Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Dziesięciu takich na tyłach wroga i wygrywamy każdą wojnę

    #heheszki #humor #jarhead #wojna #wojsko

  • avatar

    Dziś z cyklem #militariachaczinsa robimy BLITZKRIEG na gorące (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Otóż to. Odejdziemy trochę od sprzętu a zajmiemy się kluczem niemieckiego sukcesu na początku 2 wojny światowej - taktyką oraz strategią.

    W ogóle - co za różnica? Taktyka, strategia? W skrócie - taktyka to plan pojedynczej walki bądź kampanii. Strategia to szerszy aspekt, szerszy plan. Plan strategiczny ma długofalowe skutki i zakłada np - em, gdy podbijemy Polsze, idziemy na francuzów, a potem sie zobaczy. Plan taktyczny mówi - po okrążeniu tego związku taktycznego, wykonujemy zwrot, i tak dalej i tak dalej.

    Czym był blitzkrieg? Definicja pięknie głosi iż jest to strategiczny plan masowanego uderzenia na kraj, polegający na skoncentrowaniu "ostrza włóczni" penetracji linii wroga. Nudne, nie?

    W praktyce znaczy to że po wbiciu się szybkich jednostek pomiędzy linie wroga, nie zatrzymują się one.

    Wyobraź sobie linię obrońców w futbolu amerykańskim. Rząd facetów ramie w ramie - a na przeciw nich taka sama liczba koksów. Podczas pierwszej wojny światowej, obie grupy uformowały linie, pobiegły na "czołówkę" i dziwiły się czemu nikt nie wygrywa, tylko wszystkich bolą głowy. Aż mądry pan imieniem Heinz, a nazwiskiem Guderian w swojej księdze "Achtung! Panzer!" zawarł taką teze (z resztą podpieprzył ją a nie wynalazł, ale to mniejszy szczegół) że może by tak z tych koksów sformować mały, skoncentrowany punkt, rozpędzić i się przebić a potem pomyśleć co dalej.

    "Ha, przecież to wiadome", krzyknęły wszystkie mądre głowy świata taktyki i militarystyki. "Przebijamy, umacniamy sie, a potem znowu przebicie, umocnienie, stabilizacja frontu i do przodu". Ale Heinz miał pomysł przez który starym generałom się wąsy prostowały i czapki spadały.

    Nie zakładał on umocnienia po przebiciu się. Jego zdaniem, grupa która przedostanie się za linie wroga nie powinna podejmować walki z linią, którą właśnie minęła. Nie powinna jej zachodzić od tyłu od razu, czy z flanki bezpośrednio. Grupa ta powinna poszerzyć lekko wyłom i wpieprzyć się tak głęboko, jak się tylko da. Jak głęboko? Ano, nawet na kilkadziesiąt bądź - jak w przypadku frontu wschodniego '41 czy francji '40 - kilkaset kilometrów. Tam przykładem świecił sam Guderian, który otrzymał przydomek "szybki Heinz". Zapracował na to swoimi manewrami, wbijająć się za linię francuzów na tyle głęboko iż nawet Hitler spanikował i bał się odcięcia jego jednostek. Nazakał zatrzymanie natarcia - a co wtedy zrobił mądry Guderianek?

    Poprosił o możliwość "głębokiego rozpoznania zaczepnego bez przemieszczenia sztabu". Zgodę otrzymał mimo iż się nie spodziewał - i kontynuował. To głównie jego wojska przyczyniły się do wykonania zwrotu i zamknięcia okrążenia w okół Linii Maginota - umocnień na granicy Francusko-Niemieckiej.

    Gdzie w tym wszystkim rola lotnictwa i piechoty? Piechota była podzielona na dwie "grupy" (podział ten kreował się dopiero później, początkowo przerwazali piechurzy na nóżkach) zmotoryzowana oraz niezmotoryzowana. Ta zmotoryzowana jechała za czołgami i służyła im wsparciem tam, gdzie panzerom było ciężko (miasta, lasy, umocnienia). Do tego zabezpieczała "brzegi" wyłomu. Ta "nóżkowa" piechota okrążała pozostawione z tyłu punkty oporu wroga i niszczyła je.

    Samoloty?
    Totalna dominacja powietrzna. Bez tego blitzkrieg nie istnieje. Messerschmitty musiały panować nad niebiosami, inaczej Panzery dostałby czapkę na daszek i dobranoc. Rola popularnych, wyjących "Stukasów" czyli JU-87? Zrzucanie bombek na głowy tym, którzy stoją i chcą zatrzymać natarcie czołgów. "Trąby rychońskie" miały za zadanie tylko straszyć, ale robiły to skutecznie. Tak samo lotki przywiązane do bomb, miały gwizdać w miarę przyspieszania "prezenciku". Ciekawostka - JU-87 miały system automatycznego wyprowadznenia z lotu nurkowego. Do tej pory nie możliwe było tak głębokie i raptowne zepchnięcie nosa samolotu do dołu - bo pilot miał tak zwany "black-out". Robiło się ciemno od napływu/odpływu krwi do mózgu i pilot mdlał. Trwało to sekundy lecz starczało by wylądować - na drzewie albo gospodzie w którą pizgła właśnie nasza bomba. Niemiaszki wymyśliły system który podnosił dziób samolotu gdy pilot "odlatywał", dosłownie i w przenośni. Z tego co kojarzę zaczęto również stosować kombinezony anty-przeciążeniowe, lecz to info do zweryfikowania.

    Oczywiście cała dominacja powietrzna to bardzo złożony proces - trzeba też zniszczyć lotniska wroga i jego maszyny. Ciekawostką jest iż w II wojnie światowej duża część samolotów (nie będę rzucał procentami bo zaraz sie zlecą "hurr durr ma pan dofud", ale niekiedy w przypadku całych kampanii jest to nawet większość) była niszczona jeszcze na ziemi, przed podjęciem walki. To najskuteczniejsze. Do tego służyły tak zwane "Bombowce taktyczne" - czyli bombowce służące do realizacji celów TAKTYKI (nie mylić ze strategicznymi, tamte realizowały załozenia strategiczne - czyli np ludobójstwo). Przykładem takiego bombowca jest JU-88, który potem został przerobiony nawet na myśliwiec nocny (bo mógł pomieścić radar). Inną maszyną pełniącą tę role był HE-111, również fajna konstrukcja lecz miejsca już brak by się rozpisywać.

    Standardowo poniżej zamieszczę jakieś ciekawe graficzki związane z tematem i zapraszam do zadawania pytań. Ten temat jest baaaaardzo obszerny i starałem się wam przybliżyć jego idee, podać ciekawostki oraz jakieś technikalia. Mam nadzieję że kolega @bazingac3po będzie chociaż troszkę uradowany z poruszenia tematów lotnictwa.

    #militaria #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia
    pokaż całość