•  

    TL;DR AFERA BOTOWA

    1. Prawdopodobnie ktoś słownikowo złamał hasła(sprawdzając najpopularniejsze skryptem) użytkownikom o hasłach qwert12, dupa1 itd.
    2. Za ich pomocą wykopuje i zakopuje znaleziska.
    3. Administracja jak zwykle nic z tym nie robi poza wyrzucaniem znalezisk i banowaniem przejętych kont.

    Poleca się wszystkim zresetowanie hasła na bezpieczne lub zmianę samemu na zawierające duże i małe litery oraz cyfry. Najlepiej w losowej kolejności.

    Generator haseł dla osób mało kreatywnych: https://passwordsgenerator.net/

    Tl;dr powstało na potrzeby dyskusji #aferabotowa na #mirkoczat

    https://mirkoczat.pl/t/aferabotowa

    #aferabotowa #afera #tldr
    pokaż całość

  •  

    Właśnie minął 3 dzień po moich 8 urodzinach na wykopie! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #tldr Wśród wszystkich osób które zapulsują ten wpis wylosujemy 5 którym wyślemy #pocztowki z Seszeli!

    Wakacyjnie, wracamy z różowym do miejsca, w którym 4 lata temu zaczęła się nasza wspólna, podróżnicza przygoda.

    Jeszce jako student, dopiero zaczynający pracę zawodową wyjechałem z dziewczyną na Seszele. Emirates wchodząc do Polski, wystartował z promocją w ramach której za ok. 1800 zł można było polecieć na jeden z egzotycznych kierunków, m. in. Malediwy, Singapur czy właśnie Seszele. Była to moja pierwsza okazja by polecieć gdzieś poza Europe, którą dotychczas zwiedzałem liniami budżetowymi. Po selekcji kierunków w ostatniej fazie stanęliśmy przed wyborem: Malediwy vs Seszele. Wiedząc że przy ograniczonym budżecie będzie mieszkać i żyć maksymalnie blisko tubylców, wszystko rozbiło się o główną religię panującą na wyspach: Islam 98.4% na Malediwach (plus prawo szariatu) vs 83% katolików i 10% protestantów na Seszelach (jednak trochę bliższych nam kulturowo ;)). Wybór był prosty, zaczęliśmy czytać przewodniki o Seszelach.

    W ciągu podróży udało nam się zobaczyć najpiękniejsze plaże naszego życia, a na jednej z nich poprosiłem swoją drugą połówkę o rękę:) Od tamtej pory co roku odbywamy jedną egzotyczną podróż, w trakcie której poprzez różne źródła trafiamy w domostwa wspaniałych ludzi dookoła globu.

    W tym jednak roku, już jako małżeństwo wracamy do miejsca naszych zaręczyn, by przypomnieć sobie o wszystkich powodach, dla których Seszele cieszą się w naszej pamięci tak wspaniałymi wspomnieniami.

    Dlatego też z tej okazji małe #rozdajo, wśród osób której zaplusują ten wpis wylosujemy 5 którym wyślemy kartę z Seszeli, a może gdy wrócimy to w czyjeś ręce polecą i inne fanty? :)

    Chcemy zrobić standardowe podsumowanie dotyczące cen, może uda nam się wbić z aparatem do słynnych na cały świat Seszelskich hoteli (niektóre z nich kasują 15k za noc!) by pokazać Wam, co dostajecie w zamian, przedstawić Wam, jak żyją lokalsi u których również i my się zatrzymamy w trakcie trwania całego pobytu.

    A może Wy macie jakieś pytania na temat życia w tej magicznej części świata?
    pokaż całość

  •  

    #tldr !Wychowajmy swoje dzieciaki bez raka na youtube, to najlepsze co mozemy zrobic.

    Mysle, ze najlepsza rzecza, jaka mozemy zrobic w sprawie #rakcontent na #polskiyoutube jest lepsze wychowanie naszych potencjalnych dzieci. Mowie o pokoleniu, ktore teraz juz ma, albo zaraz bedzie mialo 2 z przodu. Dzieciaki, ktore teraz chlona to co okreslamy mianem raka, to pierwsze pokolenie wychowane w 100% w obecnosci Internetu, ale niestety ich rodzice to Ci ktorzy ten Internet przegapili. Ich blad jest nieswiadomy, po prostu autentycznie nie maja o niczym pojecia. Ale tutaj wchodzimy my, cali na bialo. Ci, ktorzy siedzieli za mlodu na trzepaku, ale w liceum juz likowali zdjecia, a teraz klepia memy. Jestesmy swiadomi zagrozen, zmiany pokoleniowej i mysle ze nasze dzieciaki, ktore za 10 lat stana sie gimba youtubea i beda robily wyswietlenia, beda mialy lepsze wzorce, a Ci, ktorzy teraz propaguja gowno na youtube i na tym zarabiaja, juz dawno beda odejsnieci w zapomnienie.

    Bo to jaka jest ich wina jest bezsprzeczne. A ich mowienie, o tym ze nie sa swiadomi wyrzadzanych szkod jest smieszne. Tak samo jak zaslanianie sie akcjami charytatywnymi. Pablo Escobar tez placil biednym, dobroczynca pierdolony. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #danielmagical #afera
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj wpis o kupowaniu klocków do budowy modeli. Niektóre akapity mogą być ciut oderwane od reszty, bo kilka razy ten wpis przerabiałem i dopisywałem różne rzeczy gdy mi się coś przypomniało, za co z góry przepraszam. Chociaż pewnie i tak zapomniałem o czymś napisać :D

    Aha, wpis zdecydowanie nie dla osób co to #tldr :)

    Zacznijmy może od odpowiedzi na jedno z pytań, które w różnej formie zadają mi ludzie od ładnych kilku lat (na Wykopie też już się pojawiło) , a poniekąd jest związane z kupowaniem klocków; „Czy te klocki są specjalnie robione pod Twój model”. Otóż nie, nie są :)
    Wszystkie elementy których używam w swoich modelach to oryginalne, w żaden sposób niemodyfikowane klocki LEGO. I tylko LEGO, Cobi ani podrób nie używam. Zacząłem jednak używać ostatnio niekoszernych opon (do modeli RC) oraz Sbricka, ale o nich kiedy indziej :)
    Na pierwszy rzut oka niektóre kształty nie wyglądają na zrobione z klocków z tego i tego zestawu, ale gdy się przyjrzy bliżej da się zauważyć jakie to elementy. Sztuka polega na tym by z ograniczonej palety elementów uzyskać kształt który chcemy zbudować.

    A skąd te elementy brać? Opcji jest wiele. Allegro/OLX, Bricklink, LEGO.com (w sumie tutaj są dwie opcje, Pick a Brick oraz LEGO Service). W zasadzie opcje są dwie i pół. Zakup kompletnych (nowych i używanych) zestawów (dobre na początek albo gdy szuka się konkretnych elementów, które zakupione osobno wychodzą drogo – na przykład koła z 8466 albo pneumatyka z 42043). Opcja połówkowa to mieszanki sprzedawane na kilogramy na Allegro (i jest to niestety loteria, bo nigdy do końca nie wiadomo na co się trafi). Opcja druga to zakup elementów na sztuki, gdy wiemy co dokładnie i w jakiej ilości potrzebujemy. Ale na początku zabawy z budowaniem to wam raczej nie grozi :)

    A teraz przyjrzyjmy się im po kolei, bo z pominięciem OLXa kupowałem we wszystkich tych miejscach.
    Co może zrobić osoba chcąca zacząć zabawę z klockami gdy tych klocków nie ma? (Pomijając wcześniejsze wypytanie znajomych czy nie mają jakichś klocków po dzieciach, bo wtedy można dostać świetne klocki/zestawy za bezcen :D).
    Jedną z opcji jest zakup kilogramowych mieszanek na Allegro. Często ludzie sprzedają klocki swoich dzieci, „bo przecież już są za duże na zabawę klockami” :) albo znajdują w piwnicy/szafie/na strychu jakieś pudło z klockami. I lądują na Allegro albo OLXie. I te mieszanki… są różne. Naprawdę różne. Czasem trafią się super okazje, typu duży zestaw Technic rozłożony na części pierwsze, albo jakiś rzadszy zestaw typu Mach II Red Bird (ostatnio mignęło mi na Allegro jego pudełko wypełnione losowymi elementami). Ale załóżmy że na zdjęciach trafiło się to co zwykle, czyli w najlepszym wypadku masa losowych elementów (a czasem niestety trafiają się też klocki COBI albo podróby i potem trzeba to rozdzielać, patrzcie uważnie na zdjęcia, czy gdzieś nie wystaje róg instrukcji z COBI ;) ). Inne nieciekawe dodatki które można znaleźć w takich mieszankach to na przykład plastelina doklejona do klocków (mniejszy problem) albo klocki sklejone klejem (większy problem, bo to prawie zawsze Super-Glue-podobne kleje i one przetapiają klocki i można je spisać na straty). Znajoma kiedyś kupiła w mieszance kilka robotów ze starszej serii Exo-Force (takie starsze Ninjago :D )i okazało się że to były modele z wystawy sklepowej i były całkiem sklejone :( Sugerowałbym nie rzucać się na pierwszą ofertę z brzegu, tylko poprzeglądać wiele aukcji i wtedy kupować. Nie jestem w stanie doradzić czego konkretnie szukać, bo każdy będzie chciał budować co innego (domek, kamieniczkę, samochód, ciężarówkę itd.), ale naprawdę polecam nie ulegać emocjom podczas licytacji, bo czasem kwota końcowa znacząco przekracza wartość kupionych elementów (sam tak kiedyś popłynąłem na licytacji bomu od 42009 :D)
    A właśnie. Kompletne zestawy oraz ich wraki/elementy składowe/resztki.

    Na Allegro można znaleźć masę zestawów używanych, które przeważnie są wystawione jako licytacja, bo ludzie znaleźli jakiś zestaw i go wystawiają. Jest to bardzo dobra opcja na tani zakup podstawowych elementów w większej ilości. Wiem że wielu wyznaje zasadę że towar jest wart tyle ile jest w stanie dać za niego klient, ale przed zakupem jakiegoś rzadszego zestawu proponowałbym sprawdzić jego cenę na Bricklink.com (do szerszego BLa też zaraz dojdziemy), aby nie okazało się że taniej byłoby nasz najnowszy nabytek sprowadzić na przykład z Czech :)

    Co do kondycji samych klocków, jedyne na czym można polegać to zdjęcia. Jeśli zestaw ma silnik miło jest gdy pojawia się informacja że jest sprawny lub nie. Jeśli ma pneumatykę, pierwszą rzeczą na którą należy zwrócić uwagę jest kondycja tłoczysk w siłownikach (są to jedne z niewielu elementów LEGO wykonanych z metalu i niestety lubią korodować gdy postoją w wilgoci – piwnice itd). Chociaż czasem zdarzają się geniusze którzy kompletny, ale mocno zakurzony model wrzucą prosto do wanny/zmywarki. Pół biedy jeśli zestaw miał sam plastik. Ale jeśli miał silnik/pneumatykę, te najwrażliwsze elementy można praktycznie spisać na straty. A piszę o tym bo do tej pory pamiętam pięknie wyglądający 8459 (ładowarka z trzema siłownikami pneumatycznymi i aritankiem), który się pięknie błyszczał, bo jego zdjęcia zrobiono zaraz po myciu. Ech…
    Zdarza się też czasem że ludzie wystawiają rozczłonkowane zestawy (na przykład poszczególne pojazdy/elementy/wagony z serii Trains). Czasem są to woreczki z nowych zestawów, zawierające elementy do konkretnego modelu, a czasem starszy, używany zestaw, który był przed sprzedażą złożony i podzielono go po prostu na kawałki (na przykład podwozie/lemiesz/zrywak z Buldożera 8275). Jest to czasem bardzo dobra opcja na zakup, pod warunkiem że sprzedający nie zaszalał z ceną. A gdy jest to licytacja, czasem można samemu popłynąć (tak jak ja na wspomnianym wcześniej bomie z 42009, bo mnie poniosły emocje :D )

    Ciekawą opcją jest też czasem kupno zestawów licencjonowanych bez minifigurek. Ktoś wystawia na przykład za bezcen (w porównaniu do ceny nowego, nieotwartego zestawu) całe zabudowania z zestawu Star Wars, bo po sprzedaży minifigów i tak wyszedł na plus (a minifigi z zestawów licencjonowanych potrafią być BARDZO drogie). Tak przy okazji powiem wam ciekawostkę – wiecie dlaczego teraz w licencjonowanych zestawach figurki są pakowane po jednej do każdego woreczka? Bo kilka lat wstecz wszystkie były wsadzane do wspólnego woreczka i różne #januszebiznesu zgłaszały że kupili wybrakowany zestaw i brakuje właśnie tego najbardziej wartościowego woreczka :)

    Inna sprawa że Customer Service w wykonaniu LEGO to pierwsza liga i naprawdę przykładają się do tego aby klient był zadowolony. ALE ogólnie odradzam kupowanie zestawów na S@H, bo ich ceny są czasem dużo wyższe niż te na Allegro (ale jak mają promocję albo czyszczenie magazynów to ceny potrafią na przykład być obniżone o 50% i wtedy warto, zwłaszcza że przesyłka jest darmowa przy zamówieniu powyżej 200zł). A, jeszcze jedna ciekawostka związana z zakupami na S@H – kupione zestawy są zawsze wysyłane DHLem. A to że zrobiliście jedno zamówienie nie oznacza że dostaniecie jedną, dużą paczkę. Ostatnio zamówiłem tam 6 zestawów na przecenie, przyszły w kilkudniowych odstępach, pakowane po dwa, trzema oddzielnymi paczkami. Bez żadnych dopłat. Czasem się zastanawiam jakim cudem im się to opłaca :)
    Ogólnie zakupy na Allegro są dobre na początek, aby powiększyć kolekcję. Wyższa szkoła jazdy to kupowanie poszczególnych elementów potrzebnych do modelu. Choć na Allegro można też kupować klocki na sztuki (albo w paczkach tematycznych, na przykład wszystkie koła zębate z jakiegoś zestawu – też dobra opcja dla początkujących), to chyba najlepszy do tego jest Bricklink.

    Niby prosta rzecz, potrzebujemy takiego i takiego klocka, w takim i takim kolorze. No to nic prostszego, wykładamy pieniądze i kupujemy? Niestety nie zawsze jest tak dobrze, ponieważ czasem może się okazać że element którego potrzebujemy pojawił się na przykład w jednym zestawie wyprodukowanym 15 lat temu i jest drogi w cholerę :)
    Swego czasu Sariel poszukiwał pary skrzydełek 2x3 w kolorze Tan (piaskowym). Niestety w komplecie wystąpiły raz, w zestawie z 2004 roku . Na nieszczęście był to zestaw z Gwiezdnych Wojen (a musicie wiedzieć że wszystkie nowsze zestawy z logiem SW są w cholerę droższe od tych bez licencji. W sumie nic dziwnego, skoro do Lucasa leci 20% z ich ceny…). I para takich skrzydełek kupionych na Bricklinku kosztuje 30-40 złotych, bo lewe wystąpiło tylko w tym zestawie. Taniej wyszło kupić cały zestaw 4500 Rebel Snowspeeder na Allegro niż kupować dwa elementy osobno. Kosmos? Nie, prawa rynku ;)

    A skoro już zahaczyliśmy o obsługę klienta w wykonaniu firmy LEGO; da się od nich kupić klocki. Serio. Opcja jest dosyć głęboko zakopana na stronie shop.lego.com, ale zaraz wam powiem jak to się robi.

    Wchodzimy na w/w stronę, przewijamy na sam dół i klikamy w „Missing Parts” . Dwie pierwsze opcje są dla osób które naprawdę mają jakiś problem ze swoim zestawem (albo dla takich którzy lubią oszukiwać.) My na całe szczęście tacy nie jesteśmy i klocki chcemy kupić. Klikamy w „Kup Klocki” (albo „Buy Bricks”, zależnie od ustawionego języka). Podajemy wiek i kraj w którym jesteśmy (od razu określa kierunek wysyłki). I… jesteśmy w domu. To znaczy w miejscu w którym możemy teoretycznie zakupić praktycznie dowolny, zwykły (nielicencjonowany, na przykład nadrukowany tors z Batmana) element będący aktualnie w produkcji. Teoretycznie, bo czasem część klocków jest „out of stock”. Niektóre naprawdę chwilowo się skończyły, a niektóre mają stale „out of stock” (na przykład opony i felgi z 42054 – jedyna opcja ich zakupu to Bricklink albo Allegro, co boli, bo są warte minimum 30zł za oponkę…). Tutaj mając numer klocka z instrukcji (albo numer zestawu, wyświetla się wtedy lista klocków chodzących w jego skład) możemy kupić w zasadzie co nam się podoba. Tylko nie radzę kupować tutaj większych ilości (blokada jest chyba na 200 sztuk) bo mogą całe zamówienie anulować. Ta opcja jest traktowana przez LEGO jako zakup części zamiennych, a nie kompletowanie zestawu od zera ;) I należy pamiętać że za klocki można u nich zapłacić tylko kartą (podobnie w Pick a Brick, do którego za momencik dojdziemy). I najgorsze – klocki są wysyłane pocztą, listem. A nie kurierem w paczce. Zamówiłem tam kiedyś łyżkę z 42030, bo była tańsza niż na BL i z pewnym niepokojem oczekiwałem na przesyłkę, bo to jeden z największych elementów LEGO (i mających wiele rzeczy które się mogły ułamać). Druga opcja związana z shop.lego.com to Pick a Brick (w skrócie PaB). Na stronie głównej sklepu klikamy „Bricks” na żółtej belce a następnie „PICK A BRICK”. Średnio mi się ten cały PaB podoba, ale mają całkiem niezły wybór podstawowych elementów, które można wybierać przy pomocy menu po lewej stronie. I tak jak napisałem wyżej, wysyłka po zapłacie kartą (chyba że coś się zmieniło, bo od baaardzo dawna tam nie kupowałem – Bricklink jest wygodniejszy) :)
    No i na koniec został BL, moje ulubione miejsce do kupowania klocków do modeli (zestawy też tu można kupić, ale z racji tego że jest to platforma tworzona przez osoby które siedzą mocno w tematach klockowych to wiedzą co sprzedają i starsze zestawy się cenią :)

    Bricklink.com został założony przez AFOLa (Adult Fan of LEGO, którym ja też nawiasem mówiąc jestem, jak i każdy dorosły który się interesuje klockami) Daniela Jezka (nie ma Go niestety już wśród nas - więcej na jego temat tu: http://danjezek.com/ ) i stał się chyba największym serwisem na świecie, na którym można znaleźć wszystko co powiązane z LEGO. I nie tylko klocki (praktycznie dowolny element), ale i też różnego rodzaju gadżety (pudełka, ubrania itd.), jedyną przeszkoda jest czasem cena :)

    Bricklink jest o tyle fajny, że skupia masę sklepów rozrzuconych praktycznie po całym świecie, więc można kupić klocki zarówno od Polaka, jak i poczuć nieco egzotycznego powietrza przy otwarciu paczki, bo zamówiło się klocki na przykład z Honk Kongu ;)

    Jego podstawą jest Catalog – potężna baza skupiająca zestawy (wraz ze spisem ich części), minifigi, książki, gadżety i katalogi. Chcesz wiedzieć czego Ci brakuje do zestawu z 1980 roku? Kilka kliknięć i już wiesz. Chcesz wiedzieć w ilu zestawach wystąpił klocek z Twojego zestawu? Ta wiedza również jest w zasięgu kilku kliknięć. Ogólnie dla osób nieznających angielskiego polecam zapoznanie się z pomocą w języku polskim pod adresem http://www.bricklink.com/helpLang.asp?viewLang=15

    Baza Bricklinka ma taką zaletę, że wszelkiego rodzaju błędy są momentalnie usuwane przez społeczność – obraca się tutaj non stop pieniędzmi, więc wszystkim zależy na tym aby spisy elementów w zestawach były dokładne i kompletne, bo sprzedający mają dzięki temu możliwość dodania części z całego zestawu w kilka chwil, zamiast mozolnie je po kolei wklepywać. I wiedzą co sprzedają. Kiedy znajdziemy nasz poszukiwany element, możemy wejść na jego stronę i zobaczyć na przykład w jakich kolorach i jakich zestawach występował, jak kształtowały się jego ceny w ostatnich miesiącach, za ile obecnie można go kupić itd.

    Ciekawostką są elementy „nieistniejące”. Na przykład czerwony/czarny duszek z serii Castle albo przezroczyste technicowe piny. Te elementy również można kupić na BL (W chorych cenach – czerwone duszek za jedyne 500-800zł). Tak, tam są dwa zera. Takie elementy pochodzą z dwóch źródeł – albo zostały zrobione na potrzeby któregoś z Legolandów i jakoś wydostały się z ich terenu, albo są to formy testowe i powinny zostać zutylizowane. A dlaczego czerwone? Czerwony legowy ABS jest najbardziej wytrzymały i przy jego użyciu testuje się nowe formy.
    A jak się zamawia? Na kilka sposobów. Do przeglądania BLa nie trzeba mieć konta, ale by zrobić tam zakupy już tak. Bricklink wspiera importowanie list elementów, więc gdy zrobi się na przykład model w LDD albo W MLCadzie, można wszystkie elementy które wchodzą w jego skład wyeksportować do formatu rozpoznawalnego przez BL (ale czasem trzeba je przepuścić przez serwis Rebrickable) i dodać do swojej listy (Wanted List), a Bricklink pomoże szukać sklepów w których te części znajdziemy.

    Ale to ciut bardziej skomplikowane. Prostsza opcja to po prostu wejście na stronę jakiegoś sklepu (czy na skutek poszukiwania konkretnej części przez katalog/wyszukiwarkę albo po prostu przez listę sklepów , bo jednak zależy nam na tym egzotycznym powietrzu z Honk Kongu ;) i dodania elementów do koszyka. Samo wyszukiwanie elementów/zestawów pozwala na wielopoziomowe filtrowanie sklepów (wedle stanu elementu, ceny, kraju, rejonu - UE/poza UE na przykład, metody płatności itd.) Gdy już mamy nasz upatrzony sklep, po wejściu na jego stronę mamy po lewej stronie menu w którym możemy przejrzeć dostępne w nim rzeczy wedle kategorii. Od razu polecam zapoznać się z warunkami danego sklepu (nie są jednakowe we wszystkich sklepach!) żeby od razu zweryfikować czy zakupy tutaj się nam opłaca (radziłbym unikać sklepów z dziwną polityką typu minimalna wartość każdego zamawianego elementu musi wynosić 5$). Tak, są takie, jeden nawet w Polsce. Niektóre sklepy mogą mieć zaporową wartość minimalnego zamówienia, na przykład 100 EUR :)
    Warto też zwrócić uwagę na ceny wysyłek, bo można się czasem zdziwić przy finalizacji zamówienia. Na BL można płacić za klocki na wiele sposób, zarówno one jak i akceptowane waluty są zawsze opisane w warunkach sklepu. Tak samo sklepy różnią się podejściem do oznaczania oferowanych klocków jako używane. W jednym sklepie będą to klocki prawie jak nówki, w drugim mogą być mocno porysowane i pogryzione. Dlatego kupowanie używanych klocków na BL czasem się nie opłaca, bo trafi się na dziadowski sklep i na przykład na 20 zamówionych płytek tylko 5 nie ma mocnych uszkodzeń itd. Dlatego warto korzystać z usług sklepów z dużą ilością pozytywnych komentarzy.

    Osobiście dobijam do setnego zamówienia na BL, więc mogę chyba polecić te platformę do kupowania klocków ;)
    A po tej ścianie tekstu czas na obrazek. Tak wyglądają moje trzy ostatnie zamówienia z trzech różnych sklepów na Bricklinku. Nie miałem czasu ich posortować, ale pewnie niedługo je rozparceluję do szufladek. Sposób pakowania jest zależny od sklepu (niektórzy każdy typ elementu pakują osobno, niektórzy całe zamówienie wrzucają do jednego worka).

    Jeśli chcielibyście się jeszcze czegoś dowiedzieć to jestem otwarty na pytania, może będzie temat na kolejny wpis. Albo sam coś wymyślę :)

    Word twierdzi, że ten tekst ma ponad 2500 wyrazów. A miało być krótko…
    Nie bić za tagi :D

    #longerowemodele #lego #ciekawostki #legodeals #modelarstwo #tworczoscwlasna #zakupy
    pokaż całość

    źródło: P1020771.JPG

  •  

    Mirki, będzie dużo czytania więc
    #tldr

    A więc niech będzie, że opowiem od początku, bo chce to z siebie wyrzucić.
    Byłem z dziewczyną- okres naszego związku nie ma żadnego znaczenia, lecz dopiszę tylko tyle, że w tym roku chcieliśmy się wyprowadzić na swoje.
    Jakoś w połowie stycznia kontakt między nami zaczął się zatracać. Ona miała jakieś wątpliwości, co do siebie (czy ona jest szczęśliwa, nie chodziło stricte o to czy jest ze mną).
    Na początku lutego przestało mi się podobać to, że unika ze mną kontaktu, nie mówi mi co u niej itp.
    8 lutego po kolejnej nieprzespanej nocy zadzwoniłem do niej z pracy gdzie chciałem uzyskać odpowiedź "Czy jest możliwość połączenia jej szczęścia z naszym wspólnym związkiem". Odpowiedź brzmiała "Nie".
    Ja uważam, że związek to również kompromisy na które powinniśmy być gotowi- ona nie była. Nie winię jej za to, bo po prostu nie mam jej nic do zarzucenia.
    Załamałem się. Płakałem jak bóbr po rozstaniu z nią. Tak naprawdę najbardziej bolało przyzwyczajenie się do "normalności" jako singiel. Nie było już sms'a na dobranoc, nie widziałem rano wiadomości, nie mogłem zadzwonić by ją obudzić- ot proste czynności, które dawały frajdę i świadomość, że tam ktoś jest i czeka.
    W lutym zaplanowałem urlop od 22- ego do końca miesiąca, bo mieliśmy pojechać do jakiegoś miasta odpocząć we dwoje- zwykły wypad na kilka dni by złapać oddech.
    Urlop nadszedł, a jej już w moim życiu nie było.
    Nie wiedziałem co mam zrobić z tym wolnym czasem i co ze sobą począć.
    Pomyślałem o tym, że może gdzieś pojadę samemu i się zresetuje- kiedyś jeździłem bardzo dużo by zwiedzać nowe miejsca oraz patrzeć na ludzi (troszkę creepy, ale jak ktoś się pasjonuję fotografią uliczną oraz portretami to wie o czym mówię).
    I tak się zaczęło.
    Najpierw pojechałem do Pszczyny by zobaczyć ichniejszy zamek.
    Potem z moim przyjacielem (którego pozdrawiam, bo wiem, że czyta wykop, lecz nie ma konta) pojechaliśmy do Częstochowy, bo wiele nie pamiętaliśmy z tego miejsca i stwierdziliśmy, że miasto jest naprawdę w porządku i jeśli kiedyś mógłbym wybrać gdzie chce mieszkać to te miejsce byłoby w top 10.
    Wczoraj wróciłem z Żywca gdzie marzyło mi się zobaczenie Jeziora Żywieckiego i przebiło Częstochowę o kilka poziomów w skali zajebistości. Poczułem się tam jak nowa osoba (może to za sprawą wody ze Źródła Św. Wita? Dont know.
    I wiecie co? Ten cały żal i smutek po rozstaniu odszedł. Nie chce sobie wmawiać, że nigdy nie znajdę już kobiety i będę na zawsze sam- nie chce tego. Sam się nakręcałem w tej spirali spierdolenia, gdzie wmawiamy sobie, że nic nie znaczymy, ze jesteśmy nikim bez tej drugiej osoby.

    Zdziwiłem się dzisiaj rano gdy wstałem i nie myślałem o niej, lecz moje myśli były znowu w innym miejscu gdzie chciałbym pojechać.

    Cały ten tekst pomimo tego, że pomaga również mi, pokazuje, że to wszystko co było, jest za nami. Nic z tym nie zrobimy. Zacząłem myśleć o sobie- zapisałem się na nowo na siłownię, chce podróżować oraz co najważniejsze nie katuje się myślami o mojej byłej drugiej połówce, bo po co?
    Jest to cudowne uczucie gdy uświadomimy sobie, że jesteśmy panami swego losu (tak tak, wiem gadam jak coach, ale to jest prawda- od nas zależy jak się będziemy czuli i co osiągniemy).

    A zmierzając do końca: wiecie co sprawiło, że poczułem się lepiej i spojrzałem na to z innej strony? Napisy na ławkach w Żywcu, które ulokowane były na wale którędy szliśmy nad jezioro. (Dziękuje mireczkowi @Francisco_dAnconia za to, że dał nam podpowiedź jak tam dojść, bo na ulicach nie było dużo ludzi, którzy nam by mieli pomóc).
    Napisy te były tak banalne, że aż się uśmiechnąłem i pomyślałem, że na następnej będzie napisane "Jebać kurwy siekierami".
    W załączniku do postu dodam napis, który najbardziej zapadł mi w pamięć.

    Jeśli tutaj dotarłeś to dziękuje za poświęcony mi czas! Na zakończenie mogę jedynie napisać, że teraz jestem szczęśliwy i wiem jak już patrzeć na niektóre sytuacje i rzeczy, które się pojawiają w życiu- taka mała nauka dla mnie.

    #zwiazki
    #podroze
    #motywacja
    pokaż całość

  •  

    ale akcja Mirki, dziś oszukałem trochę selekcję naturalną w domenie ornitologicznej.
    Przykro mi #matkanaturatokurwa, ale nie tym razem.

    #tldr
    Poszedłem do Felicity po sznurówki do butów i przed samochodem mi ptak pokuśtykał, tak kątem oka zwróciłem uwagę, że ma coś ze skrzydłem, bo trzymał w górze nienaturalnie - pewnie złamane. Okazało się, że to gawron, straż miejska powiozła go na Głęboką do kliniki dla zwierząt.

    Zimno, siąpi deszcz do tego mam tylko 30 minut, bo muszę samochód oddać zaraz komuś, ale chuj, myślę zadzwonię gdzieś, pierwsza myśl straż miejska, bo to błaha sprawa to po co na bagiety, ale jaki mają numer lol xD

    Szukam w necie 986 ok, dzwonię czekam z 10 minut, bo zajęte... #japierdole

    Szukam w międzyczasie numeru do schroniska dla zwierząt i wtedy jebany #play mnie odciął od internetu... no nic szukam dalej w Felicity, bo tam internety mają. W głowie mam, że ten ptak gdzieś tam łazi, a ja mam czasu coraz mniej - znalazłem numer, a tu schronisko do 17 i żeby dzwonić na 986, czasu coraz mniej :/

    Patrzę, a tu para bagiet idzie szybkim krokiem, to ja do nich ocb a Ci, że nie mają czasu, bo na interwencję idą i żeby pod 112 dzwonić, a ja mówię nie z taką pierdołą, na co ładnapani z policji wzruszyła rękami ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Mówię chuj tam idę po sznurówki (oczywiście nie było takich jakie chciałem) i tak ptaszysko straciłem z oczu, ale widziałem gdzie kuśtykał mniej więcej, to mówię potem sprawdzę... W między czasie dodzwoniłem się na straż co mnie zaskoczyło i zacząłem bełkotać coś o ptaku, ze skrzydłem xDDD

    - ale widzi go pan ?
    + taaaa no jest tu gdzieś (kurwa jak ja byłem w środku Auchana)
    - ale gdzie ?
    + (strzelam) obok stacji Orlen
    - cooo ? Jaki Orlen, tam nie ma Orlenu ?!
    + no tej stacji Auchana pomyliłem się,
    - dobrze proszę tam czekać, ekopatrol zaraz przyjedzie
    + ok (ale już oczyma wyobraźni widzę jak mnie opierdalają, że przyjechali na darmo)

    Biegiem w stronę "Orlenu" i szukam naszego orzeła, jest kurwa siedzi za palikiem i czeka pewnie na śmierć.

    Chciałem zrobić lepsze zdjęcie, ale zaczął mi uciekać skurwol, potem mogłem zrobić jak kolejna ladnapani tym razem ze straży go trzymała, ale nie pomyślałem, bo presja czasu i ogólnie stresik, kurde a mogłem też zrobić fotę wyposażenia ich furki, bo mieli tam tego trochę :/

    No, ale #czujedobrzeczlowiek ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■
    Szacun dla straży miejskiej za ekopatrol i profesjonalny sprzęt oraz ludzi, złapali za pierwszym razem w siatkę.

    #lublin #strazmiejska #gawron
    pokaż całość

    źródło: gawronix.jpg

  •  

    Galeria sztuki nowoczesnej, jedno z najdziwniejszych miejsc na świecie. Po przekroczeniu progu otaczają nas niezrozumiałe konstrukcje, rzeźby, obrazy. Na jednej ścianie wisi obraz przedstawiający czarny kwadrat na białym tle. Dzieło sztuki. Ale jak, jak coś, co może namalować każde dziecko w wieku przedszkolnym zostało dziełem sztuki?

    Sztuka odbierana jest na paru poziomach. Kiedy zgłębimy je wszystkie, odsłania nam się cała estetyka dzieła.
    Pierwszy, jaki jesteśmy w stanie dostrzec, to naturalnie wygląd dzieła. Patrząc na sztukę, np. Matejki czy Michała Anioła od razu docenimy dzieło. Piękne postacie, kompozycja, kolorystyka, to wszystko sprawia, że odbieramy ją pozytywnie. Ale co można powiedzieć o sztuce, np. Malewicza, twórcy “Czarnego kwadratu na białym tle”? Jedyne, co wizualnie przedstawia obraz to, to, o czym informuje nas tytuł. W takim razie trzeba pójść głębiej.
    Proces odkrywania głębi dzieła to nie książka, którą musimy czytać strona po stronie, aby zrozumieć sens. Nie ma znaczenia, jaki etap nastąpi po pierwszym. Aby w pełni odkryć, co się kryje za czarnym kwadratem, należy zrozumieć koncept artysty. Poznać kawałek jego życia, jego twórczości, być może procesu twórczego obrazu. Znaleźć ukryte w nim szczegóły. W ten sposób, zgłębiając, dowiadujemy się, że Malewicz był twórcą awangardowym. Stworzył nurt suprematyzmu, zgodnie z którego myślą namalował “Czarny kwadrat na białym tle”. W tym miejscu należy sobie zadać pytanie - czy miałby sens z sam siebie? Otóż nie, cała historia wokół jego stworzenia, autora sprawia, że jest wyjątkowy.

    Jednakże pozostałe etapy nie dotyczą tylko sztuki konceptualnej. Bogate są interpretacje obrazów z okresu renesansu, które przecież przedstawiają to, co ma być przedstawione. Tylko w tym przedstawieniu też tkwią haczyki, szczegóły, które mają bogatą interpretację, zakorzenioną w historii sztuki, dzieła czy autora.

    Wiedząc powyższe rzeczy ignorancją jest twierdzić, że jakaś sztuka pozbawiona jest sensu, a co gorsza, jest “brzydka”, gdyż nawet w sztuce abstrakcyjnej, bez określonego przekazu, jej sensem będzie właśnie brak ów przekazu. Sztuką jest nie tylko tworzyć, ale też odczytywać i interpretować. I to jest w sztuce piękne.

    #gownowpis #sztuka #tldr
    pokaż całość

    źródło: bi.gazeta.pl

    •  

      @Thernu: @rainkiller:

      Mam jeden podstawowy zarzut.
      Odbierając jakiś twór, czy to muzyczny, filmowy czy malarski, powinno się patrzeć na niego bez historii dopisanej przez krytyków i specjalistów, która może być kompletnie oderwana od samego dzieła. Rozumiem interpretowanie dzieła, ale nie interpretowanie tego co sobie jakaś grupa osób ustaliła poza danym dziełem.
      Tak jakby mówić komuś, że ma lubić film na podstawie książki, bo literatura była dobra i trzeba z niej czerpać, a nie z filmu, który się ogląda, a ten może być żałosny. Tak w tym przypadku nie mamy odbioru obrazu, a jedynie cała historia z tworzeniem nowego nurtu i dorabianiem ideologii do prostych figur, szukaniem jakiegoś wyimaginowanego znaczenia w czymś co żadnego znaczenia nie przedstawia.
      Ten obraz pierwszy raz spotkałem jakieś 15+ lat temu w trakcie dyskusji na jakimś forum i przez te lata nadal nie rozumiem, jakie jest to głębsze znaczenie tego obrazu, poza przypisywaniem mu jakiś cech, a nie wynikaniem ich z jego odbioru.
      pokaż całość

      +: Thernu
    •  

      @Postronny: zgadzam się z tobą - wiele rzeczy powstałych w nurcie postmodernizmu, ale nawet we wcześniejszych epokach miało ideologię, "przekaz" dorabiany przez pewnych krytyków, którzy nie tyle doświadczali sztuki o ile rozwijali własny talent krasomówczy. Momentami człowiek łapie się za głowę, gdy widzi niektóre performance artystyczne. Moja znajoma zajmowała się sztuką nowoczesną i raz zrobiła "instalacje" - cukier na sznurku wsypujący się do herbaty - to wszystko na takim kiczowatym stole z obrusem, też takim firankowatym. Zgadzam się, że to absurd. Ten czarny kwadrat nigdy nie aspirował do czegoś wielkiego on dążył do tego o czym napisał @Thernu .

      Krytyków nie trzeba słuchać - szczególnie tych, którzy mówią ci co masz zobaczyć. Można słuchać, a nawet należy tych, którzy pytają swojego słuchacza, czy czytelnika co widzi i czy widzą to samo co on.
      pokaż całość

      +: Thernu
    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #tldr
    Historia z dnia dzisiejszego.
    Jak poznałem swoją ostatnią (nie pierwszą) miłość. Przyszła żonę, przyszłą matkę moich dzieci.

    Czas akcji - 14.02.2017 (dziś) godz.18:10 - ok. 19:00
    Miejsce akcji #leicester #uk znana sieciówka fast foodowa.

    Musiałem po pracy pojechać do centrum po małe zakupy, chcąc zdążyć przed zamknięciem sklepów nawet nic nie zjadłem i pojechałem głodny.

    Po zrobieniu zakupów postanowiłem wstąpić do sieciówki fast foodowej na szybkie zapchanie się.

    Wchodzę, widzę że jest kolejka a za ladą tylko jedna kasjerka, ciul tam, poczekam. Aż tak bardzo mi się nie spieszy.

    Moja kolej, wyjmuję jedną słuchawkę z ucha i zamawiam burgera w zestawie z frytkami, pepsi bez lodu. Za kasą jakaś hinduska średniego wieku przyjmuje zamówienie ale zdaje się zupełnie mnie nie słucha co do niej mówię. Widać po niej że zestresowana. Dwa razy powtórzyłem jej co chcę i że pepsi bez lodu.

    Czekam 10 minut, czekam 15 minut. Zaczynam się niecierpliwić. Po 20 minutach dostaje zamówienie zawinięte w torbę i pepsi (oczywiście z lodem).

    Siadam, wyjmuję jedzenie i widzę, że dostałem kanapkę nie tą którą zamówiłem, dostałem inną, funta tańszą (chociaż zapłaciłem więcej) i kanapka ta była zawinięta w papierek od kanapki którą chciałem.

    Myślę sobie OK, zdarza się, ruch mają, kobita sama stoi na kasie, na kuchni tylko jedna osoba (widzę przez lufcik między regałami) shit happens, mogli się pomylić.
    Kto mnie zna ten wie, że raczej bywam asertywny, podchodzę więc do lady do kobity przy kasie i mówię jej, że to nie jest ta kanapka którą zamawiałem i wręczam jej nie tkniętą, nie ugryzioną kanapkę A.

    Kobita zupełnie nie orientuje się w asortymencie i menu, nie wie o co mi chodzi, więc jej mówię że dostałem kanapkę A, tańszą od kanapki B a nie tą chciałem, chciałem kanapkę B i za nią zapłaciłem.
    Wszystko kulturalnie z uśmiechem na twarzy, nawet głosu nie podniosłem (chociaż mija już pół godziny odkąd wszedłem do fast foodziaka).
    Kobita mówi, że skonsultuje się z kuchnią, poszła, wraca za 2 minuty i wlepia wzrok w menu zawieszone nad ladą i nadal nie rozumie co się stało cyt" I don't understand what seems to be a problem"

    Pokazuje jej już lekko zirytowany palcem na na kanapkę na menu i mówię, że to ta trzecia na zdjęciu i czytam jej skład tej kanapki, pokazując moją i mówiąc że w środku nie ma onion rings, nie ma bekonu i że niech sama spojrzy do środka kanapki która mi dała, to nie jest ta kanapka! to inna kanapka, tańsza.

    Wzięła, poszła na kuchnie, czekam kolejne 5 minut. Kolejka prawie pod wyjście z lokalu, ludzie patrzą na mnie jak na debila (mam to w dupie, przywykłem, lata doświadczeń).

    Podczas czekania stanąłem sobie z boku i patrzę co się dzieje na kuchni przez ten lufcik.

    I co widzę? No k..... gość który robi kanapki na kuchni nie używa rękawiczek, dotyka rękami brudnej ścierki którą ma do zmywania blatu i potem od razu łapami bierze półprodukty i robi kanapki (w tym moją). Do tego drapie się po spoconej twarzy. Kasjerka to widzi, nie reaguje, czeka aż zrobi kanapkę.

    Jako osoba która przepracowała w fast foodzie za młodu 3 lata nie wytrzymałem, pękłem, będzie tego, tak dalej być nie będzie.
    Przychodzi kasjerka z moją kanapką, ani przepraszam że Pan czekał, ani pocałuj się dupę głupi fiucie. Położyła kanapkę na ladzie i woła następną osobę z kolejki.

    Mówię do niej "I would like to speak with your manager please" zrobiła minę srającego psa i poszła do pokoju menadżerów.

    Wraca i mówi, że menadżerka liczy pieniądze i ze zaraz przyjdzie. Po jej minie widzę, że ona już wie, że będzie complainment.

    OK, czekam na menadżera, czekam na menadżera 5 minut, czekam na menadżera 10 minut (bo liczy pieniądze)
    W końcu otwierają się drzwi pokoju menadżerskiego.

    Wchodzi ona, cała na biało (nie no żart).

    Kurna Mirki. Jebło mnie, zakochałem się jak dzieciak, wchodzi menadżerka 8,7/10 (co w mojej skali oznacza "ocież k.... ja pier.... ale szprycha/przyszła matka moich dzieci"
    Idzie w moim kierunku w zwolnionym tempie, nie wiadomo skąd wiejący wiaterek rozwiewa jej włosy (też w zwolnionym tempie), uśmiecha się do mnie nienagannym uśmiechem, rozchylając te swoje delikatne usteczka i pokazując nienagannie białe ząbki i poprawiając apaszkę (oczywiście że kurna w zwolnionym tempie).

    Ja stoję z otwartą japą jak jakiś niedorozwój, dobrze że mi przynajmniej ślina nie ciekła bokiem, ręce jak z waty a nogi jak ugotowany makaron (nie Al Dente).
    W słuchawce w prawym uchu leci Frank Sinatra - I've Got You Under My Skin.

    Zebrałem się na odwagę i pytam "Can I speak with You in private"
    odpowiada że "Sure" i wychodzi za mną na salę by usiąść ze mną przy stoliku. Zapach damskich perfum wypełnia moje nozdrza.

    Siadając mam już ułożony cały scenariusz co i jak jej powiem. Przerywa mi i pyta w jakim języku oprócz angielskiego normalnie mówię, odpowiadam że Polski.

    Odpowiada cyt" Super, ja też po polsku, więc się świetnie zrozumiemy, przejdźmy sobie na ty i się przedstawia (✌ ゚ ∀ ゚)

    Polka! (no kurna lepiej być nie mogło. Alleluja)
    Przedstawiam jej sytuację, bla bla bla, szmery bajery.
    Kobieta moich marzeń przyznaje mi rację, mówi że sytuacja na kuchni nie powinna mieć miejsca, szczerze opowiada mi, że nie jest tu lubiana bo zwraca ludziom na kuchni uwagę, jest surową menadżerką a gość na kuchni jest już na ostatnim ostrzeżeniu i że pracuje tam już trzy lata i nadal nie stosuje się do podstawowych zasad higieny. że stara się o drugą kasjerkę ale góra ma to w tyle więc pozostaje jej tylko walczyć. Że serdecznie mnie przeprasza ale ma związane ręce. Mówiąc to ma oczy kota ze Shreka, minę potrąconej sarenki. Tak mi się jej żal zrobiło że hej.

    Pytam gdzie mogę napisać skargę w tej sprawie bo widzę, że ścisłe centrum, godzina mego pobytu minęła a ja nadal bez kanapki, że chciałbym jej pomóc w tej batalii i napisać pismo w tej sprawie, napisać o tym o czym ona mi właśnie mówi.

    Odpowiedziała że mogę wejść na stronę fast fooda, znaleźć adres e-mail i naskrobać maila. Co oczywiście planuję zrobić i nie omieszkam napisać samych pochwał o Pani Menadżerce, przyszłej matce moich dzieci.

    Już mieliśmy się rozejść ale myślę sobie, kurna, nie mogę tego tak zostawić. Jak stąd wyjdę to nie wiem kiedy i czy wrócę, nie wiem czy ona będzie tu jeszcze wtedy pracowała, pytam więc czy jeśli to nie problem to czy może mi napisać na paragonie swoje dane personalne bo chciałbym wspomnieć o niej w mailu który mam zamiar napisać, że bardzo dobrze przyjęto moje uwagi.

    Dodałem że numer telefonu też tylko dla mnie bo chciałbym ją zaprosić na kawę. Uśmiechnęła się jeszcze piękniej niż za pierwszym razem i napisała numer.

    Koniec tej opowieści jest taki, że dostałem wreszcie tą swoją kanapkę, zrobioną osobiście przez moją przyszłą żonę bo zastrzegłem że z rąk tego pana na kuchni nic nie wezmę.

    No i bingo, szykuje się kawa z przyszła matką moich dzieci.
    Możecie dać z kilka plusów na odwagę.

    #namarinwuk #emigracja #zakochanywykop #rozowepaski #milosc #chwalesie

    Pardon za ewentualne błędy, na szybkiego pisałem na kolanie.
    pokaż całość

  •  

    Rozglądam się obecnie za nową #pracbaza . Lubię wyzwania, więc gdy zobaczyłam ogłoszenie "moderator portalu erotycznego" wysłałam CV. Rekruter zadzwonił dość szybko, wysapał do słuchawki datę i godzinę rozmowy, mi pasowało, więc ustalone.

    Następnego dnia wbijam do siedziby, rekruter przywitał mnie w kapturze. Wydało mi się to dziwne, ale tłumacze sobie, że może w tej firmie taki luz i każdy ubiera się jak chce, spoko, niech będzie. Bardziej od jego twarzy interesowało mnie czy to nie podpucha i chodzi wyłącznie o posadę moderatora portalu erotycznego. Inne opcje mnie nie interesowały. Szliśmy długim, wąskim korytarzem, a wokół panował półmrok. Ta chwila ciągnęła się w nieskończoność. Mimo, że byłam w środku już od dłuższego czasu, nigdzie do tej pory nie widziałam szyldu ani nazwy firmy. Wydało mi się to podejrzane, próbowałam więc dopytać co to za firma i co dokładnie będzie należało do moich obowiązków.
    W tym momencie zapadła cisza... rekruter odwrócił się powoli w moim kierunku i mimo, że wciąż nie widziałam jego oczu, czułam, że na mnie patrzy i zastanawia się nad odpowiedzią. W końcu westchnął głośno po czym powoli i niepewnie ściągnął kaptur...

    Szok. W tamtej chwili wszystko stanęło w miejscu. Myśli kołatały się w mojej głowie, serce z nerwów biło jak oszalałe... chciałam odwrócić się i jak najszybciej stamtąd uciec, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Wydusiłam więc tylko...
    - M...m...m... Michał Biauek?
    - Tak, to ja - odpowiedział Michał.
    Niezręczną ciszę wypełniał dobiegający z oddali szum wentylatorów.
    - To z serwerowni - powiedział Michał, jakby czytając w moich myślach.
    Przeczesał swoje blond włosy i poprawił okulary przeciwsłoneczne. Dziwne było to, że nosił je, mimo iż w pokoju panował półmrok, ale nie to było w tej chwili najistotniejsze.
    Michał ponownie odpowiedział na moje niezadane pytanie:
    - Podajemy się za portal erotyczny, bo inaczej nikt by nie przyszedł. Walczymy z tym niżem już od kilku lat. Gdy tylko wybuchła afera zbożowa podjęliśmy wszelkie niezbędne kroki by opanować ten kryzys. - wskazał ręką na ścianę.
    W tym momencie zobaczyłam, że całe pomieszczenie zajebane jest plakatami "gluten free", "nie dla zboża", "ze zbożem wchodzisz na własną odpowiedzialność" oraz "obywatelu, jedząc zboże przyczyniasz się do upadku Wypoka".
    - To imponujące, Michał - powiedziałam na głos i rozglądając się niby za plakatami tak naprawdę szukałam drogi ucieczki.
    - To nie koniec - ciągnął Biauek. Machnął ręką dając mi do zrozumienia, że mam iść za nim.
    Nie widząc innych opcji poszłam za Biaukiem.

    Przeszliśmy przez korytarz i minęliśmy pusty pokój. Zaklejone gazetami okna przepuszczały tu trochę światła. Dzięki temu dostrzegłam coś na wzór piniaty podwieszonej na środku pokoju. Obok leżały kije bejsbolowe, a wokół nich walały się strzępki kolorowych gazet. Sama piniata bardziej przypominała kolorowy balon z białą literą "s." na środku. Wolałam nie pytać Michała co to znaczy i co jest w środku, bo wlepiał teraz swój wzrok w papierowy balon, a na jego twarzy malował się szaleńczy uśmiech pełen grozy.

    Weszliśmy do drugiego pokoju. Nie znajdowało się tu nic, oprócz wielkiego stołu ustawionego na środku.
    - To nasz stół do naprawy tagów. - w głosie Michała słychać było dumę i smutek jednocześnie.
    Podszedł do stołu i wziął do ręki połamany tag. Ten ukruszył się w jego dłoni. Michał zapłakał.
    - Tagi nie działają i nie ma kto naprawić. Próbowaliśmy już wszystkiego. - Wskazał ręką na zajebany narzędziami stół.
    Faktycznie próbowali wszystkiego. Na stole znajdowały się narzędzia wszelkiej maści. Od śrubokrętu i tubki kleju "magic", przez taśmę klejącą, taśmy tesa, wszelkiego rodzaju zszywacze, spinki, śrubki. Był nawet młotek, klej do drewna i inbus.
    Michał z sentymentem podnosił każdy z przedmiotów i oglądał raz jeszcze, jakby to miało dać mu odpowiedź na którą od dawna czekał.

    Zostawiłam Michała w momencie gdy szeptał do tagów, że nic im nie będzie, a ludzie mówią, że nie działają, bo im zazdroszczą. Cichy szloch dobiegał mnie jeszcze długo po wyjściu z siedziby Wypoku.

    #truestory #heheszki #gownowpis #pasta #tldr
    pokaż całość

  •  

    Mój stary to fanatyk Buddyzmu. Pół mieszkania zajne kadzidełkami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi yin-yang czy posążek i trzeba wyciągać w szpitalu. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać xD bo myślała, że znowu budda w nodze.
    Druga połowa mieszkania zaj
    na Wróżką, Zwierciadłem, Światem Magii xD itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie Buddyjskie tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla Buddystów i kręci gównoburze z innymi sannjasinami o najlepsze drogi do oświecenia itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypie**olić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wk***ił to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu 'Dalajlama rucha małych chłopców'. Matka nie nadążała z gotowaniem curry na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę BODHISATTWA, za naj***nie 10k postów.

    Jak jest ciepło to co weekend medytuje. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę muszę siedzieć po turecku cały dzień a ojciec pieoli o zaletach tego kosmicznego gówna. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień pieolił że to dzięki temu, że dużo medytuje bo wtedy mam lepszą pracę czakry korony, co przekłada się na myślenie całościowe.
    Co sobotę budzi ze swoim znajomym mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy bo hałasują ćwicząc jogę, tantrę itd.
    Przy jedzeniu zawsze pie**oli o religiach dharmicznych i za każdym razem temat schodzi w końcu na Taoizm, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr hedonistyczne teorie zadowolenia z życia, nie uznają ścieżki cierpienia duhkha hurr, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać o Czterech Szlachetnych Prawdach, które ukazują Szlachetną Prawdę o Ścieżce Prowadzącej do Ustania Cierpienia żeby się uspokoić.

    W tym roku sam sobie kupił na święta gongi tybetańskie. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj je rozpakował i ustawił w dużym pokoju. Ubrał się w to swoje śmieszne pomarańczowe prześcieradło i napierdalał w nie cały dzień tą pałką. Obiad (ryż) zjadł z dołączonej tybetańskiej misy dźwiękowej [cool][cześć]

    Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich oświeconych Lamów w polsce to bym wziął i zapie**olił.

    Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na prawdziwej gompy w drodze wyjątku. Super prezent k***o.

    Pojechaliśmy gdzieś wpzdu do Indii, dochodzimy do świątyni a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył karimatę i siedzimy po turecku i patrzymy na posąg Buddy. Po pięciu minutach mi się znudziło więc włączyłem discmana to mnie ojciec pieolną kadzidłem po głowie, że mnisi słyszą muzykę z moich słuchawek i się nie mogą skupić na odrzucaniu ego. Jak się chciałem podrapać po dupie to zaraz 'krzyczał szeptem', żebym się nie wiercił bo szeleszczę i mnisi się wkurwiają i schodzą na niższy poziom oświecenia. 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i jednoczyć się z egzystencją jak w jakimś jnym Guantanamo. Urodziny mam w listopadzie więc jeszcze do tego było zimno jak sam skysyn, zwłaszcza że byliśmy w Himalajach. W pewnym momencie ojciec odszedł kilkanaście metrów za zaspę śniegu i się spział. Wytłumaczył mi, że trzeba za zaspą pierdzieć bo inaczej mnisi mają złe wibracje czakry podstawy.

    Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym praktykuje zazen. Kiedyś towarzyszem wypraw duchowych był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w szafranowej kaszai. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o medytacji i buddyzmie. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepsza jest szkoła Therawady czy Mahajany.

    WEŹ MNIE NIE WkIAJ ZBYCHU, WIDZIAŁEŚ TY KIEDYŚ AURĘ BODHISATTWY? TO JEST PRAWDZIWA NIRVANA
    k
    A TADEK JAK KTOŚ USUNIE ZASŁONY NIEWIEDZY PODCZAS WADŻRA SAMADHI NA 10 POZIOMIE TO TWÓJ BODHISATTWA MOŻE MU NASKOCZYĆ
    CO TY MI O ZASŁONACH pie**olISZ JAK LEDWO WYZWOLENIE OD SAMSARY NA 6 POZIOME OSIĄGNĄŁEŚ. BODHISATTWA TO JEST KRÓL DHARMY JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI

    No i aż się zaczeli nak***iać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musieliśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że zbysio opuścił tę inkarnację i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec

    I bardzo k***a dobrze
    Tak go za tą Mahajanę znienawidził.

    Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli Taoiźmie. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych sk***ysynach od Lao-Tsy powiedzieć. Gazety nieezoteryczne też przestał czytać bo miał ból dupy, że o buddyzmie polskim ani przekłamaniach taoizmu nic się nie pisze.

    Szefem koła Tao w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego religiom dharmicznym przez Taoizm i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś wykład o dharmie gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z sali takie tam inby odpiealał.
    Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem Taoizmu ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu filozofii Tao i Adama na forach lokalnych gazet. Napie
    alał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem Kościoła Katolickiego albo, że go widział na ulicy jak się modlił na dywaniku zwrócony w stronę Mekki.itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł.

    Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec k*ił na przekupne sądy, Tao, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pieolenia wynikało, że Taoiści to jacyś czarnoksiężnicy uprawiający praktyki nekromanckie i próbujący wskrzesić Hitlera. Przeliczał też te 2000 na posążki Siddharthy, kadzidła czy dzwonki i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. pomarańczowego sukna za te 2k kupić (kilkadziesiąt m^2).
    Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć posąg buddy w skali 1 do 1, bo ciągłe loty do Nepalu za drogo wychodzą i wszyscy go chcą oszukać

    synek przed takim pomnikiem to nie jest jakiś krótrwały wgląd! to jest satori!
    ale nie było go stać ani nie miał go gdzie postawić a hehe frajerem to on nie jest żeby komuś płacić za przechowywanie więc zgadał się z jakimiś sannjasinami z okolicy, że kupią posąg na spółkę, a on będzi stał u jakiegoś janusza, który ma dom a nie mieszkanie w bloku jak my, z tyłu w ogródku który ma ten Janusz i stary będzie tam czasem przychodził na zazen albo że będą praktykować razem.
    Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł do nich iść i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że jest dzisiaj wgląd w chj i mega zanika ego więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wkienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni medytują bez niego bo przecież po równo się zrzucali na posąg i w niedzielę wieczorem, jak te janusze już się rozeszły, wyszedł nagle z domu.
    Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz a tam nasz samochód z buddą naturalnej wielkości w środku xD Pytam skąd on go wziął a on mówi, że januszowi zaj
    ł z ogródka bo oni go oszukali i żebym łapał z nim Mistrza i wnosimy do mieszkania XD Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście Budda był wysoki i gruby i nie zmieścił się w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on go przed domem zostawi.
    Za pomocą jakichś łańcuchów co były w piwnicy i mojej kłódki od roweru przypiął go do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować xD Zaczęła się nieziemska inba bo janusze drą mordy dlaczego Buddę ukradł i że ma oddawać a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500zł się składał a nie medytował w ten weekend. Ja starałem się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpieolu bo było blisko.
    Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:
    -Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się posągu i krzyczy, że nie odda
    -Janusze krzyczą, że ma oddawać
    -Jeden janusz ma rozj
    ny nos bo próbował leżącego ojca odciągnąć od Buddy za nogę i dostał drugą nogą z kopa
    -Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka
    -We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi
    -Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił Buddę a policjantów żeby go nie aresztowali
    -Ja smutnazaba.psd
    W końcu policjanci oderwali starego od posągu. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali Buddę, rzucając wcześniej staremu 500zł i mówiąc, że nie ma już do Buddy żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy w gompie nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pie**olił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie tylko ojca nie chce więcej widzieć.
    Stary do tej pory robi z januszami gównoburzę na forach dla oświeconych bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta

    Szczepan54
    Liczba postów: 1
    Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika stary_anona od dawna i to bardzo porządny człowiek i inkarnacja o świetnej karmie! Chcą go oczernić bo

    zazdroszczą poziomu wyzwolenia!

    Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od posągu. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat to ojciec się tam wpie**alał na trollkoncie i np. pisał, ze chujową aurę ma i widać, że silne w nim ego xD
    Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał zdjęcia swoich buddyjskich szat to sam sobie pisał

    Noooo gratuluję pięknego Kaszai! Widać, że doświadczony Sannjasin!
    a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum."

    #pasta #heheszki #nocnazmiana #tworczoscwlasna #buddyzm #religia #tldr #oswiadczenie
    pokaż całość

    źródło: c.tadst.com

  •  

    TL;DR - Tematyka tzw. ''fake news'' w programie TVP Info pt. Studio Polska

    - Wczoraj o 21:50, przed rozpoczęciem programu Studio Polska prowadzący ten program Maciej Pawlicki podał komunikat specjalny.
    - Według tego komunikatu ''UOP aresztowało posła Ryszarda P., lidera Nowoczesnej''
    - Zarzut dotyczył domniemanego szpiegostwa
    - Następnie prowadzący ZDEMENTOWAŁ tą informację tłumacząc że było to tzw. ''fake news''
    - Nowoczesna zapowiedziała złożenie skargi do KRRiT ze względu na naruszenie dobrego imienia Ryszarda Petru i partii Nowoczesna.

    Więcej szczegółów i informacji w tym poście kolegi @Joz
    http://www.wykop.pl/wpis/21969577/godzina-21-50-spokojny-sobotni-wieczor-przed-telew/

    Nie miejcie mi tego za złe, ale wołam was do tego TL;DR z kronikarskiego obowiązku, z racji tego że wszystkie znaleziska na ten temat zostały zakopane i nie dotarły na główną.

    Moja opinia:
    Według mnie to jest nie do pomyślenia żeby żadna telewizja, a zwłaszcza publiczna odpierdalała takie rzeczy, nawet pod przykrywką demonstrowania na czym polega fake news. Przykład polityka, do tego z partii opozycyjnej nie jest zbyt udany. Mówiąc wprost nie miałbym nic przeciwko gdyby TVP w celu demonstracji użyła jakiegoś przykładu niekoniecznie powiązanego z jakimkolwiek politykiem, n.p. że wybuchła wojna ażeby nie uderzać w konkretną osobę czy partię. No ale zrobili tak jak zrobili...

    #tldr #tldrmariano #4konserwy #neuropa #bekazpisu #tvpis #bekaztvp #polityka
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #tldr

0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0