:]

Ciastka!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • odpowiedzi (89)

  • odpowiedzi (5)

  • avatar

    Kucowatość ludziom przesłania oczy:
    http://www.wykop.pl/wpis/8827372/w-tajlandii-nie-ma-powszechnego-systemu-emerytalne/23264934

    Filmik od ok 1.50 kiedy koleś pokazuje na laskę sprzedającą napoje na ulicy i mów "myślę, że w Polsce taka sytuacja nie jest zbyt legalna" :)

    Pomijając dywagacje na temat czy koleś faktycznie myśli :P to zaczynam mieć wrażenie, że część kucy mocno demonizuję Polskę i mocno gloryfikuje chińską czy np. tajską wolność gospodarczą.

    Po pierwsze, coś o czym już kilka razy dyskutowaliśmy - czy Kuce próbują w Polsce coś robić. Henry Ford powiedział kiedyś, że samolot zawsze startuje pod wiatr. Jest w tym stwierdzeniu oczywista prawda, że są jednostki, które poradzą sobie w każdych okolicznościach. Niewątpliwie poluzowanie regulacyjnego / fiskalnego gorsetu pozytywnie wpłynęłoby na przedsiębiorczość, ale chyba Kuce przeceniają znaczenie deregulacji w swoim życiu. Ja rozumie, że obniżenie podatków może np. pomóc mi (zwiększy środki na inwestycje i konsumpcje), a pośrednio np. moim kontrahentom czy pracownikom. Natomiast warto walczyć z mitem, że nagle każdy będzie mieć fabrykę paróweczek i Maybacha. Wprowadzenie wolnego rynku odbędzie się przy sporych kosztach społecznych i te koszty poniosą jednostki słabe, nieprzystosowane, nieelastyczne, chore, stare etc. Poniosą je też częściowo Kuce, które mają problem w tym systemie bo skończyły mniemanologie stosowaną na wyższej szkole robienia czegoś jakoś im. Henryka Bylejakiego. Są oczywiście Kuce przedsiębiorcze jak chociażby prorok V. i jemu pewnie by się poprawiło (chociaż zapytany o plany to niespecjalnie wiedział co by robił, ale samo obniżenie podatków i rozruszanie gospodarki trafiłoby go rykoszetem:P). Ale są też Kuce typu Axelio czy kiedyś szef młodzieżówki KNP z Siedlec co to skończył teologie w Siedlcach.

    Po drugie, Kuce zdają się nie znać na otoczeniu prawnym i regulacjach wychodząc często z automatycznego założenia, że coś jest zabronione. Przykładem jest handel uliczny i demonizowanie tego zakazu. Co do zasady przecież taki zakaz w Polsce nie istnieje. Brak ulicznych sprzedawców z kubłem lodu i puszkami coli wynika z czegoś zupełnie innego - z zamożności i poziomu rozwoju społeczeństwa. Tajlandia czy Chiny są co do zasady niżej rozwinięte. Polska tak naprawdę na tle CAŁEGO świata jest dość bogatym i rozwiniętym krajem. Jeśli w Warszawie zechcemy sobie zrobić spacer od metra Centrum do np. metra Świętokrzyska miniemy po drodze przynajmniej 6 kiosków, mcdonalda, kfc, 5 kawiarni i sklep spożywczy. Nie ma tu miejsca na sprzedawanie coli z wiadra z lodem. Rynek jest przesycony punktami z dobrami szybkozbywalnymi, a dobra te (np. puszka coli) są na tyle tanie, że praktycznie każdego stać żeby w upalny dzień poświęcić te klika PLN na zimną wodę lub colę z kiosku lub McDonalda. Nie ma popytu na "tanie" napoje "z ręki" - bo czy taka cola byłaby istotnie tańsza od tego co mamy w już funkcjonujących punktach? U mnie w robocie w automacie puszka coli czy innego napoju kosztuje 1.7 PLN. Jeśli miąłby zadziałać model "tajski" i laska miałaby kupić colę w supermarkecie i dorzucić marże to trudno by jej było przebić konkurencje kupującą colę w ilościach hurtowych.

    Po trzecie, patrząc na Chiny lub Tajlandię niektórzy z kucowatego plemienia ślepi są na zmiany w Polsce. Oto bowiem na ich oczach często dokonują się rewolucje, a oni zupełnie to ignorują. Podaję odpowiedź: BURGER.

    Co? Jak? WTF?

    Tak burger jest odpowiedzią.

    Popatrzcie na burgery w Polsce, zwłaszcza w Warszawie.

    Jakiś czas temu sprzedawane z przyczep i samochodów, nie do końca legalnie ustawionych na chodnikach i placach. Najpierw jedna przyczepa, później dwie.

    A teraz?

    Street food opanował Warszawę, wiele burgerowni wyewoluowało do stacjonarnych knajp. Niektóre mają już więcej jak jeden punkt. Klasyczna historia od zera do bohatera, od pucybuta do milionera. Nie było nic - jest szalona moda, zatrzęsienie lokali, festiwale street foodu, szok i niedowierzanie.

    Serio trzeba ciągle powtarzać wytarmoszone na wszystkie strony historie o tym jak zajebiście jest w Chinach czy Tajlandii bo można sprzedawać placki z chodnika - a w Polsce to dupa, brukselska okupacja i zdrajca Tussk? Serio nie widać, że może nie jest u nas idealnie, ale do stu tysięcy orzeszków ziemnych jak się ma pomysł, pasję, odrobinę szczęścia to można u nas odnieść gigantyczny sukces - de facto również zaczynając od sprzedaży na ulicy?
    [ #neuropa ]
    pokaż całość

    odpowiedzi (70)