Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    #rozdajo #gry #steam
    Mirki i Mirabelki
    Mam do rozdanie gry na steam w postaci kluczy
    DIRT Rally
    Inside
    Plusujemy jutro do południa
    Losuje dwie osoby przez mirkorandom. Pierwsza wylosowana osoba ma pierwszeństwo wyboru gry
    Zielonki nie biorą udziału
    Powodzenia
    pokaż całość

    odpowiedzi (9)

  • avatar

    #szpitalnadoriel
    #patologiazmiasta #patologiazewsi #medycyna #szpital #lekarz

    Część pierwsza
    Część druga
    Część trzecia

    Okruchy życia część 4

    Babcia lvl 80 skarżyła się na ból po lewej stronie klatki piersiowej. Nie wiadomo było o co chodzi, bo serce było w dobrej kondycji w stosunku do wieku. W końcu ktoś kazał babci zdjąć stanik. Piersi już nie było, zastąpiło ją paskudne sączące owrzodzenie. Rak.

    Była w jednym ze szpitali w którym pracowałam taka pani sprzątaczka Grażyna, która bardzo skrupulatnie wykonywała swoją pracę i strasznie ją wkurwiało jak ktoś brudził świeżo umytą podłogę. Kiedyś byłam świadkiem takiej oto sytuacji.
    Podłoga umyta pięć minut wcześniej, jeszcze mokra, nawet do kibla strach iść. Na izbę przyjęć wtacza się koleś lvl ok. 30. Zatrzymał się w drzwiach gabinetu, z rękawa kurtki wystawały mu końcówki dwóch zakrwawionych palców, raz na kilka sekund słychać było takie cichutkie “kap”. Zanim zdążyłam się odezwać obok biedaka pojawiło się na podłodze już parę kropel krwi. W tym momencie weszła Grażyna.
    - CO MI KAPIE NA UMYTĄ PODŁOGE?! NIE MOŻE TEJ RĘKI DO GÓRY PODNIEŚĆ? - wydarła się i poleciała po mopa.
    Biedny pacjent podniósł rękę nad głowę, co było słuszne nie tyle z powodu czystości podłogi, a dlatego, że trzymanie ręki w górze zmniejsza w niej ciśnienie krwi, a co za tym idzie krwawienie. Ja poleciałam po wózek dla niego.
    Miał prawie odcięty środkowy palec przez jakiś rodzaj piły, której używał w pracy. Wystarczyła chwila nieuwagi. Na szczęście palec udało się przyszyć.

    Niemożliwe stało się możliwe. Na dyżurze SOR-owym trafił nawalony facet, który prawdopodobnie nie był alkoholikiem. Wyniki badań nie wskazywały na alkoholizm. Miał 3 promile alkoholu we krwi. Janusz miał imieniny i najebał się tak, że padł. Padając, uderzył głową o betonowy płot. Może się zdarzyć nawet najlepszym. Na szczęście wywinął się tylko otarciem naskórka na czole.

    Była kiedyś pod moją opieką taka strasznie otyła Grażyna lvl 75. Jaka ona była wielka, aż strach było patrzeć. Żeby przewrócić się na łóżku ta kobieta musiała przekładać zwały tłuszczu rękami na drugą stronę łóżka. Mogła spać tylko na boku, bo na plecach dusił ją jej własny brzuch. Zawsze jak wchodziłam do sali Grażyna albo coś właśnie żarła, albo miała resztki jedzenia na twarzy. Zawsze jak ta kobieta wracała na oddział to wszystkim się odechciewało słodyczy, a rozmowy schodziły na diety i zdrowie żywienie. Chodząca przestroga. Na jednej wizycie wywiązała się z taka rozmowa z szefem oddziału.
    - Dzień dobry pani Grażyno - mówi uprzejmie szef - jak się pani dzisiaj czuje?
    - Oj panie profesorze - to nic że koleś nie był profesorem - ciężko mi chodzić, próbuję, ale taka słaba jestem...
    - Pani Grażyno już pani tłumaczyłem, że ciężko jest chodzić bo za dużo pani waży, schudnie pani 50 kg to będzie łatwiej chodzić.
    - Ale ja nic nie jem! - oburzyła się Grażyna, jak większość grubasów, oni nigdy nic nie jedzą, z powietrza kurwa tyją.
    - Myślę, że jednak za dużo pani je i za mało się rusza, stąd ten tłuszcz na pani ciele - powiedział szef, na co Grażyna wykrzyknęła jeszcze bardziej oburzona.
    - To! To nie tłuszcz! To PUCHLINA GŁODOWA!
    Nie daliśmy rady. Nawet szef się zaśmiał.

    Był taki dyżur na izbie przyjęć. Pamiętam było lato, cieplutko, słoneczko świeciło. Stałam tego dnia przed wiatą dla karetek i łapałam poranne promienie słońca, kiedy przez bramę weszło pięciu napakowanych dresiarzy. Pomyślałam, że pewnie skracają sobie drogę przez teren szpitala, ale gdzie tam, azymut prosto na drzwi do izby przyjęć.
    Okazało się, że napakowanych dresiarzy nie było pięciu jak początkowo sądziłam. Piąty kompan także był dresiarzem, ale nawet w porównaniu ze mną wydawał się jakiś taki mały. Chudy jak szczapa.
    - Co panu dolega? - pytam grzecznie chudego. Zamiast Seby odzywa się kolega, pewnie mózg całej grupy.
    - Kolega źle się czuje i mu no, ten, no wie pani, to no serce mu szybko bije - widziałam ile wysiłku kosztuje go nie wtrącenie kilku kurew to tej wypowiedzi, widać było, że chłopaki kulturalnie przyszli prosić o pomoc i bardzo się starali być mili w ten sobotni poranek.
    - Panowie już wyszli z domu, czy jeszcze do niego nie dotarli po wczoraj?
    Cisza. Z tego wynika, że jeszcze nie dotarli do domów.
    Zbadałam chudego Sebe, akcja serca 110/min., osłuchowo szmer “papierosowy”, wokół nozdrzy biaława krystaliczna substancja.
    - A to takie białe wokół nosa to co to? - zapytam. Seba zrobił wielkie oczy i próbując wytrzeć nos z resztek substancji dość niewyraźnie powiedział.
    - Biała tabaka.
    Nie było możliwości zrobić testu na obecność amfetaminy, więc kto wie? Może i biała tabaka to była.

    Jest takie badanie kardiologiczne nazywające się koronarografia. Żeby je wykonać trzeba uzyskać dostęp do tętnicy, gdyż tą tętnicą przechodzi się następnie do aorty, a z niej do tętnic wieńcowych, czyli naczyń zaopatrujących serce. Można takim badaniem stwierdzić czy pacjent ma chorobę wieńcową, można też w trakcie wykonać zabieg angioplastyki i wyleczyć np. zawał serca. Można do tego badania użyć tętnicy promieniowej (ta na której czuć puls na ręku) albo udowej (w pachwinie). Pamiętam jednego pacjenta, taki dziadeczek lvl 80, był lekko niespokojny jeszcze przed badaniem, więc dostał lek uspokajający. Wszystko było fajnie, przysnął sobie i po badaniu został odwieziony łóżkiem do sali intensywnego nadzoru. W tętnicy udowej kardiolog pozostawił mu tzw. “koszulkę”, gdyż facet dostał leki przeciwkrzepliwe w trakcie badania i żeby wyjąć takie coś z tętnicy bez ryzyka krwotoku trzeba odczekać kilka-kilkanaście godzin żeby leki przestały działać. Taka “koszulka” jest długą plastikową rurką średnicy ok. 1-1,5mm i długości dobrych 10 cm (z czego ponad 8cm siedzi w tętnicy), w trakcie zakładania przyszywa się ją do skóry pacjenta (wcześniej podaje się znieczulenie). Wydawało mi się, że czegoś takiego nie da się wyjąć z naczynia bez oderwania od skóry, myliłam się. Ten fajny grzeczny dziadzio, prawdopodobnie pod wpływem tej tableteczki uspokajającej lekko "spsychoział" i wydłubał sobie tę “koszulkę” z tętnicy. Do dzisiaj nie jestem pewna jak on to zrobił. Przywołał mnie krzyk pielęgniarki o pomoc. Jak odkryła kołdrę zobaczyłam tylko strumyczek krwi tryskający z tej milimetrowej dziurki w tętnicy udowej. Rzuciłam się do uciskania tej tętnicy. “Koszulka” wisiała na szwach, którymi była przyszyta do skóry uda, na środku zgięta pod kątem 45 stopni. Od badania minęło 5 godzin, leki przeciwkrzepliwe jeszcze nie przestały działać.
    Tak więc stałam i uciskałam 10, 20, 30, 40 minut. Zniecierpliwiony pierwszy dyżurny zdążył zrobić wizytę. A ja stałam i uciskałam, aż przestałam czuć ręce. Po 45 minutach, które zdały się wiecznością krew w końcu przestała sączyć z rany i można było założyć opatrunek uciskowy.
    pokaż całość

    odpowiedzi (52)

  • avatar

    Part 2 znanej zabawy ( ͡° ͜ʖ ͡°) #starwars #heheszki #dokonczzdanie NOWY TAG DLA WSZYSTKICH TWORZĄCYCH CONTENT: #gwiezdnerymy

    Roses are red
    Empire will cry
    X-wings are ready

    odpowiedzi (233)