Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    #anonimowemirkowyznania
    Moj #rozowy zażyczył sobie ostatnio kota. Jakos nie bardzo chciałem się zgodzić, nie dlatego że zwierząt nie lubię ale wiem, że czesto ma slomiany zapał i jej się znudzi. Szkoda mi bylo zwierzecia, ja prawie caly dzien w pracy wiec zbytnio bym nie pomagal. Rozowy nie pracuje, studiuje zaocznie wiec w tygodniu w pracy. Mieszkanie wynajmujemy wiec mieszkamy razem (mala kawalerka ale zawsze cos).

    No i wracam z pracy pewnego dnia a tu w rogu micha i kuweta. Wiedzialem co jest grane, wchodze dalej a tu na kanapie moja bawi sie z siersciuchem. Wkurzylem sie najpierw bo mowilem ze zadnego zwierza sobie nie zycze ale dziad sie zaczął przymilać a ona już prawie łzy w oczach ze do adopcji wzieła wiec mowie ok- ale na warunkach. Przygarnełaś wiec kot jest Twoj i bierzesz za niego PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ i koszty tj. szamunek i żwirunek oraz opieka medyczna (jako ze sie uczy rodzice przelewają jej "kieszonkowe" wiec jakies swoje pieniadze na drobne wydatki ma. Prawie mi na bolca wskoczyła z radości.

    No i wszystko było fajnie do czasu. Wracam z pracy za 3 dni i rozowy do mnie że sie odkurzacz zepsuł. No to sprawdzam co jest grane a tam pełny worek żwirku z kociego gó...na i filtr zalepiony tak, że sie silnik spalił.
    Pytam co to k... jest a ona, że kuwetę chciała posprzątać. Czaicie? Wzięła odkurzacz i wciagnela cala zawartosc kuwety do srodka a przynajmnie wieksze pol bo sprzet tego nie przeżył. To co zostalo dosypala nowym zwirkiem i gitara.
    Mowie jej, ze to sie bierze łopatke i wyskrobac trzeba, zapakowac w worek a kuwete umyc i zasypac. A ona na to, ze przeciez jak to sie w kupach grzebac. Wzialem wkur...ony szpachelke i zrobilem krotkie POKAZUJE I OBJASNIAM i zmienilem ta kuwete. I powiedzialem jeszcze, że odkurzacz na jej koszt kupuje nowy z jej kieszonkowego i kuweta ma byc co drugi dzien zmieniona jsk nalezy kur... jego mać!

    Po dwoch dniach oczywiscie wracam a zwirek wola o wymiane, wiec mowie ze czemu nie zmienila a ona czy bym ja nie mogl bo ja brzydzi. I czy ja moge wymieniac zwir a ona bedzie karmic kota. Powiedzialem ze chyba se jaja robi i wziela gada to ma sie nim zajac. Oczywiscie foch i płacz i kuwete sam zmieniłem. Na drugi dzień przyszla do mnie i mowi ze kota chce oddac komus. Ja mowie WTF? Tydzien nie minal i co? Przerasta Cie? Mowisze ze za duzo roboty? A jak dziecko kiedys urodzisz i się zesra to tez oddasz zamiast przewinąć?

    Znowu foch.

    Powiedziałem, że nie oddam gada. Kot to nie zabawka a poza tym sie do dziada przyzwyczaiłem i łazi ciągle za mną i sie łasi jak w domu jestem. Rozowy cos nabakneła że moze zamiast kota psa wezmiemy bo to wyjdzie na dwor i z glowy ale jak wyskoczyłem z ryjem, ze z trawnika kupe też trzeba sprzatnac to zamilkła. I ze jej to kot by pasował ale wypchany bo taki to rzadziej sra. A jak sie nie nauczy po kocie sprzątać to ani grosza ode mnie nie dostanie niech zyje z "rodzicowego". Bo kota nie oddam.

    Niech sie nauczy odpowiedzialnosci jak chce matka kiedys byc. Teraz czekam co zrobi.

    #logikarozowychpaskow #koty #zalesie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Limonene
    pokaż całość

    odpowiedzi (109)

  • odpowiedzi (22)

  • avatar

    Dzisiaj w moim korpo poruszenie, od rana awaria całego systemu, nic się nie da zrobić a deadline'y cisną mocno. Dział techniczny postawiony na nogi, walczy żeby ogarnąć ten burdel. Ja ( obsługa klienta ) staram się jak mogę, ale klientów przybywa. Przychodzi jakaś szycha z dużym zamówieniem a ja nie mam jak go obsłużyć bo inny dział ma opóźnienia. Patrzę przez ramie manager pokazuje mi żebym grał na czas, no to ja zaproponowałem klientowi kawę. Zgodził się, próbuję zagaić żeby przełamać ciszę, ale gość mnie ignoruje i w ciszy popija naszą zajebistą Arabicę. Ja czekam na te różowe z innego działu, słyszę tylko jak manager wydziera mordę żeby się pośpieszyły. W końcu jest produkt, pakuje cztery BigMaci i dwa McFlurry w torbę, dorzucam 2 puszki coli i podaje klientowi. Bałem się że pójdzie na skargę do szefa ale na szczęście darmowa kawa chyba go uspokoiła i wyszedł bez słowa. Chwilę potem technicy ogarnęli tę awarię dystrybutora do coli i wszystko wróciło do normy. Uff co za dzień, nienawidzę pracy w korpo.

    #korposwiat #korpo #heheszki
    pokaż całość

    odpowiedzi (38)