•  

    pokaż komentarz

    czyli koleś żywi się kredytem kupieckim....pierdu pierdu kto w to uwierzy bo ja nie

    •  

      pokaż komentarz

      @o90: nie tylko Ty. Coś mi tu śmierdzi - ktoś próbuje mi wmowić, że ma działalność na permanetnym minusie? Ekhm.. bzdura.

    •  

      pokaż komentarz

      @qckr: może musiał kopie tekstu oddac do swojej skarbówki :)

    •  

      pokaż komentarz

      @o90:
      @qckr:
      nie znam branży spożywczej, znam branże budowlaną. i wam powiem jedno: w budowlance 90 procent firm żyje na kredycie kupieckim. I nie mówię o tych co nie płacą, ale o firmach o przychodach do 100 mln złotych rocznie. Powiem wam jak to wygląda w praktyce: gmina robi przetarg np. na remont szkoły. Koszty to 250 tysięcy, najtańsza oferta, która wygrywa to 260 tysięcy. Koszty liczone na dziś. Jak cena czegokolwiek wzrośnie, to masz od ręki stratę.
      I wracając do oferty. Remont szkoły trwa pół roku. Przez ten czas firma płaci pracownikom, za samochody, za materiały, etc... Ale gmina płaci dopiero po skończeniu roboty. Taka odmiana kredytu kupieckiego.

      A tak poza wszystkim: poczytaj statystyki. Średnia rentowność polskich firm jest na poziomie 4,5 procent. Dane GUS.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia:
      Zgadzam się. Ale to jest kredyt kupiecki - sam tak działam. Ale chodzi mi o coś innego: facet mówi, że co miesiąc ma dochód<<kosztów. A to jest niemożliwe - w Twoim przykładzie kredyt służy na pokrycie bieżącego finansowania. I to jest jego idea. Ale mi chodzi o to, że w ogólnym rozrachunku nie możesz być co miesiąc na minusie, bo padniesz. A ten z artukułu to sugeruje.

    •  

      pokaż komentarz

      @qckr: ale to nie jest nic dziwnego. Przecież w budowlance masz to samo. Bądźmy przy przykładzie tego przetargu na szkołę. Koszty w maju 50 tysięcy, w czerwcu 50, w lipcu 50, we wrześniu 30, w październiku 20. W poszczególnych miesiącach wynik operacyjny - postaw minus przed każdą z tych liczb. Dopiero w listopadzie gmina płaci i wychodzi plus.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: Ale spożywczak, to nie gmina. Robię w audiowizualce, więc też znam operację pt. płatnosc po 180 dniach. Ale w sklepie spożywczym nie ma klientów, którzy biorą z odroczonym terminem. Wręcz przeciwnie - masz wszystko płacone natychmiast, a Ty jako sprzedawca masz odroczone płatności za towar.

      Cytując artykuł: "Miesięczne koszty stałe to więc 20 tysięcy. Dodatkowo zarabiamy jakieś pięć tysięcy złotych miesięcznie na tzw. Półkowym. Duże koncerny (piwo, jogurty, dania gotowe) płacą po 500-700 złotych za wystawienie dodatkowego stojaka, materiały POS, towar w lepszym miejscu, etc... Razem to 16 tysięcy złotych zysku (10 z marży + 5-6 z półkowego). Jak widzicie zyski są niższe od kosztów stałych. Różnicę pokrywam z obrotu"
      Z tej wypowiedzi wynika w ujęciu miesięcznym strata na poziomie 4000. Przy braku "kumulacji wpływów" z odroczonego terminu płatności - jak we wspomnianej gminie, daje Ci to stratę w ujęciu rocznym na poziomie 48 000 - i tyle rzekomo on dokłada rocznie do biznesu? Niemożliwe.

      W Twoim przykładzie 50+50+50+30+20 w dalszym ciągu jest mniejsze od 260 z oferty. Czyli w ujęciu całościowym jest plus.

      A co do rentowności firm - myslę, że niemały udział mają tu duże przedsiębiorstwa budowlane, którym bardziej opłaca się wygrać przetarg z zerową marżą, lub małą stratą niż tracić na przestojach sprzętu.

    •  

      pokaż komentarz

      @qckr: a ja ci powiem, że kolesiowi wierzę. Wokół bloku, gdzie mieszkam jest kilkanaście sklepików: jakieś warzywa, pończochy, bielizna, etc... I ja widzę jak ci ludzie ciężko pracują i ile zarabiają. Któregoś dnia byłem wieczorem koło 19.30 kupić kobiałkę truskawek. Numer paragonu był 24. Czyli od 8.00 rano warzywniak miał 24 klientów.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: Jeszcze raz. Ci ludzie ciężko pracują i zarabiają. Słowo klucz. Nie dużo, bo nie dużo, ale są na plusie. A ten facet pisze, że co miesiąc wyciąga z magicznej skarpetki 4000 i dokłada do biznesu, bo niby tak to działa...

      Zgadzam się, że prowizje są za wysokie, zwłaszcza przy marżach na poziomie 5%. I prowadzenie slpeu to jest ciężka praca i duże ryzyko. Tego nie podważam. Ale nich mi nie próbują wcisnąć, że zawsze dokładają do interesu.

      Btw - warzywniak to kiepski przykład - na warzywach marża jest kilkuset procentowa często - zdarzało mi się bywac na giełdzi i widzieć ceny hurtowe :)

    •  

      pokaż komentarz

      @qckr: Tylko pamiętaj o jednym: pieorzony ZUS. Czy sklepikarz zarabia czy nie, becaluje tysiaka.
      Marże na warzywach są wyusokie, to prawda. Ale nie kilkuset procentowe. Ja często mamie kupuję ogórki na giełdzie. Kosztują połowę tego, co w sklepie. A więc marża 100 procent. Ale pamiętaj o stratach: spożyka to taka branża, że jak nie sprzedasz tego samego dnia malin - to potem masz z nich sok. Jak nie sprzedasz sałaty - to masz zwiędłą, to samo ogórki, truskawki tego typu rzeczy.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: 100% masz marży, jeżeli policzysz cena w warzywniaku/cena detaliczna na giełdzie. Kup tych ogórków beczkę, to zobaczysz, że marża bedzie na poziomie 300% ;)

      Owszem, ze stratami się zgodzę. A co do ZUS - realny koszt zus po uwzględnieniu odliczeń podatkowych to koło 600 zł - w cholerę dużo, ale nie 1000 ;)

    •  

      pokaż komentarz

      @qckr: ok, to inaczej. Sprzedajesz miesięcznie warzyw za trzy tysiące. Kupujesz je za tysiąc, nie masz strat. Czysty zysk przed opodatkowaniem to dwa tysiące złotych. Z dochodu schodzą ci składki społeczne. - 750. Zostaje 1250 zł zysku przed opodatkowaniem, po uzusowaniu. I teraz od tego tysiaka masz do zapłacenia 18 procent. Czyli jakieś 250 złotych. Z podatku odliczasz jakieś 220 zdrowotnej. A więc podatek jedynie 30 złotych.
      Łącznie więc do rączki masz zysku tysiąc złotych. Połowę twojego zysku przejęło państwo.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: Serio myslisz ze 24 klientow tylko mial? Poprostu nie nabija na kase cwaniak i tyle :)

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: Ale tego nie neguję. Jednak dodałbym jedno: sprzedaję warzyw za 3000, ale nie misięcznie, tylko dziennie. W gorzyszch punktach/na wsi tygodniowo. I te rachunki wyglądaję nieco inaczej.

      Poza tym, nie znam wielu osób, które prowadzą działalność z dochodem na poziomie 2000 i zyskiem netto 1000 złotych. Taka praca to trochę bez sensu jest - lepiej się nająć na kasie w sklepie - też 1000 na rękę, a stres mniejszy, nakład pracy mniejszy itp. Więc owszem ZUS zjada 600 zł, podatki pozostałe 400. Czyli polowę - ale tylko przy założeniu że zarabiam 2000. Jak masz dochodu 15 000, to znika Ci procentowo mniej.

    •  

      pokaż komentarz

      @SatanD: jestem stałym klientem, koleś mnie zna, wiem czym się zajmuję i wie, że nie mam nic wspólnego z aparatem skarbowym. A jednak mi daje paragon zawsze. Więc nie sądzę. Teraz to nie te czasy, by nie nabijać, za duże kary i ryzyko wpadki

    •  

      pokaż komentarz

      @o90: Tylko idiota nie bierze kredytu prowadząc działalność gospodarczą. No może są małe wyjątki.

    •  

      pokaż komentarz

      nie znam branży spożywczej, znam branże budowlaną. i wam powiem jedno: w budowlance 90 procent firm żyje na kredycie kupieckim.

      @kamilztorunia: Ludzie, co wy piszecie. Kredyt w jednym miesiącu można wiżąć, w następnym spłacać. Jak on jest co miesiąc 5 tys na minusie to w jednym miesiacu musi miec 5 tys kredytu, w drugim 10, 15,20 itd... Przecież ten artykuł urąga inteligencji kogokolwiek kto miał matematykę w podstawówce. Zakop

    •  

      pokaż komentarz

      @qckr: Dokładnie. W ogóle autor miesza pojęcia. Pisze o 16tys. zysku przy 20tys. stałych kosztów. Więc zarabia te 16tys czy nie? Bo po chwili pisze, że zysk mniejszy od kosztów stałych. To te 16tys. to jest w końcu jego zysk (dochód), czy przychód?

      Sorki ale z taką księgowością nie wróże mu świetlanej przyszłości :)

    •  

      pokaż komentarz

      @karol3wr: Słyszałeś o inwestorach? Nie mówię tutaj o czymś w deseń spożywczak, ale naprawdę Ci ludzie są o wiele lepszą alternatywą niż kredyt.
      Zresztą jeżeli ktoś umie i wie jak prowadzić biznes to bez kredytu się obejdzie.

    •  

      pokaż komentarz

      @MakaronowyCzolg: Skończ oglądać amerykańskie seriale a najlepiej poszukaj inwestora i otwórz biznes. Poza tym inwestor albo udzieli CI kredytu albo przejmie część firmy więc czy to taki super pomysł?

    •  

      pokaż komentarz

      @qckr: Oczywiście, że masz rację, gratuluję cierpliwości tłumaczenia. Wiedz, że większość, która Cię plusuje, rozumie :)

    •  

      pokaż komentarz

      @karol3wr: Udzieli Ci kredytu na mniejszy % niż bank.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: I to jest złe, wy tam w budowlance wypracowaliście wspólnymi siłami chory rynek, bierzecie inwestycje nawet jak jest nieopłacalna i prowadzi do bankructwa.

    •  

      pokaż komentarz

      @o90: Pewnie tak, jak napisał - odbija sobie straty w sezonie na czereśniach.

    • więcej komentarzy(13)

  •  

    pokaż komentarz

    Z tych samych powodów dla których biedronka nie akceptuje kart. Koniec tematu.

  •  

    pokaż komentarz

    Ciekawe czy autor bierze pod uwagę osoby, które rezygnują z zakupów bo płatności kartą nie ma.

    •  

      pokaż komentarz

      @de_diabel: jak ma oddać marżę karciarzom i bankom, to pewnie ma to w nosie. Podobnie jak Biedronka.

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: Jeśli średnią marżę ma 6.4%, a operacja kartowa to koszt 1.1% to jednak mu koło 5% zostaje.

    •  

      pokaż komentarz

      @de_diabel: zapomniałeś policzyć koszty stałe: zus, płace, ochrona, prąd, etc...

    •  

      pokaż komentarz

      @kamilztorunia: Nie zapomniałem, to dodatkowa sprzedaż, ponad to co sprzedaje bez kart. Te koszty ma już obliczone w normalnej sprzedaży.
      Inaczej: teraz ma obrót 100tyś, jeśli wprowadzi karty to powiedzmy 110tyś. Te 10tyś dodatkowe nie generuje dodatkowych kosztów typu ZUS, płace, ochrona, prąd. Jedynie podatek w zależności od tego jak się rozlicza. Więc ma dodatkowo 10tyś - 3tyś za obsługę kartową i zostaje mu 7tyś.
      Wartości przyjąłem z kosmosu, chodziło o opisanie problemu. Nie twierdzę też, że karty podniosą mu obroty, tylko zastanawiam się czy brał to pod uwagę. Nie wiem jak wielu jest takich ludzi, którzy gotówkę rzadko noszą ze sobą, ale ja na przykład tak robię i mnie by stracił.
      Inna spraw jest też taka, że płatność kartą prowokuje do większych wydatków - nie jesteśmy ograniczenie tym co w portfelu jest.

    •  

      pokaż komentarz

      @de_diabel: a ja myślę, że to wynika jednak z lokalizacji. Wiadmo, że w centrum dużego miasta nie można nie przyjkmować kart. Ale w małej miejscowości, gdzie mieszka większość starszych osób jest już inaczej. Myślę, że właściciele potrafią to ocenić, co się lepiej opłaca

    •  

      pokaż komentarz

      @de_diabel: zapomniałeś, że ma rentowność na poziomie 6,4%. więc nie 10tyś, a 640zł dodatkowe przy dodatkowych kosztach ~2400. pomijam kwestie odliczania kosztów.

    •  

      pokaż komentarz

      @many: Prawda, że pominąłem ten procent - za duży skrót zrobiłem i sam się zgubiłem. Nie chodziło też o te konkretne cyfry, a o to, że dzięki kartom może zwiększyć obrót. Cyferki wpisałem, by wiadomo było o czym piszę. Twoje obliczenie też nie do końca jest prawidłowe - kartami byłoby płacone 60 tyś, a nie 20tyś (50% normalnego obrotu wg wyliczeń autora + moje dodatkowe 10 tyś z dodatkowych klientów).
      Nie podważam ustaleń autora, nie wiem tylko czy brał po uwagę możliwą większą liczbę klientów + większe wydatki, jeśli nie mamy ograniczeń portfela.

    •  

      pokaż komentarz

      @de_diabel: Po pierwsze: nie tyś, tylko tys.
      Po drugie: jeśli koszty obsługi karty to 2500zł (przy obecnym poziomie sprzedaży), to przy rentowności 6,2% obroty musiałby mu wzrosnąć o około 60 tysięcy, by się opłacało (na nowych klientach marża wyjdzie mu 6,2%-2,1% = 4,1%; 2500zł podzielone przez 4,1%=61 tys. zł).
      Po trzecie: jak już kilka osób zauważyło, cała historia się ie trzyma kupy, bo facet twierdzi, że co miesiąc jest 4 tysiące w plecy i że niby to pokrywa odroczeniem zapłaty - totalna bzdura, NO CHYBA, ŻE MU TOWAR NA PÓŁKACH PROCENTUJE JAK LOKATA W BANKU :-p

    •  

      pokaż komentarz

      @de_diabel: Pozwól, że ja Ci odpowiem jeśli chodzi o rezygnację z płacenia kartą. Dla mnie płatności kartą i marża na poziomie 2-3% jaką chce np. Polcard za obsługę płatności to czyste zdzierstwo - szczególnie na spożywce - gdzie tak jak autor tekstu pisze - marża waha się w granicach 2-6%. Te % mają jasny przelicznik chociażby w tym, żeby zatrudnić jakiegoś pracownika. Chyba lepiej jest np. zatrudnić dodatkową ekspedientkę (która w jakiś sposób pracuje) niż płacić bankom że łaskawie obsłużą transakcję która NIC ich w sumie nie kosztuje (bo to sprzedawca ponosi koszty terminala i dostępu do łącza internetowego). Koszty płatności kartą są drogie i nie ma co do tego dyskusji. Ale do meritum - w Polsce naprawdę niewiele klientów jeszcze płaci kartą nawet w sklepie spożywczym. Sam prowadzę sklep i u mnie transakcji kartami to jest mniej niż 5%. Czy z tego tytułu mam płacić za terminal ? Czy lepiej dać komuś pracę ?

    •  

      pokaż komentarz

      @brokenik: No przecież mówię, że nie wiem jaka jest ewentualna strata na braku terminala. Drogo jest - to prawda, ale może to wynika właśnie z małej ilości transakcji? Zdaje się też, że od przyszłego roku ceny mają spaść. Jednak mówienie, że obsłużenie transakcji nic nie kosztuje, to jednak delikatne naciąganie faktów. Kosztuje, i to sporo, utrzymanie całej infrastruktury.
      Co do wybory ekspedientka czy terminal - jeśli jest potrzebna dodatkowa osoba, to ekspedientka, ale tylko, jeśli jest potrzebna. Jeśli nie jest potrzebna, a terminal z wyliczeń wychodzi na nieopłacalny - to nic.

    •  

      pokaż komentarz

      @de_diabel: Pomyśl sobie w ten sposób. Czy lepiej jest, żeby Pani Jola (ekspedientka) dostała wypłatę, czy lepiej jest dać przeżreć te pieniądze do systemu bankowego? Patrząc na mikroekonomiczny ekosystem zysk z tego, że Pani Jola dostanie te pieniążki do ręki są znacznie większe niż z płacenia tak naprawdę pośrednikom.

      A tak apropos infrastuktury. Znów trzeba patrzeć przez pryzmat skali. Skoro bankom opłaca się np. obsługiwać twoje konto za darmo przez internet, to czemu bank nie może obsługiwac transakcji również za darmo zarabiająca na tym, że w systemie bankowym dysponuje on niemal "żywą" gotówką? Powiedzmy każdego dnia niech 100.000 użytkowników dokonuje zakupów na kwotę 100zł. Daje to jakby nie patrzeć 10 milionów złotych, które mimo wypłat i wpłat są do dyspozycji transakcji finansowych. Skoro bankowi opłaca się Tobie utrzymywać konto i przelewy (za darmo) to dlaczego nie opłacało by się im pobierać nie 1-2$ a np. 0,1-0,2%?

    •  

      pokaż komentarz

      @brokenik: Konto mam za darmo, bo jednak bank oczekuje, że zarobi inaczej na mnie (mniej lub bardziej bezpośrednio). I jasna sprawa, że i dla mnie najlepiej jeśli będzie 0.1%, bo kupować będę pewnie te 2% taniej (jeśli sprzedawca oszczędności z prowizji nie przeznaczy na swoją marżę). I w sumie fajnie, że pani Jola dostanie wypłatę, ale trzeba też patrzeć na wygodę klienta. Z mojego punktu widzenia płatność kartą jest wygodniejsza i bezpieczniejsza. I poniekąd za tą wygodę płacę wyższą cenę w sklepie, bo przecież prowizja jest wliczona w towar. Prawdę mówiąc zgodziłbym się nawet, aby te 2%, albo jakaś ich część była na mnie wprost przerzucana za płatność kartą. Ja naprawdę wiem o tym, że to są koszty dla sprzedawców, ale jako klient mam też swoje wymagania. I ja osobiście mogę za nie zapłacić. Jednak póki system jest skonstruowany tak, a nie inaczej, to ja sklepy bez kart raczej będę omijać, bo po prostu nie mam jak w nich zapłacić, bo gotówki zwyczajnie przy sobie nie mam.

    •  

      pokaż komentarz

      @de_diabel: Owszem masz rację. Wygodniej jest płacić kartą ale czy bezpieczniej? Gdzieś czytałem takie badania, że przy płaceniu kartą ludzie średnio wydają 10-20% więcej, niż gdyby korzystali z gotówki.

    •  

      pokaż komentarz

      @brokenik: Bezpieczniej, bo to jednak mniej kusi niektórych amatorów cudzych pieniędzy :) Nie wiem na ile mniej, ale ja się czuję bezpieczniej tak. To, że wydaje się tak więcej to też wiem, choć nie przypuszczałem, że to może być aż 10-20%.

    • więcej komentarzy(5)

  •  

    pokaż komentarz

    Jak łatwo policzyć przy 190 tysiącach obrotu mam około 10 tysięcy zysku. Pięć pensji pochłania jakieś 11 tysięcy złotych.
    Straszne. Koleś prowadzi biznes na minusie. Podobne bajki próbował mi ostatnio w komputerowym wciskać sprzedawca, że on ma małą marżę, może 50zł maks na produktach. Nie chciałem go już pytać skąd zatem stać go na wynajem przestrzeni w ścisłym centrum dużego miasta ;).

    •  

      pokaż komentarz

      Podobne bajki próbował mi ostatnio w komputerowym wciskać sprzedawca, że on ma małą marżę, może 50zł maks na produktach.

      @simperium: To jest norma. Wychodzisz na obrocie a nie na marży

    •  

      pokaż komentarz

      @lkzb: ale pan z artykułu mówi że mu nic nie wychodzi i co miesiąc sobie do biznesu dokłada 4tys biorąc pod uwagę że anie on anie zona nie pracują gdzie indziej a maja wiadomo jeszcze jakieś dodatkowe koszty utrzymania to nie wróże mu przyszłości :P

    •  

      pokaż komentarz

      @simperium: Sorry ale jesteś chyba ograniczony. Przeczytaj ten artykuł jeszcze raz i policz. Ma 190 tysięcy obrotu (czyli za taką kwotę przerzuca towaru). Na tym przerzucaniu zarabia ok. 10 tysięcy - ale to nie wszystko na czym zarabia - ponieważ ma jeszcze dodatkowe zyski związane z ekspozycją towaru chociażby i to pozwala mu np. na pokrycie kosztów związanych z wypłatami dla pracowników.

      Jeśli chodzi o sklep elektroniczny to sprzedawca Cię nie oszukał. Na laptopach z przedziału 1500-2500zł często marże wynoszą od 50-100zł. Dlatego wk$%%iają mnie pajace, którzy przychodzą i marudzą - że oni to by chcieli jeszcze taką torbę za 100zł do "lapcia" gratis. Dlatego ich odsyłam do Media Marktu dla idiotów.

    •  

      pokaż komentarz

      @lkzb: możesz mi łopatologicznie wytłumaczyć, jak się wychodzi na obrocie?

    •  

      pokaż komentarz

      @simperium: lepiej sprzedać 100 sztuk towaru z niską marża niż kilka z wysoką. Masz duży obrót towarem

    •  

      pokaż komentarz

      @lkzb: aaa.. w ten sposób... myślałem, że chodzi o zawyżanie kosztów i odbijanie to sobie z vatu, a tymczasem Ty wciąż o marży ;). Co jak co, gros ludzi lubi przekoloryzować i tutaj w pewnym stopniu też tak pewnie jest ;). Co nie zmienia faktu, że sam tekst dosyć jasno tłumaczy czemu nie wszędzie można płacić kartą.

    •  

      pokaż komentarz

      @simperium: Bardzo możliwe, że sprzedawca z którym rozmawiałeś mówił prawdę.

      Pracowałem w dużym sklepie internetowym ze sprzętem foto - na markowe aparaty, obiektywy, lampy błyskowe itp popularne sprzęty była marża nie przekraczajaca 3-5%. Jedynie torby/plecaki foto i jakieś chińskie produkty (lampy, statywy, filtry, parasolki) pozwalały narzucić wyższą marżę.

  •  

    pokaż komentarz

    Abstrahując od tego tematu. Ameryki nie odkryłem, ale właśnie sobie coś uzmysłowiłem. Biedronka ma roczne obroty na pozomie 25 miliardów. Powiedzmy, że to moloch, więc wynegocjowałaby z karciarzami nie dwa procent marży, ale jeden procent. To by było 250 milionów złotych rocznie! A oni są mądrzy. Nie dosyć, że nie oddzadzą 250 baniek za nic, to jeszcze na karciarzach zarabiają pewnie kilka milionów dzierżawiąc powierzchnię pod bankomaty.

1 2 3 4 5 6 7 ... 10 11 następna