•  

    pokaż komentarz

    Nie żebym się czepiał ale chyba nawet nie wiesz co wrzucasz - Kursk a nie Kurs!

  •  

    pokaż komentarz

    Nie ma kasy która by mnie skusiła do pływania na czymś takim. Dla mnie optimum i max wody to pojemność wanny. Powiedzmy że w większej ilości odczuwam pewien dyskomfort psychiczny.

  •  

    pokaż komentarz

    Uwielbiam ludzi którzy składają parę pierwszych liter, a potem dorabiają do nich "teorię". Dobrze że nie wyszło: okręt atomowy Tusk
    Wykop dobry, ale taki błąd w tytule to lekka żena

  •  

    pokaż komentarz

    Dzięki za wykop, świetnie fotki -- o dziwo wcześniej ich nie widziałem, mimo że trochę się interesuję okrętami podwodnymi.

    Kilka wyjaśnień/uwag, dla zainteresowanych:

    Gabaryty
    Kursk to faktycznie ogromny okręt. Należał do klasy Oscar-II, trzeciej co do wielkości ze wszystkich okrętów podwodnych. Jest mniejszy jedynie od amerykańskich Ohio i rosyjskich Typhoonów, okrętów będących nosicielami rakietowych pocisków balistycznych (SSBN). Kursk waży ponad 18.000 ton, co czyni go prawie 3x większym od obu fregat rakietowych naszej MW razem wziętych (a są to spore okręty nawodne). Ma ponad 150 metrów długości i 18 szerokości. Ta szerokość jest bardzo duża i takie proporcje są niespotykane w okrętach podwodnych (wspomniany Ohio ma tylko trochę ponad 12m szerokości) -- skąd się biorą? Patrz punkt następny.

    Uzbrojenie
    Okręty klasy Oscar-II, takie jak Kursk, mają na wyposażeniu 6 wyrzutni torpedowych. Mogą z nich odpalać m.in. supernowoczesne torpedy Shkval (Szkwał). Shkval to jedyna w swoim rodzaju torpeda z napędem superkawitacyjnym. Normalne, szybkie torpedy osiągają prędkość rzędu 55-65 węzłów, Shkval wyciąga 200 (!). To grubo ponad 300 km/h w wodzie. O ile mi wiadomo, na tę chwilę jedynie Rosja dysponuje ukończonymi torpedami superkawitacyjnymi, pozostałe państwa mają co najwyżej prototypy.

    To nie torpedy są jednak głównym uzbrojeniem Kurska i siostrzanych okrętów. Oscary-II zostały zbudowane w celu eliminacji amerykańskich lotniskowcowych grup uderzeniowych. Ich głównym uzbrojeniem są więc 24 rakietowe pociski manewrujące Granit (w kodzie NATO SS-N-19). Silosy tych rakiet widać doskonale na zdjęciu : http://englishrussia.com/images/kursk_submarine/4.jpg. Są umieszczone wzdłuż burt i mają tu kolor czerwony (rakiety są odpalane ku górze).

    Ewakuacja załogi
    Tak, ratowanie załogi okrętu podwodnego to bardzo trudna sprawa. Na dużej głębokości (kilkuset metrów) nie można po prostu otworzyć śluzy i wypłynąć na powierzchnię, choć okręty pływające na płytszych wodach bywają wyposażone w ewakuacyjne śluzy i zestawy odpowiednich skafandrów.

    Istnieją jednak rozwiązania odpowiednie nawet dla dużych głębokości. Bardzo dobrym zdaje się być kapsuła ewakuacyjna. Brak jest rzetelnych danych na ten temat, ale wiele świadczy o tym, że okręty klasy Oscar-II są w nią wyposażone. Niektórzy twierdzą, że może być ona umieszczona w górnej części kiosku (wystającej konstrukcji na grzbiecie okrętu).

    Nie zawsze jednak można użyć tego systemu. Pamiętajmy, że w przypadku Kurska przeżyły tylko osoby z rufowych przedziałów, pozostałe przedziały były zalane. Ci, co przeżyli, nie byli w stanie dotrzeć do kapsuły.

    •  

      pokaż komentarz

      Trochę nielogicznie to napisałeś bo z fragmentu o ewakuacji wynikałoby że ktoś przeżył tę katastrofę. Od samego wybuchu nie zginęła cała załoga. Ci co ocalali nie wiadomo jak długo jeszcze żyli. Reszta informacji o tej tragedii jest w internecie i naprawdę są to ciekawe informacje. Pamiętam bardzo dobrze te wakacje kiedy zatonął Kursk. Norwegowie mogli wyciągnąć okręt ale Ruscy obawiali się przejęcia przez nich technologii którą był naszpikowany Kursk. Pamiętam kuriozalne "informacje" według których ocalali marynarze wystukiwali morsa kubkiem o kadłub "Nie przyjmujcie pomocy od zachodu". Ktoś wtedy powiedział że pewnie na zmianę wystukiwali ten komunikat z "Towarzysz Stalin wiecznie żywy". No ale tak naprawdę była to potworna tragedia większość z tych chłopaków miało po 19 - 22 lata. Na dodatek bez światła, 100 metrów pod powierzchnią lodowatego Morza Barentsa.

    •  

      pokaż komentarz

      @Wiatro:
      No faktycznie. Powinienem był napisać "ci, co przeżyli eksplozję" -- bo oczywiście po kilku dniach nawet oni ponieśli śmierć we wnętrzu kadłuba Kurska, z braku tlenu.

      Co do tego, o czym pisałeś: o ile wiem, Norwegowie ani nikt z Zachodu nie planował wyciągnięcia okrętu w ramach akcji ratunkowej. Nie sądzę, by takie coś dało się zrobić w wystarczająco krótkim czasie. Oferowano jednak pomoc przy użyciu ratunkowych, miniaturowych okrętów podwodnych, m.in. DSRV (Deep Submergence Rescue Vehicle). Faktycznie jednak Rosjanie z początku odmawiali, korzystając jedynie ze swojego sprzętu, który nie był w najlepszej kondycji, delikatnie mówiąc.