:]

Ciastka!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    tak irlandzka telewizja publiczna RTE zapowiada mecz Irlandia - Polska
    #pilkanozna #reprezentacja #polska #irlandia

    odpowiedzi (28)

  • avatar

    Jak można się tak zjebać

    #ladnapani #niepopularnaopinia(?)

    odpowiedzi (94)

  • avatar

    #rozowepaski #bekazrozowychpaskow #logikarozowychpaskow #rozterki #wtf #tldr #zwiazki #gorzkiezale

    Drogie Mirabelki i Mireczki - to mój pierwszy wpis na mikro jednak zacznę od razu z grubej rury i opowiem Wam historię, która spotkała mnie w nocy z soboty na niedzielę. Od razu ostrzegam, że tekst jest długi, więc doceniam wszystkie osoby, które zdecydują się go przeczytać.

    Ja lvl 25, sobota wieczór - jakieś piwko zdałoby się wypić. Traf chciał, że odezwał się do mnie kumpel, z którym dość długo się nie widziałem, tak więc okazja się znalazła, aby wychylić kufel złotego napoju. Dogadaliśmy miejscówę, zasiedliśmy przy barze i szczęśliwi kosztowaliśmy specjałów, które serwowała barmanka. Czas mijał płynnie - dosłownie i w przenośni. Wtem kumpel dostał pilny telefon, że musi się zwijać, że bardzo przeprasza itd. itp. Pożegnałem go, mówiąc, że zostanę, dokończę piwo i również pojadę do domu. Czułem się dobrze, do momentu, gdy w tym barze pojawiła się pewna osoba. Abyście w pełni zrozumieli tę historię, musicie poznać kontekst. Otóż ona, to mój były #rozowypasek, z którym to byłem zaręczony, no ale nie wyszło, bo wybrała karierę ponad związek i wyjechała do jednego z azjatyckich krajów. Po prostu - zostawiła mnie. To tak w telegraficznym skrócie. Wiadomo, jeśli chodzi o uczucia, to bywam nielogiczny i w zasadzie powinienem ją kopnąć w dupę, za wszystkie akcje, które miały miejsce gdy z nią byłem i nie byłem, jednak - dosiadła się z pytaniem, czy się napijemy. Zgodziłem się. Teraz zaczyna się właściwa historia:

    Pyta mnie, czemu się do niej nie odzywam, czemu się usunąłem z jej życia. Ja niewzruszony, powiedziałem jej, że po prostu - nie mam takiej potrzeby, a druga sprawa, że ostatnimi występkami zraziła mnie do siebie. Ona nadal drążyła temat, pytając, czy jest to spowodowane faktem, że kogoś poznałem - po czym od razu wypaliła - bo ja tak, spotykam się, zaczęłam randkować. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, dalej sączyłem sobie piwo. Ona widząc brak jakiejkolwiek reakcji z mojej strony, zaczęła mówić, że nie tylko randkuje, ale również ląduje z tymi facetami w łóżku - "nawet wczoraj spałam z jednym kolesiem". Mówiła to z uśmiechem na ustach. Ja, nadal spokojny, odpaliłem papierosa i powiedziałem, że ja również nie jestem już tym samym człowiekiem i gdybym jej powiedział, co ja robiłem przez ostatni rok, to by spadła z tego krzesła. Generalnie, miałem wiele okazji wcześniej jej to wszystko opowiedzieć, jednak miałem resztki godności i szacunku do niej, po prostu - nie chciałem jej ranić tymi słowami. Jednak jak teraz nadarzyła się okazja, do tego pomocny w mojej wylewności był alkohol, zacząłem opowiadać o niedawnej striptizerce, z którą miałem ciekawą noc, o pewnej koleżance poznanej przez internet, która mimo, że mieszkała na południu Polski - ja jej centralna część - przyjeżdżała na seks weekendy, oparte tylko i wyłącznie na ciągłym pobycie w łóżku. Czułem dziwną satysfakcję, bardzo szczegółowo i skrupulatnie opisując wszelkie kwestie dotyczących tych innych kobiet. Na jej twarzy widziałem wielkie wkurwienie, momentalnie jej podejście się zmieniło - i jak na nią przystało - musiała się odgryźć, poruszając bardzo, ale to bardzo delikatną kwestię dla mnie.

    Otóż - tutaj też Was muszę trochę wprowadzić w "temat" - kiedy zaczęliśmy się spotykać, w ogóle jak się poznaliśmy, ona już mieszkała/pracowała w jednym z azjatyckich państw, będąc w Polsce sporadycznie, średnio raz na trzy miesiące. Mimo to, coś się pojawiło między nami i zdecydowaliśmy się mimo tych kilometrów będziemy razem. Level hard związku i zapewne wielu z Was uzna, że związki na odległość to kwestia, która nie ma szans i racji bytu. Jednak spróbowałem. Było ciężko, ale znośnie, bo przecież człowiek zakochany, bla bla bla. Kiedy ona była za granicą, zauważyłem, że pojawił się pewien facet - ona jeszcze była na tyle bezczelna, że wrzucała z nim wiele fotek, a to na łyżwach, a to na jakiś motorze itp. Przyznam - jestem cholernie zazdrosną i zaborczą osobą, a widząc takie rzeczy po prostu zarzucałem jej, że coś jest między nimi. Ona oczywiście się wzbraniała, zarzucała mi, że ją o coś podejrzewam, że pod tym względem wpadłem w swego rodzaju psychozę i mam urojenia. Jednak nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego na tych zdjęciach z nim nie miała pierścionka zaręczynowego. Oczywiście to był również jeden z powodów, dlaczego mnie zostawiła, bo to moja wina, że jej nie ufam itp. Tylko jak można mówić o zaufaniu, kiedy ktoś poddaje je takim próbom. To tak w gwoli rozjaśnienia sytuacji.

    Tą delikatną kwestią był właśnie ten facet - powiedziała mi, że te wszystkie moje podejrzenia były słuszne, że była z nim, ba nawet z nim zamieszkała, tam w Azji. Zabolało to cholernie, bo z jednej strony człowiek zdaje sobie sprawę, że jego podejrzenia były słuszne, że nie był "psycholem" i nie miał urojeń, a z drugiej strony - no właśnie, trochę soli na otwartą ranę. Następnie dosiadł się jakiś jej zniewieściały przyjaciel do naszego stolika i los chciał, że usłyszał rozmowę o tym facecie, a że alkohol nim zawładnął - nagle wypalił do mnie "Staaaary, "ona" chwaliła się, że mimo, że ten azjata taki malutki, to miał taaaką wielką pałę, że do dzisiaj ją wspomina". We mnie już się gotowało, paliłem fajkę za fajką, zamawiając i przyjmując kolejne dozy alkoholu. I zapewne wielu z Was stwierdzi, że powinienem już stamtąd wyjść, olać laskę itp. Ja jednak zostałem. Do stolika dosiadło się dwóch "jej" kumpli. Okazało się, że to bardzo w porządku kolesie, więc jakby to określić - byli moim wybawieniem w tej patowej sytuacji. Miałem alternatywę rozmowy i pijąc piwo, dyskutowałem z nimi o wszystkim i o niczym. Nagle zauważyłem, że "ona" wchodzi do łazienki, a za nią jakiś fagas i zamykają drzwi. Momentalnie wstałem od stolika i poszedłem do tego kibla, ona otworzyła drzwi i ze zdziwieniem w oczach "a Ty co tutaj robisz???", odsunąłem ją i pomimo, że facet był dwa razy większy ode mnie, stanąłem na przeciwko niego i spytałem, co tu się odpierala, że co to ma znaczyć etc. Oczywiście, alkohol zrobił swoje i przez to wszystko nie myślałem racjonalnie. Facet powiedział, że chciał z nią tylko porozmawiać, że nic złego nie robili, że on nie chce kłopotów i że spoko. Odpuściłem. Ona oczywiście wróciła do stolika i gapiła się w telefon, szyderczo śmiejąc się w moim kierunku. Nagle informuje mnie, że musi iść na spacer bo przyjechał do niej jakiś kolejny facet i czy tutaj będę, bo ona wróci. Zostawiła mi jeszcze szalik "pod opiekę" i poszła. Nie przejąłem się tym zbytnio, zostałem z tymi dwoma kolesiami i jedną jej koleżanką. Rozmawialiśmy, piliśmy. Normalny pobyt w pubie. Nagle dostaję smsa "Jestem już w domu... nie przyjadę już, przepraszam...". Myślę - spoko, nic nie odpisując. Została nas 3, ja, jeden z tych kolesi i koleżanka - również ważny bohater tej opowieści. Stwierdziliśmy, że idziemy na wyższe piętro tego pubu, bo tam też jest parkiet, to będzie można się trochę pobawić. Jak założyliśmy, tak zrobiliśmy. U góry bar, po szocie i na parkiet. Naprawdę było w porządku, gdy nagle podchodzi do mnie "jej" koleżanka i pyta się mnie, czy wiem co się z "nią" dzieje, bo niedawno jej napisała smsa, że jest u tego kolesia i oglądają filmy. Powiedziałem jej, że mi napisała, że jest już w domu. Koleżaneczka się zmieszała, bo chyba zdała sobie sprawę, że rozpruła się. Wkurwienie po raz kolejny, więc zdecydowałem się napić, zabrałem tego ziomka i koleżankę i zaproponowałem po kolejnym szocie. Usiedliśmy przy barze, barman zrobił co do niego należy i po spożyciu trunku, nagle czuję, że ktoś za mną stoi. Odwracam się, patrzę a to "ona". Spytałem, co tutaj robi, a ona od razu do tej koleżanki "Ty kuwo, odpierol się od niego" i jebs - liść w policzek. Nagle rozpętała się szamotanina, odciągnąłem "ją", a ten ziomek drugą laskę i staraliśmy się jakoś uspokoić sytuację. Zapytałem "jej" co ona wyprawia, że co to ma znaczyć. Stwierdziła, że mnie nienawidzi i uciekła na niższe piętro pubu. Poleciałem za nią, siedziała przy stoliku ze swoją koleżanką-barmanką i kiedy tylko doszedłem do niej, od razu usłyszałem, jak bardzo mnie nienawidzi, że to wszystko moja wina, bo ona widziała, jak ta laska się na mnie uwiesza, że na pewno coś było itd. Ja - mózg rozjeany - myślę, co tu się kuwa wyprawia. W międzyczasie dostałem jeszcze od niej kopa, więc poszedłem z powrotem na górę zapalić fajkę. Musiałem pobyć sam i się uspokoić, bo nie ogarniałem tej sytuacji, a alkohol z pewnością nie pomagał. Po skończonej fajce, wróciłem do baru i widzę, że stoi "ona" zapłakana. Podszedłem do niej i zapytałem, czy już się uspokoiła - na co usłyszałem "wypiedalaj stąd, nie chcę cię znać, to wszystko twoja wina, nienawidzę cię" itd. Zostawiłem ją i wyszedłem z baru. Było już grubo po 5 rano, poszedłem na tramwaj i wróciłem do mieszkania. Poszedłem spać ok 6 rano.

    W zasadzie ta historia tutaj mogła by się zakończyć, podziwiam osoby, które to przeczytają - ale oczywiście to nie koniec atrakcji.

    Godzina 7:30, budzi mnie telefon. Dzwoni ona, zapłakana, roztrzęsiona, żebym do niej przyjechał, bo ona jest cała zakrwawiona, pobita itd. Słysząc, że mówienie sprawia jej trudność, poprosiłem do telefonu jej koleżankę-barmankę, żeby dowiedzieć się co dokładnie miało miejsce. Okazało się, że ta druga koleżanka zrewanżowała się za liścia sprzed baru i doszło do regularnej bijatyki, wraz z ciągnięciem za włosy, czy też uderzaniem głową o ścianę. Ubrałem się, mimo, że nadal byłem pijany, zamówiłem taksówkę i w ciągu 20 minut znowu znalazłem się w tym barze. Godzina 8, bar już pusty i w zasadzie zamknięty, wchodzę do środka i co? Żadnej krwi, lekkie zadrapanie na "jej" czole, a szumu jakby jej łeb ucięło. Pytam się jej po raz kolejny co ona odpierala, na co usłyszałem - a jakże - "to wszystko twoja wina". No witki mi opadły. Nagle ona chwyta za telefon i słyszę "no proszę cię, przyjedź". Mija 7 minut, przyjeżdża jakiś szczypior o imieniu Cyprian - specjalnie podaję jego imię. Koleś wchodzi niczym rycerz na białym koniu, i mówi do "niej" - gdzie masz kurtkę? Trzeba cię zabrać do szpitala! Ja się do niego odwracam i pytam "a kim ty kuwa człowieku jesteś?" On "nieważne, przyjechałem tu po "nią" bo potrzebuje pomocy i chcę się o "nią" zatroszczyć. Śmiechłem i w zasadzie wtedy już było mi wszystko jedno. Wstałem i wygłosiłem mowę końcową:

    "Drogi Norwdzie, czy jak ci tam kuwa na imię, mam ochotę cię sprowadzić do partetu, bo moje wkuwienie sięga zenitu, ale tego nie zrobię. Ona nie jest tego warta, nie jest warta tego, abym wpakował się w jakieś kłopoty, druga sprawa nie znam cię, ale też dam ci jedną radę - odpuść ją sobie, bo jak już wspomniałem, ona nie jest niczego warta".

    Odwróciłem się i idąc do drzwi, usłyszałem tylko od niej "no gdzie ty idziesz, wróć proszę". Wróciłem, ale do domu. Poszedłem spać, była godzina ok 9 rano. Gdy się obudziłem i spojrzałem na telefon, było tam 48 nieodebranych połączeń od "niej" i wiadomość "proszę cię, zadzwoń do mnie'. Chwyciłem za telefon i zadzwoniłem. Co usłyszałem w słuchawce?

    "Dlaczego mnie tam zostawiłeś, byłam w szpitalu, mam wstrząśnienie mózgu, dali mi kroplówki!!!!!"

    Na co ja spokojnie, że nic jej nie będzie, że od wstrząśnienia się nie umiera, jedynie głowa ją będzie bolała, a kroplówki dostała zapewne dlatego, że byłą odwodniona dzięki alkoholowi. Na co "ona":

    "TO WSZYSTKO TWOJA WINA"

    W tym momencie się rozłączyłem. Miałem dość. Znowu zaczęła do mnie dzwonić, ja już tylko się rozłączałem. Na koniec dostałem smsa "W takim razie od dziś po prostu nie istniejesz dla mnie. Zostawiłeś mnie całą zakrwawioną. Nienawidzę cię!!!"

    Komentować tego chyba nie muszę, ale do wytrwałych, którzy przebrnęli przez cały tekst - co Wy o tym wszystkim myślicie? Musiałem to z siebie wyrzucić. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, nie jestem tu dla plusów :) Miłej niedzieli życzę! :)
    pokaż całość

    odpowiedzi (91)