (tzn. czekamy na tańsze bilety) mamy dużo ciekawsze #podroze wymienione po prawej stronie na blogu, więc Mirki i Mirabelki z #tajlandia #malezja #singapur #bialorus #rosja #iran #dubaj - nadchodzimy wkrótce! ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Chciałbym też bardzo podziękować użytkownikom @penguin za pomoc w ogarnięciu wielu detali na stronie oraz @Cronvell za ładne przerobienie mojego żałosnego zdjęcia ze slajdera XD
    Co do detali, to mam jeszcze listę 5 rzeczy do zrobienia, więc nie pogardzę pomocą od miłych ludzi od #wordpress #css #php ( ͡º ͜ʖ͡º)

    SUPER TAJNY LINK DO BLOGA: http://www.autostopowo.pl/

    A w "O nas" jest jeszcze #pokazmorde i #pokazrozowegopaska ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

    źródło: 111111111.jpg

  •  

    Jadę pierwszy raz autostopem w swoim zyciu xD Spoznilem sie na autobus do techbazy to pomyslałem a chuj dam lajka kierowcom. I od razu drugi samochod sie zatrzymał i to do miejsca gdzie jade xD
    #autostop #dziendobry

  •  

    Gorzkie zale Patera, że mu ludzie zwracaja uwage, ze sie opierdala. Pousuwal sporo komentarzy na FB jak mu popisali, że hajsy na polak dali a nie potrafi wrzucic filmu, kiedy Faza publikuje beda na wyprawie.
    Wyszlo troche chamskie podejscie Patera, no cóż, ciśnienie za duże...

    #autostop #faza #pater #polskiyoutube #gorzkiezale pokaż całość

    źródło: youtube.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #autostop

0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:3,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,1:0,0:0,0:0