Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Kiedy prawie 6 m-cy temu, podjąłem decyzję od odejściu z dość dużej korporacji, byłem pełen obaw. No bo jak to. Półroczny dzieciak, Żona bez perspektyw powrotu do pracy (właściciele postanowili zamknąć firmę), kręcenie głowami i ciche pomruki rodziny i znajomych, że przecież dobrze płatna posada. Z perspektywami. I auto służbowe dali. Nie godzi się.
    Co z tego, skoro szedłem do tej Idylli, jak na skazanie. Wstawałem rano jak automat, a na dzień dobry zamiast śniadania (którego i tak nie mogłem w siebie wcisnąć) miałem potężną dawkę stresu w postaci obaw o na maila nie odpisanie czy raportu nie dokończenie.
    Każde kolejne dni, przemijały mi, niczym krajobraz obserwowany z okna pędzącego pociągu. Ciąg rutynowych czynności. Weekendowy tata, a i to nie szczególnie, bo byłem jak wymięta ścierka, która tylko chciała odpocząć.
    I wiecie co, po tych kilku miesiącach, jestem mega szczęśliwym człowiekiem! Założyłem firmę, trafiłem w nisze na rynku. Mam czas dla Syna, widzę jak dorasta, nie przegapiam ważnych rzeczy.
    Robię to co lubię, jestem w tym dobry - i zaczęły pojawiać się zlecenia. Najpierw drobne, o które musiałem walczyć niczym rasowy telemarketer :) ale opłacało się.
    Przez najbliższe 3 miesiące mam na tyle zleceń, że w końcu nie muszę martwić się o to czy będzie mnie stać zabrać Żone na kolacje do restauracji.
    I najważniejsze jest to, co w sumie traktowałem jako przereklamowany banał, że w końcu mogę SAM zarządzać swoim czasem, sam planować, być panem sytuacji.
    W związku z tym postanowiłem w czwartkowe przedpołudnie, w które normalnie gniłbym w klimatyzowanym biurze, wyjść na podwórko i zrobić kociołek na obiad :)
    Polecam ten styl życia! Więcej wiary we własne wybory. Uda się i nie ma innej opcji! :)

    #tylewygrac #foodporn #korposwiat #truestory #coolstory
    pokaż całość