1 2 3 4 5 6 7 ... 35 36 następna

Najlepsze komentarze czerwca 2013

Najlepsze wpisy czerwca 2013

  • avatar

    Jestem pewna, że nie uwierzycie w to, co mi się dzisiaj przytrafiło.

    Wstaję rano, ważny dzień, obrona pracy licencjackiej. No i od tego momentu rozpoczyna się seria niefortunnych zdarzeń, którą zgotował mi złośliwy los. Po przebudzeniu niewyspana i zestresowana nadchodzącymi wydarzeniami poszłam do toalety nie wiedząc jeszcze, że będę mieć dzisiaj więcej stresu i więcej niespodzianek niż ustawa przewiduje. Bowiem po kilku minutach spędzonych w toalecie okazało się, że drzwi zatrzasnęły się na amen. Zepsuła się klamka. I co teraz?

    Szybka analiza sytuacji wykazała, że:
    - nikogo nie ma w domu, wszyscy w pracy,
    - nie mam przy sobie telefonu, nie mam jak zadzwonić po pomoc,
    - poza podstawowymi akcesoriami toaletowymi nie mam nic czym mogłabym sobie pomóc w otwarciu drzwi.

    Jednym słowem: kurwa mać. Nie poddaję się jednak i zaczynam kombinować jakby tu otworzyć te drzwi. Szarpanie za klamkę w niczym nie pomaga, zepsuta i już. W akcie desperacji zaczynam walić w drzwi z barku, ale metalowe framugi wcale nie ułatwiają sprawy, drzwi ani rusz, a ja też nie jestem dwumetrowym drabem, który wywala drzwi z łokcia. Myślę sobie, no nie. No po prostu kurwa no nie! Za 3h mam obronę pracy licencjackiej, no przecież nie mogę nie przyjść!

    Zaczęłam się rozglądać po toalecie szukając czegoś, co pomogłoby mi otworzyć te cholerne drzwi. Zdemontowałam więc wieszak na papier toaletowy i wydobyłam z niego metalowy pręt. Zaczęłam majstrować przy wkładce, żeby zatrzask jednak zechciał wyjść z framugi, ale męczyłam się bardzo długo na przemian grzebiąc z zamku i próbując wyważyć drzwi. Usiadłam w końcu zrezygnowana na sedesie, byłam już na granicy rozpaczy, nie wiedziałam która jest godzina. Spojrzałam na drzwi, mają one okienko ze szklaną szybką. Zaczynam się zastanawiać czy uda mi się przecisnąć przez to okienko, jeśli rozbiję szkło.

    Po szybkiej kalkulacji wywnioskowałam, że na styk jestem w stanie się przecisnąć, ale problem tkwi w tym, że okno jest na wysokości mojej głowy. W akcie rozpaczy postanowiłam tak czy siak zdewastować te drzwi. Wzięłam pręt, wykonałam kilka mocniejszych uderzeń i szyba w drzwiach zamieniła się w odłamki leżące pod drzwiami. Zaznaczyć tu trzeba, że byłam boso, więc przy okazji tych manewrów pokaleczyłam sobie trochę stopy. Zdesperowana zaczęłam próbować się przecisnąć przez to okienko, ale muszę przyznać, że bardzo kiepsko mi to szło. Toaleta była na tyle daleko od drzwi, ze nie dało się na niej stanąć, by wleźć w to okno. Jak już jakoś przecisnęłam się do połowy, to miałam przed sobą perspektywę upadku na głowę i na ręce na odłamki szkła leżące po drugiej stronie. Po kilkunastu próbach w końcu się poddałam.

    Teraz pozostało mi się już tylko modlić o to, że mój starszy brat wróci do domu. Obrona pracy licencjackiej miała się odbyć o 12:30. Ja do toalety weszłam koło 9:00. Siedziałam tam i emocjonalnie przechodziłam ze skrajności w skrajność. Na początku było niedowierzanie, później panika, następnie desperacja i chęć uwolnienia się, rezygnacja, rozpacz, w miarę upływu czasu znów panika, a na końcu to już krzyk spowodowany złością i bezradnością.

    Nie wiem ile czasu minęło, nie miałam zegarka, ale pewnie ze 2h. Usiadłam na sedesie sięgnęłam po gazety, które są nieodłącznym elementem polskich toalet i przekonana o tym, że już nie zdążę na obronę pracy licencjackiej zaczęłam sobie je czytać czekając aż ktoś wróci do domu i mi pomoże. Jak mi się znudziło, to sięgnęłam po długopis i naparzałam krzyżówkę za krzyżówką, chociaż nie lubię ich rozwiązywać. Cały czas czekałam na dźwięk otwierających się drzwi od mieszkania, ale odpowiadała mi tylko głucha cisza.

    W pewnym momencie zadzwonił domofon. Ha! Myślę sobie, pewnie mój leniwy brat, nie chce mu się kluczy wyciągnąć z kieszeni, więc dzwoni! Jestem uratowana, może jeszcze zdążę na obronę? Czekałam aż wejdzie do mieszkania, jednak to nie nastąpiło. To musiał być listonosz albo jakiś inny ulotkarz. W międzyczasie jeszcze słyszałam, jak kilka razy dzwonił mój telefon, nigdy tak bardzo nie chciałam odebrać telefonu! Taka bezradność.

    Siedziałam więc z pokaleczonymi nogami i rękami dalej rozwiązując krzyżówki. Nagle ktoś łapie za klamkę od drzwi do mieszkania, taaaak kurwa, taaaaaaaak! Zerwałam się z klopa, wystawiłam ryjek przez okno bez szyby, patrzę: mój brat! Nigdy jeszcze nie cieszyłam się tak ja jego widok. Z początku minę miał co najmniej zdziwioną. Zaczęłam do niego krzyczeć, że musi mnie wypuścić, że która jest godzina, bo ja o 12:30 mam obronę pracy licencjackiej. Patrzył na mnie i się śmiał, bo trzeba przyznać, że sytuacja zdecydowanie komiczna. Spojrzał na zegarek i mówi, że 12:00. Kurwa, jeszcze jest nadzieja! Na szczęście mój brat jest złotą rączką, więc od razu wziął się za otwieranie tych drzwi. Pierwsze próby nie dały efektu. Mówię mu więc, żeby przyniósł mi taboret, stanę na nim i przecisnę się przez okno, on mnie po drugiej stronie przytrzyma. Tak też zrobiliśmy, jakoś w końcu udało mi się przecisnąć i zostałam uwolniona. Nigdy nie byłam taka szczęśliwa! Brat śmiał się ze mnie do rozpuku, ja nie wiedziałam czy mu dziękować, czy się śmiać z nim czy płakać ze szczęścia.

    Szybko się ogarnęłam, przemyłam te rany, które były na widoku, ubrałam się w pierwsze z brzegu eleganckie ciuchy i razem z bratem pobiegliśmy do jego auta. Na obronę dojechałam dosłownie kilka minut przed czasem. Byłam kompletnie nieprzygotowana, bardzo zestresowana tymi wszystkimi wydarzeniami, zapraszają mnie na salę. Już na wstępnie się poplątałam próbując powiedzieć jaki jest temat mojej pracy. Po chwili jednak się rozluźniłam i płynnie odpowiadałam na pytania komisji. Podziękowali mi, wyszłam z sali i czekałam na wyniki. Po chwili zaprosili mnie do środka i powiedzieli:

    pokaż spoiler Gratulujemy, zaliczyła Pani obronę pracy na 5.


    P.S. Już nigdy więcej nie pójdę do toalety bez telefonu, a brat będzie się dziś cieszyć kratą zimnego piwa.

    #rozkminyfaminy
    pokaż całość

  • avatar

    Mamy #upc. Najpierw wrzucają do skrzynki ulotkę z radosnym "Najwyższa pora zmienić operatora!", teraz info o podwyżce i możliwości rezygnacji. Chyba się skuszę.

  • avatar

    No elo mirasy, zgadnijcie kto wyjął znowu maszynę do pisania xD Historia ta odmieniła moje życie, narodziłęm się na nowo. Mianowicie obliguje mnie pewien cyrograf, mam kuzynkę która jest ładna, ale zjebana(xD). Ma jakieś stany depresyjne, chciała się zabijać itd mimo że z buzi jest 8/10 i byście pewnie ją kochali z tym że jej problemy wiążą się z niedyspozycją fizyczną. Mianowicie ma jedna krótszą nogę i kuśtyka, chodzi o kuli i generalnie zawsze była z tego beka. Jako szczyl jej z tym bardzo dokuczałem i to podobno przeze mnie powariowała (ta jasne) tak więc teraz muszę jej naprawiać psychikę. Zabieram ją do kina, na jakieś imprezy nawet płacę kumplom żeby ją gdzieś zaprosili ale zawsze jej spierdolenie i bul dupy do świata (ten słynny weltschmerz) odpycha adoratorów. No to jak co jeden piątek w miesiącu wziąłem ją do kina, nic jej się nie podobało to poszliśmy na kluby oczywiście dla niej chujnia itd.

    No to wracamy w takim razie, pakuje się przez centrum i przejeżdżam koło skupisk poczwar zwanych STUDĘTAMI (wracali z miasteczka AGH chyba). Znowu koczowali na otwartych przestrzeniach, grillowali srali i rzygali pewnie - nic nowego. Stoję na światłach i się nagle wylewa na pasy cała kawalkada tych przegrywów. Po prostu cyrk i przegląd mody spierdolenia xD jakieś smieszne rurki, stroje śmieszne brylantyna na włosach skórzane kurtki (w nocy było chyba z 20 stopni xD) glany kuce i wszystko na raz. Mniejsza z tym, miałem dobry chómor więc pośmieszkowałem z kuzynką nawet się uśmiechneła jak jednego przyrównałem do skisłego ogura xD Wszystko było spoko do póki się czerwone nie zapaliło a ci dalej chodzą i jeszcze jakby wolniej - mają te "xD" na buźkach wymalowane coś tam śmieszkują butelki z żubrami w łapach i odwalają. To trochę się wkórwiłęm na to i se titnąłem klaksonem na nich - to dwóch pajaców podlazło i stukają w maskę tak otwartą dłonią mocno.

    Coś we mnei się zagotowało, poczułęm uderzenie fali gorąca, otwieram szybę i JAK NIE RYKNĘ "te kurwa bo jak ja cie zaraz puknę to ci te rajbany z kaprawego ryja zlecą" a ci tam tylko

    No hehe panie kierowniku kurwa xD bez spiny (a ten drugi zaśmieszkował "SOM DRUGIE TERMINY" - taki zart sytuacyjny w jego wykonaniu) xD dałbuyś pan na piwerko hehe xD

    Na co ja tylko

    Dać to ci mogę w ryja pedale

    Na co się trochę skonfundowali jeden słyszałem jak mówi do drugiego

    Ej sebix uwarzaj lepiej zobacz rze z typa jest kawał dopierdolonego skórwiela xD

    Na to ten drugi

    Cośty pewnie jest grubasem pierdolonym, zoba że nic nie zrobi pacz xD

    I w tym momencie zaczął wylewać piwo mi na maskę. NO KURWA NIE WYTRZYMAŁEM, wyskoczyłęm z auta - złapałęm co miałęm pod ręką - mój ulubiony klucz do kół który zawszę na takie okazje mam w schowku w drzwiach po lewej stronie. Zacząłem szarżować w ich kierunku kuzynka widząć co się dzieje wypadła z auta bez kuli (była w bagażniku) kuśtyka i drze tylko ryja

    Andrzej na litość boską opanuj się, matka by nie przeżyła tego jakbyś znowu na dołku wylądował na monte nie warto

    Trochę mnie to uspokoiło kolesie się o pół kroku cofneli kazałem im spierdalać ale oni już nie byli mną zainteresowani. Upatrzyli se moją kuzynkę - jeden do drugiego

    O GURWA xD ty pacz jaka kaleka xD

    No stary ale urwał xD nogę xD kurwa jak kapitan barnaba z drewnianą nogą ja jebe mateo xD

    Dawej ją butelką TAK SIE BAWI TAK SIE BAWI A-GIE-HA xD

    I rzucił ją butelką tak że o milimetry ją minęła. Ja to widząc wykurwiłęm w ich kierunku (a wykurwiać potrafię, kłania się liga okręgowa piłki ręcznej) jednego podciąłem tym kluczem że wylądował na plerach - auta nas mijały normalniE jak scena w filmie akcji jakimś xD drugi chciał mi zajebać ale dostał w łapę kluczem to mu się odechciało i tak się przewrócił że aż żubrzyki popękały w plecaku xD podchodzę do drugiego z zamiarem zaduszenia skurwiela, przyciskam mu do szyi ten klucz typ tam szlocha a ja dalej w amoku. Na szczęście zrobił coś co mnie rozjebało - zlał się xD no ja pierdolę koleś się ojszczał xD

    Wybuchłęm śmiechem mówie przecież bym cie spierdolino i tak nei zabił xD przeciągnąłem ich za fraki na pas zieleni, i mówie

    słuchajcie no, studęty macie tu tak leżeć dwie godziny - wrócę i sprawdzę czy sobie nei poszliście xD i zapamiętajcie sobie. TAK KOŃCZĄ ŚMIESZKUJĄCY

    Wracam do auta, kuzynka w nim się zabarykadowała i po otwarciu mówi:

    Eee andrzej to co zrobiłeś dla mnie - to było wspaniałę. Dziękuje ci...

    Od tego czasu jest jakby nawet mniej zjebana, śmieje sie - coś tam wychodzi z domu wreszcie. A ja, nazwałem swój klucz do kół STUDBANE - towarzyszy mi w codziennej krucjacie przeciwko studętom.

    Nie jestem bohaterem na jakiego Kraków zasługuje, ale mimo wszystko mnie potrzebuje.
    Jestem cichym strażnikiem, czuwającym obrońcą.
    JESTEM ORTALIONOWYM RYCERZEM.

    Obrazek powiązany, ja i mój STUDBANE

    #wujekaberopowiada
    #historiewujkaabera
    pokaż całość

  • avatar

    Podłość ludzka nie ma granic.
    U nas w osiedlowym spozywczaku jest tak, że chcąc kupić coś z jarzynki to trzeba poczekac aż podejdzie do stoiska Pani ekspedientka, wbije kod towaru na wagę i wychodzi nalepka z ceną, wszyscy wiedzą o co chodzi, mam nadzieję.
    No więc Pani (a raczej dziewczyna, młoda, widać że świeżo po szkole) podeszła i mi zwazyla truskawki, babie za mną pomidory i wróciła do wykładania towaru na półki. Później jestem już przy kasie, a do sklepu wpada owa baba, co te pomidory kupowała i jedzie z ryjem, że jej nabili na paragon pomidory na galazce a ona zwykle kupiła, że złodzieje i oszuści (na gałązce są droższe). No i one ją przepraszają, chwilę to trwa aż przychodzi kierowniczka, słucha o co chodzi, bierze te pomidory nieszczęsne, kładzie na wagę i się okazuje, że owszem wbite na droższy kod, ale baba zapłaciła za kilo a nabrała prawie dwa (znaczy dołożyła cichaczem już po zwazeniu). Rany bąbel, jak bardzo trzeba być bezczelnym żeby ukraść a potem jeszcze wrócić z reklamacją...?
    Myślałam, że chociaż będzie jej wstyd czy coś, gdzie tam, stwierdziła że tak drogo mają, że ona miała prawo sobie dołożyć... Co ci ludzie...
    #bordowychodzizdomu #historiacodzienna #zlodziejstwo
    pokaż całość

  • avatar

    sianokosy 2013r

  • avatar

    Cholera mirki, jeszcze NIGDY nie miałem tak ciężkiego powrotu do domu. Z zasady nie opisuję w internetach swoich przygód, ale dzisiaj po prostu muszę. Jak coś to na dole będzie tl;dr.
    Poszedłem wczoraj na grilla, na zadupie o nazwie Iwiny (taka przybudówka Wrocławia, normalnie dojeżdża tam komunikacja miejska). Wszystko było spoko, nawaliłem się, jakoś koło 22 uznałem że czas się zwijać. Poszedłem na autobus, patrzę na rozkład, za 15 minut będzie. Mogłem poczekać te jebane 15 minut, dojechać na dworzec, z dworca przesiąść się w 122 i jestem w domu. Ale nie. Co będę czekał, pójdę na skróty, hehehehhehe. Oczywiście tak poszedłem na skróty że się zgubiłem. Brawo, debilu. Zacząłem się włóczyć po okolicy szukając drogi, i z każdą chwilą gubiłem się coraz bardziej, w efekcie czego wylądowałem na jeszcze gorszym zadupiu. Szedłem sobie ulicą z godzinę, uznałem że może spróbuję złapać stopa do Wro, co zajęło kolejną godzinę zanim ktoś się zatrzymał. Spytałem czy jedzie do Wrocławia, a on na to że "do jakiego Wrocławia, Wrocław jest w drugą stronę, źle idziesz" xD Tak, przez jakieś 2 godziny zamiast zbliżać się do miasta, oddalałem się od niego. Gdy trafiłem na przejazd kolejowy, wpadł mi do głowy genialny pomysł: pójdę wzdłuż torów - w końcu gdzieś muszą prowadzić xD Po półgodzinnej przechadzce (ze 3 razy się wyjebałem po drodze) torami dotarłem do nieczynnej stacji, nazywała się coś na S, nieważne. Uznałem że to bez sensu, i skierowałem się w stronę jakiegoś domu. W środku nocy, dzwonie do drzwi, raz, drugi, trzeci, otwiera jakiś zaspany koleś i pyta o co chodzi, a ja na to "w którą stronę do Wrocławia?" xD Powiedział mi gdzie mam się kierować, "tylko na piechotę to trochę daleko", oczywiście i tak zaraz zapomniałem jego instrukcję i znów się zgubiłem. Szedłem sobie i szedłem, i wtedy moim oczom ukazał się znak: "IWINY". No kurwa, wróciłem w to samo miejsce. W tym momencie zaczęło się takie trochę Blair witch project, bo do tego miejsca docierałem później jeszcze 3 razy, za każdym razem inną drogą. W końcu jakimś cudem udało mi się wyrwać z tego błędnego koła, i dostałem się znów na jakieś zadupie, po czym udało mi się wreszcie znaleźć drogę na Wrocław (CO JA BYM ZROBIŁ BEZ DROGOWSKAZÓW). No więc ruszyłem sobie spokojnie, po drodze próbując łapać stopa, co się oczywiście nie udało (wszystkim którzy mnie minęli pokazywałem środkowy palec, dziwię się że nikt nie wysiadł i mi nie wpierdolił xD). Dotarłem do Wro, nie mam pojęcia z której strony, ale szczęśliwie trafiłem na jakiś autobus nocny. Nie patrzyłem nawet gdzie jedzie, tak mnie napierdalały nogi że po prostu wsiadłem i pojechałem. Dojechałem w okolice których nie widziałem nigdy na oczy (przystanek się chyba nazywał Zwycięska), i zacząłem iść. W tym momencie trochę mi się wszystko rozmywa, ale jakimś sposobem dostałem się w okolice bielan (chyba), po czym, usiadłem na przystanku (autobus miał być jakoś 4:30, a udało mi się odkryć że jest trochę po 4, więc usiadłem i czekałem. Minęło jakieś pół godziny, i zorientowałem się że patrzyłem na rozkład dla dni roboczych, a jest sobota xD Tak naprawdę autobus dopiero 5:40, więc ruszyłem na piechotę przez jakiś pseudo park, i dotarłem na SĘPOLNO. Stał sobie tam jakiś tramwaj, popatrzyłem na rozkład, dojeżdża na Galerię, no to wsiadłem. Zasnąłem w środku, i obudziłem się kiedy dojechaliśmy z powrotem na Sępolno xD Tramwaj zmienił numerek, i z bodajże 17 zmienił się w 9, która jedzie na dworzec, więc pojechałem. Dalej już spoko, z dworca wsiadłem w 122 i prosto do domu. Wróciłem parę minut po 7, z bolącymi jak sam skurwysyn nogami, obdartymi stopami, zdartą skórą na ręce, i stanem pijaństwa przechodzącym w kaca. A, i przez całą drogę miałem rozładowany telefon.
    tl;dr najebałem się i szedłem do domu 9 godzin
    #wroclaw #niewiemjaktootagowac #nobodycares
    pokaż całość

  • avatar

    Gorszą karą od bana byłoby wyłączenie stylu nocnego. PERMANENTNIE.
    #takaprawda #tylkonocny

  • avatar

    Siedzi Peja pod kościołem i zbiera pieniądze, bo reprezentuje biedę. Z kościoła wychodzą babcie. Jedna rzuca mu 7, druga 2, a trzecia 10 złotych. Nagle z kościoła wychodzi Niemiec i rzuca 1 euro. Peja zwija interes i idzie do domu. Dlaczego?

    pokaż spoiler Europeistyka

    #suchar #ultrasuchar

  • avatar

    Jako, że jestem na Wykopie już ponad 4 lata, udało mi się sporządzić obraz typowego Wykopowicza.

    Typowy Mirko jest mężczyzną w wieku 24-28 lat, wobec czego doskonale pamięta czasu komuny, ale nie jest stary. Nie jest również gimbusem, jak i może się już śmiać z #licbazy. Maturę zdał na same 5, bądź 90%, bez żadnego uczenia się, bo wystarczy wrodzona inteligencja i umiejętność czytania ze zrozumieniem. Na studia nie poszedł, bo pracodawca nie wymaga papierka, lecz umiejętności. Nie przeszkadza mu to jednak, żeby utożsamiać się z typowym studentem - biednym, głodnym, dużo pijącym. Jeździ na rowerze, biega, po mieście porusza się komunikacją miejską, na którą wiecznie narzeka (smród i ceny biletów). Samochodu nie kupi - nie chce poruszać się puszką, której tak nienawidzi jako cyklista, ponadto nie chce nabijać kasy państwu akcyzą. Bardzo dużo je, głównie fast foody, kebaby, ale od urodzenia ma problem z przytyciem, więc nie potrafi zrozumieć, jak można być otyłym. Pije dużo piwa, ale nie rusza sikaczy, tylko z regionalnych browarów.Nie wyznaje żadnej religii, jest ateistą. Politycznie był z Januszem Korwinem-Mikke, jednak z powodu jego specyficznych wypowiedzi - twierdzi, że w Polsce nie ma partii, która zasługiwałaby na jego głos. Lubił Cejrowskiego, ale już nie za bardzo, bo jest skrajnym katolikiem, za to uwielbia Mariusza Max Kolonko, gdyż jest inteligentny jak JKM, a informacje przekazuje z zaciekawieniem godnym Cejrowskiego. Posiada mnóstwo znajomych, jednak woli przesiadywać na mikroblogu, gdyż większość z nich to typowi debile, chwalący się imprezami i tym ile się wypiło. Jest singlem z wyboru - gdyż uważa, że kobiety nie mają nic do zaoferowania oprócz swojego ciała, które i tak się zestarzeje w wieku 40 lat. Wszystkie dotychczasowe związki skończył sam, gdyż kobiety go niesamowicie denerwowały swoją próżnością. Typowy Mirko jest osobą niezwykle inteligentną, zna się na medycynie, biologii, chemii, fizyce. Bez żadnego problemu potrafi wyliczyć z filmu YT (jakość 360p) temperaturę topnienia stali oraz kąty natarcia, co umożliwia mu wykrywanie teorii spiskowych. Twierdzi, że wszystkie służby są skorumpowane, a Internet jest jedynym bastionem wolności na świecie. Nie lubi katoli, cyganów, żydów, muzułmanów, czarnuchów, polityków. Gardzi telewizją, nie ogląda od 10 lat, gdy sprzedał swój ostatni telewizor - jednak doskonale wypowiada się na temat aktualnych kłamstw TVNu. Pracował parę miesięcy za granicą, wcześniej w Polsce miał Działalność Gospodarczą, ale niestety padła ze względu na mordercze składki ZUS. Teraz wrócił do kraju pracuje jako programista, zarabiając 10 000zł/mc. Wiedzę nabył głównie czytając fora internetowe. Czyta 20 książek miesięcznie, ale również siedzi na Wykopie po 6-10 godzin dziennie. Jego doba ma ponad 50 godzin.

    #oswiadczenie #suchar #wykop
    pokaż całość

  • avatar

    uwaga! Mam cygańskie #coolstory #truestory #cyganie

    Jesteśmy sobie z rodziną na zakupach. Ojciec kupuje buty, więc siedzi i przymierza. Ja stoję na przeciwko i obserwuję całą sytuację.
    Nagle podchodzi cyganka (taka rasowa; długa spódnica, obwieszona złotem) w okularach przeciwsłonecznych (swag wannabe).
    Sklep, dział męski i cyganka rozgląda się za butami - już mi się czerwona lampka zapaliła.
    Więc ta cyganka podchodzi do lewej półki obok mojego siedzącego ojca robiąc wieeelki rzut oka na jego kieszenie w kamizelce (tak, typowa polska kamizelka gdzie na przestrzał widać co jest w środku). Potem podchodzi do prawej półki i to samo. Ojciec ma portfel w jednej kieszeni (tak, wiem. Muszą go okraść żeby się nauczył), więc alert! pozor, pozor!
    Ja już widzę co się święci i obserwuję jej każdy ruch. Poszła do koleżanki, która 'kupuje' buty (oni coś kupują?), coś tam zaszeptała do uszka i tak się kręciły po sklepie.
    W końcu się skapnęła, że ja już znam jej zamiary i z takiego hmm.. uśmieszku typu dobra-mina-do-złej-gry miała na twarzy taką podkówkę :<
    Ojciec wyszedł ze sklepu, a ta wściekła odprowadziła go wzrokiem, że uciekła jej taka okazja.
    A ja z uśmieszkiem typu: bitch, please

    Niech rząd sobie w dupę wsadzi te plakaty o szanowaniu romów.

    ~~~~~~~~~~~~
    tl;dr;
    Cyganka w sklepie obuwniczym chciała okraść mojego ojca, ale ja wszystko przewidziałem i cyganka dziś na kolację znowu będzie jeść gruz.
    pokaż całość