•  

    pokaż komentarz

    Głupi obywatel to dobry obywatel, byle był na tyle głupi, żeby raz na cztery lata wrzucić do urny kartę do głosowania, z "właściwie" postawionymi krzyżykami

    •  

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @bejdak: Nie rozumiem kompletnie sensu tego sloganu. Wykształcenie nie sprawi, że ludzie przestaną być naiwni. Za PRL mieliśmy według wielu dużo lepszy system kształcenia, ale jakoś nie widać, żeby starsze pokolenia były politycznie "mądrzejsze".

    •  

      pokaż komentarz

      @Dralax: Nie ma czegoś takiego jak polityczna mądrość. To wyłącznie kwestia poglądów i dialogu. Dawny polski system kształcenia był bardzo skuteczny, oczywiście był połączony z indoktrynacją ale poziom zdobywanej wiedzy był wysoki i dzięki temu szerokie rzesze młodych ludzi zaczęło dostrzegać rozbieżności między rzeczywistością a propagandą. Dziś mamy bardzo podobną sytuację dlatego dla władzy dobrze wykształcony obywatel jest zagrożeniem. A Ty mylisz wykształcenie z poglądami politycznymi. Szkoła powinna być neutralna politycznie po o żeby młody człowiek mógł na podstawie wiedzy wykształcić sobie własne poglądy. Oczywiście zdaję sobie sprawę że jest to pobożne życzenie.

    •  

      pokaż komentarz

      @Dralax: ZA PRL nie mogłeś wychowywać mądrych politycznie dzieci, za to mogłeś kształcić z misją mogłeś jako nauczyciel uczyć patriotyzmu (w końcu każdy kto miał trochę oleju w głowie wiedział co się dzieje) i ludzie chcieli się uczyć, bo widzieli że jak będzie się człowiek uczył to będzie miał dobre życie. Motywacja wszystkich osób zaangażowanych w edukację była na miejscu.

      Dziś nauczyciel myśli:
      - żeby się nażreć nachapać,
      - mieć jak najwięcej urlopu bo przecież wykonuje Ciężą pracę (mimo że nikt go nie wypieprzy za jakość tej pracy)
      - mieć jak najkrócej do emerytury bo przecież zawód ciężki.

      Dodatkowo państwo jest pod presją związków zawodowych nauczycieli zwolnić nie możesz (nie ma w ogóle pętli zwrotnej której zadaniem była by regulacja) jak źle uczy bądź nie potrafi uczyć to nie ważne ile ma stażu powinien się pożegnać z pracą. Presja rodziców którzy niejednokrotnie, żeby utrzymać rodzinę pracują oboje (w duchu socjalizmu i feminizmu), ale nie z idei ale z przymusu bo inaczej nie idzie utrzymać rodziny, i ci rodzice wymagają, żeby nauczyciele dzieci wychowywały. Ani rodzice ani nauczyciele nie mają wpływu na to czego i jak się uczą. Nauczyciele nie mogą być innowacyjni. Prawda jest taka że powinno nie być ministerstwa edukacji a bezpośrednim organem przed którym odpowiadaliby nauczyciele i byłoby stowarzyszenie rodziców (co można by nazwać związkiem zawodowym uczniów czyli siłą przeciwstawną do zwykłych związków zawodowych nauczycieli) decentralizacja w ten sposób przyniosła by olbrzymie korzyści.

      Wielką szkodę robi też obowiązek nauki do 18lat bo masa ludzi jest która nie ma najmniejszej chęci się uczyć ale w duchu myśli socjalistycznej każdy powinien dostać taką samą edukację nie ważne że będzie ona mierna. Niezainteresowani uczniowie, przeszkadzają tym co się uczą i nauczycielom uczyć (a na dziecko dziś nawet rodzic ręki podnieść nie może), skutkiem czego nauczyciele kupują sobie grzeczność za oceny z przedmiotów. Obowiązek nauki powinien być OBALONY

      No i ostatecznie uczeń nie ma motywacji żeby się uczyć wiedząc, że prawie na pewno bez znajomości albo wyjedzie do Anglii na zmywak albo na budowę.

    •  

      pokaż komentarz

      @capcha: Ale najgorsze jest to, że szkoły prywatne też nie są żadną alternatywą. Tam można sobie kupić "wiedzę".

  •  
    s..........g

    +31

    pokaż komentarz

    i w tym momencie wraca pytanie: "A co pan Legutko zrobił, zeby tak nie było, kiedy sam był ministrem?"

  •  

    pokaż komentarz

    zlikwidować egzaminy państwowe, podstawy programowe, dać każdemu bon edukacyjny i niech się uczy jak chce i czego chce. Zlikwidować też obowiązek edukacji. No i przywileje nauczycielom. Płaca idzie z bonów. Jak uczniowie się zgodzą to proszę bardzo.

    Dla mnie jest totalnym nieporozumieniem, że wszyscy w tym kraju muszą się uczyć tego samego. W taki sam sposób, Muszą myśleć jak należy i być sformatowani.

    Mnie osobiście marzy się szkoła w której w której edukacja to graf, po którym możemy się płynnie wspinać w miarę swoich zainteresowań i możliwości intelektualnych. Z brakiem podziału na jakieś szkoły, gimnazja, licea, nawet częściowo studia (nie mam tu na myśli medycyny, ale na przykład matematykę i fizykę). Poza tym mogły się pojawić w ofercie kursy: jak zbudować jakiegoś robota, zrobić jakiś układ elektroniczny, tańca, malowania itp. prowadzone nie przez nauczycieli ale przez ludzi, którym inni chcą po prostu zapłacić za wiedzę.

    Wtedy całe to narzekanie co jest a czego nie ma w programie odpada. Chamstwo uczniów też - podejrzewam, że co niektórym za występki dzisiaj tolerowane szkoły, oddają bon i podziękują.

    Przy okazji można zlikwidować ministerstwo edukacji i całe kuratoria, komisje egzaminacyjne.

    Egzaminy - prywatne, bonu, w końcu jak się człowiek tyle lat uczy to szkoły raczej zaoferują je bez dodatkowych opłat. Z czasem sytuacja się wykrystalizuje i zostanie na rynku kilka solidnych firm i rodzajów egzaminów. Powrócą też pewnie egzaminy na studia i do szkół. Do decyzji szkół należy jak i kogo chcą uczyć. Nikt z bonem w ręce bez szkoły nie zostanie - to biznes a uczeń jest towarem do zagospodarowania.

    Nie ma też żadnych przeciwwskazań by w nauczaniu początkowym zapłacić bonami pani Kasi, nie bo spełnia przepisy, ona jak i lokal, ale bo my tak uważamy. I nie przeszkadza nam, że toalety, umywalki nie są właściwych wymiarów.

    Na początku będzie masakra, duża rotacja szkół, nauczycieli, egzaminów ale z czasem się unormuje.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomanu: Jest w ogóle jakiś kraj gdzie takie bony funkcjonują albo gdzie sprywatyzowano edukację na poziomie szkoły podstawowej/średniej?

    •  

      pokaż komentarz

      @Dralax: bony, czyli system w którym pieniądze idą za uczniem. W sytuacji gdzie wszędzie dostaje się to samo nie ma on sensu. Większość i tak idzie do najbliższej w rejonie szkoły i tyle. W małych miejscowościach wręcz nie ma wyboru.W takiej sytuacji dowolność tego czego można się uczyć daje nam możliwość poprawienia swojej pozycji.

      Innymi słowy póki istnieje wielki program wymagający wielkich szkół, kompleksów, nie będzie ich dużo. A podstawą lepszej edukacji powinna być konkurencja, a nie lepszy program napisany w ministerstwie.

    •  

      pokaż komentarz

      @tomanu: Ale to utopia, bo wiekszosc nie bedzie sie chciala uczyc, jesli nie bedzie musiala. Jakby dac kazdemu mozliwosc płynnie wspinać sie w miarę swoich zainteresowań i możliwości intelektualnych to by wiekszosc sie daleko nie wspiela.

    •  

      pokaż komentarz

      @hahacz:
      Ale my kochamy utopie.
      Żeby nie było że bezsensownie się podpinam to fakt faktem nie przeskoczymy pewnych rzeczy. O bonach można sobie pomarzyć.
      Na wyspach obowiązek szkolny do 16 roku życia i co? Kto chce idzie do łopaty a kto ma większe aspiracje idzie na studia. Może i spory odsetek kretynów. Tyle że u nas jest to spory odsetek kretynów z dyplomem.

      U nas brakuję zawodówek. Po zbiorowym urojeniu o tym że musimy posiadać wszyscy wyższe wykształcenie, które nastąpiło tuż po przemianach ustrojowych coraz trudniej w mieście (przynajmniej moim) znaleźć normalną zawodówkę kształcącą w innych kierunkach niż szycie/gastronomia/mechanika samochodowa. Właściwie to chyba też jest to poważny problem. Z technikami zaczyna być podobnie. Egzamin zawodowy w wielu branżach to tylko świstek, którym co najwyżej można się podetrzeć idąc na studia. A na studiach to już każdemu według szczęścia.

    •  

      pokaż komentarz

      Mnie osobiście marzy się szkoła w której w której edukacja to graf, po którym możemy się płynnie wspinać w miarę swoich zainteresowań i możliwości intelektualnych. Z brakiem podziału na jakieś szkoły, gimnazja, licea, nawet częściowo studia (nie mam tu na myśli medycyny, ale na przykład matematykę i fizykę). Poza tym mogły się pojawić w ofercie kursy: jak zbudować jakiegoś robota, zrobić jakiś układ elektroniczny, tańca, malowania itp. prowadzone nie przez nauczycieli ale przez ludzi, którym inni chcą po prostu zapłacić za wiedzę.

      @tomanu: Ciekawa propozycja, ale czy realna? Czy możliwa na wszystkich szczeblach edukacji? Jakoś nie pamiętam, aby w szkole podstawowej uczniowie chętnie chodzili na matematykę, polski czy biologię (przyrodę). "W szkole najbardziej lubię przerwę" ;p
      Na rodziców też często nie ma co liczyć. Czy głupota rodzica, czy patologia w domu ma skazać dzieciaka na brak edukacji? Myślę, że idea wyboru dokładnej ścieżki rozwoju miałaby sens najwcześniej od poziomu Liceum. Czekaj! Przecież nowa reforma edukacji właśnie coś zbliżonego zakłada.

      Ale powiem Ci szczerze. Ja jestem nadal za ogólniakami. Z moich obserwacji wynika, że zdecydowana większość młodych ludzi w LO a nawet na studiach jeszcze nie wie co chce robić. Bo jeśli ktoś polubi biologię w podstawówce to znaczy, że zostanie lekarzem? Dopiero w LO okazywało się, że biologia taka prosta nie jest. A na studiach to... i często zwrot o 180 stopni. Tyle, że teraz po LO dało się jeszcze w miarę przeskoczyć z jednego kierunku edukacji na inny. Przy dogłębnym profilowaniu (od podstawówki) będzie to niesamowicie trudne .

    •  

      pokaż komentarz

      @kolesio: wcale nie jest powiedziane, że aby specjalizować się w jakiś zagadnieniach humanistycznych nie trzeba zrobić jakiegoś minimum w naukach ścisłych.

      uczenie tego co się lubi nie znaczy, że trzeba to wykonywać przez resztę życia, uczeń wielokrotnie pewnie zmieni zainteresowania i to go przygotuje elastycznie do takich wyzwań

      matematyka może być przyjemna dla tych co ją lubią, mają do niej smykałkę, dla reszty jest program podstawowy

      takie rozwiązanie podane w pierwszym poście to pewne ekstremum dające maksimum wolności, ma wiele zalet, ale wiąże się z dużą odpowiedzialnością jednostki,

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilloi: Tam tez jest na studiach spory odsetek kretynow, ale tam (przynajmniej w the UK) pracodawcy zwracaja uwage na osiagane wyniki na studiach, a nie tylko na sam fakt posiadania dyplomu. Gdy ktos ma dyplom z wyroznieniem dostanie prace, a gdy jechal na niskich ocenach to to jest w praktyce tak jakby tego dyplomu w ogole nie mial. Inna sprawa, ze tam zazwyczaj nie sciagaja, wiec wiadomo, ze oceny naprawde cos znacza (z tym ze poziom wymagan na studiach i latwosc zdania egzaminow jest nizsza, niz byla u nas za poprzedniego systemu).

  •  

    pokaż komentarz

    Na temat braku kultury u młodzieży wypowiada się osoba, która osoby o innych poglądach określa "rozwydrzonymi smarkaczami".

    Jak się kogoś chce czegoś uczyć to samemu należy reprezentować jakiś poziom.

  •  

    pokaż komentarz

    A czy Legutko sam nie przyczynił się do takiego obniżenia standardów?