:]

Ciastka!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    podziwiam ludzi, którzy z pasją i zaangażowaniem uczestniczą w gównoburzach na 500 postów, bo ktoś do internetu wrzucił swoje zdjęcie (xD) pewnie dziwnie to zabrzmi z ust człowieka, który pisze ludziom, żeby sypali sobie soli do dupy, ale jesteście lekko przyjebani

    #wykop

    odpowiedzi (44)

  • odpowiedzi (6)

  • avatar

    Mireczki, mam dla Was takie mały #coolstory a zarazem #truestory.
    Trochę długie, więc tl;dr na końcu.
    Mircy z #krakow zapewne mieli okazję odwiedzić przybytek zbytku i rozpusty, jakim jest Tesco na Kapelance, innym polecam, aczkolwiek z małym "ale" o którym zaraz.
    Nie wiem czy w każdym Tesco tak jest, ale w tym akurat skład osobowy obsługi stoisk niesamoobsługowych (sery, wędliny, mięso, ryby) jest między poszczególnymi stoiskami okresowo rotowany. I tak raz możesz uprzejmą Grażynkę trafić na serach a innym razem z uśmiechem poda Ci mintaja.
    W owym Tesco jednym z obsługujących jest pan, którego karnacja jednoznacznie wskazuje, że albo on sam, albo jacyś jego antenaci wywodzą się spod Bagdadu. Rzeczonego jegomościa z tłumu jednakowo umundurowanych w białe kitle pracowników wyróżnia nie tylko śniada karnacja, ale i wyjątkowa małomówność a także stoicki spokój. Nie uświadczysz żadnego "dzień dobry", "słucham pana", "w czym pomóc", gdy przyjdzie Ci trafić na pana Abdula - zostaniesz co najwyżej przezeń muśnięty wzrokiem, a i tego doświadczysz tylko, gdy będziesz miał szczęście.
    No rozkmińcie - kolejka jak 150, babeczki się uwijają jak w ukropie, podając filety z kurczaka ("co podać"), krojąc polędwicę ("słucham pana"), mieląc karkówkę ("do widzenia, miłego dnia"), tnąc schab ("proszę uprzejmie, czy to wszystko?") a pośród nich majestatycznie sunie Abdul, całym swoim jestestwem dając do zrozumienia, że pośpiech to rzecz nieprzystająca cywilizowanemu człowiekowi. Poda co miał podać poprzedniemu klientowi, po czym przejdzie, nie - PRZEMIERZY dostojnie te dzielące go od następnego petenta 3 metry, omiecie wzrokiem cały sklep, umyje nóż, przemknie wzrokiem po kolejce, ważne - nie zatrzyma wzroku na kliencie, który EWIDENTNIE jest teraz pierwszy, wytrze nóż, ewentualnie rzuci okiem raz jeszcze na asortyment, potem szybki rzut oka na kolejkę i zapętlić. No koszmar, jeśli w kolejce nie ma żadnego zdecydowanego zawodnika, który Abdula sam zaprzęgnie do roboty ("proszę pana, można?"), to kolejka tak będzie stać aż się któryś z innych pracowników zwolni.
    Abdul NIGDY, ale to PRZENIGDY nie zaszczyci Cię pierwszy słowem. Jeśli jest na stoisku sam, a i Ty w kolejce stoisz samotnie, to czeka Cię, o nieszczęsny wędrowcze, długie i mozolne wyzwanie polegające na próbie skrzyżowania wzroku z Abdulem. On dobrze wie, że tam stoisz, ale nie, nie zapyta, nie podejdzie, nawet najmniejszym ruchem nie zasugeruje, że Cię spostrzegł. Zawodowiec. Albo musisz przegrać tę grę walkowerem i odezwać się pierwszy, domagając się atencji (xD), albo cierpliwie polować na wzrok Abdula. Cierpliwość Twa zostanie zapewne w końcu nagrodzona - Abdul złapany wzrokiem gra honorowo i podchodzi. Myliłby się jednak każdy, kto myślałby, że to koniec - o nie! On nie podda się tak łatwo. Przyjdzie, ale nie powie nic. I nie wiesz, czy przyszedł wyszorować blat, spojrzeć na śledzie czy może Cię obsłużyć.
    Tak pokrótce opisać można pana Abdula. Teraz obiecana historia, a raczej dwie.
    Miałem jakiś czas temu przeżyć coś, co każdemu się zapewne wydarzyło, a co wdzięcznie opisał @powodzenia. #lippaa Polowanie na uwagę Abdula pominę, bo ta historia miałaby 30 A4.
    - Poproszę 15 dag krewetek.
    - ... - Abdul sięgnął po łopatkę, co jasno świadczyło o tym, że przyjął zlecenie.
    Nabrał pełną, wziął worek i idzie do wagi. Worek na wagę i sypie. Widzę, jak sypnęło mu się 170 g. "Spoko" myślę. Ale nieee, sypie skubany dalej. 200, 220, 250 i tu skończyły mu się krewetki na łopatce.
    - Ile miało być?
    - 150 g.
    - Może być 250?
    - Hehehe, nie, wolałbym jednak 150.
    Tu spojrzał na mnie, jakbym mu co najmniej matkę zabił, albo nie wiem, kozę zjadł. No myślałem, że skisnę na śmierć, co on, swoje sprzedaje, że wzrokiem mnie bije jakbym mu chleb odbierał?
    Parę dni później kupowałem mięso. Nie muszę chyba nadmienić na kogo trafiłem.
    - 40 dag łopatki wieprzowej poproszę, proszę mi też ją zmielić.
    - ... - Abdul wziął w rękę rzeźnicki nóż, jebnął (bo zdecydowanie położeniem tego nazwać nie sposób) kawałem łopatki o blat i kroi. CHLAST! - i ukroił.
    DUP! - walnął go na wagę. 720 g. Niezadowolony Abdul bierze nóż i przeciął kawał mięsa na pół.
    - Może być to - mówię, wskazując na większy optycznie kawałek.
    - ... - skomentował bezgłośnie Abdul, nie zaszczycając mnie ani sekundą uwagi. Wrzucił do mielenia mniejszy kawałek, zmielił, dorzucił większy, zmielił, do torebki mi to zapakował, na wagę - 720 g stoi jak byk, nalepkę z ceną mi wydrukował, przykleił, podał. Bez słowa. Tym razem nie byłem taki chojrak, żeby próbować zgrywać klienta-nasz-pana, bo ciągle trzymał ten swój rzeźnicki nóż xD

    tl;dr

    pokaż spoiler W Tesco na Kapelance w Krakowie pracuje śniady psychopata, ma dostęp do noży, klientów i filetów z mintaja.
    pokaż całość

    odpowiedzi (8)