•  

    pokaż komentarz

    Aha, to jak już nie będzie licencji to będą pierwszych-lepszych żuli z ulicy brać na przewodników? Ile lat jeszcze musi minąć zanim ludzie zaczną myśleć? Ja p!$#!#%e...

    •  

      pokaż komentarz

      @buttbuddy: Tutaj chodzi o kasę za szkolenia, egzaminy i inne zaświadczenia i poświadczenia.

    •  

      pokaż komentarz

      @Witke: medal ma jak zawsze dwie strony .....
      1. Oczywiście nagminne jest wyciąganie kasy pod postacią egzaminów i tysiąca zezwoleń, pozwoleń, licencji itp ... to nie ulega wątpliwości i należy w tym temacie zrobić porządek.
      2. Całkowite zlikwidowanie licencji może oznaczać horror. O ile prowadzenie wycieczki w mieście to małe ryzyko, to byle kiep może powiedzieć że jest np znawcą szlaków górskich i poprowadzić zimą 20 osób w Tatry. Konsekwencje mogą być ZNACZĄCE.

    •  

      pokaż komentarz

      @red-thunder: Wolny rynek zawsze niesie ze sobą ryzyko, może w przypadku przwodników górskich powinno się przechodzić obowiązkowy kurs?

    •  

      pokaż komentarz

      @Witke: nie tyle może kurs co powiedzmy "egzamin sprawdzający". I niech on kosztuje powiedzmy symboliczne pieniądze równe opłacie manipulacyjnej (wpisy do rejestru itp)

      Wony rynek zawsze niesie ze sobą ryzyko

      .nie uważasz że prowadzenie grupy w góry przez nieodpowiedzialnego barana to ryzyko zbyt duże ?

    •  

      pokaż komentarz

      @red-thunder: @Witke: w przypadku przewodników górskich pozostawiono wymóg przejścia szkolenia, zlikwidowano jedynie konieczność posiadania wyższego wykształcenia.

    •  

      pokaż komentarz

      @alkan: tego nie wiedziałem ... przewodnika górskiego dałem jako przykład że nie powinno się zbyt "uwalniać" pewnych profesji

    •  

      pokaż komentarz

      @red-thunder: To samo można powiedzieć o innych zawodach, montaż pieca gazowego niesie ryzyko wybuchu gazu, nie wspominając o rolnikach którzy mogą ulec wypadkom przy okazji prac polowych. Tylko czy państwo na pewno jest od tego, aby wszystko odgórnie regulować?

    •  

      pokaż komentarz

      @Witke:

      To samo można powiedzieć o innych zawodach, montaż pieca gazowego niesie ryzyko wybuchu gazu

      dlatego osoba która to robi powinna mieć odpowiednie uprawnienia, lub przynajmniej przez uruchomieniem pieca powinno być to przez uprawnioną osobę odebrane

    •  

      pokaż komentarz

      @red-thunder: spokojnie, też się wczoraj trochę przeraziłem, jak zobaczyłem listę zawodów do uwolnienia. Ale potem wpadła mi w ręce, a wraz z nią opis, jak było przed i jak będzie po dla każdego zawodu. W wielu wypadkach "deregulacja" polega na skróceniu wymaganego stażu (np. z 6 do 3 lat dla egzaminatora na prawo jazdy i z 3 na 2 dla instruktora), obniżeniu wymagań co do wykształcenia (i na tym samym przykładzie: egzaminator nie będzie już musiał mieć wyższego, a tylko średnie), a czasami zastąpienia szkolenia i egzaminu tylko jednym albo drugim. Niekiedy jeszcze nie będzie wymagało się zaświadczeń o niekaralności i paru innych sprawach.

      Tak więc w "odpowiedzialnych" zawodach typu adwokat, notariusz, przewodnik górski, egzaminator etc. wciąż będzie trzeba przejść przez staż, szkolenie i zdać egzamin, jedynie trochę to wszystko skracają i czynią bardziej przejrzystym.

      Taka "prawdziwa" deregulacja, czyli pełne uwolnienie, dotyczy stosunkowo niewielu zawodów, a to, że one w ogóle kiedykolwiek były ograniczane, to lekki śmiech. :) W tej grupie są zawody takie jak taksówkarz, przewodnik, pośrednik nieruchomości, doradca zawodowy etc.

    •  

      pokaż komentarz

      @alkan: w takim razie przyznaje się bez bicia ... padłem ofiarą papki medialnej .. nie sięgałem do źródła

    •  

      pokaż komentarz

      @Witke: @red-thunder: trzeba rozróżnić korporację zawodową od uprawnień do wykonywania zawodu. Czyste uprawnienia polegają na tym, że kończysz odpowiednie studia (albo i nie), zdajesz państwowy egzamin (z którym grupa zawodowa, do której aplikujesz, nie ma nic wspólnego, a więc nie ma strachu, że będzie zawyżać wymagania, żeby ograniczyć liczbę konkurentów) i zostajesz wpisany na listę osób z uprawnieniami. I OK, tutaj nie widzę większych problemów, bo można zaryzykować nieudaną wycieczkę za mniejszą cenę, ale kocioł gazowy, który wybuchnie Twojemu dziecku w twarz, to już insza inszość.

      Problem są te zawody, w których korporacja subwencjonuje liczbę dostępnych miejsc. Tak jest np. w zawodach prawniczych, choć inna sprawa, że do niedawna było jeszcze dużo, dużo gorzej, bo to korporacja przeprowadzała i oceniała egzaminy. Teraz jest lepiej, ale i tak państwo egzaminy i limity miejsc wciąż ustala w porozumieniu z korporacjami. Czyli jeśli zacznie być zbyt duża konkurencja, to korporacje powiedzą: mniej aplikantów! I nawet jeśli egzamin będzie obiektywny (czyli powiedzmy, że w miarę wyeliminujemy nepotyzm i klany rodzinne), to i tak spadek cen nie nastąpi, bo liczba adwokatów, radców etc. wciąż będzie niewielka.

    •  

      pokaż komentarz

      @red-thunder: w Polsce sa egzaminy na prawo jazdy i jak wiadomo w ogole nie ma wypadkow drogowych

    •  

      pokaż komentarz

      @Railman: dajmy więc jeździć wszystkim ... bez prawka ... na pewno wypadków będzie mniej

    •  

      pokaż komentarz

      @alkan:

      Teraz jest lepiej, ale i tak państwo egzaminy i limity miejsc wciąż ustala w porozumieniu z korporacjami. Czyli jeśli zacznie być zbyt duża konkurencja, to korporacje powiedzą: mniej aplikantów! I nawet jeśli egzamin będzie obiektywny (czyli powiedzmy, że w miarę wyeliminujemy nepotyzm i klany rodzinne), to i tak spadek cen nie nastąpi, bo liczba adwokatów, radców etc. wciąż będzie niewielka.
      Od wielu lat na aplikacji adwokackiej i radcowskiej nie ma limitów miejsc. Decyduje określony wynik z egzaminu (aktualnie: 100 punktów na 150). Wszyscy którzy taki wynik osiągnęli, są przyjmowani na aplikację. Stąd tysiące nowych aplikantów adw/radc co roku i szaleństwo na tym "rynku". Pewne problemy istnieją nadal w przypadku aplikacji notarialnej (tworzenie "limitów de facto" poprzez manipulacje przy patronacie).

    •  

      pokaż komentarz

      . O ile prowadzenie wycieczki w mieście to małe ryzyko, to byle kiep może powiedzieć że jest np znawcą szlaków górskich i poprowadzić zimą 20 osób w Tatry

      @red-thunder:
      a czy tak trudno poprosić go o udokumentowanie skończenia kursu itp?

    •  

      pokaż komentarz

      @Farquart:
      1) Jeśli się nie mylę, to wciąż istnieją ograniczenia w otwieraniu nowych kancelarii? Tak więc to jest ograniczanie konkurencji, choć - fakt - nie w takim sensie, w jakim mówiłem.

      2) Z Twojego AMA pamiętam, że jesteś na aplikacji. Jak to wygląda z załatwianiem miejsca na odbycie jej? Tzn. kancelarie mają obowiązek przyjmować aplikantów, czy może coś płaci się właścicielowi za to, że Cię przyjmie? A co, jeśli jest niewystarczająco dużo miejsc dla wszystkich aplikantów?

      3) Czy nie można zmienić progu punktowego? Tzn. gdyby korporacja stwierdziła np.: "poziom aplikantów jest niski, należy próg ustawić na 125 punktów", to jak wiele do powiedzenia miałoby Ministerstwo Sprawiedliwości?

    •  

      pokaż komentarz

      @alkan:
      Ad 1)
      Nie, z tego co mi wiadomo takich ograniczeń nie ma. Po ukończeniu aplikacji przystępujesz do tzw. egzaminu zawodowego aka egzamin adwokacki/radcowski. Jeśli go zdasz, uzyskujesz prawo wpisu na listę adwokatów/radców. Po wpisaniu możesz bez problemu założyć działalność o nazwie "Kancelaria adwokacka XYZ" (zwykle XYZ = Twoje nazwisko).

      Realnym problemem jest natomiast:
      a) skąd weźmiesz klientów?
      b) zakaz reklamy.

      Ad 2)
      Temat rzeka. Generalnie patronat to jedna wielka patologia. Najlepiej oczywiście być "krewnym i znajomym królika", wtedy znajomy adwokat bierze Cię pod swoje skrzydła i (w teorii) kształtuje u Ciebie znakomite rzemiosło ;) W praktyce odrabiasz pańszczyznę przez 3 lata za grosze.

      Jeszcze gorzej, jeśli nikogo nie znasz. Wtedy możesz albo "żebrać" o przyjęcie przez jakiegoś patrona, w najgorszym razie, jeśli nikogo nie znajdziesz, dana izba wyznaczy Ci patrona "z urzędu". Wtedy po pierwsze możesz trafić na czepialskiego idiotę, przez którego wylecisz z aplikacji, po drugie teoretycznie (rzadka sytuacja, ale może się zdarzyć), mogą Ci wyznaczyć patrona w przysłowiowym Pcimiu (o ile Pcim znajduje się w rejonie Twojej Izby, oczywiście).

      Kwestia finansowa: leży i kwiczy. Mówi się o tym, że aplikacja to taka "rozrywka" dla bogatych dzieciaków i coś w tym jest. Żenującym standardem staje się branie aplikantów na pełen etat za płacę w okolicach płacy minimalnej, bądź za darmo (!). Mało tego, pojawiają się pomysły, żeby to aplikant płacił patronowi (!!). Jeśli zestawić to z faktem, że za jedną urzędówkę (którą zwykle zleca się aplikantom) patron ma często ~1000 pln i nie chce odpalić nawet 50 pln aplikantowi, który odwalił całą robotę, z łażeniem do sądu włącznie, to włos się na głowie jeży. A takich urzędówek jest zwykle 2-6 na patrona w miesiącu.

      Jedyne sensowne rozwiązanie, które pozwala nie umrzeć z głodu aplikantowi, to w zasadzie aplikowanie do jakiegoś urzędu/ministerstwa/sądu/banku, modląc się, by trafić na wyrozumiałego szefa, który będzie Cię wypuszczał na zajęcia / robotę u patrona. Druga opcja: aplikowanie do tzw. "sieciówek", czyli dużych, często międzynarodowych kancelarii, gdzie płacą godnie, a przy okazji można podłapać patrona (np. któryś z partnerów danej kancelarii).

      Ad 3)
      W praktyce nie. Wymagałoby to nowelizacji ustawy Prawo o adwokaturze, gdzie obecnie są zapisane te progi. Do niedawna obowiązywał próg bodaj 150 punktów na 250 możliwych, czyli od wielu lat standardem jest około 60-65% procent. Oczywiście jest furtka na faktyczną regulację liczby aplikantów, którzy się dostają w danym roku. Jak? Bardzo prosto, otóż jeśli Minister jest uległy wobec samorządów (tak było np. z Ćwiąkalskim), to układa mega trudne pytania, wtedy na aplikację dostaje się np. ~15% ludzi (tak było rok temu). W praktyce - panieneczki, które przez 3 lata wieczór w wieczór ryły ustawy na pamięć i brały dodatkowe korepetycje (bo w obecnym kształcie test to CZYSTA pamięciówka ustawowa).

    •  

      pokaż komentarz

      @red-thunder: Nie znam ani jednej osoby który by na kursie na prawa jazdy nauczyła się jeździć, dobrego 'szofera' produkuje dopiero praktyka i to nie w ilości 30h.

  •  

    pokaż komentarz

    A fryzjerzy bez licencji podobno ucinają uszy.

  •  

    pokaż komentarz

    Zauważyliście, że wszystkie grupy których tyczy się deregulacja zawsze używają tego samego argumentu? Chodzi mi o zdanie: „XXX, który nie dysponuje odpowiednią wiedzą nie powinien wykonywać swojego zawodu, bo to grozi kompromitacją” zamiast XXX wstawcie dowolny zawód którego dotyczy deregulacja.

  •  

    pokaż komentarz

    Ehh, teraz pewnie przedstawiciele każdej wymienionej w raporcie profesji będą podnosić larum w trosce o portf, to znaczy klienta.

    •  

      pokaż komentarz

      @mklj: Dokładnie tak będzie. Biurokracja straci kasę za przeprowadzanie bzdurnych testów. Sztuczne ograniczenia i podbijanie cen też się skończy. Wydaje mi się, że z czasem jednak zrozumieją, że takie coś przynosi plusy. Część firm będzie szczycić się tym, że ich pracownicy mają certyfikaty i będzie sobie liczyć drożej niż teraz = wyjdą na swoje. Inni będą oferować usługę jak najtaniej i tez zarobią.

      Jedyny kto traci, to głupia zbędna biurokracja.

  •  

    pokaż komentarz

    Znaczy się, że nauczyciel historii nie może sobie dorabiać jako przewodnik po swojej okolicy?

    To grozi kompromitacją i obniżeniem jakości usług
    Czyli hydraulik albo brukarz też powinni zdawać egzaminy, bo bez tego grozi to kompromitacją i obniżeniem jakości usług.