•  

    pokaż komentarz

    "europejska integracja musi mieć swoje granice" - z tym się akurat zgadzam i w ogóle nie dziwie, że nie chcą dopłacać do biedniejszych krajów

    oby tylko granice zostały jeszcze ten rok otwarte, żebym zdążyła wyjechać:<

  •  

    pokaż komentarz

    Zagłosują albo i nie zagłosują. To zależy od rozwoju sytuacji w kilku latach.

    W wypowiedzi dla radia BBC4 minister finansów George Osborne skomentował, że potrzeba rozpisania referendum, zgodnie z prawem uchwalonym przez obecną koalicję konserwatystów z liberałami, zajdzie dopiero wówczas, gdy Bruksela uchwali przekazanie sobie nowych prerogatyw rządu lub parlamentu.
    To jest raczej możliwe, ale stawiałbym, że ewentualnym powodem byłby raczej przedłużający się, albo nawet pogłębiający kryzys gospodarczy. Dlaczego tak myślę? Gospodarka brytyjska jest w miarę dobrej formie, nie zaszkodził jej za bardzo ostatni kryzys. Ale to Brytyjczycy, obok Niemiec czy Francji, ponoszą konsekwencje działań nieodpowiedzialnej polityki Grecji. Nie jest to może tak widoczne, ze względu na to, że mają funta, a nie euro. A wkrótce może się okazać, że takie problemy będą miały Włochy, Hiszpania... To, czy prawo jest tworzone w swoim kraju czy w Brukseli ma IMO drugorzędne znaczenie dla przeciętnego mieszkańca UE. O wiele bardziej liczy się to, czy dzięki temu prawu mogą się bogacić, żyć w wygodzie i nie muszą dokładać dla bankrutów.

    •  

      pokaż komentarz

      @M4rcinS: To niezupełnie tak, zwykłych Anglików naprawdę denerwuje stanowienie przepisów w Brukseli, a krzywizna ogórka to już slangowe powiedzenie nad Tamizą. Z drugiej strony spotkałem się też z opiniami, że Brytanię stać na ratowanie bankrutów, bo w dłuższej perspektywie to się opłaci, plus solidarność europejska itp, więc to dość skomplikowane. Jaki powód by nie był, moim zdaniem ludzie zagłosowaliby za wyjściem z UE i utrzymaniem statusu stowarzyszenia lub coś podobnego.

    •  

      pokaż komentarz

      @M4rcinS: Wielka Brytania jest w o wiele lepszej sytuacji niż jakiekolwiek inne państwo w Unii. Dlaczego? Ano dlatego że ma dużo większe kontakty handlowe i gospodarcze z USA, Kanadą, Japonią, Chinami czy np Indiami.

  •  
    g.....3

    +11

    pokaż komentarz

    Szczerze to rozpad UE nie jest dla nas zbyt korzystny. UE daje nam stabilizację w regionie, po takim wydarzeniu nie wiadomo co się może stać. Gorszy kryzys? Powtórka z lat 30. XX wieku przy jego okazji? Już teraz w Grecji coś ugrała sobie partia neonazistów. Głębszy kryzys i burdel z tym związany może doprowadzić do wzrostu poparcia dla tego typu radykalnych egzotyków. My nie będziemy na takie zawieruchy przygotowani za kilka lat. Obecny rząd jest skrajnie niekompetentny(chyba, że te działania są zamierzone, wtedy to mają wysoką skuteczność), a kadencja to jeszcze ponad 3 lata. Jakoś nie liczę, że po tym czasie zjawi się jakiś człowiek co by ogarnął to wszystko z sensem i korzyścią dla nas.

  •  

    pokaż komentarz

    Ich władza by nie wytrzymała bez wścibiania nosa w to co robią Niemcy i Francja, więc pewnie nie wyjdą.

  •  

    pokaż komentarz

    Mnie ciekawi czy ludzie są przeciwni większej integracji i ostatecznie Europie jako jednym kraju dlatego, że:
    a) są patriotami, zwolennikami niepodległych krajów w luźnej unii gospodarczej
    b) w sumie to nie mają nic przeciw tej idei tylko przeszkadza im cała ta biurokracja, sposób podejmowania decyzji, ogromne koszty, durne przepisy typu ślimak to ryba, etc.
    Bo zawsze w dyskusjach o Unii, tak jak kiedyś wszyscy byli za tak od jakiegoś czasu wszyscy jadą na Unię, że taka zła itd. że większa integracja jest do dupy itp. ale jak dochodzi do argumentów to padają raczej argumenty przeciw obecnemu ustrojowi (czyli punkt b) a nie przeciwko samej idei. Nie można w tym temacie nic powiedzieć bo zaraz zostaje się zjechanym, że przecież UE to moloch, że biurokracja itd. To tak jakby ktoś protestował przeciw idei małżeństwa bo akurat obecna narzeczona jest przy kości. To, że panna może się odchudzić to już nie dociera, małżeństwo jako takie jest do niczego, bo kandydatka na żonę się obżera. Zamiast zastanowić się nad zmianą trybu życia, siłownią albo dietą każdy szuka możliwości odwołania ślubu. Czy tylko ja uważam, że nie tędy droga?