:]

Ciastka!

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Na kilka godzin przed moimi 25 urodzinami naszły mnie takie #feels jak nigdy w życiu...

    Mój ojciec jest marynarzem, twardym skurczybykiem. Służbistą o zapędach dyktatorskich. Kiedy byłam dzieckiem bił mnie i moją starszą o 8 lat siostrę. Kiedy przypływał i wracał do domu próbował wszystko poustawiać i "doprowadzić" do porządku. Przeprowadzał rewolucje w funkcjonowaniu domu. Nigdy nie był z niczego zadowolony, a najbarsziej kłócił się z moją matką o pieniądze.

    Moja matka miała i wciąż ma fioła na jego punkcie. To jej pan i władca, to jedyna miłość. Tylko on się dla niej liczy. Dla niego mogłaby zrobić wszystko. Dzieci są tylko dodatkiem.

    Kiedy miałam 11 lat moja siostra postanowiła, że "ucieknie" z domu, przestała się w nim pojawiać, nie chodziła do szkoły, nocowała u faceta za miastem. Odtąd moja matka zaczęła walczyć o to, by wracała chociaż na noc do domu. "Co sąsiedzi sobie pomyślą?!"

    Pamiętam dzień, w którym moja siostra przyszła od lekarza i oznajmiła że jest w ciąży. Matka zapytała się tylko "co z tym zrobisz?". Zachowała dziecko. Zaczęły się przygotowania do ślubu, o których ojciec dowiedział się będąc na kontrakcie przez SMSa. Nie było go na weselu.

    Widząc to jak moja matka strasznie się męczy, żeby jakoś utrzymać rodzinę w kupie postanowiłam że nigdy nie będę jej sprawiać problemów. Że zawsze będę w domu. Że skończę szkołę muzyczną tak jak rodzice chcieli. Zamknęłam się w sobie. Wiele razy płakałam z samotności, lecz wszyscy byli zbyt zajęci swoimi problemami by mnie dostrzec.

    W domu pojawił się komputer. Spędzałam w Internecie każdą wolną chwile. Mijały minuty, godziny, dni i lata. Poprawiałam sobie humor kabaretami, śmiesznymi filmikami. Robiłam wszystko, żeby nie myśleć. Oczywiście jak ojciec był w domu to nie mogłam bo "komputer to nie zabawka".

    Wszystkie rzeczy są dla mojego ojca ważniejsze ode mnie. Jak wraca pastuje bufet, podłogi, szoruje zlewozmywak i ciągle obwinia mnie o "zapuszczenie domu". Kupił nowy samochod - jechałam nim raz. Całą drogę siedząc na kocu bo w jeansach absolutnie nie można usiąść na jasnej skórze.

    Od 10 lat ma działkę za miastem, na której wybudował dom. Wypływa, wraca i po dwoch dniach jedzie na wieś. Nigdy go nie ma, a jak jest organizuje mi czas w 100%. Budzi, żebym zrobiła mu śniadanie a potem zapędza do roboty. Do czyszczenia sedesu, do polerowania klamek. A ja nie mam odwagi powiedzieć mu, że mam inne plany... Kiedy chodziłam do szkoły i zachorowałam powiedział mi, że nie muszę do niej wracać. I tak nic ze mnie nie będzie, a "sprzątaczki też są potrzebne".

    Dla mojego ojca ważniejsi są inni ludzie. Choćbym mówiła to samo to mnie nie posłucha. Choćbym nie wiem jak się starała jestem "nikim w tym domu". Zrobiłam mu kiedyś ciasto, poczęstował Kaszuba pracującego w tym drugim domu ze słowami "cóż, to nawet w połowie nie jest tak dobre jak robi pana żona, ale można zjeść".

    Moja siostra nie pracowała. Wszyskim zajmował się jej mąż. Mama pomagała finansowo i nie tylko. Kiedy siostra studiowała zaocznie, za kasę rodziców albo ja się opiekowałam młodym, albo mama. Kazała mu mówić "mamo" bo czuła się za młoda na babcię.

    U nas w mieszkaniu nie ma zdjęć dzieci. Rodzice ich nie akceptują. Cały czas krytykują ich zachowanie. "Nie dotykaj, masz tłuste ręce!" Fajnie dorasta się w domu, w którym ciąża jest gorsza od raka.

    Siostra zamieszkała w drugim mieszkaniu ojca. Nie płaci za wynajem. Zasponsorowano jej studia, samochód. Mama robiła jej zakupy, ja zajmowałam się dziećmi. Wszystko kręciło się wokół niej.

    Moja kobiecość została stłamszona. Ojciec wzdrygał się na widok reklam podpasek. Matka gdy zauważyła, że pomalowałam rzęsy wybuchnęła "no tak! malujesz sie, zaraz jakiemuś facetowi do łóżka wskoczysz!". Miałam 14 lat. Wszystkie zdjecia z tego okresu wygladaja tak samo. Włosy w kok, stare ubrania po siostrze. Bieda z nędzą. Czułam do siebie odrazę i niewiele się w tym temacie zmieniło.

    Kiedy zdałam maturę stwierdziłam - nie dam rady już dłużej udawać, że kocham muzykę. Nie poszłam na egzamin wstępny na Akademię muzyczną. Chciałam śpiewać, lecz nie dostałam się na wokalistykę jazzową.

    Wtedy poznałam pierwszego chłopaka. Śmieszny dobry facet. Podsunął mi pomysł, żebym poczekała z decyzją o studiach. Zrobiła sobie rok przerwy i wtedy postanowiła co dalej. Mamie się to, delikatnie mówiąc, nie spodobało. "No tak, masz chłopaka więc masz już cel w życiu! Pójdziesz na studia i koniec!".

    Wyjechałam więc do Torunia. Ojciec podwiózł mnie i moje rzeczy pod akademik i pojechał. Znów byłam zupełnie sama. Archeologia to jednak nie był mój konik... Poznałam tam kolejnego chłopaka. Na początku mi imponował, był miły. Ale najważniejsze, że mnie CHCIAŁ. Twierdził, że kocha. Ale pozwalał sobie na coraz więcej. Podnosił na mnie rękę, wyśmiewał, traktował z góry, wykorzystywał, robił wodę z mózgu, wmawiał że powinnam się leczyć. Poszłam za jego namową do psychiatry, powiedział co mam mówić. Dostałam psychotropy, ale fatalnie się po nich czułam.

    W połowie pierwszego roku rzucilismy studia, wrocilismy do Gdańska.
    Musiałam znów zamieszkać z rodzicami. Przejść piekło powrotu, wyzwiska. Czekając na nowy rok akademicki postanowiłam pójść do pracy w galerii. Ojciec zabronił, "nie będziesz nikomu podawać butów!". Nie posłuchałam.

    Jezdziłam codziennie do pracy, potem do chłopaka. Wracałam do domu ostatnim tramwajem po 23. I tak codziennie. Wszyscy mieli to w nosie.

    Rozstawałam się z nim 9 razy, plakał, przepraszał, groził a ja ulegałam. W końcu po kolejnej kłotni o bzdurę wyszłam i już nie wróciłam. Groził że coś sobie zrobi (raz po pijaku chciał się przy mnie rzucić pod samochód), ale byłam już pusta w środku.

    Po kilku tygodniach pożałowałam swojej decyzji, chciałam wrócić. A on moją słabość wykorzystał. Pisał, że jestem wampirem emocjonalnym, że nie zasługuję na miłość. Że to zło które mu wyrządziłam wróci. Że powinnam umrzeć.
    Zaczęłam na poważnie myśleć o samobójstwie. Nikt tego nie zauważył, a ja nie miałam odwagi nawet się pociąć.

    Minął rok, studiowałam gównokierunek na uniwerku. Trochę odżyłam. Zalogowałam się na badoo i tak trafiłam na M.

    Na początku było super, znów był ktoś kto mnie CHCIAŁ. Ale szybko zaczęło się "nie jesteś w moim typie", "kobieta jest wizytowką mężczyzny, zrób coś ze sobą! idź na solarium, biegaj!", "zawsze chciałem mieć kobietę jak Monica Belluci, a trafiło mi się coś takiego". Oglądał się za innymi kobietami, wciąż wzdychał do koleżanki.

    Dwa razy po kłotni wywiózł mnie daleko od domu i kazał "wypierdalać" z samochodu. A ja do niego wracałam.

    Kiedy nie mogłam już wytrzymać zerwałam. Płakał, przepraszał, przyznawał że mówił mi okropne rzeczy żebym nie poczuła się zbyt pewnie i nie odeszła. To mnie dobiłon i wypaliło.

    Wróciłam do dawnego życia: domu i Internetu. Tak się pocieszałam. Wtedy wkroczył ojciec. "Całymi dniami siedzisz przed komputrem, zobacz, wyglądasz jak świnia i lepiej nie będzie! Zrób coś ze sobą bo nikt cie nie bedzie chciał".
    Ostatnio wysmiewał się ze mnie jak ćwiczyłam w domu. Gdy przeczytalam ze trzeba zjesc cos po treningu zabronił mi "po to biegasz, żeby teraz znowu jeść?!"

    Z mama się nie dogaduje. Coraz częściej się kłocimy. Był taki incydent z rzucaniem zakupami i grożeniem "ja sie przez ciebie zabije", "wyjde z domu i nie wroce".

    Zawsze, za kazdym razem kiedy opowiadam o swoich problemach musi je umniejszac i dawac przyklad siebie jako osoby bardziej pokrzywdzonej. Więc przestałam z nią rozmawiać. Przychodzi do mnie tylki wtedy, kiedy muszę jej w czymś pomóc (najczęściej dotyczy to rozkazów od ojca).

    Boje sie ze jak sie wyprowadze to na ich starosc bede musiala wrocic i sie nimi opiekowac :/ co wzbudza we mnie dodatkowe poczucie winy.

    Obroniłam licencjat, ale na 3 roku dowiedziałam się że mieliśmy za mało godzin więc nie mamy uprawnień (pedagogicznych). Zmusiłam się, żeby iść na mgr. Nikt z Was pewnie nie wie, jakie spierd@%& są studia humanistyczne na ug. Zerowy poziom. A potem zero perspektyw.

    Kiedy moja siostra wróciła na studia namawiała mnie żebym jej pomogła napisać pracę. "bo tobie to tak wszystko łatwo przychodzi". Potem mama kazała mi jej pomóc. Nie ugiełam się. Obraziła się na mnie i kilka miesięcy nie odzywała. Ktoś kto powinien być mi najbliższy, bo przecież wychowywał się w takich samych jak ja warunkach jest jak obca osoba...

    W piątek na działkę mają przyjechać meble. Nie mogę pomóc mamie ich odebrać bo jestem w pracy. (Tak, jako muzyk instrumentalista, po 7 latach studiów smażę w food trucku hamburgery). Mama się za to obraziła, rzuciła mi paczkę z prezentem na urodziny na biurko. Gdy zapytałam dlaczego dzień wcześniej odparła, ze rano wychodzi i nie wie czy i kiedy wróci.

    Zaczęłam chorować. Ze stresu powypadały mi włosy. Jestem wrakiem człowieka. Prawdopodobnie nie będę mogła mieć dzieci.

    Czuję do siebie obrzydzenie. Do swojego ciała. Nigdy nie patrzę w lustro.

    Chciałam tylko zaznać w życiu miłości.

    Za kilka godzin są moje urodziny. Siedzę w pokoju sama.

    Tak kochane Mirki wygląda prawdziwy #przegryw
    pokaż całość

    odpowiedzi (207)

  • odpowiedzi (27)

  • odpowiedzi (4)