•  

    pokaż komentarz

    Ostatnimi czasy zrobiła się dziwna atmosfera wokół młodych ludzi pracujących. Kolejne ęą mówią młodym, że czegoś nie umieją albo nie wiedzą. Sami zapomnieli jak byli młodymi "Wół zapomniał jak cielęciemh był" i narzekają na młodych. Dziwnym jest że jak młody wykształcony wyjedzie do pracy zagranicę to jakoś go tam doceniają. A w Polsce jest debilem nie umiejącym dokręcić śrubki. W takim razie przeciętny polski wykształcony ma w dupie pracować dla polskich pracodawców za 1000zł, gdzie nie dość że niczego nie chcą go nauczyć to jeszcze jest szykanowany.

    •  

      pokaż komentarz

      @lukaslm: jeżeli do dokręcania śrubek zatrudnia się magistra inżyniera mechaniki i budowy maszyn, to jest to nienormalne, bo winien to robić mechanik lub (co najwyżej) technik mechanik. Bo mechanik ma maszynę naprawić, technik mechanik ma zaplanować konserwację i naprawy oraz nadzorować mechaników, a mgr inż. ma planować park maszynowy, optymalizować użycie maszyn, badać ich niezawodność i sprawność, kontaktować się z technikami. A w Polsce? Mechanik roznosi ulotki, technik mechanik pracuje na kasie w markecie, a magister inżynier dokręca śrubki, zaś to, co powinien robić mgr inż. robi idiota po zarządzaniu lub po znajomościach.

    •  

      pokaż komentarz

      @lukaslm: tak, doceniają za granicą, jak dobrze mu idzie na zmywaku, z dyplomem z socjologii w kieszeni

    •  
      P......a

      +9

      pokaż komentarz

      @lukaslm: A może jest po prostu tak, że większość tych wykształconych którzy coś potrafią wyjeżdża za granicę? Gdy ktoś jest dobrym specjalistą to po co ma pracować w PL za 3 tys.PLN na rękę jak może to samo robić za 3 tys. EUR. ?

    •  

      pokaż komentarz

      @lukaslm:
      Etam ostatnio. Od dawna pracodawcy narzekali na to, że po studiach przychodzą ludzie bez umiejętności. System systemem, ale i ludzie mają oczekiwania z kosmosu. Niby ktoś ich tam oszukiwał, ale do tanga trzeba dwojga - oni uwierzyli. Bo tak jest wygodniej. Im młodsze pokolenie tym więcej głosów "idę na te studia, bo będę mieć po nich pracę". Nastawienie - mam papier, dajcie mi. A jak wiemy "żeby w życiu do czegoś dojść trzeba zap####@#ać". Znam masę ludzi którzy będąc na studiach drugie tyle pracy dokładali w domu, poszerzali i aktualizowali swoją wiedzę nie czekając aż system się naprawi.

    •  

      pokaż komentarz

      @krpablo: W Polsce tak jest że od inż. czy mgr inż. wymaga się po 3,5 i 5 lat studiów wiedzy i 20 letniego doświadczenia.

    •  

      pokaż komentarz

      @lukaslm: Powiem Ci, że w sumie to doświadczenie w pracy w warunkach stresujących i walce ze sk****synami to mam - w sumie zerówka+6 lat podstawówki +3 gimnazjum +4 technikum +5 studia = w sumie 19 lat. Tylko że nijak to się ma do tego, co pracodawca wymaga ;).

    •  

      pokaż komentarz

      @zarowka12: Hmmm Na zmywaku? Kumpel inż. w Polsce roboty nie mógł dostać, wyjechał do Anglii i jakoś udało mu się ją znaleźć i to w zawodzie. Tam jakoś go docenili, a tutaj?

      PS. Jestem świeżo po studiach inż. i jeśli nie znajdę roboty w Polsce to tak samo jak on wyjadę i zapomnę o Polsce na wiele lat. Bo nie ma sensu siedzieć i marnować się w sklepie albo biedronce.

    •  

      pokaż komentarz

      @lukaslm:

      Przeglądałem ostatnio oferty pracy i tutaj wymagają rocznego doświadczenia nawet przy układaniu paczek na magazynie, to co się dzieje w tym kraju to już dawno przekroczyło granice absurdu.

    •  

      pokaż komentarz

      @AKFobia: Jakiś czas temu widziałem ogłoszenie odnośnie roznoszenia ulotek. Wymagali wykształcenia minimum średniego ;] Ten kraj już dawno temu utoną w absurdzie.

    •  

      pokaż komentarz

      @AKFobia:
      Może praktyki by się przydały:)? A z innej beczki to, że napisali, że chcą rok doświadczenia jeszcze nic nie znaczy. Nawet jak się go nie ma warto spróbować.

    •  

      pokaż komentarz

      @krpablo: Zaintrygowało mnie to, co napisałeś, a konkretnie ostatnie zdanie. Możesz podać jakiś przykład człowieka po zarządzaniu, który wykonuje pracę inżyniera? Tzn. np. projektuje coś lub oblicza?

    •  

      pokaż komentarz

      @Yadka: znam osobiście kilka takich przypadków. Nie będę jednak sypać nazwiskami ani nazwami firm, bo one już cienko przędą i leżącego kopać nie wypada.

    •  

      pokaż komentarz

      @krpablo: jestem magistrem inżynierem elektrotechniki specjalność systemy elektroenergetyczne i energetyka i pracuje jako elektryk utrzymania ruchu. Lepsze to jak siedzenie na dupie i liczenie że ktoś sam z siebie da mi pracę jako inżynier. Kokosów nie zbijam, ale jak wyjdzie pensja + premia i dodatki to z 2,5k netto będzie.

    •  

      pokaż komentarz

      @steemm: no to już masz niezłą sytuację jak na nasz kraj...

    •  

      pokaż komentarz

      @krpablo: niezłą będę miał jak dostanę umowę na dłuższy okres, bo to pensja na początek jest :)

    •  

      pokaż komentarz

      @krpablo: oczywiście miałam na myśli raczej podanie dziedziny, w której działa przedsiębiorstwo (np. produkcja samochodów) i określenie zadania, którego podejmuje się w nim absolwent zarządzania (np. analiza wytrzymałościowa).

    •  

      pokaż komentarz

      @Yadka: OK. Przykład: dystrybutor produktów niekoniecznie pierwszej potrzeby, ale z branży spożywczej, stanowisko: kierownik działu IT/analityk/wdrożeniowiec ERP. Nie znał pojęcia 'routing' ani nie wiedział o tym, że w trakcie upgrade firmware nie wolno wyłączyć urządzenia. Breaking news - słyszałem, że wyleciał :).

    •  

      pokaż komentarz

      @lukaslm: p%%@%$%isz waszmość. Mam już drugą robotę w zawodzie, robiąc dokładnie to co powinien robić inżynier, a jeszcze nawet nie skończyłem studiów inżynierskich. Problemem nie jest ani brak roboty, ani znajomości. Problemem są wymagania i lenistwo młodych ludzi na studiach i zaraz po nich. Przychodząc do pracy po zaliczonych 6 semestrach nie nadawałem się do niczego i miałem tego pełną świadomość już po pierwszym dniu roboty. Mam zastrzeżenia do uczelni, ale nie uważam żeby była mnie w stanie nauczyć wiele więcej niż nauczyła. Po prostu uczelnia może dać tylko podstawy, bo to co wykonujesz w pracy jest zbyt wąską dziedziną by dało się na uczelni przeprowadzić więcej niż dwa projekty z danego zagadnienia. Jeśli przychodzisz i nic nie potrafisz to pracodawca musiałby być wariatem by dać ci do reki średnią krajową, uczyć cię, niańczyć i jeszcze po tobie wszystko poprawiać. Gdyby tylko absolwenci/studenci mieli minimum pokory... JA ostro zapieprzam od prawie roku ciągnąc pracę i równocześnie dzienne studia i gdybym dziś szukał pracy to dalej nie stawiałbym warunków finansowych które by mnie satysfakcjonowały - raczej szukałbym pracy w której mógłbym się więcej nauczyć, choćby za minimalną krajową, ale kiedy obronię inż. a potem magistra i pójdę do pierwszej roboty na pełny etat to świeżo po studiach będę miał w CV te "niemożliwe" dwa lata doświadczenia i co o wiele ważniejsze będę mógł zamienić ze trzy sensowne zdania na rozmowie kwalifikacyjnej. Tymczasem mam znajomych którzy "nie mogą" znaleźć roboty z mgr inż. po tym samym wydziale co ja tyle że wiem jak oni tej roboty szukają... masowe rozsyłanie CV do firm z których 3/4 nawet nie szuka pracownika po takich studiach, a żeby się rozeznać wśród znajomych u kogo w firmie potrzeba ludzi i przejechać się zrobić dobre wrażenie na rozmowie z pracodawcą twarzą w twarz to im żal paliwa, w dodatku żeby konkurować przy pierwszej pracy swoimi wymaganiami finansowymi to zapomnij.
      Jak się chce na starcie zarabia 5tys zł to nikt nie broni wyp#@%$!!ać na zachód, ale tutaj mamy taką gospodarkę jaką mamy, takie pensje jakie mamy i taką nadprodukcję ludzi z "wykształceniem", więc zamknąć ryje i zadbać o swoje kwalifikacje. Marudzić każdy potrafi.

    •  

      pokaż komentarz

      @Corranh: Co takiego robisz? Z twojej ściany płaczu wynika że wykonujesz pracę inż. nie mając tytułu. Zapewne co najwyżej robisz rysunki w autocadzie, solid worksie, edge albo czytasz dokumentacje techniczną lub robisz jako zaopatrzeniowiec. ; ]

      ps. Chyba że jesteś przyszłym inż. informatyki, gdzie moim zdaniem ten kierunek powinien mieć co najwyżej licencjata na 1 stopniu.

    •  

      pokaż komentarz

      @lukaslm: _ Zapewne co najwyżej robisz rysunki w autocadzie, solid worksie, edge albo czytasz dokumentacje techniczną lub robisz jako zaopatrzeniowiec_

      To robiłem na praktykach. Jestem konstruktorem, robię to samo co reszta inżynierów po studiach ale jeszcze bez uprawnień. Owszem rysuję, ale jeśli masz jakiekolwiek pojęcie o pracy w biurze projektowym to powinieneś wiedzieć, że większość inżynierów rysuje i nie jest to żadne "co najwyżej". Co najwyżej to mogło być wykreślanie rysunków na kalce 15 lat temu. Wykonuję również prostsze obliczenia statyczne i stopniowo jestem w stanie coraz więcej problemów napotykanych przy modelowaniu konstrukcji rozwiązywać samodzielnie. Oczywiście jak już napisałem dalej mnie niańczą, ale już nie tak jak na początku. Gdzieś się tego muszę nauczyć, a nie wyobrażam sobie by uczelnia była w stanie tak mnie przygotować bym od razu po dyplomie został samodzielnym projektantem choćby ta nauka miała trwać i 10 lat. Nie ma takiej możliwości - liczy się wyłącznie praktyka. Dlatego właśnie nie stawiam jak na razie wygórowanych żądań finansowych. Wolę w pracę w której pozwalają mi robić odpowiedzialne rzeczy i godzą się z faktem że czasem coś spieprzę niż taką w której zapłacą mi dwa razy więcej, ale będę jak napisałeś zaopatrzeniowcem.

      To nie jest ściana płaczu - są nią inne komentarze pod tym wykopem, w tym twój własny post jakoby pracodawcy stawiali nierealne wymagania. Napisałeś, że jesteś świeżo po studiach inż. A potrafisz coś? Możesz wejść na rozmowę kwalifikacyjną i powiedzieć co potrafisz zaprojektować, jakie problemy rozwiązać, albo że chociaż wiesz ze szczegółami czym tak naprawdę się firma o danym profilu zajmuje? Jeśli tak to gratuluje, bo najwyraźniej kończyłeś o wiele lepszą politechnikę niż ja. Chociaż z twojego nastawienia wnioskuję, że wcale tak nie jest. Na moje oko to typowa postawa pod tytułem "mam dyplom i wystarczy - dajcie mi kasy". Jeśli na podany prze zemnie przykład że można iść do pracy i się czegoś nauczyć ty to deprecjonujesz, bo pewnie "tylko" robię rysunki w cadzie to ja nie mam pytań. Nawet gdyby były to tylko rysunki to i tak poznałbym dobrze pracę biura, widział jak do problemów podchodzą starsi koledzy, dokładnie poznał proces tworzenia dokumentacji technicznej, doszedł do wprawy w obsłudze programów, nauczył się wielu innych rzeczy które są niezbędne jeśli chcę być kiedyś dobrym inżynierem i przede wszystkim byłbym w dobrej pozycji by stopniowo chwytać się coraz poważniejszych zadań . Jeśli jednak ktoś chce tylko zarobić jak najszybciej parę tysięcy to masz rację - niech wysuwa do Anglii.

      PS
      _ Z twojej ściany płaczu wynika że wykonujesz pracę inż. nie mając tytułu._

      Nie ma żadnej różnicy czy masz tytuł czy nie. Przynajmniej nie w budownictwie. Różnicę stanowi czy masz uprawnienia, bo do tego czasu i tak wszystko musi ci ktoś podpisywać. Reszta to tylko kwestia dogadania z szefem. Jak cię przyjmie to możesz być i po podstawówce. Znowu wyszła ta tytułomania... sam tytuł jest gówno wart - jedyne co ci daje to możliwość robienia uprawnień i ma być informacją dla pracodawcy. która i tak już się zdewaluowała. Liczy się co potrafisz i nic więcej.

  •  
    m.......1

    +64

    pokaż komentarz

    takie niechlujstwo w edukacji zaczyna się już na samym początku (podstawówka, gimnazja). Nauczyciele przepuszczają do następnej klasy kogoś z samymi pałami, to ktoś wtedy wie, że może mieć wszystko w dupie bo i tak mu się upiecze. Później widać takich cwaniaczków w życiu. W czasie nauki wszystkim podoba się luźny nauczyciel, niczego nie wymagający ale jak się pójdzie dalej to jest płacz, bo gówno umiesz.

    •  

      pokaż komentarz

      @maciejbo1: w klasach 1-3 w podstawówce rodzic musi wyrazić zgodę, by dziecko "nie zdało" :)

    •  

      pokaż komentarz

      @M4ks: A to źle? To jest jeszcze taki czas że rodzic może się postarać i z dzieckiem popracować by nadgoniło braki. Zresztą w podstawówkach poziom jest nierówny, były u mnie w klasie osoby takie jak ja co przychodząc do szkoły umiały już czytać i znały podstawy matematyki i były takie które w 6 klasie nadal sylabizowały i liczyła na palcach.

    •  

      pokaż komentarz

      @maciejbo1: A zafundowali nam to nasi rodzice, lemingi głosujący na głupoty polityków. Zrobili nam reformy, polikwidowali zawodówki, porozpieprzali firmy, dop$@@%##ili podatków, powstępowali do Unii, wszystko porozdawali prywaciarzom i teraz się dziwią, że k!#!a ludzie idą na studia bo może uda im się nie robić za 1500 na 3 osobową rodzinę.

    •  

      pokaż komentarz

      @plushy: owszem. W tych klasach są dużo częsciej spotkania z rodzicami, jeśli dziecko ma taki problem to przy minimum wysiłku rodzic wie o tym w połowie roku szkolnego jak nie poźniej i spokojnie, tak jak pisaleś, to ogranie z dzieckiem.
      Problem tu jest raczej z takimi ludzmi, ktorzy puszcza dziecko do szkoly, zostawią na pastwe losu a potem pretensje, że jak to, że on do gazety pójdzie i do kuratorium bo jego dziecko nie jest debilem etc.
      Poza tym naprawde nie sądze, żeby ktoś chciał nie puszczać dzieci w takim wieku do dalszych klas ze złośliwości czy innego pozamerytorycznego powodu..

    •  

      pokaż komentarz

      @maciejbo1: W technikum w 4 klasie był gagatek co nie wiedział ile to pierwiastek z 16. Nie zdawał matury. Ale on ma średnie wykształcenie! Masakra

    •  
      b......o

      +10

      pokaż komentarz

      @yuio: prywaciarzom :) komuno wróć! :)

  •  

    pokaż komentarz

    http://youtu.be/tXSbQEN-_u4?t=5m40s

    Minuta. Wszystko w temacie. Nie dość, że ten system kształci debili którzy nic nie umieją to większość najchętniej poszłaby pracować do urzędu. Więc po co w ogóle nam taka "edukacja"? Do przekładania kartek i wypełniania wniosków wystarczy podstawówka!

    •  

      pokaż komentarz

      @slawek22: Ale tu chodzi o pokazanie czegoś takiego, że jest się lepszym od innych, bo ma się papier, a więc swołocz ma Tobie służyć. A do tego biadolenia o kryzysie w naukach matematyczno-przyrodniczych, aby ludzie brali materiał rozszerzony to zwykła kpina zwykle jest. Podstawy chemii są znane od dawien dawna i niewiele się tam zmienia, za to na rozszerzonej biologii w liceum nie podają najnowszych osiągnięć w tej dziedzinie tylko starocie sprzed 20-30 lat, kiedy to się może nawet co roku zmieniać. O pracy z materiałem biologicznym czy pracowni chemicznej to jedna wielka kpina jest. A większość wykładowców na uczelniach siedzi tylko i uczy anachronizmów, gdyż im za to płacą.

    •  
      m.....l

      +10

      pokaż komentarz

      @Kaczypawlak:
      Podstawy biologii też się raczej nie zmieniły.

    •  
      l....r

      +18

      pokaż komentarz

      @slawek22: Powiedzmy sobie szczerze.
      Zdecydowana większość ludzi idzie na studia po to zęby się wyrwać z domu, poimprezować i poopieprzać się te 3-5 lat.
      Niestety często wyciągając tyle kasy od rodziców ile tylko się da.

      Bo po prostu tu nie ma żadnego czynnika odpowiedzialności.

      Gdyby wprowadzić odpłatność za studia, choćby w formie kredytu studenckiego, myślę, że ilość studentów spadłaby o 70-80%

    •  

      pokaż komentarz

      @slawek22: Do zostania posłem nawet nie trzeba mieć ukończonego przedszkola.

    •  

      pokaż komentarz

      @Kaczypawlak: i dlatego naprzyklad osoba prowadzaca ksiegowosc lepiej, gdy ma skonczone studia inzynierskie i magisterskie czyli jakis kierunek techniczny bo ma na pieczatce "mgr inz.", niz gdy ma tylko magistra z rachunkowosci bo na pieczatce ma tylko "mgr" liczy sie pokaz tytulow nie wiedzy

    •  
      w.......s

      +7

      pokaż komentarz

      @Kaczypawlak: Na biologii w liceum uczy się mocno uproszczonych podstaw, więc tam raczej nie ma się co zmieniać. Z drugiej strony na uczelniach medycznych często uczy się nieaktualnej wiedzy, bo to się tak szybko zmienia.

      @lerner: Nie zgadzam się. Większość ludzi idących za wszelką cenę na studia to ludzie bez pomysłu na życie, którzy po prostu idą na coś by mieć papierek, bo wszyscy idą.

    •  
      l....r

      +1

      pokaż komentarz

      @wh00kiers:
      Te dwie rzeczy łączą się niczym 2 + 2.
      Nie masz pomysłu na życie? -> Idź na byle jakie studia, pobawisz się, a nawet może i dyplom będzie.
      W gruncie rzeczy wiadomo, o co chodzi.

    •  
      a......a

      +3

      pokaż komentarz

      @wh00kiers:

      Z drugiej strony na uczelniach medycznych często uczy się nieaktualnej wiedzy, bo to się tak szybko zmienia.

      Myślę, że to zależy od renomy uczelni. Poznańska jest na przykład dobra - choć przyznać trzeba, że lekarze mają tam tak:
      rocznik 1988 uczy się wiedzy D
      rocznik 1989 uczy się wiedzy E
      z tej samej dziedziny, bo wiedza się zmienia cały czas, czyli rocznik D mimo, że pisał na egzaminach "aktualną" wiedzę, to w następnym semestrze będzie musiał tę wiedzę poprawić czy zmienić, bo po prostu zmiany. Wiem to, bo mam znajomą, która studiowała na poznańskim UMie:).

      Większość ludzi idących za wszelką cenę na studia to ludzie bez pomysłu na życie, którzy po prostu idą na coś by mieć papierek, bo wszyscy idą.

      Ja myślę, że mimo wszystko zdecydowana większość wyjeżdża na studia, żeby się odbić od rodziców. Owszem, papier też idzie, ale w tym kontekście, w którym mówisz, to na wybór ma wpływ rodzina. Bo dajmy na to A nie wie co studiować i nie chce studiować, ale sytuacja w domu rodzinnym jest żenująca i nie ma bata - jedyny, sensowny krok to iść na studia. A że nie ma pracy...

    •  
      s.......k

      +4

      pokaż komentarz

      @Kaczypawlak: Ale teraz już wszyscy mają papier... Więc nie jest się lepszym, mając magistra jest się takim, jak wszyscy. I czasem mi się smutno wydaje, że do tego ludzie bardziej dążą, niż do ukazania swojej własnej wybitności i indywidualności.

    •  

      pokaż komentarz

      @slawek22: ale czy ten system się zmienił? Starsi dobrze wykształconych jest niestety o wiele mniej. A do większości zawodów moim zdaniem ważna jest inteligencja nie wykształcenie. Jeśli chce się być naukowcem to ok trzeba mieć niepraktyczną w większości przypadków wiedzę. Pozdrawiam narzekaczy.

    •  
      a......a

      +3

      pokaż komentarz

      @simsoniak: W sumie to ludzie chcą dwóch rzeczy na raz: z jednej strony chcą być indywidualistami, czyli mówimy mundurkom szkolnym nie, z drugiej - chcą być tacy, jak inni, bo przez nie wyróżnianie nie są wyśmiewani i wydaje im się, że są poważani w swoim środowisku. Błąd polega na tym, że albo jesteś prawdziwym indywidualistą, który w tłumie się wyróżnia, albo jesteś zwykłym obywatelem. Dwóch rzeczy na raz nie da się osiągnąć. A indywidualistów i wybitnych osób tak naprawdę jest bardzo mało, bo takie osoby rzeczywiście coś robią, żeby osiągnąć coś w swoim fachu. Inna sprawa, że najwięksi indywidualiści mają przerąbane, bo na artyzmie i indywidualizmie raczej się mało zarobi :>

    •  
      P.....a

      +7

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @Platyna: nie znam nikogo kto jest dobry i siedzi mało nad książkami. Znam wielu ludzi, którzy byli słabi i pracowali ciężej niż ja dzięki czemu teraz są ode mnie lepsi.

      Testy na IQ to jakieś gówno sprawdzające umiejętność rozwiązywania testów na IQ, a nie mierzące inteligencję. Ktoś je musiał kiedyś ułożyć. Czyli maksimum w takim teście jest wynik równy inteligencji układającego? A jeżeli był idiotą? Rozwiązując jego test i dostając poniżej maksimum wychodzi na to, że jestem większym idiotą od niego.

      Problemem polskich uczelni jest to, że uczą pierdół nieprzydatnych w zawodzie. Szanuję ludzi, którzy mają wyj%%#ne na te przedmioty, ściągają, jadą na trójach, ale poza uczelnią w czymś się udzielają. Nie lubię uczelnianych szczurów, których jest pełno. Uczelniane szczury w przyszłości będą siedzieć na uczelni i uczyć pierdół, które sami wkuwali. Dla zasady, żeby student miał ciężko, bo oni też nie mieli łatwo.

      W ogóle to narzekanie na system nauczania to jeden wielki #@##. Wielcy znawcy typu "za komuny matura była więcej warta", którzy sami tworzyli ten system edukacyjny, który teraz mamy. Jednak komunizm ich tak dobrze nie wykształcił skoro stworzyli ten system.

    •  
      P.....a

      +6

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @Platyna: KOMUNO WRÓĆ!

      Jeżeli w Stanfordzie nie uczą do zawodu to popełnię samospalenie na rynku w Krakowie.

      Naukowiec niczym nie różni się od gościa z zawodem. Różnica jest taka, że naukowiec jest zatrudniony przez uczelnię, robi jakieś projekty, zdobywa te swoje j%!$ne punkciki do doktoratu albo do innych habilitacji. No i od czasu do czasu musi poprowadzić jakieś zajęcia. Normalna robota. W czym jest wyjątkowy?

    •  
      P.....a

      +1

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @Platyna: skoro ludzie idą na Stanford i bulą za to dużo kasy to znaczy, że uczą tam rzeczy przydatnych w zawodzie. Gdyby tak nie było to Stanford zostałby wyparty przez inne uczelnie, które kształcą lepiej.

      Prawnik to też zawód.
      Lekarz to też zawód.
      Informatyk to też zawód.
      Elektronik to też zawód.

    •  
      P.....a

      +6

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @Platyna: wydział instalacji gniazdek elektrycznych? Gdzie jest ten wydział w Polsce? Nie wiem co pojmujesz przez zawód elektronika, ale jeżeli myślisz, że gość z takim zawodem jest ekspertem od instalacji gniazdek elektrycznym to brak ci podstaw merytorycznych do dyskusji. Typowa dyskusja na poziomie: uniwersytet jest zajebisty bo tam tylko teoria. Uczelnie techniczne są @$$@owe bo tam tylko piją i rzygają jak koty, a i tak dostają papierek.

      Sama potwierdzasz, że kadra naukowa jest niekompetentna. Ludzie mądrzejsi zostają automatyczne wchłonięci przez gospodarkę i tam się rozwijają. Uczelnie powinny być sprywatyzowane. Rektorzy powinni być biznesmanami, którzy zatrudniają wymiataczy, a nie odpadki z gospodarki.

    •  
      P.....a

      +4

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @lerner: Nic by to nie dalo. Studiuje w Niemczech gdzie za semestr place 750 euro i dostaje sie tez cos w stylu kredytu/stypendium... Nie wazne. Kolezanka po 3 semestrze odpadla, czyli jej bilans wychodzi tak: 3x750 euro w plecy, plus kazdego miesiaca za mieszkanie 200 cos euro, plus dostawala miesiecznie 600 euro tego kredytu, ktory teraz musi splacic w calosci i chyba z jakimis odstetkami, bo nie ukonczyla studiow. Czyli ma 1,5 roku w plecy (mogla w tym czasie zaczac juz jakies wyksztalcenie praktyczne, pracowac, cokolwiek), plus kasa za semestry i mieszkanie, plus ponad 10 000 euro kredytu do splaty ;) I oczywiscie zadnego papierka... I ona wcale nie jest odosobnionym przypadkiem chociazby na moim kierunku. z prawie 300 osob odpada ponad sto juz po wlasnie 2-3 semestrach. A jednak kazdego roku ludzie sie porywaja na studia, mimo tego, ze ryzykuja kase i czas, nie majac pewnosci czy sie uda (niektorzy dopiero z czasie studiow uswiadamiaja sobie, ze to jednak nie dla nich i nie dadza rady ) .

    •  

      pokaż komentarz

      @simsoniak: Prawie wszyscy, każdy mechanizm działa z opóźnieniem.

    •  

      pokaż komentarz

      @wh00kiers: Jak za mocno uproszczone podstawy w liceum jest niby uznawana systematyka zwierząt, której sam układ jest nieaktualny od przynajmniej 10 lat to przegięci, nawet nazwy łacińskie gromad organizmów są źle podawane...... Skoro to ma być wiedza podstawowa.
      Raczej trudno być w czymś na bieżąco, skoro dosłownie niemal co dzień mogą się pojawić nowe odkrycia, jednak przynajmniej u mnie starają się podawać jak najświeższe dane, na wydziale biologii UW.

    •  

      pokaż komentarz

      @plat1n: Ale to jest żałosne, gdyż nie każda "uczelnia" potrafi ludzi wykształcić, aby coś umieli. Czasem samemu można to zrobić lepiej, ma się umiejętności, ale nie ma się papieru:>

    •  

      pokaż komentarz

      @mi3chal: Hmmm raczej, wyjście pierwszych czworonogów na ląd, odbyło się wcześniej jak uczą tego w liceum. W systematyce organizmów są źle podawane nazwy łacińskie, cały układ systematyki i pokrewieństwa wśród zwierząt szlag trafił........ to nie są szczegóły typu, że odkryto nowe białko, szlak biochemiczny, ciekawe geny czy zaiste nowy typ bruzdkowania zarodka czy metoda zapłodnienia........ To jest jeden wielki skansen, gdzie można śmiechem paść, dobrze, że chociaż anatomia człowieka się zgadza.....

    •  
      P.....a

      +1

      pokaż komentarz

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      pokaż komentarz

      @slawek22: Zgodziłbym się ze wszystkim co ten pan powiedział, oprócz fragmentu z prywatnymi uczelniami. One mają inną ofertę względem publicznych uczelni - lecz zdecydowanie gorszą. Mają o wiele niższą renomę wśród pracodawców niż te publiczne. Do prywatnych uczelni w zdecydowanej wiekszości idą tylko lenie i nieuki, którym się nie udało dostać na uczelnie publiczną.

    •  

      pokaż komentarz

      @Platyna: Linneuszowska dalej jest systematyka, tylko, że powiązania są stamtąd od czapy. Więc w jakim celu w ogóle jest to w liceum?:> I tak sieje zamęt, ponieważ uczniom wlepia się dane już obalone. To tak jakby uczyć na historii jaka nasza armia była beznadziejna w 1939, nie podając uwarunkowań w jakich brała udział, do tego bez porównania z innymi kampaniami z początkowego okresu wojny, no więc po co im robić mętlik w głowie? Potem wychodzą "wykształceni", którzy nie mają prawdziwej wiedzy, tylko nasrane w baniakach....
      Co roku się mogą zmieniać poszczególne gałęzie na drzewie, niektórych grup zwierząt, ale nikt z dnia na dzień nie przerzuci wszystkie mięczaki do grupy kręgowców (przykład od czapy i bez sensu, ale to naprawdę takie dane by wywaliło obecną systematykę do góry nogami całkowicie).

  •  
    L......s

    +20

    pokaż komentarz

    Jeżeli czytam, tu i ówdzie, że 60% dorosłych obywateli - w zeszłym roku - nie przeczytało nawet jednej książki, a w rozmowach z "wykształconymi" niestety znajduję to potwierdzenie - to ja nie mam żadnych pytań.

    •  

      pokaż komentarz

      @Leonurus: Ja też nie czytam książek. Czytam masę artykułów, oglądam filmy i? To znaczy, że już nie jestem wykształcony? Jak to się ma do tego, że jestem programistą i zwyczajnie cały dzień patrząc na te pieprzone małe literki nie mam ochoty przed spaniem przeczytać sobie jeszcze książki. Szukam czegoś ciekawszego niż literatura dla nastoletnich fanów horrorów jak Ty, bo co tam Stephena Kinga wykształciuchu męczysz?

    •  
      e.......o

      +14

      pokaż komentarz

      @yuio: masz rację, ale za osobiste wycieczki masz minusa

    •  
      g......n

      +21

      pokaż komentarz

      @yuio: Również jestem programistą. Czytam książki. Zarówno branżowe jak i inne (fantastyka, s-f, historyczne (tutaj przede wszystkim II WŚ i później). Cały dzień patrzę na te pieprzone małe literki... a nie bo staram się siedzieć przed kompem 6-8h. Jak siedzę dłużej to mi tylko wydajność spada. Można poczytać:
      ~ przed spaniem,
      ~ po obudzeniu (jeżeli jak ja jesteś rannym ptaszkiem)
      ~ na kibelku
      ~ w samochodzie jeżeli na coś czekam
      ~ kiedy mam na to ochotę (bo chcę, bo mi się nudzi itp)
      Można ? Można. Zwłaszcza jeżeli chodzi o literaturę fachową. Także masz marną wymówkę. Wiesz jak odróżniam pracowników którzy są warci każdych pieniędzy od tych którzy myślą tylko o odwaleniu swojego, doczekaniu do 16:00 i pójściu do domu ? Jak rzucam problemem to pracownik który jest bezcenny rzuca mi "z dupy" kilkoma podejściami jak można coś zrealizować. Zaczynając poważniej myśleć nad problemem dochodzi do świetnego rozwiązania i je realizuje. W NAJGORSZYM wypadku rzuca okiem w literaturę (książki, internet itp) i ma rozwiązanie. Pracownik "gówno wart" używa takich śmiesznych i żałosnych stwierdzeń jak "nie wiem", "nie znam się" albo "nie rozumiem".

    •  

      pokaż komentarz

      @yuio: Takie niepotrzebne wycieczki osobiste i nieproporcjonalne zdenerwowanie raczej nie pokazują, że mamy do czynienia z człowiekiem wykształconym.
      Dobrze, że czytasz artykuły i oglądasz filmy. Z tym, że np. ja tez to robię i w dodatku jeszcze czytam. Można... Choć może często nie ma czasu -- ale dla chcącego nic trudnego. Codziennie około godzinę jeżdżę tramwajem.
      Oczywiście to, że nie czytasz książek wcale nie znaczy, że jesteś głupszy czy coś takiego. Można być inteligentnym bez czytania. Ale książki na pewno nie zaszkodzą, a często pomogą. Rozwijają wyobraźnie, wiedzę i poszerzają horyzonty. Jest wiele naprawdę wartościowych książek, które warto przeczytać. Gdybym tego nie zrobił, dziś bym pewnie był innym człowiekiem...

    •  
      B....y

      +14

      pokaż komentarz

      @yuio: masz ograniczone horyzonty, jak większość programistów, to nic nietypowego.

    •  
      S.........y

      +1

      pokaż komentarz

      @gorylmen: To, że pracownicy w Twojej firmie czekają do godz.16 by tylko wyrwać się z pracy świadczy tylko i wyłącznie o sposobie zarządzania firmą i atmosferze w niej panującej.

    •  
      l....r

      +1

      pokaż komentarz

      @Szybkowolny:
      Dam sobie ręke uciąć, że gorylmen mówiąc o rozpoznawaniu ma na myśli rekrutację.

    •  

      pokaż komentarz

      @yuio: artykuły i filmy zwykle tylko pokazują ogół jakiegoś zagadnienia/problemu. Po fachową wiedzę najlepiej sięgnąć do książek. A i zwykłe "lekkie" książki do poczytania sprawiają, że rozwija się wyobraźnia (jakże ważna w procesie kreatywnego myślenia) i poszerza się zasób słownictwa. Trudniejsze lektury poszerzają światopogląd, pozwalają wczuć się w sytuację bohaterów i przeżyć, jak to ktoś kiedyś powiedział: "więcej niż swoje życie"

    •  

      pokaż komentarz

      @Szybkowolny: no za mało od nich wymaga, na przeciętnego pracownika działa tylko metoda kija i marchewki. Najgorzej kiedy jest za mało kija.

    •  

      pokaż komentarz

      @Leonurus:
      Ta, bo człowiek (mężczyzna) MUSI:
      - zaliczać jak najwięcej kobiet
      - czytać książki (minimum 3 na miesiąc)
      - uprawiać aktywnie sport
      - dobrze się odżywiać, dbać o formę
      - musi spotykać się z innymi na piwie
      - musi oglądać mecze i znać się na sporcie
      - musi być wykształcony
      musi, musi, musi...

    •  
      s.......k

      0

      pokaż komentarz

      @yuio: Czyli, jak ktoś ogląda w kółko Bridget Jones (to bądź co bądź, też film) i czyta śmiesznostki na pudelki (bo to artykuły, niezaprzeczalnie!) to jest wykształcony, tak?

      Nie, nie jest. Książki, czy literatura piękna, czy fachowe, czy jakiekolwiek, kurde, książki, są jakąś elementarną podstawą. Nawet nie wykształcenia, co kultury, ogłady i wiedzy o świecie. Telewizja nigdy nie da Ci tego, co da Ci tekst we właśnie; książkowej formie.

      I taka uwaga, wykształcony możesz być. Ale to nie wyklucza możliwego ometkowania Cię jako wtórnego analfabety.

    •  

      pokaż komentarz

      @simsoniak: Gdybyś potrafił czytać ze zrozumieniem, wiedział byś, że z mojej wypowiedzi wynika tylko to: "nie trzeba na co dzień czytać książek żeby być wykształconym". Autor wypowiedzi do której piłem napisał, mniej więcej, że zna ludzi podających się za wykształconych, a nie przeczytali w ciągu roku 1 książki (cytat "nie przeczytało nawet jednej książki, a w rozmowach z "wykształconymi" niestety znajduję to potwierdzenie")

      Odnieś się do tego, a nie do wyimaginowanych przykładów.

    •  
      s.......k

      -2

      pokaż komentarz

      Gdybyś potrafił-a. I tak, potrafię czytać ze zrozumieniem. I rozumiem doskonale, że uważasz już zdobyte przez siebie wykształcenie i jak sam mówisz, filmy i artykuły, za wystarczającą podstawę do nazywania się wykształconym. Ja mówię, że tak, owszem możesz się tak nazywać, ale że w przypadku braku książek można do Twojego gloryfikowanego "wykształconego" tytułu dopisać jeszcze, w ramach ciekawostki, określenie Twojej nie-czytającej, przypadłości.

    •  

      pokaż komentarz

      @yuio: tak, jeżeli nie czytasz książek, to nie jesteś dobrze wykształcony.

    •  
      g......n

      -1

      pokaż komentarz

      @Szybkowolny: nie zrozumiałeś o co chodzi. Przeczytaj jeszcze raz albo wyjdź na dwór i poproś kogoś dorosłego żeby Ci wytłumaczył.

    •  

      pokaż komentarz

      @Neoven: O, spełniam aż jeden punkt z listy.

      Tak, też jestem programistą.

    •  

      pokaż komentarz

      @Mglisty:
      :), jestem jeszcze w liceum i nie interesuję się programowaniem, ani nawet informatyką.

  •  

    pokaż komentarz

    Lemingami łatwiej jest zarządzać. Przeważająca ilość pracowników, z którymi miałem przyjemność pracować, wymagała nieustającego nadzoru. Pracownik pozostawiony sam sobie włączał się w tryb biernego oczekiwania wykazując minimalną aktywność. Tak jak bezmyślny obywatel bez TV.