1 2 3 4 5 6 7 ... 29 30 następna

Najlepsze komentarze lipca 2011

  • avatar

    Jest już późno, a więc kładziesz się spać. Wstajesz o 6 rano, wędrujesz do przychodni i rejestrujesz się na wizytę u swojego lekarza pierwszego kontaktu. Niestety przed Tobą było już pięćdziesięciu emerytów w kolejce, a lekarz przyjmuje tylko dziesięć osób dziennie, bo takie są limity z NFZ. Wracasz do domu. Następnego dnia wstajesz o 5 rano, wędrujesz do przychodni. Niestety przed Tobą było już trzydziestu emerytów w kolejce, a lekarz przyjmuje tylko dziesięć osób dziennie, bo takie są limity z NFZ. Wracasz do domu. Wieczorem zabierasz śpiwór i około 22giej idziesz do przychodni, żeby mieć pewność, że zostaniesz zarejestrowany na wizytę. Kładziesz się w śpiworze pod drzwiami i starasz się czuwać, aby żaden emeryt nie odebrał Ci pierwszego miejsca w kolejce do rejestracji do lekarza pierwszego kontaktu. Niestety człowiek nie jest maszyną i przysypiasz na pięć minut. W tym czasie przychodzi dziewięciu emerytów i wciskają się na Twoje miejsce. Postanawiasz zwinąć śpiwór i za wszelką cenę walczyć o utrzymanie ostatniej pozycji. O szóstej rano dzielnie stoisz w kolejce, a za Tobą stoi pięćdziesięciu emerytów i dwudziestu rencistów z nadzieją, że uda im się wcisnąć. Z odległości kliku metrów starasz się przeczytać informację na drzwiach. Na szczęście masz aparat z zoomem, robisz zdjęcie i czytasz: "Lekarz pierwszego kontaktu przyjmuje: 1. osoby ubezpieczone w NFZ, poniedziałek, godz 09:00-09:30, pokój 21. 2. Prywatnie: od poniedziałku do piątku w godz 09:30-18:00". Patrzysz na komórkę. Dziś wtorek. Niestety nie zarabiasz średniej krajowej, więc nie stać Cię na prywatną wizytę. Rejestrujesz się na najbliższy poniedziałek i idziesz do domu. W czwartek orzeszek w płucu zaczyna Ci przeszkadzać, zaczyna się świstanie i trudności w oddychaniu. Pożyczasz od rodziców sto złotych na prywatną wizytę u lekarza pierwszego kontaktu. Wchodzisz do przychodni, pokazujesz pieniądze i wpuszczają Cię od razu do gabinetu. Lekarz zapisuje Twoje dane, bada Cię i zleca trzy dodatkowe badania u kolegów specjalistów w prywatnych gabinetach. Każda z tych wizyt kosztuje Cię 100 złotych, dlatego dzwonisz do rodziców, żeby szybko przyjechali do przychodni z pieniędzmi. Wracasz do lekarza pierwszego kontaktu, który informuje Cię, że już raz wyszedłeś z gabinetu, więc musisz zapłacić kolejne sto złotych za następną wizytę. Na szczęście rodzice jeszcze nie wyszli. Lekarz po przeanalizowaniu wyników badań, stwierdza, że musi wypisać Ci skierowanie do szpitala na operację. Niestety on, jako lekarz prywatny nie może wypisać Ci skierowania do publicznego szpitala, bo nie ma takiego kontraktu z NFZ. Musisz przyjść do niego w poniedziałek, gdy pracuje publicznie. Wracasz do domu, kładziesz się do łóżka i tak czekasz do poniedziałku. Rano idziesz do tego samego lekarza, który po zebraniu dokładnego wywiadu i zleceniu trzech dodatkowych badań. Na szczęście zabrałeś kopię wyników (kosztowały 25zł/stronę w ksero w przychodni) ze sobą i lekarz na ich podstawie wystawia Ci skierowanie do szpitala na oddział chirurgiczny. Zadowolony wsiadasz w autobus i jedziesz do wskazanego na skierowaniu szpitala. Jesteś na miejscu o godz 11:05. Rejestracja szpitalna jest zamknięta, a napis na kartce mówi: "Rejestracja czynna od 10:00 do 11:00". Wracasz do domu. Nauczony doświadczeniem z przychodni, stawiasz się pod bramą szpitala wieczorem i czekasz do rana. Przychodzi godzina dziesiąta i wręczasz "miłej" pani w okienku skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu. Ona otwiera wielką księgę, przewraca kartki, przewraca... Udało się! Jest wolne miejsce! Przyjmą Cię do szpitala w sierpniu... 2016 roku, ponieważ wcześniej są już wykorzystane limity z NFZ. Do tego czasu, w trosce o Twoje zdrowie, masz kategoryczny zakaz wykonywania pracy fizycznej. Masz siedzieć na kanapie przed TV i nic nie robić. Postanawiasz udać się do ZUS i wypełnić wniosek o rentę inwalidzką. Niestety nie mogą go przyjąć, bo zalecenie nie wykonywania pracy fizycznej jest wystawione przez pielęgniarkę z recepcji, a nie lekarza. Wieczorem idziesz ustawić się w kolejce do rejestracji do lekarza pierwszego kontaktu w Twojej przychodni, celem zdobycia zaleceń potrzebnych do wypełnienia wniosku w ZUS.

    ...
    Kontynuować?
    pokaż całość

  • avatar

    Sądząc po tytule spodziewałem się, że Ty mu pomagałeś, a na końcu zostałeś przez niego zrobiony w konia, czy inne bambuko, a tutaj prosżę. Świat jak widać nie zawsze jest taki zły jakby się mogło wydawać, Wykopię, bo dobrze jest czasem dla odmiany przeczytać o czyms pozytywnym, a nie kolejne gorzkie żale :-)

  • avatar

    @Pretty_Vacant: Udało Ci się zarejestrować na wizytę w ramach ubezpieczenia z NFZ. Czekasz w łóżku do poniedziałku. Przychodzisz do przychodni w dzień wizyty. Przed Tobą pięciu emerytów i czterech rencistów, a więc jesteś dziesiąty. Spokojnie czekasz w kolejce. Przychodzi w końcu Twoja kolej, ale pojawia się sąsiadka, pani Zosia emerytka i pyta, czy może wejść pierwsza i przez drzwi zapytać, czy jeszcze ją dziś lekarz przyjmie ekstra. Zgadasz się nic nie podejrzewając. Emerytka wchodzi, zamyka drzwi. Wychodzi po piętnastu minutach i ładnie Ci dziękuje. Wchodzisz do gabinetu na umówioną wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, niestety ten informuje Cię, że już dzisiaj przyjął dziesięć osób, a pani Zosia była ostatnia. Oczywiście lekarz oferuje Ci prywatną wizytę za sto złotych. Dzwonisz więc do rodziców, żeby szybko przyjechali, bo w przychodni znów Cię zrobili w konia i musisz zapłacić za wizytę. Rodzice przyjeżdżają, dostajesz pieniądze, wchodzisz do gabinetu. Lekarz zapisuje Twoje dane, bada Cię i zleca trzy dodatkowe badania u kolegów specjalistów w prywatnych gabinetach. Każda z tych wizyt kosztuje Cię 100 złotych, na szczęście rodzice czekają na korytarzu. Wracasz do lekarza pierwszego kontaktu, który informuje Cię, że już raz wyszedłeś z gabinetu, więc musisz zapłacić kolejne sto złotych za następną wizytę i dodatkowo trzysta złotych za wystawienie zaświadczenia o całkowitej niezdolności do pracy. Nie martwisz się, bo rodzice zapewnili, że mają więcej pieniędzy na ewentualne "dodatkowe koszty leczenia". Z kompletem dokumentów jedziesz do ZUS. Pobierasz wniosek o rentę inwalidzką, wypełniasz i razem z plikiem papierów od lekarzy (nauczony doświadczeniem zrobiłeś ksero wszystkich wyników badań 25zł/szt w przychodni) oddajesz "miłej" pani w okienku. Niestety okazuje się, że wniosek można pobrać na miejscu, ale złożyć trzeba osobiście w wojewódzkim oddziale NFZ, który znajduje się w centrum miasta. Jedziesz więc do nowego pałacu NFZ, wybudowanego za niebagatelną kwotę 2mld złotych (z pieniędzy podatników). W rejestracji opisujesz swoją sprawę, że chcesz złożyć wniosek o rentę inwalidzką i masz cały komplet dokumentów. Zostajesz skierowany na XI piętro, pokój 1173. Niestety winda jest tylko dla pracowników, więc musisz iść schodami, pomimo tego, że lekarz zabronił. W końcu docierasz pod wskazany pokój. Czekasz w kolejce tylko trzy godziny i rozmyślasz jak to wszystko jest dobrze tutaj zorganizowane w porównaniu do przychodni na Twoim osiedlu. W końcu przychodzi Twoja kolej, wchodzisz do pokoju i zadowolony kładziesz teczkę z dokumentami i wypełnionym wnioskiem. Niestety okazuje się, że w tym pokoju przyjmują tylko osoby powyżej 35 r. życia, a ty masz dopiero dwadzieścia z hakiem. Na pytanie gdzie przyjmą Twój wniosek, "miła" pani odpowiada, że nie wie i musisz zapytać się w informacji na parterze. Schodzisz z XI piętra na parter, gdzie dowiadujesz się, że wniosku o rentę inwalidzką dla osób poniżej 35 r. życia przyjmowane są na XI piętrze w pokoju nr 1179. Kierujesz się w stronę schodów i zdyszany rozpoczynasz wspinaczkę do góry. Robisz częste przerwy, ponieważ orzeszek w płucu mocno daje się we znaki. Na X piętrze zatrzymuje Cię ochroniarz i mówi, że ten oddział NFZ zamykają o 16:00, a jest 15:45 i od pół godziny żaden urzędnik już nie pracuje. Poganiany przez ochroniarza schodzisz na dół. Wracasz do domu i kładziesz się do łóżka. Wstajesz następnego dnia rano i jeszcze raz jedziesz do centrum miasta do wojewódzkiego oddziału NFZ. Idąc w kierunku schodów przechodzisz obok windy dla pracowników. Ktoś Cię do niej wciąga. Okazuje się, że to Twój kumpel ze studiów, mgr filologii polskiej. Udało mu się dostać pracę w NFZ jako pracownik fizyczny (przynieś, podaj, pozamiataj i napraw) na ćwierć etatu. Dzięki czemu stał się szanowanym człowiekiem wśród bezrobotnych magistrów, którzy ukończyli z Wami uniwerek. Kumpel wyświadcza Ci przysługę i wiezie Cię na XI piętro windą. Uradowany wchodzisz do pokoju 1179 i podajesz "miłej" pani przy biurku komplet swoich dokumentów razem z wnioskiem o rentę inwalidzką. Niestety okazuje się, że dla NFZ sam dowód osobisty nie jest wystarczającym dokumentem do potwierdzenia tożsamości, dlatego do wniosku musisz załączyć także odpis skrócony aktu urodzenia, który można otrzymać w Urzędzie Stanu Cywilnego w miejscu Twojego urodzenia.

    CDN...
    pokaż całość

  • avatar

    Kto to jest Robert M?

  • avatar

    @kaskaderMike: ciekawe co na to mój promotor...

  • avatar

    @PrettyVacant: Niestety pech chciał, że urodziłeś się w małym miasteczku "X" 100km od obecnego miejsca zamieszkania. Idziesz więc do rodziców i prosisz o kilkadziesiąt złotych na podróż do X. Sprawdzasz rozkład jazdy pociągów w internecie i wynajdujesz jedyne bezpośrednie połączenie o godz 05:49. Pakujesz się, na wszelki wypadek wkładasz do plecaka teczkę ze wszystkimi dokumentami i idziesz spać. Rano wstajesz i wyruszasz w podróż. Na dworcu PKP kupujesz bilet do miejscowości "X". Niestety już się nie uczysz i nie masz jeszcze renty inwalidzkiej, więc nie możesz kupić biletu z ulgą 49%, musisz zapłacić pełną kwotę. Składasz bilet i chowasz do wewnętrznej zapinanej kieszeni kurtki, żeby go nie zgubić. Sprawdzasz rozkład jazdy pociągów i udajesz się na peron 7, skąd powinien zaraz odjechać Twój pociąg. Czekasz 5 minut... Czekasz 10minut... Czekasz godzinę... Z powodu remontu torów (trzeba je przystosować do "nowych" składów Pendolino zakupionych przez PKP) Twój pociąg jest opóźniony o 120 minut. Dwie godziny to dla Ciebie nic w porównaniu z oczekiwaniem w kolejce w przychodni. Czas szybko mija na liczeniu wagonów składów towarowych. Gdy wybija godzina odjazdu Twojego pociągu, z głośników podają komunikat: Opóźniony pociąg Przewozy Regionalne do "X" wjedzie wyjątkowo na tor drugi przy peronie pierwszym. Szybko chwytasz swój plecak i biegniesz (choć lekarz zabronił biegać) do tunelu, żeby dostać się na pierwszy peron. Niestety tam zablokowali Cię emeryci - właśnie pędzili na opóźniony pociąg, który wyjątkowo wjeżdżał na peron siódmy. Wpadasz zdyszany na peron, niestety pociąg właśnie ruszył i nie możesz wsiąść. Postanawiasz odzyskać pieniądze za bilet w kasie dworca. Przy okienku okazuje się, że zwroty wydaje się tylko w kasie nr 2, która w tej chwili jest nieczynna, ponieważ kasjerka ma przerwę. Nauczony doświadczeniem stajesz przy kasie i czekasz aż pojawi się pracownik. W ciągu kilku minut za Tobą ustawia się kolejka zdenerwowanych podróżnych, którzy też próbują odzyskać stracone pieniądze. Kasjerka pojawia się po pół godzinie i informuje Cię, że nie przysługuje Ci zwrot pieniędzy za bilet. Bilet można zwrócić, gdy pociąg jest opóźniony, a pasażer z tego powodu musi zrezygnować z podróży. Wg kasjerki chcesz oddać bilet pod odjeździe pociągu, więc bardzo możliwe, że zwyczajnie się spóźniłeś i próbujesz wyłudzić zwrot pieniędzy. Wyrzucasz nic nie warty bilet do kosza na śmieci i wychodzisz z dworca. W drzwiach zatrzymuje Cię patrol Straży Ochrony Kolei. Niestety zwinięty papierek, który rzuciłeś do kosza, odbił się od krawędzi i spadł obok, w związku z czym funkcjonariusze wystawiają Ci mandat za "zaśmiecanie przestrzeni publicznej" na kwotę 150zł. Z dużo lżejszym portfelem wychodzisz z dworca i wracasz do domu. Kładziesz się do łóżka. Następnego dnia wstajesz rano, jesz śniadanie, myjesz zęby i znowu jedziesz na dworzec PKP. Kupujesz bilet do miejscowości "X" i zajmujesz strategiczną pozycję na środku tunelu, który prowadzi do różnych peronów. Po dwóch godzinach pada komunikat, że Twój pociąg wjeżdża na peron czwarty. Szybko biegniesz na górę i wskakujesz do pociągu. Yeah! Udało się! Porannym pociągiem jadą robotnicy do pracy, nie ma miejsc siedzących i wszyscy tłoczą się w korytarzu. Na szczęście stukilometrowa podróż PKP, to tylko cztery i pół godziny, więc możesz postać tę chwilę. Pociąg rusza i natychmiast przychodzi konduktor sprawdzać bilety. Wyciągasz swój starannie złożony bilet z wewnętrznej, zapinanej kieszeni kurtki i podajesz do sprawdzenia. Twój bilet jest nieważny! Zapłaciłeś za podróż pociągiem przewoźnika TLK, a to jest kurs Przewozów Regionalnych! Mogłeś przyswoić wiedzę z Wykopu o pociągach w Polsce i nie dać się nabrać, niestety jest już za późno i pokornie przyjmujesz "bilet kredytowy" o wartości 250zł. Dalsza podróż mija bezproblemowo, pomijając kilku pijanych facetów, którzy palą papierosy w pociągu. Od dymu kaszlesz, a orzeszek przemieszcza się w płucu powodując nieznośne swędzenie. Twoja podróż dobiega końca, pociąg nabrał jedynie 90 minut dodatkowego opóźnienia. Wysiadasz w miejscowości "X".

    CDN... jutro, bo trzeba iść spać, a na ósmą do roboty.
    pokaż całość

  • avatar

    Skoro jesteśmy przy sprawach rodzinnych to:
    " Mam nadzieję, że wszyscy popaprańcy już śpią i komentarz chociaż chwilę przetrwa.
    Oto informacje za które dostałem bana na koncie Shulgin:
    Moderatorzy mogą unieważniać wykopy użytkowników (tak panie maciejkiner to jest fantastyczny automatyczny mechanizm :P). Działa to w ten sposób, że po unieważnieniu nadal widać wykop użytkownika, jednak w systemie nie ma on znaczenia i nie wpływa na wejście wykopaliska na główną. Moderator jednym pstryknięciem uznaje, że twój głos jest nic nie wart. Mechanizm ten jest powszechnie wykorzystywany przez moderatorów do opóźniania wejścia niewygodnych znalezisk na główną. A teraz trochę o owym automacie panie maciejkiner (jednym z wielu lol). Wykopy użytkowników z jednego IP nie mają żadnego znaczenia, liczy się tylko pierwszy wykop z danego IP. Reszta mimo, że widoczna jako głos nie ma znaczenia przy wchodzeniu na główną (tajne i poufne k%$%$a, brawo).
    "
    pokaż całość

  • avatar

    Może prysnęło pani z hamburgera w okulary i dlatego wszędzie tłuszcz widzi.

  • avatar

    @prusi: A​d​m​і​n​і​s​t​r​а​c​j​а​ ​p​r​z​е​s​z​ł​а​ ​s​а​m​ą​ ​s​і​е​b​і​е​.​ ​T​е​r​а​z​ ​t​ο​ ​k​ο​n​k​r​е​t​n​і​е​ ​p​r​z​е​g​і​ę​ł​а​.​ ​U​s​u​w​а​n​і​е​ ​n​а​ ​p​r​ο​ś​b​ę​ ​t​е​g​ο​,​ ​n​а​ ​p​r​ο​ś​b​ę​ ​t​а​m​t​е​g​ο​,​ ​n​а​ ​p​r​ο​ś​b​ę​ ​d​ο​d​а​j​ą​c​е​g​ο​,​ ​n​а​ ​p​r​ο​ś​b​ę​ ​m​ο​d​е​r​а​t​ο​r​а​,​ ​N​O​ ​K​U​R​W​A​!​ ​n​і​е​d​ł​u​g​ο​ ​b​ę​d​z​і​е​ ​"​n​а​ ​p​r​ο​ś​b​ę​ ​P​O​ ​&​ ​P​і​S​ ​"​ ​

    ​U​s​u​ń​c​і​е​ ​s​ο​b​і​е​ ​m​ó​z​g​,​ ​d​r​ο​d​z​у​ ​а​d​m​і​n​і​.​


    Mnie też teraz usuniecie? Nie boję się.
    pokaż całość

  • avatar

    Martyno! Zazdrość przez ludzi przemawia
    nie przejmuj się Dzielna Kobieto,
    odkryłaś genialny sposób na generowanie
    kolejnych książek :)

    dla bezpieczeństwa poszukaj jednak jakiegoś softu
    który na bazie słownika wyrazów bliskoznacznych
    generowałby bardziej unikalny kontent...

Najlepsze wpisy lipca 2011