•  

    O co chodziło z tym, że w sierpniu 2014 będzie 5 piątków, sobót i niedziel i że to się zdarzą raz na 823 lata? Jak tak spojrzeć w kalendarz to co kilka miesięcy tak jest, więc o co chodziło bo nie mogę już tego znaleźć? oO #pytanie

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Kiedyś spizgałem mojego psa. Oczywiście wynikło to zupełnie przez przypadek, nie jestem jednym z tych zwyrodnialców, co na przykład dają psu alkohol, żeby później mieć ubaw z tego, że zwierzę się zatacza. Boże broń. Nigdy bym go umyślnie nie skrzywdził. Ale to była dziwna sytuacja, mówię wam.

    Wiąże się to wszystko z moimi konopiami, o których już pisałem. One strasznie długo kwitły, strasznie długo, a ja coraz bardziej się niecierpliwiłem. Pomyślałem, że właściwie co mi tam, mam trzy spore krzaki, jeden zetnę i zrobię z niego makumbę, zamiast czekać i ryzykować, że ktoś mi je znajdzie i stracę wszystkie. I bardzo dobrze, że byłem taki raptus, bo przynajmniej coś na tej całej hehe plantacji zyskałem, dwie pozostałe roślinki straciłem przez swoją naiwność, no ale to inna historia, zresztą macie link.

    THC jest w całej konopi, nie tylko w topkach, a rozpuszcza się w tłuszczu. Makumbę robi się w ten sposób, że tniesz krzaczor na małe kawałki, wrzucasz do garnka, najpierw wygotowujesz wszystko w wodzie, żeby pozbyć się chlorofilu (boli po nim brzuch), później wlewasz tłuste mleko i dodajesz pół kostki tłustego masła. Nie pamiętam już, jak długo to gotowałem, chyba z godzinę, właściwie chyba im dłużej tym lepiej, tylko trzeba uważać, żeby mleko nie wyparowało. Dobra makumba robi mocniej niż najmocniejszy blant, nigdy nie przeżyłem lepszego haju niż po jednej szklance tego cuda.

    Wszystko miałem zaplanowane, wyczekałem moment, kiedy będę sam w domu i do dzieła. Wyszły mi z dwa półlitrowe słoiki, jeden schowałem u siebie w pokoju, drugi bezczelnie wsadziłem do lodówki, żeby mleko się schłodziło, miałem zamiar spróbować tego samego wieczora. Myślałem, że wyciągnę je zanim wróci mama. Resztki rośliny wyrzuciłem na kompostownik za stodołą, mieszkałem wtedy na gospodarstwie. Nie martwiłem się, że ktoś się tymi resztkami zaciekawi, bo już nie przypominały marihuany, zmieniły się w takie kawałki nie wiadomo czego, w dodatku obrzydliwie oblepione tym tłuszczem. Wyrzuciłem je bardziej z tyłu, lekko przysypałem i szalenie zadowolony z siebie wróciłem do domu. Zająłem się czymś innym, chyba książkę czytałem, właściwie już nie pamiętam, później trochę przysnąłem.

    Mama wróciła szybciej, niż się spodziewałem. Wpadła przestraszona do domu i od progu krzyczy, że ktoś nam psa otruł, leży na podwórku i się trzęsie. Mamy rasowca, golden retrieviera, strasznie kochany pies, ale trochę durny. Przeraziłem się, ostatecznie był to mój wierny druh, szybko ubrałem buty i poleciałem sprawdzić co z nim. Faktycznie wyglądał kiepsko, nie mógł wstać, dyszał, oczy miał całe napuchnięte.

    I te oczy wzbudziły moją podejrzliwość. Szybko skojarzyłem, co to może być, chociaż miałem nadzieję, że się mylę. Ale oczywiście miałem rację, zajrzałem na kompostownik, miejsce, gdzie przysypałem konopie było rozgrzebane, łodygi pogryzione, tłuszcz zlizany. Kurwa mać.

    Wróciłem do domu z koszmarnymi wyrzutami sumienia, ale i z nadzieją, że da się jakoś to rozwiązać w sposób bezprzypałowy, ostatecznie od marihłany jeszcze nikt nie zginoł. Nalałem wody do miski, a mama zaproponowała, że może trzeba psa zawieźć do weterynarza. Sprzeciwiłem się, przestraszony, że weterynarz dowie się o co chodzi i jeszcze dopierdolą mi okrucieństwo wobec zwierząt. Zaniosłem temu durniowi wodę, później siedziałem z nim i głaskałem chyba z dwie godziny. W końcu zaczęło mu przechodzić, podniósł się i zaczął chwiejnie łazić po podwórku. Odetchnąłem z ulgą, uwierzyłem, że teraz wszystko już będzie dobrze i wróciłem do domu.

    W kuchni mama oglądała mój słoik z makumbą. Tak, zapomniałem go wyjąć z lodówki.

    Myślałem, że dostanę zawału, kiedy to zobaczyłem, ale postanowiłem zgrywać cwaniaka, chociaż ze stresu wyszło mi średnio. Kiedy złapią cię za rękę, mów, że to nie twoja ręka, co nie.
    - Co to jest? - zapytała mama.
    - Yyyyyy, no mleko – odpowiedziałem.
    To w ogóle nie wyglądało jak mleko, było zielonkawe, pływały w tym kawałki liści, w dodatku tłuszcz u góry zrobił taką jakby skorupę.
    - Co to jest? - powtórzyła mama groźnie.
    Uważam się za całkiem dobrego kłamcę, a w ludziach jest coś takiego, że jeżeli powie im się wstydliwe kłamstwo na swój temat, to są bardziej skłonni w to uwierzyć. Postanowiłem zagrać tą kartą. Ale chyba nie uwierzycie, co mi wtedy przyszło do głowy.
    - To jest ludowy środek na potencję – rzuciłem swobodnym tonem.
    - Że co?!
    - No ludowy środek na potencję. Mam takie kłopoty z dziewczynami mama, nie chcę o tym z tobą rozmawiać.

    Niesamowite, ale tak doskonałe kłamstwo jednak nie zadziałało. Mama nie uwierzyła, zadzwoniła do taty, razem doszli do tego, że to pewnie mleko z maków, którym się narkotyzuję, no i słoik został wylany do kibla. Eh, do dziś mi go szkoda mirki, dobrze, że w szafce miałem ukryty jeszcze jeden. Przypał oczywiście był, ale mama już była przyzwyczajona do moich głupich wybryków i właściwie wszystko jakoś rozeszło się po kościach. Tylko dalej mi wstyd za tę potencję xD Mój różowy zna tę historię, ale ten mały szczególik akurat przemilczałem.

    I teraz będzie puenta. Od tamtej pory zawsze, kiedy sobie palę zioło w domu rodzinnym, mój pies do mnie przyłazi. Albo wtedy siedzi i mnie obserwuje, albo ciapa mnie łapą, tak jak wtedy, kiedy jem coś dobrego i chce, żebym się podzielił. Widocznie zasmakowało.

    #narkotykizawszespoko #truestory #tworczoscwlasna #narkotykiniezawszespoko

    No i mój tag: #wujaandzej

    @Pertaseth: @SzefJaszczurek: @ambitnynick: @CimBor: @DooWo: @lsrrdc: @Aguch: @messerschmitt: @pomidorowa_dobra: @Szczaf: @toldwi: @Turqi @Kapitalis: @Heninger: @mynameis60:
    pokaż całość

  • avatar

    to uczucie gdy czekasz już sobie na emeryturę a oni ci każą na jakieś śmieszne mecze przychodzić
    #mecz

  • avatar

    Ronaldo slam dunk ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #mecz #meczgif

    GFY