•  

    TOM JUED jedyna zupa która nie była pikantna :) i nie wypalała ryja :)

    Mirki które lecą do #tajlandia zapamiętajcie to "maj pet"- mówiąc to przy zamówieniu jedzenia będzie ono z pewnością mniej pikantne niż normalnie :) Jem ostro, ale ich poziom ostrości jest zdecydowanie za wysoki :D
    #gotujzwykopem #podroze #podrozujzwykopem pokaż całość

    źródło: DSC06588.JPG

  •  

    Jakiś czas popularny był artykuł o cenach w Pradze, który wrzuciłem. Pojawiło się jednak wiele pytań, gdzie na to piwo najlepiej pójść. Razem ze znajomym piwoszem (sumarycznie 15 wizyt w Pradze) przygotowaliśmy małe zestawienie fajnych pubów - może komuś się przyda przed wyjazdem, a może ktoś ma własne pomysły? Znalezisko: Gdzie na piwo w czeskiej Pradze?

    Pozwoliłem sobie zawołać osoby, które dyskutowały o pubach w Pradze przy znalezisku o cenach w stolicy Pragi - może będą mieć własne uwagi oraz pomysły, i pomożemy innym dobrze przygotować się do wyjazdu :) Jeśli ktoś nie życzył sobie być wołanym to przepraszam!

    @CreativePL @Szydera666 @nastaremilion @jacqbus @Beszczebelny @Ion_iona @rzet @Ruswelt @chwilowylogin @publiczny2010 @ConorMG @Hrabia_Serek_von_Hochland @luksus2 @SpasticInk @Ventrue @janek_kenaj @Radek_M @skrecu @cakkas @maciejwu71 @nightrain @Ghc1 @mateelv @myster007 @Barnabeu @adamko92 @elliott @Heart @Iudex @Luko @basketm @cadwell @merged @L3AD3R @fjk8 @nofaktycznie @Trelik @sncf @Brezen @Fenrirr @wycioranymajster @southlander @mojeulubionekonto @djgrs @xetrov @No25

    #podrozujzwykopem #podrozepoeuropie #piwo #czechy #mikroreklama
    pokaż całość

  •  

    Akra, Ghana, 21 listopada 2011 r.

    Aby dostać się do stolicy z małej wioski przy granicy z Wybrzeżem Kości Słoniowej muszę wstać przed 4 rano. Potem dwie przesiadki, trzy autobusy i koło południa jestem na wielkim piaszczystym placu w centrum Akry z którego odjeżdżają rozklekotane minibusy do ostatniej wioski przed przejściem granicznym z Togo. Siedzę w jednym z gruchotów i patrzę jak powoli zapełnia się po brzegi. W tej części Afryki nie ma pustych miejsc.

    Po paru godzinach stoimy w korku na wylotówce z Akry. Jest upał, skwar, w morzu jeżdżących wraków opary gęstych spalin mieszają się z uporczywymi klaksonami i wrzaskami kierowców tworząc ciężki afrykański koktajl zapieczony pod rozgrzaną żarówą popołudniowego słońca. Pomiędzy autami krążą kobiety z wypełnionymi owocami misami na głowach oraz młodzi faceci obwieszeni tym, co każdemu stojącemu w korku pod afrykańską stolicą jest najbardziej potrzebne: plastikowe zabawki, chińskie gierki, świecidełka. Przesuwane drzwi gruchota nie zamykają się nawet na chwilę, co raz jakiś autokrążca prezentuje zalety swoich zapalniczek
    i sznurowadeł.

    Za kilkadziesiąt pesew kupuję dzisiejszą gazetę. Niechlujne łamanie, krzywe szpalty, całość wygląda jak punkowy zin prosto ze szkolnego xero. Na pierwszej stronie czytam sensacyjną wiadomość, facet zgwałcił konia. Poniżej hejt na uchodźców, „Iworyjczyków” z Abidżanu gdzie niedawno znowu wybuchł konflikt zbrojny pomiędzy zwolennikami Gbagbo i Ouattary po kolejnych już sfałszowanych wyborach (sam już się pogubiłem kto tam teraz rządzi). Dzień jak co dzień.

    Wychodzę z gruchota i spoglądam na niekończący się strumień zdezelowanych samochodów, taksówek, minibusów. Stoimy tu już dobre kilka godzin, trudno uwierzyć, że z Akry do Lomé jest niecałe 200 km. Nagle oblewa mnie zimny pot. Ja pierdolę. Przecież tę granicę podobno zamykają codziennie o 18! Jeżeli tak dalej będzie to dojedziemy do niej w środku nocy. A znaleźć się nocą na afrykańskiej granicy to generalnie nie jest dobry pomysł, o czym z resztą przekonałem się już kiedyś przekraczając rzekę pomiędzy Senegalem a Mauretanią.

    Czym są wewnątrzafrykańskie granice? Są to takie dworce Warszawa Wschodnia z początku lat 90 w pigułce. Znajdziemy tam wszystko. Przestępczość, narkotyki, prostytucja, przemyt i handel wszystkim czym się tylko da, włącznie z ludźmi. Brzmi jak oferta biura podróży na weekend w Łodzi.

    Granica przyciąga jak magnes szemrane towarzystwo z obu stron a niedoinwestowana infrastruktura tylko pogłębia ogólną rozpacz takich miejsc. Na tym małym terenie skupia się śmietanka patologii z obu państw. Czym jest afrykańska patologia? Powiedzmy, że polska patologia mieszkałaby tu pewnie na willowym osiedlu Miasteczko Kapsztadzik gdzieś pod stolicą RPA (ale cały czas z gównianym połączeniem do centrum).

    Obok mnie siedzi wielki chłop o twarzy rzeźnika, całym swoim cielskiem przygniatając mnie do przesuwanych drzwi. Przez swoje zmęczone, na wpół opadłe powieki przypomina mi Foresta Whitakera, poprzez tusze bardziej jednak Notoriousa B.I.G. Nie mam wyjścia.

    - Sir, wie pan może, czy granica jest jeszcze otwarta? - zagajam błyskotliwie.
    - Nie jest.

    Woo-hoo! No brawo Grzechu, aż miło popatrzeć z jaką łatwością zawiązujesz nowe przyjaźnie. Nie jest źle, rozmowa zmierza chyba w dobrym kierunku, może coś z tego będzie.

    Postanawiam przyatakować po raz wtóry.

    - A nie wie pan, czy jest tam może jakiś hotel w okolicy?
    - Nie ma.

    Kurwa mać. Erudyta. To nie wróży dobrze, wychylam się i zaglądam za cielsko, pamiętam, że siedziała tam jeszcze jakaś grupa kobiet w kwiecistych sukniach i kolorowych chustach. Plan jest taki: jak tylko wysiądziemy z gruchota doskakuję do nich, robię maślane oczy, wyciągam cediki z sakwy i może któraś przekima mnie kątem w swojej chałupie. To nawet nie brzmi.najgorzej.

    Dwie godziny później jest już zupełnie ciemno a upał nawet teraz nie odpuszcza.
    Rdzewiak doczłapuje się do jakiejś przygranicznej wioski i zatrzymuje na błotnistej drodze pośrodku tłumu. Jesteśmy na miejscu. Drzwi otwierają się i wnet jak szarańcza dopada do nas morze ludzi sunących z tobołami we wszystkich kierunkach. Kobiety w kolorowych sukniach znikają gdzieś w gęstym tłumie. Smród aż w oczy kole. Grupce kolesi stojących pod pobliskim murem od razu wpadam w oko, przybliżają się do mnie powoli. Znowu wyglądam jak Cygan w.pośredniaku.

    Same przyjemniaczki. Jeden z mordą porezaną sznytami jak pole Kargula, drugi z zębami jak ogrodzenie przy wiejskiej zabawie. Jeszcze inny bełkocze coś do mnie zaśliniony, gałki oczne wywrócone ku górze, trzymając cały czas foliówkę z benzyną w jednej ręce. Drugiej nie posiada. Cała banda pokryta jest tak bardzo bezużytecznymi przy tej karnacji dziarami-samoróbkami. Próbuję sobie przypomnieć czy moje studenckie ubezpieczenie obejmuje transport ciała do Polski.

    Jeden z nich, ze sznytem wiedeńskim albo pozostałością po podciętym gardle to najwyraźniej herszt bandy, mamrocząc wydaje pozostałym piskliwe polecenia. Ważniak, szycha, klecha po kolędzie. Rozpościera chudym poprzypalanym ramieniem wskazując mi brudną, uciułaną szmatę pod obszczanym murem nieopodal, jedyną wolną wśród pozostałych okupowanych przez dogorywających współtowarzyszy, wyglądającą prawie jak łóżko na leczeniu z NFZu. Chodź, zostań z nami, zdrzemniesz się, nic ci nie będzie, przekonuje z wiarygodnością szkolnego dentysty. Zastanawiam się czy jeśli za chwilę zesram się w gacie ze strachu to ich odstraszę, czy tylko zachęcę.

    Najgorsze są te uśmiechy. Cyniczne, obleśnie pastwiące się, nawet nie próbujące ukrywać złych intencji. Groteskowe grymasy na zapadłych narkotycznych licach, jakby zło przybrało ludzką twarz. Wszyscy razem wyglądają jak gniazdo szczurów, stado wychudzonych, wygłodniałych, żądnych twoich dóbr brudnych watażków gotowych wbić sobie nawzajem chałupniczą mojkę z kawałka blachy za kilka srebrników, taka rada nadzorcza spółki Skarbu Państwa. Ciekawe czy moje organy przyjmą się u przyszłego nabywcy.

    Nagle jeden ze szczurowatych pada obok mnie na pysk. To Forest. Cisnął nim o ziemię niczym rolnik oponą pod Sejmem. Dopiero teraz zauważam, że już mi się zaczął dopierać do plecaka. Forest łapie mnie za ramię i ze skamieniałą, spokojną twarzą rzeźnika-rutyniarza syczy przez zaciśnięte zęby.

    - Posłuchaj mnie teraz. Wszyscy ci tutaj to kryminaliści. Wszyscy. Uwierz mi, naprawdę gówno mnie obchodzi co się z tobą stanie, możesz iść za mną albo zostać tu i zdychać jak pies.

    Cóż, trudno odmówić tak serdecznemu zaproszeniu. Zarzucam plecak na ramię i zastanawiam się co robić. W życiu każdego przychodzi taka chwila, że musi podjąć decyzję w ułamku sekundy, nie ważne jaką. Kiedy następny, podjęty bez jakichkolwiek racjonalnych bodźców krok może zaważyć o całym przyszłym losie. To właśnie w takich momentach powiedzenie, że życie to sztuka podejmowania decyzji nabiera nie zupełnie nowego, ale jakiegokolwiek znaczenia. A co, jeżeli ci tutaj to tylko złodzieje a Forest to morderca?

    Szczurowaci znów powoli mnie otaczają a tymczasem Forest zaczyna się oddalać, przebijając się przez tłum, każąc wszystkim spierdalać i przesuwając na boki wielka łapą. To chyba dobry znak. Ostatni moment, decyzja musi zapaść tu i teraz. „Forest, poczekaj!” słyszę w głowie piskliwy głos małej dziewczynki i idę za nim. Mam wrażenie, że spod półprzymkniętych powiek wyłaniała się jakaś iskra dobroci, płomyk nadziei, co trudno powiedzieć o wywróconych gałkach ocznych chudego ze sznytem i spółki.

    Forest sunie przez gęsty tłum niczym węglowa nawałnica. Przy pozostałych tubylcach wygląda jak wracający z szychty wkurwiony górnik wśród śląskich dzieci gdy dowiedział się, że nie dostanie siedemnastki. Schylam głowę i idę posłusznie za nim. Morda w kubeł i nie zadaję pytań. Jeszcze się rozmyśli i odprowadzi za rączkę z powrotem na pastwę szczurowatych.

    Po kilkuset metrach dochodzimy do małego, obdrapanego budynku. W środku pali się światło, w tle widać jakieś szlabany. Forest wchodzi do środka, wita się z siedzącymi przy biurku dwoma umundurowanymi facetami i zdejmuje pęk kluczy z kołka. Prowadzi mnie krótkim korytarzem, otwiera jedne z drzwi i machając głową daje do zrozumienia żebym wchodził.

    Po chwili słyszę za sobą zatrzaskujące się metalowe drzwi i szczęk zamka. W małym pomieszczeniu nie ma prawie nic poza odorem stęchlizny. Kładę się na zimnej posadzce, pod głowę plecak. Wiem, że adrenalina jeszcze długo nie pozwoli mi zasnąć więc wyciągam papierosa i kilka saszetek „dżinu” marki Striker. „Dżin” to lokalny destylowany alkohol wyrabiany z soku trzciny cukrowej, pakowany w plastikowe saszetki po 50 ml, często z nadrukami piłkarzy i umięśnionych facetów, aby zachęcić młodzież do aktywnego trybu życia i konsumpcji. Torba 30 saszetek czyli 1,5 litra cukrowej gorzały – 20 cedi. Przeszczep nerek w cenie.

    W księżycowym świetle padającym z małego okienka staram się czytać wydrapane w ścianach napisy w nieznanych mi językach. Mam nadzieję, że nie dokooptują mi żadnego współlokatora, na wszelki wypadek odwracam się plecami do ściany.

    Rano budzi mnie ten sam szczęk kluczy i dźwięk otwieranych drzwi. Forest kwinięciem głowy daje mi znak, że doba hotelowa właśnie się skończyła. W wyprasowanym mundurze strażnika granicznego wygląda dużo dostojniej. Wchodzę do biura a na mój widok kilkoro pozostałych strażników uśmiecha się i oznajmia chórem: „Obruni!”

    Obruni. To słowo słyszę przez ostatnie tygodnie jak mantrę. Obruni w języku Twi i innych z grupy Akan oznacza „biały”. Po prostu. Czy jest to rasistowska obelga? Chyba nie, raczej dziwnie neutralne stwierdzenie pewnego faktu. Słyszę je codziennie, w autobusie, na ulicy, grupki dzieci wracające ze szkoły zawsze biegną za mną i krzyczą chórkiem „Obruni!”. Miła starsza pani u której kupuję wilgotne papierosy wita mnie za każdym razem w ten sposób z szerokim uśmiechem. Zawsze wtedy wyobrażam sobie, że spotykam się z, załóżmy, wieloetniczną grupą studentów ze Stanów i podchodząc do nich wyciągniętym palcem wskazując na twarze niektórych zaczynam wyliczać: „O! Czarny, czarny, i jeszcze jeden czarny”. Ramieniem delikatnie odsuwam dwóch białych studentów a spomiędzy nich wyciągam do pierwszego rzędu kolejnego. „O, a tutaj, tak jak myślałem, żeby nie było wątpliwości, jeszcze jeden – czarny”.

    Forest bierze mój paszport, stempluje i wychodzi bez słowa na zewnątrz. Żegnam się z pozostałymi i wychodzę za nim. Ciężkim, zwalistym krokiem mijając potężna kolejkę czekających na otwarcie granicy wchodzi do budynku strażników togijskich. Na jego widok wszyscy pozdrawiają go z szacunkiem, musi być tu znany. Bierze ichniejszą pieczątkę, wbija stempel i znowu wychodzi. Gwizdem przywołuje młodego chłopaczka świadczącego usługi moto-taxi, bardzo popularny środek transportu w Togo. Ten przybiega pędem.

    - Zabierzesz go tam gdzie będzie chciał w Lomé. Żadnych pieniędzy. I żadnych numerów.

    Nie wiem jak mam mu dziękować. Chcę go uściskać, sięgam do plecaka po jedną z wojskowych naszywek z polską flagą które wożę ze sobą ale ten tylko macha ręką i tym samym zwalistym, kołyszącym się krokiem odchodzi za szlaban.

    Po chwili mkniemy motocyklem po zakurzonej drodze w kierunku Lomé, położonej tuż przy granicy stolicy Togo. Chłopak nagle odwraca się i krzycy uśmiechnięty.

    - Ej ty! Chcesz zobaczyć willę Adebayora?

    Mowa, kto by nie chciał? Jedziemy!

    ---

    Opowiadanie dodałem jako znalezisko tutaj w którym można pobrać wersję w PDF do poczytania na później. Tradycyjnie już, posiadam również galerię zdjęć do historii tylko tym razem nieco inną. Otóż podczas tej samej podróży skradziono mi aparat cyfrowy (co samo w sobie nadaje się na oddzielną historię) i z każdego kraju mam tylko po jednej rolce filmowej (czyli po 36 klatek). Chciałbym je jednak wykorzystać w trochę innym projekcie także niedługo wrzucę wszystkie w kolejne znalezisko.

    #wanderlust – tag z moich podróżniczych tułaczek.

    #podroze #podrozujzwykopem #swiat #ciekawostki #opowiadanie #tworczoscwlasna #afryka #togo #ghana #granica

    Wołam tych którzy prosili

    pokaż spoiler @crab_nebula @Maniera @BionicA @wsciekly1 @sinuh @soadfan @kaczmar119 @Moss49 @SamochodChlodnia @pepkodziobak @lacksDescription @piv01 @wkubal @wafel93 @Cavaron @portas91 @piotr-wisniewski @haabero @dnasstorm @vedebuk @Pasterz_z_Pierdzikistanu @L3stko @MaciorzMacior @nienazywajmnie @Nadosh65 @DooWo @sdik @Big-Bad-Wolf @axelxan @chuckd @demoglobalniehiperanalnie @mybeer @effzet @Marcinowy @Enzo_Molinari @Anuszqa @netto @milky @skitex @Pijokot @4kroki @Dudek_k @powalacz @lazer @a665321 @nepenthe @Szkalownik @tiop @keep_calm_and @qmicha
    pokaż całość

    źródło: granica.jpg

  •  

    Obok mnie siedział jakiś typek, puka mnie po ramieniu, wyciągam słuchawkę a on do mnie, jak sądziłem najpierw - po hiszpańsku. Ogarniam o co pyta i jednak stwierdzam że to ruski ale próbuje po polsku, #heheszki. Pyta za ile Sochaczew, mówię że 45 minutes, bro. A on czy pokaże mu kiedy ma wysiąść - po rosyjsku ale ogarnąłem na szczęście. Właśnie wysiadł. Podał mi rękę przed wyjściem. Mila znajomość, dobrze prosperuje na przyszłość.
    #pkp #podrozujzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Z austriackich ciekawostek, to w okolicy południa często można usłyszeć ludzi pozdrawiających się, mówiąc: "mahlzeit!" (smacznego!) zamiast dzień dobry. Niezależnie od tego czy akurat jecie, mijacie kogoś w pracy, czy na przejściu dla pieszych - w południe wiele osób życzy sobie nawzajem dobrego posiłku. (✌ ゚ ∀ ゚)☞

    #ciekawostki #austria #emigracja #niemiecki #thegirlcontent #podroze #podrozujzwykopem pokaż całość

  •  

    a czy Ty ruszyłeś się dzisiaj z domu?
    #rower #podrozujzwykopem #zimowypierdalaj #lublin

    źródło: IMG_0353.JPG

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mam dosyć obecnej swojej sytuacji życiowej. Gównopraca która mnie niszczy, samotność itd. Chciałbym wyruszyć w podróż autostopem po Europie. Nic mnie tu nie trzyma i najchętniej zrobiłbym to już teraz. Jednak, nie chcialbym podróżować sam. Wiem, że na Wykopie jest wiele takich osób jak ja, które chcą wszystko rzucić, jednak same się nie odważą na taki krok. Szukam więc partnera/partnerki do takiej wyprawy. Nie wiem, czy ktoś się odezwie, jednak spróbować warto..
    "You’ll leave this world behind,
    So live a life you will remember" w myśl tych słów z piosenki, którą kiedyś podał Pater, nie chcę, żeby za kilkadziesiąt lat moimi jedynymi wspomnieniami była praca i brak radości.
    Nie wiem czy prywatne wiadomości tu działają, jak coś to mogę się odezwać z prywatnego konta.
    #podrozujzwykopem #podroze #wykop #zycie #mlodosc

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: sokytsinolop
    pokaż całość

  •  

    Jeśli dzisiaj skończę pisać to jutro wrzucę ciekawą acz miejscami przerażającą historię która przydarzyła mi się jakiś czas temu na granicy Ghany i Togo. Będzie brud, syf, gangusy i nocka w areszcie. Będę wołał.

    #wanderlust - tag z moich podróżniczych tułaczek.

    #podroze #podrozujzwykopem #tworczoscwlasna #afryka #ciekawostki pokaż całość

    źródło: togo.jpg

  •  

    #cebulaonlinewchinach

    Kolejna porcja zdjęć z Chin.
    Dziś trochę więcej ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #chiny #podrozujzwykopem #jedzenie

    Spragniony / spragniona większej ilość zdjęci i nie chcesz ich przegapić?

    Zapisz się na listę powiadomień cebulaonlinewchinach a zawołamy Cię do każdego nowego wpisu lub po prostu obserwuj tag #cebulaonlinewchinach

    Na naszym Facebooku odbędzie się transmisja na żywo z siedziby GearBest. Zapisz się na te wydarzenie aby nie przegapić live, który odbędzie się 18 lutego o 09:00.

    --
    Zapisz się na listę powiadomień, zatwierdzając popup na naszej stronie

    Możesz nas śledzić na:
    FACEBOOK
    TWITTER
    tagu #cebulaonline lub naszym profilu na Wykop.pl

    Zapisz się na wykopowe listy powiadomień:
    Cebula Online - aby zostać zawołanym do wpisów o eventach i super promocjach.
    Cebulo Wołaj - aby zostać zawołanym do każdego naszego wpisu.
    pokaż całość

    źródło: DSC_0497.JPG

  •  

    Mirki i Mirabele #rozdajo mam do oddania bon o wartości 500 pln do wykorzystania w restauracji Przerwa w Łodzi.
    Bon można zrealizować niestety tylko na zorganizowanie imprezy np. ślub czy komunie dziecka czy inne. Ja nie mam szans ( ͡° ʖ̯ ͡°) #przegryw . Co prawda to kropka w morzu przy takiej imprezie ale zawsze #500plus jest.
    Może ktoś ma horom curke i robi jej przyjęcie, może białkow zorganizuje w Łodzi imprezę #wykopparty , gdzie @a__s będzie mogła napić się gorącej czekolady z walentynką? #podrozujzwykopem
    Czekam na zgłoszenia.

    #lodz
    pokaż całość

  •  

    Pamietacie gościa co mając 550zł pojechał to Tajlandi? To było 10 miesiecy temu. Ciekawe co u niego.
    Link dla przypomnienia
    @PerWito
    #wariatzagranica #podrozujzwykopem #tajlandia #podroze pokaż całość

  •  

    Jadę dzisiaj na Podkarpacie żeby spróbować tego słynnego bigosu z psa i trawy.
    #podrozujzwykopem

  •  

    #cebulaonlinewchinach

    Mirki,

    pulsujcie pana z autobusu! (Plus kilka dodatkowych fotek)

    #heheszki #chiny #podrozujzwykopem

    Spragniony / spragniona większej ilość zdjęci i nie chcesz ich przegapić?

    Zapisz się na listę powiadomień cebulaonlinewchinach a zawołamy Cię do każdego nowego wpisu lub po prostu obserwuj tag #cebulaonlinewchinach

    Na naszym Facebooku odbędzie się transmisja na żywo z siedziby GearBest. Zapisz się na te wydarzenie aby nie przegapić live, który odbędzie się 18 lutego o 09:00.

    --
    Zapisz się na listę powiadomień, zatwierdzając popup na naszej stronie

    Możesz nas śledzić na:
    FACEBOOK
    TWITTER
    tagu #cebulaonline lub naszym profilu na Wykop.pl

    Zapisz się na wykopowe listy powiadomień:
    Cebula Online - aby zostać zawołanym do wpisów o eventach i super promocjach.
    Cebulo Wołaj - aby zostać zawołanym do każdego naszego wpisu.
    pokaż całość

    źródło: DSC_0338.JPG

  •  

    Jak tam? Kanapki na fajrant już spakowane? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Miłego poniedziałku Mireczki!
    Pozdrawiam ciepło, bo widziałem, że w Polsce pizga.
    #podroze #podrozujzwykopem #takietamwpodrozy

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #ciekawostki #rzym

    1. Wszyscy jeżdżą tu małymi gówienkami typu smart, seicento, 500 i microcar, wszystkie auta są poobijane i poobcierane i każdy ma to gdzieś
    2. Nie kupisz zwykłej wody w sklepie bo masz ją w kranie
    3. Zimą w dzień jest +15° a każdy i tak chodzi w kurtce
    4. Kto ma piec ten trzyma go na balkonie, rury ściekowe są na ścianach
    5. Nie mają tu praktycznie KFC
    6. Nie mają Strepsils ani dr. Oetkera tylko Benagol i Cameo
    7. Mają kwadratowe pizze
    8. Pociągi są całe w graffiti, nawet na siedzeniach i zasłonach okien
    9. Nikomu się nie spieszy, autobusy jeżdżą bez rozkładów a w McDonaldzie na posiłek czeka się 10 minut
    10. Ceny są podobne jak w Polsce, tyle że w €

    #podroze #podrozujzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Wszyscy pamiętajo moje #rozdajo ??
    otóż mam maaaase zdjęć to oprócz zwycięzcy którym jest...

    pokaż spoiler @zKrainyDeszczowcow


    wylosuje 3 inne osoby którym wyślę we wtorek zdjęcie mojego autorstwa, muszę tylko wybrać najlepsze ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Tak więc i Ty możesz mieć pamiątkę z #rzym lub #watykan

    losowanie jutro ok 20, zapraszam do plusowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #podroze #podrozujzwykopem

    PS
    zwycięzco pisz na priv :)
    pokaż całość

  •  

    #podrozujzwykopem #plock Dzisiaj prawie 700 km zaliczony spacer po plaży w gdansku. Kawa w Toruniu (kupiona nalewka piernikowa na pozniej bo torun przejazdem) no i plock jako miejsce docelowe. Jutro wracam do warszawy ale wycieczka ogolnie udana :)

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Prawie odmarzła mi twarz, ręce i stopy ale było warto. #podrozujzwykopem #podroze #zabytki #archeologia

    źródło: embed.jpg

  •  

    #ciekawostki #wlochy #podrozujzwykopem
    Na północy Włoch (szczególnie w Alberobello) można spotkać domki "trullo" (l.mn. "trulli"). Symbole na dachach oznaczają znaki zodiaku. Trulli zostały wpisane na listę UNESCO.
    "Jedna z teorii pochodzenia trulli mówi o zmyślności apulijskich chłopów, którym w XV wieku Ferdynand I Aragoński zakazywał budowania stałych domostw twierdząc, że można ich dowolnie przenosić tam, gdzie będą potrzebni. Domy te rzeczywiście nie były stałe i w razie wizyty cesarskich urzędników, czy faktycznych przenosin Apulijczycy nie mieli problemów. Innym wytłumaczeniem dla takiego budownictwa jest to, że ich mieszkańcy chcieli uniknąć w ten sposób płacenia podatków nałożonych na wszystkie budynki mieszkalne oprócz niewykończonych. Tymczasem dach trullo było stosunkowo łatwo zarówno rozebrać (by udowodnić, że budynki są niewykończone), jak też równie łatwo go na nowo złożyć" pokaż całość

    źródło: trull.jpg

  •  

    Gdansk wita :) pogoda na propsie #podrozujzwykopem

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Porto na pierwszym miejscu. Nie dziwie się :D miły akcent, bo Gdańsk na trzecim
    http://www.europeanbestdestinations.com/best-of-europe/european-best-destinations-2017/

    20 selected destinations have just competed for the prestigious title of Best European Destination 2017. After a three weeks’ period of online voting, Porto was elected Best European Destination 2017 and won this prestigious title.
    #podroze #podrozujzwykopem #polska #gdansk #polikwporto #europa
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Co to pobytu to oczywiście wyjazd w śniegu powrót nie lepszy. Zimno i sypało śniegiem, gdy w Barcelonie o 21 temperatura 10 stopni. Lot śmieszny i przed wylotem Hiszpanie bardzo szczęśliwi z powrotu, bo śpiewali a po lądowaniu klaskali. Ciekawe tylko czemu. Wylot z Barcelony z opóźnieniem zamiast o 2055 to wystartował dopiero z pasa o 21:36.

    Pogoda w pierwszych dniach nie była za dobra. Zimno ciemno i mokro czasem słońce się przebijało, ale już po paru dniach słoneczko i 15 stopni nic tylko twarz opalać na promieniach słońca. Idealny wyjazd na naszą zimową aurę.

    Sama Barcelona bardzo ładna i przyjemna. Metro opanowane, chociaż trzeba przyznać, że niektóre przesiadki i te tunele to masakra. Parę minut drogi, aby przejść z jednej na drugą linię, ale co zrobić. Autobusami prawie nie jeździłem a tramwaje tylko raz spotkałem na obrzeżach miasta.

    Wybrzeże i port robi wrażenie. Zwłaszcza nocą widać jak się pięknie świeci nocą wszystko, bo lecąc z Katowic ładnie widać. Widok z miasta i na nogach też niczego sobie zwłaszcza, gdy chłodny wiaterek wieje od morza w ten wiosenny styczniowy dzień.:D

    Sagrada Familia warta odwiedzenia, ale w słoneczny dzień (widać wtedy wszystko, co Gaudi zaplanował). Muzea nie wszystkie mogę polecić, chociaż Olimpijskie mi się podobało. Picasso trzeba wcześniej zarezerwować a akurat w poniedziałek było nie czynne i nie zdążyłem zaklepać (będzie na inny raz te 4500 dzieł). Kolumna Kolumba w słoneczny dzień warta odwiedzin.

    Stadion Barcelony duży i łatwo na niego trafić, bo wszyscy wieczorem jechali w jedną stronę. Bilet kupiony przez neta, ale nie było problemu, aby go kupić na miejscu, bo sprzedawane były wszędzie. I to panie na ulicach i w sklepach na popularnych alejach czy też nawet w punktach informacji.
    Tłumów nie było jak na czwartkowy mecz (według źródła tylko 56) źrodło.
    Doping średni bym powiedział - większe wrażenie robiły gwizdy na nieprzychylne decyzje sędziego. Tutaj akurat Warszawska Żyleta robi większe wrażenie i to w ilości fanatyków i hałasu, jaki wydawali.
    Mecz świetny dużo się działo zwłaszcza pod koniec meczu, gdy obrona już było widać zmęczona i powstawały sytuacje, które na tym poziomie nie powinny mieć miejsca. Ani też sprzeczki między graczami - a żółte kartki dla obu drużyn były bardzo słyszalne.

    Miałem okazje zobaczyć strajk rolników jak to korkowali część miasta i ronda. Bardzo radosna zabawa i drogie sprzęty, (chociaż nie wiem, na co stać naszych rolników).

    Galerie handlowe duże i wszędzie wyprzedaże. W niedziele nie warto było wchodzić, bo kolejka do kas i przebieralni nie gorsze niż u nas. Ale głównie nie miejscowi patrząc po kolorze skóry i ciuchach na sobie. Nawet w metrze czarnoskórzy z dużymi białymi workami sprzedawali nielegalnie buty pewnie z Ali. Ceny niestety nieznane jedynie uliczni sprzedawali wszystko za 1e. Nawet nie potrzebujesz brać ze sobą selfie-sticka, bo sprzedadzą ci go na miejscu.

    Miasto czyste i poza miejscami popularnymi ciężko znaleźć żuli, chociaż tacy są. Strasznie dużo policji w paru wersjach czy to normalna czy to portowa czy też ciężej uzbrojona. Na ulicach i w metrze. Kanarów w metrze nie spotkałem tylko raz byli po meczu Barcelony. Kara za brak biletu w wagonie metro wynosiła 100e, więc lepiej kupić ten bilet i mieć święty spokój.

    Hiszpanie mili i chociaż nie umieją angielskiego to coś próbują na migi pokazać. Łatwiej się z młodymi w pubie dogadać niż starymi na ulicy, (co nie powinno być zaskoczeniem). Kuchnia miejscowa nie robi wrażenia i nie za wiele mogę polecić. Internet miałem na kartę 2gb, ale drogo 15e z lycamobile i nie zawsze miałem zasięg. W mieście jest dostępne wifi, ale nie zawsze udawało się połączyć bez problemu (prędzej w lokalach niż publiczna darmowa sieć).

    Pobyt bardzo udany jak na pierwszy taki wyjazd (parę problemów osobistych) i polecam zwłaszcza o tej porze roku. Można się w pełni zrelaksować i zapomnieć o tym, co w kraju słychać.

    Gdzie i kiedy następny lot jeszcze nie wiadomo (wiem, że Cypr i Włochy tanio ale może pierw Holandię odwiedzę i znajomego). Samotny lot i podróż tygodniowa to średnio ale i tak warto było. Kształtuje to charakter i pokazuje na co nas naprawdę stać.

    Gdyby były jakieś pytania to śmiało :)

    #gorushwpodrozy #przemyslenia #podrozujzwykopem #barcelona
    pokaż całość

    •  

      @alex-fortune: > Ale przeciez oni NIC Ci nie organizuja poza hotelem i lotem, co jak juz powiedzialem, zajmuje może 10-15 min xD

      jak wybierasz wycieczkę/city break to masz hotel, lot, wyżywienie (a przynajmniej śniadania) + zwiedzanie tego co istotne. Odpada planowanie co zwiedzić, jak tam dotrzeć etc.

      "za 1200 zł to lecę na maltę i do barcelony później :P"

      no ja od jakiegoś czasu sprawdzam sobie ceny biletów na Maltę z Katowic* (Malta i Cypr są u mnie niemal na samej górze listy priorytet do zwiedzenia) i generalnie jest lipa bo dobre terminy = ok 1200zł* za same bilety a dodaj do tego nocleg/jedzenie/transport po wyspie/zwiedzenie obiektów i nie da rady żeby to wyszło taniej niż z biura gdzie płacę i generalnie mam na wszystko wyrąbane poza spakowaniem się ;D
      no chyba, że to ty się dopasowujesz do terminów lotów to nie ma problemu, też tak potrafię za gorsze znaleźć bilet.

      *szukałem czegoś w okolicach majówki generalnie

      *wolałbym nie musieć jechać 200km na lotnisko...
      pokaż całość

    •  

      wyżywienie (a przynajmniej śniadania)
      Zazwyczaj tylko śniadanie

      zwiedzanie tego co istotne
      Wejściówki płatne we własnym zakresie, przynajmniej wg mojej wiedzy. A znalezienie najważniejszych rzeczy w mieście to po pierwsze sama frajda, po drugie też nie zajmuje długo

      no ja od jakiegoś czasu sprawdzam sobie ceny biletów na Maltę z Katowic* (Malta i Cypr są u mnie niemal na samej górze listy priorytet do zwiedzenia) i generalnie jest lipa bo dobre terminy = ok 1200zł* za same bilety a dodaj do tego nocleg/jedzenie/transport po wyspie/zwiedzenie obiektów i nie da rady żeby to wyszło taniej niż z biura gdzie płacę i generalnie mam na wszystko wyrąbane poza spakowaniem się ;D

      Lubie sobie podróżować poza sezonem, bo tam tak czy tak jest stosunkowo ciepło ( w stosunku do obecnej temperatury u Nas ( ͡° ͜ʖ ͡°) ) , a jest dużo taniej. Np na takie Kanary warto się wybrać właśnie w Marcu, Kwietniu - wahania temperatur są bardzo niskie, więc jest prawie tak samo ciepło jak w środku lata. No i brak tłumów - Co np w takim Siam Park na Teneryfie to jest ogromna zaleta, bo inaczej bez fast pass nie pojeździsz ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      no chyba, że to ty się dopasowujesz do terminów lotów to nie ma problemu, też tak potrafię za gorsze znaleźć bilet.

      Niekoniecznie, wystarczy po pierwsze rozglądać się zawczasu, często można znaleźć przyzwoity kompromis termin/cena, wypady robię pt - pon najczęściej ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      *wolałbym nie musieć jechać 200km na lotnisko...

      Booknalem w centrum tego glownego miasta :P
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (15)

  •  
    idzpanstont via MirkoWP

    +6

    siedzę sobie w Belgii i powiem wam, że jest tu całkiem ładnie.
    #podrozujzwykopem #gownowpis

  •  

    Jadę sobie ostatnio na wycieczkę przez #slask a tu takie cuda, ktoś wie co to jest?

    #podrozujzwykopem #kiciochpyta

    źródło: cotozaczary.jpg

  •  

    Część VIII – Epilog
    <<Uwaga, tekst w dalszej części może zawierać mało apetyczne opisy, więc, żeby nie było, że nie ostrzegałem>>

    Okolice wsi Stare Sokoły ok. godziny 20:00

    Kierowca (nazwijmy go roboczo „typowym Kolją”) mknął grubo ponad setkę po niezbyt równych ukraińskich drogach. Ja z kolei zapatrzony w widok zachodzącego słońca rozmyślałem o tym, co właściwie się stało i jakie poniosę tego konsekwencje. Przypomniałem sobie słowa jednego z milicjantów, który kilka godzin wcześniej powiedział:
    - I pamiętaj – nigdy więcej Czarnobyla
    - No tylko legalnie, tak?
    - Tylko legalnie.
    Zastanawiałem się, czy jest jakikolwiek sens organizować jeszcze kiedyś taką wyprawę. Doszedłem do wniosku, że odpuszczę sobie takie zabawy, bo ryzyko z tym związane jest zbyt duże, tym bardziej, że chciałem jeszcze kilka razy Zonę legalnie zobaczyć.
    Wyjąłem kamerkę i zacząłem bez większego celu nagrywać widoki za szybą. Pola, lasy, jakieś wioski, a w tle radio i ukraińskie hity.

    https://youtu.be/yfSstc3h8f8

    http://oi64.tinypic.com/j67mn9.jpg

    Przez całą drogę nie zamieniłem z Kolją praktycznie ani jednego słowa, nie licząc kilku pytań o to gdzie ma mnie wysadzić. Przejechanie sześćdziesięciu pięciu kilometrów zajęło nam trzy kwadranse i po dotarciu do Malina zatrzymaliśmy się pod hotelem.
    - No to tak jak się umawialiśmy – 400UAH

    ---
    We wcześniejszej części zapomniałem wspomnieć, że milicjanci kilka razy zaglądali do mojego portfela, żeby zobaczyć ile mam pieniędzy, a miałem niewiele. Doliczyli się jednak ok. 400UAH, o których później Kolji wspomnieli.
    ---

    Zacząłem liczyć ile mi zostało i otrzymałem wartość 320UAH. Powiedziałem kierowcy o zaistniałym problemie. Westchnął tylko i wziął wszystko, co mi zostało. Chciałem mu dorzucić jeszcze 10zł, które zawieruszyło się w portfelu, ale odpowiedział tylko „a kto mi to wymieni?”.
    Wyjąłem z bagażnika swój plecak, podziękowałem za podwózkę i życząc szerokiej drogi ruszyłem w stronę hotelu (50°45'54.41"N 29°14'27.08"E), gdzie czekał na mnie drugi, mniejszy plecak z rzeczami na przebranie i resztą dokumentów.

    Wszedłem po schodach na drugie piętro i dotarłem do recepcji. Plecak wciąż leżał tam gdzie go zostawiłem – za ladą. Po chwili zjawiła się starsza recepcjonistka i oddała mój bagaż. Mówiąc jej, że zostałem bez pieniędzy i bez dostępu do internetu udało mi się ubłagać kilka minut przy recepcyjnym komputerze.
    Klawiatura, zarówno ta fizyczna, jak i wirtualna była jednak w lokalnym alfabecie, ale po skorzystaniu z „jednego prostego triku” (Alt+Shift) udało się w końcu przełączyć na łacinę i zalogować na facebooka.
    Poinformowałem znajomych, że żyję i poprosiłem, żeby za chwilę do mnie zadzwonili, bo prawdopodobnie stan konta na telefonie nie pozwoli mi na zbyt długie międzynarodowe gadanie. Szybko wszedłem też na stronę przewoźnika i kupiłem bilet powrotny na autobus jadący do Lublina z położonego trzydzieści kilometrów na zachód od Malina Korostenia. Wydrukowałem go i zapytałem, gdzie tu w mieście można się bezpiecznie przespać, bo zostałem z dwoma hrywnami (wtedy jakieś 30 groszy) i bezwartościowymi tutaj dziesięcioma złotymi. Odpowiedziała mi, że mogę pójść na dworzec, bo i tak stamtąd będę odjeżdżał rano. Powiedziała również, że bilet na tą elektriczkę kosztuje 15UAH. Po moim stwierdzeniu, że niestety mam tylko 5UAH miła pani wyjęła portfel, po czym wręczyła mi banknot dziesięciohrywnowy mówiąc, ze nie muszę jej tego oddawać. Podziękowałem jej i życząc miłej pracy wyszedłem z hotelu w poszukiwaniu dworca.

    Zaczepiłem losowego przechodnia i dowiedziałem się od niego, że „paaanie, dworzec to za daleko, żeby na nogach tam iść”
    Po kilku pobytach w Malinie widzę jednak, że było to jakieś pięć kilometrów, czyli bez tragedii, jednak nie znając trasy i dodając do tego fakt, że na Ukrainie w mniejszych miasteczkach popularne jest gaszenie świateł ulicznych w nocy (swoją drogą świetny pomysł – kto chce to używa latarki w telefonie, a przynajmniej ludzie mają w domach komfortowe warunki do spania) postanowiłem, że tę noc spędzę na ławce nieopodal hotelu. Nie było to łatwe, choć mając w perspektywie siedem godzin nudnego nic nie robienia, wolałem mimo wszystko zasnąć.
    Rozłożyłem się na twardej ławce i zawijając w dłonie paski plecaków tak, żeby ewentualna kradzież mnie obudziła, próbowałem zasnąć. Nie udało się. Co chwilę mijali mnie młodzi ludzie idący na mającą nieopodal miejsce imprezę.
    Kilku z nich zainteresowanych tym czemu leżę na ławce, podeszło i po wysłuchaniu mojej historii odpowiedziało, że też kilka razy byli nielegalnie w Strefie, a po moim pytaniu o lokalizacje dworca jeden z nich, mocno już wstawiony odpowiedział:
    - Nie idź tam! Tam dziwni ludzie śpią: bezdomni, narkomani. Jak tylko usłyszą po akcencie, ze nie jesteś stąd to cię zabiją i okradną, albo na odwrót.
    Posłuchałem ich rady i kontynuowałem bezskuteczne próby zaśnięcia.

    Mocno wkurzony, widząc, że nie ma to większego sensu postanowiłem pozwiedzać miasteczko, a właściwie pójść daleko w jednym kierunku tylko po to, żeby musieć się wrócić, a tym samym skrócić o godzinę, czy dwie bezczynne czekanie na pociąg. Znalazłem się w pobliżu trawiastego poletka, na którego środku stał jakiś pomnik. Całość była otoczona ścianą drzew i była mało widoczna z ulicy. Zaryzykowałem i schowałem tam swoje plecaki wyjmując tylko najważniejsze przedmioty, w tym jakieś batony i wodę. Upewniwszy się, że nikt mnie nie widział, i że bagaż jest niedostrzegalny z poziomu ulicy usiadłem znów na ławce, wyjąłem kamerkę i zacząłem nagrywać. Przygotowując się do pisania tego tekstu oglądnąłem te materiały jeszcze raz i z perspektywy czasu muszę uznać, że są dość ciekawe, choć pewnie to subiektywne odczucie. Kiedyś na pewno je gdzieś udostępnię, najprawdopodobniej przy przepisywaniu tej historii na inny nośnik niż Wykop.

    Tutaj jeden z nich (wyjąłem tylko dźwięk, bo poza tą klatką, którą widać na filmie, reszta nagrania była czarna)
    https://www.youtube.com/watch?v=_xBWfMYE7Js&t=6s

    Siedząc na ławce słychać było ciągłe „ugi-bugi” z pobliskiego klubu. Jak to na Ukrainie, zauważyć się również dało cuda ichniejszej myśli tuningowej jak np. ten van z neonami:

    http://files.tinypic.pl/i/00844/ksbtp81y2zm1.jpg

    Postanowiłem w końcu pomarnować trochę czasu i przejść się w dół ulicy Chruszczewskiego.
    Przed wyjazdem do Strefy kilkukrotnie tą drogą szedłem stąd mniej więcej znałem trasę. Jak wcześniej wspominałem – w mieścinie tej po północy są gaszone latarnie, więc poruszanie się bez latarki „zagraża twojemu życiu lub zdrowiu”. Nie dlatego, że ktoś może cię zaatakować – nie czułem się tam nieswojo, raczej dla tego, że stan dróg, a tym bardziej chodników pozostawia wiele do życzenia.

    Dotarłem do znanego mi już wcześniej ronda (50°46'43.64"N 29°15'44.61"E) z pomnikiem z serii „Dzwony Czarnobyla” i zapytałem nocnego przechodnia „którędy na dworzec?”, jednak po ponownym uzyskaniu odpowiedzi, że bardzo daleko (teraz widzę, że zostały mi wtedy ledwie 2km do dworca) postanowiłem już dalej w tym kierunku nie iść.

    Mając przy sobie wciąż zapasowy telefon marki SAMSUNGZKLAPKĄ i znudzony niesłychanie atrakcyjną rozrywką, jaką niewątpliwie było granie w jedyną dostępną grę, czyli Sudoku, zadzwoniłem do brata, a właściwie puściłem mu „buraka”, by po krótkiej chwili oddzwonił.
    Rozmawialiśmy przeszło godzinę o wszystkim i o niczym. Poprosiłem, żeby poszukał, czy przypadkiem nie ma jakiegoś wcześniejszego autobusu i czy może dowiedzieć się skąd odjeżdża ten, na który kupiłem już bilet. Ostatecznie niczego więcej ponad informacje dostępne na strony przewoźnika się nie dowiedziałem, pożegnaliśmy się, a ja wróciłem do moich ukrytych bagaży.
    Wciąż tam leżały, więc wyjąłem rację żywnościową i z nudów zacząłem wyjadać wszystkie słodycze, przepalając co chwile je kolejnymi papierosami, żeby w końcu i te się skończyły. Pokonałem tą trasę raz jeszcze i kolejny raz, aż zaczęło świtać. Postanowiłem, że jest to już odpowiednia pora, żeby w końcu wyruszyć w drogę na dworzec. Gdy dotarłem do ronda zauważyłem na przystanku starszego jegomościa w białym garniturze.

    - Probaczte, de je wogzał? – zapytałem
    - W tamtym kierunku – wskazał ręką na wschód – ale to daleko stąd, lepiej pojechać marszrutką.
    - Pójdę na nogach, bo mnie nie stać, a muszę pilnie się dostać do Korostenia.
    - Nie żartuj sobie, zapłacę za ciebie, to jest tylko kilka Hrywien, a tak się składa, że też tam jadę.
    - No… dobra, dzięki wielkie.
    - A co ty tu w ogóle robisz i skąd ty jesteś?
    - Z Polszy, nie uwierzycie, ale właśnie byłem nielegalnie w Czarnobylskiej Strefie
    - Poważnie? I jak poszło?
    - No milicja mnie pajmała.
    - Ha! A to ci historia – zaśmiał się przyjaźnie – „polskij awanturist!”- nazwał mnie wciąż się śmiejąc
    - I jakieś konsekwencje poniosłeś?
    - Zabrali mi telefon i rower, a dodatkowo wzięli czterysta hrywien za przywiezienie do Malina.
    - A to bandyci! Tak potraktować młodego człowieka!
    - W hotelu spałeś?
    - Nie, na ławce przed hotelem, bo nie miałem pieniędzy
    - Poważnie?! Przecież tu jest cerkiew obok, w okolicy też trochę Polaków mieszka, więc trzeba było zapukać do drzwi kościoła – z pewnością by cię przenocowali.

    Dojechaliśmy na dworzec. Wyglądał on dość ładnie, sprawiał wrażenie świeżo wyremontowanego.

    (Po prawej widać dziadka)
    http://images.tinypic.pl/i/00867/4baqw4fulx84.jpg

    Dziadek, zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć stwierdził, że wie, że nie mam pieniędzy, wiec zapłaci mi za ten bilet, a za to co mam niech kupię sobie coś do picia. Trochę głupio mi było tak nadużywać jego dobroci, ale nie mając żadnych środków, innego wyjścia nie widziałem i zgodnie z zaleceniami, poszedłem do kiosku, by kupić wodę.

    Weszliśmy na peron i w oczekiwaniu na pociąg zacząłem wypytywać dziadka o awarię. Powiedział, że dla nich był to wielki szok i strach, nikt nie wiedział, co się dzieje. Wiele osób panikowało, że umrą od promieniowania, bo wiadomo, że mimo wszystko każda informacja pocztą pantoflową rozchodziła się dość szybko, ale jak w głuchym telefonie tworzyło to rozmaite plotki.

    Pociąg w końcu przyjechał. Zaśmiałem się i powiedziałem dziadkowi, że to dokładnie taka sama elektriczka, jaka wozi nas ze Sławutycza do Czarnobyla. Okazało się, że to dość popularny model w krajach byłego Związku Radzieckiego.

    http://files.tinypic.pl/i/00867/t9w4zc0d1d0m.jpg

    Ruszyliśmy. Jadąc przez zabite dechami wsie obserwowałem wschód słońca. Zaskoczyło mnie to, że pociąg potrafił zatrzymywać się w szczerym polu, a stojące tam babuszki dokładnie wiedziały gdzie na niego czekać, mimo, że przystanek nie był w żaden sposób oznaczony.

    Dość ciekawie było obserwować Ukraińców jadących do pracy. Przypominało to obrazy z polskich filmów, czy seriali powstałych w czasach PRLu – Z jednej strony wagonu babuszka kłóci się z drugą jaki przepis na pierogi jest lepszy, druga z wielkimi siatami i słoikami ogórków przysłuchuje się dyskusji i co chwila wtrąca swoje trzy grosze. Z drugiej strony matka ucisza swoje dziecko, co chwile dając mu do zrozumienia, że zasługuje ono na klapsa. Naprzeciwko mnie siedział z kolei pop i grał sobie na smartfonie w tą grę, w której kroi się palcem owoce.

    (Na zdjęciu już nie gra :))
    http://files.tinypic.pl/i/00844/o0wlwlhpcxua.jpg

    W końcu pociąg zatrzymał się w Korosteniu. Wyszliśmy z wagonu i przechodząc przez obrotowe drzwi znaleźliśmy się na głównej hali dworca. Jako, że było jeszcze rano, a autobus miałem po 22:00 uznałem, że to dobry czas na poszukanie skąd odjeżdża autobus, bo mimo wszystko lepiej będzie czekać już tam na miejscu. Na bilecie była mowa o placyku przed dworcem, jednak wiedziony doświadczeniem z podróży w drugą stronę wolałem nie ryzykować, że się tu nie zatrzyma (przy podróży z Warszawy do Korostenia autobus tej samej firmy nie wjechał nawet do miasta omijając je obwodnicą). Mimo pomocy ze strony dziadka nie udało nam się uzyskać stosownych informacji.
    Zanim się jednak rozstaliśmy wcisnął mi w rękę 50UAH „żebym na nogach nie musiał tam iść” i napisał na kartce swój adres w Malinie, mówiąc:
    - Następnym razem jak będziesz chętny takich przygód, to nie śpij na ławce tylko przyjdź do mnie, przenocujemy cię z żoną.
    Podziękowałem za wszystko i pożegnaliśmy się.

    ----
    Adres przepisałem na telefon. Kartkę niestety zgubiłem, a telefon zdążyłem już kilkukrotnie zresetować i… zgubić. Jedyne, co pamiętam to, że mieszkał na ulicy Chruszczewskiego. Ulica niestety ma dwa i pół kilometra długości, choć dodatkowo wiem, na którym przystanku go spotkałem, czyli może mieszkać w pobliżu. W tym roku zamierzam go znaleźć (jeśli jeszcze żyje) i dać mu litr polskiej wódki w podzięce za całą otrzymaną pomoc.
    ----

    Przed budynkiem dworca trafiłem też na taką reklamę:
    https://www.youtube.com/watch?v=-TAW616e98U
    Dotarłem na postój taksówek. Podszedłem do najgorszej z nich – czerwonej łady 2101 (ruski Duży Fiat) i poprosiłem o zawiezienie na „Zaprałkę Faktor na Warszałce” (50°59'17.55"N 28°39'42.16"E), czyli na Stację Benzynową Faktor na trasie M07 zwanej na Ukrainie „Warszałką”, ponieważ łączy Warszawę z Kijowem.

    Dopiero przeglądając kilka dni temu zdjęcia zauważyłem jak wygląda ta Łada w środku:
    http://images.tinypic.pl/i/00867/tutpybsya0he.jpg
    Miała na desce rozdzielczej porządnego GPSa, pełno kabli, wentylatory itd. Teraz już sobie przypominam, dlaczego wybrałem akurat ten pojazd :)

    Po kilkunastu minutach dojechaliśmy, zapłaciłem 40UAH i usiadłem na przystanku autobusowym naprzeciwko stacji benzynowej. Jako, że zgłodniałem – wyjąłem rację żywnościową i kamerkę i zrobiłem mały unboxing :)
    https://www.youtube.com/watch?v=b99FuFKxzss
    Co widać na filmie – jedzenie okazało się bardzo smaczne, jednak z perspektywy czasu domyślam się, że zadziałała tu moc powiedzenia „głód najlepszym jest kucharzem”. Po posileniu się uznałem, że czekanie kilkunastu godzin na tym przystanku nie ma najmniejszego sensu i przeniosłem się kilkadziesiąt metrów dalej do wygodnej altany na terenie stacji benzynowej. Było to dość ciekawe doświadczenie. Można by nakręcić ciekawy film dziejący się tylko w tej altanie (i nie byłoby to kino posuwisto-zwrotne), ponieważ co chwile dosiadały się do mnie różne osoby, tak, że po kilkunastu godzinach poznałem już cały przekrój ukraińskiego społeczeństwa. Od normalnej rodzinki, po oligarchów, a nawet jednego przestraszonego psa. Zacznijmy od tego ostatniego.
    Próbowałem go nakarmić z ręki (psa, nie oligarchę), ale strachliwa z niego była bestyja i nie dawał się do siebie zbliżyć, samemu niezbyt ochoczo skracając odległość pies<->ja. Wyglądało to dosyć komicznie – zresztą zobaczcie jak wali tym ogonem na prawo i lewo:

    https://youtu.be/u1d_nQRdIeY

    Mając jeszcze 10UAH kupiłem 1,5l wodę mineralną i rozpuszczając w niej musującą tabletkę dostałem butelkę mętnego płynu, doskonale nadającego się do oświetlenia altany po zmroku. Jak? Ano tak:

    http://pics.tinypic.pl/i/00867/z381rkdkjb34.jpg

    Zanim jednak zrobiło się ciemno pod altanę podjechało jakieś wypasione BMW i wysiadła z niego para bogaczy. Młoda kobieta i lekko starszy facet. Zapytali się czy mogą się dosiąść, skinąłem głową, że nie ma problemu i odsuwając swoje bambetle wpuściłem ich do środka. Słysząc, żem nietutejszy byli ciekawi co tutaj robię. Opowiedziałem w skrócie moją historię, a gdy skończyłem usłyszałem równocześnie:
    Facet: Wooooooooow, super sprawa!
    Jego kobieta: O matko! Przecież mogłeś umrzeć, tam są wilcy!
    Zaśmiałem się i odpowiedziałem, że bez ryzyka nie ma zabawy, mężczyzna zaś starał się przekonać kobietę, że to jednak fajnie, że zamiast siedzieć w domu przed komputerem robię takie akcje. Ta jednak ciągle powtarzała: ale to niebezpieczne – promieniowanie, zwierzęta, milicja – mogli cię zastrzelić.
    W końcu po około pół godzinie pożegnali się i odjechali w sobie tylko znanym kierunku. Zrobiło się ciemno – zapaliłem więc swoją prowizoryczną lampkę. Po chwili pod altanę podjechała taksówka, z której wysypało się 5 osób: Kobieta, mężczyzna, ich 2 córki: około 8 i 16-letnia i jeszcze jakiś mężczyzna – ogólnie przyjemna rodzinka. Zapytali się, czy mogą się dosiąść (co ciekawe, obok była druga taka sama altana, a każdy chciał siedzieć akurat w tej), po mojej twierdzącej odpowiedzi usiedli i wyjęli z plecaków i toreb różnej maści alkohole:

    (jak zmrużycie oczy, zdjęcie będzie ostre)
    http://images.tinypic.pl/i/00867/mczaq7g0gnz1.jpg

    Po opowiedzeniu kolejny raz tej samej historii, zapytałem czy mogliby mi pomóc dowiedzieć się skąd mój autobus odjeżdża za 2 godziny. Mężczyzna odpowiedział:
    - Ok, ale musisz się napić z nami wódki i to 3 kolejki, taka jest tradycja
    - No nie za bardzo, chcę być trzeźwy jak ten autobus przyjedzie (jadłem tego dnia tak mało, że każda ilość alkoholu by mnie siekła, poza tym mam słabą głowę do alkoholu, a wódki nie znoszę)
    - No to przykro mi, nie zadzwonię
    - Dobra, lej…
    Jedna kolejka jakoś weszła bez przepity, druga już z trudem, trzecia nawet z przepitą już ledwo co.

    ---
    Nienawidzę wódki i nie widzę sensu jej picia, skoro jest tyle dobrych alkoholi o tym samym procentażu - np. Rum, a dodatkowo z Colą – najlepszy drink, jaki istnieje :)
    Jednak na Ukrainie picie wódki, czy własnego bimbru jest czymś więcej niż u nas. To tradycja i jak widać doskonale powyżej – odmówienie komuś napicia się jest traktowane jako osobista obraza.
    ---

    - Naleję ci kolejnego
    - Nie chcę już
    - Ale tradycja…
    - No tradycja już wypełniona – mówiłeś, że trzy kolejki
    - No to może jakiś inny alkohol – piwo, szampan?
    - Nie chcę wam wypijać wszystkiego, ale skoro nalegasz….
    I to był największy błąd! Ale dlaczego, to za chwile. W międzyczasie najstarsza kobieta – matka tych dziewczyn zadzwoniła na autobus – okazało się, że faktycznie - odjeżdża właśnie z tej stacji, ale spóźni się kilka minut. Ucieszony, że już nic nie może zepsuć tego dnia (zbliżała się 23:00) nalałem sobie szampana, a potem jeszcze piwo. Po chwili jeden z mężczyzn odczuwając skutki upojenia i stając się agresywny, został odwieziony taksówka przez drugiego. Zbliżał się już czas planowego przyjazdu autobusu, więc postanowiłem sobie zrobić jeszcze pamiątkowe zdjęcie z przedstawicielkami płci piękniejszej:

    http://pics.tinypic.pl/i/00867/qu1lt05vd85o.jpg

    Dalszą część już gorzej pamiętam, bo powyższe było ostatnim zdjęcie zrobionem zrobionym podczas tego pobytu na Ukrainie, a dodatkowo stan upojenia alkoholowego wymazał część wspomnień, no ale do rzeczy:
    Wrócił mąż tej kobiety, a po chwili przyjechał autobus. Pomogli mi wpakować się do środka, po drodze się przewróciłem, pokazałem bilet, zająłem losowe miejsce i ruszyliśmy.
    Tutaj zaczyna się ta mniej apetyczna część:

    ---jak ktoś nie chce czytać może pominąć, ale wiadomo, że i tak każdy przeczyta, tym bardziej, że nie zaznaczam końca tego fragmentu :) ---

    Pamiętam tyle: Zatrzymaliśmy się na „postój na sikanie”. Wygląda to tak, że autobus zatrzymuje się przy drodze i mężczyźni idą pod drzewa, a kobiety, w sumie nie wiem – mało pamiętam stamtąd.
    Wiem tylko, że wróciłem do autobusu jako pierwszy i próbowałem usnąć. Mojemu żołądkowi nie spodobały się regularne wstrząsy, jakie generował silnik autobusu na niskich obrotach podczas postoju. W ramach protestu wyrzucił całe wczorajsze menu moim górnym otworem ciała…. No bez owijania w bawełnę zerzygałem się po prostu na siebie. Pamiętam jedynie, że ostatkiem świadomości wyjąłem z plecaka drugą bluzę, a tą zabrudzoną wrzuciłem do pierwszej znalezionej siatki. Oparłem się o fotel i jedynie ciesząc się, że nikt obok mnie nie siedzi i, że trafiona została tylko bluza, i że wszyscy pewnie śpią, zasnąłem.

    Obudziłem się. Było już jasno. Po chwili zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. Prawie wszyscy wyszli. Popatrzyłem na siebie i dopiero teraz zauważyłem skalę zniszczeń. Oberwała firanka, tył fotelu pasażera (ta powierzchnia, z wiecznie naciągniętymi siatkami) i fotel, na którym siedziałem plus spodnie i buty. Jako, że nikogo nie było w autobusie przebrałem się i wyszedłem na zewnątrz. Usłyszałem, że jeden z pasażerów rozmawia przez telefon, z ukraińskim, bo ukraińskim akcentem, ale po polsku. Gdy skończył, podszedłem do niego i zapytałem ile nam zostało do granicy. Odparł, że to już ostatnia stacja przed granicą, że raptem kilka kilometrów. Po krótkiej rozmowie, co robi w Polsce (studiuje w Warszawie) powiedziałem mu, czy przypadkiem czegoś nie czuć w autobusie, bo tak wyszło jak wyszło.
    Zaczął się śmiać i powiedział:
    - człowieku - jebało jak nie wiem, i dalej śmierdzi, ale co mieliśmy zrobić, nikt do ciebie żalu nie ma, zdarzyć się mogło każdemu.

    W końcu ruszyliśmy. Wyjąłem z plecaka nasączone chusteczki i zacząłem czyścić, co się da, łącznie ze swoimi nogami i butami. Co prawda dalej było tragicznie, ale przynajmniej z daleka nie było nic widać. Po kilku minutach od ruszenia zatrzymaliśmy się. Ukraińska granica jak na rejsowy autobus poszła dosyć sprawnie – jakieś dwie godziny.
    Ale co się działo po polskiej stronie to jakaś paranoja. To było jedno z moich najgorszych doświadczeń w życiu.
    Trwały te słynne upały (sierpień 2015). Było chyba z 40 stopni. W autobusie upał plus zapach rzygów dawały iście szatański bukiet zapachów, na zewnątrz natomiast nie dało się znaleźć nawet skrawka cienia. Staliśmy w kolejce chyba czternaście godzin. W końcu poszedłem spać i odwodniony obudziłem się dopiero, gdy wszedł celnik. Rutynowa kontrola, paszporty, bagaże. Starałem się zasłonić ciałem swój fotel tak, ażeby celnik przypadkiem nie zauważył tych rzygów – nie zauważył, albo nie chciał zauważyć.

    W końcu ruszyliśmy, ku uldze wszystkich zgromadzonych i po kilku godzinach dotarliśmy do Lublina, gdzie miałem wysiąść. Wybiegłem z autobusu jak oparzony porywając tylko swoje rzeczy i chcąc jak najszybciej zniknąć z pola widzenia kierowców, zanim się zorientują, co po sobie zostawiłem. Mój marsz przerwało wołanie za mną jednego z nich. Zamarłem. Wróciłem się do autobusu, gdzie w drzwiach czekał na mnie pilot. W myślach układałem już ściemę, o chorobie lokomocyjnej, jednak usłyszałem tylko – „przy wejściu w Korosteniu nie dał pan kierowcy biletu do sprawdzenia, proszę go nam jeszcze raz pokazać”. Wyjąłem bilet, okazałem, wszystko się zgadzało, więc czym prędzej opuściłem autobus i pobiegłem szczęśliwy w stronę losowego baru, żeby tylko cokolwiek zjeść w oczekiwaniu na wspominanego we wcześniejszych częściach kolegę z Lublina, który postanowił mnie przechować na kilka godzin w swoim domu.

    Coś zjadłem, przyszedł kolega z bratem, pojechaliśmy autobusem do jego domu, umyłem się, znowu coś zjadłem, napiłem się herbaty, opowiedziałem kolejny raz tą samą historię i wyszedłem na balkon z plecakiem, w którym spoczywały brudne ciuchy, żeby przepakować je do innego worka, tak, żeby całość miała jeszcze mniejszą styczność z resztą bagażu. Wyszedłem jeszcze z ich psem na spacer i pod wieczór odwieźli mnie na ten sam dworzec, gdzie czekał już na mnie Polski-Bus relacji Lublin-Kraków. (Dzięki wielkie RJ za pomoc!)
    Wpakowałem się do środka i ruszyłem w podróż do domu.

    Zasnąłem, budząc się dopiero na dworcu w Krakowie o 3 nad ranem. Stamtąd do domu wróciłem piechotą i już po dziesięciu minutach przekręcałem klucz w zamku. Otwierając drzwi do mieszkania poczułem spełnienie, ale też niedosyt (ot, paradoks). Mimo wcześniejszych zapewnień, teraz już wiedziałem, że to dopiero początek mojej kariery Stalkera.

    **Koniec części VIII, ostatniej

    P.S.

    Za jakiś czas zabiorę się za kolejną wyprawę, tym razem już nie jechałem samemu. Gdy opiszę ją, a będzie to już krótsza historia, pomijająca tłumaczenie niektórych podstaw, które musiałem zawrzeć w pierwszej relacji. W dużej mierze będzie to historia, o tym jak nie organizować wyjazdu na Ukrainę, a mimo wszystko przeżyć ciekawą przygodę :) Później przyjdzie czas na najświeższe dzieje, czyli jak z planowanej na 3 osoby wyprawy ostatecznie wyszedł samotny sylwester w Zonie, będący jednocześnie pierwszym udanym, samodzielnie zrobionym nielegalem, no… prawie samodzielnie.
    Oczywiście napiszcie, czy w ogóle chcecie to czytać, czy podobała wam się cała ta historia, i co można byłoby poprawić. To był mój pierwszy tekst dłuższy niż 5 stron A4 (cała historia zajęła 30 stron czcionką/fontem Calibri o rozmiarze 11), więc postarajcie się mi wybaczyć wszelkie błędy, czy czasami nielogiczny lub nudny styl pisania. Pozdrawiam i życzę miłej lektury w przyszłości :)**

    #czarnobyl #opowiescstalkera #prypec #podrozujzwykopem #ukraina #stalker
    pokaż całość

  •  

    Przedstawiam i poddaję Waszej ocenie film który stworzyłem po wakacyjnej podróży po Rumunii z moją dziewczyną i drugą parą znajomych. Spędziliśmy tam 2 tygodnie w które przemierzyliśmy ten niesamowity kraj wzdłuż i wszerz, bez szczególnego planu i żadnego pośpiechu. Podróżowaliśmy autem, spaliśmy w namiotach, codziennie w innym miejscu.
    Kraj ten nie został jeszcze do końca odkryty przez masowego turystę co warto wykorzystać bo jest on naprawdę zachwycający i urzeka różnorodnością wrażeń. Jeśli myślisz że Rumunia to gruz,cygany, żebractwo, wałęsające się psy i bieda to może mój filmik wyprowadzi Cię z błędu ;) Zachęcam do oglądania, zadawania pytań i komentowania!
    LINK: https://www.youtube.com/watch?v=w7bFCIpy6po

    #film #podroze #podrozujzwykopem #rumunia #natura #turystyka #filmowanie #europa
    Gdyby ktoś był zainteresowany poprzednimi filmami: z NORWEGII i KANADY
    pokaż całość

    źródło: aaaaaaaaa.JPG

    •  

      @piotreek88: Nam się nie udało zobaczyć Transalpiny :( ale i tak planujemy tam kiedyś wrócić to może tym razem się uda

    •  

      @karolkopanko: Gdybyś się wybierał to mam całą mapę najlepszych miejscówek i mogę podesłać na pw, a jeśli to tylko z ciekawości to byliśmy właściwie we wszystkich popularniejszych miastach i atrakcjach, jechalismy od Satu Mare, północno środkową częścia aż do Delty Dunaju, potem wzdluż wybrzeża, z Konstancy do Bukaresztu, później okolice Sybin, Cluj. Kręcone Nikonem D5300, DJI OSMO i Dronem Phantom 3 Advanced

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    W czasie licznych podróży zdążyłam już zobaczyć wiele pomników. Przywódcy na koniach, pomniki za zasługi, listy osób, które straciły życie i wiele innych. Ale żaden z nich nie wywarł na mnie takiego wrażenia, jak buty na brzegu Dunaju. Upamiętniające ofiary holokaustu, którym rozkazano ściągnąć buty, a następnie dokonywano egzekucji tak, by ciało wpadło do rzeki. Choć wyglądają na skórzane, są odlewami butów, które pozostały na bulwarach. W pierwszej chwili wyglądają na znoszone i dopiero zdjęte z nogi.
    Zatem jeśli kiedykolwiek wybierzecie się do Budapesztu, polecam wybrać się na bulwar i gwarantuję, że to miejsce zapadnie wam w pamięci.

    Więcej zdjęć: klik
    #podroze #thegirlcontent #podrozujzwykopem #budapeszt #wegry #balkany #ciekawostki #fotografia #historia
    pokaż całość

    •  

      @rydzo: a ja wlasnie odradzałbym pchanie się do Budapesztu podczas ich święta. Byłem dwa razy w tamtym roku i gdy pojechałem w lutym zwiedziłem o wiele wiecej niz podczas weekendowego wypadu w sierpniu. Owszem pokazy sztucznych ogni jedne z największych/najdłuższych w Europie, jest to ładne ale za duzo ludzi, wszędzie tłok, niektóre zabytki zamknięte w innych podwyższają ceny wejść, wszędzie śmierdzi moczem

    •  

      @bylu: ktore zabytki maja drozsze wejscia? Ja akurat wtedy ogarnalem parlament, baszte i kosciol Macieja. Zadnych tlumow nie bylo a akurat to byl weekend swiateczny. Takze w kapieliskach. Tutaj podobnie jak 2 lata wczesniej w lipcu gdy swieta nie bylo. Jedyny minus, ze w dzien swiateczny mniej sklepow otwarte ... a z tym moczem to tez dziwne bo smierdzi moze w centrum gdzie troche bezdomnych sie pojawia. Ale jakbym mial porownac to chyba bardziej smierdzialo w NY przy Central Parku ...

      W lutym duzo mniej turystow ale mniej przyjemne. Z winkiem nad Dunajem nie usiadziesz :-)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (54)

  •  

    Szybowiec przelatujacy nad kolezanka podczas zejscia z najwyzszego szczytu Austrii - Grossglockner 3798 m n.p.m.

    #gory #fotografia #podroze #podrozujzwykopem #carpedream

    źródło: IMG_10126a.jpg

  •  

    Ale przyjemnie mireczki. Niedziela, 20 stopni w cieniu, ludzie sobie spaceruja i piją kawkę, drinka w małych knajpkach. Dziewczyny zaczynaja się opalać na plażach. Szkoda że jutro wracam, ale z drugiej strony fajnie bo niestety jestem tu sam i smutno trochę. Pijcie ze mno te modżajto ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wasze zdrowie!

    #podrozujzwykopem i trochę #pracbaza #malta

    źródło: embed.jpg

  •  

    W wakacje byłem z różową w Budapeszcie.

    Po kolacji poszliśmy na spacer na Váci utca - zabytkowa, główna ulica Budapesztu.
    Jako, że było gorąco to różowej zachciało się lodów. Godzina dosyć późna ~ 1-2, kilka kawiarni już powoli było zamykane.
    Podeszliśmy do randomowego stoiska, obsługiwał nas przesympatyczny kelner z włoskim akcentem.

    Chciała tylko jedną porcję a wyczarował jej takie coś (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    Na pytanie " ile płacimy ?" powiedział "jak pani uważa" - już nawet nie pamiętam ile dostał ;p
    Fajne wspomnienie i bardzo polecam Budapeszt.

    #podroze #wakacje #podrozujzwykopem #budapeszt #wegry #fotografia
    pokaż całość

    źródło: DSC_0095.jpg

  •  

    No siema mireczki w #uk #londyn #anglia #szkocja i okolice ( ͡° ͜ʖ ͡°) Interesują Was #podroze?

    Od ponad dwóch lat prowadzę bloga www.travelmaniak.co.uk na którym inspiruję Polaków mieszkających na Wyspach Brytyjskich do taniego podróżowania. W zeszłym tygodniu wybrałem się na jednodniową wycieczkę z Londynu do Amsterdamu... Wyszedłem z angielskiej piwnicy, wsiadłem w poranny samolot, pospacerowałem po stolicy Holandii i wróciłem wieczornym lotem do domu ( ͡° ͜ʖ ͡°) Na swoim blogu opublikowałem krótką relację z tej wycieczki.

    Link do relacji - http://travelmaniak.co.uk/amsterdam-relacja/

    Mam nadzieję że mój tekst zainspiruje Was do wyjścia z domu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Wielka Brytania daje Wam możliwość taniego i częstego podróżowania po Świecie - korzystajcie!

    #podrozujzwykopem #tanielatanie #tanieloty #amsterdam
    pokaż całość

  •  

    Bagaż opóźniony 36h w lufthansie. Zakupy 'podstawowych kosmetykow' na 450zl w sephorze na ich koszt. Pozdrawiam.

    #lufthansa #podrozujzwykopem

  •  

    W Moskwie pogoda taka, że tylko siedzieć na dupie i czytać powieści le Carré'a.

    Swoją drogą niesamowite jest to, jak skraca się dzień czym bardziej na północ. Gdy dobrze zabalujesz to idziesz spać w nocy, czyli rano, a wstajesz po południu, czyli znowu w nocy (w grudniu ściemnia się przed 16).

    #wanderlust - tag z moich podróżniczych tułaczek.

    #podroze #podrozujzwykopem #moskwa #rosja
    pokaż całość

  •  

    Mapka z najtańszymi miastami w Europie do podróżowania - ciekawe porównanie cen w europejskich państwach ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #zwtravel #podroze #podrozujzwykopem

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: joemonster.org

  •  

    Cześć Mirasy, dzisiaj chciałbym się podzielić z Wami krótką historią która przydarzyła mi się kilka lat temu w lasach autonomicznego stanu Sarawak w malezyjskiej części wyspy Borneo. Zapraszam.

    Tradycyjnie już wrzucam też jako znalezisko tutaj gdzie znajdziecie także galerię zdjęć oraz wersję PDF do pobrania i przeczytania na później.

    Krew

    Gdzieś w stanie Sarawak (Boreno), Malezja, 14 października 2012 r.

    Niedzielne przedpołudnie. Idąc piaszczystym poboczem wiejskiej drogi staram się złapać transport, który zabierze mnie do miasta Bintulu na północy częściowo autonomicznego stanu Sarawak w malezyjskiej części wyspy Borneo. Jest gorąco i duszno, niesłychana wilgoć oraz otoczenie tropikalnego lasu tylko wzmaga zmęczenie. Plecak ciąży, po kilkunastu minutach marszu koszulę można by wyżymać z potu. Droga jest niemal pusta. Inaczej niż większości muzułmańskiej Malezji kontynentalnej, na Borneo chrześcijanie stanowią największą grupę, w związku z czym niedziela powszechnie traktowana jest jako święto i dzień wolny od pracy.

    Po chwili z drogi zgarnia mnie swoim pick-upem Andy - chłopak z pobliskiej wioski. W starej Toyocie Hilux i flanelowej koszuli wygląda jak miejscowe wydanie amerykańskiego kowboja. Rozmawiamy o niczym a po kilku kilometrach zjeżdżamy z drogi, zatrzymujemy się przy drewnianej szopie i pakujemy do skrzynki olbrzymiego białego koguta. Jest ogromny, dostojny, waży ze 3 kg. Blask słońca odbija się w jego śnieżnobiałym pierzu.

    - Niezły obiad się szykuje - zagajam głupawo.
    - To nie na obiad – stwierdza krótko Andy wrzucając szybkim ruchem skrzynkę na pakę samochodu.
    - A… po co?
    - Chcesz zobaczyć?

    Kilka minut później z głównej drogi zbaczamy w jedną z odchodzących w głębię dżungli krętych ścieżek. Pierwsze krople gęstej krwi zauważam już stąpając po dróżce prowadzącej do ukrytego jeszcze bardziej w głąb wzniesienia. Powoli zbliżamy się do rozemocjonowanego gęstego tłumu spowitego pod rozciągniętymi między palami maskującymi płachtami

    Większość tu zgromadzonych pochodzi z plemienia Iban, zaliczanego do większej grupy, w innych częściach Południowo-Wschodniej Azji znanej jako Dayak. To autochtoni tej części Borneo, bezpośredni spadkobiercy niegdysiejszych łowców głów. Podobno jeszcze w latach 70 co zacieklejsze grupy potrafiły użynać sobie łby maczetami w borneańskich lasach, a znalezione w dżunglach czaszki można podziwiać w niektórych świątyniach położonych przy tradycyjnych long housach. Dziś Ibańczycy szczycą się swoją gościnnością i szczodrością.

    Jest też kilku trzymających się razem malezyjskich Chińczyków, z wytatuowanymi w tradycyjne smoki ramionami. Indonezyjscy robotnicy, przybyli w poszukiwaniu wrażeń przez jedną z licznych zielonych granic z południa. Poza tym kilu Malajów, Filipińczycy wystawiający swoich nieco mniejszych wojowników, brakuje chyba tylko Hindusów. Istna mieszanka, na jej tle muszę wyglądać jak cygan w pośredniaku.

    Andy dyskretnie wskazuje głową wielkiego Ibańczyka z tatuażem węża na gardle, wyraźnie wyróżniającego się wśród tłumu. To lokalny watażka, szef grupy trzymającej łapę na zakładach, mam na niego uważać.

    Powoli zbliżam się do zebranego dookoła zbitej z bambusa areny tłumu. Próbując znaleźć sobie ustronne miejsce nagle gdzieś z tłumu wyrasta wielkie przedramię odsuwając zgromadzonych, łapie mnie za chabety i przyciąga do siebie aż uderzam o bambusowe barierki. Ibańczyk z wężowym tatuażem wyraźnie chce, abym miał jak najlepszy widok.

    Spektakl ma się zaraz zacząć. Gwar, harmider, ścisk, każdy krzyczy w swoim języku. Pod maskującymi płachtami nadzwyczajna wilgotność powietrza tropikalnego lasu powoduje jeszcze większą duchotę. Ktoś zamiata arenę z piór, zasypuje niedbale plamy jeszcze świeżej krwi piachem. Po wewnętrznej stronie ogrodzenia wśród tłumu krąży niski krępy facet ze złotym zegarkiem i sygnetem z trupią czaszką. W zaciśniętej pieści trzyma plik wymiętych banknotów, drugą dłonią wyrywa z lasu wyciągniętych rąk kolejne brudne papierki. Postawiłbym nawet jakieś grosze z ciekawości, ale rozterki moralne oraz towarzystwo zakapiora pod bokiem biorą górę i postanawiam nie wyciągać kabzy z ringgitami. Ciekawe jakby mnie grubas zapisał w swoim kajeciku. "Biały samobójca - wmówić że przegrał".

    Adrenalina w tłumie wyraźnie wzrasta, gdy na arenie pojawia się dwóch mężczyzn z plecionymi metalowymi klatkami. To znak, że przedstawienie ma się rozpocząć lada chwila. Ostatnie zakłady i tłum jakby milknie spoglądając z zaciekawieniem na rytuał przygotowań. Mężczyźni wewnątrz wyjmują z klatek dwa potężne koguty, w jednym z nich rozpoznaję naszego, białego, drugi natomiast kolor pierza ma czarno-brązowy. Oba do jednej z łap mają już przymocowane długie lśniące ostrza, zakrzywione przypominają zwierzęce pazury.

    Najbardziej hipnotyzujący jest widok samych ptaków i ich reakcji. Oba po wyjęciu z klatek zachowują się nadzwyczaj spokojnie, zdają się patrzeć sobie nawzajem prosto w oczy. Niczym pięściarze na ringu, jakby doskonale wiedziały co ich czeka i czym to się za chwilę się skończy. Albo jeden albo drugi, innego wyjścia nie przewiduje się.

    Opiekunowie trzymając zwierzęta w obu dłoniach niczym białe gołębie przystawiają je sobie naprzeciw i na umówiony znak uwalniają z uścisku odbiegając na krańce areny. Euforia w tłumie wyraźnie wzrasta, mężczyźni wymachują pięściami i wzmagają wrzawę.

    Całość trwa może ze dwie minuty. W powietrzu pojawia się latające gwałtownie pierze, bryzga ciemna krew na otaczający piach wzbudzając tumany kurzu. Po zaledwie kilku chwilach na środku ringu brązowoczarny kogut leży w plamie własnej krwi i osocza, drugi krąży dookoła wyraźnie pobudzony, dumny z wyciągniętą szyją, splamiony czerwienią z ciągnącymi się wnętrznościami też nie wygląda najlepiej.

    Opiekun łapie białego ptaka w ręce, drugi natomiast chwyta leżące ciało i unosi w powietrze niczym nowonarodzone dziecko. Dyszy, jeszcze żyje. Z pomiędzy zaciśniętych palców mężczyzny da się zauważyć pulsujące coraz wolniej podgardle zwierzęcia, mimo wyraźnie powodującego ból wysiłku próbuje jeszcze trzymać pionowo głowę.

    Po chwili pierwszy z mężczyzn podchodzi, przystawia wygranego ptaka drugiemu i pomaga mu zadać ostateczny cios. Jednym wertykalnym sieknięciem ostrza biały kogut rozrzyna przegranemu całą długość gardła aż do podbrzusza. Stercząca głowa opada swobodnie wzdłuż ciała jakby była osadzona na plastelinowej szyi. W tłumie euforia sięga zenitu, starszy facet obok mnie z zesztywniałymi wyciągniętymi w niebo pięściami krzyczy w ekstazie. Nad falującymi rękoma widzę jedynie połyskujące splamione krwią dłonie a pomiędzy nimi czarny rozbebeszony korpus z wywalającymi się z podłużnej rany bordowymi wnętrznościami kapiącymi na piach pomiędzy stopami opiekuna.

    Po wszystkim stoję nieopodal, paląc papierosa gadam z zakapiorem i spółką czekając na Andy’ego. Ten zjawia się po chwili, rzuca mi dwie puszki ciepłego piwa. Zasłużyłem, przyniosłem szczęście. Nasz wygrał, nasz zabił. Później Andy zawiezie mnie na dworzec i niemal siłą wepchnie do autobusu kupując bilet aż do Sibu, przy czym odmówi jakiejkolwiek zapłaty twierdząc, że spotkanie mnie przy drodze to był jakiś znak. Sporo wygrał.

    Biały kogut jest w opłakanym stanie. Ma kilka wyraźnych ran, brakuje mu sporo pierza. Gdy Andy wkłada go do skrzynki jego ciało pulsuje coraz wolniej, adrenalina schodzi po pojedynku.

    - No teraz to już chyba obiad – zagajam.
    - Nie, one w ogóle nie nadają się do jedzenia. Z resztą, pewnie i tak nie chciałbyś jeść tego co ma w sobie. Za trzy do sześciu miesięcy dojdzie do siebie i znowu stanie do walki – tłumaczy mi głosem mentora.

    Odjeżdżając pick-upem w rytm leniwej muzyki z radia, nad prowadzącą do areny bramą zauważam starą, obdrapaną figurę Jezusa Chrystusa wiszącego na krzyżu, splamionego czerwoną farbą imitującą krew. Dzień święty święcić.

    ---

    Walki kogutów na terenie całej Malezji są obecnie zdelegalizowane na mocy ustawy nr 772 o dobrobycie zwierząt (Animal Welfare Act 2015) zakazującej okrucieństwa w stosunku do fauny. I choć w zdominowanej przez Malajów, Chińczyków i Hindusów Malezji zachodniej turnieje Sabong nie są obecnie zbytnio popularne, w dwóch częściowo autonomicznych stanach malezyjskiej części wyspy Borneo (Sarawak i Sabah) zamieszkałych w dużej części przez lokalne plemiona, są one uważane nawet za część dziedzictwa kulturowego. W stanie Sarawak podczas corocznego święta zbiorów Gawi, walki kogutów są organizowane na specjalne pozwolenie władz, poza tymi dniami przenosząc się do podziemia w okolicznych dżunglach.

    Malezyjski rodzaj ostrza o szerokiej powierzchni tnącej ma wielu zwolenników wśród hodowców walczących kogutów i jest uznawany za jeden z najskuteczniejszych.

    Większość Ibańczyków jest wyznania chrześcijańskiego a tradycyjny Sabong często jest łączony z elementami obrządku religijnego.

    #wanderlust – tag z moich podróżniczych tułaczek i opowiadań.

    #podroze #podrozujzwykopem #swiat #ciekawostki #malezja #borneo #tworczoscwlasna #opowiadanie #sport

    Wołam tych którzy chcieli być wołani:

    pokaż spoiler @crab_nebula @Maniera @BionicA @wsciekly1 @sinuh @soadfan @kaczmar119 @Moss49 @SamochodChlodnia @pepkodziobak @lacksDescription @piv01 @wkubal @wafel93 @Cavaron @portas91 @Dudus @piotr-wisniewski @haabero @snickers77 @dnasstorm @vedebuk @Pasterz_z_Pierdzikistanu @L3stko @MaciorzMacior @nienazywajmnie @Nadosh65 @DooWo @sdik @Big-Bad-Wolf @axelxan @chuckd @demoglobalniehiperanalnie @mybeer @effzet @Marcinowy @Enzo_Molinari @Anuszqa @netto @milky @skitex @Pijokot
    pokaż całość

    źródło: 01.png

  •  

    Cześć Mirki, jutro po południu postaram się opublikować kolejne krótkie opowiadanie pt. "Krew", tym razem na podstawie całkiem ciekawego zdarzenia które przytrafiło mi się kilka lat temu podczas tułaczki po tropikalnych lasach Borneo. Będzie po tagiem:)

    #wanderlust - tag z moich podróżniczych tułaczek.

    #podroze #podrozujzwykopem #tworczoscwlasna pokaż całość

    źródło: krew01.png

  •  

    Sniadanie w Wiedniu, obiad w Pradze. To lubie! (。◕‿‿◕。)

    pokaż spoiler Polecam gulasz z knedlikiem u Rudolfina!


    #podroze #podrozujzwykopem #thegirlcontent #praga #fotografia

    źródło: Prague.JPG

  •  

    Na stacji w Krasnojarsku u przygarbionej babuszki z zamglonym okiem zaopatrzyłem się w co następuje: chleb świeży, gęsi pasztet i pół litra miejscowej siwuchy. Dzień został uratowany, można jechać dalej.

    #wanderlust - tag z moich podróżniczych tułaczek.

    #podroze #podrozujzwykopem #kolej #rosja #wodka pokaż całość

  •  

    Są różne sposoby podniesienia swojego statusu społecznego. W Texasie jest to większa broń, w Polsce Passat TDI, a na rumuńskiej Bukowinie - brama. Ale nie zwykła brama, o nie. Ręcznie robiona, u lokalnych rzemieślników. Takich bram jak na zdjęciu są setki (nie takich samych oczywiście). Nawet przed walącą się chałupą potrafi stać brama wielkości stodoły, ręcznie rzeźbiona w każdym elemencie. Ceny takich "dekoracji" potrafią sięgać grubo ponad 100 000 złotych, a Rumuni gotowi są odkładać na nie przez pół życia. Zasadność takiego postępowania oceńcie sami ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #podrozujzwykopem #ciekawostki #rumunia
    pokaż całość

    źródło: IMG_9791.JPG

  •  

    Zamek w Trokach (zamek na wyspie), to jedna z ważniejszych atrakcji Litwy. Zamek przez kilka wieków był w ruinie (po tym jak w 1655 roku miasto zajęli Rosjanie) i został odbudowany w XX wieku. Nie każdy jednak wie, że dzisiejszy zamek na wyspie był trzecim zamkiem zbudowanym w tej okolicy - dwa poprzednie nie zachowały się do dziś. Szczególnie urokliwie zamek i okolica wyglądają w zimowej scenerii.

    http://www.podrozepoeuropie.pl/zamek-w-trokach-zwiedzanie/

    Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o historii zamku, możecie sprawdzić powyższy artykuł.

    #podroze #podrozepoeuropie #podrozujzwykopem #zameknadzis #litwa
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #podrozujzwykopem

0:0,0:1,0:0,1:1,0:1,1:0,0:2,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,1:1